lili99
13.04.05, 18:58
jakiś miesiąc temu pisałam na forum o depresji poporodowej mojej siostry,
stan jej fizyczny się poprawił, jest już zdecydowanie silniejsza i ma siłę
zajmojmować się córeczką. Cały czas ma huśtawkę nastrojów, jest to
spowodowane tym, że jej mąż nie akceptuje już naszej rodziny, wyniósł z domu
inne idee życiowe (my utrzymujemy kontakt z najbliższą rodziną, rodzinę
drugiej połowy, np. mojej bratowej czy mojego męża nauczeni zostaliśmy
traktwoać jak własną, nauczyliśmy się tego, że to rodzina się powiększa a
nie ,że tracimy kogoś z rodziny. Rodzina szwagra bardzo żadko się ze sobą
spotyka, nawet w święta - mimo, że mieszkają blisko siebie - dla nas to jest
niezrozumiałe) odenoszę takie wrażenie, że konflikt między naszymi rodzinami
jest jego celem, który zamierzał osiągnąć już dawno. Niechce nic zmieniać
polepszać naszych stosunków, mimo iż wie, że mojej siostrze bardzo na tym
zależy i boli ją to, nie może z tym wszystkim się pogodzić. Szkoda tylko, że
dopeiro teraz dojrzała to, że mają inną wizję życia - motto szwagra to; ja
nie chcę od nikogo pomocy i ja nikomu nie będę pomagał. Jakiś m-c temu moja
siostra miała typowe objawy depresji porodowej (cóeczka ma 2 m-ce) nie mogła
jeść, spać, wymiotowała, miała rozbiegane myśli, nie miała ochoty zajmować
się dzieckiem. Psychiatra stwierdził depresję porodową, ale szwagier i
rodzice jego stwierzili, że ona sama powinna się wziąźć w garść, a nie
chodzić po lekarzach, bo ona sobie to wszyskto uroiła. Moja siostra była
zawsze osobą spokojną i przejmowała się reakcją ludzi, chciała
wszystkim "dogodzić" żeby nikogo nie urazić. Nie mogę tego przeżyć, jesteśmy
bardzo zżyte ze sobą, nie jesteśmy tylko siostrami ale i najlepszymi
przyjaciółkami, jestem taka bezradna w tej sytuacji.