Mam dość...

16.05.05, 15:53
Mam dzisiaj dość wszystkiego...a najbardziej siebie...i życia...zaczynam się
poddawać...a jeszcze nie zaczęłam walczyć. Dzisiaj mam urodziny.. pojawiło mi
się na liczniku 28...cóż i człowiek zaczyna się bardziej zastanawiać nad
swoim życiem... podsumowanie.. u mnie to wychodzi źle.
Tak fajnie byłoby się wtulić w kochające ramiona i usłyszeć wszystko będzie
dobrze... ale to byłoby rozwiązanie na chwile...problem by pozostał bo jest
we mnie ...
I wszystko do d..... mam ochotę się gdzieś schować ..ukryć...co by poczuć się
bezpiecznie przez chwile jak małe dziecko...ale nie ma tak łatwo, nie mam
poczucia bezpieczeństwa w moim życiu.
Nic nie ma, a tu trzeba się zebrać do kupy i zacząć walczyć o to żeby było
coś.. a przede wszystkim o to by znaleźć sens w tym wszystkie.. radość...w
równowagę z samym sobą.
To chyba dla mnie za trudne.. przez te całe 28 lat żyłam nienawidząc
siebie...takiej, jaką jestem, szukałam akceptacji w oczach innych, starałam
się być idealna żeby nikt nie zauważył, że tam w środku nic nie ma, moja
motywacja polegała na wbijaniu sobie szpili...musisz bo....Wiecie fajnie jest
zrozumieć, ze się gnoiło samego siebie przez te wszystkie lata. Tyle dobrych
pomysłów.. w głowie...i ciągły strach przed wyjściem z inicjatywą...bo ktoś
się będzie z tego śmiał, bo ktoś uzna to za głupie.. bo... jest we mnie
ciągły lek przed śmiesznością.. brakiem akceptacji...i tak było zawsze....
I maska pełna cynizmu.. żeby nikt nie dostrzegł, że można mnie zranić...
Pozory silnej niezależnej kobiety.
Nawet nie umiem poprosić o pomoc...bo przecież to była by oznaka słabości..
Wiecie, co super się żyje z brakiem poczucia własnej wartości...starając się
odnaleźć ją w innych...
Kochałam kiedyś bardzo kogoś... ale nie kochałam siebie...on mnie też bardzo
kochał...ale jak długo można lać uczucie w pustkę ..studnie bez dna...kiedyś
przychodzi zmęczenie.. i wszystko się kończy...
Dobrze wypłakałam się ..ale jeszcze przydałby mi się kopniak, który by mnie
zmobilizował do walki...ale taki solidny. Ktoś ma jakiś pomysł???
Mam jeszcze prośbę...a może apel....kochajcie swoje dzieci za to, że
są...okazujcie im na każdym kroku swoja bezwarunkową
miłość...przytulajcie...stwórzcie im poczucie bezpieczeństwa.. ale bez
żadnych warunków...przyznawajcie się do swoich błędów, jeśli je
popełniacie...rozmawiajcie z nimi, a przede wszystkim kochajcie je
bezwarunkowo...i okazujcie to...to tak mało a zarazem tak wiele...żeby
później wasze dziecko nie cierpiało.
Ja i tak się cieszę, że wiem to wiem...ale zmiana sposobu myślenia ..tym
samym całego swojego życia...nie jest łatwa...i brak mi już siły.. i
nadziei ..
    • marenta Re: Mam dość... 16.05.05, 16:03
      kochajcie dzieci swoje - wy jesteście im ostoją
      kochajcie dzieci swoje - niech się was nie boją

      kochajcie dzieci swoje - bo nad nimi macie władzę
      kochajcie dzieci swoje - ja z sympatii radzę

      kochajcie dzieci swoje - jesteście dla nich wzorem
      kochajcie dzieci swoje - pierwszych marzeń autorem

      kochajcie dzieci swoje - bowiem miłości waszej
      nie jest w stanie zastąpić nawet najlepsza z maszyn

      Ojciec Stalina krótko go trzymał
      napie..ł bez końca, karma boląca
      Ojciec Stalina wykonał olbrzyma
      kata milionów, upiora domów

      kochajcie dzieci swoje - niechaj ufne żyją
      kochajcie dzieci swoje - bo wy także ich nadzieją

      kochajcie dzieci swoje - bo jesteście silniejsi
      kochajcie dzieci swoje - bo jesteście mądrzejsi

      kochajcie dzieci swoje - całym światem ich jesteście
      kochajcie dzieci swoje - na ramionach je nieście

      kochajcie dzieci swoje - bo mając miłość w domu
      nie pójdą jej szukać na ulice po kryjomu

      Ojciec Hitlera ciągle go napierdzielał
      pasem go ćwiczył, a mały razy liczył
      Ojciec Hitlera stworzył fuhrera
      co skończył na grobie idei chorej swojej

      każdy człowiek ma potrzebę kochania
      a dziecko człowiekiem po dwakroć!

      boleć potrafi grzech zaniechania
      to wszystko jest łatwo tak pojąć

      kochajcie dzieci swoje - to się potem opłaca
      kochajcie dzieci swoje - miłość pomnożona wraca

      kochajcie dzieci swoje - wy tworzycie im wspomnienia
      kochajcie dzieci swoje - uczuć wypełnienia

      "kochajcie dzieci swoje - to odpowiedzialna praca
      kochajcie dzieci swoje - ale potem się opłaca"


      kochajcie dzieci swoje - to nie jest wszystko jedno
      czy na wasz widok śmieją się czy bledną

      Tata i Mama do życia brama
      opoka pierwsza najważniejsza

      Tata i Mama do życia brama ... "
      KOCHAJCIE DZIECI SWOJE
      Kazik
      • rainyday Re: Mam dość... 16.05.05, 16:52
        Fajny tekst.
        Przydałaby się jeszcze instrukcja co to znaczy kochać i jak się okazuje
        uczucia :)
        Ja wyniosłam z domu ... :) ze uczucia sa słabością i nieumiejętnośc ich
        okazywania...ucze się na nowo.. ale to też nie jest łatwe...pewne zachowania są
        odruchowe...tak zostałam wychowana.
        To tak jest jak skrzywdzone dzieci wychowują kolejne pokolenie...kolejne
        skrzywdzone dzieci...
        Ja sama, jak bym się czas jakiś temu zdecydowała na dziecko...wychowałabym je
        tak samo...bylabym bardzo wymagajaca...model wychowawczy oparty na systemie
        kar...i sądze, że bym zupełnie niechcący wychowała je w taki sam sposób jak
        mnie wychowano...myśląc że je motywuje bym je gnoiła psychicznie...podcinałabym
        mu skrzydła...wylewałabym złość na świat..na nie....
        Bym je bardzo kochała..ale krzywdziła i ograniczała na każdym kroku...
        Wiesz, ciesze się że kiedyś tak wyszło...teraz wiem i rozumiem więcej..uczę się
        przyznawać do błędów...i może kiedyś uda mi się .....wychować inaczej moje
        dziecko.
        • marenta Re: Mam dość... 16.05.05, 19:44
          > Przydałaby się jeszcze instrukcja co to znaczy kochać i jak się okazuje
          > uczucia :)
          wątek zrobił się trochę podniosły, więc zaryzykuję;):

          Hymn o miłości - Pierwszy List św. Pawła Apostoła do Koryntian 13, 1-13
          Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
          a miłości bym nie miał,
          stałbym się jak miedź brzęcząca
          albo cymbał brzmiący.
          Gdybym też miał dar prorokowania
          i znał wszystkie tajemnice
          i posiadał wszelką wiedzę,
          i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
          a miłości bym nie miał,
          byłbym niczym.
          I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
          a ciało wystawił na spalenie,
          lecz miłości bym nie miał,
          nic bym nie zyskał.
          Miłość cierpliwa jest,
          łaskawa jest.
          Miłość nie zazdrości,
          nie szuka poklasku,
          nie unosi się pychą;
          nie dopuszcza się bezwstydu,
          nie szuka swego,
          nie unosi się gniewem,
          nie pamięta złego;
          nie cieszy się z niesprawiedliwości,
          lecz współweseli się z prawdą.
          Wszystko znosi,
          wszystkiemu wierzy,
          we wszystkim pokłada nadzieję,
          wszystko przetrzyma.
          Miłość nigdy nie ustaje,
          [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
          albo jak dar języków, który zniknie,
          lub jak wiedza, której zabraknie.
          Po części bowiem tylko poznajemy,
          po części prorokujemy.
          Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
          zniknie to, co jest tylko częściowe.
          Gdy byłem dzieckiem,
          mówiłem jak dziecko,
          czułem jak dziecko,
          myślałem jak dziecko.
          Kiedy zaś stałem się mężem,
          wyzbyłem się tego, co dziecięce.
          Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
          wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
          Teraz poznaję po części,
          wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
          Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
          z nich zaś największa jest miłość.
    • znuzony Re: Mam dość... 16.05.05, 18:40
      rainyday napisała:


      > Mam jeszcze prośbę...a może apel....kochajcie swoje dzieci za to, że
      > są...okazujcie im na każdym kroku swoja bezwarunkową
      > miłość...przytulajcie...stwórzcie im poczucie bezpieczeństwa.. ale bez
      > żadnych warunków...przyznawajcie się do swoich błędów, jeśli je
      > popełniacie...rozmawiajcie z nimi, a przede wszystkim kochajcie je
      > bezwarunkowo...i okazujcie to...to tak mało a zarazem tak wiele...żeby
      > później wasze dziecko nie cierpiało.


      Prawda.Dodajmy święta!
      Na pocieszenie(jesli to pocieszenie wogóle) jestm młodszy o lat 8.I co?Taka sama
      beznadzieja.Niestety.
    • wajla25 Mam dość... 16.05.05, 19:40
      Wiele z tych słów pasuje również do mnie. Nie umiem tak ładnie opisać swoich
      emocji, uczuć... Od małego dziecka byłam krytykowana. Nie rozczulam się nad tym
      - stwierdzam fakt. Myślę, że to okrutne nieustannie krytykować. Teraz nie umiem
      przyjąć niczego innego opróćz krytyki. Gdy ktoś mówi mi coś dobrego, miłego o
      mnie to uciekam od tego kogoś. Specjalnie prowokuję do tego, aby mnie
      krytykowano bo to znam. To podświadome. Wg własnej oceny jestem kompletnym
      zerem ale nauczyłam się z tym żyć już teraz. Mam dziecko. To wzruszające co
      piszecie o dzieciach. Staram się jak mogę i myślę, że nigdy go nie skrytykuję
      głośno. Kocham je, przytulam, całuję często, rozmawiam i nie wiem dalej jak to
      będzie. Pozdrawiam Was i pamiętajcie, że jest nas wielu podobnych. Nie jesteśmy
      całkiem sami ze swoimi problemami... :)
    • aneta10ta Re: Mam dość... 16.05.05, 19:47
      rainyday napisała:

      > Dobrze wypłakałam się ..ale jeszcze przydałby mi się kopniak, który by mnie
      > zmobilizował do walki...ale taki solidny. Ktoś ma jakiś pomysł???
      Jeżeli ktoś musi, dlaczego nie ja?
      Aneta

      • malami33 Re: Mam dość... 16.05.05, 22:12
        Hejka mnie też kopnęło jak miałam 28 :-) Anetka na każdego przyjdzie czas
        "Kochajmy się" Mickiewicz
        • znuzony Re: Mam dość... 16.05.05, 22:45
          malami33 napisała:

          > Hejka mnie też kopnęło jak miałam 28 :-) Anetka na każdego przyjdzie czas
          > "Kochajmy się" Mickiewicz

          Nigdzie nie jest powiedziane,że przyjdzie.Można zdechnąc w samotności i
          nikt,nawet sąsiad za ścianą nie będzie o tym wiedział.A pozatym takowy "kopniak"
          może całkiem dobić depresanta.Więc z takimi ostrożnie!
          • aneta10ta Re: Mam dość... 16.05.05, 22:50
            znuzony napisał:

            > A pozatym takowy "kopniak
            > "
            > może całkiem dobić depresanta.Więc z takimi ostrożnie!
            Dlaczego? Co rusz ktoś pyta o sposób na bezbolesne zejście.
            Aneta
        • aneta10ta Re: Mam dość... 16.05.05, 22:47
          Poczekam te parę latek.
          Aneta
      • rainyday Re: Mam dość... 16.05.05, 22:43
        aneta10ta napisała:

        > rainyday napisała:
        >
        > > Dobrze wypłakałam się ..ale jeszcze przydałby mi się kopniak, który by mn
        > ie
        > > zmobilizował do walki...ale taki solidny. Ktoś ma jakiś pomysł???
        > Jeżeli ktoś musi, dlaczego nie ja?
        > Aneta
        >
        Dobrze to czekam :)

        • aneta10ta Re: Mam dość... 16.05.05, 22:52
          rainyday napisała:

          > Dobrze to czekam :)
          Tylko skoczę po szuwax i nowe sznurówki.
          Aneta
          • marcinsz0 Re: Mam dość... 16.05.05, 23:18
            ja Ciebie tez moge kopnac ale z góry mowie ze mam silne nogi i bedzie bolało ,ale ja tez czekam na solidnego kopniaka ,wiec mozemy sie razem pokopac
            • rainyday Re: Mam dość... 17.05.05, 00:11
              marcinsz0 napisała:

              > ja Ciebie tez moge kopnac ale z góry mowie ze mam silne nogi i bedzie
              bolało ,a
              > le ja tez czekam na solidnego kopniaka ,wiec mozemy sie razem pokopac

              Może czasem o to chodzi żeby zabolało, i wtedy można się wziąć w garść, już
              sama nie wiem.
              Odwzajemnić się mogę nie ma problemu.

              Jest jeszcze jeden sposób, który kiedyś przypadkiem wypróbowałam, sposób na
              rozładowanie tego wszystkiego co się odkłada i leży na wątrobie...zresztą chyba
              tak poważnie mówiąc każdy wysiłek fizyczny...sport poprawia samopoczucie.
              A ten sposób o którym mówiłam to krzyk ..taki gdzieś z głębi trzewiów...to
              całkiem fajny sposób, przyszło mi kiedyś na myśl żeby się przejść gdzieś na
              dworzec, a raczej w pobliże, i skorzystać z przejeżdżającego pociągu jako tła.
              Ale nie znalazłam nikogo chętnego, a samej głupio, i chyba się nie odważę :))))
              Bo wtedy kiedy potrzeba tego najbardziej najtrudniej się zmobilizować…ale
              trzeba kiedyś, bo tłumiąc to wszystko…i uśmiechając się do ludzi kiedy trzeba…i
              powtarzając że jest dobrze ..kumulujemy to wszystko…a to kiedyś musi wybuchnąć
              I może wtedy jak człek się pozbędzie na chwile tego co tak bardzo przygniata do
              ziemi...może uda się wtedy zmobilizować???
              • marenta Re: Mam dość... 17.05.05, 00:23
                musisz zacząć chodzić na blackmetalowe koncerty
                • marenta Re: Mam dość... 17.05.05, 13:55
                  albo zacznij grać jakąś rzeźnię. Mogę grać u Ciebie na wieśle.
                • rainyday Re: Mam dość... 17.05.05, 14:08
                  marenta napisała:

                  > musisz zacząć chodzić na blackmetalowe koncerty

                  Pomysł nawet dobry, powrót do muzycznych korzeni :))))))))))))
                  Widzę tylko jeden problem, mój krzyk ten z głębi trzewiów....jest raczej w
                  tonacji piskliwej....i to mocno
                  A, i "piszczę" zdecydowanie głośno :) Myślę, że to by nie uszło uwadze, i
                  niewątpliwie odróżniałoby się od pozostałych dźwięków. Jeszcze by mnie
                  zlinczowali :0
                  Ale jakaś kapelka "Wycie do księżyca" to już bliżej :)
                  • marenta Re: Mam dość... 17.05.05, 14:18
                    ściągnij sobie jakiś numer Cradle of Filth
                  • marenta Re: Mam dość... 17.05.05, 14:29
                    niemniej jednak uważam że bulgotanie jest bardziej asertywne
                    • rainyday Re: Mam dość... 17.05.05, 14:40
                      marenta napisała:

                      > niemniej jednak uważam że bulgotanie jest bardziej asertywne
                      >
                      Dzięki, sciągnę sobie.
                      Mam pytanko...o co chodzi z tym bulgotaniem..bo chyba nie załapałam :0

                      Kiedyś też myślałam że asertywność to coś dla mnie, poczytałam sobie, ale moje
                      problemy są głebiej i musze to wszystko poukładać... ale w życiu codziennym
                      staram sie...nie zawsze wychodzi... ja jestem z tych typów ktre myslą zawsze o
                      innych...często przemilczam własne potrzeby...ale ucze się.
                      • marenta Re: Mam dość... 17.05.05, 15:37
                        pisk a ryk to są dwie różne rzeczy, piskiem wyrażasz swoją lękową stronę
                        natury, a growlem wojowniczą ;) Babki też potrafią bulgotać, ściągnij sobie
                        Arch Enemy z płyty "Wages of Sin" (wcześniej śpiewał facet)- dla mnie najlepszy
                        jest kawałek "Ravenous" np tutaj -> www.siatec.net/archenemy/ pierwszy
                        na liście:)

                        ---
                        Arch Enemy/Ravenous/So rrrise my spirrrit rrrrrrise!
                        • rainyday Re: Mam dość... 18.05.05, 10:39
                          Dzięki za próbkę...już teraz wiem co miałaś na myśli pisząc bulgotanie :)
                          Jakbym tylko słuchała, to bym się nie domyśliła że to kobitka, nie
                          przesłuchałam wszystkich, ale musze przyznać że całkiem dobrze sobie radzi.
                          Pierwszy raz widzę kobietę w takiej kapelce.
                          Nie sądzę żebym potrafiła w ten sposób się wyżyć.
                          Ale to ciekawe, nigdy nie patrzyłam na mój pisk, jako wyrażanie mojej lękowej
                          strony natury. A dużo w tym prawdy, lękową stronę mam i to sporą a wojowniczej
                          jeszcze nie znalazłam ale cały czas szukam :)
            • aneta10ta Re: Mam dość... 17.05.05, 12:29
              Mam partnera do sparingu na wyciągnięcie ręki. Takie byczysko, że od samego
              spojrzenia miękną mi kolana. Poza tym nie odczuwam zapotrzebowania na kopsy.
              Aneta
          • rainyday Re: Mam dość... 16.05.05, 23:50
            aneta10ta napisała:

            > rainyday napisała:
            >
            > > Dobrze to czekam :)
            > Tylko skoczę po szuwax i nowe sznurówki.
            > Aneta

            Ale tak porządnie poproszę...no może nie chcę wypaść przez okno, ale jak nie
            będę mogła usiać przez pare dni to się nie odrażę...może wtedy nic innego mi
            nie zostanie jak dreptać i załatwiać poodkładane sprawy...a dużo się ich
            nazbierało :(
            • aneta10ta Re: Mam dość... 17.05.05, 12:36
              Dopiero teraz dotarło do mnie, żeś baba. Daruj, ale jakoś nie mogę. Cholera,
              nigdy nie mogłam.. Przeklęte princscypia.
              Aneta
              • marenta Re: Mam dość... 17.05.05, 12:46
                ja mogę skopać, w imię zasad;)
                • aneta10ta Re: Mam dość... 17.05.05, 13:21
                  A ja mogę znieść skopanie, w imię zasad.
                  Aneta
                  • aneta10ta Re: Mam dość... 17.05.05, 13:23
                    Tylko,że jedno i drugie to fanatyzm. Pieprzę..
                    Aneta
                    • marenta Re: Mam dość... 17.05.05, 13:58
                      ale ona sama chce
                      • rainyday Re: Mam dość... 17.05.05, 14:32
                        marenta napisała:

                        > ale ona sama chce
                        To fakt, przyznaje.. ale, proszę mi tu nie imputować :) jakiegoś fanatyzmu itp.
                        A poważnie to przydał by mi się kopniak żeby się wreszcie obudzić ale sama nie
                        wiem co przez to rozumiem, gdybym wiedziała to bym sobie takiego kopniaczka
                        zafundowała.

                        Chciałabym podziękować, za tą rozmowę...sam fakt że się przełamałam i zaczęłam
                        pisać to jak dla mnie też dużo, nigdy nie umiałam prosić o pomoc.. teraz się
                        uczę. I przyznawać się że jej potrzebuje też.

                        Trudno jest żyć ...i sprawiać wrażenie uśmiechniętej pełnej
                        optymizmu...zadowolonej z życia...osoby. A w środku tyka bomba, ale kiedyś
                        wybucha...i sił już brak.

                        Wczoraj odezwałam się do mojej psychoterapeutki...mam nadzieję że mnie
                        przyjmie...znikałam na długo już kilka razy ..ale to głównie z powodów
                        finansowych. To mi pomagało i przyznaje potrzebuje tego. Poszłam pierwszy raz z
                        takimi przyziemnymi problemami.. .nie układało mi się w związkach. .i takie
                        tam.
                        Długo trwało zanim wybuchłam i powiedziałam o tym co tak najbardziej ukrywałam
                        przed wszystkimi... ponad rok...zanim się tak naprawdę otworzyłam...i to nie
                        tak że nie chciałam ..pewne sprawy zepchnęłam bardzo głęboko.. i odcięłam... o
                        to też ma swoją ładna nazwę...chyba mechanizm wyparcia.
                        Otworzyłam tą puszkę Pandory...zrozumiałam skąd się wiele rzeczy wzięło...i
                        stanęłam w miejscu...myślałam że sama dam rade...ale się nie udało....
                        Teraz potrzebuje pomocy… i tak sobie czekam :(
    • cassis Re: Mam dość... 17.05.05, 11:37
      Pięknie to napisałaś....
      To też i o mnie i dla mnie - mam dziecko, któremu chcę dać zupełnie coś innego
      niż sama dostałam...
      • lucyna_n Re: Mam dość... 17.05.05, 12:38
        wszyscy rodzice w tym watku tacy dobrzy i poprawni i wogole , a gdzie Ci znerwicowani depresyjni
        zaniedbujacy wszystko dookola, nie majacy sily ni ochoty na ubranie sie z rańca, jakim cudem z tego
        zaniedbania udaje sie wam wykluczyc opcje "dziecko". Macie depresje wybiórczą czy jak?
        Cos nie bardzo wierze ze nie puszczaja wam nerwy i nie przelewacie negatywnych emocji na dzieci, nie
        od dzis wiadomo ze depresyjny rodzic wychowuje depresyjne dziecko.
        No co do Cassis to wierze, bo to w cholere spokojna osoba jest i do rany przyłóż, ale tak ogólnie to
        dzieciaki maja z nami przerąbane, czy nam sie to podoba czy nie, tak mi się wydaje.
        • cassis Re: Mam dość... 17.05.05, 13:33
          oooojjjj,Lucynko, nie przeceniaj mnie....
          DO spokojnej osoby mi baaaardzo daleko. I czasami chodzę niemożliwie
          nabuzowana. I w dorosłym życiu nauczyłam się dawać temu upust, bo inaczej chyba
          bym naprawdę oszalała. Niestety dziecko też się czasem dostanie, ale staram się
          hamować jak tylko to możliwe. Na szczęście mój mąż to oaza spokoju i jak już
          nie mogę to zostawiam małą jemu na głowie a sama się wyładowuję gdzieś na
          boczku....
          Ja tylko napisałam co bym CHCIAŁA dziecku dać, a czy mi się to uda -
          zobaczymy... Na szczęśćie nigdy nie byłam w tak złym stanie żeby nie móc zrobić
          wokół dziecka czy siebie podstawowego obrządku.
    • ria2 Re: Mam dość... 17.05.05, 12:57
      Cześć!

      To ja może opowiem jak to jest z tej drugiej strony. Miałam i mam bardzo ciepły
      dom :-). Uczucie miłości okazywane było mi zawsze, kiedy tego potrzebowałam.
      Bezwarunkowo! Nauczono mnie, że istotą życia jest dobro, pomoc innym,
      okazywanie wsparcia... Na pewno nie krzywdzenie! No i okazywanie uczuć.
      Sielanka!

      Wychowano mnie dla świata, który nie istnieje. Ale to patetycznie zabrzmiało,
      hehe. Oczywiście nie chcę demonizować. Świat jest taki jaki jest. Ani zły anie
      dobry. Po prostu jest taki i taki. Ale wracając do tematu. Tak więc przez długi
      czas żyłam w świecie wyidealizowanym, jak w szklanej kuli.

      Kiedy w końcu się z niego wydostałam (wyjechałam na studia, no wiecie: dorosłe
      życie itp.), okazało się, że jestem sama jak palec. Na totalnej pustyni. A
      wokół pełno ludzi. Niby nikt bardzo mnie nie skrzywdził... Teraz wiem, że moje
      smutki wynikały w dużej mierze z nadwrażliwości, idealizmu... i tym podobnych
      bzdur. Po innych takie rzeczy (które mnie spotkały) spływają jak po
      przysłowiowej kaczce. Albo przynajmniej lepiej sobie z nimi radzą.

      Teraz bliscy mi mówią/sama sobie mówię: "spokojnie, więcej dystansu, więcej
      gruboskórności!" Ale na takie wychowanie, to cholera już trochę za późno... Nie
      nauczę się teraz nie przejmować, nie martwić, olewać innych.

      I teraz do Ciebie Rainday. Wiem, że cierpisz. Bliska mi osoba jest właśnie kimś
      takim, kimś, kto nie potrafi wyrażać uczuć. Ale stań choć na chwilę na moim
      miejscu/na jego miejscu. Pomyśl... jak to jest.
      Mam dużo ciepłych uczuć. Dla przyjaźni, miłości jestem w stanie zrobić wiele.
      Chcę dawać, dzielić się itp. a ktoś taki jak Ty/ktoś, kto nie potrafi okazać
      ciepła, przyjaźni, zaangażowania, robi wszystko, żebym uwierzyła, że tego nie
      chce. Choć wiem, że chce! Można czekać, można mieć nadzieję, ale na jak długo
      to może wystarczyć?
      Ja się czuję z taką osbobą tak bardzo samotna, że aż boli. Jest, wiem, że
      jest... ale co z tego, gdy tak naprawdę jej nie ma. Jestem sama!

      Dlatego w wychowaniu konieczne jest zachowanie równowagi. Trzeba nauczyć
      okazywania uczuć, ale jednocześnie zaznaczyć, że są ludzie którzy tego nie
      robią... i nauczyć tego (choć nie wiem jak?), jak z nimi żyć i nie cierpieć.

      Mój smutek wziął się z tego, że przez ludzi nie okazujących uczuć, boję się już
      bliskości.

      Pozdrawiam,
      Ria
    • mskaiq Re: Mam dość... 17.05.05, 15:52
      Nie wiem czy zdajesz Sobie sprawe ze widzisz wszystko wokol Siebie tak jak
      widzisz Siebie. Kiedy nie lubisz Siebie, nie lubisz innych. Caly swiat jest nie
      akceptowany bo nie akceptujesz Siebie.
      Dla kazdego z nas najwazniejsza walka w zyciu to walka o Siebie. Nie mozesz
      dzialac przeciwko Sobie, musisz nauczyc sie wybaczac Sobie. Kiedy zrobisz cos
      zle, nie badz przeciwko Sobie, nie karaj sie za to. Zastanow sie dlaczego cos
      nie wyszlo. Zawsze jest powod.
      Nie mozna miec Siebie dosyc to prowadzi do mysli samobojczych to dziala
      przeciwko nam.
      Nie potrzebujesz kopa, potrzebujesz troche dobrego serca od Siebie dla Siebie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • znuzony Re: Mam dość... 17.05.05, 18:53
        mskaiq napisał:

        > Nie wiem czy zdajesz Sobie sprawe ze widzisz wszystko wokol Siebie tak jak
        > widzisz Siebie. Kiedy nie lubisz Siebie, nie lubisz innych. Caly swiat jest nie
        >
        > akceptowany bo nie akceptujesz Siebie.
        > Dla kazdego z nas najwazniejsza walka w zyciu to walka o Siebie. Nie mozesz
        > dzialac przeciwko Sobie, musisz nauczyc sie wybaczac Sobie. Kiedy zrobisz cos
        > zle, nie badz przeciwko Sobie, nie karaj sie za to. Zastanow sie dlaczego cos
        > nie wyszlo. Zawsze jest powod.
        > Nie mozna miec Siebie dosyc to prowadzi do mysli samobojczych to dziala
        > przeciwko nam.
        > Nie potrzebujesz kopa, potrzebujesz troche dobrego serca od Siebie dla Siebie.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        Jak czytam takie telsty to mnie czyście :DD.Kochaj siebie,Kochaj siebie ACH!ACH!
        • lucyna_n Re: Mam dość... 18.05.05, 10:42
          tak, zdecydowanie zabawniej jest nienawidzić siebe i innych. Ubaw po pachy.
      • rainyday Re: Mam dość... 18.05.05, 12:06
        Wiem, ale bardzo trudno jest zmienić swoje podejście, sposób myślenia, tym
        samym oceniania sytuacji. Żyłam nienawidząc siebie ponad 27 lat, ciągle
        walczyłam z samą sobą. Dopiero po ponad roku terapii wyszło gdzie tak naprawdę
        tkwią korzenie moich problemów. Dowiedziałam się że zostałam bardzo skrzywdzona
        jak dziecko, że mam prawo być zła mieć żal. Ale ja nie umiem sobie z tym
        wszystkim poradzić, ja nie umiem być zła, ja wiem że oni nie robili tego
        celowo...
        Podobnie nie umiem sobie poradzić ze zmianą mojego sposobu myślenie, zawsze
        czułam się winna za wszystko.
        Teraz rozumiem więcej, ale w kilka miesięcy ciężko zmienić to z czym się żyło
        tyle lat...gubię się w tym wszystkim.
        To prawo do tego żalu, sprawiło że gdzieś się zatrzymałam, i nie umiem się
        zmobilizować...zawsze mobilizowałam się gnojąc samą siebie...teraz nie mam
        sposobu na siebie, i o to chodziło mi z tym kopniakiem.
        Teraz stoję w miejscu, i jeśli ja nie zrobię czegoś w moim życiu, to będę tak
        tkwiła.
        Próbuje pokochać tą dziewczynkę, która jest we mnie, która sama też odrzuciłam,
        i odcięłam się. Łatwo jest zrozumieć, poradzić sobie z tym jest trudniej..

        • lucyna_n Re: Mam dość... 18.05.05, 12:15
          Ostrożnie z ta psychoanaliza, nie znam nikogo kto dzieki temu poukladalby cokolwiek, a znam kilka
          osób ktore utknęły z taka ukladanka z milona kawalkow . Skup sie raczej na tym co jest tu i teraz,
          przestan żyć przeszłościa i szukać winy w sobie, w innych. Nawet jeżeli ta wina była, a pewnie była, to
          czasu i tak nie cofniesz.
          Nie rozdrabniaj tego wszystkiego na części pierwsze, rozwiązuj raczej po kolei konkretne problemy
          które utrudniają Ci funkcjonowanie a nie całokształt, bo całokształtu w depresji sie nie da ogarnąć, a co
          dopiero zmienić.
          Góry można przenosić, ale po kawałku.
        • marenta Re: Mam dość... 18.05.05, 12:22
          I bądź jak Lara Croft a nie piep.... dziewczynka z zapałkami. Pozdrawiam
          • rainyday Re: Mam dość... 18.05.05, 13:22
            marenta napisała:

            > I bądź jak Lara Croft a nie piep.... dziewczynka z zapałkami. Pozdrawiam

            Dobre :))))))))))))))))))))))))))))))))0
            • marenta Re: Mam dość... 18.05.05, 13:53
              a umiesz już się bronić?
              • rainyday Re: Mam dość... 18.05.05, 14:37
                chyba nie :(
          • aneta10ta Re: Mam dość... 18.05.05, 15:32
            Każda praca zasługuje na szacunek.
            Aneta
    • mskaiq Re: Mam dość... 18.05.05, 15:16
      To dobrze ze nie umiesz byc zla, dobrze ze patrzysz na to w taki sposob ze Oni
      nie robili tego celowo. Musisz pozbyc sie tego zalu co jest w Tobie, to bedzie
      ten kop ktorego szukasz. Zal to jedno z najbardziej niszczacych uczuc jakie sa
      w nas. Nie zaluj Siebie, rezultatem zalu sa lzy i bol ktory odbiera chec do
      wszystkiego.
      Ten zal bedzie do Ciebie przychodzil, bron sie przed tym. Kiedy przyjdzie
      staraj sie zajac czyms co lubisz nie pozwol abys wracala myslami do przeszlosci
      bo znow rozpeta sie w Tobie burza zalu, bolu i cierpienia.
      Po pewnym czasie kiedy bedziesz konsekwentnie odrzucala ten zal, on bedzie
      coraz slabszy az w koncu odejdzie.
      Wtedy nastapi wybaczenie i zaczniesz wracac do Siebie, Twoje zycie zacznie
      przynosic radosc, zaczniesz tolerowac Siebie i w koncu zaakceptujesz Siebie.
      Kluczem do tego wybaczenie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • rainyday Re: Mam dość... 19.05.05, 11:39
        Nigdy nie myślałam w ten sposób o żalu.
        Dziękuję za cenną rade.
    • urszulai Re: Mam dość... 19.05.05, 13:38
      Ja tez mam dzis dosc.Zycie mnie przerasta ale wiem ze jutro bedzie nowy dzien i
      byc moze laskawszy dla mnie.
      • rainyday Re: Mam dość... 19.05.05, 14:25
        urszulai napisała:

        > Ja tez mam dzis dosc.Zycie mnie przerasta ale wiem ze jutro bedzie nowy dzien
        i
        >
        > byc moze laskawszy dla mnie

        3maj sie cieplutko, życze Ci żeby był lepszy, ale to też od nas w dużej mierze
        zależy jaki będzię, od nastewienia. Ja się jakoś trzymam, czego i Tobie życzę :)
    • mskaiq Re: Mam dość... 19.05.05, 15:59
      Mysle Urszulai ze jutrzejszy dzien bedzie taki jak Sama go zorganizujesz. Jesli
      bedziesz szukala radosci, zrobisz dobry spacer, nie pozwolisz aby mysli
      przeciwko Tobie pietrzyly sie w Tobie to jutrzejszy dzien bedzie dobry.
      Kiedy pozwolisz aby negatywne mysli projektowaly Twoj dzien to bedzie on
      negatywny i zly.
      Musisz walczyc o dobre dni i o dobre mysli, inaczej kazdy nastepny dzien bedzie
      zdominowany przez zlo i beznadziejnosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja