nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rodziców

24.05.05, 11:11
wczoraj znowu zaczela sie awantura.
po wzieciu prysznica starlam podloge, bo troche sie chlapie.
wyszlam z lazienki a ojciec zaraz wola " zetrzyj te podloge, znowu jej nie
starlas"
ja mowie, ze starlam, ale tak troche wycieka jeszcze woda po jakims czasie
on do mnie, ze "pierd.ole glupoty" i ze mam migiem biec i zetrzec podloge. ja
odpowiedzialam, ze chwile poczekam bo nie bede stala z mopem przez 1/2 h tylko
zetre za chwile.
on do mnie, ze mam nie pyskowac, nie odnosic sie do niego w taki sposob ( ja
normalnie mowilam...:( )
ja odpowiedzialam, ze przeciez nie pyskuje
a on podszedl, kopnal mnie z calej sily z wykrzywiona mina jakbym byla jego
najwiekszym wrogiem. i mowi ze takiej szmaty to jeszcze nie znal. ze jestem
wstretnym dziewuszyskiem, zakała rodziny...moja mama podeszla do niego i
powiedziala, ze ma sie tak nie zachowywac wiecej, ze nie ma prawa kopac dzieci
a on do niej, ze ma :"przestac pier.dolic", i ze z takimi szmatami jak ja nie
chce miec nic do czynienia...

takie sytuacje zdarzyly sie juz nie raz
rodzice prawie w ogole mnie nie szanuja
nie moge tego wytrzymac, to jest ponad moje sily
moj chlopak nawet nie wie o takich sytuacjach, ktore maja miejsce, bo
zwyczajnie wstyd mi sie do tego przyznac
ojciec zgrywa wielkiego inteligenta, biznesmena, czlowieka na poziomie, ale
tak naprawde to ma mnie za nic i gdyby mogl to kiedys powiedzial, ze by mnie
zabil, ze zaluje ze sie urodzilam...
takie slowa ciezko jest uslyszec
mam 20 lat
nie mam wsparcia u rodzicow, zadnego
studiuje, jednak nie pracuje, bo studiuje dziennie
i mam zawalony caly tydzien zajeciami, chcialam sie wyprowadzic, bo ta
sytuacja mnie tak niszczy, ze szkoda slow, juz sie okaleczalam, czulam wtedy
jakas ulge, nie mam ochoty zyc.
jak prosze rodzicow o bilety na tramwaj albo autobus to mowia, ze mi nie dadza
musze kombinowac, zeby jakos funkcjonowac
w koncu kara za brak biletu przyjdzie do mnie a nie do nich

poradzcie co powinnam zrobic
czuje sie jak nikt, traktowana jak najgorsze zlo...
    • tristezza Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 12:42
      Twoj ojciec jest szalenie toksyczny, a mama prawdopodobnie nie jest
      wystarczajaco silna, aby mu sie skutecznie przeciwstawic. To jest regularna
      przemoc domowa.
      Radze Ci, abys opuscila ten dom jak najszybciej, bo stosunku rodzicow do siebie
      niestety nie zmienisz.Koniecznie porozmawiaj szczerze ze swoim chlopakiem. Masz
      juz 20 lat, moze moglibyscie razem zamieszkac?
      A probowalas znalezc jakas prace? Sprobuj sie usamodzielnic, chociaz to
      oczywiscie nie bedzie proste, ale nie widze innej mozliwosci.
      Serdecznie Cie pozdrawiam i zycze powodzenia w rozstaniu sie z rodziczmi
      t.
      • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 13:01
        wiem, ze najlepszym wyjsciem bylaby moja przeprowadzka.
        jednak nie mam takiej mozliwosci. probuje dorabiac-ale jedyne co udaje mi sie
        zdobyc do na mies.ok 100-200zł
        moj chlopak mieszka w innym miescie-150km ode mnie.

        czasami myslalam sobie, ze moze powinnam zglosic takie zachowanie na policje, ze
        to jest pastwienie sie nad czlowiekiem. nikt poza rodzina-matka i moim
        rodzenstwem, o tym nie wie. wszytscy zyja w blogiej swiaodmosci, ze jestesmy
        idealna rodzina.

        naprawde mam dosyc. ale nie widze, szczerze, wyjscia z tej sytuacji. to jest
        ponad moje sily. probuje walczyc, uczyc sie, nie chce sie nad soba litowac, ale
        te wszystkie obelgi, to upokorzania siedzi we mnie strasznie gleboko. czuje sie
        strasznie, czuje sie tak jak mniej wlasnie nazywa ojciec...
        zaczynam sie juz bac, ze to sie bedzie ciagnac i nigdy sie nie uwolnie...
        • tristezza Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 13:25
          Oczywiscie, ze to jest pastwienie sie nad czlowiekiem. Jestem jednak sceptyczna
          co do skutkow zgloszenia sprawy policji. Z tego co wiem, policja jest w
          sprawach przemocy w rodzinie bezradna, sady opieszale, a sadystyczni ojcowie i
          mezowie praktycznie bezkarni. Ojciec moglby sie dodatkowo na Tobie mscic.
          Mysle, ze przydalaby Ci sie jakas pomoc psychologiczna.A najlepiej by bylo
          jakbys skontaktowala sie z jakas instutucja, ktora zajmuje sie przemoca w
          rodzinie, mozesz zaczac od tzw. niebieskiej linii dla ofiar takiej przemocy.
          Ja na Twoim miejscu zrobilabym jednak wszystko aby zwiac z tego domu. Nie
          mozesz przeniesc sie do miasta Twojego chlopaka, studiowac tam zaocznie i
          pracowac?
          jeszcze raz pozdrawiam
          t.
          • zyrafa46 Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 13:32
            Też myślałam o zwiewaniu, czuję jednak, że to nie jest możliwe tak juz tak
            natychmiast. Mój pomysł, to cos właśnie na okres przejściowy. Przecież ten
            sposób działania mozna kontynuowac równiez na odległość. A mogłabys normalnie
            żyć. W pierwszej chwili, po przeczytaniu Twojego postu pomyślałam sobie nawet,
            że mamy jeden pokój w miarę wolny...
    • zyrafa46 Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 13:20
      Pozdrawiam Cie serdecznie. Z chłopakiem to nie wiem ale tu - pisz wszystko.
      Będzie Ci lżej. Jednak jęśli jestes pewna chłopca, powiedz mu co sie dzieje.
      Twój tata Cię niszczy bo kiedyś JEGO tak pewnie ktos traktował. Kiedyś pewnie
      potrzebował pomocy takiej jakiej Ty teraz potrzebujesz. Pewnie jej nie znalazł.
      Coś musi sie stać w jego życiu (ale czy to jeszcze jest możliwe?) by uwierzył,
      że jest wartościowym człowiekiem. Dokąd sie to nie stanie - będzie szukał
      słabszego i na nim wyładowywał swoja niemoc. Moja rada na początek: Jeśli
      cokolwiek, na jakimkolwiek polu Tata zrobi fajnie, dobrze - delikatnie mu to
      okaż. Delikatnie, inteligentnie. Aby poczuł prawdziwą radość. Zadowolenie z
      siebie. Nie żałuj Mu tego. To takie duże, zbite dziecko, które teraz bije bo
      nie umie inaczej pokazać jaki jest dzielny i ważny. Nie spełniaj wszystkich
      życzeń Taty (takich, które utrwalają jego poczucie słabości. Bo właśnie słabi
      biją). Jednak gdy powie Ci coś rzeczywiście wartego zainteresowania - ZAUWAŻ
      to. Inteligentnie, nie ostentacyjnie. Przeciez ten dzieciak tez potrzebuje
      zauważyc, że jest ważny, kochany. Jeśli tylko poczujesz taką iskierkę miłości
      do niego - to On POWINIEN o tym wiedzieć. Bo jak ma nie byc zimnym
      (przepraszam, ale tak to wygląda) draniem, gdy nikt mu nie dorzuca choc
      iskierek. Ale uważaj. Jego skorupa pewnie jest BARDZO twarda. (Może, niestety
      już nie do przebicia). Uważaj, Twojego paliwa musi Ci wystarczyć na całe życie.
      Jak poczujesz braki, próbuj odpalić tu, na forum. A przypatrz sie Mamie. może
      we dwie łatwiej by Wam było ogrzać trochę Tatę ciepłymi iskierkami. Jednak
      uważajcie (-j). Tu nie można folgować. On musi PRAWDZIWIE "ZAROBIĆ". Czy
      wyraziłam sie zrozumiale? Jeśli jakoś Cię uraziłam, czy napisałam coś głupiego,
      napisz mi to. Nie oszczędzaj. Nie sprawisz mi przykrości tylko przyjemność.
      Znaczyłoby to, że czujesz się choć tu bezpiecznie. Że możesz napisać, wyrazić
      co myślisz. Bo wiesz, że nikt Cię za to nie kopnie. Choć tu. A jeśli kopnie, to
      pamiętaj: kopie, bo jest słaby. Nie dlatego, że akurat Tobie chciał dokopać.
      Całuję Cię mocno. Pisz. Żyrafa
      • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 13:53
        dziękuje za takie słowa.
        wiem, ze ojciec mojego taty zachowywal sie ( i wciaz zle traktuje babcie...:( )
        tak samo. tyranizowal cala rodzine.
        ale wiesz, Zyrafo, ja juz stracilam nadzieje, ze tego czlowieka da sie zmienic,
        z roku na rok jest coraz gorzej. kiedys nie przeklinal tyle, powoli stawal sie i
        staje sie coraz gorszy. najgorsze jest to, ze pomimo iz mam chlopaka (jednak on
        mieszka w innym miescie i ma prace taka, ze u siebie jest tylko co dwa tygodnie)
        czuje sie potwornie sama. jeszcze nigdy tak zle sie nie czulam. i to niby mama i
        tata powinni byc ta opoka, ostoja, tym miejscem gdzie sie zatrzymasz, usiadziesz
        porozmawiasz, wyplaczesz sie, wyzalisz, takze ich wesprzesz. ja juz wiem, ze to
        stracilam na dobre. wiem, ze jak sie od nich uwolnie w koncu to nie bede chciala
        nigdy wrocic. jedyne co mnie trzyma przy nadziei to moj chlopak i moje
        rodzenstwo-oni sa jeszcze mali, ale jak sobie pomysle, jezeli oni beda musieli
        przezywac to samo co ja, z roku na rok coraz gorzej bedzie.plakac mi sie
        chce...oni sa mali, 5 i 10 lat...

        ja wiem, ze moge liczyc na mojego chlopaka, ale jeszcze nie przyszedl czas
        azebym mu powiedziala o tym. nie czuje sie na silach.
        tak zaluje, ze juz nigdy nie bede miala normalnej rodziny. obserwuje rodziny
        kolezanek i widze szacunek jaki sobie okazuja, widze troske. jak jestesmy z
        rodzicami gdzies wsrod innych ludzi to udaja, ze wszystko jest ok, ale jak ja
        mam im spojrzec w twarz, mam udawac, ze zawsze jest dobrze? wsrod obcych? ze nie
        ma problemow...
        nie chce tracic sily ani nadziei ale czujesz sie wypalona, tak doszczetnie, ze
        mam straszne mysli...

        dziekuje Wam bardzo...
        • zyrafa46 Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 14:10
          A jak rodzice traktuja Twoje rodzeństwo? Oczywiście w domu.
          • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 14:23
            gdybym miala porownywwac jak traktuja mnie a jak ich, to zdecydowanie lepiej je
            (dzieci) traktuja. chociaz mojemu mlodszemu bratu juz zdarzalo sie oberwac w
            glowe np.kapciem.ale wydaje mi sie, ze ten hamulec u ojca to wynika z tego, ze
            wie, ze to sa kruszynki i z kazdym uderzeniem moze zrobic im krzywde. a co
            bedzie jak beda wieksi??? co im wtedy zrobi?
            caly czas mam przed oczami jego twarz i ten moment jak mnie kopal,to wygladalo
            jakby mial przed soba najgorszego wroga, w oczach widac bylo tylko zlo...

            dla mnie sa to sytuacje niedopuszczalne. nie potrafilabym nikogo uderzyc. w
            dodatku kiedy ojciec chce mnie uderzyc albo mojego mlodszego brata to robi to
            okropna mina. trudno to opisac, ale czuje sie jakby ktos mial zamiar mnie za
            chwile zabic, stlamsic, zrownac z ziemia, upokorzyc.

            takie sytuacje nie zdarzaja sie codziennie. ta byla pierwszy raz od ok.3-4
            tygodni. a na porzadku dziennym karmi mnie slowami: "ty pasozycie' "zakalo
            rodziny", "dziewuszysko", "wiedzmo", "jak ten twoj gach moze cie chciec", "juz
            nie moge sie doczekac az spier.d..sz z tego w domu", "wreszcie wszyscy beda
            mieli swiety spoko i nikomu nie bedziesz zatruwala zycia". przeciez ja nie robie
            nic zlego...dlaczego mnie wini?

            boli mnie jeszcze to, ze moje rodzenstwo nastawia sie przeciwko mnie. "co ty
            zrobilas tatusiowi, ze Cie uderzyl", "dlaczego jestes taka niedobra", "lepiej
            bedzie jak sie od nas wyprowadzisz". jak sie slyszy takie slowa z ust takich
            malych istot czuje sie czlowiek okropnie. one mysla, ze tata jest dobry a ja
            jestem okropna. i boje sie ze okaze sie, ze bede odizolowana od rodziny, jako ta
            najgorsza. ale za co? co ja takiego zrobilam?

            ...
            • suchyxxx Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 14:50
              Ja bym powiedzial prawdę ojcu i jaki jest.Powiedzialbym że to jest jego wina że
              jesteś smutna i cię rani i wogóle zwalić winę na niego i potem po kłutni
              wyprowadzić się z domu na jego oczach.Założe się że za miesiąc albo szybciej by
              błagał żebyś wróciła i by czuł się winny.Tylko musisz mu to tak powiedzieć żeby
              naprawdę czuł winę.Trudne ale możliwe i jak zrozumie winę i matka mu jeszcze
              dowali swoje wkońcu to napewno się wszystkozmieni.Moesz spróbować ale policji
              nie powiadamiaj bo oni to nie umieją nic zrobić ba nawet zwalą że to twoja wina
              i będzie dopiero.Ja z ojcem strasznie się kłucę a matka biedna stoi po
              środku.Niestety na mojego ojca to ja jestem leń a nie żaden chory człowiek i
              sobie wmawiam horoby mimo że lekarz stwierdził nerwicę lękowoą.Ciekawe
              nie??Niestety tak to jest ale jeśli postanowisz zrobić spory krok to bardzo
              możliwe że uda ci się.Pozdrowienia i nie kalecz się bo po co??To nie twoja wina
              że tak się dzieje to pewnie ojciec jest dziwny.Nie martw się
        • aneta10ta Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 15:59
          chvvilovva napisała:

          > jedyne co mnie trzyma przy nadziei to moj chlopak
          Do istniejących problemów nie dodawj jeszcze jednego.
          > dziekuje Wam bardzo...
          Fajnie się Twój post czytało, chociaż był przydługi.
          Aneta
          • deirdra Do Anety 10-tej 24.05.05, 16:03
            Aneta !
            Dziewczyna jest w bardzo powaznej sytuacji zyciowej, Moglabys sie chociaz raz
            zdobyc na odrobine przyzwoitosci i powstrzymac z glupimi uwagami.Nie masz nic
            konstruktywnego do powiedzenia, to milcz !!
          • zyrafa46 Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 16:33
            Aneta, jest tyle ciekawych książek. Kup sobie.
    • sierota_z_wyboru Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 14:59
      Witam !
      Sytuacja, ktora opisujesz, jest mi doskonale znana z autopsji. Przezylam w domu
      podobne, jesli nie wieksze pieklo. Przez moich wyksztalconych, powszechnie
      cenionych i szanowanych rodzicow bylam bita, kopana, a przede wszystkim
      systematycznie ponizana i upokarzana werbalnie. Przez cale dziecinstwo bylam
      nazywana ku.., dziwka, debilem i imbecylem. Moja matka wielokrotnie powtarzala
      mi , ze zaluje, ze mnie nie zabila, kiedy bylam niemowleciem. Oboje rodzice
      byli zgodni co do mojej przyszlosci zyciowej : wiezienie lub w burdel.
      Twierdzili, ze jestem fizycznie tak odrazajaca i tlusta, ze zaden mezczyzna
      mnie nie bedzie chcial. I tak dalej..... Nie ma co wyliczac dalszych szczegolow.

      Co zrobilam ? W wieku 24 lat zerwalam z nimi wszelki kontakt ( to juz 10 lat
      temu ), rok pozniej wyszlam za maz, nie zaprosilam ich na slub, od 10 lat ich
      nie widzialam.
      Zerwanie z nimi to byla jedyna sluszna droga. Niestety zrobilam to za pozno.
      (Podobnie jak Ty teraz studiowalam na studiach dziennych, mialam ok. 30 godzin
      zajec tygodniowo, wiec pracy podjac nie moglam i bylam od nich uzalezniona
      finansowo ).
      Jeszcze raz powtarzam - 24 lata to ZA POZNO na usamodzielnienie sie. Przez te
      ostatnie 3-4 lata mojej matce udalo sie mnie psychicznie wykonczyc. Gdybym
      zerwala z nimi i usamodzielnila sie wczesniej, moze bym miala szanse na
      normalne zycie. A tak nie mam. Dlaczego ? Bo rodzice mi odebrali WIARE W SIEBIE.
      Nie skonczylam studiow, moje zycie zawodowe jest godne politowania, mam ciezka
      depresje. Ale chyba najwazniejsza strata, jaka ponioslam, to niezdolnosc do
      posiadania dzieci. Mam 34 lata i jestem bezdzietna, bo paralizuje mnie strach
      przed macierzynstwem.

      Rozpisalam sie o sobie, ale to tylko po to, zebys wiedziala, ze tez przez to
      przeszlam i zebys sobie uswiadomila , co Cie czeka. Musisz z nimi zerwac - NIE
      MA INNEGO WYJSCIA !!! Ja zaluje, ze sie nie usamodzielnilam w wieku 20 lat i
      nie poszlam do pracy, nawet byle jakiej. Studia mozna dokonczyc pozniej.
      Moja rada jest taka : jak najszybciej sie uniezaleznij, poki nie jest za pozno .
      Ratuj sie, poki mozesz !!!
      Zycze odwagi i wytrwalosci.
    • mattbel Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 15:13
      moj ojciec tez zawsze sie do mnie dopieprzal, ale w o wiele mniejszym stopniu
      niz twoj. nawet ciezko porownywac. chociaz dawniej to tez roznie bywalo.
      teraz juz mam spokoj od czasu, jak przy kazdym takim zdarzeniu zaczelam sie
      wydzierac, wyzywac go najgorszymi obelgami, wrzeszczec jak wariatka tak zeby pol
      osiedla mnie slyszalo hehehe. musialam sie troche przemoc, wiedzac, ze moze
      zastosowac wobec mnie przemoc fizyczna. ale powiedzialam sobie, ze jak mnie
      dotknie to podrapie mu twarz. i chyba to bylo po mnie widac, ze jestem gotowa mu
      nawet cos zrobic i chyba to zachowanie wskazujace na niepoczytalnosc tez
      pomoglo. bo te jego zachowania gnebienia mnie psychicznie sie nasilaly, a potem
      jak na niego wyjechalam prawie calkiem ustaly. potem po roku czy dwoch jeszcze
      raz sie to powtorzylo. i od tej pory cisza.
      niestety Twoja sytuacja jest duzo gorsza. i twoj stary moze Ci naprawde cos
      zrobic, skoro jest tak agresywny. ja wiedzialam, ze mnie nie zabije w razie
      czego, jak zaczne sie rzucac ani kosci mi raczej nie polamie;)... No ale to
      kazdy musi wyczuc wlasna sytuacje i dostosowac metody. niestety u Ciebie
      najlepszym wyjsciem rzeczywiscie bylaby wyprowadzka. ale to latwo tak mowic...
      Pozdrawiam

    • mskaiq Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 18:04
      Sprobuj nie antagonizowac. Zrob co mowi Twoj Ojciec i nie dyskutuj. W ten
      sposob unikniesz Jego zlosci i bardzo Mu pomozesz. To nie ma znaczenia ze Ty
      masz racje, ustap Mu, wtedy nie wybuchnie. Kazdy taki wybuch powoduje ze
      nastepny wybuch jest silniejszy. Jesli nie dasz Mu okazji do wybuchow to pewnym
      czasie ta zlosc do Ciebie bedzie sie zmiejszala, nie bedzie zadnego pretekstu
      aby sie pojawiala. Wtedy wygrasz Ojca, zacznie wtedy zmieniac o Tobie zdanie,
      wroci do Ciebie Jego szacunek i milosc.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 19:23
        jesli bede zachowywac sie tak jak on sytuacja w ogole nie pojdzie do przodu.
        'stojac w miejscu cofamy sie...'
        ani jemu nie dam w ten sposob do myslenia a bede czula sie non stop ograniczana.
        mam chyba prawo do wolnosci (tutaj rozumianej jako swobode wyrazania swoich
        opinii w rodzinie) i do szacunku.
        zreszta nawet gdy mu sie nie stawiam to on mysli, ze mu wszytsko wolno.
        nie patrze na niego jak na ojca, po tym co pokazal oceniam go jak zwyklego
        czlowieka.jak widac fakt ze dzieki niemu jestem na tym swiecie nie odgrywa
        zadnej roli, traktuje mnie gorzej jak obcych...
      • lucyna_n Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 22:29
        ja tak robilam kiedy jeszcze mieszkalam z moim psychopatycznym rodzicem, Niestety metoda unikania
        spowodowala tylko tyle ze sie do konca rozbestwil i mnozyl swoje wymogi , bluzgi znecania fizyczne i
        psychiczne. To nie rzeczywiste sytuacje prowokuja tego czlowieka tylko to co w nim siedzi, jezeli temu
        czemus ustapisz on uzna Cie za slabszą i bedzie gnębil jeszcze mocniej.
        Z psychopata nie da rady inaczej , trzeba wiac gdzie pieprz rośnie, poki nie jest za pozno.
        • mattbel Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 22:42
          niestety musze podpisac sie pod ta wypowiedzia. unikanie wywoluje skutek
          odwrotny niz zamierzony.
      • lothwyn - 29.05.05, 01:18
        Mskaiq, nie wiesz co mówisz.
        Agresja będzie się nawarstwiała, i znajdzie ujśćie w byle głupocie. Nie wiem
        skąd wysnułaś takie psychologiczne teorie, chyba z dobranocek, ale przemocy
        psychicznej nie da sie zwaczyć po prostu byciem dobrym. Prędzej u
        psychologa/psychiatry/psychoanalityka
        Efekt byłby taki że chvvilovva czuła by się coraz bardziej zeszmacona, a jej
        ojciec tak czy inacaej będzie robił takie rzeczy, bo leży w kwestii jego
        skrzywionym charakterze

        chvvilovva --> migiem do poradni psychologicznej, zanim cię zniszczą.
        • lucyna_n Re: - 29.05.05, 08:52
          wlasciwie to nie ona powinna sie leczyc.
          • duzozamaly Re: - 14.06.05, 23:02
            Własciwie to mskaik ma rację. Sęk w tym, że to nie tak prosto stulić dziób i pokornie wykonać polecenie. Z drugiej strony ojcu nieszczęśnicy koparka by opadła i oko zbielało.
    • aneta10ta Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 18:21
      chvvilovva napisała:

      > po wzieciu prysznica starlam podloge, bo troche sie chlapie.
      > wyszlam z lazienki a ojciec zaraz wola " zetrzyj te podloge, znowu jej nie
      > starlas"
      Każdego chwyci delirka, gdy współlokator nie zetrze podłogi po swoich
      ablucjach. Tym bardziej będzie trzepać czyściocha, im regularniej następuje
      paskudzenie. Tworzy się rodzaj uwrażliwienia. Widziałam takie przepychanki w
      przeróżnych konfiguracjach nie tylko na niwie rodzinnej. Twój Stary nie stanowi
      żadnego wyjątku. Domaga się akceptowanych społecznie zachowań.
      > ja mowie, ze starlam, ale tak troche wycieka jeszcze woda po jakims czasie
      > on do mnie, ze "pierd.ole glupoty" i ze mam migiem biec i zetrzec podloge. ja
      > odpowiedzialam, ze chwile poczekam bo nie bede stala z mopem przez 1/2 h tylko
      > zetre za chwile.
      > on do mnie, ze mam nie pyskowac, nie odnosic sie do niego w taki sposob ( ja
      > normalnie mowilam...:( )
      > ja odpowiedzialam, ze przeciez nie pyskuje
      Wcierasz Staremu kit ogłupiacz i nie baczysz, że bezczelnością szarpiesz mu
      nerwy. Trudno się dziwić, że pod wpływem Twojego odcinania się dostał białej
      gorączki.
      > a on podszedl, kopnal mnie z calej sily z wykrzywiona mina jakbym byla jego
      > najwiekszym wrogiem. i mowi ze takiej szmaty to jeszcze nie znal. ze jestem
      > wstretnym dziewuszyskiem, zakała rodziny...
      Masz Starego furiata. Pewnie o tym wiesz nie od dzisiaj, złaź mu więc z drogi.
      Jego dom, jego higieniczne obyczaje.
      > moja mama podeszla do niego i
      > powiedziala, ze ma sie tak nie zachowywac wiecej, ze nie ma prawa kopac dzieci
      > a on do niej, ze ma :"przestac pier.dolic", i ze z takimi szmatami jak ja nie
      > chce miec nic do czynienia...
      Przegiął w stosunku do Ciebie i mamy. Jak znam życie zemsta będzie krwawa.
      Możesz z mamą zawiązać koalicję. Razem będziecie mogły dotkliwiej dobrać się mu
      do skóry. Stary musi odkwiczeć swój wyczyn.
      > moj chlopak nawet nie wie o takich sytuacjach, ktore maja miejsce, bo
      > zwyczajnie wstyd mi sie do tego przyznac
      Zostawienie zachlastanej podłogi nie jest szczególnym powodem do wstydu,
      podobnie strzelanie jęzorem, aby podgrzać Starego. Opowiedz chłopakowi o całym
      zajściu, chociaż sobie ulżysz.
      > ojciec zgrywa wielkiego inteligenta, biznesmena, czlowieka na poziomie, ale
      > tak naprawde to ma mnie za nic i gdyby mogl to kiedys powiedzial, ze by mnie
      > zabil, ze zaluje ze sie urodzilam...
      > takie slowa ciezko jest uslyszec
      Tu masz znakomity punkt zaczepienia, aby zrobić Staremu głośne kuku. Czy
      pytałaś, czym zasłużyłaś sobie na tak okrutne słowa? Jak Stary traktuje
      pozostałe dzieci?
      Tyle KONSTRUKTYWNIE.
      Aneta

      • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 19:27
        przy calym szacunku do Twojej osoby
        musze zakwestionowac to co napisalas:

        > Każdego chwyci delirka, gdy współlokator nie zetrze podłogi po swoich
        > ablucjach.
        ale jednak nie kazdy zacznie przemoca ingerowac w moja przestrzen...

        > Wcierasz Staremu kit ogłupiacz
        grubo sie mylisz, ja nie szukam zadry, gdy ma racje robie wszystko bez sprzeciwu

        > Jego dom, jego higieniczne obyczaje.
        nie tylko jego dom...mieszkanie jest zapisane na moja mame. zreszta juz nieraz
        ostrzegala go, ze moze zbierac manatki...

        > Tu masz znakomity punkt zaczepienia, aby zrobić Staremu głośne kuku. Czy
        > pytałaś, czym zasłużyłaś sobie na tak okrutne słowa? Jak Stary traktuje
        > pozostałe dzieci?
        > Tyle KONSTRUKTYWNIE.
        pytalam...olewa mnie...a gdy dluzej probuje nawiazac rozmowe mowi zebym mu
        zeszla z oczu...


        • aneta10ta Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 23:59
          chvvilovva napisała:

          > > Każdego chwyci delirka, gdy współlokator nie zetrze podłogi po swoich
          > > ablucjach.
          > ale jednak nie kazdy zacznie przemoca ingerowac w moja przestrzen...
          Dlatego należą mu się wciry. Pisałam o tym.
          >
          > > Wcierasz Staremu kit ogłupiacz
          > grubo sie mylisz, ja nie szukam zadry, gdy ma racje robie wszystko bez
          sprzeciw
          > u
          Przeczytalam kilkakrotnie wycisk dialogu z szanownym tatusiem. Zanim
          przystąpisz do działania musisz napyszczyć. Drugi wariant to: zaaaraz.. A
          najlepiej na święty nigdy.
          > mieszkanie jest zapisane na moja mame. zreszta juz nieraz
          > ostrzegala go, ze moze zbierac manatki...
          No proszę! I wespół w zespół Starego da się zmóc, ale to ostateczność. Można
          też dopieprzać samoobronnie z dwóch stron.
          Co mama mówi o źrodłach jego niechęci do Twojej osoby? A jego układy z młodszym
          rodzeństwem?
          Aneta
    • kierowca.autobusu Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 18:42
      to jest dość oczywisty przypadek przemocy domowej, albo "w rodzinie" jak kto
      woli. To nie jest tylko dom Twojego ojca, ale także Twój. Nie musisz wcale tego
      znosić. Zresztą, szczerze mówiąc, uległość to najgorszy pomysł.
      proponuę zajrzeć tu:
      www.niebieskalinia.pl/mainframe.html
      i skorzystać z telefonu zaufania.
      • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 19:28
        dziekuje, Kierowco
        chyba jednak zadzwonie
        bo samej trudno mi poradzic sobie z ta sytuacja...
    • bazylka9 Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 24.05.05, 23:10
      Znam to wszystko. W o wiele gorszym wydaniu. Wiem co czujesz. To jest totalne
      nieporozumienie znaleźć sie tu. Nasza rzeczywistość nie pozwala się
      usamodzielnić. Nie wiem. Bądź silna. Nie daj się IM. Walcz o siebie bo masz
      takie prawo!!! Zawsze jestem. Pamiętaj.
    • zwoj2 Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 25.05.05, 09:10
      Przeczytalem tylko to, co napisalas. Zastanawiam sie, czy zawsze bylas
      traktowana w ten sposob, czy tez od niedawna. Co z rodzenstwem - czy rodzice w
      stosunku do nich zachowuja sie tak samo jak w stosunku do Ciebie?
      • aneta10ta Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 25.05.05, 09:17
        Oboje starych też, zdaje się, nie można jedną miarką mierzyć...
        Aneta
    • mskaiq Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 25.05.05, 17:17
      My bardzo czesto uwazamy ze wystarczy odejsc z domu i sprawa z toksycznymi
      Rodzicami jest skonczona. Odejscie z domu niczego nie konczy bo zostaje zal
      ktory zostaje w nas i to on przynosi depresje.
      Bez wybaczenia ten zal zawsze bedzie niszczyl nasze zycie. My czesto wybieramy
      nienawisc zamiast wybaczenia, nawet za cene zniszczenia naszego wlasnego zycia.
      Kiedy o tym pisze zwykle ktos stara sie mnie przekonac ze tak byc musi, ze nie
      mozna wybaczyc, ze nie mozna darowac zla. Wtedy to zlo jest w nas, nie odejdzie
      bo nie chcemy tego. Jesli wybaczysz Swoim Rodzicom Sieroto_z_wyboru odejdzie
      Twoja depresja, bedziesz mogla miec dziecko bo nie bedzie juz strachu w Tobie.
      Przed Toba wybor, sa dwie drogi. Wybaczenie przyniesie Ci zycie, radosc.
      Przeciwny wybor to depresja i strach.

      Mozna rowniez antagonizowac ale to przynosi szkode obu stronom. Mozna walczyc z
      Rodzicami, nie ma znaczenia kto wygra bo obie strony beda przegrane.
      My czesto nie akceptujemy czyjegos zachowania bo jest tak zle ze nie mozna go
      akceptowac. Paradoksem jest to ze chcemy tej drugiej osobie odpowiadac tym
      samym.
      Jest tylko jedna droga ignorowanie zaczepek, zrobienie tego co Ojciec chce bez
      budzenia w sobie zlosci. Patrz na niego jak na czlowieka ktory nie panuje nad
      soba, ktorego zalewa zlosc, ktory nie umie sobie z nia poradzic. Jesli Jego
      zlosc nie bedzie budzila w Tobie zlosci to wtedy nie bedziesz cierpiala, po
      prostu nie bedzie w Tobie negatywnych mysli, bedzie Ci obojetne co mowi, po
      prostu rozumiesz co sie z Nim dzieje.
      Wtedy zlosc drugiego czlowieka nie potrafi nas zranic i wtedy zlosc w drugim
      czlowieku znika.
      Jesli ta zlosc nas rani to druga osoba zawsze bedzie atakowala. Dlatego Lucynko
      Twoj Rodzic zawsze atakowal bo budzil w Tobie strach, zal i bol. Zlosc drugiej
      osoby konczy sie na nas ale tylko wtedy kiedy nie zwracamy strachu, bolu i zalu.
      Zeby to zrozumiec musialem przejsc przez moje pieklo zycia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • euforyk Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 14.06.05, 21:54
        mskaiq napisał:

        > My bardzo czesto uwazamy ze wystarczy odejsc z domu i sprawa z toksycznymi
        > Rodzicami jest skonczona. Odejscie z domu niczego nie konczy bo zostaje zal
        > ktory zostaje w nas i to on przynosi depresje.
        > Bez wybaczenia ten zal zawsze bedzie niszczyl nasze zycie. My czesto wybieramy
        > nienawisc zamiast wybaczenia, nawet za cene zniszczenia naszego wlasnego zycia.
        >

        rzecz nie leży w wybaczeniu, tylko pewnym dystansie, racjonalnym spojrzeniu na
        sytuacje i rozwiązaniu problemu. trzeba sie zastanowic co emocje negatywne
        powoduje, a nie radzic sobie z emocjami poprzez wybaczenie, bo tak ciagle mozna
        wybaczac i sie wycofywac i problem ciagle bedzie nierozwiazany. na wybaczenie to
        jest miejsce przy realnych krzywdach, a nie w problemach emocjonalnych, gdzie
        krzywdy z nadmiaru emocjonalnosci wynikaja.

        > Kiedy o tym pisze zwykle ktos stara sie mnie przekonac ze tak byc musi, ze nie
        > mozna wybaczyc, ze nie mozna darowac zla. Wtedy to zlo jest w nas, nie odejdzie
        >
        > bo nie chcemy tego

        nie ma zadnego zła, są trudne relacje miedzy ludzkie ktore trzeba poprawic,
        jesli uwazasz ze rozwiazaniem jest wybaczenie to uznajesz jakieś "zlo" i nadal
        pozostajesz w obrebie chorego myslenia. zlo to jest wtedy jak ktos ci zabije
        czlonka rodziny, a wzajemne pretensje, to nie zlo, tylko babranie sie w
        emocjonalnym bagienku.

        > Mozna rowniez antagonizowac ale to przynosi szkode obu stronom. Mozna walczyc z
        >
        > Rodzicami, nie ma znaczenia kto wygra bo obie strony beda przegrane.
        > My czesto nie akceptujemy czyjegos zachowania bo jest tak zle ze nie mozna go
        > akceptowac. Paradoksem jest to ze chcemy tej drugiej osobie odpowiadac tym
        > samym.

        mozna takze nie antagonizowac, tylko postepowac asertywnie, i dbac o swoj
        interes, a nie wycofywac sie, uznajac swoja racje, jak i drugiej strony.

        Jest tylko jedna droga ignorowanie zaczepek, zrobienie tego co Ojciec chce bez
        > budzenia w sobie zlosci. Patrz na niego jak na czlowieka ktory nie panuje nad
        > soba, ktorego zalewa zlosc, ktory nie umie sobie z nia poradzic. Jesli Jego
        > zlosc nie bedzie budzila w Tobie zlosci to wtedy nie bedziesz cierpiala, po
        > prostu nie bedzie w Tobie negatywnych mysli, bedzie Ci obojetne co mowi, po
        > prostu rozumiesz co sie z Nim dzieje.

        zgoda, rzeczywiscie na ludzi niereformowalnych, nalezy patrzec jak na
        uposledzonych i ich ignorowac, ale tez jednoczesnie zbierac pieniadze na
        wyprowadzke z domu.

        Dlatego Lucynko
        >
        > Twoj Rodzic zawsze atakowal bo budzil w Tobie strach, zal i bol. Zlosc drugiej
        > osoby konczy sie na nas ale tylko wtedy kiedy nie zwracamy strachu, bolu i zalu

        nie zawsze klopoty biora sie z antagonizowania konfliktu. na tym swiecie jest
        mnostwo psychopatow i trzeba sie od nich po prostu odsunac. pokorne poddawanie
        sie tylko oznacza coraz wieksze rezygnowanie z siebie.

        > Zeby to zrozumiec musialem przejsc przez moje pieklo zycia.

        mskaiq, tak na marginesie, czemu ty ciagle piszesz o wybaczeniu, i niechecia
        reagujesz na asertywne działania? czy potrzeba uległosci nie jest w tobie
        zanadto rozwinieta? ludzie maja takze potrzebe niezaleznosci. rozwiazaniem
        problemu gdy ktos wchodzi na glowe nie jest przepolowianie sie na pol i
        kierowanie sie tylko ulegloscia ale przedewszystkim dbanie o wlasna
        niezaleznosc. w ten sposob rozwiazuje sie problem, a nie przez pogodzenie sie z
        sytuacja.
    • cheesindustry Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 07:03
      Masz 20 lat. Wyprowadz sie z domu.
    • xemxija Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 12:03
      Samo opuszczenie domu nic Ci nie da. Nawet jesli teraz nie wydaje Ci sie to
      konieczne, powinnas skorzystac z pomocy psychologicznej, ciezko samemu poradzic
      sobie z takim problemem. Pozdrawiam i zycze Ci szczescia:)
      • aspolecznie Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 12:13
        xemxija napisała:

        > Samo opuszczenie domu nic Ci nie da.

        samo opuszczenie nic nie da, ale jak już ma 20 lat to opuszczenie takiego domu
        jest raczej koniecznym warunkiem do podjęcia dalszych działań uzdrawiających
        niech to jednak nie będzie opuszczenie domu na zasadach manifestacyjnych



        >Nawet jesli teraz nie wydaje Ci sie to
        > konieczne, powinnas skorzystac z pomocy psychologicznej, ciezko samemu
        poradzic
        >
        > sobie z takim problemem. Pozdrawiam i zycze Ci szczescia:)

        pomoc dobrego psychologa jest chyba konieczna
        chyba, ze rolę taką spełni jakiś mądry przyjaciel
        a najlepiej chyba jak dobry psycholog potrafi być też mądrym przyjacielem
        lub mądry przyjaciel dobrym psychologiem niekoniecznie od razu z dyplomem i
        certyfikatem
        • xemxija Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 12:32
          Wydaje mi sie, ze jednak profesjonalista, a nie przyjaciel. Coz jej przyjaciel
          moze powiedziec albo kolezanka? Ze jest wspaniala dziewczyna i zeby olala
          zgreda? To niczego nie zalatwi, a jesli pomoze to tylko na chwile.
          Napisalam, ze sama wyprowadzka niczego nie zalatwi, poniewaz uraz bedzie caly
          czas na nia wplywal. I bez wsparcia moze stac sie przyczyna poczucia winy, ale
          u tej dziewczyny, nie u jej ojca. Moim zdaniem idealna sytuacja byloby, gdyby
          poszli na terapie cala rodzina, ale wiem, ze czasem jest niemozliwe nawet
          zlozenie takiej propozycji w domu.
          • aspolecznie Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 17:36
            xemxija napisała:

            > Wydaje mi sie, ze jednak profesjonalista, a nie przyjaciel. Coz jej
            przyjaciel
            > moze powiedziec albo kolezanka?

            jeśli przyjaciela postrzegasz jedynie jako kogoś kto może jedynie "coś
            powiedzieć" to lepiej to "powie" na pewno jednak profesjonalista.
            ale na przyjaciela można liczyć w trudnej chwili a profesjonalista ma "swoje
            godziny dobrych porad" i dlatego wspomniałam o posiadaniu przyjaciela przy
            podejmowaniu życiowej decyzji opuszczenia domu
            • xemxija Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 19:47
              aspolecznie napisał:

              > jeśli przyjaciela postrzegasz jedynie jako kogoś kto może jedynie "coś
              > powiedzieć" to lepiej to "powie" na pewno jednak profesjonalista.
              > ale na przyjaciela można liczyć w trudnej chwili a profesjonalista ma "swoje
              > godziny dobrych porad" i dlatego wspomniałam o posiadaniu przyjaciela przy
              > podejmowaniu życiowej decyzji opuszczenia domu


              zgadzam sie, pewnie ze przyjaciel jest bardzo pomocny w takich sytuacjach. Z
              tym, ze niekoniecznie PRZY podejmowaniu decyzji o opuszczeniu domu. Raczej
              potrzebne jest jego wsparcie psychiczne POZNIEJ.
              Chodzilo mi raczej o to, ze problem Chwilowej nie jest z gatunku tych "do
              pogadania" nawet z najlepszym przyjacielem. Odnosze wrazenie, ze mnie nie
              rozumiesz, caly czas chodzi mi o to, zeby Chwilowa nie lekcewazyla tego co sie
              dzieje i postarala sie o uzyskanie pomocy od kogos, kto sie po prostu na tym
              zna i jeszcze bardziej jej nie stlamsi.
              Pozdrawiam.
              • aspolecznie Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 20:07
                xemxija napisała:

                > Chodzilo mi raczej o to, ze problem Chwilowej nie jest z gatunku tych "do
                > pogadania" nawet z najlepszym przyjacielem. Odnosze wrazenie, ze mnie nie
                > rozumiesz, caly czas chodzi mi o to, zeby Chwilowa nie lekcewazyla tego co
                sie
                > dzieje i postarala sie o uzyskanie pomocy od kogos, kto sie po prostu na tym
                > zna i jeszcze bardziej jej nie stlamsi.
                > Pozdrawiam.

                a mnie się wydawało, ze problem chwilowej tu na forum jest z gatunku tych "do
                pogadania" bo przecież wszelkie konsekwencje jakichkolwiek już decyzji i tak
                poniesie sama chwilowa a nie ktokolwiek z nas czy nawet specjalista do którego
                chwilowa się by udała.
                • xemxija Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 29.05.05, 20:13
                  Oczywiscie;)
                • tuethan Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 30.05.05, 12:12
                  Przeszłam przez to samo. Jedyne wyjście to powiedziec ojcu co Ci zrobił i jak najszybciej wyprowadzic się z domu, jak najdalej. Jeśli matka jest po Twojej stronie utrzymuj tylko z nia i z rodzeństwem kontakt. Terapia to koniecznośc. Mow o swoim problemie. To pomaga. To nie Ty masz się czego wstydzic. Ściskam cieplutko.
                  • sneeper Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 14.06.05, 18:27
                    mam wrażenie że mam taki problem,
                    ale to twój chrzestny ojciec,czy tata?
                    rzeczywiście koszmar.
                    • sneeper Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 14.06.05, 18:28
                      aha,zapomnialem...masz jakieś poważne obawy ?- tym razem to osobiste pytanie
    • duzozamaly Twój stary ma już chyba dość użerania się z Tobą. 14.06.05, 20:37
      Przypuszczam ze jak by nie przypilnował to bys nie starła tej wody. Może robisz permanentny burdel w mieszkaniua potem np. wychodzisz przy okazji pyskując na odchodnym. Ale cóż znacza Twoje problemy w porównaniu z moimi!
      • sneeper Re: Twój stary ma już chyba dość użerania się z T 14.06.05, 21:19
        wyjdę,będzie za mną łaził,az mnie dołapie,
        i zatarga za reke do domu stary? Pomoocy !
        budzę sie wnocy,miewam ..dość
        • sneeper Re: stary 14.06.05, 21:20
    • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 16.06.05, 19:53
      dzieki za odpowiedzi..
      ale sytuacja wcale nie jest taka prosta i nie zmierza, w moim przekonaniu, ku
      dobremu...
      teraz ojciec podjudza moje mlodsze rodzenstwo przeciwko mnie. mowi, ze takie
      smieci nie powinny mieszkac w mieszkaniu, dopieprza mi na kazdym kroku, przy tym
      zahowujac sie jak ham, prostak, to nie jest ludzkie.
      mam dosc lez, placzu, krzykow, chce uciec.
      matka probuje lagodzic sytuacje.

      ale nie potrafie wytrzymac jak ktos caly czas powtarza, ze tu nie ma dla mnie
      miejsca, ze jestem wiedzma, franca...
      dlaczego nie mozna traktowac drugiego czlowieka z szacunkiem?
      dlaczego ludzi, ktorych zna krotko, sasiadow, traktuje pieknie, milo, z
      serdecznoscia w do domu przynosi swoje pieklo??
      dlaczego?
      • aspolecznie Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 16.06.05, 21:51
        chvvilovva napisała:

        > ale nie potrafie wytrzymac jak ktos caly czas powtarza, ze tu nie ma dla mnie
        > miejsca, ze jestem wiedzma, franca...
        > dlaczego nie mozna traktowac drugiego czlowieka z szacunkiem?
        > dlaczego ludzi, ktorych zna krotko, sasiadow, traktuje pieknie, milo, z
        > serdecznoscia w do domu przynosi swoje pieklo??
        > dlaczego?

        może na tobie "się mści" za to, że sam ze sobą nie nie może już wytrzymać a ty
        w jakiś sposób jesteś do niego podobna?
        a jak traktuje twoją matkę?
        • chvvilovva Re: nie mam sily.traktowanie mnie przez moich rod 17.06.05, 09:34
          no wlasnie, duzo oosb mowi, ze jestesmy podobni do siebie. i wizualnie ( za jego
          mlodu) i pod wzgledem sposobu mowienia. ale mi nie przyszlo do glowy aby sie na
          nim mscic za to.
          moja mame traktuje dobrze jak tylko cos potrzebuje. a to aby pojechala do
          ksiegowej, na zakupy, etc.etc...a jak ma zly dzien to potrafi ja zwyzywac,
          stlamsic, rzuca glupie aluzje, ze moze warto by bylo aby o siebie zadbala ( a
          wie dobrze ze my z mama jestesmy wrazliwe na tym punkcie, gdyz sprawy urody,
          zdrowia sa dla nas bardzo wazne i wcale sie nie zaniedbujemy a wrecz
          przeciwnie...i nie ma podstaw aby tak mowic. raz dowali-eee chyba Ci
          'dupa'(przepraszam za to okreslenie, ale jest oryginalnie cytowane) urosla. a ja
          mowie, ze to nie ma znaczenia (i wcale mi nie urosla-tak miedzy nami
          forumowiczami) bo mojemu chlopakowi sie bardzo poodba.
          nie wiem co mam o tym myslec..
          • asphaltus Aaaaaaa! I wszysstko jasne. Pewnie, że nie wiesz, 18.06.05, 19:49
            co o tym mysleć, bo i skąd masz wiedzieć, bjedastwo....No cóż, psychoanalitycznie rzecz pasychoanalizując...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja