addicted1
22.06.05, 21:05
Od pewnego czasu szukając przyczyn mojej nerwicy zacząłem bardziej przyglądać
się mojemu wychowaniu i relacjach z rodzicami. I zacząłem obwniniać swoich
rodziców, a szczególnie matkę, co wzbudza we mnie silne wyrzuty sumienia.
Moja rodzina wglądała w ten sposób: niewidoczny ojciec, wlasciwie nieobecny w
wychowaniu, i apodyktyczna matka.
Ojciec wycofal sie pod wplywem matki z decydowania- i nie wiem, czy zrobil to
z wygodnictwa, czy z bezradnosci. Też czuję do niego żal.
Moja matka zawsze była osobą nieszczęśliwą. Bardzo wrażliwą na ocenę innych,
z kompleksami, nieufną, jednocześnie ambitna i bez mozliwosci (brak
wyksztalcenia, brak kapitału). Wiec moze dlatego "odbiajał" sobie na
dzieciach.
Musiałęm przynosić ze szkoły same piątki, a potem szóstki- czwórka to
opieprz, a trója- lanie. Nie miałem prawa do dziecięcych wybryków. Musaiełm
byc grzeczny, perfekcyjny.
Wybierala mi kolegów, wybrała szkołę, a dziś mam o to do niej pretensje.
Mam żal, ze straciłem młodość- inni szaleli, jezdzili na mazury, chodzili na
wagary, a ja wystraszony w domu. A dzis oni mają pracę 3 razy lepiej płatną i
bilans jest na nich na 100%. Całe życie sie bawili, i bawią się dalej.
Zawsze czulem sie zwiazany z matką, i dzis wychodzi na to, ze teraz odbieram
to jako zniewolenie i cos, co mnie skrzywilo.
Mam jakies poczucie głębokiego żalu a jednoczesnie poczucie winy, ze taki
jestem okrutny dla swojej wlasnej matki.
Kocham ją, a jednoczesnie mam żal.
Wybaczyłem jej błędy, bo wiem, ze sama byla nieszczesliwa, ale to nie mnie
nie wyleczylo z moich nerwic.
Jak to zrobic konstruktywnie, żeby mnie przetsał zreć ten zal, a jednoczesnie
żebym uwolnił się w zdrowy sposób od matki- nie czuł jej oddechu, tylko
kochał ją w taki swobodny, normalny sposób, a nie w taki zawiły?