wszyscy mnie lekcewaza...

IP: 195.205.240.* 30.07.02, 08:14
pomozcie. Albo cos ze mna jest nie tak ,albo rzeczywiscie ludzie czasami sa
tak okrutni...
Nie ukrywam, ze bardzo przezywam krytyke, niechec do pomocy osob, ktorym
wczesniej pomagalam. Coz pozostaly mi pewne rzeczy z dziecinstwa.Duze
wymagania od rodzicow itp.
Chodze teraz do psychologa. Widzi u mnie duzy problem niskiej samooceny. Moze
sobie z tym poradze. Co mam jednak robic, gdy nagle uslysze cos przykrego, co
zrobic aby dane slowo nie odbierac az tak przeciwko mnie?
Juz mam dosc tego. Ciagle placze przez tesciowa
    • Gość: midm Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 08:45
      Niektorzy tacy sa.
      • Gość: dd Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 30.07.02, 09:06
        ale czy moge cos z tym zrobic.Jak nabrac pewnosci siebie i wiary
        • aislinn Re: wszyscy mnie lekcewaza... 30.07.02, 09:44
          CZeść dd ! Mam podobny problem, tyle że zaopatrzony w parę innych
          przykrych "dodatków" (ostatnio najbardziej gnębią mnie "fizyczne" problemy typu
          brak pieniędzy i koleżanka-koszmarka w pracy). Psycholog stwierdził b. niską
          samoocenę, i ma rację. Mam przyjaciół którzy robią co mogę by mi pomóc, ale to
          rzadko skutkuje - oni np chcę mnie wyciągnąć na piwo, a ja dostaję histerii
          przed wyjściem "do ludzi" , bo przecież taki paszkwil jak ja nie ma prawa
          wstępu do lokali...(i pomyśleć że kiedyś nosiłam krotkie spódniczki i uwodziłam
          facetów na prawo i lewo)Nie ogranicza się to oczywiści tylko do wyglądu,
          generalnie efekt jest taki :bo ja to mam pecha i nic mi nie wychodzi...CZekam
          na efekt pracy nad sobą pod kierunkiem psychologa. I staram się pamiętać o
          bardzo mądrych słowach, że należy się nauczyć być wartością dla siebie, a nie
          dla innych. Podobno sam z siebie umie to nikły procent ludzi, reszta musi dojść
          do tego bardzo ciężką pracą. Ludzie przychodzą i odchodzą, otoczenie się
          zmienia, a Ty sama ze sobą musisz żyć. Niby nie musisz, ale ja po nieudanej
          próbie samobójczej wiem, że chcę i wiem, że zdecydowanie odradzam takie
          próby.Najweażniejsze : problemy niestety nie znikną. Najtrudniej to mi było
          zaakceptować : nie przyjdzie wróżka, nie machnie różdżką i nie zrobi że
          będziesz szczęsliwa. Praca, praca, praca. Pod kierunkiem psychologa lub
          psychoteraputy - podobno na tego typu problemy najlepsza jest psychoterapia
          grupowa. Trzymaj się. Mnie też jest b. ciężko, ale doszłam już do etapu, gdy
          każdy kroczek do przodu, ku lepszemu, zaczyna mnie cieszyć...
          • Gość: dd Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 30.07.02, 10:01
            Strasznie Ci dziekuje za odpowiedz
            Az mnie ciarki przeszly jak czytalam Twoj list.
            To racja co piszesz, ale jak byc pewna siebie?
            Najbardziej chyba przeszkadza mi to ze ciagle chce sobie cos udowadniac. Ciagle
            podnosze poprzeczke. Chce pomagac innym, co z kolei powoduje ogromne zalamanie
            gdy inni w przypadku moich problemow odwracaja sie ode mnie. Wiem, ze ludzie
            wola ludzi szczesliwych a nie z problemami.
            Dobrze ze masz przyjaciol.
            Ja mam tylko meza i synka. Mieszkam w miescie blisko tesciow. Moze wymagam od
            nich za duzo. Niewiem. Takie okropne mysli mi chodza. Ciagle wydaje mi sie ze
            mnie obgaduja, narzekaja przy innych i przy kazdej prosbie zanim odpowiedza TAK
            lub NIE robia wiele problemow slownych.
            To mnie boli. Ja jestem otwarta ZAWSZE na pomoc. Nie mysle wtedy o sobie. Ktos
            mnie potrzebuje wiec mysle,,pomoz innemu bo kiedys ty bedziesz potrzebowac
            bratniej reki", a wiesz co sie dzieje, gdy to ja mam kryzys? Zostaje sama...
            • aislinn Re: wszyscy mnie lekcewaza... 30.07.02, 14:46
              Widzisz, ile bratnich dusz już do ciebie napisało ?... A mnie lekarz
              powiedział ,że moja niska samoocena i zbytni krytycyzm wobec siebie wynika
              m.in. z krytycyzmu wobec innych...hmmm..coś w tym jest ! Teraz chciałam tylko
              dać znać że pamiętam, by ci parę słów więcej napisać ,jak znajdę chwilke to
              napiszę ! Trzymaj się !
            • Gość: Aminka Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: *.ostrzeszow.sdi.tpnet.pl 30.07.02, 18:50
              > Najbardziej chyba przeszkadza mi to ze ciagle chce sobie cos udowadniac.
              Ciagle podnosze poprzeczke. Chce pomagac innym, co z kolei powoduje ogromne
              zalamanie
              > gdy inni w przypadku moich problemow odwracaja sie ode mnie. Wiem, ze ludzie
              > wola ludzi szczesliwych a nie z problemami.
              > Dobrze ze masz przyjaciol.
              > To mnie boli. Ja jestem otwarta ZAWSZE na pomoc. Nie mysle wtedy o sobie.
              Ktos
              > mnie potrzebuje wiec mysle,,pomoz innemu bo kiedys ty bedziesz potrzebowac
              > bratniej reki", a wiesz co sie dzieje, gdy to ja mam kryzys? Zostaje sama...

              A ja kiedys mniej lub bardziej swiadomie wyznawalam zasade, ze kazdy powinien
              radzic sobie tymi srodkami, ktore ma do dyspozycji :((( Bylo to w okresie
              liceum, kiedy bylam ogromnie samodzielna i...osamotniona. Nigdy sie nikomu nie
              skarzylam. Jak bylo zle to zaciskalam zeby, i sie modlilam. Ale tak naprawde
              mialam klapki na oczach. (a jak nie czuje sie wiezi z ludzmi, to Bog tez staje
              sie coraz bardziej obcy...) Nie rozumialam moich egzaltowanych, to
              rozesmianych, to spanikowanych kolezanek. Nie rozumialam tez tych
              zakompleksionych i niesmialych... Do mojej pierwszej depresji. Wtedy po raz
              pierwszy odczulam co to znaczy chciec i nie moc. Wiec jak juz doszlam do siebie
              to zaczelam starac sie zyc inaczej. Niesc radosc, pomagac. Poki moglam.
              Myslalam - jak ja bede w kropce, to mnie ktos pomoze.
              Problem w tym, ze nie potrafie prosic. Przerabialam to kilka razy... Jak
              popadam w depresje, to nic nie pomaga. Wszelka rozmowa to dodatkowa porazka -
              bo nie skutkuje. Doszlo do tego, ze wstydze sie przed tymi, ktorzy probowali mi
              pomoc. Czuje sie jak czarna dziura, ktora chocby nie wiem ile chlonela od
              innych, nie potrafi nic z siebie dac. Czuje, ze juz nic nie ma dla mnie
              wartosci. Ze jestem nihilistka. Dlatego skazuje sie na izolacje, na nude i
              bezsens - bo nie moge spojrzec ludziom w oczy. A jak juz spojrze, to pustym,
              obojetnym spojrzeniem:(((
          • Gość: dd Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 30.07.02, 10:04
            Strasznie Ci dziekuje za odpowiedz
            Az mnie ciarki przeszly jak czytalam Twoj list.
            To racja co piszesz, ale jak byc pewna siebie?
            Najbardziej chyba przeszkadza mi to ze ciagle chce sobie cos udowadniac. Ciagle
            podnosze poprzeczke. Chce pomagac innym, co z kolei powoduje ogromne zalamanie
            gdy inni w przypadku moich problemow odwracaja sie ode mnie. Wiem, ze ludzie
            wola ludzi szczesliwych a nie z problemami.
            Dobrze ze masz przyjaciol.
            Ja mam tylko meza i synka. Mieszkam w miescie blisko tesciow. Moze wymagam od
            nich za duzo. Niewiem. Takie okropne mysli mi chodza. Ciagle wydaje mi sie ze
            mnie obgaduja, narzekaja przy innych i przy kazdej prosbie zanim odpowiedza TAK
            lub NIE robia wiele problemow slownych.
            To mnie boli. Ja jestem otwarta ZAWSZE na pomoc. Nie mysle wtedy o sobie. Ktos
            mnie potrzebuje wiec mysle,,pomoz innemu bo kiedys ty bedziesz potrzebowac
            bratniej reki", a wiesz co sie dzieje, gdy to ja mam kryzys? Zostaje sama...
            • Gość: Jolka Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 30.07.02, 13:03
              Głowa do góry
            • Gość: Anja71 Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 30.07.02, 13:20
              Cześć,
              miałam kiedyś podobnie, dotyczyło głównie teściowej i teścia.
              Psycholog powiedzial mi że to nie dotyczy tylko relacji z teściami. Podobno
              osoby z niską oceną własnej wartości jeśli nie teściowa to znajdą zawsze inne
              obiekty. Mi się wydawało że teściowa mnie nie znosi, doszłam nawet do tego że
              wyadawało mi się że nie znosi własnego syna (Możesz sobie wyobrazić ?). Pomógł
              mi psycholog. Okazało się że teściowa jest taka sama dla innych, tzn. nie jest
              wredna ale traktuje wszystkich z najbliższej rodziny tak samo. Doktorek pomógł
              mi zrozumieć że to dobrze, że pragnie mnie w swojej rodzinie. Teraz jest
              lepiej, i faktycznie wcale mnie nienawidzi, czasem pochwali czasem zgani, raz
              pomoże raz nie, ale wiadomo wszyscy mają prawo do własnego zdania i życia. I
              nawet żyjąc z nią teraz (mieszkamy w jednym domu !!!) widzę że jest ona o.k.
              dla mnie i swoich trzech synów Wcześniej były wojny, a najbardziej cierpiał mój
              męzcyzna, nikt nie lubi słuchać obelg pod adresem ukochanych osób. Teraz nawet
              jak teściowa coś zawali (już wiem że nie specjalnie) i powiem o tym mojemu
              facetowi to robię to delikatnie, bez kpin, no i od około 2,5 roku nie było
              kłótni o sprawy rodzinne.
              Mam nadzieję że Ci pomogłam, nie jestem psychologiem.
              I oby twój chłop nie zaczął najeżdżać na twoich rodziców - duży ból.
              Powodzenia !!!!
              • Gość: Nina Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 30.07.02, 13:21
                Popieram, miałam jakoś tak podobnie.
                Słuszny tekst.
                Jesteś pewna że nie jesteś psychologiem ?
              • Gość: diorka Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 30.07.02, 13:34
                Czuje sie jakbys opisywala moja sytuacje obecna.
                Myslalam ze to tylko ja jestem dziwolagiem. Dziekuje Ci. Juz zaczelam chodzic
                do psychologa, ale moze poradzisz mi cos?
                Prosze
                • Gość: Anja71 Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 30.07.02, 14:18
                  Nie mogę się bawić w psychologa, umysł ludzki to delikatna sprawa.
                  Mogę Ci tylko poradzić abyś nie brała wszystkiego do siebie. Mi to pomogło
                  bardzo. Uwierz, ludzie, czy to obcy czy rodzina, mają wiele ciekawszych zajęć
                  niż robienie Ci na złość. Po drugie nie oceniaj innych własną miarką, nie
                  wszyscy rozumują dokładnie tak jak ty, coś co jest normalne dla Ciebie może być
                  dziwne dla innych, i odwrotnie wariactwo dla Ciebie może być normalnością dla
                  innych. Bądź wyrozumiała, i pamiętaj o własnej wartości, i o tym że na pewno
                  dla męża i dziecka jesteś cudem.
                  Co do własnych rodziców to Ci mogę tylko współczuć, to oni są najczęściej
                  przyczyną naszych problemów w dorosłym życiu.
                  Pozdrawiam !!!
                  A, i jeszcze jedno, jak masz męża to pamiętaj, że musi wiedzieć, że go kochasz,
                  i nie mam tu na myśli prasowania kalesonów i koszul. Ja popełniłam ten błąd i w
                  swoich problmach zapomniałam trochę o okazywaniu uczuć. O mały włos nie
                  zostawił mnie dla jednej słodkiej brunetki z pracy. Tylko nie popełnij mojego
                  drugiego błędu, o swoich problemach i tajemnicach mów najpierw jemu a dopiero
                  później koleżankom od porannej kawy, wymieniłaś go więc przypuszczam że jest
                  dla Ciebie ważny.
                  Może to wszystko brzmi poważnie, ale tak na prawdę jest banalne w realizacji.
                  Powodzenia, trzymam kciuki !!! :-))
                  • Gość: DIORKA Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 30.07.02, 14:35
                    Kazdego dnia powtarzam sobie to co mi radzisz, jednak przychodza gorsze dni i
                    wowczas wybucham. Wiem ze ranie meza. Kocham go i wlasnie przezywamy rozkwit
                    naszego malzenstwa ale rzeczywiscie ranie go slowami na temat jego rodzicow.
                    Powtarza mi to co ty. Uswiadamia mnie w tym ze mnie kocha, ale chyba za bardzo
                    chce wciaz slyszec od innych pochwaly. Rzeczywiscie w dziecinstwie bylam
                    wylacznie krytykowana. Moze to dlatego...
                    Jeszcze raz Ci dziekuje
                    Naprawde mi pomoglas
                    musze tylko zawsze przypominac sobie o Twoich slowach w trudnych chwilach
                    pozdrawiam
                    • Gość: Anja71 Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 30.07.02, 14:44
                      Rozumiem Cię, przeżyłam to. A co do pochwał to każdy je lubi, ale pamiętaj że
                      nie ma cenniejszej pochwały od tej usłyszanej od tego który pragnie się z nami
                      zestarzeć. Jego pochwały są szczere bo może sobie na to pozwolić. Pochwały
                      innych, na ulicy, w sklepie, w pracy, będą często fałszywe, bo wielu chce się
                      przypodobać chwaląc Nas.
                      • Gość: Anja71 Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 30.07.02, 15:00
                        Podpisałaś się Diorka, widziałam twój tekst w seksuologii w temacie "kobiecy
                        wytrysk". Lubie rozmawiać o takich sprawach, coś Ci tam odpisałam.
                        ;)
                        • diorka Re: wszyscy mnie lekcewaza... 31.07.02, 08:19
                          Droga Aniu
                          Ja tobie rowniez odpisalam
                          • Gość: Anja71 Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 31.07.02, 09:58
                            diorka napisała:

                            > Droga Aniu
                            > Ja tobie rowniez odpisalam

                            Ja tobie już także.
                            :-)))
                          • Gość: Anja71 Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 217.96.21.* 31.07.02, 12:19
                            Droga Diorka,
                            napisałam Tobie coś jeszcze w wątku "kobiecy wytrysk".
                            Napisz co sądzisz.
                            • kostek11 Re: wszyscy mnie lekcewaza... 31.07.02, 12:29
                              już lecę sprawdzić
                              Pozdrawiam
                            • kostek11 Re: wszyscy mnie lekcewaza... 31.07.02, 12:38
                              Aniu
                              Na forum seksuologii przypadkowo wystepuje jako Kostek, ale to dalej ja
                              :-)
    • Gość: a Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 31.07.02, 15:50
      ..jakbym widziała siebie. Najchętniej wszystkim pomagam i czuję się wtedy
      potrzebna. Ale gdy sama mam problemy jakoś Ci ludzie znikają. Psycholog
      stwierdził że nie potrafię prosić i brać. Poza tym wszystkim się przejmuję,
      wystarczy złe spojrzenie i już biorę to do siebie, już płaczę i martwię się
      długo. Teraz się wyprowadziłam trochę dalej od rodziny i jestem tylko z mężem i
      dzieckiem - bardzo kochanymi. Ale jakoś tak tęsknię za marudzeniem i problemami.
      Nie mogę dojść do siebie. Nie potrafię się cieszyć i byle co mnie dołuje.
      • Gość: dd Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 01.08.02, 08:28
        Mam ten sam problem. Niektorzy nawet mowia, ze jestem nadgorliwa z pomoca. We
        wszystko sie angazuje, chce robic sama. Nawet w swojej pracy, w ktorej
        organizuje szkolenia, aby obnizyc koszty- co bardzo cieszy szefostwo, sama
        przygotowuje posilki zamiast zlecic firmie.
        Nie ukrywam, ze robie to z przyjemnoscia. Uwielbiam miec zajety czas, ale
        najgorzejjest gdy po ktos negatywnie skomentuje moja prace. Wystarczy jedno
        slowo. Zalamanie i myslenie o tym zatruwa mi caly miesiac.
        zaczelam chodzic do psychologa.
        Pierwszy krok jaki musze zrobic to wypisac to co u siebie lubie i to co
        nienawidze
        pozdrawiam
        dd
        • Gość: ewa Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.02, 12:32
          Wiecie co, kiedys bylo tak samo - byle co mnie ranilo.A ostatnio moj tesc do
          swojego syna mial pare cierpkich slow na moj temat.Najpierw sie wscieklam, i
          nagle- wszystko opadlo - przeciez on ma prawo miec na moj temat jakies zdanie,
          jakiekolwiek.Ja tez mam zdanie na jego temat i bynajmniej nie jest to hymn
          pochwalny.A jesli ja nim nie jestem zachwycona, to on tez ma do tego prawo.Jest
          w stosunku do mnie grzeczny i to mi wystarcza, a co sobie mysli - jego sprawa.
          Respektuje to co mowie i jest ok.
          A teraz zla wiadomosc - zajelo mi to 5 lat.I zaszla jakas taka dziwna zmiana -
          widze o wiele wiecej swoich slabosci, ale tez o wiele wiecej zalet - mam o wiel
          pelniejszy obraz siebie.I uzbrojona w te wiedze o sobie, lubie sie bardziej, bo
          zniknal mi sprzed oczu ten koszmar w ktory zamienili mnie moi rodzice.Wreszcie
          jestem czlowiekiem.
          • Gość: jyj Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: *.tpnet.pl / *.koszalin.sdi.tpnet.pl 14.08.02, 04:09
            hjytjtj
          • Gość: dd Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 24.10.02, 07:55
            No i znowu kryzys!!!!!!!!!
            Czy to ja przesadzam, czy nie.
            Juz chodze do psychologa. Rzeczywiscie mi pomaga. Nawet on stwierdzil ze
            powinnam ograniczac wizyty u tesciow. Jednak nie posluchalam go. Odpiszcie mi
            jednak co sadzicie o tej sytuacji?
            Nie jezdze do tesciow zbyt czesto, jednak czasami odbieraja mi dziecko z
            przedszkola. Jak jade do nich z mezem, to nie jest tak zle. Poprostu maz
            nas "gosci". Robi kawe, jemy jakies ciasteczko. No coz to jego dom rodzinny,
            wiec czuje sie tam jak u siebie. Gdy jednak przyjezdzam tam sama, to wchodze do
            domu(raczej nikt nie wychodzi mnie witac), mowie Dzien Dobry i wchodze do
            kuchni. Gdyby nie moje zapytanie czy moge sobie zrobic kawe, pewnie bym usiadla
            i czekala az maz przyjdzie. Wydaje mi sie (tak zostalam wychowana) ze tesciowa
            jako gospodyni przynajmniej powinna mi zaproponowac zebym sobie cos zrobila, bo
            np. nie ma czasu.Niestety, gdy wchodza inni(jej corka, szwagier, klienci) to
            tylko slysze" o jej moze kawki, uciadzcie, co tam u was?" Az mnie serce boli.
            Konczy sie na tym, ze jak po pracy przyjezdzam do nich z synkiem, to gdy synek
            je, podjadam mu, bo jestem glodna, a wiem, ze na meza musze poczekac jeszcze
            jakies pol godziny. Moj maz powiedzial kiedys tesciowej, czemu mi niczego nie
            zaproponowala, ze ja jako osoba, ktora jest raczej gosciem nie bede grzebac w
            lodowce. Odpowiedz byla taka: No przeciez tobie synku i mojej coreczce nie
            musze mowic, zebyscie sie ugoscili sami. Wiec nie bede robic wyjatkow z Twoja
            zona.
            Tak bardzo jestem otwarta na ich przyjazn. Dawno temu, gdy czulam, ze
            pokochalam tesciowa staralam sie okazac jej to. Namawialam na wspolne zakupy,
            na lampke wina wieczorem. Zawsze slyszalam nie. Kiedys wkoncu powiedziala, ze
            nie ukrywa tego, iz nie jestem idealem dla niej jako synowa.
            Jest mi bardzo zal, ze nie mam nikogo bliskiego. Az nie chce mi sie isc do
            tescia na imieniny. Niechce zeby przychodzili do mnie.
            Nie chce mi sie zyc.
            Najchetniej spakowalabym sie i uciekla.
            Jak polubic siebie i jak byc lubiana? Pomozcie!!!!!!!!!!!!!!
            • Gość: Asia Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: proxy / 212.244.226.* 24.10.02, 08:41
              Cześc dd!!
              Ja dopiero dzisaj przeczytałam Twój wątek. Nie mam teściowej tylko przyszła
              teściową (ona z kolei to dopiero ma teściową..ona jako synowa jest zła,bo nie
              taka , czyli bez ziemi :), jej teściowa nawet na pogrzeb syna nie
              przyjechała,a 10-letniego brata mojego faceta nigdy nie widziała na oczy.
              Dzieje sie tak mimo że mama mojego fecta próbowała zbliżyć się, chciała
              zapomnieć o dawnych urazach..ale jak ktoś ma jad w sercu to nic nie
              wskórasz ). Nie wiem wydaje mi się,że Twoja jest niezbyt delikatna, nawet
              jeżeli nie jestes idealna synowa to nie powinna Ci tego mówić. a swoja droga
              czy Twój mąz jest idealnym zięciem. Mój chłopak (młodszy o 2 lata) dla mojej
              mamy niby tak, ale mógłby byc bogatszy ew. dobrze zarabiac,zapewnić mi
              mieszkanie (na razie to ja mam mieszkanie), nie dąsać się (każde jesgo krzywe
              spojrzenie jest odbirane jako dąsy,a on tak ma po prostu)...
              Nie przejmuj się teściową, w sumie skoro traktuje Cie jak syna i córkę, to rób
              sobie herbate bez pozwolenia (ja też czasem tak robię- po prostu Ona mówi
              mi,żebym sobie zrobiła coś do picia jak chcę)
              Pozdrawiam,życze miłego dnia i wiel usmiechów, mimo że na dworze szaro,brzydko
              i w ogóle :))))Ja jetsem z Katowic u mnie taka własnie pogoda, a jak u Ciebie?
              • Gość: dd Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: 195.205.240.* 24.10.02, 10:24
                Dziekuje za pocieszenie
                zycze Ci o by Twoja tesciowa po slubie byla naprawde fajna. To jakby nie bylo
                druga Twoja mamusia.
                Ja jestem w Tomaszowie i musze przyznac ze pogoda jest ladna.
                • Gość: Asia Re: wszyscy mnie lekcewaza... IP: proxy / 212.244.226.* 24.10.02, 12:41
                  Dzięki! Ale wiesz co, coś czuję,że dwa skorpiony w poblizu to jest
                  niebezpieczne. Ona jest fajną kobietą, ale myślę,że jak byłabym bliżej niej
                  (nie daj Boże mieszkać z nią)to długo nie byłoby tak rózowo,bo ja swój
                  charakterek też mam. No ale każdy ma jakieś wady i zalety.
                  pozdr! U nas zrobiło sie ładnie, świeci słoneczko...
                  • malwinamalwina Re: wszyscy mnie lekcewaza... 02.11.02, 23:13
                    tesciowa to zadna druga mamusia ! co ty mowisz dziewczyno ! ona nie musi cie
                    kochac ! wystarcza relacje poprawne.
                    No i oczywiscie : nie nalezy sie pchac do pomocy poki cie nie poprosza.
                    (masz sobie cos do wybaczenia ze tak ludziom chcialabys dobrze na sile robic ?)
Pełna wersja