powiedzcie mi...

12.08.02, 20:27
jak macie ochotę oczywiście.
Coś jest nie tak.
Mam 2 letnie dziecko, ktore wychowuję. Daję mi ono szczęście, tego jestem
pewna. Nie straciłam tego czasu. Cały czas zajmuję się dzieckiem, w
większości bez cienia irytacji, zawsze z radością-fotografując chwile-o, tak
wygląda szczęście. Ale powoli widzę, że pragnę troszkę zmiany w życiu. Nie
powrotu do życia przed, bo to już za mną. Ale chciałabym uporządkować swoje
życie zawodowe, ktore jest praktycznie żadne. Mimo, że uchodzę za osobę
przebojową, tak naprawdę jest zupełnie inaczej. Nie umiem walczyć o swój
sukces. Pracowałam kilka lat i awansowali wszyscy-oprócz mnie. nigdy nie
potrafiłam się upomnieć o swoje. A teraz wiem, że nikt za mnie tego nie
zrobi. Choć to pracodawca powinien ustalać zasady awansowania i konkretnej
ścieżki awansu danego pracownika oczywiście we współpracy z nim. Choc wszyscy
mnie klepali po plecach,jako wspaniałego pracownika , a koledzy dziwili się
dlaczego wciąż robię to samo, jakoś tak nie potrafiłam sie 'zakręcic" choc
widziałam wokól "jak to się robi"
Pragnęłam dziecka tym bardziej, a i jeszcze czas gonił. Jest fajnie.
Ale powoli chcę coś robić- a tu żadnych szans. Mam atrakcyjne wydawało by sie
wylsztalcenie, ale nie tylko ja. Czyli ogromna konkurencja. I coraz mniejsze
szanse na zatrudnienie, bo w tym zawodzie bez kolejnych lat nauki nic się nie
osiągnie.Kolejne egzaminy i nic....Czuję, ze moim problemem jest ...brak
sukcesu. Same porażki powodują moje przygnębienie i utratę poczucia wlasnej
wartości. No i ten czas-wciąż biegnie. Czuję się staro. Wydaje mi się, ze
wszyscy wokól są młodsi, dla mnie życie się konczy. Czas się zbierać?
Do tego dochodzi moje intensywne przeżywanie wszystkiego i straszny apetety
na miłość, akceptację. Wciaż mi tego brakuje. Od męża to raz, ale od mamy.
niby jestem stara baba, ale sposób w jaki ona ze mna rozmawia poraża mnie.
Płaczę, kłócę sie i walcze o miłosć jak za starych dobrych czasów.
Znajomych zrobiło się mniej od razu po tym jak się okazało,ze jestem w ciąży-
no z taką nie można się już napić więc...Ale są nowi, i jest fajnie-nie
narzekam.Ale te urwane znajomości też bolą.
Stany lękowe-kolejna zmora. Boję się jazdy samochodem, moze bez przesady, ale
wyobraźnia pracuje. Wystarczy, że mniej oglądam tv i wracam do normy :))))
Czuję sie niespełniona, boję się o swoją przyszłość, jest mi smutno.Wchodzę
cały dzień po domu w szlafroku i czekam na wieczór. Potrafię sie podnieść po
takich okresach, ale na krótko.
Czy wszystko ze mną ok?? I gdzie ta moja przebojowość?
Może za dużo myślę?
    • Gość: Rob Re: powiedzcie mi... IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 13.08.02, 07:20
      Co inteligentniejsi tak mają! Albo dasz sobie radę sama, albo pozostaje Prozac.
      Pozdrawiam i nie przejmuj się za bardzo rolą.
      • Gość: Mimi Re: powiedzcie mi... IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 13.08.02, 18:02
        Rozumiem cię doskonale.Sama mam coś podobnego-z resztą wczoraj o tym
        pisałam.Niby wszystko jest w porządku-chociaż może nie tak jak u Ciebie-nie mam
        męża ,a w moim wieku (28l) chyba powinnam,nie mam dziecka ,a uwielbiam
        dzieci.Mam przyjaciół ,ale czuję ,że to nie wszystko,potrzebuje jeszcze czegoś-
        miłóści ,akceptacji.Są chwile kiedy ogarnia mnie zupełne poczucie beznadziei i
        brak sił do czegokolwiek,czuję się jak bezradne dziecko.To mija dlatego nie
        jest to chyba depresja. Myślę ,że Ty powinnaś być szczęśliwa-masz wszystko co
        potrzebne jest do szczęścia.A praca?Jeśli nie męczy cię przebywanie z dzieckiem
        w domu ,a wręcz cieszy to chyba nie stąd pochodzi Twój zły nastrój.Chodzi
        chyba o w o9góle o poczucie akceptacji,miłości.Ja też siłę do życia czerpię z
        ludzi,bliskich.Bez tego nie potrafię żyć.
Pełna wersja