aidka
30.07.05, 14:52
Witaj,
dopiero teraz weszłam do tej skrzynki mojej w GW - jestem znów w szpitalu -
tym razem na elitarnym, 10-cio osobowym oddziale. Nie wierzę, by mi to cos
dało, ale lepiej mi tam, niż w tzw. domu, który jest tylko lokalem
mieszkalnym teraz. /na tym oddziale są przepustki, a na weekend mogę także na
noc wracać do mieszkania no i jestem tam z własnej woli, a nie przymuszona
ustawą psychiatryczną o zagrożeniu dla samej siebie, a dodatkoo - nie jest
nudno, bo to jedyny oddział w mej karierze, gdzie jest prawdziwa terapia,
choć mnie ona nie pomaga i szans nie ma, by pomogła, to widzę, jak dobrze
działa na niektórych.../
Tabletek, jak teraz się okazuje, wzięłam ok. 300. A przyjaciel nie znalazł
mnie rano, lecz chyba ok. 15-tej - jak wskazuje dokumentacja z oddziału
ratowniczego Szpitala Bielańskiego.
Tabletki były dobrane tak, jak kiedyś zrobił to mój brat cioteczny, który
wziął ich ok. 700 i...nic. Obudził się już po 2 dobach bez interwencji
lekarzy - zatem były dobrane tak, by jedna wspomagała działanie drugiej.
Moze, gdybym wypiła porządną dawkę alkoholu, a ja tylko jedno piwo - badania
krwi potem pokazały zero promila alkoholu.
Zatem z autopsji już potwierdzam zdanie mego brata - tabletki mozna o kant
d... rozbić. Kilka razy zbierałam je, próbowałam...- nigdy nie sa pewniakiem,
a za to uszkodziły mi rózne organy wewnętrzne i są przyczyną wstępu do
cukrzycy czyli nietolerancji glukozy i koniecznosci stosowania diety
cukrzycowej.
Wiem juz, że brat mój miał rację co do tego, że tylko jeden sposób jest
naprawdę pewny. Trudno go jednak wprowadzić w życie, tj. śmierć.
Nie mogę powiedzieć Ci co, bo...nie. Chyba jakas moralność, etyka itd. mnie
jednak hamuje. Osobiście jestem wciąż zdesperowana - poszłam do szpitala, by,
z udzialem mniejszego cierpienia, przeczekac okres potrzebny do zdobycia
tego, co zapewni w koncu mój odlot w niebyt. Na razie obiecałam opiekującym
się mną specjalistom, terapeutom itd., iż w czasie pobytu w szpitalu nie będę
podejmoweac kroków w celu zdobycia narzędzia do samoeliminacji. I naprawdę -
tyle, z taką determinacją, przećwiczyłam już i skończyło się to tylko
okaleczeniami, chorobami etc., że nie polecam Tobie prób podobnych do moich.
Być może ja bym umarła, gdyby nie było tej interwencji pogotowia, bo jednak
mialam czas od 19-tej do 15-tej, powiedzmy, dnia następnego. Ś.P.
Beksińskiemu czy Wojaczkowi się wszak udało...
Tobie jednak życzę, by było dobrze i by Ci minęło. Wszystko. Żyj.
Sciskam
a.
/nie naruszyłas mojej intymności - naprawdę../