Gość: kloocz
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
20.08.02, 19:27
Jak w tytule, odczuwam intensywny brak czegokolwiek stalego i w miare pewnego w zyciu. Wszystko
pedzi, ja pedze, raz na gorce, raz w dolku, raz z orgazmem, raz bez, raz usmiech, raz lzy....czuje sie jak
jakies sitko prez ktore wszystko leci a nic nie zostaje. Ciagle mysle o jutrze, cos kalkuluje, skrobie,
planuje, sumuje, obmyslam plany i tak na okraglo. Nie moge znalezc w sobie odrobiny spokoju jaki
kiedys mialem, nie chwytam chwili obecnej, wszystko gdzies leci a ja juz nic nie czuje niestety.
Dzien po dniu jest taki sam, w zasadzie nic sie nie dzieje.
Sex to tylko odskocznia ale rownie plytka i wzgledna jak wszystko.
Kurwa mac nie wiem gdzie poszukac jakiegos zaczepienia, celu, oazy, pewnosci ze to co robie jest
gleboko uzasadnione i dobre a nie tylko pieprzona prowizorka aby wyrwac wiecej i wiecej co miesiac.
Gdzie znalezc to uleciale przekonanie ze kazdy nastepny dzien przyniesie jakis efekt, jakies
zwieczenie pracy, ze bedzie ok, logicznie i dobrze (jak kiedys bywalo i bylo).
Wszystko plynie, mozg mi plynie, uczucia i miny dobieram na potrzeby chwili aby cos odegrac,
wyrwac, zalatwic, wycyckac kogos...
Lata leca, coraz wiecej rzeczy i sfer kiedys mi obcych teraz opanowuje, ogarniam, korzystam, poznaje ,
oswajam, sprawdzam sie, probuje a wewnatrz to cholerne przekonanie ze cos bezpowrotnie
utracilem, ze jestem pusty i wypalony