W sprawie jogi...

05.12.05, 09:36
Chcialbym wiedziec, w jaki sposob joga pomaga osobom depresyjnym, ktore ja praktykuja.
Da sie odpowiedziec?
    • barbasia721 Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 12:44
      ja cwicze joge od ponad trzech miesiecy....moze jeszcze nie mozna powiedziec o
      spektakularnym sukcesie, ale pozytywny wplyw zauwazam zdecydowanie:)...polecam
      sprawdzenie na sobie...
      ja cwicze codziennie i zamierzam nadal...wierze ze efekty z czasem stana sie
      bardziej zauwazalne...tymczasem na pewno czuje sie spokojniejsza
      • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 15:09
        Prawde mowiac - o sprawdzaniu na razie nie mysle. Postepuje w mysl wskazowek mistrza Yody
        - po prostu "nie robie". Ale jestem bardzo ciekaw, na czym polega mechanizm terapeutyczny,
        bo slychac tu od czasu ochy i achy, a nawet trachy (batem).
        • blue_a Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 17:06
          Hm, postaraj się zaufać. Skoro zachwyt, to znaczy, że coś w tym musi być ;)

          Ja też ćwiczę krótko, ale najbardziej lubię wrócić do domu po jodze. Ciekawy stan: bardzo dużo energii i przytomny umysł (a wracam z zajęć późno), czyli zupełne przeciwieństwo depresji. Zmęczony po 1.5-godzinnych zajęciach nie będziesz, bo ostatnie 15 minut zajęć przeznacza się na wyciszenie i relaks.
          Ogólne moje wrażenia: zaczynasz budować swoje ciało, jego konstrukcję, od początku. Ten wysiłek na początku może trochę boleć - jeśli nie ćwiczyłeś wcześniej. Uczysz się prawidłowej postawy.

          Czytałam, że ćwicząc jogę zaczynasz być w "tu i teraz". Istotnie. Na zajęciach myślisz głównie o prawidłowym wykonaniu asany, odpadają zatem "głupie myśli". Ulatują gdzieś smutki.

          Od razu od początku warto mieć matę antypoślizgową - będziesz miał dobrą przyczepność do podłoża. Odwiedź portal www.joga-joga.pl. Poczytaj.

          (i tu się przyznam, że miałam 2.5 tyg. przerwy :) odczułam to, ja chcę znowu lekkości; idę dziś, jeszcze raz Cię zachęcam)


          • blue_a jeszcze jedno 05.12.05, 17:11
            pytałeś o mechanizm terapeutyczny. rozciąganie ciała, uelastycznianie go dają radość, głęboki oddech daje wyciszenie. lepiej się śpi. Przepraszam, będzie patetycznie: lepiej się żyje (tak!)

            dalej: masowane są narządy wewnętrzne itd.
          • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 17:16
            Jesli Tobie to pomaga - super. Ale czy jest to jedyna metoda terapii, ktora stosujesz?
            Miedzy nami mowiac ;) - jestem dosc nieufny. Dlatego z alternatywy Mistrza Yody biore" nie
            rob". A juz wydzierajacego sie instruktora (czyli Mistrza) bym nie zniosl. Gorszy od
            przemadrzalego freudysty.
            • quleczka Re: W sprawie jogi... 09.12.05, 00:11
              Niw boj sie. Na zajeciach jogi od krzyku daleko. Podobnie jak pisza osoby przede
              ma wrazenie po wyjsciu bardzo przyjemne.

              Nauczyciele do ktorych chodze promieniuja jakas taka rownowaga wewnetrzna i
              spokojem.Naprawde az milo patrzec na nich.Sa symaptyczni ale nie nachalni.

              Ogolnie nie musisz sie krepowac tym ,ze czegos nie potrafisz.Kazdy na poczatku
              ma strasznie zastane wszystkie czesci ciala i ogolnie bywa nawet zabawnie jak
              sie okazuje,ze z planowanej pozycji nic nie wynika bo ciezko nawet rekami
              siegnac do podlogi ;)

              Pzodrawiam!
              Quleczka
          • ria2 Re: W sprawie jogi... 07.12.05, 01:07
            Hej! Piszę tylko dlatego, że jak czytałam Twoją wypowiedź, to jakbym siebie
            samą czytała :)! Fajne uczucie. Strasznie długo tu nie byłam.

            Powiem tak, z moim nastrojem nie jest dobrze, może kiedyś się poprawi, może
            nigdy, ale... moje poniedziałkowe wypady na zajęcia z jogi to chyba jedyny
            chwile (tj. 1,5 h), kiedy tak dużo nie myślę... w zajązku z tym tak się nie
            boje, nie jest mi aż tak smutno...
            Joga to precyzja, zaczynasz myśleć o szczegółach: noga tak, udo tak, łopatka
            tak... zapomina się o wszystkim. Dlatego to jest dobre. No i masz rację, po
            zajęciach wszystko jest takie przejrzyste, wyraźniejsze... też chodze póżno, a
            wcale nie czuję się senna czy zmęczona. Na razie ten stan nie trwa u mnie b.
            długo, ale dobre choć te kilka godzin, może z czasem to się przeciagnie...
            Marzę choć o jednym dniu, bez pragnienia skończenia ze sobą...
            Może to mi da zapomnienie, może zapomnę, że zawsze od kiedy pamiętam tego
            chciałam, chcę... zobaczymy. To moja próba, jedna z wielu, cudu nie oczekuję,
            ale chyba nie żałuję, że ją podjęłam, choć za te 1,5 godziny.
            Serdecznie pozrdrawiam Wszystkich Joginów i Joginki.
            Pa! Ria
            • blue_a Odpozdrawiam :) 07.12.05, 08:34
              Trzymaj się ciepło!
    • imagiro Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 17:55
      stres ... chemiczny, mechaniczny i emocjonalny, jest powodem wszelkich chorob
      trapiacych czlowieka ... joga jest najstarszym i najlepszym narzedziem w walce
      ze stresorami ... joga dziala od "wewnatrz" problemu, otwierajac kanaly w ciele
      ludzkim do swobodnego przeplywu krwi i energii ... ta sama energia, ktora
      tworzy cialo jest w stanie uleczyc to cialo, a w zdrowym ciele, zdrowy duch.
      Lekarze nigdy nie beda reklamowac jogi, bo to nie jest w ich interesie.
      Uczylibyscie ludzi naprawiac buty, bedac szewcem ?
      Imagiro.
      • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 18:02
        Wiesz, rozne szkoly jogi takze nie dzialaja na zasadzie darmowego nauczania adeptow. Co,
        zreszta, jest chyba niezgodne z filozofia jogi. Nie ma wiec co tak napadac na lekarzy. Ale o to
        mniejsza.
        Co z osobami, ktore nie poddaja sie urokowi pradawnych prawd i energii zyciowej szukaja gdzie
        indziej, np. w stresogennym zmaganiu sie ze swiatem, ktory postrzegaja jako nieprzyjazny i zle
        urzadzony?
        • imagiro Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 18:07
          co z tego ? ja tez postrzegam ten swiat jako zle urzadzony ... co nie
          przeszkadza mi cwiczyc od wielu lat joge, czuc sie znakomicie i miec to gdzies.
          Widzisz, nie jestem zadnym joginem, plecacym androny o swiecie jako miejscu z
          bajki itp ... to nie o to chodzi. Chodzi o zajecie odpowiedniej perspektywy do
          wydarzen, o zostanie obserwatorem raczej niz uczestnikiem ... to jest cel jogi,
          nie zadne walki o zmiane swiata ...
          Imagiro.
          • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 18:17
            imagiro napisał:
            >Chodzi o zajecie odpowiedniej perspektywy do
            > wydarzen, o zostanie obserwatorem raczej niz uczestnikiem ... to jest cel jogi,
            > nie zadne walki o zmiane swiata ...

            I to mi sie najbardziej nie podoba. Do tego jeszcze aksjomatyczna ezoteryka i ukryty
            manicheizm (mniej w filozofii, bardziej w wyznawcach)...
            • imagiro Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 18:31
              widzisz, gdyby kazdy z nas zajal sie samym soba, to spoleczenstwo, jako suma
              tych "dobroci" tylko na tym by skorzystalo ... zadnej ezoteryki w hatha jodze
              nie ma (bo tu o takiej tylko mowie, gdzyz tylko taka uprawiam) ... nie plete
              zadnych mantr, nie siedze godzinami w lotosie itp. Zwyczajnie daje swojemu
              cialu to czego ode mnie potzrebuje, dokrwienia, relaksu, dotlenienia a reszta,
              czyli moj umysl, juz sobie sam poradzi ...
              Imagiro.
              • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 18:44
                imagiro napisał:

                > widzisz, gdyby kazdy z nas zajal sie samym soba, to spoleczenstwo, jako suma
                > tych "dobroci" tylko na tym by skorzystalo ...
                Obawiam sie, ze to oczekiwania na wyrost, zwlaszcza w obliczu nierownosci pochodzenia
                przyrodniczego i spolecznego.
                >zadnej ezoteryki w hatha jodze
                > nie ma (bo tu o takiej tylko mowie, gdzyz tylko taka uprawiam) ... nie plete
                > zadnych mantr, nie siedze godzinami w lotosie itp. Zwyczajnie daje swojemu
                > cialu to czego ode mnie potzrebuje, dokrwienia, relaksu, dotlenienia a reszta,
                > czyli moj umysl, juz sobie sam poradzi ...
                Zaczynasz ostrozniej kwantyfikowac (mowiac raczej o sobie, niz o kazdym). Czy w gre wchodza
                tez inne zwyczajnosci - np. mozna jednak zwyczajnie pojsc po porade do lekarza psychiatry?
                • imagiro Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 18:56
                  oczywiscie, ze mozna, mozna tez nie pojsc, mozna sie upic, zacpac, targnac na
                  line, nic nie robic itp. tyle ze wmoim przekonaniu, lekarze psychiatrzy to nie
                  lekarze, zreszta podobnie jak wiekszosc "dohtorkow" ... dobry lekarz to ten,
                  co potrafi obudzic w pacjencie jego wlasne mechanizmy obronne ... w
                  starozytnych Chinach, chanba bylo dla lekarza, jak czlowiek zachorowal ...
                  a dzisiaj co ? masz 39-40 stopni goraczki i musisz turlac sie do pana i wladcy.
                  A won ! lekarze wedlug mnie powinni sami chodzic do pacjentow i w razie
                  potrzeby zawozic ich na badania ...
                  Imagiro.
                  • uri_ja Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 19:22
                    jasne. i w czasie kiedy mógłby przyjąć czterech zajmie się jednym :)
                    • imagiro Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 19:30
                      co to znaczy "przyjac" ? bycie lekarzem to sluzba a nie wyrabianie normy ....
                      • uri_ja Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 19:35
                        nie chodzi o "wyrabianie normy". chodzi o to, że jest tylu potrzebujących.
                        nie odwracaj kota ogonem, bo i tak Cię przegadam :)
                        • imagiro Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 19:37
                          jurij, jeszcze tu sie nie narodzil co by mnie przegadal ...
                          • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 19:40
                            Oj, cos jest nie w porzadku z ta energia. Znasz to powiedzenie o elokwentnej krowie?
                            • insignificant Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 20:24
                              ja znam misia Yogi :)
                              • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 20:29
                                Zostaje jeszcze jogging, ale to inna szkola terapeutyczna. Zdaje sie, ze w jej obrebie zachodzi
                                wyrazne przesuniecie akcentow:)
                          • uri_ja Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 19:42
                            no to spróbuj :)
                            lekarz jest człowiekiem. takim jak Ty czy ja.
                            ma taki sam żołądek - to do służby. nie powinien się przepracowywać ponad
                            miarę. bo pracuje z żywymi, takimi jak ja czy Ty... zmeczony lekarz bywa
                            zabójczy.
                  • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 19:36
                    A jednak... Szkoda.
                    • romy_sznajder Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 20:44
                      1. endorfiny, jak kazdy wysilek miesniowy.
                      2. rownowaga energetyczna.

                      ale:
                      jesli komus nie pasowal wysilek przed deprechą - nie wierze w efekty.
                      nie wierze tez w trwale efekty po miesiacu, a nawet trzech. to jest - sorry -
                      liczone w latach i jest sinusoidą. wznosząca, ale sinusoidą. dlatego jeśli
                      bezgranicznie wierzy sie w jogę jako panaceum - kazdy spadek formy, a te
                      zdarzaja sie ZAWSZE, jest groźny, jeżeli nie odczuło sie jakichkolwiek
                      pozytywnych efektów wcześniej.

                      no i gdy juz to napisałam, moge z czystym sumieniem napisać: nic, ani jedzenie,
                      ani seks, ani muzyka, ani inne sporty, ani podróze, ani faceci, nic nie dawało
                      mi takiego rewelacyjnego samopoczucia jak joga:)

                      [specjalnie do lota, bo raczej nie bywam na tym forum]
                      • nocny.lot Re: W sprawie jogi... 05.12.05, 21:00
                        Dziekuje za wyroznienie ;) Ale i tak z cwiczen najbardziej lubie poczciwa pilke nozna.
    • scept89 skutki jogi 12.12.05, 07:15
      zalezy co sie z pacjentem dzieje. Jesli mowimy o ciezkiej depresji z np.
      uporczywymi myslami samobojczymi to nie ma co liczyc na joge, jogging czy
      dziurawca tylko od razu leciec do psychiatry i najprawdopodobniej zaczac brac leki.

      Jesli wszystko co sie dzieje to jest nerwica depresyjna/sezonowa smuta SAD/etc.
      to joga moze wyciszyc i polepszyc samopoczucie. Tyle ze trzba ja praktykowac w
      miare regularnie, przynajmniej 1-2x na tydzien.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja