Kwestia braku pracy u chorej osoby.

23.02.06, 21:56
Dosc duzo osob wspomina o braku pracy przez swoja chorobe( depresja,fobie
itp.) np.tarja30,mezczyzna,ktory opowiada o swojej 29-letniej partnerce,ktora
urzymuje itd.
Mam pytanie do wszystkich doroslych osob chorych:czy macie prace,jaka prace i
jak sobie w niej radzicie ze swoja choroba??
Jaka prace polecalibyscie dla osoby z duza fobia spoleczna(i depresja)??
Czy nie mozecie lub nie jestescie w stanie znalezc pracy?? W sumie glownie mi
zalezy na odpowiedziach od osob,ktore nigdy nie mialy pracy lub mialy ja
tylko przez krotki okres czasu.Jak reaguja Wasi partnerzy,rodzina,otoczenie
na wasz brak pracy i czy zawsze w takim stanie mozna nornalnie pracowac??Ja
sama nie mam pracy-oprocz krotkiego epizodu ulotkowego i raz-udzialu w
kilkudniowych targach na ktore wyciagnela mnie kolezanka przyznam szczerze,ze
nie mialam pracy( a mam 24 lata,studiuje tylko zaocznie)Moj narzeczony
akceptowal taki stan rzeczy(zwlaszcza,ze na poczatku mielismy duzo spraw
zwiazanych z moja przeprowadzka,formalnosciami,moimi egzaminami na uczelni
itp) Teraz jednak sesja sie skonczyla,inne rzeczy tez unormowaly i coraz
czesciej slysze delikatne uwagi na temat podjecia przeze mnie pracy, a ja
jestem przerazona-nigdy(poza ulotkami krotki czas) nie pracowalam,praca w gru
[ie mnie przerasta,dojazdy do pracy -tez,czuje sie bardzo zmeczona i
wycienczona nawet po zwyklym sprzataniu,a co dopiero praca-obawiam sie,zebym
sobie nie poradzila.Przerasta mnie nawet sam fakt szukania pracy-
telefony,umawianie sie na rozmowy itp.Nie wiem co robic.Z moja fobia
spoleczna nie widze sie w zadnej pracy(ewentulanie praca przez internet,ale
na komputerach slabo sie znam a to pewnie podstawowy wymog)
    • bambomurzynzafryko Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 23.02.06, 22:09
      To istotny problem. Ja żyję z życzliwości ludzi. Jest jakichś 10 ludzi którzy z
      własnej woli podrzucają mi jakąś robotę, a to tłumaczenie, a to wykładzik, a to
      zlecenie. I tak przędę na renomie młodej nadziei polskiej nauki,która ześwirowała
      • luba9 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 23.02.06, 22:57
        ja szczęśliwie mam wolny zawód, ideał dla depresyjnego, dodam że jak
        rejestrowałam firmę miałam trochę kłopotów z dotarciem do urzędu statystycznego
        z powodu parszystwa jakim są lęki, ale doszłam tam. Moja firma obchodzi 5-lecie
        działalności
      • karolinak12 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 23.02.06, 23:34
        To masz szczescie-ja niestety nie jestem tak zdolna aby zyc z wykladow
        i tlumaczen , a niestety nie bardzo potrafie sie odnalezc na rynku pracy-kto
        chcialby pracownika,ktory czesto nie docieralby do pracy z powodu chandry,ktory
        mialby powazne klopoty w kontaktach z innymi(klientami,petantami) Nie wiem
        kompletnie co robic ze soba-ja po prostu na chwile obecna nie widze sie w
        zadnej pracy-po prostu zadnej,koszmar.Sama nie wiem co robic-szukac czegos na
        sile,isc do jakiejs nie lubianej pracy i rzucic ja po tygodniu(mam takie dni,ze
        raz nawet nie dotarlam na egzamin na uczelnie) Nie wiem,po prostu nie
        wiem.Dodam tylko,ze problemow finansowych nie mamy,ale nie pracowac zle,ile
        mozna? Mam juz 24 lata(prawie 25) Moja siostra( i wiekszosc znajomych) w tym
        wieku byla juz pracownikiem z 5 letnim stazem i stala umowa.
        • mgla_jedwabna Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 24.02.06, 00:38
          2nie dotarlby do pracy z powodu chandry"- a nie myslalas, ze praca pomoglaby ci
          w walce z depresja, zmusila do opanowania sie i wyjscia z domu? bo szkola to
          nie jest taki przymus, zawsze jakos sie wykrecisz z nieobecnosci, z w robocie
          nie ma zmiluj. I nieraz odpuszcasz sobie, pozwalasz lekom zapanowac nad toba.
          Gdybys musiala isc do pracy, znalazlabys, musiala znalezc w sobie sily na
          pokonanie lekow. "Czlowiek nie wie, ile moze, dopoki nie musi" wiec moze warto
          soebie stworzyc sytuacje, w ktorej sie musi?
          poza tym w depresji wazne jest, zeby miec rozplanowany dzien, bo jak nie masz
          co ze soba zrobic, to siedzisz i sie dolujesz. Oprocz tego, praca daje ci
          poczucie stabilizacji. To moze warto sie przemoc, przejrzec pare ogloszen i
          zadzwonic w pare miejsc?
          • oskar53 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 24.02.06, 00:59
            Dobrze mówisz, mgło_jedwabna! Dla mnie praca- choć ciężka- jest właśnie taką
            mobilizacją. Ostatnio mam złe dni, i gdybym miał siedzieć w domu i nic nie
            robić, chybabym oszalał i popełnił samobójstwo. A tak- poczucie obowiązku i
            odpowiedzialności zwleka mnie codziennie o świcie z łóżka :)
            I po koszmarnym poranku mam juz potem lepsze nastawienie do życia. Lęki
            strasznie przeszkadzają, wiadomo, no ale od tego jest farmacja, żeby w tym
            pomagać.
            • miriam11 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 24.02.06, 07:03
              Podpisuję się pod postami Mgły i Oskara. Sama widzę, że jak mam wolny dzień, to
              bywa gorzej i odwrotnie, choc oczywiście to nie reguła. Mnie jeszcze trzyma do
              pionu pies, bo z tym to dopiero nie ma zmiłuj, trzeba 3 razy dziennie zwlec się
              i wyprowadzić na spacer.
            • ania33771 do Oskara... Pytanie.. jakie leki 25.02.06, 21:08
              Właśnie farmacja.... Ja ostatnio zaczęlam nowa pracę i jestem tak spięta że nie
              mogę się skoncentrować. Pracuja tu mlodzi ludzie , bardzo rozluznieni , spokojni
              a ja w srodku trzęse się. Pamaga mi afobam, wiem ze uzależnia , ale biorę go
              malo połówkę najmiejszej dawki, bo wydaje mi sie, ze ludzie obserwują mnie
              uważnie i domyślą sie ze biorę leki. CZęsto jestem potwornie rozkojarzona ,
              wiele osób mi to mówi, a zależy mi żeby nie pokazac się ze zlej strony .Co
              zrobic zeby czuć sie bezpiecznie a jednoczesnie móc sie uczyć i koncentrować na
              pracy???? Jakie leki ?? Mam nerwicę lękową biorę tez floksetynę.....Poradzcie...
              • kasia2420 Re: do Oskara... Pytanie.. jakie leki 25.02.06, 21:52
                czesc mam podobna sytuacje...rowniez zaczelam nowa prace...moje fobie sa
                fatalne np. fobia spoleczna...a tu nagle nowi ludzie..zaczelam brac seroxat w 2
                tyg pracy..tez myslalam ze zauwaza oja zmiane i niepotrzebnie sobie
                wkrecalam...teraz jest oki...pierwsze dni na leku byly fatalne ale teraz jest
                juz dobrze..musiasz by silna jak ci zle na fluoksetynie to zmien lek..ja sie po
                iej zle czulam..a po seroxacie moge sie skoncetrowac...wyciszyc..jest
                oki...teraz zwiekszam dawke do takiej jak zapisal lekarz..powodzenia zycze buzka
              • oskar53 Re: do Oskara... Pytanie.. jakie leki 26.02.06, 22:11
                Ja nie mogę Ci porazić, jakie masz brać leki, bo (jak to już wielokrotnie było
                wałkowane na forum) każdy organizm reaguje inaczej. U mnie to połączenie
                właśnie- Fluoxetyny i Afobamu zdało egamin doskonale!
                Teraz idę do pracy już bez Afobamu, czy Xanaxu. no, mam w plecaku, tak na
                wszelki wypadek, ale nie czuję potrzeby brania, bo nie mam już lęków.
                Co do tego obserwowania przez ludzi- gwarantuję Ci, że to tylko wkręt- też już
                to przerabiałem. Ludzie naprawdę mają co innego do roboty, niż ciągłe, uważne
                obserwowanie akurat Ciebie ;)
                Co do samego Afobamu- połówka najmniejszej dawki, czyli połówka tabletki 0,25
                mg? To przecież w ogóle nie ma jak zadziałać.
              • ania33771 Re: do Oskara... Pytanie.. jakie leki 28.02.06, 20:50
                Biorę floksetynę ,polówkę cloranxenu ,pól afobamu najmniejszego ale ostatnio
                wziełam nawet pół relanium bo nie moglam sie uspokoić po przyjściu do domu. Ta
                praca mnie tak stresuje, wszystko nowe,cały czas jestem napięta jak struna. CZy
                jest jakiś antydepresant która nie pobudza.???? Musze wytrzymać w tej pracy
                chociaż kilka m-cy, bo nie mam nic innego , mam dlugi a pozatym dali mi umiowę o
                pracę. WYdaje mi się ze antydepresanty powodują problemy z koncentracją /
                zauważylam to u siebie/a ja muszę się teraz uczyć . Co o tym myślicie ?
    • kontika82 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 24.02.06, 09:18
      podpisuje sie wszystkimi konczynami pod wypowiedziami mgly_jedwabnej i oscara!
      ja od 2 tyg siedze w domu jak kolek bo co dopiero wrocilam ze stypendium
      zagranicznego i jedyna osoba ktora widuje to moj facet wieczorami i czasem z
      kims na kawe. staram sie narzucac sobie dyscypline - ale i tak wstaje o 10:00.
      (no dzis wyjatkowo wczesniej:)) dlatego juz od tygodnia intensywnie wysylam CV
      i siedze w "szukaniu pracy".moim zdaniem jak musisz to musisz i zawsze sie
      zmobilizujesz.tez sie boje - glownie porezentacji, wystapien publicznych. no
      ale jak nie zaczne sie przelamywac to nici..szukaj pracy i nie marudz!:)
      • buzi1 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 26.02.06, 15:26
        Pracuje, choc nie wiedzialam ze kiedykolwiek bede w stanie wrocic miedzy ludzi.
        Przyznano mi rente, ale nie moglam zniesc tego uzalania sie nad wlasna osoba.
        W styczniu wrocilam do zawodu, na rozmowie o prace przyznalam ze przerwa byla
        spowodowana depresja. Mimo to zaufano mi i wtedy dostalam skrzydel. Teraz praca
        to dla mnie lekarstwo, zajecie mysli i spelnienie.
    • outoflife Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 26.02.06, 18:46
      No to fajnie ze tak sobie wszyscy swietnie radza, pogratulowac! jakbym ja sie
      przyznala do tego ze mam depresje na rozmowie o prace to przy takim bezrobociu
      jak w naszym regionie z pewnoscia od razu bym ja dostala lol. ja naleze do tych
      osob ktore nigdy nie pracowaly, poza zajeciem dorywczym i boja sie isc do pracy
      ze wzgledu na lęki i bardzo silna nerwice. ja mam tak ze nie tylko boje sie
      wyjsc z domu ale mam straszne problemy z koncentracja, skonczylam scisly
      kierunek a zastanawialam sie dzisiaj ile jest 9*6, normalnie mogila, zadnej
      pracy nie moglabym wykonywac. skonczylam studia prawie 2lata temu bylam wzorowa
      studentka a potem lęki mnie uwiezily w domu. nie wierze w to ze kiedykolwiek
      moglabym wrocic do normalnego zycia, pojsc miedzy ludzi. jestem juz tak
      wyalienowana ze jak ide do marketu to dziwnie sie czuje miedzy ludzmi jakbym
      byla z innego swiata. sorry za to uzalanie sie i zgryzliwosc ale po prostu juz
      mnie to wszystko przerasta. a co do rodziny czy znajomych to odkad skonczylam
      studia jest jeden koszmar - wszyscy na mnie naciskaja zeby isc do tej pracy,
      kpia sobie z tego ze nie moge nic znalezc (bo oczywiscie zamiast mowic o swojej
      fobii wykrecam sie bezrobociem), presja przeogromna, ciagle jestem w nielasce,
      juz stracilam totalnie zaufanie do rodzicow i wszystkich bliskich osob bo odkad
      zaczal sie ten problem wszyscy staneli jakos po drugiej stronie barykady. nikt
      mnie nie rozumie, nikt nie wspiera, po prostu do nich nie pasuje. tak samo
      patrze na swoje kolezanki ze studiow, wszystkie pracuja, czuje sie przy nich
      jak zero, juz nawet nie mam o czym rozmawiac. i co mam zrobic? zabic sie?
      najchetniej bym to zrobila ale nie jest to takie proste.
      • karolinak12 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 26.02.06, 21:30
        Ja mysle,ze bylabym sklonna podjac prace,ale taka nie wsrod ludzi ( czyli
        sklep,biuro,ulotki odpada),wiec co? Najlepiej gdyby byla mozliwosc pracowania w
        domu(ale prace w domu sa zarezerwowane glownie dla np.projektantow
        graficznych,tlumaczy,informatykow itp.) a to u mnie odpada.Co do otoczenia-
        siostra mysli,ze pracuje ( mieszka w innym miescie i mamy malo
        kontaktow),najlepsza ( i jedyna ) przyjaciolka akceptuje to i nie jest
        zlosliwa,na uczelni mam malo kontaktow z innymi,ale gdy ktos zaczyna mowic o
        tematach zwiazanych z praca i wiem,ze wkrotce moze zadac to pytanie staram sie
        zmienic temat,narzeczony(mysle,ze ie do konca swiadom mej choroby) uwaza,ze
        podjecie pracy wsrod ludzi nie moze byc zbyt wielkim problemem dla mnie( a
        jest)
        Do tarja 30: we wczesniejszym poscie(tym o tesciowej) pisalas,ze zarabiasz
        sprzedajac na allegro-w jaki sposob to robisz? Czy wyprzedajesz po prostu
        jakies niepotrzebne Ci przedmioty, czy w jakis inny sposob? Jak nie chcesz
        pisac tutaj to mozesz dac znac na maila,moze i ja sprobuje?
        • karinna987 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 26.02.06, 22:52
          Dodam,ze lek mnie po prostu paralizuje-zdarzalo sie wczesniej,ze szlam na
          rozmowe w sprawie pracy i nie docieralam ( stalam pod drzwiami lub budynkiem i
          nie moglam wejsc do srodka ) Mam powazne problemy w kontaktach z innymi i tego
          sie boje: czesto sie czerwienie,bez wiekszego powodu,czasami nie jestem w
          stanie (gdy ktos mnie zaczepi na ulicy np. jak gdzies dojsc ) wyslowic
          sie,wszystkiego sie boje,najbardziej kobtaktow z innymi ludzmi.Najlepsza praca
          bylaby dla mnie praca w domu(moze allegro,moze cos innego)Najgorsze jest to,ze
          narzeczony(a wczesniej matka) uwazaja mnie za osobe,ktora wiecej potrafi niz
          tak jest w rzeczywistosci,a tak nie jest.
          • kontika82 Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 01.03.06, 00:40
            a ja dzis bylam na rozmowie kwalifikacyjnej, przesluchiwaly mnie 2 osoby i
            maglowaly cala bita godzine!i chyba dobrze mi poszlo:)) na poczatku bylam
            strasznie spieta,czasem polykalam wyrazy,ale z czasem sie rozluznilam..musisz
            sie przemóc.naprawde mozna to zrobic. mysle ze najlepszym lekiem jest próba
            zycia "normalnie"..
    • uri_ja Re: Kwestia braku pracy u chorej osoby. 01.03.06, 08:23
      macie prace. macie. aż za dużo. ja tylko czasem nie jestem w stanie pracować.
      wtedy idę na zwolnienie i po krzyku. dochodzę do siebie (przy "pomocy" lekarza)
      i wracam do pracy.
      • axe2006 Pytanie niedyskretne 01.03.06, 10:47
        Kwestia tego typu:
        A jak zamierzacie sobie radzic w przyszłosci>?
        Kto Was utrzyma?
        Skąd pieniądze na życie?
        To interesujacy problem, rowniez dla mnie,
        • anka125 Re: Pytanie niedyskretne 01.03.06, 10:52
          A u mnie to wszystko się zaczęło odkąd straciłam pracę.To było w 2000 roku.Od
          tamtej pory wszystko idzie do tyłu.Wiem,ze żadne leki nie byłyby mi potrzebne
          gdybym miała sensowną pracę i czuła się potrzebna a nie jak śmieć.Często myślę o
          najgorszym.
Pełna wersja