moja historia poradźcie czy to depresja?

27.02.06, 12:27
Kochani pisze z prośbą abyscie jako osoby bardziej obeznane z depresją
doradzili mi czy to co przezywam nia jest i co mozna z tym zrobic. W
skrócie moja historia ponizej.
Od dziecka wydaje mi się, że cały czas jestem jakaś taka nieszcześliwa.Mama b
wymagająca nie pozwalala na za dużo rozrywki,liczyla się tylko praca i nauka.
tata jakby stał gdzies z boku.Od najmłodszych lat problemy z bezsennościa
oraz wiele chorób ktorych podłożem moze byc stres:łuszczyca ciągłe bóle
gardla.wypadanie włosów,problemy na tle nerwowym z hormonami skoki cisnieniai
wiele innych. Dodam, że wiekzosc moich dolegliwosci somatycznych okazuje sie
moze miec podloze nerwowe.Juz jako dzieciak bylam b nerwowa wszystkim
siedenerwowalam czulam sie b zakompleksiona ale z 2 strony tez b ambitna
chcąca cos w zyciu osiągnąc.Kazda klasowka czy zawody okupione byly ogromnym
stresem niespanymi nocami bólami brzucha biegunką.W miare uplywu lat brak
apetytu zastapil zbyt duzy apetyt i nie przybieranie na wadze. Wydaje mi sie
ze aby uciec od stresu jem. Coraz mniej radze sobie z zyciowymi sytuacjami
wszystko mnie przeraza wydaje mi sie ze jestem beznadziejna i sobie nie
poradze.
Odkad pamietam mam tez jakby 2 nie wiem jak je nazwac: fobie?odczuwam ogromne
emocje a raczej strasznie silny stres gdy widze ze wmoim odczuciu ktos
przesadza z wypijanym alkoholem.Tojest cos takiego jakby cos mnie niszczylo
od wewnatrz z tego powodu. dodam ze nie jestem z rodziny alkoholika i nie
wiem skad to sie wzielo. To skutecznie utrudnia mi zycie.
Gdy mialam 17 lat poznalam chlopaka ktory sie wemnie zakochal, ja nie czulam
raczej nic i nie traktowalam go zbyt dobrze ale caly czas znim bylam.trwalo
to 6 lat. sama nie wiedzialam czy czuje cos do niego czy nie.Tu sie zaczal
jakby mój 2 koszmar.Zaczelo sie wspolzycie, z tym ze ja robilam to tylko dla
niego aby go nie stracic.Nie odczuwalam zadnej przyjemnosci a wrecz znowu b
silny steres jak przy tej sprawie alkoholowej Poniewaz jestem b wierzaca byl
to dla mnie ogromny grzech okupiony strasznymi wyrzutami sumienia.W
miedzyczasie on mi zrobil ze 3numery:w stylu zostawil list ze mnie zdradzil
itp. ale zawze pozniej sie godzilismy i sie tego wypieral a ja wybaczalam.I
tak tkwilam w tym zwiazku.pewnego razu poznalam zupelnie kogos innego i tak
jakby moje serce zaskoczylo troszeczke.ten 2 sie zakochal i byl w randze
przyjaciela. znalismy sie okolo 2 lat, namawial mnie abym zerwalaz tamtym.ten
2 pasowal mi pod kazdym wzgledem.I w koncu doszlo do ostatecznej rozmowy
oprosil abym zadecydowala: moja decyzja byla taka, ze nie jestem w stanie
zostawic tamtego bo on bedzie b cierpial.2 stwierdzil zenikogo juz nie
pokocha.
Dodam,ze z tym1zmagalam sie z jego sklonnoscia do alkoholu, lubil sobie
czasami wypic a ja wtedy wrecz umieralam. dodam ze nie chodzi tu o wypicie
ilus tam piw tylko takie wieksze drinkowanie. a wiec zostalam z tym 1,
zareczyny.Wyjezdamy za granice gdzie ten 1 mi sie tak spija ze ja nie
wytrzymuje i podejmuje decyzje o tym ze jak wroce do kraju to wracam do 2.
Niestety okazuje sie ze 2 w miedzyczasie sie ozenil. A wiec tkwie dalej
alejest mi coraz gorzej. I w koncu staje sie kiedys mnie zwiadamia ze mnie
zdradzal i nie moze ze juz tak zyc.To byl koniec prawdziwy wszystkiego.
Myslalam ze nie zyje i z tego nie wyjde. w tym czasie poznaje 3 ktoremu sie
wyplakuje. scenariusz podobny- zakochuje sie a ja sama nie wiem czy kocham.
znowu jest to osoba która nie wylewa za kolnierz co wmoim przypadku jest
wrecz tortura.I znowu zblizenia które znowu sa koszmarem z powodu grzechu.W
koncu slub,juz dzien po zalowalam swej decyzji.sklonnosci do drinkowania po
prostu mnie przerastaly.Jakiekolwiek wyjazdy to dla 3 imprezowanie a dla mnie
tortura, tak samo wesela i cokolwiek innego.I tak tkwimy juz razem pare lat,
on drinkuje znacznie mniej ale u mnie napiecie ztegopowodu jest tak duze ze
nawet wystarczy jak otworzy iles piw to juz sie gotuje.Mielismy problem z
zajsciem w ciaze i tu znowu jakies moje obciazenie, zupelnie nie czulam
instynktu macierzynskiego, a wrecz opory. Ale znowu robilam w szystko w tym
kierunku ze wzgledu na mez.zaszlam wciaze i przezywalam ja b bolesnie
zmagajac sie z jakimis oporami do dziecka. balam sieze nie bede kochac
dzieciaka.Urodzilam i dziecko kocham takze te opory przeszly.
Nie wiem jak juz sobie pomóc.Jestem strasznie nerwowa drazliwa czasami nic mi
sie nie chce juz robic.Niedlugo mam wrocic dopracy ale na sama mysljest mi
niedobrze.Aha ostatnio do moich objawow doszlo nasilenie bezsennosci potrafie
nie spac kilkanascie nocy w ogole.Wczesniej juz bywalo lepiej; u siebie w
domu raczej tych pare godzinek spalam tylko na wyjazdach nie spalam zupelnie.
A teraznie spie prawie w ogole i strasznie rozpamietuje przeszlosc. Wydaje mi
sie zeponioslam zyciowa porazke, zepowinnam zwiazac sie znr 2, caly czas
tylko o nim mysle. Nie wiem mozeidealizuje ta znajomosc ale nie potrafie
przestac o nim myslec.A przeciez uplynelo juz 6lat. czuje sie strasznie
beznadziejna jakbym przegrala zycie.Dodam ze nie skutkuja na mnie zadne
ziolka uspokojajace ani leki nasenne w stylu relanium i wyciszajace.
dodam ze nie bylam tez nigdy molestowana-chodzi o te problemy ze zblizeniami.
Chcialabym kochac swego meza i dziecko ale mi nie wychodzi, wszystko mnie w
moim mezu irytuje.Szukalam juz pomocy ukilku psychologow ale bez efektow,
bylam tez u psychiatry ktory powiedzial ze mozna by sprobowac jakiegos
antydepresanta dal lek na sen ale on nic nie skutkuje.
Po prostu przychodza takie dni ze mam tak silne napiecie wewnetrzne a
jakikolwiek stres wywoluje mdlosci.
W tym momencie najgorsza jest ta bezsennosc i te napiecie.Nie wiem juz co
zrobic ze soba ale wiem ze cos musze bo tak sie zyc nie da.Dodam ze
jakiekolwiek mysli o rozwodzie nie wchodza w gre z racji moich przekonan
religijnych.Poza tym moj maz jest b dobrym czlowiekiem pomimo wielu wad i
trudnosci w porozumieniu miedzy nami. maz nie rozumie ze mam jakies problemy,
dla niego to histerie.Kazde nasze zblizenie konczy sie placzem moim w ukryciu
Moze mi ktos poradzi,moze ktos mial cos podobnego.
pprzypadkowo wpadlam na strone www.depresjastop.pl.Mozepowinnam skorzystac z
warsztatow tam proponowanych a moze jakas terapia psychologiczna.Nie wiem
gdzie juz mam sie zglosic.Wydaje mi sie ze same psychotropy tu nic nie
zalatwią. a mozejednakpowinnam pobrac jakis Prozak.
Przepraszam za tak dlugi list ale mozektos cos poradzi.
Pozdrawiam
    • anjakarenina Re: moja historia poradźcie czy to depresja? 27.02.06, 12:52
      Lidia, jest mi ogromnie smutno po przeczytaniu twojego listu. wynika z niego, że
      w całym swoim życiu nie zrobiłaś nic, czego byś sama pragnęła. wszystko bylo dla
      kogoś, dla jakiejś idei, religii, zasad. nie chcę bawić się tu w psychologa, ale
      być może ty sama nie wiesz, co ci jest potrzebne, żeby czuć się dobrze. być może
      jesteś tak zajęta wypełnianiem tych wszystkich powinności wobec świata, tak
      bardzo tym zaabsorbowana i tak bardzo boisz się stracić nad tym kontrolę, że
      masz problemy ze sprawami, które wynikają z naturalnych potrzeb, innymi słowy
      tych potrzeb nie czujesz (nasycenie głodu, potrzeba seksu, potrzeba snu). być
      może boisz się sytuacji, w których możesz utracić tę kontrolę (prawdziwe
      zaangażowanie się w seks, zakochanie), może też boisz się czyjejś utraty
      kontroli (alkohol). ale jak jest naprawdę, powinien pomóc ci dowiedzieć się
      dobry psychoterapeuta, myślę, że bez niego bedzie ci bardzo trudno. znajdź kogoś
      dobrego! trzymam kciuki!
      • abrakadabra11 Re: moja historia poradźcie czy to depresja? 27.02.06, 13:08
        moja droga!
        twoja historia jest rzeczywiście bardzo smutna, wręcz dramatyczna. ty
        rzeczywiscie żyjesz nie swoim życiem, realizujesz jedynie narzucony ci program,
        którego autorami są osoby nie mniej zaburzone niż ty. stylu życia uczymy się od
        naszych rodziców i opiekunów, wychowawców. jeżeli zasady i schematy, które nam
        dostarczono są złe, niewłaściwe, okupujemy to chorobą.
        twoim problemem może być również depresja, ale ja widzę, że przed tobą mnóstwo
        pracy. zgłoś się jak najszybciej do lekarza psychiatry i przedstaw mu swój
        problem. nie wróżę pomyślnie farmakoterapii, skuteczniejsza będzie praca z
        psychologiem - terapeutą. na forum można znależć namiary do dobrego lekarza! nie
        zwlekaj!
      • lola3111 Re: moja historia poradźcie czy to depresja? 27.02.06, 13:28
        witam cie serdecznie czytajac ten twoj list mysle to jest moje zdanie ze powinas znales dobrego psychologa i psychiatre zaznaczam DOBREGO wiem ze ciezko na takiego trafic ale nie trzeba sie poddawac ja chodzilam do kilku psychiatrow i psychologow az los sie do mnie usmiechną i trafiłam na odpowiedniwego powiem ci ze do tego ze chcesz sie lepiej poczuc i zmienic swoje zycie na lepsze musisz naprawde CHCIECi myslec pozytywnie wiem ze to czasami jest bardzo trudnei musi to troche potrwac Zycze ci z całego serca obys znalazla tych specjalistow bo przeciesz jak sie chce i szuka to napewno sie znajdzie i badz dobrej mysli
    • lidia579 Re: moja historia poradźcie czy to depresja? 27.02.06, 13:01
      Dziekuje Ci bardzo za słowa otuchy. Najgorsze, że zupełnie nie wiem gdzie
      szukac odpowiedniego dla mnie psychoterapeuty a tez kasy za duzo nie mam aby
      ich po prostu testowac. Juz kilku przerobilam z tym ze nie byly to dlugie
      terapie wrecz epizody miesieczne lubkilkumiesieczne.W kazdym razie tak zyc juz
      dluzej nie moge.
      • anjakarenina Re: moja historia poradźcie czy to depresja? 27.02.06, 13:17
        a gdzie mieszkasz? sprawdź białą listę.
Pełna wersja