femmefatale
09.12.02, 12:12
Kiedys mi nie przeszkadzal, ubieralam sie cieplo, wychodzilam i staralam sie
nie zwracac uwagi na to ze jest -10. W zeszlym roku gorzej, cala zime nie
wychodzilam _nigdzie_, nie spotykalam sie ze znajomymi i zrobilam sie
domatorem^2
A w tym roku w ogole masakra.
Nie jestem w stanie przekonac sie do wyjscia na dwor, niezaleznie jak cieplo
sie ubiore, od razu sie trzese i normalnie robi mi sie slabo z zimna.
Nie mam sily w domu na nic, odrzuca mnie od nauki, najchetniej siedzialabym
pod kocem, albo oddala sie juz atmosferze swiat i piekla, sprzatala. to
dziwne - nawet znienawidzone sprzatanie jest dla mnie wybawieniem ostatnimi
czasy, byleby uchronilo mnie przed wyjsciem na zewnatrz. gdyby nie pies
pewnie nie wystawialabym nosa.
Olewam uczelnie, bo godzinna jazda tramwajami (wlaczajac stanie na
przystankach) wywoluje we nerwowe drgawki.
Moi znajomi nie maja tego problemu, swietnie sobie radza, nie zwaracaja uwagi
na pogode. a ja czuje sie beznadziejnie. Chcialabym zmienic sie w muminka i
zapasc z sen zimowy.
A jak wy znosicie ten koszmar na zewnatrz?