lustro991
15.05.06, 00:04
Mialam zalamanie nerwowe - kilka rzeczy mi sie w zyciu posypalo, plus totalny
stres od jakichs 10 lat i rozluznianie sie imprezami. Tak sobie nagle mi
walnelo. To bylo naprawde potworne, nie wiedzialam co sie dzieje, nie moglam
myslec, moje mysli sie rwaly, mialam wrazenie, ze zwariowalam po prostu,
siedzialam sobie przy stole i cos jadlam i nagle poczulam, ze nie moge
przelknac tego co mam w ustach, bo sie udlawie, i nagle w glowie pustka,
potworny, zwierzecy strach... Nie przeszlo po kilku dniach, lezalam i
plakalam, chcialam umrzec. Zaczelam chodzic po psychologach i psychiatrach,
bo nie bylam w stanie funkjonowac, balam sie isc do pracy, balam sie, ze nie
bede w stanie oddychac i rozmawaiac z ludzmi, balam sie wyjsc na ulice, bo
mialam wrazenie, ze mam cos z sercem, ze nie moge isc, albo zaraz upadne.
Trafilam w koncu do w miare sensownego psychologa, ktory
stwierdzil 'najprawdopodobniej nerwica' ale okazalo sie, ze normalne
funkjonowanie, do ktorego musialam w koncu wrocic, za wiele mnie kosztuje.
Wiec dodatkowo psychiatra i dostalam Seroxat. Mniej wiecej poltora roku temu.
Po miesiacu-dwoch objawy w postaci napadow leku minely, kontunuowalam
psychoterapie, wiec sama odstawilam lek. Gwaltowne objawy odstawienne,
zawroty glowy, sny itp - wrocilam do leku. Odstawilam kilka miesiecy potem,
juz powoli i wydawalo sie, ze jest w miare OK. Potem wyjechalam z mojego
miasta z uwagi na prace i w nowym nie mam kontaktu z psychologiem. Dostalam
od psychiatry recepte na Seroxat na wszelki wypadek i myslalam, ze nie bedzie
potrzebny, ale szybko sie okazalo, ze jestem znow na skraju, wiec szybko
wykupilam recepty.... Potem kolejna proba i znow to samo. I sama sie juz
zastanawiam - na leku, ktory biore co drugi dzien nie jest jakos rewelacyjnie
i super, ale jestem w stanie opanowac objawy, pracowac, 'normalnie'
funkcjonowac. Mam poczucie splyconego oddechu (tak, jakbym miala za male
pluca do ilosci powietrza ktorej potrzebuje), rano budze sie z trudem, jestem
czesto rozbita i obawiam sie, ze nagle TO sie znow stanie. Ale dopoki biore
lek, to te objawy, choc potwornie mecza i odbieraja wiare w siebie, nie
wpedzaja mnie jednak w poczucie totalnej paniki, nie mam solidnych zalaman -
nie dotykam dna. I zastanawiam sie czy to leki, czy po prostu psychicznie sie
uzaleznilam od Seroxatu..... A nie chialabym brac go do konca zycia.
Chcialabym kiedys jeszcze po prostu normalnie zyc. Zamierzam wrocic do
psychoterapii, ale teraz nie mam na to pieniedzy, niestety. Nie oczekuje
diagnozy i zlotej rady, ale raczej rozmowy z kims, kto ma podobne
doswiadczenia....