nerwica? depresja? moja historia

15.05.06, 00:04
Mialam zalamanie nerwowe - kilka rzeczy mi sie w zyciu posypalo, plus totalny
stres od jakichs 10 lat i rozluznianie sie imprezami. Tak sobie nagle mi
walnelo. To bylo naprawde potworne, nie wiedzialam co sie dzieje, nie moglam
myslec, moje mysli sie rwaly, mialam wrazenie, ze zwariowalam po prostu,
siedzialam sobie przy stole i cos jadlam i nagle poczulam, ze nie moge
przelknac tego co mam w ustach, bo sie udlawie, i nagle w glowie pustka,
potworny, zwierzecy strach... Nie przeszlo po kilku dniach, lezalam i
plakalam, chcialam umrzec. Zaczelam chodzic po psychologach i psychiatrach,
bo nie bylam w stanie funkjonowac, balam sie isc do pracy, balam sie, ze nie
bede w stanie oddychac i rozmawaiac z ludzmi, balam sie wyjsc na ulice, bo
mialam wrazenie, ze mam cos z sercem, ze nie moge isc, albo zaraz upadne.
Trafilam w koncu do w miare sensownego psychologa, ktory
stwierdzil 'najprawdopodobniej nerwica' ale okazalo sie, ze normalne
funkjonowanie, do ktorego musialam w koncu wrocic, za wiele mnie kosztuje.
Wiec dodatkowo psychiatra i dostalam Seroxat. Mniej wiecej poltora roku temu.
Po miesiacu-dwoch objawy w postaci napadow leku minely, kontunuowalam
psychoterapie, wiec sama odstawilam lek. Gwaltowne objawy odstawienne,
zawroty glowy, sny itp - wrocilam do leku. Odstawilam kilka miesiecy potem,
juz powoli i wydawalo sie, ze jest w miare OK. Potem wyjechalam z mojego
miasta z uwagi na prace i w nowym nie mam kontaktu z psychologiem. Dostalam
od psychiatry recepte na Seroxat na wszelki wypadek i myslalam, ze nie bedzie
potrzebny, ale szybko sie okazalo, ze jestem znow na skraju, wiec szybko
wykupilam recepty.... Potem kolejna proba i znow to samo. I sama sie juz
zastanawiam - na leku, ktory biore co drugi dzien nie jest jakos rewelacyjnie
i super, ale jestem w stanie opanowac objawy, pracowac, 'normalnie'
funkcjonowac. Mam poczucie splyconego oddechu (tak, jakbym miala za male
pluca do ilosci powietrza ktorej potrzebuje), rano budze sie z trudem, jestem
czesto rozbita i obawiam sie, ze nagle TO sie znow stanie. Ale dopoki biore
lek, to te objawy, choc potwornie mecza i odbieraja wiare w siebie, nie
wpedzaja mnie jednak w poczucie totalnej paniki, nie mam solidnych zalaman -
nie dotykam dna. I zastanawiam sie czy to leki, czy po prostu psychicznie sie
uzaleznilam od Seroxatu..... A nie chialabym brac go do konca zycia.
Chcialabym kiedys jeszcze po prostu normalnie zyc. Zamierzam wrocic do
psychoterapii, ale teraz nie mam na to pieniedzy, niestety. Nie oczekuje
diagnozy i zlotej rady, ale raczej rozmowy z kims, kto ma podobne
doswiadczenia....
    • bialeoko Re: nerwica? depresja? moja historia 15.05.06, 01:05
      no niestety, to tak bardzo boli...
      pamiętam swój stan po tym, jak runęły moje marzenia i 'jedyne wizje
      przyszłości', nie dziwię Ci się.
      niestety tak to już jest w tym wspaniałym naszym państwie, że słabsze
      jednostki (czyt. poprzez 'słabszość' niewydolne choćby finansowo) skazane są
      na wymarcie (samozagłada) bądź bolesną wegetację. no, chyba że akurat komuś
      się uda doczekać w kolejce do jakiejś bezpłatnej terapii i ona akurat mu
      pomoże. (mnie wystarczyła na parę lat - 'znacząca poprawa', nie wyleczenie;
      ale okazało się ostatnio, że oprócz 'tego co wtedy', wyhodowało się coś
      więcej i oto właśnie jestem w stanie 'jedna noga za barierką'). właśnie
      ubolewam nad tym, że pan kitel obecny jak najbardziej nie kuma - ni huhu, i że
      już totalnie nie ma komu (rozumnemu)wysłuchać o paru bolących rzeczach...
      wygoniłam z otoczenia wszystkich znajomych, bo wstyd mi swojego śmierdzącego
      rozkładu, niefunkcjonalności... wstyd mi, że w ogóle 'znów się to dzieje'...
      (zaczęło się około roku temu, nastepnie zawalenie b. ważnych spraw, a to
      nieuniknioony kryzys, miotanie się w tym i wreszcie obecną 'zabawę w doktora'
      hehe bo mi coś dalej nie halo)
      ale może wracając do meritum - ponoć seroxat może uzależniać. podobno można go
      po prostu zmienić na inny lek (z ssri) i może to jakoś pomóc.
      zapytaj doktorka.
      • lustro991 Re: nerwica? depresja? moja historia 15.05.06, 01:22
        bialeoko - nie wyganiaj z otoczenia ludzi. Bo mi ich obecnosc naprawde bardzo
        pomogla. Nie bylam w stanie powiedzic o tym wielu osobom, ale powiedzialam
        osobie, ktora znalam w sumie krotko. I ona byla przy mnie, gdy nie bylam w
        stanie sama spac, albo gdy umowilam sie ze znajomymi i ucieklam po pol
        godzinie, bo nie bylam w stanie przelknac obiadu, ktory mi przygotowali.... Po
        to w sumie jest sie tez chyba na tym forum - zeby czuc, ze nie tylko nas to
        dotknelo. To czesto lepsze niz ludzie w kitlach - przynajmniej wiesz, ze ktos
        jest dla ciebie bo chce, a nie dlatego, ze mu kiepsko placa i musi...

        A propos Seroxatu - czytam wlasnie posty na forum nerwica i wychodzi na to, ze
        (o ile rzeczywiscie mam nerwice) tylko psychoterapia pomaga na dluzej, albo na
        zawsze. I tu tkwi problem. Kasa oczywiscie. Zastanawiam sie czy nie wejsc w
        joge, albo inne formy relaksacji. Przynajmniej mozna to robic z domu za darmo.
        • lucyna_n Re: nerwica? depresja? moja historia 15.05.06, 10:21
          na nerwicę toby Ci seroxat guzik pomógł.
          Depresja potrafi mieć tak idiotyczne objawy że od razy wracze krzyczą, nerwica, nerwica, a często są to
          objawy depresji i sama psychoterapia nic nie da.
    • bialeoko Re: nerwica? depresja? moja historia 15.05.06, 03:38
      joga może być fajna, ale to nie usunie przyczyn zaburzeń. doraźnie - a pewnie,
      czemu nie. w końcu to zdrowo. (ja doszłam do tego momentu, że cały sport
      poszedł w kąt. zero 'życia'. strasznie mi dziwnie z tym, bo dawniej się tym
      ratowałam, a teraz dostałam jakiejś awersji.)
      ...ale słuchaj, przecież możesz ostatecznie spróbować dostać się na terapię by
      nfz. czeka się długo, ale cóż?
      (cóż, w każdym razie jeśli nie ma wyjścia... jednak jakieś musi się znaleźć.
      zabawne, że ja to piszę.) oki: piszę to, bo dostałam ostatnio taką opcję, ale
      zaczynam mieć wątpliwości z powodu _w ogóle sensu robienia czegokolwiek ze
      sobą. ciągłe przekrzykiwanie się 2 głosów wewnątrz, doprowadzają do szału.
      - nie wyganiaj z otoczenia ludzi. - niby wiem, że masz całkowitą rację. i
      dzięki, to przecież dobra rada.
      dobrze przyznam się, nie mogę znieść ludzi koło siebie, jednak to nie tylko
      wstyd przed widokiem upadku. po prostu ... by uniknąć dłuższego rozwodzenia
      się... aktualnie nie mam w zasięgu odpowiednich osób; a reszta mnie zwyczajnie
      wkurza, jeśli zaczyna wciskać nos w poszukiwaniu egzotyki, ew. robić cos na
      pokaz. zresztą wiesz, człowiek 'dłużej chory' wypada z 'obiegu' i
      najzwyczajniej w świecie nie jest najlepszym obiektem do sensownej rozmowy,
      jeśli rozmówca oczekuje, że 'weżmiesz się w końcu w garść' (a to mnie wk..wia,
      bo w końcu mam też stany 'w drugą stronę', i do tego frazes ten jest durny)

      ale sie poddawaj się. widzisz, łatwiej jest komuś radzić niż sobie...
      seroxatu w każdym razie nie rzucaj, ale chyba warto pogadać z kitlem, co z tym
      fantem
      > Ale dopoki biore
      > lek, to te objawy, choc potwornie mecza i odbieraja wiare w siebie, nie
      > wpedzaja mnie jednak w poczucie totalnej paniki, nie mam solidnych zalaman -
      > nie dotykam dna.
      Aha owszem, to tak całkiem wygodnie. Ale czym w końcu jest dno? Miło teraz Ci
      się żyje?
      Niestety, trzeba coś zrobić, przełamać passę...
    • ooptymistka lustro991 15.05.06, 10:34
      Spróbuj psychoterapi w ramach NFZ, najwyzej tylko sie wygadasz. Spróbuj od nowa
      zbudowac sobie wokół siebie grono osób, którym zaufasz jeśli narazie cie to
      przerasta to moze wirtualne-na mnie możesz liczyć jeśli chcesz napisz do mnie
      maila lub na gg 7610558 mnie najbardziej pomogli inni ludzie, kontakt z nimi i
      teraz staram sie na ile potrafie pomóc innym.
      Będzie lepiej.
      Jak Twoje kontakty z psychiatrą? Czy mu ufasz? Bardzo wazne jest znalezienie
      sobie lekarza, któremu sie ufa i wierzy.
      Miałam podobne doświadczenia jak Ty.
      Pozdrawiam
Pełna wersja