Gość: Rose
IP: *.radom.sdi.tpnet.pl
01.02.03, 12:32
Traz wiem, jak może wyglądać. Ja :z przeszłością, mężem -potworem przy boku,
jeden tragiczny romans przypłacony wiecznymi lękami, ogólna nadwrażliwość.
On : piętno śmierci kochanej żony, jedno tragiczne pragnienie miłości,
nieprzystosowanie, ogólna nadwrażliwość.Pierwsze spotkanie; porozumienie bez
granic, cudowne tchnienie nadziei, drugie spotkanie: romantyczny spacer i
czułe połączenie, trzecie, czwarte, piąte: pojawia się TO... Straszny ,
obustronny ,obezwładniający lęk przed czymś, co może uratować, ale może tez
przynieść niewyobrażalny ból , nie do zniesienia, nie tym razem... Do tego
lęki dnia codziennego. Czy dwoje ludzi bedących w depresji ma szansę sobie
pomóc ? Czy dwoje ludzi wiedzacych, jak pomóc drugiej osobie, będacych przy
tym samemu w potrzebie ma szansę sobie pomóc ? Ostatnio nasze stany
depresyjne się zeszły.... Nie ukrywam, że nie wygląda to najlepiej. Moze ktoś
był w podobnym związku terapeutyczno-uczuciowym i zechciałby podzielić się ze
mną doświadczeniami ?