nowe życie noszę a swoje odnoszę

26.07.06, 17:45
jestem w ciąży i mam wyrzuty bo zostawię dziecko..ale nie widzę innej
możlwiości, chodziłam do wielu lekarzy brałam rózne leki..to choroba nie do
wyleczenia, myslałam ze mi porzejdzie bo dziecko bedzie najwazniejsze..teraz
myslę ze jest najwazniejsze ale wolę go nie krzywdzić (wychowanie przez chorą
matkę nie jest zdrowe)po co ma cierpieć jak ja?niech je wychowają ludzie
zdrowi, chorzy muszą odejść (nie umiem życ z depresją).
pozdrawiam
    • anatemka Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 26.07.06, 17:54
      zmartwię cię: nie popełniam zejścia, bo nie mam sumienia dziecka na pastwę
      teściowej zostawić. W najgorszych chwilach, / dziecku będzie lepiej bez matki
      depresyjnej/ ,świadomość, że moje dziecko nie będzie miało mamy nie pozwalała
      mi wybrać się w kierunku torów.
      Zresztą, istnieje możliwość, niewielka, ale jest, że po porodzie coś ci w
      zwojach zaiskrzy. Szczerze tego życzę.
      Poza tym: jestem dzieckiem wychowanym przez depresyjną matkę. Żyję, mam się
      dobrze. Lepsza matka depresyjna niż żadna.
      • efam1 Re: 26.07.06, 18:00
        wychowana prze depresyją matkę..i co?jesteś zdrowa?czy tez masz problemy jak
        matka?ja chce oszczedzić tego dziecku
        nie wiem czy wiesz..ale kobiety zdrowe mają stany przygnębienia zajmując się
        noworodkiem więc uzdrowienie mi chyba nie grozi..
        jak mozna zyc i myslec tylko o smierci?kiedy próby zawiodły i nic się w Twojej
        głowie nie zmienia?ja nie umiem
        Efka
        • anatemka Re: 26.07.06, 18:14
          na depresję zachorowałam dopiero przed trzydziestką, po urodzeniu dziecka.
          Wczesniej byłam świetnie prosperującym człowiekiem z wypracowanym własnym
          sposobem na zycie. Może twoje dziecko będzie chłopcem-depresja poporodowa mu w
          przyszłości nie grozi. Fakt, nie znoszę choroby matki ale to nie jest jakiś
          wielki problem. O moim prywatnym zyciu nie rozmawiam na forum. Jesli chcesz
          porozmawiać to pisz na priv albo gg 2550642
    • tarja30 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 26.07.06, 18:20
      moje zycie przed urodzeniem dziecka to jeden mega dół ( 3 lata z łozka nie
      wychodziłam)po urodzeniu syna odzyłam mimo ze choruję ( agorafobia+lęk napadowy)
      teraz zycie jest zupelnie inne a dziecko to najwiekszy skarb
      • efam1 Re: 26.07.06, 18:25
        rózne słyszłam opinie, jedni mowią ze dziecko poprawia wszytko inni ze pogłębia
        chorbę lub ją zaczyna...
        • tarja30 Re: 26.07.06, 20:06
          Grunt to nastawienie
          Ja mialam dobre pomimo ze ciaza byla ciezkim okresem
          Wierze ze Ci sie uda
          • abasia471 Re: 26.07.06, 20:53
            To co powiem bedzie pewnie niepopularne, ale trudno. Do wychowania dziecka
            potrzeba siły i stabilizacji. Mały człowiek jest jak gąbka, chłonie z otoczenia
            wszystko i depresyjna matka mająca problem z codziennym funkcjonowaniem, ze
            sobą, nie jest optymalnym rodzicem. Może bardziej odpowiedzialne i będące
            wyrazem troski o dziecko jest oddanie go rodzinie, która go pokocha i stworzy
            dobre warunki do rozwoju. To bardzo trudne, wymaga wielkiej odwagi i mądrej
            miłości, ale jeżeli myśli się przede wszystkim o dziecku, to wykonalne. Autorka
            watku w jakimś sensie to czuje. Smutne jest to, że nie widzi żadnej szansy dla
            siebie.
            • ollaboga77 Re: 26.07.06, 21:02
              A ja tak bardzo bym chciala mieć rodzine i dzieci i to nie jedno..... z
              niedepresyjnej chyba przeszłamw stronę depresyjnej:( ale nie widze już dla
              siebie szans .....


              Chyba faktycznie jak nie jest tak jak chce to jest mi źle:(
    • bambomurzynzafryko Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 26.07.06, 21:09
      Wpierw radzę przejść się do domu dziecka. jeśli dla Ciebie sposobem na
      oddalenia od dziecka perspektywy depresji jest oddanie go tam na wychowanie, to
      gratuluje pomysłowości. Krzywdzenie innych ludzi też może być ludzkim wyborem,
      więc masz wybór. Ale lepiej dla Ciebie będzie jeśli uświadomisz sobiewłaściwe
      powody tej decyzji
      • abasia471 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 26.07.06, 23:09
        bambomurzynzafryko napisał:

        > Wpierw radzę przejść się do domu dziecka. jeśli dla Ciebie sposobem na
        > oddalenia od dziecka perspektywy depresji jest oddanie go tam na wychowanie,
        to
        >
        > gratuluje pomysłowości. Krzywdzenie innych ludzi też może być ludzkim wyborem,


        Dom dziecka nie jest koniecznością. Jeżeli matka zrzeka się praw, to dziecko z
        uregulowaną sytuacją prawną trafia natychmiast do adopcji. Domy dziecka pełne
        są dzieci takich rodziców którzy myśleli, że jakoś to bedzie. Lepiej uczciwie
        zrezygnować z macierzyństwa, niż obciążać dziecko swoimi kłopotami. Jest to
        poprostu uczciwsze. Bambomurzynzafryko niepotrzebnie jest taki sarkastyczny,
        szukanie dobrego losu dla swojego dziecka, jeżeli sami nie jesteśmy w stanie
        się nim zająć, nie jest niczym złym.

        • bambomurzynzafryko Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 00:13
          Ja rozumiem jak ktoś mi mówi: Cholera, lubię się gzić, ale potem rodzą się
          dzieci i ich nie lubię – więc oddaję je do adopcji. To rozumiem, choć nie
          pochwalam. Ale jak ktoś się stroi w szaty dobroczyńcy ludzkości, który RATUJE
          dziecko przed depresją oddając je do adopcji, to tego już nie pojmuje. Nie
          przeczę, że temu dziecku u przybranych rodziców będzie lepiej – zdarza się i
          tak. Ale dlaczego od razu zakłamywać całą sytuację?
          Jeśli ktoś mówi sobie otwarcie: nie mam siły wychowywać dziecka, to wszystko
          jest o.k. Stawia sprawę szczerze. Ale od razu znajdować w tym jakieś dobro,
          dorabiać ideologię? Dla słabości mam dużo wyrozumiałości, bo wszyscy my słabi i
          ułomni. Ale powinniśmy przy tym być szczerzy – w tym nasza siła i zbawienie,
          amen.
          • lucyna_n Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 10:03
            Bambo , Ty się uspokój, przecież z tego postu przebija autentyczna rozpacz. Ja podziwiam tą dziewczynę
            że jest w stanie dla dobra dziecka rozstać się z nim żeby miało normalny dom. Jeżeli dlugo się leczyła bez
            skutków, a choroba zmienila jej życie w piekło to nic dziwnego że stracila nadzieję i boi się tego że nie da
            sobie rady.
            Ja tylko po cichu liczę mna taki mały cud po narodzinach, bo wiele się wtedy czlowiekowi w glowie
            zmienia, i wbrew wszystkiemu czasem zmienia się na plus. Los się może odmienić.
            • lucyna_n Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 10:30
              zaraz zaraz, nie wiem dlaczego ubrdalam sobie że dziewczyna jest sama na tym łez padole i nie ma komu
              dziecka zostawić, a przecież ma męża. Coś tu nie styka.
              Mąż nie ma aby nic przeciwko adopcji jego dziecka?
            • sneeper Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 10:35
              najpierw napisze ,a potem bede czytal wczesniejsze, bo mam klopoty i z pamiecia
              i z czytaniem :(

              mam taka watpliwosc - sam bylem balaganiarzem w mlodosi,
              ale powiedzmy,
              na przyklad. Jezeli maaz bije zone,
              to czy psychiatra nie zachowuje sie tak, ze zamiast pogadac zmeezem,
              przepisuje tej zonie srodki przeciwboolowe ?
              • sneeper Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 10:39
                post byl w troche nieodpowiednim miejscui,prosze wybaczyc, to za wzgleedu na
                stan zdrowiea.
    • tristezza Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 15:29
      byc moze upaly do reszty rozmiekczyly moj chory mozg, ale ja Waszych komentarzy
      nie rozumiem:(
      przeczytalam post dziewczyny w silnej depresji, ktora jak to w silnej depresji
      najczesciej bywa nie chce juz zyc, a jako przyszla matka czuje sie kompletnie
      bezwartosciowa.mysli wiec o samobojstwie czego logiczna konsekwencja byloby
      wychowanie jej dziecka przez kogos innego. pisze, ze chorzy musza odejsc i nie
      chce krzywdzic dziecka. ja tu nie widze zadnej ideologii tylko ciezka depresje,
      byc moze psychotyczna.
      a skad Wy wiecie, ze ona mysli o domu dziecka czy adopcji? wg.mnie mysli przede
      wszystkim o samobojstwie. a ja mysle, ze ciezka depresja w ciazy to po prostu
      skaranie boskie i mam nadzieje, ze sie dziewczynie po porodzie poprawi.
      Efam nie desperuj, polog to kolejne b.silne przestrojenie hormonalne i duza
      szansa na wyjscie z Twojego aktualnego stanu. Badz dzielna!
    • carlabruni Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 15:39
      na co jesteś chora? na depresję tylko? może to dziecko bedzie dla Ciebie
      ratunkiem? musisz to dokładnie przemysleć! pozdr.
    • abasia471 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 16:37
      efam1 napisała:

      > jestem w ciąży i mam wyrzuty bo zostawię dziecko..ale nie widzę innej
      > możlwiości, chodziłam do wielu lekarzy brałam rózne leki..to choroba nie do
      > wyleczenia, myslałam ze mi porzejdzie bo dziecko bedzie najwazniejsze..teraz
      > myslę ze jest najwazniejsze ale wolę go nie krzywdzić (wychowanie przez chorą
      > matkę nie jest zdrowe)po co ma cierpieć jak ja?niech je wychowają ludzie
      > zdrowi, chorzy muszą odejść (nie umiem życ z depresją).
      > pozdrawiam


      Tristezza chyba słusznie podejrzewa się o kłopoty z mózgiem, bo efam wyraźnie
      pisze, że chce żeby ktoś zajął się jej dzieckiem, bo sama nie czuje się na
      siłach.
      Nie popieram jej dezyzji o odejściu i bardzo bym chciała żeby w końcu coś jej
      pomogło, ale nie wydaje mi się żeby tym lekarstwem mogło być dziecko. Gdyby
      jednak na skutek burzy hormonalnej w jej organizmie, poczuła się lepiej, to
      zawsze może zrezygnować z oddania dziecka.
      • dolor Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 16:50
        abasia471 napisała:

        >
        > Tristezza chyba słusznie podejrzewa się o kłopoty z mózgiem, bo efam wyraźnie
        > pisze, że chce żeby ktoś zajął się jej dzieckiem, bo sama nie czuje się na
        > siłach.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=45712295&a=45892080
      • tristezza Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 18:04
        dzieki Ci Abasiu za tak ochocze pochylenie sie nad moim biednym mozgiem.
        grunt to empatia.
        Efam przede wszystkim nie czuje sie na silach zeby zyc. nie rozumiem jak mozna
        wywody osoby w ciezkim stanie depresyjnym (powtarzam: byc moze psychotycznym)
        traktowac jak deklaracje czy postanowienia w sprawie przyszlosci jej dziecka.
        rownie dobrze jak oddadnie dziecka w dobre rece moglabys jej doradzic udanie
        sie do Holandii po podreczny zestaw do eutanazji.
        • anatemka Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 18:14
          abasia poprostu jest od Ciebie starsza a co za tym idzie mądrzejsza. Nie ma
          sensu dyskutować.

          tris, nie wiem ile masz lat;)))
          ale sa ludzie starzy z natury. Kolezanka do nich nalezy.
          • tristezza Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 20:58
            Masz racje Anatemko, kol.Abasia jest zdecydowanie ode mnie madrzejsza. dlatego
            juz wczesniej postanowilam z nia nie dyskutowac. ona jest chyba nawet
            madrzejsza od samego Maska.

            nie wiesz ile mam lat? to prawidlowo, w epoce szalejacego agismu wybieram
            jedynie sluszna konspiracje.
            Julian Stryjkowski na pytanie ile ma lat zwykl byl odpowiadac: tyle co kazdy
        • abasia471 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 19:48
          Twój mózg nie bardzo mnie interesuje, poprostu Cię zacytowałam. Uważałaś, że
          wszyscy wypowiadajacy się przed Toba zupełnie źle zrozumieli intencje efam.
          Przykro mi, że ta dziewczyna jest w tak okropnym stanie, ale to nie daje mi
          ani nikomu innemu, prawa do tego żeby uważać, że wiem lepiej co ona czuje,
          odmawiać jej własnego zdania, traktować jak chorą która nie wie co mówi.
          Wszyscy na tym forum borykamy się z problemem choroby, czy chciałabyś żeby ktoś
          uważał, że wie lepiej od Ciebie, w jakim jesteś stanie i z czego wypływją Twoje
          decyzje. Właśnie empatia jaką odczuwam wobec niej nakazuje mi traktować ją z
          szacunkiem i poważnie. Dziecko i obowiązki zwiazane z opieką nad nim są
          wyzwaniem dla zdrowej, silnej matki a co dopiero dla kogoś, kto już nie ma siły
          żeby zająć się sobą. Wcześniej też efam pisała, że nie chce dłużej tak żyć,
          więc czy nie jest rozsądniej unikać zbyt ciężkiej dla niej próby, tym bardziej,
          że sama tak to czuje. Skoro myśli w taki sposób o swoim dziecku to wg mnie
          wykazuje się dużą odpowiedzialnością, a Ty chcesz jej rzucać dziecko jako koło
          ratunkowe czy kotwicę. I jeszcze jedno co z prawami tego dziecka. Skoro efam
          jest w tak ciężkim stanie jakie jest prawdopodobieństwo, że nie skrzywdzi
          siebie i dziecka, jeżeli sytuacja ją przerośnie. Życzę tej dziewczynie żeby jej
          los się odmienił, żeby znalazła siły do walki o swoje życie, żeby zrozumiała,
          że samobójstwo nie jest wyjsciem i bardzo bym chciała żeby moje życzenia się
          spełniły. Szansę widzę w tym, że skoro potrafi odpowiedzialnie i z troską
          myśleć o swoim nienarodzonym dziecku, to może pomyśli w ten sam sposób o sobie
          i odrzuciwszy emocje raz jeszcze poszuka pomocy. Może się mylę w swoich
          opiniach, ale życzeniowe myślenie zawsze było mi obce.
          • anatemka Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 20:23
            Dziecko i obowiązki zwiazane z opieką nad nim są
            wyzwaniem dla zdrowej, silnej matki

            a ja myslałam, że to normalna, fizjologiczna rzecz: spłodzić i odchować
            potomstwo...
            Abasia, nie pomyslałas, że to dla CIEBIE jest wyzwaniem? dla innych
            niekoniecznie.
            • abasia471 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 21:03
              > a ja myslałam, że to normalna, fizjologiczna rzecz: spłodzić i odchować
              potomstwo

              Wiele kobiet tak myśli i dlatego potem nie dając sobie rady podrzucają swoje
              dzieci na przechowanie do dziadków albo zostawiają w domach dziecka. Tylko nikt
              nie pyta tych dzieci czy podoba się im to że mamusia przeceniła swoje siły.
              Gdyby o wszystkim decydowała fizjologia, to każda kobieta nadawałaby się na
              matkę a każdy męzczyzna byłby dobrym ojcem, ale tak niestety nie jest.

              > Abasia, nie pomyslałas, że to dla CIEBIE jest wyzwaniem? dla innych
              > niekoniecznie

              Owszem dla mnie wychowanie dzieci było wyzwaniem, któremu podporządkowałam całe
              moje życie, dlatego wiem ile potrzeba odpowiedzialności i mądrej miłości, żeby
              kierować się przede wszystkim dobrem dziecka. Jest zbyt wielu rodziców, którzy
              są pewni, że sobie doskonale radzą i nie muszą się specjalnie spinać, bo
              wszystko jest dla nich oczywiste i jakoś to będzie, dopóki ich dziecko nie
              powie im, że przez swoje nieodpowiedzialne zachowanie skrzywdzili go.
              Napisałaś coś o starości, może i myślę jak stary człowiek bo mam doświadczenie
              życiowe którego brakuje wielu młodym ludziom, a gloryfikowanie niedojrzałej i
              zadufanej w swoich sądach młodości nigdy mnie nie pociągało. Zresztą, to
              dopiero współczesna cywilizacja zaczęła się tak podlizywać ludziom młodym,
              dawniej kiedy mądrość była w cenie zwracano uwagę na sądy ludzi doświadczonych.
              • lucyna_n Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 27.07.06, 21:09
                zgadzam się z Abasią.
                jednak dyskusja w tym konkretnie przypadku wydaje mi się jałowa wobec braku wypowiedzi ojca dziecka.
                • efam1 Re:dziękuję za posty od wszytkich i parę słów jesz 27.07.06, 23:05
                  przepłakałam dzisiaj cały dzień ale to niestety nic nie wnosi do
                  sprawy.sytuacja jest taka ze nie mam gdzie mieszkac z dzieckiem i nie mam mu co
                  zapewnic, mimo ze juz je kocham.ojciec dziecka mowi ze jak się wyprowadzę a
                  musze bo pogłębia moj stan psychiczny i juz raz mnie ratował przed smiercią to
                  pozniej nie bedzie go interesował czy sobie radzę i czy mamy co jeść bo sama
                  podjełam decyzję o wyprowadzce.Jezeli miałabym zyc i wychowywac to czy alimenty
                  w kwocie 400,500 zł starcza na pokoj, jedzenie i rzeczy dlas nas?jak pojde do
                  pracy i zostawię maleństwo opiekunce to i tak połowę pensji jej oddam za opikę
                  nad dzieckiem.Jakie rozwiazanie w tym wszytkim??powiedzcie??
                  • anatemka Re:dziękuję za posty od wszytkich i parę słów jes 28.07.06, 08:53
                    nie, takie alimenty nie starczą ci na życie. A nie możesz zamieszkać np z
                    rodzicami? albo w domu samotnej matki?
                  • bambomurzynzafryko Re:dziękuję za posty od wszytkich i parę słów jes 28.07.06, 22:14
                    A gdzie mieszkasz ' w jakim miescie?
                    (Jesli cie urazilem, wybacz.)
    • candygirl Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 29.07.06, 02:23
      efam, moja mama cierpi na depresje schizoafektywna od wielu, wielu lat..moje
      wczesne wspomnienia z dziecinstwa to placzaca mama lezaca na kanapie..zawsze
      myslalam ze jest na mnie zla, ze to moja wina...czesto plakalam z nia, a ona
      nie potrafila mnie nawet pocieszyc...potem byly lepsze momenty (na ogol po
      hospitalizajci) i gorsze momenty (kiedy poddawala sie, przestawala brac leki,
      tracila kontakt ze swiatem i w koncu trafiala do szpitala, gdzie znowu
      przywracali ja do pionu)...jako nastolatka ciezko sobie z tym radzilam, wstyd
      przed rowiesnikami, odpowiedzialnosc ktora na mnie spadala - czesto to ja
      jezdzilam z nia do jej lekarza, bo ona kompletnie zagubiona odrzucala mojego
      tate, a potem pilnowalam zeby brala leki...kiedys wrocila do domu ze spaceru z
      psem i tak strasznie plakala...nie potrafila sie powiesic...dlugo balam sie
      zostawic ja sama nawet na pol godziny....od 10 lat mama jakos sobie radzi,
      pogodzila sie ze swoja choroba, raz jest lepiej, raz gorzej, ma problemy ze
      snem, ale jest fantastyczna, pelna humoru kobieta, od 15 lat jest na rencie,
      ale cieszy sie zyciem, drobnymi rzeczami, sukcesami dzieci
      ja od kilku lat zmagam sie z lekami/napadami paniki/fobia spoleczna...czasem
      jest mi bardzo zle, czasem lepiej, ale nigdy przenigdy nie winile za to mojej
      mamy..to ona sie martwii, nie ja...ja znajduje ulge w tym, ze ona wie przez co
      ja przechodze, ze wie co mi powiedziec...bo przez te wszystkie lata, mimo jej
      choroby i tego koszmaru przez ktory przeszlismy jako rodzina, ja wciaz kocham
      ja nad zycie, kocham ja tak, ze nie mam na to slow, jest moja najlepsza
      przyjaciolka i podpora
      pisze to, zeby ci powiedziec, ze ty tez mozesz byc dla twojego dziecka
      najwazniejsza, najukochansza..mozesz je wychowac na porzadnego, wyksztalconego
      czlowieka...nie rob mu tego, nie odbieraj mu tej szansy, ono zrozumie twoja
      chorobe, a pewnie nigdy nie zrozumie dlaczego je zostawilas
      • abasia471 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 29.07.06, 17:06
        Candygirl, jesteś bardzo dojrzałą i wspaniałą osobą, ale nie każdy potrafiłby
        zdobyć się na taką postawę. Po drugie mimo tego, że nie masz żalu do mamy, to
        nie ma przecież pewności na ile Twoje trudne dzieciństwo i okres dojrzewania
        przyczyniły się do obecnych kłopotów. Fobia społeczna często powstaje na skutek
        poczucia odrzucenia i izolacji od środowiska w którym się żyje.
        • candygirl Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 29.07.06, 18:33
          dziekuje abasiu. ja glownie zmagam sie z lekami, fobia czy depresja na ogol
          przyplatuja sie gdy robi sie bardzo zle, na poczatku nawrotow choroby.
          generalnie chyba jestem "lekkim" przypadkiem, dobrze reaguje na leki...na
          szczescie
          rzecz w tym, ze ja mimo wszystko mialam bardzo szczesliwe dziecinstwo. to moze
          zabrzmiec dziwnie, ale fakt, ze moja mama byla moja mama w tych momentach kiedy
          mogla nia byc, wynagradzal mi te miesiace kiedy nie wstawala z lozka, albo
          wegetowala w szpitalu. mimo ze czesto nienawidzilam tej jej choroby, to jednak
          zawsze mialam swiadomosc, ze to po prostu choroba. wiem, ze moglam po niej
          odziedziczyc pewne predyspozycje, ale bardziej ja winie za moje cienkie
          wlosy :) skonczylam 30 lat, jestem mezatka, a moja mama wciaz jest dla mnie
          moja mama...cala reszta to po prostu zycie
      • efam1 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 31.07.06, 14:23
        dzięki candygirl za posta, wspaniele mieć taką córkę która zrozumie chorobę
        matki, sama cierpi też i nie obwinia jej za to a nawet bardziej kocha..nie wiem
        jak moja córka by na to zareagowała (bede miała córeczkę) ale mąz niby mnie
        kocha a choroba jest dla niego wymysłem..mimo że widzi co się dzieje i
        odratował mnie już raz..
        • candygirl Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 03.08.06, 18:01
          efam, maz jesli kocha bedzie sie staral pomoc, ale nie zrozumie...bo nikt nie
          zrozumie kto sam przez to nie przeszedl...moj maz tez zupelnie nie rozumie, ale
          jest przy mnie i pomaga jak moze...wbrew wlasnej logice ale zgodnie z wlasnym
          sercem
          napisalam ci o sobie i mojej mamie, zeby ci pokazac, ze matka depresyjna moze
          byc najlepsza matka na swiecie....nie wyleczysz sie do konca zycia? no to sie
          nie wyleczysz, moja mama tez sie nie wyleczy...i cukrzyk sie nie wyleczy, i
          astmatyk tez nie...w ktoryms momencie sie z tym pogodzisz, tak jak ona sie
          pogodzila
          i mimo to mozesz byc dla swojej coreczki taka wlasnie najukochansza mama, ja
          wierze ze to jest mozliwe...a za moimi plecami krzata sie kobieta, ktora jest
          tego najlepszym przykladem
    • dolor Re: nowe życie noszę a swoje odnosz 29.07.06, 17:40
    • dolor Jednym zdaniem. 29.07.06, 17:44
      Jest spora szansa, że dziecko matki cierpiącej na depresję także na nią
      zachoruje, dziecko - sierota po chorującej na depresję matce samobójczyni
      zachoruje na nią z pewnością.


    • anowi2 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 01.08.06, 08:38
      To bardzo przykre, że nikt nie próbuje Tobie pomóc, że zostałaś z tym sama. Nie
      wiem skąd jesteś, ale chętnie Ci pomogę. Daj znać
    • rakju Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 01.08.06, 17:57
      a starasz sie wogole, czy tak tylko piltolisz i czekasz, ze ci samo przejdzie,
      cos mi sie wydaje, ze to drugie.
      • suchyxxx Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 03.08.06, 18:43
        tak opuścisz dziecko a za kilka lat jak poczujesz się dobrze to zaczniesz je
        szukać a dziecko nie będzie chciało cię znać-niczym z głupich filmów na tvnie
        • dolor Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 03.08.06, 18:51
          Chodzi ci o "Noc żywych trupów"?
          • abasia471 Re: nowe życie noszę a swoje odnoszę 03.08.06, 19:51
            O i wątek filmowy mamy. Coraz bardziej mam wrażenie, że jak napisał jeden z
            moich przedmowców chodzi o pitolenie a nie o rozwiązanie problemu. Zupełnie
            nierozumiem dlaczego niektórzy ludzie tak pieprzą sobie życie i jeszcze się z
            tym obnoszą. No ale to już mój problem.
Pełna wersja