Gość: Andrzej
IP: 213.158.197.*
13.02.03, 13:51
Jeszcze pół roku temu nie przyszłoby mi do głowy, że zajrzę na takie forum.
A dziś umieszczam tu swój post. Mam dobrą pracę, żonę, roczne dziecko, budowę
domu w perspektywie. I zamiast być szczęśliwy, że opaczność/Bóg mnie tak
obdarzył ja chodzę i wyję z bólu. Boli mnie dusza, której czegoś brakuje.
Może praca, której nienawidzę, może nadmiar obowiązków i odpowiedzialności,
których nie daję rady dźwigać, może mylna diagnoza guza krtani? A może
wszystko razem. Długo walczyłem, powtarzając sobie, jaki to ja jestem silny i
zdrowy i szczęśliwy. Że mam tyle kochających mnie osób wokół, że mam
cudownego sysnka. Niestety moja początkowa apatia przeradza się w coraz
większy smutek. Zaczęłem chodzić na terapię i od miesiąca biorę prochy.
Niestety jak na razie rezultat jest marny. Najgorsze, że moja żona traci
cierpliwość, a moje przygnębienie udziela się jej. Jeszcze wykonuję codzienne
obowiązki, chodzę do pracy, ale czuję, że się prawie wypaliłem. Czy ktoś z
Was przez coś takiego przeszedł, czy komuś udało się wyzwolić z tego stanu?