Dodaj do ulubionych

ciężka depresja, leczenie nie pomaga

16.10.06, 16:27
od kilku lat staram się leczyć ciężką depresję,Lekarz próbował ok 10 leków, nie pomogły, rozłożył ręce.Czy ktoS miał podobny przypadek. ??Może macie jakiś pomysł, bardzo się męczę, brak mi już sił.
Obserwuj wątek
    • mamusia1999 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 16.10.06, 21:53
      wlasnie moja przyjaciolka ma kolejny epizod. tez brala juz wiele lekow, duzo
      polaczen - kazde kiedys przestaje dzialac. tym razem po prostu poszla do
      kliniki - zeby tych nowych mieszanek nie testowac w zaciszu domowym i modlic
      sie, zeby juz bylo rano i jej lekarz przyjmowal.
      mnie paroksetyna pomogla - ale nie byl to pierwszy lek. na poczatek dostalam
      trimipramine, potem dodatkowo na przetrwanie dnia opipramol, a potem jeszcze
      doxepine. przez kilka miesiecy bylam zombi. inny lekarz (przeprowadzka) -
      paroksetyna. ulga, ale jeszcze dlugo brak szczescia.

      cudow nie ma. medycyna naturalna nie jest lepsza (gorsza tez nie) tylko
      komplementarna. sama jestem fanem homeopatii, ale tobie nie polecam - jesli
      masz za soba magazyn sredniej apteki szanse sa znikome (UWAGA! o homeopatii
      wiem wiecej niz wszyscy uzytkownicy tego forum razem wzieci i to nie jako suma,
      lecz potega - prosze mi nie cytowac sceptykow, przeciwnikow etc, tez ich czytam)

      sama szukam alternatywy do psychotropow - z tego co czytalam, a czytalam
      publikacje medyczne a nie ulotki producentow - skutecznym srodkiem jest np. S-
      Adenyl-Methionina (aktywna forma methioniny, ktora jest aminokwasem
      uczestniczacym w 35 reakcjacj zwiazanych z dzialaniem neurotransmiterow, miedzy
      innymi dziala uspokajajaco jako donor methylu). ma taka sama skutecznosc jak
      trojpierscieniowce - porownan z SSRI nie ma, bo tymczasem wygasla ochrona praw
      do SAM i zaden koncern nie jest zainteresowany lozeniem na badania.
      dlaczego psychiatrzy malo o tym wiedza? - kurna nie wiem, nie doksztalcaja sie?
      np. pediatra mojej corki kazde zapalenie ucha leczylby antybiotykami - chociaz
      zalecenia oficjalnych gremiow medycznych dawno juz sie od tego odciely. i
      skierowal nas do usuniecia migdalkow - na szczescie znalazlam laryngologa
      homeo, ktory zrobil awanture (patrz wyzej: oficjalna kontraindykacja dla
      antybiotykow przy otitis). i to bylo ostatnie zapalenie ucha. moj dermatolog
      zamierzal chyba do konca zycia co tydzien zamrazac mi zgrupowanie brodawek na
      stopie, choc po 5 razie odrosly meznie wszystkie - a dermatolog w wypalil je
      laserem w 15 minut i slad po nich zniknal. ten sam dermatolog perrorowal dlugo
      przeciwko przemywaniu twarzy rumiankiem (bo w rumianku nie ma nic
      szczegolnego), za to ten sam pediatra co wyzej "pocietego" (golarka taty)
      siusiaka znajomego kawalera kazal wlasnie moczyc w rumianku.
      dentysta na dwoch dlugich i krwawych posiedzeniach obrabial moja parodontoze -
      na urlopie zrobil mi sie po tym wysiek ropny. calosc przyzebia zostala
      potraktowana laserem - jeden jedyny raz a to bylo 5 lat temu. kiretaz reczny
      mozna z powodzeniem uskuteczniac raz w roku itd itd itd

      powtarzam, cudow nie ma. ale niejeden z nas tu doswiadczyl, ze po wyprobowaniu
      kilku lekarstw, kolejne zadzialalo - choc teoretycznie nie bylo ani lepsze ani
      gorsze. wiec mozna sprobowac i SAM. a i poczciwy (acz tajemniczy, bo nikt nie
      wie, ktory skladnik dziala) dziurawiec dziala czasem nawet na schizofrenie -
      tylko w dobrym wydaniu, skuteczne sa dwa preparaty : Jarsin i X, ktorego nie
      pamietam.

      moze ja jednak zaczne pisac tego obiecanego bloga o moim odstawianiu
      paroksetyny, juz go zalozylam.

    • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 16.10.06, 23:19
      Czesc kochani,znalazlem wiec przesylam " Od znajomej dowiedziałam się, że w tym
      kościele odbywają się Msze o uzdrowienie i uwolnienie. Przyszłam tu pierwszy
      raz w czerwcu zeszłego roku, bo bardzo cierpiałam psychicznie. Byłam w
      głębokiej depresji, ponieważ mąż mnie opuścił. Chodziłam przez wiele miesięcy
      do psychoterapeuty, ale bezskutecznie. Stosowałam hipnozę, relaksację i inne
      środki, ale one nie pomagały – chciałam popełnić samobójstwo. W końcu pierwszy
      raz przyszłam tu na Mszę św. i po niej poczułam nagle wielką ulgę. Dała mi ona
      więcej niż wszystkie środki uspokajające, które do tej pory brałam. Poczułam
      się rozluźniona, chciało mi się spać – wreszcie mogłam normalnie spać. Następny
      dzień był pierwszym, kiedy przestałam płakać. Przedtem na okrągło płakałam, a
      od tej pory przestałam. Poczułam wielką ulgę na duszy. Wszystko tak nagle się
      zmieniło, z dnia na dzień. Później z każdym dniem było coraz lepiej.

      Po pewnym czasie przyprowadziłam tutaj mojego syna, którego rzuciła dziewczyna.
      W zeszłym miesiącu on też chciał popełnić samobójstwo. Nie wierzył mi, gdy mu
      mówiłam, że tutaj może tak samo doznać uzdrowienia, jak ja doznałam. Po Mszy
      św. w styczniu tego roku syn z dnia na dzień zaczął czuć się coraz lepiej. I
      dzisiaj idąc tu ze mną, by podziękować za łaskę tego, co się stało, powiedział
      do mnie: „Miesiąc temu nie pomyślałbym, że dzisiaj będę czuł się zupełnie
      inaczej”.

      Ja wiem, że te Msze leczą ciało, ale przede wszystkim leczą duszę. I każdemu,
      kto cierpi na duszy (a uważam, że jest to najgorsze cierpienie), poleciłabym
      uczestnictwo w tej Mszy św. Bo nie da się opisać, jak Pan Bóg potrafi pomóc,
      jak potrafi uleczyć cierpiącą duszę."
        • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 17.10.06, 00:01
          Jeszcze jedno piekne swiadectwo i spadam,trzymajcie sie,dobranoc." Zawsze
          lubiłem spędzać czas pod blokiem, nie bardzo chciałem się uczyć. Rodzice nie
          byli dla mnie autorytetem, często się kłócili. Wybrałem inny styl życia.
          Zacząłem słuchać ciężkiej muzyki metalowej. Ubierałem się na czarno i
          utożsamiałem się z symboliką satanistyczną. Tak zaczął się najtrudniejszy okres
          w moim życiu. Nie uczyłem się, pisałem farbą po murach, byłem agresywny w
          stosunku do kolegów i nauczycieli, niektórzy z nich bali się mnie. Moja mama
          była często wzywana do szkoły. Każdego roku miałem naganne zachowanie.

          W tym czasie poznałem lokalną grupę punków i ludzi z różnych subkultur. Lubiłem
          z nimi spędzać cały mój wolny czas i przesiadywać na ławkach, czy w klatkach
          schodowych. Paliliśmy papierosy i trawę, był alkohol. Koncerty i czadowe
          imprezy pozwalały się wyszumieć i rozładować złości. Takie beztroskie życie
          małolata. Zero odpowiedzialności, żadnych obowiązków – pełny luz. Ale, kiedy
          powiesił się mój najlepszy kolega, który miał 17 lat wszystko się zatrzymało.
          Towarzystwo, z którym do tej pory spędzałem każdy dzień, gdzieś się wykruszyło.
          Musiałem szukać sobie innego miejsca.

          Znajomy zaprosił mnie na wyjazdowy mecz piłki nożnej

          Była walka z kibicami drużyny przeciwnej. Spodobało mi się i tak trafiłem do
          kibiców. Od tamtej pory, przez kilka lat, jeździłem na prawie wszystkie mecze.
          Imprezy w pociągach, awantury i mecze wyjazdowe były dla mnie wielką atrakcją.
          W tej grupie mogłem wreszcie zaistnieć, wybić się ponad przeciętność. Takim
          eskapadom towarzyszyły liczne napady na ludzi, kradzieże i inne złe czyny. Dwie
          sprawy karne za pobicie sprawiły, że przyszło chwilowe zastanowienie. Głównie
          dlatego, że te grzywny kosztowały moich rodziców dużo pieniędzy. Wtedy jeszcze
          nie pracowałem, więc nie miałem swoich dochodów. Jakiś czas stałem na bramce w
          lokalu. Pobiłem tam ciężko człowieka. I kolejna, trzecia sprawa za pobicie.
          Teraz to już się naprawdę bałem, że pójdę do więzienia. Postanowiłem skończyć z
          meczami, ale nie było łatwo. Zrobiłem przerwę i chciałem się uspokoić. Po
          ukończeniu szkoły zawodowej podjąłem pracę w kopalni. Poznałem dziewczynę i
          myślałem o jakimś spokojniejszym życiu, marzyłem o normalności. Minęło kilka
          miesięcy, a ja nie umiałem być grzeczny, po jakimś czasie znowu chciałem być
          lepszy niż inni.

          Zacząłem trenować w siłowni, chciałem być duży i silny

          Sięgałem po sterydy anaboliczne, nie zważając na skutki uboczne tych środków.
          Wzrost masy mięśniowej był szybki, byłem coraz bardziej agresywny. Poznałem
          ludzi z siłowni, tak zwanych bramkarzy, pojawiły się narkotyki. Sprzyjały temu
          długie nocne imprezy. Myślałem, że to jest to czego szukam. Czułem się mocny,
          dumny i wielki. Nie poznawałem już dawnych kolegów. Byłem zwyczajnym
          bandziorem, który dla pieniędzy i chęci pokazania się był gotowy zrobić wiele.

          Kiedyś na pogrzebie jednego z bramkarzy, który zginął w wypadku samochodowym,
          ksiądz mówił o czuwaniu i o tym, że śmierć przychodzi niepostrzeżenie, a ja
          zastanawiałem się wtedy, jaki to wszystko ma sens. Czasami nocą płakałem w
          poduszkę i czułem, że wchodzę w coś złego. O takich refleksjach starałem się
          zapominać bardzo szybko, puszczałem je w niepamięć przy kolejnej imprezie,
          coraz bardziej pogarszał się mój stan fizyczny i psychiczny.

          To był początek depresji i lęków w moim życiu. Stałem na bramce w dyskotece,
          ochranialiśmy różne imprezy. Ktoś dzwonił, gdzieś się jechało, kogoś biło, ktoś
          wypłacał pieniądze, wszystko anonimowo bez cienia refleksji. Nie było tygodnia
          bez narkotyków i alkoholu. Wyniszczałem się, miałem problemy ze snem i lęki.
          Straszyło mnie. Zdawało mi się, że wszyscy są przeciwko mnie i że ktoś chce
          mnie zabić.

          Po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że jest źle. Osobą, która po cichu
          wierzyła, że kiedyś się zmienię była moja mama

          To ona ciągle powtarzała mi, żebym szedł do spowiedzi i zmienił swoje
          postępowanie, ale ja udawałem, że nie słyszę. Choć tak naprawdę wiedziałem, że
          ma rację.
          Kiedy pod blok podjeżdżał policyjny samochód, bałem się, że jadą po mnie. Po
          kolejnej imprezie, kompletnie pijany wsiadłem do samochodu. Goniła mnie wtedy
          policja. Przy zatrzymaniu jeszcze grałem bohatera i… ocknąłem się w policyjnej
          izbie zatrzymań. Straciłem prawo jazdy. Moje stany lekowe pogłębiały się i
          wszystko widziałem w czarnych kolorach. Przestałem ćwiczyć w siłowni. To był
          początek końca. Piłem coraz więcej i coraz częściej. Pojawiły się myśli
          samobójcze. Sprzedawałem swoje rzeczy i przepijałem wszystkie pieniądze.
          Znajomi mieli dość moich wygłupów. Powoli zatracałem się, już nic mnie nie
          bawiło. Moja mama modliła się za mnie cały czas i powierzała mnie Matce Bożej i
          chyba całemu Niebu! Być może dzięki Jej modlitwie zacząłem częściej myśleć o
          Bogu i nawróceniu, nie widziałem dla siebie żadnego wyjścia. I choć z jednej
          strony blokował mnie jakiś wstyd, strach i zastanawiałem się, co na to powiedzą
          kumple, to z drugiej strony wiedziałem, że sam sobie nie jestem w stanie pomóc.
          Wszystko było dla mnie puste i bezsensowne.Chciałem umrzeć, ale nie umiałem się
          zabić i bałem się śmierci. Żyć mi się nie chciało, totalna pustka.

          Wracałem z imprezy i padałem na kolana, płakałem i błagałem Boga, żeby mi
          pomógł, albo coś ze mną zrobił, bo nie miałem już chęci do niczego

          Po takich modlitwach pełnych skruchy i żalu czułem ogarniający mnie spokój,
          miałem pragnienie iść do kościoła. Byłem po uszy w grzechach i nałogach.
          Wreszcie się pozbierałem i po raz pierwszy od wielu lat świadomie i dobrowolnie
          poszedłem na mszę św. Nie interesowało mnie to, co powiedzą inni i jak na mnie
          będą patrzeć, dla wielu mogłem być zgorszeniem. Były dni, że nawet po
          intensywnych imprezach wstawałem i szedłem do kościoła, słuchałem Ewangelii i
          coś pomału we mnie pękało. Ze Mszy wychodziłem spokojny, ale wciąż bałem się
          spowiedzi. Mama dawała mi do czytania ewangelię Św. Łukasza i książkę o niebie
          i piekle. Czytanie tych pism robiło na mnie ogromne wrażenie. To było jak
          przebłysk i poważniej myślałem o sensie istnienia człowieka, o życiu i śmierci.
          Zastanawiałem się gdzie pójdę jak umrę, bałem się wieczności i potępienia.
          Więcej czasu spędzałem w domu, kupiłem sobie komputer i zacząłem się nim
          interesować. Zamiast pić w lokalach siedziałem całymi dniami i nocami przed
          monitorem. To jednak nie zaspokoiło moich pragnień, wchodziłem w kolejne,
          wirtualne ciemności.

          Spotykałem się już mniej z towarzystwem i mniej piłem, ale pozostawał niedosyt
          wszystkiego. Nie umiałem panować nad swoimi zachowaniami, czasami robiłem coś,
          jakby nie ja.
          Na jednej z imprez (7 października 2001) spotkałem kolegę, z którym zazwyczaj
          spotykałem się w różnych momentach mojego życia. Powiedziałem mu, że już nie
          bawią mnie libacje i chciałbym zmienić swoje życie, zacząć od nowa, jak
          normalny człowiek. Mówiłem mu o tym, że chodzę do kościoła. To była poważna
          rozmowa, on miał podobny problem i myślał, tak jak ja. Mimo, że obaj byliśmy
          pod wpływem różnych środków odurzających rozmawialiśmy o Bogu i o naszym życiu
          bardzo poważnie. Łukasz, bo tak miał na imię ten kolega, zaproponował, żebyśmy
          poszli do spowiedzi, takiej z całego życia - GENERALNEJ. Umówiliśmy się za
          tydzień, był to 13 październik.

          Po tej spowiedzi czułem się jakbym ważył kilkadziesiąt kilo mniej, a po
          przyjęciu Komunii Św. dostałem wysokiej gorączki!

          Byłem tak osłabiony, że do domu musieli odwieźć mnie samochodem, bo nie miałem
          siły. Od tamtej pory spowiadam się regularnie, nawet co tydzień.
          16 czerwca 2002 byliśmy już razem z Łukaszem na kanonizacji Ojca Pio w
          Watykanie. Wiele zawdzięczam Ojcu Pio. Niektórzy z moich kolegów śmiali się ze
          mnie, że jeżdżę na pielgrzymki i chodzę do kościoła. A ja staram trzymać się
          blisko Boga i tylko z Nim czuję się bezpieczny. Zainicjowaliśmy w jednej z
          parafii grupę modli
    • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 16.10.06, 23:46
      I jeszcze taka historie znalazlem." Wychowałam się w rodzinie ateistycznej.
      Rodzice mówili, że nie wierzą w Boga i dlatego nie chodzę na lekcje religii jak
      inne dzieci. Gdy w podstawówce moja klasa przeżywała I Komunię, ja także
      dostałam zegarek jak inne dzieci – na imieniny. Rodzice ubierali choinkę w
      czasie świąt Bożego Narodzenia i malowaliśmy jajka na Wielkanoc. W moim
      odczuciu nie różniłam się od innych dzieci. Ale poglądy rodziców na sprawy
      wiary nie pozostały bez śladu. Uważałam wierzących za nieszkodliwych dziwaków
      lub prostych ludzi bez wykształcenia. Zwłaszcza że jedyną znaną mi osobą, która
      regularnie się modliła, była Babcia, która ledwie umiała się podpisać.

      Dopiero później zaczęło się poszukiwanie sensu życia i uzasadnienia, dlaczego
      trzeba być dobrym. Od szóstego roku życia działałam w ZHP. Było to środowisko
      sprzyjające pracy nad sobą i kształtowaniu charakteru. Bardzo się zaangażowałam
      i pełniłam rozmaite funkcje. Ludzie, których szanowałam i chciałam naśladować,
      byli moimi przełożonymi.

      Ale… pierwszy raz alkohol dostałam na obozie harcerskim, na wieczornym ognisku
      dla instruktorów, choć po południu tłumaczyliśmy harcerzom punkt Prawa
      Harcerskiego o niespożywaniu alkoholu. Wstrząsnęła mną taka obłuda. Gdy
      zobaczyłam jedną z podziwianych przeze mnie osób pijaną – czar prysł. Sama
      przestrzegałam zasad, ale widocznie nie wszyscy.

      Bardzo trudno było mi zrozumieć śmierć – zwłaszcza znanych mi osób. Gdy byłam w
      liceum, zmarł ojciec mojej przyjaciółki. Rok później zginęła tragicznie
      koleżanka z mojej klasy. Wobec śmierci byłam zupełnie bezradna i nie pomagały
      mi żadne techniki radzenia sobie z problemami.

      Jednocześnie w moim bezpośrednim otoczeniu coś się działo. Dwoje moich
      przyjaciół należało do oazy młodzieżowej. Oboje – niezależnie od siebie –
      stopniowo coraz częściej w sposób naturalny wtrącali do rozmowy słowa: Bóg,
      Kościół, modlitwa, rekolekcje. Jednocześnie dostrzegałam zmiany w ich
      zachowaniu. Widziałam, że mój przyjaciel naprawdę stara się żyć według tego, w
      co wierzy.

      Chrześcijaństwo wydawało mi się zbiorem całkiem sensownych zasad postępowania,
      ale jak pogodzić Dekalog z wolnością? Obrzędy w Kościele, procesje, litanie
      wyglądało w moim oczach trochę folklorystyczne.

      Zimą – byłam wtedy w III klasie liceum – przeżyłam bolesny zawód. Porzucił mnie
      chłopak, w którym byłam bardzo zakochana. Samotność bardzo mi doskwierała.
      Żyłam na pozór zwyczajnie, ale jednocześnie walczyłam z myślami samobójczymi,
      przygnębieniem, poczuciem odrzucenia i samotności. W takiej atmosferze zostałam
      wprost zapytana o wiarę.

      Ktoś dał mi katechizm – miałam go na drugi dzień odnieść przyjaciółce.
      Przeglądałam książkę W co wierzę? Jak żyć?, śmiejąc się szyderczo pod nosem z
      ludzkiej naiwności. Gdyby ludzie żyli tak, jak tu jest napisane, to mielibyśmy
      raj na ziemi. Ale nie mogłam się od niej oderwać, aż napotkałam urywek wiersza:

      Ta jedna licha drzewina –
      nie trzeba dębów tysięcy!
      Z szeptem się ku mnie przegina:
      „Jest Bóg i czegóż ci więcej?!”

      To był impuls, który zmusił mnie do natychmiastowej odpowiedzi:
      No dobrze, niech Ci będzie – jesteś. I daj mi spokój!

      W odpowiedzi na tę modlitwę (przecież to była modlitwa!?) otrzymałam taki pokój
      w sercu, jakiego nawet nie potrafiłabym sobie wyobrazić. Zrozumiałam, że nie
      chodzi o zasady i przepisy ani o rytuały, ale o miłość. Poczułam się kochana,
      akceptowana, przytulona… Jakby mnie, stojącą na jakiejś ciemnej scenie, zalało
      światło. To miłość jest tym światłem. To Jezus.

      Nie miałam żadnej wizji, nikt mi się nie ukazał, ale realność tego spotkania
      była i jest nadal czymś, co pozwala mi się podnieść po każdym kryzysie. Po
      prostu spotkałam Jezusa i to zmieniło moje życie.

      Naturalną konsekwencją był katechumenat. Siostra zakonna przygotowała mnie do
      przyjęcia chrztu. Jednocześnie wstąpiłam do oazy młodzieżowej.

      Chrzest przyjęłam w wieku 18 lat w kościele św. Michała Archanioła we
      Wrocławiu. Od tego czasu jestem w Kościele i jestem szczęśliwa. Wciąż na nowo
      odkrywam miłość Boga do mnie i uczę się nawracać co dnia. Dzisiaj jestem
      mężatką (już prawie 19 lat), mam dwoje dzieci, pracuję jako nauczycielka
      matematyki. Wraz z mężem należymy do Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie."

    • lily26 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 17.10.06, 18:37
      Mintaj wiesz co spieprzaj stad i nie zasmiecaj tego forum. Zauwaz ze jest ono
      psychologiczne i neutralne religijnie wiec takie teksty mozesz sobie
      wsadzic.pelno jest katolickich stron i forow i na nich mozesz dzielic sie swymi
      swiadectwami. jak ktos ma taka potrzebe moze bez problemu na nie wejsc lub
      poradzic sie ksiedza, chyba nie sadzisz ze ktos moze nie wiedziec o takiej
      mozliwosci. nawet na egzorcyzmy mozna sie zdecydowac jak sie chce.zauwaz ze nie
      kazdy moze uwierzyc lub moze byc niechetnie nastawiony do religii i takie
      czepianie sie jej na sile bo juz nic nie skutkuje zamiast wzmocnic moze
      sfrustrowac.To tak jakbys poszedl do psychologa a on odeslalby cie do kosciola
      a jemu nie wolno nawet pytac pacjenta o kwestie wiary.postaraj sie wiec lepiej
      o psychologiczne a nie fanatyczne podejscie choc zdaje sobie sprawe ze twoim
      wypadku bedzie to niemozliwe.
      Natomiast wracajac do tematu mysle ze dobrze by bylo skorzystac z jakiejs formy
      psychologicznego wsparcia. moze skorzystasz z psychoterapii lub psychoanalizy?
      teraz jest stosowanych wiele roznych metod ktore ponoc moga byc skuteczniejsze
      od lekow, niestety trzeba na nie wywalic troche kasy,ale jak specjalista jest
      dobry to moze warto?
      • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 17.10.06, 23:02
        Lily czy napisalem tu kiedys jedno slowo przeciwko terapii?Absolutnie nie chce
        nikogo odciagac od leczenia ,przeciez jest bardzo wielu bardzo dobrych
        specjalistow ,ktorzy potrafia pomoc na pewno nie to bylo moim zamiarem.Glupota
        byloby raczej odrzucanie tak ogromnych zdobyczy na tym polu nauki.Nie mam
        wystarczajacej wiedzy ani w temacie religii ani psychologii,wiec nie zamierzam
        udzielac nikomu rad ,zreszta nawet nie wolno mi.Do fanatyka mi daleko,ale czy
        ludzie nie pytaja tutaj o skutecznosc roznych lekarstw ?Chcialem tylko
        podzielic sie z wami swiadectwem skutecznosci lekarstwa,ktore uleczylo mnie,to
        wszystko.Inaczej,czy moglbym sie nie podzielic?
        • ollaboga77 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 17.10.06, 23:15
          No wiesz mintaj ja mialam wiarę w Boga i w moja przyszłosc... ogromna ale Ona
          upadła. Bóg chciał widac pokazac kto tu rządzi. Bo niby jak ja mam to
          interpretowac no jak?

          MOże życie upadło, gdyż nie umiemm żyć bez miłosci, nie umiem być sama i nie
          chce wcale !!

          Świetnie się czuje w grupie gdzie jestem akceptowana itd. Chyba tylko w
          klasztorze tak by było;) ale ja sie tam nie nadaje...

          zresztą i tak jest juz za późno na cokolwiek.
          • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 18.10.06, 01:19
            Ja z kolei wiary nie mialem wcale,no moze odrobine ,ale bardziej w oparciu o
            siebie i swoja sile niz o Boga.Moja depresja byla rowniez spowodowana brakiem
            brakiem milosci,samotnoscia{choc przyjaciol wkolo bylo wielu},nie przypominam
            sobie jakichs szczegolnych okolicznosci zewnetrznych,nie pamietam zadnych
            przykrych wydarzen z tego okresu,po prostu poczucie beznadziejnosci i ten
            smutek,ktory pozniej zmienil sie w totalna rozpacz.Zawsze bylem dosc rozrywkowy
            chlopak to tez woda lala sie strumieniami,tylko jakos wesolo byc
            przestalo.Pamietam {jak mi pozniej przekazano},ze jeden z moich przyjaciol
            powiedzial do drugiego:"Zebysmy sie niedlugo nie spotkali na Radka
            pogrzebie".Tak wiec stan moj na ow czas moznaby rzec krytyczny,widoczny golym
            okiem.W tym okresie nikt nie byl w stanie mnie pocieszyc nawet w minimalnym
            stopniu,nie nazwalbym tego depresja,bardziej pasuje mi tu okreslenie konanie
            ducha.Pamietam jak ktoregos dnia po prostu zaczalem szlochac{placzem tego
            raczej nazwac nie mozna}.
    • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 18.10.06, 01:20
      poczulem duza ulge,jakbym stal sie lzejszy o jakies 20 kilo.Zdarzylo sie to
      jeszcze kilka razy .Bylo mi jakos lzej, ale bylem bardzo slaby.Pamietam,ze
      wybralem sie ktoregos dnia na wieczorna msze ,odczuwalem silny opor,ale chec
      pojscia byla wieksza{nie pamietam kiedy wczesniej bylem w kosciele,a u
      spowiedzi okolo 10 lat temu}.Nie pamietam czy po mszy poczulem sie lepiej,nie
      pamietam rowniez czy to co sie stalo pozniej bylo tego samego dnia czy tez po
      kilku dniach,ale pamietam dobrze ten moment gdy siegnalem po Pismo Sw Nowego
      Testamentu.Czytalem,plakalem i sie smialem.Bylem najszczesliwszym czlowiekiem
      na swiecie nigdy wczesniej nie odczuwalem takiej radosci i milosci
    • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 18.10.06, 01:20
      nie potrafie tego opisac.Jesli mozna sobie wyobrazic jakos uczucie pelnii
      szczescia to bylo to wlasnie to uczucie.Zreszta nie chce uzywac zadnych
      okreslen bo to bedzie i tak za malo i zamarze obraz bowiem nie sposob porownac
      tego szczescia do niczego.Bog w jednej chwili wydobyl mnie z rozpaczy i w tym
      samym momencie wlal w moje serce ocean milosci.Nie zrobilem prawie nic w tym
      kierunku,chyba tylko zgodzilem sie.Dzieki lasce olsnilo mnie rowniez swoim
      pieknem Slowo Boze.Dopiero wtedy moglem przyjac je jako Prawde.Dzieki Ci Jezu.
      • ollaboga77 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 18.10.06, 01:39
        Rdaek sądzę że TY żyłes dokłądnie tak jak chciales!! mam racje?

        i bosko, bo ja do końca nie żyłam jak chciałam ... wymuszałam coś w życiu no i
        trach... sypnęło się na całej linii dla mnie nie widze wyjścia...

        ja nie umiem zaczynać od poczatku, bo nie widze wtym sensu zadnego

        I co po mszy świętej przestałeś płakać i miec depreche tak to trzeba rozumieć?
        • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 18.10.06, 03:36
          Nie,po mszy sw z tego co pamietam jeszcze troche poplakalem, to
          doswiadczenie,ktore opisalem mialo miejsce chyba kilka dni pozniej .Nastepnym
          krokiem byla spowiedz i Eucharystia.Bylo to naprawde cudowne wewnetrzne
          przezycie. Ta prawdziwie szczera spowiedz przyszla z ogromnym
          trudem,odczuwalem ogromny lek,nie rozumialem tego ,jednak czulem ze musze to
          zrobic.Po spowiedzi poczulem ogromna ulge i blogi pokoj w sercu ,a po przyjeciu
          komunii sw. moje serce autentycznie wypelnilo sie miloscia i radoscia .Pierwszy
          raz w zyciu poczulem,ze jest to naprawde spotkanie z Bogiem Zywym
    • mintaj3 Re: ciężka depresja, leczenie nie pomaga 18.10.06, 03:35
      prawdziwy cud.Ilez lat traktowalem to instrumentalnie,bardziej jako symbol,a
      teraz nie potrafie sie obejsc bez tego duchowego pokarmu jakim jest Jezus
      Chrystus w Eucharystii.Z ta pierwsza spowiedzia po latach bylo naprawde
      ciezko,ale uwierzcie mi ,ze bylo warto.Obecnie spowiadam sie
      regularnie,zaleznie od potrzeby serca jednak staram sie juz nie zwlekac.Pytasz
      czy zylem tak jak chcialem,chyba tak tylko moze nie do konca bylem swiadom
      stopnia omylkowosci moich wyborow,a raczej konsekwencji.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka