Gość: A
IP: *.ey.com.pl / 10.106.68.*
28.03.03, 09:50
Mam 28 lat. Pracuję, nie mam męża ani dzieci. Od kilku miesięcy czuję, że
tracę pęd życia. Rutyna? Tracę cierpliwość do ludzi, drażnią mnie, gdy zadają
proste pytania lub wtrącają się w moje życie czy też nie mogą sobie poradzić
bez mojej pomocy. W przeciągu kilku tygodni miałam kilkanaście telefonów od
tzw. przyjaciół, którzy mam wrażenie, że znają mój numer telefonu tylko wtedy
jak coś potrzebują, o różnych porach dnia i nocy, z prośbą o to czy nie mogę
kogoś gdzieś podrzucić. Czuję się wtedy wykorzystywana... kiedyś nie
stanowiło to dla mnie problemu i cieszyłam się, że mogę pomóc. Czuję taką
wewnętrzną złość i aż mną trzęsie. Jestem z natury spokojną osobą i uchodzę
za okaz spokoju... Wczoraj miałam też napad jakiejś rozpaczy, gdy musiałam
oddać jedną z rybek do sklepu zoologicznego , bo była skubana i ganiana przez
inne ryby ... i tak mi się jej szkoda zrobiło, że łzy mi poleciały z oczu...
Jakaś paranoja??? Nie chce mi się uśmiechać i rozmawiać z ludzmi. Szukam
zajęć, które pozwolą mi się relaksować - jeżdżę na basen, jeżdźę konno, ale
zawsze doszukuję się niedogodności z tym związanych...
Co robić, żeby znów cieszyć się życiem?
Pozdrawiam
A