Dodaj do ulubionych

Opetania a psychiatria

05.11.06, 19:13
Psychiatria wobec religii i demonologii

Znany psychiatra włoski profesor Simone Morabito wielokrotnie w swoich licznych
wywiadach i wykładach stwierdzał (sam słuchałem go na żywo), że całe dziesiątki
przypadków, które wydawały się tylko psychopatologiczne, mógł rozwiązać jedynie
z pomocą egzorcystów, z którymi współpracuje. Kiedy mówi do kapłanów, robi
wrażenie, gdyż zasadniczo niewiele wiedzą oni o tych sprawach. Dlatego wywiad z
tym wybitnym psychiatrą jest strzałem w dziesiątkę, gdy chodzi także o nasze
polskie problemy. Morabito odsłania trudności i problemy nie tylko psychiatrów,
ale samej psychiatrii. Świat nadprzyrodzony nie mieści się w jej modelu wiedzy.
Morabito przyznaje, że gdyby sam nie widział wielu tajemniczych przypadków, nie
uwierzyłby w działanie złych duchów. Jest to kwestia doświadczenia.

Profesor Morabito jest doświadczonym i kompetentnym lekarzem oraz naukowcem,
dlatego jego świadectwo ma dla nas szczególne znaczenie. Jego przygotowanie
naukowe jest najwyższego stopnia. Doktoryzując się w medycynie i chirurgii na
Uniwersytecie w Messynie, około 40 lat temu, specjalizował się w psychiatrii i
neurologii na Uniwersytecie w Modenie, w klinice pediatrycznej przy
Uniwersytecie w Messynie i nie przestawał użyczać swej wiedzy w klinice
uniwersyteckiej na wydziale neuropsychiatrii. Ponadto jest specjalistą w
psychoterapii i prowadzi wykłady z dziedziny psychiatrii. Jak wspomina on w
innym wywiadzie, "podczas mojej pracy lekarskiej od czasu do czasu natknąłem się
na bardzo dziwne przypadki. Choroby niedające się sklasyfikować. Jak
powiedziałem, byłem asystentem w jednej z klinik uniwersyteckich na wydziale
neuropsychiatrii. Przybywały do nas najbardziej beznadziejne przypadki. Kiedy
pobliskie szpitale nie umiały rozwiązać problemu, przysyłano go do nas. Miejsce
to było zatem nadzwyczajnym obserwatorium. Śledziliśmy każdy przypadek z wielką
uwagą. Mieliśmy wszystkie środki do dyspozycji, aby go dogłębnie zbadać.
Dokonywano konsultacji z międzynarodowymi znawcami. Teoretycznie
powinnibylibyśmy udzielić odpowiedzi na wszystko. W rzeczywistości wobec pewnych
przypadków diagnoza była wymijająca i abstrakcyjna. Nauka medyczna nie była w
stanie zrozumieć i zakwalifikować niektórych chorób".

O tym, że psychiatria niewiele wie o sprawach religii świadczą badania
przeprowadzone w latach 1991-1995. Łączna ilość publikacji w tym okresie, w
czterech najważniejszych czasopismach psychiatrycznych w kręgu psychiatrii
anglojęzycznej (The American Journal of Psychiatry, The Archives of General
Psychiatry, The British Journal of Psychiatry, The Canadian Journal of
Psychiatry), mającej bodajże największy wpływ na świecie, wynosiła 2766. Z tego
łączna ilość prac zajmujących się problematyką religijną - 32 (1,2%). Jest to
nawet obniżenie wskaźnika procentowego w stosunku do problematyki religijnej w
tych samych czasopismach w latach 1978-1982, kiedy ilość tego rodzaju prac
wynosiła 2,5%.

Odpowiada to częściowo na pytanie, dlaczego współpraca między psychiatrami a
kapłanami (teologami) jest niekiedy tak bardzo trudna, skoro brak jest
porozumienia, a nawet zainteresowania ze strony psychiatrii w samym punkcie
wyjścia. Więcej, istnieje nawet tendencja deprecjonowania teologii i religii ze
strony psychiatrii, jako rzekomo generujących choroby psychiczne. Jeszcze
większy opór można spotkać, gdy chodzi o doświadczenia demoniczne. Nie jest to
dziwne, skoro wiele osób dobrze wykształconych zawodowo - także z kręgu
medycyny, o czym zaświadcza Morabito - ale zagubionych duchowo, żyje na pasku
Złego.

Doświadczenia demoniczne nie są jednak urojeniem czy omamem, jak to pochopnie
oceniają niektórzy psychiatrzy. Nie są też tylko wyobrażeniem kulturowym, jak
twierdzą inni, którzy chcą, by rozjemcą między kapłanem a psychiatrą był
antropolog kulturowy. Taka jest konsekwencja nowej klasyfikacji obowiązującej
dziś w psychiatrii, traktującej "trans i opętanie" jako formę psychopatologii,
choć w ramach szerszych niż wąsko pojęta psychiatria, bo uwzględniającej dane
antropologii kulturowej. Taka interpretacja jednak może subtelnie wyeliminować
sens teologiczny i duchowy opętania, a także samo istnienie szatana, które
pochodzą z Objawienia (Wiary), a więc z obszaru, którego nie można
przedefiniować w ramach języka i prawidłowości szeroko rozumianego Rozumu
(Kultury), jak się to czyni w tym przypadku.

Zasady metodologiczne, wyrażone w papieskiej encyklice Fides et ratio muszą być
bezwzględnie respektowane. Problem szatana i jego działania (także poprzez
opętanie, które jest czymś więcej niż psychopatologią) jest problemem
teologicznym i pochodzi z autorytetu Objawienia. Ktoś, kto nie uznaje jego
istnienia, sytuuje się poza biblijną i kościelną nauką, jak stwierdził już Paweł
VI na Audiencji Generalnej 15 XI 1972 r. Ten fakt jest słusznie przypomniany w
omawianej książce.
(...)
Biorąc pod uwagę wiarygodność większości rozmówców, można liczyć na to, że
książka Marco Tosattiego wzbudzi zainteresowanie nie tylko powierzchowne, ale
przyczyni się do uporządkowania tematyki demonologicznej i zainspiruje wielu do
głębokiej, duchowej refleksji.

Ks. Aleksander Posacki SJ

Obserwuj wątek
    • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 19:14
      Kim jest Simone Morabito?

      "Nominowany przez instytut Naukowy w Paryżu do nagrody Nobla w dziedzinie
      medycyny Simone Morabito jest jednym z najwybitniejszych włoskich profesorów
      medycyny; odkrył on i opatentowal między innymi system diagnozowania klinicznego
      za pomocą komputera. W wieku 24 lat z najlepszym wynikiem na roku ukończył
      studia medyczne, specjalizując się w chirurgii, później zdobył specjalizację w
      psychiatrii, neurologi i pediatri (...) W swojej ostatniej książce "Psichiatra
      all'inferno" (Psychiatra w piekle) prof.Morabito pisze, że podczas wieloletniej
      pracy z pacjentami miał okazje zbadać setki przypadków opętania."

      "Prof. Morabito podkreśla, że przypadki opętania stają sie normą u osób, które
      dobrowolnie oddają się pod panowanie złego ducha - przez korzystanie z usług
      magów, wróżbitow i jasnowidzów, uczestniczące w seansach spirytystycznych,
      satanistycznych czarnych mszach lub słuchanie satanistycznej muzyki."

      Morabito: "Jestem przekonany , ze istnieje program opanowania świata przez
      satanistyczny Kościół La Veya, który powstal w Kaliforni i rozszerza się na cały
      świat za pomocą ruchu New Age , mający setki wydawnictw i ksiegarń oraz zespołów
      grających satanistyczną muzykę i zachęcających do narkotyków, rozwiązłości i
      pornografi. W ten sposób wszyscy członkowie i sympatycy tej organizacji,
      najczęściej ludzie młodzi stają się niewolnikami zła..."

      Jako znany i ceniony naukowiec z przeszło trzydziestoletnią praktyką
      profesorskiej pracy na uniwersytecie i w wielkich uniwersyteckich klinikach,
      prof. Simone Morabito zebrał obszerny, udokumentowany materiał na temat chorób
      spowodowanych przez szatana. A jeszcze kilkanaście lat temu nie wierzył w realne
      istnienie złych duchów i możliwość opętania.

      Dopiero wstrząsające fakty, z którymi się spotkał w swojej praktyce lekarskiej,
      sprawiły, że całkowicie zmienił zdanie. Od tamtego czasu zaczął zbierać
      dokumentację na temat chorób spowodowanych przez szatana. Dziś współpracuje z
      wieloma egzorcystami i często jest zapraszany na konferencje dotyczące tej
      problematyki.

      Według prof. Morabita człowiek, który dobrowolnie oddaje się pod panowanie złych
      mocy, tym samym godzi się na to, że szatan bierze w posiadanie jego ciało i
      niszczy je w sposób najbardziej zdumiewający. Wiele tajemniczych chorób, o
      których pochodzeniu medycyna nic nie może powiedzieć i wobec których pozostaje
      bezradna, jest spowodowanych przez osobowe moce zła. Jedynym zaś skutecznym
      lekarstwem w takich wypadkach jest modlitwa egzorcyzmu, którą Kościół stosuje od
      początku swojego istnienia.

      Prof. Morabito doświadczył po raz pierwszy namacalnej obecności szatana przed
      kilkunastoma laty. Wówczas to zgłosił się do jego gabinetu lekarskiego
      dziewiętnastoletni student Fabio. Wizytę umówili jego rodzice. Wyglądał na
      normalnego, inteligentnego młodzieńca. Mówił, że często nawiedzają go stany
      silnej depresji i niepokoju, które zakłócają mu sen. W pewnym momencie prof.
      Morabito zauważył, że twarz młodego pacjenta stała się przerażająca, a z jego
      oczu emanowała nienawiść. Jednocześnie jakaś niewidzialna siła gwałtownie
      odwracała jego głowę w stronę rodziców, którzy stali za nim. Przez ściśnięte
      zęby powtarzał: Nienawidzę mojej matki i ojca. Po kilku minutach wszystko
      wróciło do normy i Fabio kontynuował przerwaną rozmowę, tak jakby się nic nie
      stało. I znowu po pewnym czasie powtarzało się to bardzo szokujące zachowanie.
      Dla prof. Morabita stało się oczywiste, że miał do czynienia ze szczególego
      rodzaju patologicznym zachowaniem, które wskazywało na to, że jakaś ukryta
      osobowa moc, manifestowała swoją obecność i zmuszała Fabia do tak dziwnego
      zachowania. W swojej wieloletniej praktyce lekarskiej wśród chorych umysłowo
      profesor nie spotkał się z podobnymi objawami. Postanowił więc przeprowadzić
      seans psychoanalityczny. Gdy podjął taką decyzję, Fabio dostał gwałtow- nych
      konwulsji, zaczął krzyczeć nieludzkim głosem i z całą siłą uderzać głową w
      ścianę. Był to przerażający widok. Jako doświadczony lekarz, Morabito zdał sobie
      sprawę, że jedno uderzenie głową o mur z tak wielką siłą spowoduje poważne
      krwawienie w mózgu. Fabio jednak z coraz większą gwałtownością i częstotliwością
      uderzał głową o ścianę. Wyglądało to na akt samobójczy. Wezwano więc na pomoc
      pięciu dorosłych mężczyzn, którzy próbowali powstrzymać młodzieńca, ale nie dali
      mu rady. Wobec tego dr Morabito zastosował uspokajający zastrzyk, najsilniejszy
      z istniejących, który w kilka sekund uśpiłby nawet słonia. Jednak z niewiadomych
      przyczyn nie było żadnej reakcji ze strony pacjenta. Zastrzyk w ogóle nie
      zadziałał, a Fabio dalej walił z całą mocą głową w ścianę, krzycząc nieludzkim
      głosem. Kiedy kryzys minął, okazało się - ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich -
      że na głowie młodzieńca nie było żadnych uszkodzeń, krwiaków, czy opuchnięć.
      Fabio wrócił do normalnego wyglądu i zaczął rozmawiać, tak jakby się nic nie
      stało. Prof. Morabito patrzył w osłupieniu i nie mógł tego wszystkiego
      zrozumieć. Dlaczego nie zadziałał uspokajający zastrzyk? Dlaczego gwałtowne
      uderzenia głową o ścianę nie spowodowały u pacjenta żadnych obrażeń? - pytał sam
      siebie.

      Kiedy po tygodniu Fabio przyjechał na umówioną drugą wizytę, początkowo był
      bardzo spokojny. Jednak po krótkiej rozmowie z profesorem, zaczął z wielką siłą
      uderzać głową o ścianę, wydając przy tym przerażające krzyki. Prof. Morabito
      również tym razem zastosował niezwykle silny zastrzyk uspokajający, ale inny niż
      poprzednio. Jednak i tym razem lek wcale nie zadziałał.

      Jako katolik, Morabito uczył się z katechizmu o istnieniu aniołów i złych
      duchów. Jednak nie przywiązywał do tych wierzeń zbytniej wagi. Wprawdzie w
      klinice uniwersyteckiej spotykał się wielokrotnie z dziwnymi przypadkami
      chorobowymi, których medycyna nie była w stanie sklasyfikować, ale dopiero
      widząc zachowanie Fabia, prof. Morabito zaczął poważnie zastanawiać się, czy nie
      jest to schorzenie spowodowane działaniem złych duchów. Przecież żaden ludzki
      organizm nie byłby w stanie obronić się przed działaniem tak silnego
      uspokajającego leku, jaki otrzymał Fabio. Tak samo żaden normalny człowiek nie
      przeżyłby tak gwałtownych i licznych uderzeń głową o twardą ścianę, jak to miało
      miejsce w przypadku Fabia.

      Podejrzewając obecność i działanie duchowych mocy zła, prof. Morabito umówił się
      na konsultację z doświadczonym księdzem egzorcystą. Było to spotkanie przełomowe
      w jego życiu i praktyce lekarskiej. Po długiej rozmowie z egzorcystą lekarz
      zrozumiał, że wiele chorób, z którymi się spotkał, mogło mieć demoniczne
      pochodzenie, a jedynym skutecznym lekarstwem w takich wypadkach jest modlitwa
      egzorcyzmu.

      Po kilku tygodniach prof. Morabito spotkał się w swoim gabinecie lekarskim z
      innym szczególnie ciężkim przypadkiem. Zgłosiła się do niego 22-letnia
      Franciszka - bardzo atrakcyjna, inteligentna i bogata dziewczyna, pochodząca ze
      znanej włoskiej rodziny. Przyszła na spotkanie z profesorem w towarzystwie
      swojej 28-letniej siostry. Po wejściu obu kobiet do gabinetu, Morabito nagle się
      zorientował, że temperatura w pomieszczeniu obniżyła się o 10 stopni. I chociaż
      sam jest typem człowieka o stalowych nerwach, który w najtrudniejszych
      sytuacjach potrafi zachować całkowity spokój, to jednak w tej sytuacji zaczął
      odczuwać silny lęk. Franciszka podeszła blisko profesora i zionąc nienawiścią
      powiedziała: Chcę być przez pana zahipnotyzowana! Morabito był pewny, że w jego
      gabinecie jest obecna jakaś tajemnicza, niewidzialna osobowość, o przerażająco
      złej duchowej mocy, która go terroryzuje, doprowadzając do wewnętrznej paniki i
      drżenia rąk. Profesor zdał sobie sprawę z tego, że głównym sprawcą owego
      paraliżującego strachu nie była Franciszka, lecz jakaś inna, niewidzialna osoba,
      która jej towarzyszyła. Morabito często spotykał się z najcięższymi i nieraz
      bardzo niebezpiecznymi przypadkami chorych umysłowo.
      • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 19:15
        Nie odczuwał jednak przed nimi strachu, tylko zachowywał pewien dystans,
        odnosząc się do nich ze współczuciem i litością. Teraz jednak najchętniej
        uciekłby z gabinetu. Z wielkim trudem podniósł się z siedzenia i poszedł do
        sąsiedniego pokoju, ażeby poprosić swojego przyjaciela adwokata, by mu
        towarzyszył. Franciszka zaś ponowiła swoje żądanie: Chcę być przez pana
        zahipnotyzowana! Morabito czuł, jak ogarnia go coraz większy, przejmujący lęk,
        który tak dalece się nasilał, iż lekarz doszedł do wniosku, że jedynym ratunkiem
        w tej sytuacji będzie modlitwa. Ponieważ jednak nie mógł sobie przypomnieć słów
        Ojcze nasz, zaczął wzywać Jezusa, wymawiając Jego imię: Jezu, Jezu, Jezu... W
        miarę jak się modlił, tajemniczy chłód w gabinecie stopniowo znikał, lęk
        paraliżujący psychiatrę ustępował, a on sam odzyskiwał równowagę ducha i pewność
        siebie. Profesor zaczął panować nad sytuacją. Kazał wyprowadzić z gabinetu
        Franciszkę, aby móc w spokoju porozmawiać z jej siostrą. Dopiero wtedy się
        dowiedział, że problemy z Franciszką pojawiły się od czasu, gdy zaczęła brać
        udział w spotkaniach sekty satanistycznej. Uczestniczyła w czarnych mszach i
        seansach spirytystycznych, a po jej powrocie do domu zaczynały się dziać
        zatrważające rzeczy. Między innymi wszystkim domownikom wydawało się, że nocą w
        jej pokoju przebywa ze dwadzieścia osób. Dochodziły stamtąd przerażające krzyki,
        wybuchy, uderzenia w mury, wrzaski i płacz, a różne przedmioty były rzucane w
        ściany przez jakieś niewidzialne ręce. Rankiem Franciszka była cała posiniaczona
        i pomimo tego, że od 10 dni nic nie jadła, miała niesamowitą energię.

        Kiedy psychiatra rozmawiał z jej siostrą, Franciszka z wściekłością wrzeszczała
        za drzwiami: Nic nie mów, nie rozmawiaj!, a przy tym kopała i biła pięściami w
        ścianę. A gdy udało jej się wejść do gabinetu, podeszła pełna nienawiści do
        lekarza, który zdecydowanie do niej powiedział: To jest moja kuracja i dlatego
        nie zahipnotyzują cię. - Ty nieszczęśniku - odpowiedziała dziewczyna - znam cię
        dobrze, zapłacisz mi za to! Profesor Morabito nawiązał wówczas kontakt z
        rodzicami Franciszki i poradził im, aby udali się z córką do egzorcysty. Podczas
        pierwszego egzorcyzmu Franciszki działy się przerażające rzeczy. Po tej
        modlitwie pacjentka poczuła się nieco lepiej. Były jednak konieczne następne
        serie egzorcyzmów, po których dziewczyna zaczęła powoli wracać do normalnego życia.

        MP
        Źródło: Simone Morabito: Psichiatra all'infer-no,
        Edizioni Segno, 2004.
        • aidka Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 19:36
          teraz widzę swój błąd , Berto.
          pisząc o tych co to nazywają schizofrenię opętaniem
          polałam wodę na Twój młyn,
          nakarmiłam trolla
          pokazałam czerwoną płachtę bykowi...

          o ja
          po trzykroć nieszczęsna !
                    • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 20:22
                      są inni dobrzy dziennikarze także z Gazety Wyb.
                      Egzorcyści. Przeciwnik wasz, diabeł

                      Magdalena Grochowska

                      Co środa w warszawskiej parafii Dzieciątka Jezus odbywa się nabożeństwo z
                      modlitwą egzorcyzmu. Kościół jest pełen ludzi.
                      W Klinice Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Warszawie psycholog przyjął
                      niedawno rodziców, zaniepokojonych - jak powiedzieli - destrukcją, jaką sieje
                      wokół siebie ich dziecko. Prosili o adresy egzorcystów.
                      Kobieta, która w listopadzie 2003 roku zgłosiła się do psychiatry Włodzimierza
                      Szyszkowskiego w Warszawie, opisała swą dolegliwość jako "owładnięcie przez obcą
                      siłę". Nie stwierdził choroby. Z wywiadu wynika, że była kiedyś zaangażowana w
                      spirytyzm. Skierował ją do egzorcysty.
                      Krakowskie Przedmieście, 27 listopada, późny wieczór. Tłum szturmuje wejście do
                      akademickiego kościoła św. Anny. Egzorcysta ksiądz Andrzej Grefkowicz ma wykład
                      na temat "Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć".
                      Oglądam kalendarz księdza egzorcysty Jana Szymborskiego. Pierwsza konsultacja o
                      8.45, ostatnia wieczorem, zapisy z wielodniowym wyprzedzeniem.

                      Anioły tłuką się po niebie

                      "Pani Mario - mailuję - odwlekam przesłuchiwanie kaset z naszej rozmowy. Chodzi
                      o ten moment nagrania, w którym nagle imituje pani krzyk (pisk? wrzask?) swojego
                      synka. To było trudne do zniesienia".
                      Mail od Marii: "Po co wzięła się pani do tych egzorcyzmów, i to jeszcze kiedy
                      idzie Adwent? To najtrudniejszy dla ludzi czas w roku. Anioły - dobre i złe -
                      tłuką się w niebie. To czas zawieruchy. Proszę uważać. Czy te sytuacje, jakich
                      pani doświadcza, są pani potrzebne?".
                      Jesienią 1997 roku pisałam reportaż o satanizmie. Franciszkanin opowiadał mi o
                      manifestacjach diabelskich w jego życiu. - Proszę zostawić ten temat - ostrzegł.
                      Wiosną 2003 roku pisałam tekst o mistyczce zwodzonej - jak twierdziła w
                      dziennikach - przez szatana. Odprawiano nad nią egzorcyzmy. Jezuita, któremu
                      opisałam jej wizje, zauważył: - Już samo mówienie o szatanie wprowadza człowieka
                      w stan rozdygotania.
                      W styczniu 2001 roku telewizja pokazała film dokumentalny "Opętanie" Sławomira
                      Smoczyńskiego. Reżyser mnie ostrzegł: - Pani łazi koło interesów diabła, z tym
                      nie ma żartów. To tak jakby grzebać w interesach mafii. Człowiek dochodzi do
                      absurdu - każde zdarzenie interpretuje na korzyść szatana. Niezbędny jest
                      ogromny dystans do tematu.
                      Denis de Rougemont, szwajcarski pisarz, pyta w "Udziale diabła": "...kto kogo
                      wybiera - autor swój temat czy temat swojego autora? Czy mówienie o Diable,
                      pisanie o nim, nie jest nierozważną, publiczną prowokacją wobec niego? (...)
                      Nigdy nie pisze się bezkarnie".
                      - Co tobą powoduje? - ksiądz Jan Szymborski jest kapłanem od 53 lat, egzorcystą
                      od 1999 roku.
                      - Obowiązek zawodowy. Staram się poznać to, o czym piszę.
                      - Czy w trakcie egzorcyzmu będziesz się za nią modliła?
                      - Tak.
                      - Czy ogarniesz ją miłością?
                      - Nie. Przecież jej nie znam.
                      - Miłość należy rozumieć: "chcę dla ciebie dobra".
                      Mam przyjść w niedzielę 23 listopada, o trzynastej, do sali "Kana" w piwnicach
                      kościoła Dzieciątka Jezus.

                      Kiedy psychiatra woła teologa

                      W obowiązującej w Polsce międzynarodowej klasyfikacji zaburzeń psychicznych i
                      zaburzeń zachowania występuje kategoria "Trans i opętanie". "...Osoba działa
                      tak, jakby była owładnięta przez inną osobowość, ducha, bóstwo czy siłę. Uwaga i
                      świadomość mogą być zwężone, skoncentrowane jedynie na jednym czy dwóch
                      aspektach najbliższego środowiska, często też występuje ograniczony,
                      powtarzający się schemat ruchów, pozycji ciała i wypowiedzi".
                      Włodzimierz Szyszkowski, ordynator III Kliniki Psychiatrycznej Instytutu
                      Psychiatrii i Neurologii w Warszawie: - Poza kategorią "trans i opętanie" także
                      chorzy na inne choroby, na przykład w schizofrenii, często mają przeświadczenie,
                      że są opętani. Bywają jednak przypadki niejasne dla mnie. Pacjent odczuwa
                      działanie obcych sił, a doznania te nie mają charakteru zdecydowanych urojeń i
                      nie towarzyszą im inne typowe objawy choroby psychicznej, jak wycofanie
                      społeczne czy zaburzenia emocjonalne.
                      Małgorzata Kostecka, psycholog w Klinice Psychiatrycznej AM: - Gdy przeżycie
                      pacjenta wykracza według mnie poza czystą psychiatrię, wyraśnie wikła jego
                      życie, a pacjent opowiada o nim krytycznie, zalecam konsultację z teologiem. Nie
                      zetknęłam się ze zjawiskiem opętania w sensie teologicznym, ale dopuszczam, że
                      może ono zaistnieć.
                      W połowie lat 90. doktor Szyszkowski przeżył przełom religijny. Zastanawiał się
                      potem, czy fakt, iż jest chrześcijaninem, powinien wpływać na jego pracę psychiatry.
                      - Ze studiów nie wyniosłem żadnej wiedzy na tematy duchowe - opowiada. - Do
                      niedawna lekarze, zbierając wywiad, pomijali je. Trafił do mnie pacjent leczony
                      psychiatrycznie przez trzy lata - bez efektów. Zapytałem go o stosunek do wiary.
                      Odpowiedział: "Do tej pory nikt mnie o to nie spytał, a ja właśnie utraciłem
                      wiarę...". Poleciłem mu księdza, z którym współpracuję, leczenie poszło bardzo
                      dobrze. Duchowość jest ważna w każdej chorobie, ponieważ każdy człowiek jest
                      istotą cielesną i duchową. Czy ja wierzę w opętanie przez złego ducha, czy nie,
                      nie ma to żadnego znaczenia dla mojego postępowania z chorym. Jako psychiatra
                      mogę rozpoznać zaburzenie, leczyć je, ale czy działa tutaj istota
                      nadprzyrodzona, to jest sprawa teologa. Jeśli komuś nie mogę pomóc, a wiem, że
                      pierwiastek duchowy odgrywa u niego bardzo ważną rolę, kieruję go do duchownego,
                      czasem egzorcysty. Psychiatrzy panicznie boją się narazić na zarzut
                      nienaukowości. Przypierani do muru w dyskusji na temat opętania będą trzymać się
                      naukowego, poznanego fragmentu rzeczywistości z obawy przed kompromitacją w
                      środowisku.

                      Co rzuca człowiekiem o ziemię?

                      Przy ulicy Bednarskiej w Warszawie działa od 1997 roku Ośrodek Pomocy
                      Psychologicznej Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich i Caritas. Przyjmują
                      tam psychologowie, psychiatrzy oraz dwaj egzorcyści archidiecezji warszawskiej,
                      księża Grefkowicz i Szymborski. W ostatnim roku zarejestrowano około 4 tysięcy
                      wizyt, liczba pacjentów rośnie. Warunkiem konsultacji u egzorcysty jest badanie
                      u psychologa lub psychiatry. Większość spośród ubiegających się o wizytę u
                      księży okazuje się chora psychicznie.
                      Podobna poradnia powstała w 2003 roku w Płocku. To jedyne placówki w Polsce, w
                      których egzorcyści współpracują ściśle z lekarzami. Znowelizowany w 1999 roku
                      rytuał egzorcyzmów zaleca kapłanowi zasięgnięcie opinii lekarza ("posiadającego
                      zmysł rzeczywistości duchowej", podkreśla dokument). W ciągu ostatnich kilku lat
                      biskupi upoważnili do odprawiania egzorcyzmów blisko stu księży. Nie wiadomo,
                      jak wygląda ich współpraca ze specjalistami medycyny (ksiądz Marian Piątkowski,
                      koordynator egzorcystów w Polsce, odmówił rozmowy ze mną).
                      W ostatnim wydaniu podręcznika "Psychiatria", w rozdziale "Psychiatria a
                      religia", Bogdan de Barbaro stwierdza: dla psychiatrów zjawisko opętania jest
                      zespołem psychopatologicznym; dla teologów - stanem, w którym kontrolę nad
                      człowiekiem sprawują moce diabelskie. Spojrzenie teologiczne jest równoprawne ze
                      spojrzeniem psychiatrycznym. Należy odrzucić postawy skrajności: że opętanie to
                      średniowieczny przeżytek i zajmowanie się nim świadczy o upadku rozumu; i że
                      można zlekceważyć wymiar psychopatologiczny.
                      Doktor de Barbaro, Zakład Terapii Rodzin, Katedra Psychiatrii Collegium Medicum
                      Uniwersytetu Jagiellońskiego:
                      - Opętanie jest zjawiskiem z pogranicza dwóch dyskursów. Czy dane zjawisko
                      pozostaje w obrębie języka teologii, czy psychiatrii, jest funkcją miejsca i
                      czasu, ogólnie rzecz biorąc: kultury. Patrząc na dzieje psychiatrii, wyraźnie
                      widać, że zagarnia ona coraz większy obszar zjawisk niegdyś należących do
                      teologii. Mnie się wydaje sensowne, że te same zjawiska można opisywać za pomocą
                      różnych języków, o ile przestrzegane są zasady etyczne, a metoda niesienia ulgi
                      w cierpieniu jest skuteczna. Niekiedy posyłam pacjenta do teologa, lecz nie do
                      egzorcysty, chociaż dopuszczam, że egzorcysta
                      • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 20:24
                        Niekiedy posyłam pacjenta do teologa, lecz nie do egzorcysty, chociaż
                        dopuszczam, że egzorcysta może być skuteczny. Jako chrześcijaninowi trudno mi
                        przyjąć, że diabeł działa tak prymitywnie jak poprzez opętanie. Posądzam go o
                        działania znacznie bardziej wyrafinowane niż - upraszczając - rzucanie
                        człowiekiem o ziemię i mówienie dziwnymi językami.
                        - Więc co człowiekiem rzuca o ziemię?
                        - To wła?nie zależy od tego, z jakiej perspektywy na to patrzymy. Wolę
                        powiedzieć "nie wiem", niż wkładać w odpowiedź przekonania spirytualne,
                        agnostyczne, ateistyczne czy jakiekolwiek inne... Istnieją zjawiska, których
                        nauka dziś nie może jeszcze wyjaśnić ostatecznie.

                        Duch mężczyzny

                        Maria mieszka w internacie technikum budowlanego w Zakopanem, Krupówki 13, na
                        poddaszu. Jest początek lat 80. W tym starym budynku mieszkali niegdyś księża
                        emeryci, na ścianie w każdym pokoju drży płomyk "wiecznej" lampki.
                        Nieślubne dziecko, rocznik 1965 - na razie tyle wie o sobie Maria. Zajrzała w
                        podstawówce do dziennika szkolnego i przeczytała imię ojca. To nie ojciec, tylko
                        ojczym, cedzi mama (unika mężczyzn), kiedy Maria ma już 20 lat. Będzie dobiegać
                        trzydziestki, gdy pozna zarys swojej historii i nazwisko ojca.
                        Porzucił matkę w ciąży. Matka pośpiesznie wyszła za mąż, szybko się rozwiodła.
                        (Mówi, że wszyscy ją wykorzystują).
                        W internacie jest Marii lepiej niż w domu na Górnośląskiej w Warszawie, gdzie
                        mama ciągle śpi. A kiedy się obudzi, robi się wokół niej nerwowo.
                        - Musisz iść do kościoła - mówi kategorycznie Jadzia, góralka z pokoju Marii. I
                        Maria przeobraża się w praktykującą katoliczkę: idzie o świcie na roraty, jeździ
                        na rekolekcje, ma stałego spowiednika, modli się regularnie i czuje, że jest
                        kochana. ("Nie znam swego biologicznego ojca - pisze dziś w internetowym blogu -
                        Bóg Ojciec był i jest moim jedynym ojcem, który chce się ze mną komunikować").
                        Koleżanka rozkłada na stole karton, dzieli go kreską na pół, pisze alfabet.
                        Bawią się w wywoływanie duchów. Wkrótce cały internat, 27 dziewcząt, wywołuje
                        duchy. (Monika J. z Gdyni, wówczas mieszkanka internatu, przypomina sobie
                        towarzyszące temu płacze i krzyki dziewcząt).
                        - Nagle talerzyk zaczyna się poruszać. To jest naprawdę fascynujące... - mówi
                        Maria. - Okazałam się świetnym medium. Byłam jak w amoku. Wróżyłam z kart,
                        czytałam z ręki... Uczę się pewnej nocy, Jadzia śpi. Słyszę kroki, pewnie stróż.
                        Pukanie. "Proszę!". Jakby coś przesunęło się przez pokój... i rozlega się mocne
                        stukanie od zewnętrznej strony okna. To się powtarzało nawet wtedy, gdy
                        siedziało nas kilka w pokoju. Poczułam straszny lęk. Na początku myślałam, że
                        oszalałam. Potem się przyzwyczaiłam. Uważałam, że to duch mężczyzny... i jest mi
                        przychylny.
                        Zamawiają z Jadzią mszę. W piątej klasie przenoszą się do innego pokoju, nie
                        wywołują już duchów, hałasy ustają. Maria zdaje świetnie maturę i wraca do Warszawy.
                        - Leżałam w łóżku w mieszkaniu na Górnośląskiej, nagle poczułam, że ktoś przy
                        mnie stoi, ogarnął mnie paniczny strach, taki jak za pierwszym razem w
                        Zakopanem. Pomyślałam: "Jestem 400 kilometrów dalej! Więc to się nie skończyło?".

                        To przychodzi nocą

                        - Postanowiłem wywołać diabła - opowiada filozof, religioznawca i gnostyk Jerzy
                        Prokopiuk, tłumacz Junga, Freuda. - Miałem 19 lat. Intensywnie go przywoływałem.
                        Pojawiło się okropne doświadczenie lęku, bezprzedmiotowego strachu, poczucie
                        groźnej, niekomunikatywnej obecności. Zacząłem się modlić; stan lękowy trwał
                        całą noc. Potem już nigdy nie wrócił, ale pozostał mi na zawsze w pamięci.
                        Napisał do mnie absolwent ekonomii, lat 25. "Kładąc się do łóżka, czułem czyjąś
                        obecność w pokoju. Odczuwałem silny niepokój. Przed zaśnięciem - ale to nie był
                        sen! - to coś mnie paraliżowało. Dusiłem się, byłem przerażony, dopiero wzywanie
                        Boga wyzwalało mnie z tych więzów. Zdarzyło mi się to kilka razy, zawsze wtedy,
                        gdy miałem silną chęć nawrócenia. (...) Często przed Najświętszym Sakramentem
                        nasuwały mi się na myśl obrzydliwe rzeczy, coś, czego nigdy bym nie wymyślił.
                        Bluźnierstwa i wyzwiska w mojej głowie! Psychiatra by pewnie to wyjaśnił... ale
                        dlaczego mi to przeszło od razu, kiedy poszedłem na mszę dla osób duchowo
                        udręczonych, którą odprawiał egzorcysta w Poznaniu?".
                        Marek i Agnieszka z Poznania, student filmoznawstwa oraz absolwentka
                        politologii, założyli przed dwoma laty witrynę internetową poświęconą
                        egzorcyzmom. Odwiedza ją dziennie około 300 osób. Udostępnili mi niepublikowaną
                        korespondencję, jaka napływa na adres witryny. Słowo "obecność" powtarza się w
                        wielu listach.
                        To przychodzi zwykle nocą. Wywołuje dreszcze, uczucie zimna, paraliżu. Usiłuje
                        wniknąć w człowieka. Wtrąca się do modlitw. Każe wypluć komunię świętą. Śmieje
                        się szyderczo. Uderza w potylicę ("walnęło, ale tak, że mnie nie bolało"). Budzi
                        w sercu nienawiść, jakby całą złość świata nosiło się w sobie. Wlewa w rękę
                        ołów, żeby nie mogła uczynić znaku krzyża. ("Możesz powiedzieć, że zwariowałem.
                        Kto mi uwierzy?").
                        W Ośrodku przy Bednarskiej przyjmuje psycholog Anna Ostaszewska, przewodnicząca
                        Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. Prowadziła terapię dwóch osób
                        uznanych przez egzorcystę za opętane. Miała do czynienia z kilkunastoma
                        pacjentami doznającymi tzw. udręczeń ze strony szatana. - Kiedy w Ośrodku
                        zaczęli przyjmować księża egzorcyści, miałam dziwne doświadczenie przepaści,
                        która otwiera się tuż obok mnie - opowiada. - Dziura bez końca, otchłań, pustka
                        duchowa, bez miłości, bez sensu... totalna... Coś okropnego. Poprosiłam
                        egzorcystę, żeby się za mnie pomodlił. Przeszło. Patrzę na to wydarzenie w
                        kategoriach wiary. To szatan mnie straszył, ale człowiekowi wiary on nic nie
                        może zrobić.
                        Noc poprzedzającą mój udział w egzorcyzmach spędzam u przyjaciół. Rozpalili w
                        kominku. Bezsenność. Czerwone cienie skaczą po ścianach.

                        Skąd wiadomo, kto się zgłosił?

                        Nawy, boczne kaplice i prezbiterium szczelnie wypełnione słuchaczami. Skupienie
                        na twarzach. Ksiądz Andrzej Grefkowicz - ascetyczny, prawie nieporuszony za
                        pulpitem - wykłada spokojnym głosem.
                        Szatan jest potężniejszy od człowieka, nie jesteśmy w stanie mu się
                        przeciwstawić bez pomocy Boga. Objawy zniewolenia przez złego ducha to dziwne
                        lęki, niektóre depresje, koszmary senne, poczucie złowrogiej obecności, niemoc
                        przy próbie przemiany duchowej, pewne przypadki chorób i nałogów. Do zniewoleń i
                        opętań prowadzą spirytyzm, wróżbiarstwo, niekonwencjonalne formy leczenia,
                        odchodzenie do religii niechrześcijańskich, muzyka satanistyczna. Czyli gdy
                        odwracasz się od Jezusa, gdy sprzeniewierzasz się pierwszemu przykazaniu.
                        Dominikanin Mirosław Pilśniak, nim został zakonnikiem, wziął udział w seansie
                        spirytystycznym. - Duch zgłosił się i odpowiadał na pytania, talerzyk latał -
                        wspomina - ale skąd wiadomo, kto się zgłosił? Chrześcijanin wie, że jeżeli modli
                        się do Boga o imieniu Jezus, to zostaje wysłuchany przez kogoś przyjaznego, z
                        kim zawarł przymierze chrztu. Lecz jeśli wzywa ducha o niewiadomym imieniu, to
                        otwiera się na obecność świata, nad którym nie potrafi zapanować.
                        (Ojciec Pilśniak przez trzy lata uczestniczył w seminarium docenta de Barbaro,
                        na którym teolodzy i psychiatrzy omawiali zagadnienia utraty wolności przez
                        człowieka, również zagadnienie opętania).
                        To Bóg, a nie żaden inny informator ma odsłaniać człowiekowi to, co ważne -
                        wykłada egzorcysta. To od Boga ma przyjść uzdrowienie chorego, od żadnej innej
                        siły. Jeśli zejdziesz z drogi modlitwy, a wejdziesz na drogę mantry czy
                        medytacji - zawędrujesz gdzie indziej. W sytuacji zniewolenia nie wystarczy ci
                        spowiedź, potrzebujesz pomocy Kościoła.
                        Maria też słucha. Drobną twarz oparła na dłoniach. Przyszła tu prosto z pracy -
                        mierzyła dziś stare piwnice. Jest architektem, pracuje przy zabytkach.
                        U jej stóp siedzi na posadzce jej córka Basia, gimnazjalistka. Przed paru laty
                        Maria prowadziła Basię do uzdrawiaczy, by wyrównali jej pole energii. Dotykali
                        jej, otwierali i zamykali czakramy, energetyczne centra. Jeden nakłuwał ją
                        cienki
                        • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 20:25
                          Jeden nakłuwał ją cienkim piórkiem i badał poziom toksyn w organizmie. Maria
                          również poddawała się zabiegom bioenergoterapeutów.
                          W grudniu 1999 roku oraz w styczniu 2001 roku ksiądz Grefkowicz odmówił nad
                          Marią i jej dziećmi modlitwy o uwolnienie od złego ducha.

                          Odlot trwa

                          Okultyzm - według definicji Gabriele Amortha, egzorcysty diecezji rzymskiej - to
                          wiara w istnienie bytów niesprawdzalnych doświadczalnie, dzięki którym można
                          zyskać moc przy zastosowaniu odpowiednich praktyk.
                          Demonolog i filozof ojciec Aleksander Posacki, wykładowca Wyższej Szkoły
                          Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie, w swych licznych
                          publikacjach nazywa medycynę niekonwencjonalną okultystyczną, magiczną lub
                          spirytystyczną. Katechizm Kościoła katolickiego zakazuje tych form leczenia oraz
                          wszelkich praktyk okultystycznych, widząc w nich przejaw niewierności wobec Boga.
                          Mediuminizm (bycie medium) wprowadza - zdaniem ojca Posackiego - w tzw.
                          zmienione stany świadomości, w których człowiek przekazuje kontrolę nad sobą
                          jakiejś mocy nieznanego pochodzenia. Naturalny system uzdrawiania reiki jezuita
                          zalicza do systemów magiczno-spirytystycznych; inicjacja w reiki otwiera
                          człowieka na pomoc demonów. Otwarcie czakramów wyzwala w człowieku władze
                          paranormalne (które znikają po modlitwie o uwolnienie, stwierdza).
                          Zakonnik potępia również popularne kursy technik umysłowych (tzw. metodę Silvy),
                          które uaktywniają specyficzne czynności mózgowe. Jest to manipulacja psychiczna,
                          pisze, otwarcie wrót ku paranormalności, kontynuacja tradycji szamanistycznej,
                          magicznej. Jako podłoże niektórych zakazanych technik demonolog wskazuje
                          "gnostyckie rozszerzanie pojęcia boskości na człowieka i naturę". Praktyki
                          okultystyczne rozbijają sumienie - pisze.
                          Psycholog Małgorzata Kostecka: - Miałam do czynienia z ofiarami nieostrożnie
                          przeprowadzanych pra-ktyk psychologicznych. Człowiek o marnej odporności
                          psychicznej, słabym ego, bezkrytycznym stosunku do własnych doznań nie umie
                          zachować granicy między tym, co się dzieje naprawdę, a tym, co mu się wydaje...
                          Może popaść w psychozę. Pamiętam przypadek zbyt intensywnie ćwiczonej medytacji,
                          która spowodowała, że "odlot" trwał, pacjent nie umiał z niego powrócić. Brałam
                          udział w treningach interpersonalnych dla pracowników oddziału psychiatrii.
                          Miały pogłębiać naszą wiedzę o samym sobie, zintensyfikować przeżycia. Niektórzy
                          nie wytrzymywali naporu emocjonalnego; zdarzały się gwałtowne reakcje rozpaczy,
                          złości, depresje.
                          W jednym z warszawskich szpitali leczy się z psychozy 40-letnia kobieta,
                          wykształcenie wyższe. Relacjonuje mąż, doktorant wyższej uczelni: nie mogła
                          zajść w ciążę, leczyła się u bioenergoterapeuty (40 zł za wizytę). Namówił ją na
                          kurs reiki (300 zł), który miał jej dać moc uzdrawiania.
                          Przez cztery godziny dziennie, tygodniami, przykładała sobie ręce do kolejnych
                          części ciała. Przestała spać. Jej twarz przybrała złowrogi wyraz. Wykrzykiwała
                          wulgaryzmy o podłożu seksualnym. (- Nigdy wcześniej taka nie była - mówi mąż).
                          Twierdziła, że szatan do niej przemawia. Straciła kontakt z rzeczywistością.
                          Powtarzała tylko imię swojego bioenergoterapeuty. "Połączę się z nim na innym
                          poziomie". Wpadała w furię, wykazywała męską siłę. (- Taka wątła - mówi mąż).
                          Przemawiała nie swoim głosem.
                          Podczas przepustki 11 listopada ksiądz Jan Szymborski odprawił nad nią
                          egzorcyzm. W domu była pobudzona, w szpitalu zapięto ją w pasy. Dwa tygodnie
                          później odbył się kolejny egzorcyzm. Doznała szoku.
                          Mąż ukrywa przed lekarzem, że poddaje żonę egzorcyzmom.

                          72 listy do świętego Judy

                          To nie była miłość, tylko uzależnienie, tak uważa teraz Maria. Poznaje Marka na
                          politechnice. Pragnie tego związku. Wkrótce jest w ciąży.
                          Ich pokój na Górnośląskiej ma 18 metrów kwadratowych (za ścianą mama). Piętrowe
                          łóżko, kołyska drugiego dziecka. Deskę kreślarską Maria opiera na kołysce.
                          Zwykłe życie. Lecz Maria jest bezwolna jak piłeczka... tak widzi siebie dzisiaj.
                          - Odeszłam od pobożności - mówi. - Nie umiałam mu powiedzieć: "To jest dla mnie
                          ważne".
                          Na początku lat 90. Maria zapisuje dwójkę dzieci do przedszkola. - Kadra była
                          zafascynowana nauką Rudolfa Steinera, antropozofa i ezoteryka. Mówili:
                          "Całościowo podchodzimy do dziecka, do ciała i duszy". Mnie się to podobało,
                          dzieciom było dobrze. Organizowali dla rodziców kursy, brnęłam w ezoteryzm.
                          Miałam całą biblioteczkę książek, które wyrabiały we mnie magiczne podejście do
                          życia. Jak wyrównam sobie biopole, to będę zdrowa. Jak będę myśleć pozytywnie,
                          to wszystko mi się spełni. Wierzyłam w zalecenia poradników: odbuduj swego
                          ducha, uwierz w siebie, moc twego umysłu jest nieograniczona... Również do
                          religii podchodziłam magicznie: jak ja Panu Bogu zrobię dobrze, to Bóg mnie
                          nagrodzi.
                          Pisze na kartkach kilkadziesiąt razy dziennie: "Mój mąż mnie kocha". Nie wie, że
                          on ją zdradza z młodziutką praktykantką z biura.
                          Wiosną 1997 roku Maria spodziewa się trzeciego dziecka. Coś dziwnego się dzieje
                          - nie ma zawrotów głowy, a przewraca się, jakby pod wpływem nagłego popchnięcia.
                          Kochanka żąda od Marka, by się rozwiódł.
                          Rodzi się Krzyś. Ma zaburzenia gastryczne. Napina się, wymiotuje, wrzeszczy,
                          wyje. Przez całe noce, tygodnie, miesiące. Lekarze nie znajdują przyczyny.
                          Marek często wyjeżdża. Latem 1998 roku chce zabrać w podróż dzieci, Maria nie
                          pozwala, kłócą się. Wieczorem wiadomość: miał zderzenie z tirem, jego fiat jest
                          zmiażdżony. "Nie miałabym już dzieci" - dociera do Marii. W szpitalu, nad
                          łóżkiem mężczyzny, spotykają się dwie za- płakane kobiety, żona i kochanka.
                          Diabolos znaczy: ten, który wszystko rozrzuca.

                          Szybko, szczęściodajnie...

                          Jerzy Prokopiuk, tłumacz pism Rudolfa Steinera: - Ta pani, uprawiając turystykę
                          okultystyczną, weszła w niewłaściwą uliczkę, ale niech nie ma pretensji do
                          antropozofii. Antropozofia potępia spirytyzm, nie ma nic wspólnego z
                          bioenergoterapią, buddyzmem, szamanizmem... Dlaczego tylu młodych ludzi próbuje
                          różnych szkół okultystycznych? Bo duchowość, którą proponuje im Kościół, im nie
                          wystarcza. Tęsknią do wyjścia z dołka cywilizacyjnego, w którym się wszyscy
                          znaleźliśmy. Szukają; jak opiłki biegną do jakiegoś magnesu. I są narażeni na
                          wszelkie możliwe potknięcia - grupowe, społeczne i indywidualne.
                          Bogdan de Barbaro: - W sytuacji kryzysu w Kościele zdarza się, że ludzie
                          wycofują się z praktyk i rytuałów chrześcijańskich. Dość często u osób, u
                          których występowało zjawisko opętania w psychiatrycznym rozumieniu tego słowa,
                          powtarza się taka sekwencja zdarzeń: kiedyś były wierzące, odeszły od Kościoła
                          do sekty, potem popadały w zaburzenie o charakterze opętania. Nie znam
                          precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się z nimi dzieje.
                          Ojciec Mirosław Pilśniak: - Dziś panuje model życia: szybko, efektywnie,
                          szczęściodajnie... Plastikowa nierzeczywistość, w której dobrze sprzedaje się
                          to, co nie wymaga od człowieka wysiłku. Chrześcijaństwo uporczywie podaje prawdy
                          nieatrakcyjne, ale to nie znaczy, że jest zmurszałe.
                          "Trwogę, jaką odczuwa nowożytny człowiek wobec własnej wolności - pisze Denis de
                          Rougemont - da się zmierzyć liczbą wróżek i ich klientów spragnionych moralnego
                          znieczulenia".

                          Rok pustyni

                          Ciałko Krzysia wygięte w łuk. Sine. Lekarze aplikują mu tabletki na zastawki
                          dwunastnicy. Gdy Maria odmawia głośno modlitwę, krzyk się urywa. Dziecko patrzy
                          sztywnym, nie swoim wzrokiem. Przenika ją dreszcz.
                          Maria chudnie, ma nieustanne biegunki, waży 43 kilogramy. Zasypia z natrętnym
                          obrazem fioletowo-brązowej postaci pod powiekami.
                          Wyczuwa ludzkie myśli. Słyszy w głowie głosy - najpierw przyjazne, podejmuje z
                          nimi dialog jak niegdyś w Zakopanem. Potem rechot i przekleństwa. "Ty dziwko!".
                          Myśli: to stres, skutek kryzysu małżeńskiego, chorej wątroby, nerwicy. Przyjmuje
                          komunię. Huk w głowie: "Nie ma Go!". Jej własne myśli deformują się i sprawiają
                          ból. Kupuje książeczkę z modlitwami do św. Michała Archanioła, jest w niej tekst
                          egzorcyzmu. Ilekroć go odmawia, wpada we wściekłość. Pięć minu
                          • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 20:26
                            Pięć minut po modlitwie bije cudze dziecko na podwórku.
                            Oszalałaś! Głowa nie myśli; ciało nie funkcjonuje. Maria snuje się po mieszkaniu
                            w koszuli nocnej. "Rok pustyni" - pisze w blogu o tamtym okresie.
                            Na Wielkanoc 1999 roku ma ochrzcić Krzysia. Dwa dni wcześniej podgrzewa w garnku
                            terpentynę, będzie woskować podłogę. Terpentyna płonie. Szafka kuchenna zwęglona.
                            Jezuita poleca jej podczas spowiedzi: - Idź na Bednarską.

                            Zapytali, czy go będę kochać

                            Psycholog Anna Ostaszewska z Ośrodka przy Bednarskiej: - Pacjent przechodzi
                            normalną procedurę terapeutyczną. On się tu zgłosił nie po ewangelizację, tylko
                            po pomoc psychologiczną. Staram się wykluczyć nie tylko chorobę, lecz także inne
                            przyczyny, z których może wynikać ostra histeryczna reakcja. Nie odwołuję się do
                            jego życia duchowego, jeśli sam nie zacznie o tym mówić.
                            Maria: - Zorientowałam się, że psycholog bada, czy nie jestem chora psychicznie.
                            Było mi wszystko jedno. Gdyby mi kazał chodzić po Bednarskiej na czworakach,
                            tobym chodziła, byleby tylko uwolnili mnie od tego uczucia, że ktoś mną szarpie.
                            Powiedział: "Pani kwalifikuje się do rozmowy z księdzem". Odetchnęłam: "Zrobią
                            mi teraz takie katolickie wyrównanie bioprądów i będę uwolniona...".
                            Kaplica obok kościoła św. Barbary w Warszawie, 6 grudnia 1999 roku. Dzieci
                            zostają w kaplicy pod opieką kobiety ze Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Maria,
                            ksiądz Grefkowicz oraz inni członkowie Wspólnoty przechodzą do pokoiku -
                            zakrystii. Modlą się nad Marią o uwolnienie jej od złego ducha.
                            - Myślałam, że mną będzie telepać, ale nie... Czułam się tylko otumaniona.
                            Ksiądz przerwał i powiedział: "Czy możesz mi obiecać, że będziesz kochała
                            swojego męża?". Pomyślałam: "Czy ja go w ogóle kochałam?". To było trafne
                            pytanie. Ono mnie potem dyscyplinowało, ilekroć myślałam, że uduszę Marka.
                            Księdzu chodziło o odwrotność nienawiści. Żebym podjęła jakąś pracę nad sobą.
                            Powiedziałam: "Nigdy go nie kochałam, będę się starała". Owładnęła mną fala
                            miłości, jakbym została przygarnięta... Czułam błogość, spokój, niebywałą
                            radość. To jest tak, jakby usiąść w kinie obok kogoś bliskiego; nie widzisz go,
                            ale czujesz jego dobrą obecność... Potem odmówiono modlitwę nad dziećmi.
                            Egzorcysta nigdy nie sugerował Marii, z jakiego powodu Krzyś cierpiał. Jego
                            choroba zniknęła. Głosy w głowie Marii zamilkły.
                            Znajduje pracę. Odbywa psychoterapię. W profesjonalnym ośrodku mediacyjnym
                            ustala z Markiem warunki rozwodu. Jeździ na katechezy i rekolekcje.
                            - Uwolnienie to nie jest hokus-pokus - mówi. - Ono odcięło to popychanie... ale
                            nie zmieniło mojej natury. Jeszcze do dziś mam popapraną psychikę.
                            Przystępowałam do modlitwy o uwolnienie z przeświadczeniem, że jestem niewinna,
                            że to mnie skrzywdzono. Zrozumiałam w końcu, że ja też nababrałam. Kiedy
                            psycholog stwierdziła u najstarszej córki depresję, powiedziałam sobie wreszcie:
                            "Co zrobiłaś ze swoim życiem? Z dzieciakami? Możesz się tylko wstydzić! Jesteś
                            matką i masz swoje zadanie do spełnienia!". To myślenie było dla mnie nowe.
                            Dotychczas zapominałam o swoim zadaniu życiowym. Byłam uciekającą, niedojrzałą
                            kobietą. Teraz poczułam w sobie siłę.
                            I właśnie wtedy, gdy Maria gotowa jest uporządkować życie, 2 stycznia 2001 roku,
                            dobiega ją zza okna ów przejmujący krzyk synka, którego babcia wyprowadziła
                            przed blok na spacer. Maria pada na kolana, odmawia "Pod Twoją obronę..." i
                            dzwoni na Bednarską.

                            To strachy na Lachy

                            W zniewoleniu zły duch działa z zewnątrz. W opętaniu - zawładnął ciałem
                            człowieka, tłumaczą egzorcyści.
                            W sytuacjach zniewoleń podejmuje się modlitwę o uwolnienie; może ją odmówić
                            wspólnota. Nie stosuje się w niej formy zwracania się do złego ducha.
                            W przypadkach opętania kapłan odmawia egzorcyzm uroczysty. W imię Jezusa
                            Chrystusa nakazuje złemu duchowi opuszczenie osoby i pójście do piekieł. Kapłan
                            może sprawować egzorcyzmy jedynie za pozwoleniem ordynariusza.
                            Opresje to zewnętrzne działania złego ducha: huki, przesuwające się meble,
                            słyszenie kroków, głosów... (W schizofrenii typowa jest tzw. pseudohalucynacja,
                            czyli odbieranie głosów płynących jakby z wnętrza człowieka). Obsesje to
                            wewnętrzny przymus do podejmowania jakiegoś czynu; mogą doprowadzić do samobójstwa.
                            Niektóre symptomy opętania: awersja do sacrum. (Ksiądz Jan Szymborski zaprzecza;
                            zna przypadki, gdy opętany przyjmuje komunię). Odwrotne działanie leków
                            psychiatrycznych. (Dla doktora Włodzimierza Szyszkowskiego to błędne kryterium,
                            bowiem niektóre choroby psychiczne są lekooporne, mogą przebiegać nietypowo,
                            pacjent może nie reagować na leki z powodu zniszczenia receptorów mózgowych).
                            Egzorcyzmowi mogą towarzyszyć manifestacje szatańskie.
                            Mail od Marii: "Niech pani sobie nie bierze do serca manifestacji. Bardzo
                            proszę! Bo cóż to jest? Strachy na Lachy. Zobaczenie czegoś, o czym wiadomo, że
                            jest... Manifestacje mają miejsce także poza egzorcyzmami. Również podczas
                            modlitwy o uwolnienie. A czasem nie ma żadnych. Zdarzają się też zachowania,
                            które można wziąć za manifestacje, a nimi nie są. To krzyczy obolała dusza i
                            człowiek wije się na podłodze, a zagrożenia demonicznego nie ma.
                            Proszę zapomnieć o strachu".

                            Trzy szóstki, pinezka, słup soli

                            W gabinecie Anny Ostaszewskiej przy Bednarskiej pacjenci uznani za opętanych
                            rzucali się do okna, tracili świadomość.
                            Psycholog Marian Lech, kierownik Ośrodka, wielokrotnie uczestniczył w
                            egzorcyzmach swojej pacjentki z sekty satanistycznej. Wątłą dziewczynę z
                            trudnością utrzymało kilka osób.
                            Jadwiga T. z grupy modlitewnej, która od kilku lat towarzyszy księdzu Janowi
                            Szymborskiemu w egzorcyzmach, widziała: rzucanie krucyfiksem, straszną mimikę
                            twarzy, plucie, charczenie, tarzanie się, falowanie sukienki na kobiecie w
                            bezruchu. Słyszała, jak osoba złorzeczy zmienionym głosem.
                            Franciszkanin Bogdan Kocańda doktoryzuje się w Katolickim Uniwersytecie
                            Lubelskim w dziedzinie teologii duchowości; temat jego pracy - "Posługa kapłana
                            egzorcysty". Pełnił tę funkcję w diecezji kieleckiej w latach 1998-2000. Był
                            najmłodszym egzorcystą w Polsce - został nim rok po święceniach.
                            Opowiada: dziewczyna, nad którą się modlił, poruszała się wraz z krzesłem po
                            dywanie.
                            W czasie egzorcyzmu kapłanki satanistki pojawiały się na jej ciele znaki - trzy
                            szóstki i odwrócony krzyż. Znikały po namaszczeniu olejem.
                            Mężczyzna zrywał pasy, którymi przywiązano go do łóżka na oddziale
                            psychiatrycznym. Ksiądz Kocańda wiązał jego nogi sznurkiem franciszkańskim, ręce
                            stułą, przestawało szarpać pacjentem.
                            Ktoś się wyginał w pałąk; ktoś tracił mowę; stawał jak słup soli... Ojciec
                            Kocańda przyjął około stu osób.
                            - Przecież to są groteskowe metody... Co szatan chce przez nie pokazać? - pytam.
                            - Złe duchy pokazują, co mogą zrobić z człowiekiem, a właściwie z jego ciałem; w
                            jaki sposób mogą nim manipulować i jak panują nad nim. Demon posługuje się
                            najprostszymi bodźcami, które trafiają do naszej wyobraźni, pamięci i uczuć,
                            przez co działają na wolę i intelekt. Szatan chce zrobić wszystko, żeby w
                            człowieku zniszczyć obraz Boży i wiarę, chce wyrwać go z komunii z miłującym Bogiem.
                            W pudełku po kliszy fotograficznej ojciec Kocańda przynosi coś, co - jak mówi -
                            wypluła w czasie egzorcyzmu kapłanka satanistka. Wysypuje na stół: pinezkę
                            tapicerską, metalową podkładkę, wkręt o długości dwóch centymetrów.
                            Skoro w to nie wierzę, to dlaczego się odsuwam od tych przedmiotów?

                            Do góry nogami i na lewą stronę

                            Jezuita Malachi Martin w książce "Zakładnicy diabła" opisuje uczucia, jakie
                            towarzyszą uczestnikom egzorcyzmu w poszczególnych jego etapach. Gdy zbliża się
                            kulminacja, kapłan "czuje ogromny napór jakiejś zagadkowej mocy. (...) Musi
                            pokonać (...) coś inteligentnego, ale patrzącego krzywo, istotę, która wydaje
                            się być odwrócona do góry nogami i wywrócona na lewą stronę...".
                            Ksiądz Bogdan Kocańda uśmiecha się: - To jest literatura... Szedłem do tej
                            posługi jak dziecko, z zaufaniem. Z wielkim zawierzeniem Bogu. Człowiek, który
                            żyje Bogiem, jest chroniony przez Boga
                            • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 20:27
                              Człowiek, który żyje Bogiem, jest chroniony przez Boga, doświadczałem tego
                              wielokrotnie. Nie szukałem konfrontacji z duchami. W egzorcyście walka zachodzi
                              w takim sensie, w jakim odbywa się w każdym człowieku - jest to walka z pokusą,
                              na którą zostaje wystawiony przez Złego. To prawda, wchodziłem w dialog z
                              demonem manifestującym swoją obecność w osobie opętanej - pytałem go o jego imię
                              oraz kiedy, w jakich okolicznościach wszedł w nią. Gdy znałem imię demona,
                              miałem dodatkowy atut w rękach - mogłem wypowiedzieć rozkaz w imię Jezusa
                              bezpośrednio do niego. To mu się nie podobało, gdyż wiedział, że miałem Bożą
                              władzę nad nim. Przekleństwa demonów nie robiły na mnie wrażenia, nasłuchałem
                              się ich wiele, kiedy pracowałem jako górnik w kopalni... Podczas mojego
                              pierwszego egzorcyzmu szatan chciał wzbudzić we mnie strach, pokazać swoją
                              wyższość. Powiedział o banalnym wydarzeniu z mojego życia - chodziło o
                              niedyspozycję zdrowotną - o której nikt nie mógł wiedzieć... Ale wtedy
                              uświadomiłem sobie słowa św. Pawła Apostoła: "Wszystko mogę w Tym, który mnie
                              umacnia". Wypowiedziałem je głośno i kontynuowałem modlitwy. Wiele razy w czasie
                              egzorcyzmowania doświadczyłem wielkości Boga - tylko On prowadzi człowieka do
                              wyzwolenia z grzechu i działań złych duchów. Czy to nie jest piękne? Uwolnienie
                              przychodzi najczęściej niezauważalnie, na twarzy osoby uwolnionej maluje się
                              wielki spokój. Ta twarz naprawdę odżywa, jest "nowa", piękna. Uwielbiam wtedy
                              Boga za to, że słowo Boże nie jest rzucone na wiatr, tylko realizowane tu i teraz.
                              Ksiądz Benedykt Barkowski, egzorcysta diecezji białostockiej od 1997 roku: -
                              Miałem fizyczne doznania obecności tych sił. Włosy mi się jeżyły, dostawałem
                              gęsiej skórki, chwytał mnie za serce niepokój. Zadzwoniono kiedyś z pewnej
                              plebanii, gdzie pięciu księży usiłowało pohamować członkinię sekty Niebo, która
                              właśnie demolowała pomieszczenie. Przez telefon czułem jej złą energię. Jakbym
                              się znalazł w na- elektryzowanej przestrzeni.
                              Ksiądz Jan Szymborski: - Zamieńmy słowo "opętanie" na "związanie". Szatan wiąże
                              ciało, psychikę i ducha. Fizjologię, intelekt, emocje, wolę. Pamięć, wyobraźnię,
                              myślenie, kojarzenie... Ja sam niejednokrotnie tego doświadczam jako egzorcysta,
                              na przykład w trakcie rozmowy z osobą zniewoloną chce mi się potwornie spać.

                              Jak wygaszone monitory

                              Doktor Włodzimierz Szyszkowski kilkakrotnie uczestniczył w egzorcyzmach.
                              - Czy pan się bał?
                              - Tak. Myślałem, że to będzie jakiś ponury spektakl... Efekt końcowy był
                              niesamowity - czułem bardzo pozytywną emocję do tego człowieka.
                              W wyznaczoną niedzielę przed drzwiami salki "Kana" witam się z księdzem Janem
                              Szymborskim. Pod dotknięciem jego suchej, ciepłej dłoni uświadamiam sobie, że
                              moja ręka jest lodowata.
                              Drewniany krzyż na wprost drzwi; wzdłuż ścian stoją niskie ławeczki. Stolik. Na
                              komodzie woda święcona, obrazy świętych, olej egzorcyzmowany, świece. Dwie
                              kobiety ze wspólnoty modlitewnej prowadzą cicho błahą rozmowę. Ponad naszymi
                              głowami rozpoczyna się msza w kościele.
                              Ksiądz wita dziewczynę serdecznie, prosi, by siadła pod krzyżem. Czerń
                              bawełnianej koszulki podkreśla bladość jej twarzy. Ma różaniec na szyi. Oddycha
                              ze świstem. Zapytana, jak minął tydzień, odpowiada monosylabami przez ściśnięte
                              gardło. Słania się. Kobiety układają ją na podłodze, na poduszkach.
                              Modlimy się do Ducha Świętego, żeby przyszedł. Odmawiamy litanię do Wszystkich
                              Świętych. Górna połowa ciała dziewczyny - z drewnianym krzyżykiem położonym na
                              piersi - porusza się niespokojnie, tak będzie nieprzerwanie przez dwie godziny.
                              Psalmy. Ewangelia. Na prośbę egzorcysty trzymamy dziewczynę za ręce i ramiona.
                              Teraz widzę ją z bliska. Oczy ma bez wyrazu, jak wygaszone monitory. Pot na
                              czole jest prawdziwy; cierpienie na jej twarzy jest prawdziwe... Ogarnia mnie
                              fala współczucia. Czymkolwiek jest to, co każe jej wyprężać się, szarpać,
                              wyrywać i zawodzić przeciągłe "nieee!", gdy egzorcysta trzykrotnie rozkazuje mu
                              odejść - niech już od niej odejdzie!
                              Dziewczyna siedzi potem chwiejnie na ławeczce z udręczoną twarzą, podtrzymuję ją
                              mocno za ramię. Ksiądz ustala termin następnego egzorcyzmu. I wtedy, w ułamku
                              sekundy, jej ciało sztywnieje i jak kłoda wali się na podłogę. Nie zdążyłam jej
                              chwycić.
                              Kwadrans później, na ulicy, zaróżowiona od chłodu całuje mnie w policzek i odchodzi.

                              Rykoszet

                              Nad filmem "Opętanie" Sławomir Smoczyński pracował dwa i pół roku. Opowiada:
                              - Obawiałem się o syna, bo egzorcysta powiedział mi: "Szatan może uderzyć
                              rykoszetem - ugodzi w pana dziecko". Nic się nie stało. Do- tknięcie Złego
                              pomogło mi ułożyć ważne sprawy w moim życiu.
                              Nad reportażem pracuję miesiąc. Moja 13-letnia córka jest zafascynowana tematem,
                              ciągle kręci się przy moich papierach.
                              W połowie listopada zaczyna mieć trudności z oddychaniem. To się dzieje
                              wieczorami, w domu, nigdy w szkole. Specjalista wyklucza chorobę płuc. Psycholog
                              diagnozuje nerwicę sytuacyjną.

                              Znowu gusła

                              Do księdza Eugeniusza Derdziuka, proboszcza parafii św. Michała Archanioła w
                              Zamościu, coraz częściej przychodzą zalęknieni ludzie. Ktoś znalazł w ogródku
                              zakopany chleb, kawałek mięsa, podrzucone jajka... - Zło nam podrzucili!
                              Od trzech lat ksiądz Derdziuk jest egzorcystą diecezji zamojsko-lubaczowskiej. W
                              swojej pierwszej parafii na Lubelszczyźnie zetknął się na początku lat 80. z
                              gusłami. Nakłuwano lalki, żeby drugiemu zaszkodzić. Wieszano komuś zawiązane
                              kalesony za stodołą, żeby mu córka nie wyszła za mąż. Kapłan lekceważył te zabobony.
                              - Dziś, kiedy mówię "gusła", to myślę "maleficium" - opowiada - czyli życzenie
                              zła, akty magii niszczycielskiej.
                              - Uroki mają moc sprawczą?
                              - Jeśli złorzeczenie było związane z jakąś magią, kultem zła, przyzywaniem
                              szatana, to skutkuje realnym złem. Ci ludzie opowiadają, że nagle wszystko
                              zaczyna im się w życiu walić. Chodzą do wróżek, odczyniaczy uroków, świeckich
                              egzorcystów. Mnie też czasem traktują jak szamana: "Niech ksiądz coś zrobi...".
                              Naprawdę cierpią. Na miejscu święcę wodę według rytuału egzorcyzmów. Proszę,
                              żeby sami skropili nią swoją posesję i nie traktowali tego jak magii, tylko
                              zaprosili Jezusa, by u nich zamieszkał.
                              W ostatnim roku egzorcysta zetknął się z mniej więcej 30 przypadkami uprawiania
                              guseł.
                              Małgorzata Kostecka tłumaczy fakt odwoływania się do magii narastającym wśród
                              ludzi poczuciem bezradności i klęski - osobistej, jak utrata pracy, oraz
                              zbiorowej, jak terroryzm.
                              Psycholog ksiądz doktor Romuald Jaworski, założyciel Centrum
                              Psychologiczno-Pastoralnego Metanoia w Płocku (na wzór Ośrodka przy
                              Bednarskiej): - Wahadło zainteresowań odchyliło się w stronę irracjonalizmu -
                              nurtów New Age, ezoterycznego, które sprawiają, że człowiek wierzy w czary,
                              wróżki... Człowiek współczesny zagubił sens życia, cel swoich dążeń, hierarchię
                              wartości i poczucie transcendencji. Spotkałem się wśród młodych ludzi ze
                              zjawiskiem zawierania paktu z diabłem. "Teraz ty mi pomagaj" - i powierzali mu
                              siebie w zamian za coś, na czym im zależało. Tłumaczyli mi: "Bóg rozłożył
                              bezradnie ręce nad ludzką niedolą. Zło zwycięża na świecie. My trzymamy z
                              szatanem". A siły demoniczne wykorzystają każdą okazję, żeby człowiekowi coś popsuć.

                              Bóg to nie magik

                              Pół roku po drugiej modlitwie o uwolnienie do Marii zadzwonił ojciec. Jąkała się
                              podczas rozmowy. Czasami kontaktują się telefonicznie, niedawno przeszli na "ty".
                              Nigdy się nie spotkali.
                              Krzyś jest zdrowy. Maria założyła własną firmę. Notatki z jej bloga: "Boże, Ty
                              wiesz, że potrzebuję 60 tysięcy rocznie; nie zapomnij o tej sześćdziesiątce, bo
                              ja już pomysłów nie mam".
                              "Jestem umordowana swoim roztkliwianiem się nad sobą. (...) Wczoraj mama mi
                              powiedziała: 'dziękuję, że nauczyłaś mnie modlitwy '. Może to jest odpowiedź na
                              pytanie, które zadawała sobie dziesiątki razy: 'Po co urodziłam?'".
                              "Kobieto zażerająca się waflami! I tak nie wygrasz tych dziesięciu tysięcy".
                              "W tej wielkiej hali Ikei, przy wesołym przez cały czas Krzysiu, dopadło mnie...
                              To paraliż
                              • annaberta Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 20:29
                                W tej wielkiej hali Ikei, przy wesołym przez cały czas Krzysiu, dopadło mnie...
                                To paraliżujące osamotnienie". "...Przemieszczam się z leja do leja...".
                                Proces uwolnienia Maria porównuje do ciężkiej operacji nowotworowej. Powrót do
                                normalnego życia następuje powoli; człowiek jest rozwibrowany. Chciałby
                                przylgnąć do egzorcysty, bo on mu daje poczucie bezpieczeństwa. Marię dopadają
                                depresje. Najchętniej wędrowałaby po internecie albo czytała książki. Z trudem
                                mobilizuje się do pracy.
                                - Struktura duchowa i psychiczna tych ludzi jest zdewastowana - mówi ksiądz
                                Benedykt Barkowski - jakby wracali z dziesiątego świata.
                                Maria: - Walka się nie skończyła. Teraz trzeba zbudować w sobie dorosłego,
                                odpowiedzialnego człowieka. Największym odkryciem było dla mnie to, że Bóg to
                                nie magik, który macha z nieba pałeczką, karze i nagradza. Bóg szuka takich
                                relacji z człowiekiem jak z przyjacielem.

                                Porozmawiaj z nimi

                                W Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego co miesiąc odbywa się wspólne
                                seminarium psychiatrów i teologów. Szukają różnic i podobieństw w traktowaniu
                                zjawisk. Badano raz osobę opętaną. Psychiatra i teolog konsultowali ją w jednym
                                pokoju; rozmowa była transmitowana (za zgodą pacjentki) do drugiego, gdzie
                                lekarze i księża omawiali przypadek. Jak należy rozumieć to zjawisko? -
                                zastanawiali się. Na jaki rodzaj pomocy gotowa jest ta osoba?
                                Bogdan de Barbaro: - Dostrzegam niebezpieczeństwo "egzorcyzmomanii". Księżmi z
                                pewnością powodują szlachetne pobudki, lecz niektórzy popadają w zbytnią
                                żarliwość - grozę i zło dostrzegają wszędzie. Nie cieszy mnie rosnąca liczba
                                egzorcystów. Życzyłbym sobie natomiast, aby w każdej parafii był ksiądz, który w
                                zetknięciu z ludzkim cierpieniem - rodzinnym, egzystencjalnym, społecznym -
                                wykaże umiejętności psychoterapeutyczne. Powinny do tego przygotowywać seminaria
                                duchowne. Żeby ksiądz umiał rozmawiać z ludźmi i potrafił zrozumieć ich niedolę.
                                Późnym wieczorem na plebanię w Zamościu zgłosiła się w listopadzie para
                                nastolatków. Dziewczyna była kiedyś satanistką. Drżeli. - Objęła mnie za szyję -
                                opowiadał chłopak księdzu Derdziukowi - i mówi nie swoim głosem... Patrzę na nią
                                - oczy czarne, nie jej. Straszne oczy.

                                *Imiona głównej bohaterki i jej rodziny zostały zmienione. Liczbę ok. stu
                                egzorcystów podał mi ksiądz Benedykt Barkowski.
                                Artykuł pochodzi z "Dużego Formatu" - dodatku do "Gazety Wyborczej"

                      • aidka Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:07
                        jacy inni , jokker ?
                        nie mów o mnie w trzeciej osobie, please...- mów do mnie....
                        nie mów za innych, że nie przyjmują tego, co piszę
                        nie mów za mnie, że nie przyjmuję tego, co piszą inni, bo jest tu masa dowodów,
                        iż jest inaczej
                        i nie czyń z Forum Depresja forum o tym, jaka głupia jest aidka
                        bo nie warto
                        szkoda czasu - wierz mi
                        pozdr.
                        a.
                        • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:21
                          Słuchaj, mi się nie chce z tobą polemizować, to tak jakbym mówił do
                          ściany....Zaczełaś atakować i dostałaś o co się prosiłaś....Rozmawiam z
                          ludżmi,którzy potrafią słuchac co się do nich mówi, i na odwrót.Ty już
                          zatraciłaś tę umiejętność....
                          • aidka Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:32
                            zacytuj mi moje ataki
                            i
                            może odróżnij atakowanie od chęci zwrócenia uwagi na cyjeś niestosowne
                            zachowanie

                            a ponadto
                            IMO, źle rozumiesz slowo "polemika"
                            Ty, wg mnie, nie polemizujesz
                            Ty obrażasz
                            tak, jak Berta

                            papatki
                            a.
                            • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:39
                              aidka napisała:

                              > zacytuj mi moje ataki
                              > i
                              > może odróżnij atakowanie od chęci zwrócenia uwagi na cyjeś niestosowne
                              > zachowanie
                              >
                              > a ponadto
                              > IMO, źle rozumiesz slowo "polemika"
                              > Ty, wg mnie, nie polemizujesz
                              > Ty obrażasz
                              > tak, jak Berta
                              >
                              > papatki
                              > a.

                              Powtarzam, dostałaś to co chciałaś....
                              • aidka Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 02:00
                                jokker5 napisał:

                                > aidka napisała:
                                >
                                > > zacytuj mi moje ataki
                                > > i
                                > > może odróżnij atakowanie od chęci zwrócenia uwagi na cyjeś niestosowne
                                > > zachowanie
                                > >
                                > > a ponadto
                                > > IMO, źle rozumiesz slowo "polemika"
                                > > Ty, wg mnie, nie polemizujesz
                                > > Ty obrażasz
                                > > tak, jak Berta
                                > >
                                > > papatki
                                > > a.
                                >
                                >
                                > Powtarzam, dostałaś to co chciałaś....

                                no właśnie...
                                żadnych moich ataków nie było
                                ale były niewybredne Twoje i Berty wypowiedzi
                                dlatego teraz nabierasz wody w usta

                                jak powiedziałam - nie jestem zainteresowana smutackim udziałem w jatkach
                                dlatego
                                papatki
                                po raz drugi
                                a.
                  • aidka Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 23:59
                    wiesz co Berto, podtrzymuję to, że jesteś dewotką
                    wstawias tu sążniste teksty, modły w duchu chreścijańskiej miłości
                    a równolegle piszesz złe, obraźliwe słowa wobec osób, które zwracają Ci uwagę
                    na to, co niestosownego tu wyczyniasz
                    nie masz pojęcia o tym, co piszesz, do kogo i tak kaleczysz ludzi na oślep
                    z bezmyślnością stołu z ze zbyt krótką czwartą nogą
                    IDŹ DO SPOWIEDZI
                    pozdr.
                    a.
              • aidka Re: Opetania a psychiatria 05.11.06, 23:52
                gdzie i kiedy, jokker, widziałeś mój mózg i mój świat oraz ich wielkości ?
                /bardzom tego ciekawa.../
                po drugie - sądzisz, że jestem na Forum Depresja, by tańczyć tu z radości
                kankana ?
                • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:03
                  aidka napisała:

                  > gdzie i kiedy, jokker, widziałeś mój mózg i mój świat oraz ich wielkości ?
                  > /bardzom tego ciekawa.../
                  > po drugie - sądzisz, że jestem na Forum Depresja, by tańczyć tu z radości
                  > kankana ?

                  Depresja nie zawalnia od myślenia,depresja nie daje też prawa do wyzywania
                  innych od troli.... Myślę,że nadajesz się tylko do pisania encyklopedii,bo nic
                  nowego nie pojmiesz z tego rozpędzonego świata....
                  • aidka Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:14
                    jokker
                    sformułowanie "karmienie trolla" itp. były porównaniem
                    to taki środek literacki
                    nie wiedzialeś?!y

                    to nie było obraźliwe
                    Twe mówienie o mym małym móżdżku - tak

                    zajmij się może analizą kpin z chorych ludzi, jakie z satysfakcją prezentujesz
                    tu Ty, Berta....

                    a teraz już daj spokój, bo takie gadki nie są związane z tematem Forum
                    i ja naprawdę źle się, w sosie tworzonym przez Ciebie, czuję
                    a Tobie tym fajnie jest ?
                    pozdr.
                    a.
                    • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:15
                      aidka napisała:

                      > jokker
                      > sformułowanie "karmienie trolla" itp. były porównaniem
                      > to taki środek literacki
                      > nie wiedzialeś?!y
                      >
                      > to nie było obraźliwe
                      > Twe mówienie o mym małym móżdżku - tak
                      >
                      > zajmij się może analizą kpin z chorych ludzi, jakie z satysfakcją
                      prezentujesz
                      > tu Ty, Berta....
                      >
                      > a teraz już daj spokój, bo takie gadki nie są związane z tematem Forum
                      > i ja naprawdę źle się, w sosie tworzonym przez Ciebie, czuję
                      > a Tobie tym fajnie jest ?
                      > pozdr.
                      > a.

                      aidko ignoruj te grzeszne istoty
                      szkoda nerwow
                      • aidka Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:37
                        tak zrobię, tarjo
                        ciut, ciut zaczęłam się lepiej czuć
                        i lepiej o sobie myśleć
                        nie powinnam zatem gadać z kimś, kto mówi, że jestem nic, mam mały móżdżek i
                        takie tam...

                        zresztą
                        żal z tego Forum robić jatkę
                        jest tu przecież sporo osób, które naprawdę są chore
                        mogą pomóc...
                        im można pomóc...
                        choć odrobinkę
                        ale i okruszek pomocy ważny jest
                        gdy jest tak źle i smutno przeraźliwie
                        prawda ?
                        pozdr.
                        a.
                        • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:39
                          aidka napisała:

                          > tak zrobię, tarjo
                          > ciut, ciut zaczęłam się lepiej czuć
                          > i lepiej o sobie myśleć
                          > nie powinnam zatem gadać z kimś, kto mówi, że jestem nic, mam mały móżdżek i
                          > takie tam...
                          >
                          > zresztą
                          > żal z tego Forum robić jatkę
                          > jest tu przecież sporo osób, które naprawdę są chore
                          > mogą pomóc...
                          > im można pomóc...
                          > choć odrobinkę
                          > ale i okruszek pomocy ważny jest
                          > gdy jest tak źle i smutno przeraźliwie
                          > prawda ?
                          > pozdr.
                          > a.

                          w calosci sie z Toba zgadzam
                          nie znosze jak ktos komus wmawia ze obraza itp a sam posuwa sie jeszcze dalej
                          dlatego nie ma sensu psuc sobie krwi na takich bo im juz nic nie pomoze

                          buziaki:)
                    • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:24
                      tarja30 napisała:

                      > wlasnie jokkerku depresja nie zwalnia od myslenia!Wiec zacznij myslec pajacu!
                      > amen
                      >
                      > Ty wioskowa wsiuro....Zadzwoń do swojej koleżanki i pociesz ją , bo pewnie
                      umiera....
                      >
                      • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:33
                        jokker5 napisał:

                        > tarja30 napisała:
                        >
                        > > wlasnie jokkerku depresja nie zwalnia od myslenia!Wiec zacznij myslec paj
                        > acu!
                        > > amen
                        > >
                        > > Ty wioskowa wsiuro....Zadzwoń do swojej koleżanki i pociesz ją , bo pewni
                        > e
                        > umiera....
                        > >

                        Wole być wioskową wsiurą niż fałszywą gnidą jak ty
                        umoralniasz tu innych ze wyzywają a robisz to samo!
                            • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:46
                              tarja30 napisała:

                              > jokker5 napisał:
                              >
                              > > Ja spełniam tylko ich prośby - o kamienie.....
                              >
                              > za to co robisz powinienes kamieniem oberwac w jaja
                              >
                              > Prężysz muskuły jak do swpjego otoczenia ,które cię za ten pysk izoluje....
                              • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:47
                                jokker5 napisał:

                                > tarja30 napisała:
                                >
                                > > jokker5 napisał:
                                > >
                                > > > Ja spełniam tylko ich prośby - o kamienie.....
                                > >
                                > > za to co robisz powinienes kamieniem oberwac w jaja
                                > >
                                > > Prężysz muskuły jak do swpjego otoczenia ,które cię za ten pysk izoluje..
                                > ..

                                maly..walnij pigulke i idz w kimonko
                                      • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 00:57
                                        jokker5 napisał:

                                        > tarja30 napisała:
                                        >
                                        > > jokker5 napisał:
                                        > >
                                        > > > Widzisz jakie masz żałosne widzenie mojej osoby....
                                        > >
                                        > > to byla troska
                                        > >
                                        > >
                                        >

                                        >
                                        > Troszcz się o swojego dzieciaka, aby zdrowy wyrósł....

                                        jokker ja cie nie kumam
                                        czepiasz sie ludzi o nic
                                        oni czepiaja sie ciebie-ty krytykujesz i po ki to wszystko?
                                          • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 01:09
                                            jokker5 napisał:

                                            > Jz nikogo na tym forum pierwszy nigdy nie zaatakowałem.Jeśli chodzi o te dwie
                                            > postaci -to one mnie atakowały a już dzisiaj jestem wściekły na nie ....

                                            a nie lepiej przemilczec?
                                            • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 01:15
                                              tarja30 napisała:

                                              > jokker5 napisał:
                                              >
                                              > > Jz nikogo na tym forum pierwszy nigdy nie zaatakowałem.Jeśli chodzi o te
                                              > dwie
                                              > > postaci -to one mnie atakowały a już dzisiaj jestem wściekły na nie ....
                                              >
                                              > a nie lepiej przemilczec?
                                              >
                                              >

                                              Czy ty myślisz,że ja nie przemilczam wielu wątków ,które mi się nie
                                              podobają....Ja nie zajmuję sie drobiazgami, spieram się o sprawy istotne(
                                              oczywiscie z mojego punktu widzenia)....
                                      • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 01:01
                                        jokker5 napisał:

                                        > To też była troska,zapewniam.

                                        mi nie trzeba mowic o trosce bo troszcze sie o niego najbardziej jak umiem
                                        mysle ze powinienes prosic o troske mamy ktore znecaja sie nad dziecmi
                                        • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 01:11
                                          tarja30 napisała:

                                          > jokker5 napisał:
                                          >
                                          > > To też była troska,zapewniam.
                                          >
                                          > mi nie trzeba mowic o trosce bo troszcze sie o niego najbardziej jak umiem
                                          > mysle ze powinienes prosic o troske mamy ktore znecaja sie nad dziecmi
                                          >
                                          >
                                          Masz rację, to co się dzieje w kraju z dziećmi to tragedia....
                                          • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 01:14
                                            jokker5 napisał:

                                            > tarja30 napisała:
                                            >
                                            > > jokker5 napisał:
                                            > >
                                            > > > To też była troska,zapewniam.
                                            > >
                                            > > mi nie trzeba mowic o trosce bo troszcze sie o niego najbardziej jak umie
                                            > m
                                            > > mysle ze powinienes prosic o troske mamy ktore znecaja sie nad dziecmi
                                            > >
                                            > >
                                            >
                                            > Masz rację, to co się dzieje w kraju z dziećmi to tragedia....

                                            dzis jakis pijany tatus dusil 14 miesiecznego synka...
                                                • jokker5 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 01:26
                                                  tarja30 napisała:

                                                  > jokker5 napisał:
                                                  >
                                                  > > Jak mu przedstawia zarzut za usiłowanie zabójstwa i utrzyma się to w sądz
                                                  > ie
                                                  > to
                                                  > > dostanie -ze starego kodeksu- ok. 10 lat za ten czyn.
                                                  >
                                                  > malo
                                                  >
                                                  >
                                                  >
                                                  Wiesz , nie znam do końca szczegółów ,ale jak powtałyby trwałe uszkodzenia -
                                                  to zgoda, oczywiście wiecej...
                                                  • tarja30 Re: Opetania a psychiatria 06.11.06, 01:28
                                                    jokker5 napisał:

                                                    > tarja30 napisała:
                                                    >
                                                    > > jokker5 napisał:
                                                    > >
                                                    > > > Jak mu przedstawia zarzut za usiłowanie zabójstwa i utrzyma się to
                                                    > w sądz
                                                    > > ie
                                                    > > to
                                                    > > > dostanie -ze starego kodeksu- ok. 10 lat za ten czyn.
                                                    > >
                                                    > > malo
                                                    > >
                                                    > >
                                                    > >
                                                    >
                                                    > Wiesz , nie znam do końca szczegółów ,ale jak powtałyby trwałe uszkodzenia -
                                                    > to zgoda, oczywiście wiecej...

                                                    a co z psychika takiego dziecka?
                                                    to zostaje...
            • aidka Berciu.... 05.11.06, 23:48
              Berciu, jedyna, prawdziwa chrześcijanko w Środkowej Europie i okolicach ...
              a moglabyś mnie oświecić na czym to polegać by miała moja ignorancja i
              kompromitacja, bo znów jestem cieniaską i nie wiem...
              Wcale.
              pozdr.
              a.
              • dywersanepid Re: Berciu.... 06.11.06, 00:33
                o dwoch takich co se pozyczyli ksiezyc
                a tak
                dla jaj
                czyli jak robic sztuczny tlok w tramwaju -instrukcja obslugi
                --
                kto podszyje sie roztropnie
                ten otrzyma lepsze stopnie

                CISZAAAAA !!!!!!
              • annaberta Re: Berciu.... 06.11.06, 11:08
                wiesz, jak do tej pory nie zobaczyłaś, na czym polega twoja ignorancją i
                kompromitacja, to trudno, myśl dalej. To nie boli.

                życze miłego dnia : )
                a
                • aidka Re: Berciu.... 06.11.06, 13:24
                  nie możesz, Berto, podać logicznych przykladów, adekwatnych komunikatów,
                  sensownych argumentów, więc robisz unik i mówisz byle co
                  normalka u ludzi Twego pokroju czyniących bezpodstawne zarzuty innym
                  nie warto tracić czas, IMO, na próby rozmowy z Tobą
                  nie chcesz , bowiem, nawet tego zauważyć, że mnie obrażasz
                  tylko za to,
                  że zwracam Ci uwagę, iż swój fanatyzm prezentujesz
                  w nieodpowiednim miejscu
                  papatki
                  a.
                  • annaberta Re: Berciu.... 06.11.06, 14:57
                    nie możesz, aidko, podać logicznych przykladów, adekwatnych komunikatów,
                    sensownych argumentów, więc robisz unik i mówisz byle co
                    normalka u ludzi Twego pokroju czyniących bezpodstawne zarzuty innym
                    nie warto tracić czas, IMO, na próby rozmowy z Tobą
                    nie chcesz , bowiem, nawet tego zauważyć, że mnie obrażasz
                    tylko za to,
                    że zwracam Ci uwagę, iż swój fanatyzm prezentujesz
                    w nieodpowiednim miejscu
                    papatki i miłego popołódnia!

                    a
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka