nie udana wizyta

09.11.06, 21:02
Poniewaz od dluzszego czasu wiem,ze mam depresje postanowlem wyjsc temu na
przeciw.Po raz pierwszy bylem dzisiaj u psychologa jednak......No
wlasnie.Zgodnie z zaleceniami opowiedzialem wszystko.Obnazylem sie
emocjonalnie.Jeszcze nigdy wobec nikogo nie bylem tak szczery.Wierzylem,ze
pomoze to w terapii i zrobilem to wbrew swpm odczuciom.teraz juz wiem,ze to
byl blad.Nigdy sie tak nie czulem.Jest jeszcze gorzej.Po wyjsciu mialem
jakies ziwne reakcje,prawie zaslablem,mdlilo mnie.Nie wiem co sie stalo ale
napewno ta wizyta nie pomogla a umowilem sie na nastepna.I niby co mam pojsc
i powiedziec jej o tym.ogolnie podczas rozmowy czulem sie okropnie.Czulem
brak zrozumienia,wiedzialem ze kazd moje slowo ruch jest w myslach
komentowane i oceniane.Ja wiem,ze na tym polega praca psychologa i to ma niby
pomoc jednak ja poprostu tak nie moge.Otwierac sie przed kims dla kogo jestem
zrodlem dochodu lub tematem pracy doktoranckiej.jak wspomnialem umowilem sie
na nasteopna wizyte ale pojda na nia chyba tylko z poczucia odpowiedzialnosci
i poinformuje,ze to nie jest to czego oczekiwalem bo czuje sie gorzej.Co wy
na to?
    • aidka Re: nie udana wizyta 09.11.06, 21:23
      na Twoim miejscu
      poszłabym raz jeszce
      i opowiedziałabym o swej reakcji
      na rozmowę
      czyli o tym, co tu napisałeś
      pozdr.
      a.
      • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 21:33
        Szczerze nie wiem czy wogole mam na to ochote.Moze powinienem poszukac innego
        lekarza, ale nie wiem czy otworze sie tak poraz kolejny.jednym z mouch
        problemow to to,ze nie potrafie sie dzielic z ludzmi swoimi emocjami.Zbyt
        intymna dla mnie sprawa.Moze dlatego mam z tym problem, ciezko to przelamac,
        ale inaczej nie am rady w ogle z tego wyjsc.Ahh bledne kolo
        • cas1353 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 21:42
          a moze nie bledne kolo tylko Close To The Edge czyli koniec epoki

          ale ta nowa era to jak nowa wojna swiatowa -ogromne zdziwienie
          • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:01
            hmm moze.....tylko czy dobrze mi w tej nowej erze...
          • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:02
            moze...tlyko czy dobrze mi w tej nowej erze...
        • robot-53 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 21:59
          jesli po cos tam wogole chodzisz to po to zeby sie otworzyc. psycholog pelni
          role akuszerki.
        • ollaboga77 Re: nie udana wizyta 11.11.06, 23:32
          możesz sie do mnie zwrócić...lubie gadać z ludzmi o tym co czują... i napewno
          nie oceniam !!!

          jeśli nie pasuje Ci dana osoba idz gdzie indziej.
        • abasia471 Re: nie udana wizyta 12.11.06, 00:18
          Taka reakcja nie jest niczym dziwnym. Nie jest łatwo mówić obcej osobie o
          bolesnych, osobistych sprawach. Psycholog nie ocenia Ciebie, nie wartościuje,
          tylko szuka w Twojej wypowiedzi drogi do Twoich problemów. Jeżeli psychoterapia
          ma dać jakieś efekty, to musi być szczera do bólu. Dyskomfort i wszystkie inne
          nieprzyjemne uczucia, trzeba wliczyć w koszt leczenia. Moja terapeutka
          powiedziała mi, że im większy opór czuję przed rozważaniem jakiegoś problemu,
          tym bardziej wymaga on przepracowania, im bardziej się przed tym bronię, tym
          bardziej powinnam się tym zająć. Psychoterapia okazała się skuteczna i to, co
          teraz wiem o sobie, o swoich reakcjach pozawla mi lepiej radzić sobie z
          chorobą. Zdobąź się na wysiłek żeby sobie pomóc. Życzę Ci powodzenia.
    • robot-53 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 21:55
      gorzej by bylo jakbys uznal ze po jednej wizycie poczules sie lepiej, bo to by
      znaczylo ze gowno ci dala i psycholog cie tylko zbajerowal. otworzyles sie to
      musisz czuc sie kiepsko. problem bylby jakbys zaczal miec mysli samobojcze, a w
      innym przpadku co cie nie zabije to cie wzmocni. na mankamenty otwarcia
      najlepszym lekarstwem jest dalsze otwieranie sie.

      tematem pracy doktoranckiej nie bedziesz, bo takich terapii jak z toba to juz
      bylo miliony na swiecie, co o nich miano napisac to juz napisano.
      • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:14
        a w
        > innym przpadku co cie nie zabije to cie wzmocni. na mankamenty otwarcia
        > najlepszym lekarstwem jest dalsze otwieranie sie.
        Moze cos w tym jest
        • robot-53 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:16
          jest. twoje mysli nie byly mi obce, a w zasadzie indentyczne. otwieraj sie tak
          az ci zryje czache, roztrzaska ego na kawalki, zgwalca cie przez uszy i bedziesz
          plonac caly.......tak hartuje sie stal :-)
          • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:26
            jezeli takie hartowanie emocjonalne ma pomoc to chyba sprobuje.Obym sie nie
            rozczarowal..
    • lucyna_n Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:01
      Czulem
      > brak zrozumienia,
      to bardzo prawdopodobne

      wiedzialem ze kazd moje slowo ruch jest w myslach
      > komentowane i oceniane.
      a to bardzo mało prawdopodobne
      • robot-53 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:10
        > Czulem
        > > brak zrozumienia,

        jest w tym pewna sprzecznosc. jesli chcesz byc zrozumiany to musisz sie
        otworzyc, a ty chyba tego co najbardziej nie chcesz to zrozumienie wlasnej osoby.
        • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:18
          Fakt,a moze poprostu sie tego boje.Oznaczaloby to,ze dotej pory zylem w
          niezgodzie z soba i z bliskimi.
          • cas1353 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:24
            wy to chyba milosci szukacie...

            przeciez ponad miloscia jest wolnosc
            ponad wolnoscia jest sprawiedliwosc
            njwyzej jest prawda

            --
            pragnienie bycia szczesliwym cale zycie
            to powszechny blad mlodosci
            / nie mowiac o przeswiadczeniu
            • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:29
              wiesz ja chyba nie znam tego uczucia.
          • lucyna_n Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:29

            to jeszcze nic nie oznacza, a tak gdybać to sobie tutaj możemy.
            prawie każdy żyje w niezgodzie z sobą, środowiskiem, ludźmi, a jednak nie każdy ma depresję. Tu do
            powiedzenia dużo mają też skłonności, pewne cechy charakteru, albo i genetyka.
            • w_depresji1 Re: nie udana wizyta 09.11.06, 22:31
              masz racje zalezy to cechc charakteru
    • mskaiq Re: nie udana wizyta 09.11.06, 23:31
      Mysle ze to nie byla nieudana wizyta. Rozpoczales cos bardzo waznego. Kiedy
      mowimy o sobie pojawia sie olbrzymia opozycja w nas. Im wiecej mowimy tym
      opozycja jest silniejsza.
      Pojawianie sie wiele negatywnych uczuc i niechec to sprawa normalna. Tutaj
      zaczyna sie Twoja praca nad Soba. Bardzo trudna praca bo dzialasz wbrew
      uczuciom ktore probuja Cie zniechecic do tego co robisz.
      Cala praca wychodzenia z depreasji jest po Twojej stronie, psycholog moze Ci w
      tym pomoc ale prace wykonac musisz Ty.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • annaberta Re: nie udana wizyta 10.11.06, 00:04
      idź do dobrego ksiedza, pomyśl o tym, może znasz jakiegoś?

      Wyspowiadaj się z całego życia, poczytaj czym jest Spowiedz na stronie
      www.spowiedz.pl

      trzymaj się!

      a
    • shwa nie rezygnuj/ efekty są dopiero potem 10.11.06, 14:44
      ja też tak miałam po pierwszej wizycie. I miałam momenty, że chciałam przerwać
      terapię.
      Chyba chodzi o to, że terapia to nie jest pocieszanie, rozgrzeszanie, ocenianie
      czy doradzanie. To chyba bardziej wsparcie, które polega na pomaganiu
      pacjentowi, żeby zadawał sobie trudne pytania i szukał na nie szczerej
      odpowiedzi. No i ta szczerość wobec samego siebie cholernie boli. Ja tak mam;-(
      Terapeuta ma swój warsztat/podejście do terapii oraz doświadczenie (nie tylko z
      pracy z innymi pacjentami, ale przede wszystkim z własnej terapii, którą musiał
      obowiązkowo przejść). Zadaje pytania i słucha. Chyba po prostu bardziej pomga
      uświadomić sobie co boli i dlaczego. I potem chyba wspiera w szukaniu sposobu
      radzenia sobie z tym co boli.
      Dobry terapeuta nie może oceniać pacjenta. Mnie na początku deprymowała taka
      pozorna obojętność terapeuty. Ten dystans to po prostu odcięcie się od
      oceniania pacjenta. Poza tym, terapeuta nie może współprzeżywać z pacjentem
      jego problemów, bo nie wytrzymałby psychicznie tylu emocji/problemów itd.
      Terapeuta pracuje bardziej na poziomie racjonalnym, a nie emocjonalnym.
      Pierwsza wizyta chyba nigdy nie jest łatwa - obcej osobie musisz powiedzieć
      rzeczy, któych nie mówisz nawet bliskim; albo jest z tobą źle i nawet sam nie
      wiesz czemu tak boli i poprostu chcesz, żeby przestało tak boleć w środku.
      Potem jest lepiej - przychodzi oswojenie z sytuacją i samym terapeutą;
      akceptuje się tę asymetrię - ja mówię tyle o sobie, ale nie dostają takiej
      samej "porcji" informacji od 2osoby. Wytwarza się jakiś sposób wspólnej pracy-
      rozmowy.
      ja po pierwszej wizycie czułam się okropnie. wstydziałam się, że pozwoliłam
      sobie na taki psychiczny ekshibicjonizm przed drugą osobą, w dodatku obcą.
      Dystans, to, że nie mogłam "odczytać" jego emocji - okropne. (teoretycznie
      wiedziałam, że tak jest, ale ta wiedza mi jakoś nie pomogła). Potem
      uświadomiłam sobie, że gdyby nie te wizyty, to odsuwałabym w nieskończoność
      przyglądanie się temu co mnie tak boli. Po ostatniej wizycie kilka dni
      dochodziłam do siebie, bo przelało się przeze mnie tyle trudnych emocji. Potem
      przyszedł pewien spokój.
      Często boli jak popatrzę na siebie/innych inaczej niż dotąd, albo jak zaczynam
      się pozbywac złudzeń.
      często mam momenty zwątpienia, ale nie widzę innego wyjścia jak leki+terapia.
      i jeszcze ważne: terapeuta chyba tylko pomoga pacjentowi pomóc samemu sobie .
      Nic za niego nie zrobi, nie zdecyduje, tylko może pacjenta wesprzeć w tej
      pracy. Zanim się pacjent przez tę pracę przebije mija kilka tygodni/miesięcy.
      Przez pierwszych kilka spotkań terapeuta dopiero zaczyna się wgryzać w
      sytuację, żeby zrozumieć sytuację pacjenta. Potem zaczyna się praca. Terapia
      nie jest miła ani łatwa, bo dotyka tego co najbardziej boli. Wiele trzeba sobie
      przewartościować; zaskakujących rzeczy można się dowiedzieć o samym sobie.
      Efekty chyba niogdy nie są natychmiastowe. A po drodze dużo bólu i wysiłku.
      Małymi krokami do przodu.
      Nie wiem jakie miałeś oczekiwania i nie wiem czy terapeuta powiedział Ci na
      czym będzie polegała Wasza wspólna praca. Może powiedz mu na drugiej wizycie
      jak odebrałeś pierwszą, jak się po niej czułeś. Spytaj o zasady terapii, może
      nawet o jego podejście ("szkołę") - niech Ci to wyjaśni w wersji "dla laika".
      Powiedz mu jakie są/były Twoje oczekiwania. Jak pójdziesz do kogoś innego to
      początek będzie pewnie równie trudny. trzymaj się, pozdrawiam
      • w_depresji1 Re: nie rezygnuj/ efekty są dopiero potem 11.11.06, 23:15
        Dzieki:)
    • euforyjka Re: nie udana wizyta 10.11.06, 14:52
      może jakbyś był na seroxacie byłoby Ci łatwiej. pozdrawiam
      • neverending.l_4 Re: nie udana wizyta 12.11.06, 00:04
        historia powtarza się w metaskali
        po spirali
        wypełnie czyjes nawracające motto
        o zabijaniu wilków w czasie obławy

        co nas ominie -nasze szczęście
        kiedyś tudno będzie o LIT ość
        trzeba będzie mieć pozwolenie
        a tego nikt nie chce żeby o LIT ośc było trudno
        i tzrab miec specjalne pozwolenie na LIT ość
    • tinsel Re: nie udana wizyta 12.11.06, 02:16
      po jednej z wizyt nie umówiłyśmy dokładnie terminu
      po ca dwóch tygodniach la doktora dzwoni i pyta i co
      ja na to i nic. i tak się zakończyła moja terapia
      • neverending.l_4 Re: nie udana wizyta 12.11.06, 05:36
        co nas nie zabije
        -Lit
Inne wątki na temat:
Pełna wersja