anna.28
29.04.03, 23:01
Czytam tu posty od osob, które piszą o swojej depresji. Przynjamniej coś
piszecie - nie jest z Wami tak źle. Mój problem dotyczy mojego brata - nie ma
w ogóle mowy, żeby napisał tu cokolwiek. Nie ma mowy o pójściu do lekarza.
Nie ma mowy o niczym... Nie wiem co robić. Ja mieszkam w Warszawie, on w
zapyziałej mieścinie, rodzice (z którymi mieszka) nie wiedzą co to jest
depresja, krzyczą na brata, wyzywają od leni. Próbowałam im wytłumaczyć...
Ale wytłumaczcie Romanowi Giertychowi, że homoseksualizm to nie choroba (mój
brat nie jest homoseksualistą, podałam tylko taki przykład, choć zresztą
trudno powiedzieć, bo zainteresowanie jakąkolwiek płcią jest u niego zerowe,
a ma 24 lata!) Po prostu nie da się. Cały czas żyłam sobie z dala od tego
problemu, trochę jakby umywając ręce. Teraz już nie mogę tego ignorować, bo
po raz pierwszy powiedział mi dziś przez telefon o samobójstwie. Przeraziło
mnie to. Co mogę zrobić? Na siłę zawlec do lekarza? Jechać do niego,
pomieszkać trochę z rodziną (w Warszawie mam męża i pracę, na dodatek jestem
w ciąży, ale mogę wziąć urlop) Wsypywać leki do herbaty? Może leki
wypisane "zaocznie"? Błagam, poradźcie coś. Ten problem spadł na mnie trochę
nagle. To znaczy wiedziałam o tym, ale zrozumiałam dziś, że to nie żarty i to
JA muszę się wszystkim zająć. JAK? Jeżeli ktoś zechciałby poradzić mi
konkretnego lekarza, inne sprawy, będę bardzo wdzięczna
annmaria99@poczta.onet.pl