poszukiwacz17
10.03.07, 17:22
U mnie w domu nigdy nie mówiło się o miłości do drugiej osoby, ani o takiej
czystej, ani o seksie. Są to u nas w domu takie trochę tematy tabu. A temat
seksu jest taki jak zło... do którego każdy dojdzie w swoim czasie i nie
powinno się dzieci wtajemniczać w to zbyt wcześnie(lub rodzice po prostu
wstydzą się o tym porozmawiać, nie wiedza jak)... Ja na szczęście jestem na
tyle dojrzały jak na swój wiek (mam prawie 18 lat) i nie potrzebne mi są
żadne nauczania o „tych” sprawach.. Ja praktycznie nie wiem na czym stoję
nie potrafię dziewczynie, która mi się podoba okazać tego w dostateczny
sposób, ze mi się lub ze to już uczucie do niej... boje się odrzucenia,
odmowy, może się wstydzę, a jednocześnie boje się trochę pakować w
późniejszy związek, który po jakimś czasie będzie trzeba uoficjalnic
bo ...rodzice.
A nawet jeśli gdyby mnie chciała i byśmy chcieli być razem to nie mam
kompletnie pojęcia jak miałbym o tym powiedzieć rodzicom. niby to nic
takiego, mam 17 lat i większość rówieśników ma już drugą osobę, ale ja
naprawdę obawiam się reakcji rodziców. Tym bardziej, iż zawsze się dziwią
moim znajomym, jak idą za rączkę z kimś.
Dużo się już nasłuchałem jakiś "dogryzek" na ich temat
np. ojciec.: ooo co oni już z nią maja teraz się dziewczyna na psychologa
wybiera hehh, a wyzenila się już, bo tak latała z tym chłopakiem...!?
Kiedyś mama do mnie mówi tak: "A wiesz, ze mama Anity mówiła mi, ze Anita
sobie jakiegoś chłopaka znalazła i sobie jeżdżą codziennie nad wodę itp.."
ostatnio parę dni temu powiedziała do mnie takim ściszonym tonem, i
jednocześnie z takim zaskoczeniem "a wiesz ze widziałam jak dziś Martyna
przyjechała autobusem z jakim chłopakiem.... A ja na to: no i co z tego? nic
nie odpowiedziała...W Święto Zmarłych gdy widzieliśmy na cmentarzu nasza
sąsiadkę ok. 18-19 lat ojciec mówi: „jak się chcą wpakować w pranie pieluch
to niech chodzą..” i tym podobne ironiczne teksty...
Szczególnie mojego ojca..(w związku z jakimiś ciążami itp...on uważa, ze
związek młodych ludzi obecnie tylko opiera się na seksie).niekiedy mam
wrażenie, ze on jest z innej epoki, i zawsze ma swoja umyśloną teorie na
jakiś problem..ON ZAWSZE WIE WSZYSTKO LEPIEJ.. można mu tłumaczyć, a on i tak
ma swoje zdanie...
Ale skoro zaczyna mama kwestie z chodzeniem odnośnie moich znajomych to
mogła by się zapytać mnie już czy ja czasem kogoś nie mam, albo czy mi się
któraś dziewczyna nie podoba czasem..??? ale skąd takiego pytania nigdy nie
będzie...
Kiedyś zażartowałem do kuzyna, ze jadę na spotkanie w sobotę. Usłyszał to
brat i cos tam powiedział mamie(a ja to akurat słyszałem). Gdy pojawiłem się
w pokoju zapytała mnie: „ty się gdzieś wybierasz?” Gdy odparłem, ze
nie...zaczęła się bardziej dopytywać..czy, aby na pewno itd...Otwarcie nie
powiedziała o co jej chodzi.
Niekiedy mam takie momenty, ze chętnie bym usiadł z jakąś bliska osoba i
porozmawiał szczerze, poszedłbym na spacer, pocałował, przytulił się do
niej...
ale nie ma takiej osoby...;/
A gdyby była to zaraz rodzice by mi prawdopodobnie prawili kazania, ze mam
uważać i nic jej nie zrobić i zmierzali by tym do tematu seksu, ale
oczywiście u nas w domu nikt po imieniu tego nie nazwie tylko będą to
obchodzić kółeczkiem... A najchętniej to zapewne wogóle by mnie nie
puszczali na spotkania, bądź utrudnialiby mi je choćby wymyślając na szybko
jakąś pracę w domu. Całe życie mnie nie „uświadamiali”, a teraz zapewne na
szybko chcieliby to zrobić w ciągu jednej rozmowy gdyby zaszła taka potrzeba.
Z jednej strony może i chcieliby, abym miał kogoś bliskiego, lecz z drugiej
zapewne strach i niepewność u nich wziąłby górę! Kiedyś, gdy miałem zapisać
się na kurs tańca ojciec mówi: „idź, oczywiście...a może poznasz tam jakąś
koleżankę...” Koleżanką to dla mnie jest każda dziewczyna, którą znam wiec on
sam nie wie co mówi! Nie może powiedzieć wprost o co mu chodzi, że o
koleżankę, ale bliską sercu – o dziewczynę! Gdy mój brat jechał na miasto
pochodzić z jakąś znajomą po sklepach i chciał ja później zaprosić na cole,
frytki i poprosił ojca o parę złotych, bo akurat nie miał, to rodzice wielkie
dochodzenie robili i wykład..”po co, a niech sama sobie kupi, co będziesz
kupować”?
W domu, gdy przyjdzie z pracy tata to musi zjeść, obejrzeć telewizor, iść na
podwórko cos porobić ale nigdy z nami nie rozmawia(z bratem 16 letnim tez) co
słychać, nie zapyta się o cos konkretnego, nie rozwinie tematu. bo jeśli się
już pyta o cos to zwykle tylko co powiesz..? i to mu wystarczy...
Nie zainteresuje się czy wszystko w szkole rozumie, czy czasem nie potrzebuje
jakiejś pomocy...
On nie martwi się ze za półtora roku mam maturę, ze trzeba iść na jakieś
kursy...
Dopiero jak mu o tym powiedziałem to chwile się zastanowił i odparł..."eeee
wymyślasz..."
Zapewne gdybym nie poszedł w wakacje do pracy i nie zarobiłbym na ten kurs to
zapewne nawet by mi nie dał na niego..(choć pieniądze u niego to żaden
problem).
Jakie ja mam oparcie w domu????? skoro do rodzinnych spraw tak podchodzą
rodzice..
Może to się bierze z tego, iż moi rodzice nie maja wyższego wykształcenia...
nie potrafią dostrzec i podjąć niektórych działań...
Ja osobiście nie wyobrażam sobie, aby moje dziecko miało żyć w podobnej
atmosferze...obłudy, ocenzurowania tematów, unikania ich... Będę się starał
przekazać mojemu dziecku jak najwięcej wiedzy na temat miłości, szacunku do
drugiej osoby, uczuć...aby nigdy nie bało się, i aby miało wystarczająco
odwagi o nich mówić głośno!
Niby mi ufają, a jednak nie wiem jaka będzie ich reakcja na to jak się
dowiedzą, iż się z kimś spotykam(jak to niebawem zapewne nastąpi..).Co prawda
każdy ma prawo do miłości i nikt mu tego nie zabroni, ale jeśli ktoś by był
kontrolowany tak jak mi się to niekiedy zdarza...ze mama się pyta od kogo ten
sms przyszedł bo słyszała ze cos przyszło, albo z kim piszesz przez
Internet, „pokaz...”, lub jak ktoś do mnie dzwoni na komórkę to nasłuchuje
rozmowy i się później dopytuje o co chodziło, co i jak..? itd...
Jak bym z kimś czarne interesy prowadził czy cos podobnego...
Kiedyś w nocy rozmawiałem przez Internet ze studentką psychologii, która
chciała ze mną porozmawiać na czacie internetowym na temat mojej miłości do
koleżanki z klasy, w której byłem zakochany, a ona na moich oczach zaczęła
chodzić z innym. Z kim miałem o tym porozmawiać? Z rodzicami? Hmmm zaraz by
się krzywili na pomysł o „chodzeniu na poważnie”, lub by całkowicie
zbagatelizowali problem. A z kolegami jakoś tak tez nie z racji tego, iż
uważam, ze miłość to sprawa prywatna i nikt nie powinien się w to wtrącać
jeśli nie jest proszony.
Bolało mnie to, iż nie potrafiłem jej tego okazać, powiedzieć czy uświadomić
ją odnośnie moich uczuć, ze ktoś mnie ubiegł... chciałem, aby ta dziewczyna
pomogła mi oderwać myśli ku tej dziewczynie...i udało się, pomogło...
ale żal do tego co zrobiłem, albo czego nie zrobiłem pozostał...
Niekiedy czuje się taki osamotniony, nie mam nikogo bliskiego-jest źle, będę
miał to znów ze strony rodziców będzie źle, bo od nich nie chcę...i koło się
zamyka..
Mam żal do rodziców, ze mnie nie przygotowali na ten czas... ze pomyśleli
sobie, iż ja sam do wszystkiego dojdę; tak to prawda, ale ja kompletnie nie
wiem na czym stoję... co na temat
mojego bycia z kimś powiedzą rodzice, skoro ciągle słyszę jakieś głupie
teksty na temat innych, ze się z kimś spotykają.
Mama może i jeszcze, ale ojciec szczególnie człowiek bardzoooostarej daty...
(jego brat, a mój wujek miał w wieku 15 lat dziewczynę z która wziął ślub,
ale ten związek się rozpadł teraz i ojciec chyba uważa ze to przez to wczesne
poznanie się.....co jest najgłupszą teoria)
Ja czuję, iż źle mi w takim środowisku..
Ojciec mało kiedy się interesu