nie czuje sensu w życiu............

10.03.07, 17:22
U mnie w domu nigdy nie mówiło się o miłości do drugiej osoby, ani o takiej
czystej, ani o seksie. Są to u nas w domu takie trochę tematy tabu. A temat
seksu jest taki jak zło... do którego każdy dojdzie w swoim czasie i nie
powinno się dzieci wtajemniczać w to zbyt wcześnie(lub rodzice po prostu
wstydzą się o tym porozmawiać, nie wiedza jak)... Ja na szczęście jestem na
tyle dojrzały jak na swój wiek (mam prawie 18 lat) i nie potrzebne mi są
żadne nauczania o „tych” sprawach.. Ja praktycznie nie wiem na czym stoję
nie potrafię dziewczynie, która mi się podoba okazać tego w dostateczny
sposób, ze mi się lub ze to już uczucie do niej... boje się odrzucenia,
odmowy, może się wstydzę, a jednocześnie boje się trochę pakować w
późniejszy związek, który po jakimś czasie będzie trzeba uoficjalnic
bo ...rodzice.

A nawet jeśli gdyby mnie chciała i byśmy chcieli być razem to nie mam
kompletnie pojęcia jak miałbym o tym powiedzieć rodzicom. niby to nic
takiego, mam 17 lat i większość rówieśników ma już drugą osobę, ale ja
naprawdę obawiam się reakcji rodziców. Tym bardziej, iż zawsze się dziwią
moim znajomym, jak idą za rączkę z kimś.
Dużo się już nasłuchałem jakiś "dogryzek" na ich temat
np. ojciec.: ooo co oni już z nią maja teraz się dziewczyna na psychologa
wybiera hehh, a wyzenila się już, bo tak latała z tym chłopakiem...!?
Kiedyś mama do mnie mówi tak: "A wiesz, ze mama Anity mówiła mi, ze Anita
sobie jakiegoś chłopaka znalazła i sobie jeżdżą codziennie nad wodę itp.."
ostatnio parę dni temu powiedziała do mnie takim ściszonym tonem, i
jednocześnie z takim zaskoczeniem "a wiesz ze widziałam jak dziś Martyna
przyjechała autobusem z jakim chłopakiem.... A ja na to: no i co z tego? nic
nie odpowiedziała...W Święto Zmarłych gdy widzieliśmy na cmentarzu nasza
sąsiadkę ok. 18-19 lat ojciec mówi: „jak się chcą wpakować w pranie pieluch
to niech chodzą..” i tym podobne ironiczne teksty...
Szczególnie mojego ojca..(w związku z jakimiś ciążami itp...on uważa, ze
związek młodych ludzi obecnie tylko opiera się na seksie).niekiedy mam
wrażenie, ze on jest z innej epoki, i zawsze ma swoja umyśloną teorie na
jakiś problem..ON ZAWSZE WIE WSZYSTKO LEPIEJ.. można mu tłumaczyć, a on i tak
ma swoje zdanie...

Ale skoro zaczyna mama kwestie z chodzeniem odnośnie moich znajomych to
mogła by się zapytać mnie już czy ja czasem kogoś nie mam, albo czy mi się
któraś dziewczyna nie podoba czasem..??? ale skąd takiego pytania nigdy nie
będzie...

Kiedyś zażartowałem do kuzyna, ze jadę na spotkanie w sobotę. Usłyszał to
brat i cos tam powiedział mamie(a ja to akurat słyszałem). Gdy pojawiłem się
w pokoju zapytała mnie: „ty się gdzieś wybierasz?” Gdy odparłem, ze
nie...zaczęła się bardziej dopytywać..czy, aby na pewno itd...Otwarcie nie
powiedziała o co jej chodzi.

Niekiedy mam takie momenty, ze chętnie bym usiadł z jakąś bliska osoba i
porozmawiał szczerze, poszedłbym na spacer, pocałował, przytulił się do
niej...
ale nie ma takiej osoby...;/

A gdyby była to zaraz rodzice by mi prawdopodobnie prawili kazania, ze mam
uważać i nic jej nie zrobić i zmierzali by tym do tematu seksu, ale
oczywiście u nas w domu nikt po imieniu tego nie nazwie tylko będą to
obchodzić kółeczkiem... A najchętniej to zapewne wogóle by mnie nie
puszczali na spotkania, bądź utrudnialiby mi je choćby wymyślając na szybko
jakąś pracę w domu. Całe życie mnie nie „uświadamiali”, a teraz zapewne na
szybko chcieliby to zrobić w ciągu jednej rozmowy gdyby zaszła taka potrzeba.
Z jednej strony może i chcieliby, abym miał kogoś bliskiego, lecz z drugiej
zapewne strach i niepewność u nich wziąłby górę! Kiedyś, gdy miałem zapisać
się na kurs tańca ojciec mówi: „idź, oczywiście...a może poznasz tam jakąś
koleżankę...” Koleżanką to dla mnie jest każda dziewczyna, którą znam wiec on
sam nie wie co mówi! Nie może powiedzieć wprost o co mu chodzi, że o
koleżankę, ale bliską sercu – o dziewczynę! Gdy mój brat jechał na miasto
pochodzić z jakąś znajomą po sklepach i chciał ja później zaprosić na cole,
frytki i poprosił ojca o parę złotych, bo akurat nie miał, to rodzice wielkie
dochodzenie robili i wykład..”po co, a niech sama sobie kupi, co będziesz
kupować”?

W domu, gdy przyjdzie z pracy tata to musi zjeść, obejrzeć telewizor, iść na
podwórko cos porobić ale nigdy z nami nie rozmawia(z bratem 16 letnim tez) co
słychać, nie zapyta się o cos konkretnego, nie rozwinie tematu. bo jeśli się
już pyta o cos to zwykle tylko co powiesz..? i to mu wystarczy...

Nie zainteresuje się czy wszystko w szkole rozumie, czy czasem nie potrzebuje
jakiejś pomocy...
On nie martwi się ze za półtora roku mam maturę, ze trzeba iść na jakieś
kursy...
Dopiero jak mu o tym powiedziałem to chwile się zastanowił i odparł..."eeee
wymyślasz..."
Zapewne gdybym nie poszedł w wakacje do pracy i nie zarobiłbym na ten kurs to
zapewne nawet by mi nie dał na niego..(choć pieniądze u niego to żaden
problem).

Jakie ja mam oparcie w domu????? skoro do rodzinnych spraw tak podchodzą
rodzice..
Może to się bierze z tego, iż moi rodzice nie maja wyższego wykształcenia...
nie potrafią dostrzec i podjąć niektórych działań...
Ja osobiście nie wyobrażam sobie, aby moje dziecko miało żyć w podobnej
atmosferze...obłudy, ocenzurowania tematów, unikania ich... Będę się starał
przekazać mojemu dziecku jak najwięcej wiedzy na temat miłości, szacunku do
drugiej osoby, uczuć...aby nigdy nie bało się, i aby miało wystarczająco
odwagi o nich mówić głośno!

Niby mi ufają, a jednak nie wiem jaka będzie ich reakcja na to jak się
dowiedzą, iż się z kimś spotykam(jak to niebawem zapewne nastąpi..).Co prawda
każdy ma prawo do miłości i nikt mu tego nie zabroni, ale jeśli ktoś by był
kontrolowany tak jak mi się to niekiedy zdarza...ze mama się pyta od kogo ten
sms przyszedł bo słyszała ze cos przyszło, albo z kim piszesz przez
Internet, „pokaz...”, lub jak ktoś do mnie dzwoni na komórkę to nasłuchuje
rozmowy i się później dopytuje o co chodziło, co i jak..? itd...
Jak bym z kimś czarne interesy prowadził czy cos podobnego...

Kiedyś w nocy rozmawiałem przez Internet ze studentką psychologii, która
chciała ze mną porozmawiać na czacie internetowym na temat mojej miłości do
koleżanki z klasy, w której byłem zakochany, a ona na moich oczach zaczęła
chodzić z innym. Z kim miałem o tym porozmawiać? Z rodzicami? Hmmm zaraz by
się krzywili na pomysł o „chodzeniu na poważnie”, lub by całkowicie
zbagatelizowali problem. A z kolegami jakoś tak tez nie z racji tego, iż
uważam, ze miłość to sprawa prywatna i nikt nie powinien się w to wtrącać
jeśli nie jest proszony.

Bolało mnie to, iż nie potrafiłem jej tego okazać, powiedzieć czy uświadomić
ją odnośnie moich uczuć, ze ktoś mnie ubiegł... chciałem, aby ta dziewczyna
pomogła mi oderwać myśli ku tej dziewczynie...i udało się, pomogło...
ale żal do tego co zrobiłem, albo czego nie zrobiłem pozostał...

Niekiedy czuje się taki osamotniony, nie mam nikogo bliskiego-jest źle, będę
miał to znów ze strony rodziców będzie źle, bo od nich nie chcę...i koło się
zamyka..

Mam żal do rodziców, ze mnie nie przygotowali na ten czas... ze pomyśleli
sobie, iż ja sam do wszystkiego dojdę; tak to prawda, ale ja kompletnie nie
wiem na czym stoję... co na temat
mojego bycia z kimś powiedzą rodzice, skoro ciągle słyszę jakieś głupie
teksty na temat innych, ze się z kimś spotykają.

Mama może i jeszcze, ale ojciec szczególnie człowiek bardzoooostarej daty...

(jego brat, a mój wujek miał w wieku 15 lat dziewczynę z która wziął ślub,
ale ten związek się rozpadł teraz i ojciec chyba uważa ze to przez to wczesne
poznanie się.....co jest najgłupszą teoria)

Ja czuję, iż źle mi w takim środowisku..
Ojciec mało kiedy się interesu
    • sneeper_1 Re: nie czuje sensu w życiu............ 10.03.07, 17:51
      kóraś z kobiet w twojej rodzinie miała zbyt duzy wpływ na męża

      jeżeli kobiety mają taki wpływ na mężów nie mogą mieć prawa do głosowania w
      wyborach, albo jedno albo drugie
      --
      pochowajcie ją albowiem jest córką Króla
      • poszukiwacz17 ****ciag dalszy........................... ........ 10.03.07, 18:32

        Ja czuję, iż źle mi w takim środowisku..
        Ojciec mało kiedy się interesuje naszymi sprawami..dopiero po upomnieniu przez
        nas, mamę...Wychował się w wiejskim domu gdzie nie było miejsca na uczucia,
        miłość... lub po prostu ich nie wyniósł z niego. Nie potrafi dostrzec, że jest
        problem, ze się nawarstwia. Ze dziecku należy tłumaczyć, ze popełniło błąd, a
        nie karać cieleśnie.
        Czasami gdy przyjdzie do niego kolega to wypije z nim piwo, czy cos
        mocniejszego. Gdy wtedy trzeba gdzieś jechać to mówi..ja się napiłem wiec nie
        pojedziemy..Ale on dobrze wiedział, że mieliśmy jechać na festyn i nikt mu nie
        kazał pić. Gdy mi wszedł do nogi kleszcz to nie chciał mnie zawieźć na
        pogotowie tylko powiedział: „sam wyjdzie..niby lekarz ci go wyciągnie..ciekawe
        jak.?” W końcu mnie zawiózł ......na przystanek MPK! Nigdy nie chciał nas
        zabrać na jakieś wakacje, nad morze, w góry.. zawsze to za daleko, za
        niebezpiecznie...a inni jeżdżą i jest dobrze tylko mu nie!. Gdy mama
        powiedziała kiedyś daj mu parę złotych do szkoły to odparł „mówili dopiero w
        TV, aby dzieciom nie dawać pieniędzy bo piją piwo!” Skoro nie miał przy sobie,
        lub nie chciał dać, bo miał je na inny cel to mógł tak powiedzieć, a nie
        insynuuje, że ja chodzę pić. Bo nie chodzę, a ta cała sugestia bardzo mną
        wstrząsła - pamiętam! I nie lubię alkoholu, zbrzydł mi on widząc niekiedy ojca
        jak niszczy poprzez niego rodzinę. Niekiedy gdy są jakieś urodziny w domu to
        święto jeśli się nie upije. Bo to jedyna poważna okazja do tego.. później się
        awanturuje, ubliża wszystkim tylko czeka jak zrobię prawo jazdy i będę go
        wszędzie woził w gości na imprezy by mógł się napić..ale obiecałem sobie, iż
        tego nie doczeka. Nie mam zamiaru go wozić po imprezach. Ojciec co prawda nie
        jest nałogowym alkoholikiem, ale pije alkohol okazyjnie.

        Pamiętam jak kiedyś wypełniałem ankietę, w szkolę i na pytanie „kto jest Twoim
        największym autorytetem” nie napisałem nic...choć zapewne jak większość
        chłopaków powinienem wpisać, ze ‘tata”. Nie zrobiłem tego bo.... rzecz jasna
        on nie jest dla mnie autorytetem. Wręcz przeciwnie.
        Swoim zachowaniem dał mi najlepszy przykład jakim ojcem i mężem mam NIE być dla
        swojej rodziny.


        W mamie tez nie mam zbyt wielkiego oparcia... ciągle cos nakazuje, zabrania,
        przypomina. Denerwuje mnie to. A co za tym idzie nie mam chęci prowadzić z nią
        dyskusję bo znów zacznie z nakazami.

        Ja nie mówię o swoich problemach w domu... bo zostaną zaraz zbagatelizowane,
        lub olane.. bo rodzice, szczególnie ojciec nie czują się na siłach by im
        postawić czoła lub po prostu mu się nie chce.. W domu czuje się osamotniony,
        niekiedy wydaje mi się jak bym mieszkał u obcych, którzy nie interesują się
        mną. Trudno się nie dziwić, iż poszukuję bliskiej osoby, iż wole się z nią
        dzielić rozmową, czasem itd... Nie cieszą mnie nawet najprostsze rzeczy.
        Pamiętam, iż w dzieciństwie ojciec nawet nam prezentów nie kupował na gwiazdkę
        czy urodziny, imieniny prezentów jak byliśmy mali, w czasie np. podstawówki,
        tylko raz wpadł na pomysł, aby sprawić nam narty z ogłoszenia, zwykle prezenty
        kupowała nam mama, ojciec nawet do nich się nie przyłączał.

        Atmosfera u nas w domu często jest wysoka...awantury, kłótnie o najbzdurniejsze
        rzeczy...zwykle o jakieś pieniądze, stare żale, często rodzice wypominają sobie
        rożne fakty z młodości, z pierwszych lat małżeństwa. Przy każdej kłótni sobie
        to wypominają. Często w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Np. gdy dziadek, który
        nie mieszka z nami zostaje nam „podrzucony” przez inna rodzinę, a ojciec nie
        darzy go zbytnia sympatią. Praktycznie to jest powodem, wielu kłótni parę godz.
        przed Wigilią lub dni.
        Ja już naprawdę nie mogę tego wytrzymać. Miałem chęć spędzić święta samemu,
        zamknąć się w osobnym pomieszczeniu i nie mieć możliwości wysłuchiwania ich,
        lub najlepiej spędzić je z sympatią, ale to nie wykonalne.. nie mam jej i
        zapewne nawet jak bym miał to i tak nie wyciągnął bym jej z rodzinnego święta.
        Niech przy najmniej Ona ma radosny czas.

        Gdy koleżanki dziś pytały się mnie czy przyjdę jutro wieczorem na imprezę
        zamiast „półmetka klasowego” odpowiedziałem, ze nie wiem.. (a raczej nie pójdę
        bo co mam skakać i udawać, ze wszystko jest OK i przy okazji się upić? Skoro
        nawet nie mam humoru do tego, zresztą nie mam takiej natury by się włóczyć po
        imprezach; może to źle, może powinienem, ale nie czuje się na siłach by w tym
        uczestniczyć na razie?). Od najmłodszych lat zawsze byłem trzymany „przy domu”,
        jak przychodzili koledzy to ojciec często ich wyganiał lub kazał nam iść gdzieś
        indziej, bo on idzie spać, bo na nocną zmianę szedł do pracy. Często po prostu
        mu przeszkadzała ich obecność w domu, czy na podwórku przed domem. Później, gdy
        koledzy zaczynali chodzić na jakieś pierwsze imprezy ja nawet na nie się nie
        wybierałem bo zapewne by mnie nawet rodzice nie pościli.
        Wakacje przepracowałem calutkie. Przez to pourywały, oziębiły mi się niektóre
        znajomości, nawet z najbliższym kolegą...
        Już nie jest tak jak kiedyś, teraz każdy ma przed innym jakieś swoje sprawy,
        tajemnice... Od jakiegoś czasu zauważam, jak kształtuje się we mnie
        charakter...mam całkowicie inne poglądy na różne sprawy niż parę lat temu,
        stałem się bardzo odpowiedzialny, i jednocześnie zaczęły mnie drażnić osoby,
        które mimo, iż maja 17 lat zachowują się jak „dzieci”... Co tez przyczyniło się
        do ograniczenia pewnych kontaktów.

        Mam swoje plany, marzenia, które chce realizować. Jakiś czas temu chciałem
        nawet zostać psychologiem policyjnym, lecz rzeczywistość odwiodła mnie od tego
        pomysłu(duża konkurencja przy rekrutacji na studia).Obecnie współpracuje
        z „Gazetą”. Może się wybiorę na dziennikarstwo. Podoba mi się to zajęcie, jest
        takie energiczne, ciągle się cos dzieje nowego, ważnego.

        Ostatnio ten mój żal wewnętrzny w związku z tymi wszystkimi sprawami tak się
        nasilił, iż nawet opuściłem się znacznie w nauce. Zamiast siedzieć nad książką
        i starać się czegoś nauczyć, to nie mogę po prostu skupić uwagi...wszystko mnie
        rozprasza, nawet dochodzi do tego, iż zacznę o czymś myśleć i odrywam się od
        dotychczasowej pracy, zaczynam spacerować dookoła pokoju. Tak od jakiegoś
        czasu wygląda moja nauka ;/

        Czuję się osamotniony w tej ziemskiej wędrówce...zamykam się na świat
        zewnętrzny. Nie mam obecnie nawet takiego prawdziwego przyjaciela. Z kolegą,
        którym utrzymywałem najlepsze kontakty, relacje w ostatnich latach bardzo się
        oziębiły. Sprowadziły się do minimum. Całymi dniami siedzę w domu. A jeśli mam
        z kimś kontakt, to tylko wirtualny.. przez Internet. Nie chodzę na żadne
        imprezy, „na piwo” po szkole z klasą...widocznie jestem mało atrakcyjny
        towarzysko. Cała ta sytuacja z rodziną mnie paraliżuje na wszelkie kontakty.
        Ostatnio zauważyłem, iż nawet się już nie uśmiecham. Bardzo ciężko mi to
        przychodzi. Wtedy, gdy ktoś się z czegoś cieszy ja raczej mam poważną minę...bo
        nigdy ostatnio nie mam powodów do spontanicznych uśmiechów. Ciągle to we mnie
        siedzi.

        Postanowiłem zasięgnąć Państwa opinii, co Państwo sądzicie o tej całej chorej
        sytuacji(o chodzeniu z dziewczyna, a opinią rodziców, o braku „rodziny” w mojej
        rodzinie i całej reszcie). Może to tylko moje wyolbrzymianie, zbyt wielkie
        przejmowanie się jakimiś niepowodzeniami...lecz z drugiej strony jest mi źle,
        pragnę to wszystko zmienić, stać się pogodniejszy, poczuć, iż mam dla kogo tu
        żyć(choć ciągle szukam tej osoby).

        Z jednej strony jest mi źle, ale nie mam siły, aby podjąć kolejną walkę o
        zmiany...lecz z drugiej strony gdyby tak było nie było by tego listu.

        Przepraszam bardzo, iż ten list jest trochę „pomotany” raz mówię o jednym,
        później o drugim(w sumie to mam takie wrażenie, iż jeszcze nie napisałem tego
        wszystkiego co powinienem, co chciał
        • poszukiwacz17 Re: ****ciag dalszy........................... .. 10.03.07, 18:33
          Przepraszam bardzo, iż ten list jest trochę „pomotany” raz mówię o jednym,
          później o drugim(w sumie to mam takie wrażenie, iż jeszcze nie napisałem tego
          wszystkiego co powinienem, co chciałbym, lecz w razie jakiś niejasności
          postaram się to wytłumaczyć prościej, dopowiedzieć, proszę w razie czego
          pytać), ale takie właśnie jest moje życie.. sam jeszcze nie wiem dokąd zmierza.

          Byłem jakiś czas temu u psychologa na dwóch spotkaniach...przyniosło ulgę, ale
          to za mało...na terapię muszą wyrazić zgodę rodzice...ale by tak się stało
          musiałbym ich wtajemniczyć w to wszystko...a to nie jest takie hop;/ Nie
          potrafię z nimi rozmawiać na tak osobiste problemy...mimo, iż są moimi
          rodzicami.

          Pozdrawiam
          Poszukiwacz17
          • sneeper_1 Re: ****ciag dalszy........................... . 10.03.07, 22:26
            poproś o terapie rodziny,
            to przynosi poprawe,ale teoretycznie, dlaczego ?
            a bo rodzina, nie chce wydawać już kasy na swoją psychoterapie,
            zmiana prawa w tym kierunku zmniejszyłaby patologię






            --
            kóraś z kobiet w twojej rodzinie miała zbyt duzy wpływ na męża

            jeżeli kobiety mają taki wpływ na mężów nie mogą mieć prawa do głosowania w
            wyborach, albo jedno albo drugie



            • poszukiwacz17 Re: ****ciag dalszy........................... 10.03.07, 22:44
              tylko widzisz...ja korzystałem z Poradni Publicznej.
              A co do terapii rodzin to moj ojciec i tak by nie chodzil...on nie widzi
              problemu...nigdy nie widzial.
              Mama cos kiedys zauwazyla, ze tracę kontakt z ludzmi..ale co z tego, skoro
              nawet nie podjeła zadnych kroków, aby mi pomoc.
              Zreszta nie wiem czy mialbym odwagę i umiejatnosc opowiadac o swoich
              przezyciach w obecnosci rodziców. Nigdy nie rozmawialismy ze soba...
    • nescafe_cafe Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 08:50
      Nie bardzo wiem, co Ci poradzić... Ale piszę, bo kiedy czytałam Twój post,
      miałam wrażenie, że czytam o sobie. Moi rodzice też zawsze byli bardzo
      "odlegli", nie rozmawiali o ważnych rzeczach (tak, tak, o seksie też), nie
      dawali odczuć, że z każdym problemem mogę do nich przyjść... A mnie "od zawsze"
      brakowało trochę innych stosunków w rodzinie. I w zasadzie nadal brakuje.

      Jak już pisałam, nie wiem, co Ci poradzić. Widzę, że źle Ci z tą sytuacją, że
      chciałbyś zmienić cokolwiek. Chciałabym bardzo, żeby Ci się udało.

      Może skoro rodzice nie dają Ci tego, czego potrzebujesz, spróbuj znaleźć (wiem,
      wiem, łatwo napisać) osobę, której zaufasz, przed którą będziesz mógł się
      otworzyć, która z Tobą życzliwie porozmawia. Mnie to naprawdę dużo dało.
      Wyrosłam na ludzi. A że ten przyjaciel stał się też moim chłopakiem na ładnych
      parę lat, to nauczyłam się okazywać uczucia, rozmawiać o nich, przytulać itd.

      Uważaj tylko, jeśli już kogoś takiego znajdziesz. Bo jeśli ta osoba stanie się
      całym Twoim światem, kiedy to się skończy, będzie Ci gorzej niż było. Więc mimo
      wszystko staraj się utrzymywać kontakt ze znajomymi, nie zamykaj się w domu.

      Z mojej strony życzę znalezienia kogoś bliskiego. Może niekoniecznie od razu
      dziewczyny, skoro Twoi rodzice mają z tym taki problem. Może na początek
      przyjaciela/przyjaciółki - kogoś, kto uświadomi Ci, że jesteś fajnym facetem, i
      że nie jest ważne, że Twoim rodzice ciągle robią coś nie tak. Jesteś - jak sam
      piszesz - dojrzały jak na swój wiek. Więc spróbuj zrozumieć, że to, jakie będzie
      Twoje życie, zależy od Ciebie. Nie koncentruj się tak na rodzicach. Mają swoje
      życie, swoje problemy... A przed Tobą całe życie. Błędy rodziców możesz
      naprawić. I wyrosnąć na naprawdę fajnego faceta, czego Ci z całego serca życzę :)

      • kaczajaga Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 09:01
        również nie czuje sensu w życiu,organizm odmówił posłuszeństwa, i w dodatku depresja
        życie zlustrowało mnie z moich błędów psychotropami,
        a chciałam studiować dziennikarstwo,
        • poszukiwacz17 Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 10:08
          Nescafe_cafe dziekuje Ci za ten post:) Widzę, iz mialas podobne problemy. Jesli
          chodzi o takiego przyjaciela z kim mozna pogadac bardziej otwarcie jak z
          psychologiem niestety w "realu" nie mam...Przez internet poznalem studentke
          psychologii znamy sie juz pol roku, piszemy codziennie - jestesmy jak brat i
          siostra..niby jest to duze wsparcie, ale co z tego skoro tylko w realu, a nawet
          najpowazniejsza rozmowa w realu nie da nam tego co daje rozmowa na zywo..taka
          jest prawda. Pozdrawiam i dzieki jeszcze raz za dobre slowo:)
    • tristezza Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 13:22
      hej Poszukiwaczu!
      jak na osobe 17-letnia bardzo ladnie piszesz i wyjatkowo klarownie myslisz.
      swietnie, ze juz wspolpracujesz z gazeta. mysle, ze masz spore predyspozycje do
      dziennikarstwa.
      co do rodzicow, to sa jacy sa i jak trafnie zauwazyles, wiesz przynajmniej jak
      nie powinna wygladac Twoja przyszla rodzina. jesli wytrzymales z nimi 17 lat,
      to dasz rade wytrwac jeszcze do matury, a potem postaraj sie usamodzielnic.
      jesli juz teraz potrafisz zarobic na wlasne potrzeby praca w wakacje, na pewno
      uda Ci sie polaczyc studia z praca.
      jestes dojrzalym chlopakiem powaznie myslacym o zyciu i powinienes zaczac
      myslec o swoich sprawach ignorujac punkt widzenia rodzicow. przestan sie
      zastanawiac nad ich chorymi reakcjami, rodzicow nie zmienisz, mysl o sobie i po
      swojemu. chyba troche za bardzo jestes od ich pogladow uzalezniony.za rok
      bedziesz pelnoletni i zadna zgoda rodzicow do podjecia psychoterapii nie bedzie
      Ci potrzebna. a w ogole to jestes pewny, ze jest potrzebna w tej chwili? moja
      corka korzystala z pomocy terapeuty i nie przypominam sobie, zeby ktos mnie
      prosil o zgode.

      pozdrawiam i zycze powodzenia!
      • poszukiwacz17 Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 16:47
        Niestety jest potrzeba. Do momentu osiagniecia pelnoletnosci (do wrzesnia) mogę
        chodzic na takie rozmowy tylko po uzyskaniu zgody rodzicow. W sumie to sie nie
        dziwie,ze wymaga tego prawo..bo rodzicie powinni wiedziec co sie dzieje z
        dzieckiem tym bardizje jesli chodzi o w/w problem. Z drugiej strony jest minus:
        osoba taka jak ja, ktora nie chce wciagac w to wszystko rodzicow, aby spotkac
        sie z psychologiem nie ma szansy..pozostaja tylko wizyty pod
        przykrywką "porady", ktore nie są nigdzie odnotowywane w dokumentacji Poradni.
        Niby to jest rozwiazanie, ale nie na dluzszą metę...gora 2 spotkania i trzeba
        zrobic przerwę. Niby jest wszystko OK, ale psycholog sie bała ciągnąc to
        dluzej - moglaby potem miec sprawę karna. Co prawda od tamtej rozmowy minelo
        troche czasu i zgodnie z tym co mowila moglbym tam isc znow ta taka "porade",
        ale...to chyab nie mam sensu. Przynosi ulgę, ale co z tego, skoro sprawy, ktore
        rozwazamy i tak pozostaja miedzy nami...problem jest taki, a nie inny i tutaj
        najlepiej by bylo zaangazowac rowniez rodziców...ale drugą stroną medalu jest
        to, iz my praktycznie nie mamy ze sobą kontaktu i jest to niezreczne. Zresztą
        moj ojciec i tak by tam nie chodzil..po 1 rozmowie zapewne by stwierdzil, ze to
        sa jakies bzdury, ze ja, albo psycholog sobie cos ubzdurala i po co to
        wszystko? Moj ojciec byl wychowywany w domu, w ktorym raczej nie bylo wielkiej
        milosci, przywiazania czlonkow rodziny, teraz jest tak i u mnie...mieszkam w
        rodzinie, w ktorej tak naprawdę...nie ma "rodziny".

        To prawda, z epowinienem ignorowac slowa rodziców szczegonie ojca, ktore
        kolidują z moim swiatopogladem, ale zyjemy pod jednym dachem i troszke jest to
        niewykonalne. Tym bardziej, ze rodzice od malego chcieli nas chronic przed
        calym zlem...ostatnio mi chciala mama organizowac sylwestra..mowila pwiedz
        kalsie, zadzwon do nich niech przyjadą. Upiekę ciasta, zrobie sałatki, kupimy
        napoje i sobie posiedzicie..hahahah mialem jej powiedziec, aby lepiej kupila
        zamiast tych salatek dobrą wodkę, anie zawracala sobie glowę takimi pie..mi
        w tym przypadku. Mlodziez teraz nie przyjedzie na ciasto..jak bym powiedzial,z
        ejest butelka do obalenia to chetnie;/ To samo z bratem...mial jechac do kolegi
        na Sylwka i mama do niego..ale to jest jakis grzeczny kolega? Tylko, aby tam
        jakiegos alkoholu nie bylo....;/;// Nie chodiz mi w tym przypadku o to, ze nie
        moge sie napic..bo ja raczej nie lubie alkoholu, ani brat. Ale o sam
        fakt.....mowi, z ejestesmy dorosli, a na kazdym kroku daje nam znac..ze nadal
        jestesmy gowniarzami...to niehc sie zdecydują, albo tak, albo siak... PO co
        mowią, ze ufaja, skoro potem i tak robią swoje..To jest jeszcze gorsze
        poczucie, jak sam brak poczucia, ze ktos sie o nas troszczy.
        Teraz jechalismy samochodem i szla corka kolegi ojca ze swoim chlopakiem. I
        ojciec mowi w samochodzie... "ooo ta juz prowadzi jakiegos, a tamta mlodsza tez
        jakiegos ma, i ta srednia tak samo...Jurek z kasa nie nadąrzy na wesela i
        pieluchy..." Mialem mu powiedziec..to w takim razie tylko jednej powinien
        pozwolic sie spotykac, inne niech patrzą na siostrę, ze jest szczesliwa i
        czekaja jeszcze z 5, 10 lat jak jasnie tatus pozwoli miec przyjaciela...To jest
        zenujące;/ Sam byl w ich wieku to chyab pamieta, ze milosc nie wybiera dnia,
        ani osoby...zreszta on tak umie pieknie mowic przy kuzynach swoich..szkoda
        tylko, ze nie umie tak mowic przy mnie...
        A co do dziennikarstwa to chcialbym..ale nie wiem czy sie dostanę. Ostatnio
        bardzo zaniedbuję naukę, mam problemy z koncentracją. Ogolne poczucie zalu,
        przygnębienia jest ode mnie silniejsze i ciage narasta. Nawet apetyt stracilem
        ostatnio jaka zauwazylem. Zreszta i tak ten rok szkoly jest najgorszy w calej
        mojej "karierze szkolnej". Jak go skoncze ze srednia 3,5 to bedzie sukces;/
        • poszukiwacz17 Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 16:50
          >nie przypominam sobie, zeby ktos mnie
          >prosil o zgode.

          chodzi o sam fakt, aby rodzice mieli swiadomosc tego. Pani sama corkę
          zaprowadzila do Poradni, wiec nie bylo mowy o przeszkodach prawnych. Ja
          poszedlem samemu i stad te przeszkody prawne.
          • tristezza Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 18:44
            nie zaprowadzilam corki do poradni, poszla sama. miala 16 lat i nikt nie
            wymagal od niej zgody rodzicow. piszesz tez, ze Twoj ojciec nie poszedlby tam
            wiecej niz raz. nie bardzo rozumiem po co w ogole mialby tam chodzic, chyba ze
            zaproponowano Wam terapie rodzinna. terapia indywidualna odbywa sie bez zadnych
            konsultacji z rodzicami, podobnie zreszta jak terapia grupowa.

            podam Ci adres tego osrodka, mozesz tam napisac albo zadzwonic. podejrzewam
            ze Twoja poradnia stwarza jakies bariery niezgodne z prawem.

            Specjalistyczna Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna Młodzieżowy Ośrodek
            Psychologiczny MOP

            ul. Boryszewska 4
            00-781 Warszawa

            tel. 646-57-25
            kierunkowy (0-22)
            • poszukiwacz17 Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 20:47
              napisalem tak jak mi powiedziala pani psycholog...ze jest to duzy problem, iz
              moi rodzicie nie sa swiadomi mojej obecnosci w tym miejscu. Zaznaczyla tez, ze
              gdyby sie dowiedzieli, iz bylem tam kilkakrotnie bez ich wiedzy, a poradnia ich
              nie zawiadomoila to mogą ją rodzice pozwac do Sądu. Jesli chodiz o Pani corkę
              to widzę, zi sie Pani o tym dowiedziala, u mnie jest sytuacja troche inna -
              rodzice nawet nie mają pojecia o tamtych wizytach.

              Dziekuje za namiary, ale ja nie mieszkam w Warszawie, a co za tym idzie nie
              odwiedze tego Ośrodka, a jesli chodzi o kontakt pisemny to tez mam z Poradnia u
              mnie, jak i z kilkoma osobami zajmujacymi sie psychologia poza miejscem
              zamieszkania.
              W kazdym razie dziekuje:)

              A czemu ojciec mialby tam chodzic..gdyby psycholog chcial przeprowadzic terapię
              rodzinna, ew. porozmawiac rowniez z nim samym...(ale raczje nie byloby takiej
              sytuacji)

              jeszcze raz dziekuje.
              • tristezza Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 21:27
                pani psycholog powiedziala Ci moim zdaniem same dziwne rzeczy z ewentualnoscia
                pozwania jej do sadu przez rodzicow na czele.
                to czy ja wiem o terapii corki czy nie nie ma zadnego znaczenia. gdybym
                chciala dowiedziec sie jakichs szczegolow i porozmawiac z jej terapeutka nie
                byloby to mozliwe, bo terapeute obowiazuje tajemnica zawodowa. matka czy ojciec
                sa osobami postronnymi i mozna ich informowac o szczegolach terapii tylko w
                sytuacji groznej dla zycia dziecka, np. w wypadku zamiarow samobojczych.
                wydaje mi sie, ze Ty swoje wizyty w poradni, o ktorych rodzice nie wiedza
                traktujesz jak pewnego rodzaju brak lojalnosci wobec nich, a pani psycholog
                jeszcze Cie w tym utwierdza. mimo niepelnych 18 lat jestes autonomiczna osoba i
                masz prawo nie informowac o takich sprawach rodzicow. Twoja chec poprawy
                wlasnej kondycji psychicznej i rozmowy z psychologiem o sytuacji rodzinnej jest
                calkowicie zrozumiala i uprawniona.
                jesli chcesz moge sie dowiedziec, czy ta pani psycholog nie wprowadza Cie
                przypadkiem w blad tak jak mi sie wydaje i napisac Ci o tym na priva.
    • e.a.foe Re: nie czuje sensu w życiu............ 11.03.07, 16:50
      potrzebne jest dobre motto
      • sneeper_1 Re: Got Mit Uns 11.03.07, 20:51
        • sneeper_1 Re: oddawaj klucze od roweru !! 11.03.07, 21:43
          a bo co ?
          -od dzisiaj to ty będziesz żałował

          a niby dlaczego od dzisiaj
          nigdy !!

          - oddaj mu komurkę !!
      • poszukiwacz17 Re: nie czuje sensu w życiu............ 12.03.07, 17:02
        "Isc przez życie tak, aby slady przez nas pozostawione na Ziemi przetrwały nas
        samych.." wystarczające motto?
        • ollaboga77 Re: nie czuje sensu w życiu............ 12.03.07, 17:07
          poszukiwacz17 napisał:

          > "Isc przez życie tak, aby slady przez nas pozostawione na Ziemi przetrwały
          nas
          > samych.." wystarczające motto?

          Nie w sumie to bez sensowne motto! Bo można sobie zrobić kuku!

          Jestem za swoje czyny odpowiedzialny i biorę swoje zycie na siebie. Zyje jak
          najlepiej i realuzuje swój potencjał nie patrząc na kase jako na jedyny cel!
          teraz lepiej....

          <sprawdz wejdz na forum buddymz moze to Cie zainspiruje> szczególnie cybersangha
          • poszukiwacz17 Re: nie czuje sensu w życiu............ 12.03.07, 18:04
            nie interesują mnie takie Fora...
            • poszukiwacz17 coraz blizej mojej 18 stki...... 17.06.07, 22:44
              pod koniec wrzesnia bede obchodzic swoje 18-ste urodziny...Hmm jakos nie czuje
              zbytniej euforii. Mama cos mowi o imprezie, ze moze trzeba sie porozgladac za
              jakims lokalem, ale jedno zasadnicze pytanie.... PO CO???
              Ja nie chce imprezy, ja nie chce chodzic miedzy tymi ludzmi, do kazdego sie
              sztucznie usmiechac i udawac, ze wszystko jest wspaniale, ze jestem szczesliwy
              itp, itd...jak w glebi bede odczuwac pustkę...przebywajac tam bede sie czul jak
              na imprezie u kogos, a nie u siebie...
              Od wielu ładnych lat nie obchodze swoich urodzin, imienin - nie odczuwam takie
              potrzeby... Jest to dla mnie zwykły, szary dzień...
              Czuje, ze moja depresja pogłębia sie coraz bardziej, czuje sie coraz bardziej
              osamotniony w zyciu...w sumie to na wlasne zyczenie...kontakty z rowiesnikami
              ograniczam do minimum...od wielu juz lat sie to bardoz nasila, obecnie wolę
              spedzac wolny czas samemu, nie mecząc sie podczas przebywania w gronie
              wiekszych osob. I jednoczesnie jest mi zle w druga strone, ze nikogo nie mam...
              Czasami brakuje mi juz sil do walki z wlasnymi słabosciami, gdybym jeszcze mial
              w Kims oparcie, gdybym mial dla kogo sie starac, zyc...niestety nie mam takiej
              osoby...
              Wszystkiego mi sie juz odechcialo...
              • sneeper_1 Re: coraz blizej mojej 18 stki...... 17.06.07, 23:23
                temat zachacza o poszukiwanie "kluczy od roweru"
                sa tutaj na forum, bardzo ciekawy temat,
                pt. wplyw psychorarmakologii na rewolucje sexualna lat 60 -tych,
              • maxin87 Re: coraz blizej mojej 18 stki...... 17.06.07, 23:34
                Ja również czytając o Twojej rodzinie czułam się jakbym czytała o swojej.
                I powiem Ci tyle. Na początku też bardzo mnie to wszystko bolało, zwłaszcza
                wtedy, gdy wpakowałam się w niezłe g**** i nie mogłam na nikogo liczyć...Nieważne.
                Jeśli o psychologa chodzi, to też musiałam mieć zgodę starych na terapię,ale u
                mnie to wyglądało tak,ze dałam matce tą zgodę, ona przeczytała, podpisała i
                spytała się cz to wszystko co mam jej do powiedzenia. Powiedziałam jej tak i
                nigdy więcej o tym nie gadałyśmy...
                W każdym razie kiedyś zależało mi,żeby mieć "fajną" rodzinę,ale z czasem dotarło
                do mnie,że pewnych rzeczy nie przeskoczysz i nie da się osiągnąć kompromisu bez
                woli porozumienia z drugiej strony. Więc po prostu odpuściłam. Studiuję i
                pocieszam się,że to tylko kwestia max. 2-3lat i się wyprowadzę. I tle mogę Ci
                poradzić: rób swoje i myśl o przyszłości. Wiem,że to banalnie brzmi,ale mi
                przynajmniej pomaga...jako dodatek do terapii i leków...

                Pozdrawiam serdecznie i życzę duuuuużo wiary w siebie:)
                --
                Es ist der Traum der mich gefuhrt
                Und folgen werde ich bis in die Glut.
    • aurelia_aurita bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 14:28
      więc to dobrze że go nie czujesz, bo gdybyś czuł coś czego nie ma, byłyby to
      halucynacje ;)
      • poszukiwacz17 Re: bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 15:00
        ja leków nie przyjmuje, ani na terapie nie chodze...powinienem isc, ale nie mam
        motywacji i ochoty...gdyby Ktos mnie zmotywowal, ale kto....;/
        • me_lisaa Re: bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 15:04
          To ja spróbuję :)
          Na terapię maaaaaaaaaarsz!!!
          Młody jesteś, życie przed Tobą, szkoda go trochę przepuścić między palcami, jak
          sądzisz?
        • aurelia_aurita Re: bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 15:12
          słuchaj, jesteś w wieku w sam raz na terapię!. ja np. żałuję, że w Twoim wieku
          na żadną terapię nie poszłam. przejrzyj sobie wątek "biała lista...", może
          znajdziesz coś sensownego w swoim mieście.
          biegiem mi na terapię!!! ;)
          • edgard4 Re: bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 21:41
            ja wiem gdzie sie zglosic, zreszta kieyds juz tam bylem, ale jeszcze mi brakuje
            do 18stki i potrzebna jest zgoda rodziców....
            Wiem, ze dobrze isc, ale sam nie wiem...pewnie pojde bo zycie coraz bardziej
            mnie przytlacza..
            • edgard4 Re: bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 21:42
              upsss napisalem post pod innym nickiem:))))))

              A ile taka terapia trwa? Pol roku?
              • nienill Re: bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 21:46
                do skutku :DD
            • aurelia_aurita Re: bo w życiu nie ma sensu. 18.06.07, 22:02
              a no faktycznie, byłeś, umknęło mi, sory.
              to może poczekaj to tej 18-tki i wtedy idź?
              co się odwlecze...
              a zawsze warto!
              (ja sama poważnie zastanawiam się nad jakąś psychoterapią, tylko, do diabła,
              znalezienie dobrego terapeuty z nfz-u graniczy z cudem. (a o opłacaniu
              prywatnego nawet nie wspomnę...) )
Pełna wersja