aneko1
07.05.03, 14:40
Zacznę od tego. Poszłam do psychiatry z powodu natrętnych myśli i
przygnębienia. Dostałam - jak się pózniej okazało chybiony lek - pernazynę.
Brałam ją przez 5 dni, ostatniego dnia po prostu zwaliła mnie z nóg. Szybko
ją odstawiłam. Za kilka dni udałam się do innego lekarza. Powiedział, że mam
depresję, nie chciałam w to uwierzyć. Owszem miałam problemy ze spaniem, ale
funkcjonowałam normalnie. Chciało mi się robić wiele rzeczy. obowiązki domowe
wykonywałam praktycznie bez zarzutu, itp. Zapisał mi zoloft i zyprexę. Nie
wiem, czy ten ostatni w ogóle był mi potrzebny. No cóż, brałam go i już. Z
początku czułam się dobrze i dobrze spałam, ale zauwazyłam u siebie dziwny
objaw obojętności np. do męża, do rodziny w ogóle. Początkowo się tym nie
przejmowałam, grunt, że dobrze się czułam (zwiekszył mi się też apetyt -
ponoć po Zyprexie), trochę mi się trzęsły ręce i pociłam się. Po 2 i pół
tygodnia zaczęłam sie żle czuć, odczuwałam niepokój, chciało mi sie płakać,
potem doszło do tego, że odechciało mi się wracać do domu (wcześniej nigdy
tego nie miałam). Więc lekarz zmienił mi lek na Cipramil. Powiedział, że ten
lek "da mi kopa". Czekałam jak zbawienia chociażby dwóch tygodni, żeby on
zaczął działać. W tym czasie skupiłam się strasznie na swoim problemie,
zaczełam roztrząsać całą sprawę i ciągle zadawałam psobie pytanie, po co ja w
ogóle poszłam do lekarza, przecież wczesniej czułam się o wiele lepiej. Ale
było już za póżno. Cipramil z kolei spowodował, że nie mogłam wysiedzieć na
miejscu, ale poprawy samopoczucia nadal nie było. W pracy czułam się fatalnie
(wcześniej wszystko było ok). Nie mogłam znależć sobie miejsca. W domu też.
Mąż zrobił mi się totalnie obojętny, ale dlaczego? Zawsze czekałam na niego w
domu, robiłam obiady, itp. Boję sie, że ta obojetność nastąpiła po lekach i
już tak zostanie. Nie wiem, co wtedy ze sobą zrobię. Zawsze z mężem byliśmy
blisko, teraz jest mi obojętny, ale dlaczego? Czy ktoś może mi powiedzieć, ze
to jakoś minie, czy to zostało wywołane lekami i tak juz zawsze zostanie.
Wracając do mnie. Dostałam lek na uspokojenie. Trochę lepiej się poczułam.
Teraz z kolei naszła mnie straszna płaczliwośc i totalna niemoc. Teraz to
jest już depresja. Myślę, że sama się w nią wpędziłam za sugestią lekarza.
Mam słaby charakter i jestem podatna na sugestie. Po prostu uwierzyłam mu w
tę depresję, leki zle zadziałały i mam chorobę jak nic. Obecnie - w dalszym
ciągu biorę Cipramil - 7 tygodni i żadnej poprawy. Do tego widzę trochę
zamazany obraz. Wszystko przestało mnie interesować, ledwo mogę zwlec się z
łózka, mycie się stało się katorga, nie gotuje, nie sprzątam, nic mnie nie
cieszy, ciągle płacze i wpominam przeszłosc, i zadaję sobie pytanie: po co
poszłam do psychiatry. Teraz mam zmarnowane życie. To jakiś koszmar. Nie dam
rady ciągnąc szoły, w pracy się męczę i w ogole nie mogę skupić. Nie cieszę
sie z wiosny, z niczego. Jestem załamana. I ta obojetność do meża i do
rodziny. Dlaczego - wszyscy mnie kochają, a ja nie mogę im się za to
odwzięczyć. Tymczasem lekarz powiedział, że da mnie mi lek - ale już ostatni
raz. Co mam zrobić, czy obojetność minie, co teraz będzie - ciągle zadaję
sobie to pytanie. Ciągle mysle o swojej chorobie, pzreciez kiedyś było
inaczej. Błagam, poradzćie mi coś. Rodzina ze mną juz nie wytrzymuje, ja
ciągle im powtarzam, że zrobiłam błąd idąc do lekarza...