mój stan to chyba moja wina... a może jego....?

18.03.07, 12:59
Ciągle wydaje mi się, że on mnie nie kocha... Niewiem dlaczego tak myślę.
Niemogę robić nic poza myśleniem o nim. To jest koszmar, trwa on już 2 lata.
Nieradzę sobie. Zaczynam się leczyć już niebawem druga wizyta u neurologa.
Chciała bym pogadać z jakąś dziewczyną/ kobietą, która rozumie takie uczucia,
która wsparła by mnie i może troszeczkę ukierunkowała moje myślenie. Niestety
w swoim otoczeniu niemogę o tym powiedzieć nikomu. Jeśli ktoś ma ochotę to
piszcie tu lub na mail. Pozdrawiam
    • lucyna_n Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 18.03.07, 15:11
      a co do tego ma neurolog?
    • eirinn Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 18.03.07, 15:36
      Znam to, to nerwica lękowa. U mnie, niestety, skonczyło się to
      urzeczywistnieniem lęków. Ale Tobie życzę powodzenia :)
      • ollaboga77 Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 18.03.07, 15:54
        eirinn napisała:

        > Znam to, to nerwica lękowa. U mnie, niestety, skonczyło się to
        > urzeczywistnieniem lęków. Ale Tobie życzę powodzenia :)


        NO to historia sie powtarza.. moje bóle głowy były spowodowane niepogodzenie
        sie zrozpadem związku... jak chcesz mozemy pomeilowac
        • donella Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 18.03.07, 18:39
          Mam pytanie takie , jak Lucyna- co ma NEUROLOG do Twoich dolegliwości?
          Zapewne miałaś na myśli psychiatrę, bo to jego działka.
          • ollaboga77 Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 18.03.07, 18:42
            donella napisała:

            > Mam pytanie takie , jak Lucyna- co ma NEUROLOG do Twoich dolegliwości?
            > Zapewne miałaś na myśli psychiatrę, bo to jego działka.

            jak najbardziej neurolog ... ja mialam eeg i wyklazało co nieco brzydkiego
            dostałam lucetam :)
    • tlenoterapia Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 18.03.07, 22:38
      > w swoim otoczeniu niemogę o tym powiedzieć nikomu. Jeśli ktoś ma ochotę to
      > piszcie tu lub na mail. Pozdrawiam

      A własnie powiedzenie na glos tego co trapi powoduje czesto
      odblokowanie.Nerwicowe mysl traca na sile.Pozdrawiam
      • wera10 Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 19.03.07, 07:36
        Witam, dzięki za wasze zainteresowanie tematem. jeśli chodzi o neurologa to
        trafiłam do niego od zwykłego internisty. Niewiedziałam gdzi mam się zgłosić.
        Internista powiedział,że najpierw neurolog (mam częste bóle głowy kiedy się
        denerwuję)a potem on skieruje mnie dalej. Ogólnie internista mnie olał cyt. "
        Taka młoda dziewczyna a już takie nerwy? Pani jest za młoda na takie
        dolegliwości! " chciałam poprosić chociaż o jakiekolwiek słabe leki, które
        pomogą mi zasnąć ale nic z tego. Dziś jestem już w pracy, czekam czy się
        odezwie (ten przez którego to wszystko się dzieje), mam ściśnięty żołądek, jest
        mi niedobrze
        • lucyna_n Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 19.03.07, 09:20
          No tak,
          można zrobić badania, eeg np i wyeliminować inne przyczyny tego bólu głowy, ale powinna Pani raczej
          porozmawiać z psychiatrą, bo neurolog to może Pani leczyć np padaczkę, ale nie nerwicę.
          Proszę się nie bać psychiatry, porzucić uprzedzenia i postarać się wybrać na wizytę. Przypuszczam że
          skieruje Panią na psychoterapię, zresztą słusznie ale też przepisze coś co pozwoli normalnie
          funkcjonować zanim uda się Pani zmienić w życiu to co nerwicę wywołuje. Interniści to tylko lekką ręką
          wypisują leki które uzależniają i w krótkim czasie ma się jeszcze większy problem, a tej pani lekarce to
          przydałby się mały atak lęku panicznego może nabrałaby baba rozumu:)
        • lucy_in_the_sky_78 Re: mój stan to chyba moja wina... a może jego... 29.03.07, 15:53
          czesc wera,
          napisz na lucy_in_the_sky_78@gazeta.pl i pogadajmy
          ja mam wrazenie ze ze mna dzieje sie cos bardzo podobnego
          i wiem, ze nie ma w tym wiele jego winy, bo jest cudowny. wydaje mi sie, ze
          moje zachowanie uwarunkowane jest przezyciami z poprzednich zwiazkow ... i
          bardzo niska samoocena, ale tylko odnosnie pojmowania siebie w zwiazku. wydaje
          mi sie, ze caly czas jestem przekoana ze nie jestem godna milosci, ze nie
          zasluzylam na to by ktos dobrze mnie traktowal, a z drugiej storny tak bardzo
          sie boje ze gdy on pozna JAKA jestem naprawde to mnie zostawi. PS. on mnie juz
          troche zna, znamy sie kilka ladnych lat, jestesmy ze soba prawie rok.... wiec
          wiem, tak racjonalnie patrzac na sprawe, ze to nie o to chodzi, ze jezlei mnie
          zostawi to tylko i wylacznie dlatego ze nawet swiety by nie wytrzymal ze mna ..
          i tak w kolo macieju.

          jezeli i ciebie cos takiego spotkalo
          napisz ..pogadamy

          pozdr
          LUCY
Pełna wersja