ania_chmielewska
10.05.03, 05:47
Depresja to bardzo "bolesna" choroba. Cierpi ciało, cierpi dusza. Człowiek
czuje się samotny, odrzucony, niezrozumiany, niepotrzebny. Nie widzi
perspektyw, przyszłość jest czarna, niewytłumaczalna. Nie ma przyszłości.
Jest bolesna przeszłość i koszmarna teraźniejszość. Wydaje się, że jedynym
rozwiązaniem jest skrócić raz na zawsze swoją mękę... leki nie działają,
psychoterapia jest mało skuteczna, nikt nas nie chce pojąć. Mówią: "weź się w
garść, zrób coś ze sobą". Czasem w odpowiedzi na nasz stan generują złość i
gniew. Chcą nas szarpnąć i wyrwać z letargu. My płaczemy, potem nie mamy już
nawet siły płakać. Tłumimy w sobie emocje. Złość zwraca się w naszą stronę.
Zaczynamy nienawidzieć siebie. Czasem jest jescze iskierka nadziei, że ktoś
zobaczy, zrozumie, pomoże... TO JEST OBLICZE DEPRESJI
Proszę nie traćcie nadziei! Jeśli macie depresję to wasz stan jest
zrozumiały. Jednak śmierć nie jest wyjściem - to krok ostateczny.
Jeśli lek nie działa, trzeba go zmienić, trzeba o tym porozmawiać z
psychiatrą. Trzeba leki brać regularnie i zgodnie z zaleceniem lekarza.
Trzeba skorzystać z pomocy psychologicznej - pomocy ciepłego, empatycznego
człowieka, ktory wesprze, zrozumie, wysłucha. Jeśli myślicie, że nie warto
żyć to pomyślcie, że wszyscy macie podobny problem. Może warto zjednoczyć się
w tym cierpieniu i żyć?