pozwólcie coś napisać

19.05.03, 16:36
Witajcie,
Zacznę od tego, że nie chce mi się tego pisać, myślę że to zrozumiałe. Dzieje
się coś niedobrego. TO postępuje i w niewidzialny sposób mnie osacza.
Prawdopodobnie nie napiszę niczego nowego ale mam nadzieję, że przynajmniej
wyrzucę z siebie trochę przygniatającej mnie frustracji. Słyszałem (słyszałem-
smutne) wielokrotnie o dobroczynnym działaniu rozmowy z kimś bliskim lub w
ogóle z kimkolwiek. Nie mam nikogo i nie mógłbym przemóc się do otwartej
rozmowy z obcym człowiekiem. W ten sposób sobie nie pomogę. Jedynie ten post
będzie dla mnie rozmową. I nie ma znaczenia to czy ktoś zabierze tu głos. Tu
są podobni ludzie i to wystarczy.
Załamuję się. Nie mam siły. Jestem ciągle zmęczony. Jestem słaby, coraz
słabszy. Zachowuję pozory, co dodatkowo mnie przygnębia. Właściwie pozory są
coraz rzadsze. Coraz mniej mi się chce udawać. Łatwiej jest unikać ludzi.
Szczególnie, że szybko to ułatwiają. Szkoda, że nie mam jakiejś rodziny, może
wtedy z miłości lub z wyrzutów sumienia zrobiliby coś, żeby mi pomóc. Choć
wtedy być może przeklinałbym rodzinę, kto wie. Chciałbym, żeby było inaczej,
żeby było dobrze. Kiedyś było dobrze, właśnie jak nie byłem sam, krótko, może
rok. Tyle było spraw, tyle rzeczy do zrobienia, nie miałem czasu myśleć ...,
no właśnie. Rok, jeden rok na tyle lat życia, jak to możliwe, kiedy „to” się
stało, co mi się stało? Zadziwia mnie jedna rzecz, nieracjonalna a na dodatek
zdaję sobie z niej sprawę. Jeżeli trwa to już tyle lat, jeżeli jest coraz
gorzej i gorzej to dlaczego wydaje mi się, że to się kiedyś zmieni i znów
będzie dobrze. I zrobi się to samo. Poznam kogoś, kto mnie pokocha i wszystko
co złe zniknie. Litości, co za bezsensowne myślenie, przecież ja unikam
ludzi, jak mam kogoś poznać. Co za pułapka. Ta myśl jest jak kromka chleba i
woda, która utrzymuje więźnia przy życiu. To chyba „nadzieja”. Niesamowite
jak siła tkwi w takim uczuciu. Nie jest to dla mnie żadne pocieszenie, po
prostu składam pokłon potędze natury. Tak swobodnie potrafi mnie trzymać na
wodzy, świadomego, co jeszcze bardziej boli.

Dajcie spokój, człowiek w mojej kondycji może się tylko zirytować, dla mnie
wszystkie rady są złe, bo nie jestem ich w stanie zrealizować, jestem
bezsilny. Może musi jeszcze bardziej się pogorszyć, trochę liczę na instynkt
samozachowawczy, a on na razie milczy. Jak to było w filmie „Wniebowzięci”?
„Życie jest piękne, niestety trzeba umieć z niego korzystać”.
    • condohor Re: pozwólcie coś napisać 19.05.03, 22:39
      Witaj Arsen,
      Dobrze Cie rozumiem, bo czuje sie podobnie juz od dluzszego czasu. To smutne
      jak piszesz, ze miales ten rok kiedy byles zabiegany i teraz pozostaje to tylko
      we wspomnieniu. Czy nie czerpiesz z tego zadnej energi ?
      Sam nie chcesz zeby udzielac rad, i sam nie jestem dobrze uplasowany zeby takie
      rady dawac. To tez fakt, ze chyba wymieninie sie z, chocby anonmimowymi,
      osobami daje jakas tymczasowa ulge. Czy nie masz mozliwosci do nawiazywania
      jakichkolwiek kontaktow w pracy, szkole ?
      Osobiscie czasami troche mi pomaga sport, bieganie, chociaz nie na dlugo i nie
      zmienia to faktu, ze jestem wszystkim innym wykonczony. Najgorsze dla mnie bylo
      zapadanie sie w papierosy i alkohol, to tylko pogarsza stan.

      Mam nadzieje ze przynajmniej pisanie na forum cos Ci dalo,
      Pozdrawiam
      Condohor
Pełna wersja