e_english
27.06.03, 21:10
Moja historia w skrócie- 2 m-ce przygnębienia, zmęczenia, płaczu bez powodu
etc., od ponad miesiąca napady lęku, ciągły niepokoj, czasem uczucie
odrealnienia, objawy somatyczne (ból głowy, kołatanie serca, nudności,
wymioty, bezsenność, drętwienie rąk etc.etc.- badania w porządku), 2 czy 3
napady paniki w nocy, w autobusie.
Pierwsza wizyta u psychiatry- miesiąc temu. Bez diagnozy ("to normalne,
czasem się zdarza"). Bioxetin rano, Afobam, Bellergot.
Druga wizyta u psychiatry- 3 tygodnie temu. Żadnych dodatkowych pytań. Wizyta
trwała 10 minut (w czym wypisywanie karty i recepty-5). Diagnoza- stany
depresyjno-lękowe. Zyprexa na noc przez 3 m-ce.
Trzecia wizyta u psychiatry- 2 tygodnie temu. Diagnoza- nerwica. Aurorix,
Estazolam, Propranolol.
Poszłam do trzech różnych lekarzy po to, żeby się upewnić, co mi jest. Który
zestaw leków powinnam wybrać? Który z lekarzy miał rację?
Po każdej z tych wizyt czułam niedosyt, czułam się niedopytana,
niedoinformowana, zignorowana, zlekceważona. Żaden z lekarzy nie zapytał o
moje relacje z otoczeniem, z bliskimi osobami, o dzieciństwo, o to jak na co
dzień funkcjonuję, czy ostatnio zdarzyło się coś, co mogło taki stan wywołać.
Nikt nie zadał sobie trudu, żeby dociec, skąd się moja choroba wzięła. Zero
zainteresowania człowiekiem, tylko stosy antydepresantów i innych ogłupiaczy.
Jestem zniechęcona i chyba dam już sobie spokój... Abstrahując od mojej
sytuacji- każdy, kto ma lekkiego doła czy zły dzień, dostaje teraz prozac?
Mam wrażenie, że tutaj jestem w stanie powiedzieć o sobie i swoich
dolegliwościach dużo więcej niż u lekarza, który może poświęcić mi najwyżej
10 minut (za 50-60zł). W takim czasie to ja nie potrafię opowiedzieć o 3
najgorszych m-cach w moim życiu.
Przepraszam za ton, ale jestem wściekła.
Ukłon w stronę ekspertów.