byczek00
19.07.03, 23:28
Nie akceptuje siebie, a przez to nie kocham mojego zycia. Ranie tych,
ktorych kocham. Mało tego, nie moge osiagnać równowagi seksualnej. Nie wiem
kim jestem. Kim jestem? Facetem, kobieta, gejem? A moze dziwka (to byloby
najlepsze rozwiazanie). Dziwka samcow - chyba tego ptrzebuje.
Nienawidze siebie, nie!, nie dlatego, ze chce byc dziwka samcow! Nie
akceptuje siebie, dlatego, ze nic nie osiagnalem, poza dobroocia i
poswieceniem dla innych, a szczgolnie dla rodziny.
Wspieralem, kochalem i co? I nic! Zostalem na lodzie z calym dobrodziejstewm
inwetarza wlacznie z dlugami i sromota zycia codziennego. Malo tego, ci
ktorym pomagalem (dajac wszystko, bez pytania!), nazwali mnie egoita!
Nie chce zyc. Rodzina zaczyna byc dla mnie synonimem nieszczescia i
pregieza. A przeciez tak nie jest!
Nie mam juz sil! Nie boje sie smierci, tylko jakos ta beznadziejna nadzieja
trzyma mnie przy zyciu. Nadzieja jest zbrodnia i kara Boga!
Kim jestem? KIM?