pusteee
28.10.07, 22:06
Nie potrafie sie przywiazac do nikogo. Czy ktos jest w moim zyciu czy zniknie
nie ma dla mnie zadnego znaczenia. Kiedys tak nie bylo, z jednej strony bylem
wrecz uzalezniony od potrzeby bycia z innymi z drugiej strony ekstremalnie
balem sie odrzucenia. Troche pozniej potrafilem szybko zrywac kontakt z ludzmi
i to w sposob komiczny. Jednego dnia z kims rozmawialem zartowalem drugiego
dnia przestawalem nawet mowic czesc i wzrok tej osoby skierowany w moja strone
nie wywolywal zadnej reakcji. teraz juz jestem tylko [....cenzura etykietki
zeby sie nie czepiano...], zadnej potrzeby nie mam tylko widze ludzi a nic
mnie z nimi nie laczy. Widac lęk przed odrzuceniem zwyciezyl i zabil potrzebe,
czy tez moze mozg obumarl i zaczyna sie [...cenzura etykietki zeby sie nie
czepiano...]? jak to zmienic? Czy mozna utraciwszy podstawowe uczucia, widzac
ze mozna bez nich zyc raptem znow zaczac czuc? bo ja jakos trace wiare ze to
mozliwe. Juz tylko obserwowac umiem swiat w zaden sposob mnie on nie angazuje.