Dodaj do ulubionych

czy ktoś tutaj żałuje...

07.02.08, 23:49
... że w ogóle ZACZĄŁ się leczyć?
bo ja tak.
z nastrojem u mnie od lat było "dziwnie". przechodziłam czasami jakieś lekkie
depresje (albo subdepresje) ale radziłam sobie, w życiu nie przyszłoby mi do
głowy iść do psychiatry. aż przyszła pierwsza ciężka depresja. po kilku m-cach
zastanawiania się "czy aby na pewno mam depresję, czy lekarz nie każe mi wziąć
się w garść i s.pie..ć" poszłam.
i tak zaczęła się moja przygoda z psychiatrią.
raz zmieniałam lekarza. musiałam, bo za pierwszym podejściem trafiłam na
bezmózgą idiotkę. za drugim - już na normalną lekarkę.
tyle że, cholera, wcale nie jest lepiej. leczę się kilkanaście m-cy i
praktycznie stoję w miejscu, co ja mówię, kręcę się w kółko.
dostałam CZWARTY w życiu antydepresant... i jestem załamana. mam ochotę rzucić
to całe leczenie w cholerę. coraz częściej nachodzą mnie takie myśli. i są
coraz silniejsze.
nie potrafię się dogadać z moją lekarką, która przepisuje mi b. słabe
antydepresanty - a to dlatego, że nie chcę brać normotymików. a dlaczego nie
chcę? bo nie usłyszałam od niej ŻADNEGO argumentu, dlaczego powinam je brać.
odpowiedzi znaczące tyle co "bo tak" mnie nie satysfakcjonują.
toteż pani dr ze zbolałą miną, bez żadnej próby dyskusji, wypisała mi receptę
na kolejny słabiutki antydepresant, który najprawdopodobniej będę sobie
przyjmowała przez kilka miesięcy bez specjalnego skutku.
k.u.r.w.a chodzę do niej prawie rok, a ona NIE JEST W STANIE podać mi
jakichkolwiek informacji w stylu: ile jeszcze potrwa leczenie, jakie mam
szanse, że depresja nie wróci, CO mi tak naprawdę dolega, dlaczego powinnam
brać normotymiki, które mają paskudne skutki uboczne - zawsze słyszę
wymijające odpowiedzi, które mi NIC nie mówią. jedyne, co pani dr potrafi
powiedzieć, to: "poczekajmy jeszcze trochę, może lek zacznie działać". w
dalszym ciągu ją lubię, ale już prawie wcale jej nie ufam.

naprawdę mam coraz większą ochotę rzucić to leczenie. to wszystko jest bez sensu.
ale jak rzucę prochy - boję się, że będzie jeszcze gorzej. boję się, że kiedyś
w końcu dopadnie mnie tak paskudna depresja, że pokrzyżuje mi wszelkie plany i
zniszczy całe życie.
a z drugiej strony - niedługo wiosna. poza tym - ostatnio świetnie mi się
układa w życiu, wszelkie okoliczności są po mojej stronie. może to wystarczy,
żeby zwalczyć te resztki depresji, które jeszcze we mnie siedzą?
Obserwuj wątek
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka