w kwestii niezrozumienia przez "bliskich"

19.02.08, 10:45
świadomość że nic się nie zmieni chociażbym psychiczne bebechy z
siebie wypruła żeby unaocznić, sprawia że dziś mam ochotę krzyczeć,
walić głową w ścianę , pociąć się, cokolwiek byleby wyrzucić z
siebie tą niemoc, to poczucie bezsensu, bezradności, i ogólnego
upokorzenia. A jedyne co musi mi wystarczyć to 1 tabletka.
    • dorcia1974 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 11:16
      mi jedna nie wystarcza :(
    • zoltanek Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 11:39
      ja bym się nie poddawał. kto jak kto, ale bliscy powinni Cię rozumiec. wiem, ze
      to nie łatwe, ale nawet największy jełop w końcu pojmie, jesli tylko mu na Tobie
      zależy. musisz próbowac, rozmawiac, rozmawiac....
      z reguły stronie od dawania rad, ale wizja Lucyny spędzającej życie w otoczeniu
      bliskich i wewnętrznej samotności budzi mój ogromny sprzeciw.
      • lucyna_n Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 12:22
        na razie monologuję, monologuję, monologuję,
        a co gorsza im dłużej to robię tym "bliscy" bardziej obojętnieją,
        sluchają nie słysząc, w końcu tyle czasu to samo gadam, najbardziej
        mnie boli kiedy zapada milczenie a potem "zmiana tematu na weselszy"
        , snucie planów, też jest fajne, ewentualne moje słuchanie o ich
        problemach, o!! to jest bardzo interesujące, i z tym można do mnie
        zawsze uderzyć. Po prawdzie ja chętnie słucham i wcale nie
        uważałabym tego za problem, ale cudnie by było gdybym znalazła choć
        raz taką samą dozę zrozumienia bez bagatelizowania moich słów. Coś
        takiego ponoć jest zmorą ludzi w żałobie, omijanie tematu żeby nie
        zrobić osobie przykrości. Dla mnie to omijanie jest właśnie przykre.
        Nie przeżywam tego aż tak bardzo codziennie, ale czasem tak jakoś
        się zbierze, czasem się czlowiek jeszcze zrywa i chce walczyć o
        siebie, o swoją ważność i sens.
        Ludzie uciekają od depresji, od fobii, ode mnie, zapraszają mnie ,
        mówią "jak będziesz czuła się na siłach przyjedź, czekamy", a ja już
        nie wiem czy śmiać się czy płakać na te propozycje,
        agorafobia już mi przez gardło nie przechodzi, wstyd się przynać.
        Wiem, że nikt świadomie nie chce zrobić mi przykrości, co więcej
        uważają że to ja robię przykrość i ignoruję bo zapraszana nie
        przyjeżdżam. Nie wiem jak się obrócić, nie wiem co robić, łykać
        prochy i odbywać te wizyty, udawać że nie widzę jak ludziom twarze
        kamienieją i gadać o sobie, grać zdrową, żeby nie odstraszać ,
        zamknąć się w psychiatryku i niech mnei tam leczą jak chcą.
        Nie mam już pomysłu, nie mam siły na realizację, czuję się jakimś
        przypadkowym czymś na doczepkę do ludzkości. Ni to żyje ni nie żyje.
        ja wiem że ludzie mają większe problemy, że pod wieloma względami
        jestem szczęściarą, ale czasem jest taki dzień, że coś w człowieku
        się szarpie, robak gryzie , garb większy niż zwykle.
        • mskaiq Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 13:12
          Z tego co napisalas ze monologujesz negatywnie. Twoi bliscy moga
          zrobic dwie rzeczy. Zignorowac albo kupic to co mowisz. Jesli kupia
          przekazesz im Swoja depresyjnosc i wtedy ich samopoczucie bedzie
          takie jak Twoje. Kiedy zignoruja unikna stanu depresyjnego.
          Dlatego zmiana tematu na weselszy.
          Dlaczego akceptujesz Swoja negatywnosc, dlaczego nie chcesz zmienic
          Swojego nastroju na radosniejszy. Za kazdym razem kiedy jestes
          negatywna dolujesz siebie. Powinnas unikac tego tak jak Twoi bliscy
          tego unikaja. Oni sie bronia przed stanem depresyjnym, Ty
          akceptujesz ten stan.
          Serdeczne pozdrowienia.

          • lucyna_n amen 19.02.08, 13:44
            jedyne co mnie pociesza to to, że i Tobie i mnie kiedyś tak samo
            grabarz dupe łopatą oklepie
          • zoltanek Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 14:22
            boze.... MsKaiq'u

            w jednym poście pokazałeś wszystkie swoje negatywne cechy
            -traktujesz ludzi przedmiotowo
            -brak ci empatii
            -nie zrozumiałeś postu Lucyny
            -wierzysz w to co piszesz

            weź poświęc trochę więcej czasu na czytanie ze zrozumieniem.
            flaki się przewracają

            • rain.dog Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 16:27
              > weź poświęc trochę więcej czasu na czytanie ze zrozumieniem.

              "daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia..."
          • luka.s1 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 02.03.08, 09:12
            mskaiq napisał:

            > Z tego co napisalas ze monologujesz negatywnie. Twoi bliscy moga
            > zrobic dwie rzeczy. Zignorowac albo kupic to co mowisz. Jesli
            kupia
            > przekazesz im Swoja depresyjnosc i wtedy ich samopoczucie bedzie
            > takie jak Twoje. Kiedy zignoruja unikna stanu depresyjnego.
            > Dlatego zmiana tematu na weselszy.

            Tak, też tak myślę, a poza tym ludzie często nie wiedzą jak mają
            pomóc depresyjnej osobie. Można raz czy drugi wysłuchać czyjegoś
            zrzędzenia, ale potem zaczyna to być męczące. Ty wygadując się przed
            kimś czujesz się lepiej a wysłuchująca cię osoba coraz gorzej.

            > Dlaczego akceptujesz Swoja negatywnosc, dlaczego nie chcesz
            zmienic
            > Swojego nastroju na radosniejszy. Za kazdym razem kiedy jestes
            > negatywna dolujesz siebie. Powinnas unikac tego tak jak Twoi
            bliscy
            > tego unikaja. Oni sie bronia przed stanem depresyjnym, Ty
            > akceptujesz ten stan.

            Myślisz, że Ona nie chce? Przecież każdy dąży do szczęścia,radości,
            może po prostu nie umie zmienić swego nastroju, a to nie znaczy, że
            NIE CHCE! Może Ty znasz jakiś sposób na zmianę nastroju?

            Pozdrowienia

    • nicx smutno i daleko 19.02.08, 13:33
      bliscy chcą człowieka tylko wtedy
      gdy potrafi udawać normalnego
      kiedy toniesz, nie ma żadnych bliskich

      mam dosyć tego odkopywania do kąta
      • ginger43 Re: smutno i daleko 19.02.08, 15:55
        Dużo w tym prawdy niestety. Człowiek ma mnóstwo znajomych jeśli jest
        pogodny i pełen energii, jak zaczyna się sypać, to wszyscy pojawiają
        się w przelocie. Wiesz zastanawiam się jak to jest, chyba większość
        ludzi nie wie jak wtedy się zachować. A to takie proste, wystarczy
        być, wysłuchać, czasami trochę zrozumienia, ale przede wszystkim nie
        pozwolić się rozczulać delikwetnowi i nadać mu pęd do życia.
        Przynajmniej na mnie to dobrze działa, ale też nie ma kto tego
        zrobić - bo to wymaga sporo zaangażowania i energii.
        ...............................................................
        Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa
        przyjemności.
        • abasia471 Re: smutno i daleko 19.02.08, 16:30
          Targają mną silnie dwa sprzeczne uczucia, po pierwsze mam olbrzymią
          ochotę nakopać Maskowi dupy za takt i zrozumienie jakie wykazuje a
          po drugie chciałabym przytulić Lucynę i powiedzieć, że będzie
          dobrze. Od siebie powiem, że już dawno przestałam się buntować
          przeciwko brakowi zrozumienia. Ludzie stosują różne miary w
          ocenianiu siebie i innych. Kiedy myślą o sobie, to uznają, że są
          biedni, mają problemy i ważne powody do złego samopoczucia a takie
          same zachowania u innych traktują z góry. Wiadomo - ja mam depresję
          czy nerwicę a on to wariat, ja mam problem, on wydziwia. Jestem
          szczęściarą, bo nie muszę zabiegać o uwagę i zrozumienie u
          najbliższych, ale prawda jest taka, że staram się zbyt często nie
          obciążać ich swoimi rozterkami czy żalami. Nie wiem czy gdybym
          bardziej domagała się współczucia nie mieli by mnie w końcu dosyć.
          Póki co nie mam zamiaru tego sprawdzać i jeżeli mogę radzę sobie
          sama. Lucyna trzymaj się, jakoś to będzie, bo jakoś być musi.
          • zyrafa46 Re: smutno i daleko 19.02.08, 16:45
            Lucyna, nie napiszę dużo. Nie tym razem.
            Ale MOCNO CIĘ PRZYTULAM.
            Żyra
            • demole Re: smutno i daleko 19.02.08, 17:52
              moim najwiekrzym nieszczesciem bylby nowy motor,
              nie ruszylbym sie przez 2i pol roku z domu,
              takie wspaniale urzadzenie,nigdy nie mialem takiej zabawki,
              poznanie mechanizmu dzialania tego cudu,to cos wiecej niz jazda
    • berrberochon Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 18:52
      bliscy od tego nie sa, tylko mama i tata. jak sie mama i tata nie sprawdzili to
      h..owo, czyli jak w zyciu. sa jeszcze terapeuci, ale wiadomo terapeuci to angery
      lub mask. a pozatym w zyciu zdarzaja sie cuda. ale nie wszystkim.
    • tarja30 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 20:25
      za cholere tego nie rozumieja i niezrozumieja
      • taka.jedna1 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 22:57
        Lucynko zawsze będę pamiętać Ci P-ń ul.Lutycka. Mało odzywałam się, ale za to
        mogłam posłuchać Ciebie. Zawsze jesteś tam gdzie trzeba.
        Cenię Cię i lubię.
        Pozdrawiam
        TJ
        • lucyna_n Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 23:34
          a ja myślalam że Cię zamęczyłam tym gadulstwem:)
          też Cię pozdrawiam:)
          • bella_donna.5 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 23:40
            Lucyna, tylko się nie pień...
            powiedz, co sądzisz o psychoterapii i czy próbowałaś?

            a ja podpisuję się pod Twoimi słowami, tyle że terapia
            pomaga zrozumieć mi siebie w tym zagmatwaniu
            • lucyna_n Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 23:48
              oczywiście że próbowałam,nawet trzy podejścia, efekty takie że nie
              wiadomo było czy się śmiać czy ręce załamać. Zresztą w tym wątku
              poruszyłam problem nie tyle choroby jako takiej tylko tego że nie ma
              zrozumienia. Nawet zdrowa będę pamiętać że kiedy bylo źle, wokół
              była pustynia. Ja może nawet i rozumiem dlaczego tak jest, ale to
              nie zmienia faktu że to boli. Zrobilam dzisiaj mały wywiad
              środowiskowy z osobą chorą fizycznie,po wypadku, ten sam problem,
              nie chodzisz na imprezy, nie jeździsz do ludzi, nie możesz wyjść z
              chaty, to Cię nie ma.
              • bella_donna.5 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 19.02.08, 23:56
                znam ten ból,
                miałam pogorszenie z agorą na maksa mimo leków,
                wiem, co to izolacja
    • lucyna_n i kto mówi że tu nie ma wsparcia 19.02.08, 23:36
      no , po prostu nie wiem co powiedzieć...
      ..dziękuję
      • berrberochon Re: i kto mówi że tu nie ma wsparcia 20.02.08, 00:14
        masz specjalne prawa tutaj. lucyna krolowa depresyjnych serc.

        niektore nicki z watku juz by tetnice odgryly jakby ktos inny to napisal.
      • czarna_wolga Re: i kto mówi że tu nie ma wsparcia 20.02.08, 00:16
        Mje wszystko wali mam wszystko w dupie i noi co jakieś objawienie
        niech mnje biorom na stol i mje krojom mosze jakis pozytek dla
        ludzkosci ...
    • mskaiq Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 04:11
      Mysle Lucynko ze normsalni ludzie nie sa tak bardzo daleko od
      depresji. Niewiele trzeba aby ich rownowaga ulegla zakloceniu.
      Kiedys moja Siostra rozmawiala ze Swoim Mezem o ich problemach a za
      sciana byl Ich Syn i sluchal.
      Rezultatem byla ciezka depresja mlodego chlopaka. Ja moge Cie
      przytulic bo wiem czym jest Twoj bol, bliscy uciekaja bo boja sie
      depresji. Boja sie monologu ktory przynosi im bol rowniez.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • berrberochon Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 10:41
        bliscy uciekaja bo boja sie
        > depresji. Boja sie monologu ktory przynosi im bol rowniez.

        wczesniej napisales ze maja do wyboru uciec albop kupic. tyle o chorobotworczym
        lęku piszesz, ale wlasnie gdy jest on chorobotworczy, to wtedy ten lęk
        usprawiedliwiasz, uznajesz za sluszny, piszesz ze nie nalezy wybierac
        negtywnosci bo przynosi bol. podobno pisales kiedys o wiecznym cierpieniu, i
        sposobem na poradzenie sobie z nim jest zamkniecie sie na nie. moze jakby nie
        musieli uciekac to by byli dalej od depresji.
        • berrberochon Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 10:45
          to nie rozmowa o problemach wywoluje depresje tylko rozmnowa przesiaknieta
          strachem przed problemami. uciekanie do "pozytywnosci" tez przesiakniete nim jest.
        • mskaiq Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 13:03
          Nigdy lek nie jest sluszny. Niestety bliskie osoby dla czlowieka z
          depresja nie umieja go przelamac rowniez, dlatego wola uciec. Robia
          dokladnie to samo co osoba z depresja bo wydaje sie latwiej uciec
          niz przelamac lek.
          Lucynka kiedys probowala przelamywac lek ale wycofala sie z tego.
          Nie przelamany lek rosnie. Aby pozbyc sie leku trzeba go przelamac,
          nie ma innego sposobu.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • berrberochon Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 13:23
            to go przelam mskaiq
            • irga7 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 15:27
              Nie szukam już zrozumienia u ludzi....bo i po co.W większości
              ludzie po prostu nie umieją...czy nie chcą słuchać.Odkąd pamiętam,to
              ja robiłam za słuchacza...trochę boli,ale da się z tym żyć.Jeśli
              chodzi o najbliższych,nie chcę ich ranić...martwić(dzieci).Reszta
              bliskich(mąż)miał w zwyczaju za przeproszeniem...wycierac gębę moją
              chorobą.W związku z taką a nie inną sytuacją,nikt w domu nie wie,że
              po raz kolejny biorę leki.Nielekko...ale wytrzymam ile się
              da.Pozdrawiam...siląc się na uśmiech.
              • irga7 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 16:13
                Kurcze....ja nawet marzeń nie mam.....
          • tarja30 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 15:31
            mskaiq napisał:

            >> Lucynka kiedys probowala przelamywac lek ale wycofala sie z
            tego.
            > Nie przelamany lek rosnie. Aby pozbyc sie leku trzeba go
            przelamac,
            > nie ma innego sposobu.
            > Serdeczne pozdrowienia.

            prawda jest taka ze to gowno prawda
      • kaczy.i.indyczy Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 15:17
        Ja moge Cie
        > przytulic bo wiem czym jest Twoj bol, bliscy uciekaja bo boja sie
        > depresji.

        Z tym przytulaniem to uwazaj,skad wiesz czy Lusia nie ma meza?
        Forumowe propozycje pod plaszczykiem...
        • oxygen1000 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 20.02.08, 19:33
          Mskaiq słynie z metod wynalazków leczenia depresji, wynalazł nową metodę
          przytulanie na forum, buziaki od Aidki, podpisy Twoja Aidka, przytulanie Lucyny
          etc.
          • annrez Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 21.02.08, 08:49
            latwo powiedziec _pokonaj strach idz do ludzi....ale jak to zrobic
            kiedy najchetniej schowalabym sie w mysia dziure .Nikoco by nie bylo
            nikt nie patrzylby na mnie jak na dziwolaga ktore nie wie co chce.A
            jachce zeby ktos mnie prztulil poszedl na spacer albo tylko zapytal
            jak minal dzien.Czy za duzo wymagam od bliskich? czyli meza
            • mskaiq Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 23.02.08, 01:00
              Annrez napisala
              > latwo powiedziec _pokonaj strach idz do ludzi....ale jak to zrobic
              > kiedy najchetniej schowalabym sie w mysia dziure
              Trzeba isc do ludzi wbrew myslom ktore wywoluja strach. Musisz
              uwierzyc ze ludzie nie sa tacy zli. Proces jest powolny, najpierw
              odwaz sie byc z ludzmi i sluchac, pozniej odezwij sie raz albo dwa
              razy. Po wielu probach nauczysz sie odzywac sie do ludzi i przekonac
              siebie ze kontakt z nimi nie jest taki zly. W koncu polubisz te
              kontakty a wtedy strach calkowicie zniknie.
              Mapisalas
              > A jachce zeby ktos mnie prztulil poszedl na spacer albo tylko
              > zapytal jak minal dzien.Czy za duzo wymagam od bliskich? czyli meza
              Nie wymagasz za wiele ale Oni nie rozumieja Twoich potrzeb. Oni
              uwazaja za slabosc okazywanie milosci, oni sie jej boja. Nie trzeba
              sie bac milosci ale zeby moc przytulic druga osobe trzeba przelamac
              niechec do zrobienia tego, zrozumiec ze jest to piekne i potrzebne
              innej osobie.
              Serdeczne pozdrowienia.

              ale musisz uwierzyc ze nie sa przeciwko Tobie, ze nie sa tacy zli.
              Strach
              • oxygen1000 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 23.02.08, 05:49
                Mskaiq napisał

                >Nie trzeba
                > sie bac milosci ale zeby moc przytulic druga osobe trzeba przelamac
                > niechec do zrobienia tego, zrozumiec ze jest to piekne i potrzebne
                > innej osobie.

                Z tego co wiem kiedyś byłeś daleki od przutulania osób na forum, od nie dawna
                narodziła się nowa myśl. A gdzie podziała Twoja się koalaa,
                zdechła już, czy co ?
                • asie3 Re: w kwestii niezrozumienia przez "bliskich" 26.02.08, 18:37
                  Lucyna, ale sama napisalas " bliskich" w cudzyslowie. Co sprawia, ze
                  oni maja byc bliscy, ze to wlasnie oni musza rozumiec? Czy to sa
                  osoby z Toba spokrewnione? Niestety to nie znaczy, ze Ciebie
                  zrozumieja. Sprobuj poszukac gdzie indziej. Czasami jedna
                  wartosciowa osoba, dopiero co poznana, jest wiecej warta niz rodzony
                  ojciec :) Po co tracic energie na oczekiwanie od "bliskich" czegos,
                  co mozna znalezc gdzie indziej.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja