NIEBORA

28.08.03, 19:18
Robię nowe otarcie, ze względów technicznych: trudno się
otwierają wątki powyżej 100 wpisów.

Cytat, do którego nawiązuję:
" Istnieje taka granica, po przekroczeniu której jest człowiekowi
wszystko jedno. Potem jest już tylko lęk przed konsekwencjami.
Więc ciągle czekam na pretekst, na coś, co usprawiedliwi i
uzasadni ostateczne rozwiązanie. Potrzebny mi bodziec
wystarczająco silny, by przełamać tę ostatnią barierę strachu.
Przestałem już walczyć. Tylko tak sobie łykam te prochy i
czekam. Dlaczego mam być odpowiedzialny za moje życie, skoro
nikt uprzedził mnie o ryzyku i nie zapytał czy chcę ? Jak można
odpowiadać za coś na co nie ma się żadnego wpływu ?"

Bardzo dobrze rozumiem, to co mówisz.

Argumentów logicznych i pozalogicznych można dostarczyć tomy
i można dowodzić każdej tezy. Przy chorobliwym sposobie
rozumowania nie należy wdawać siuę w takie dywagacje, będą
jałowe.

Prawdziwe pytanie brzmi: czy życie musi być tak trudne, bolesne,
nie do wytrzymania, beznadziejne...

Dobra odpowiedż brzmi: nie.

Jak wyjść ze strony cienia? Stosując mądre leczenie, dobrą
psychoterapię, wyrozumiałość wobec samego siebie, cierpliwość
i... wiarę

Inna rzecz co słowo "wiara" znaczy. Moi prywatni przyjeciele
wiedzą co znaczy dla mnie. (No coż, do katoliczek się nie
zaliczam... ;-) co w naszym kochanym kraju nie ułatwia
porozumienia z ogółem współobywateli).
Ale dowolne rozumienie wiary traktujmy tu i teraz jak synonim
zaufania do pozytywnego czucia, myślenia i działania.

Ucałowuję Cię, Nieboro, po siostrzanemu
Marta
    • g.i.jane Re: NIEBORA 28.08.03, 20:11
      Witaj Piotrze,
      Dobrze, że jesteś. Tęskniliśmy za Tobą.
      Mnie się wydaje, że blue_a ma trochę racji. Po co brać prochy jeśli nie
      pomagają?
      A odejść nie możesz bo stałeś się wybitną indywidualnością na tym forum i
      choćby dla tego jednego powodu powinieneś zostać z nami.
      • blue_a sprostowanie... 29.08.03, 11:25
        (ja nie jestem psychiatrą, nie twierdzę, że Piotr ma się nie wzmacniać
        farmakologicznie, ale z tego, co napisał, to jest jakiś
        przeklęty "koktail"...stąd sugestia, aby zmienił lekarza...)
    • empeka Piotrze! 30.08.03, 04:11
      Witaj o świcie.
      :-)

      Tym razem chodzi mi o ten fragment Twojego listu:

      "Potrzebny mi bodziec
      wystarczająco silny, by przełamać tę ostatnią barierę strachu.
      Przestałem już walczyć. Tylko tak sobie łykam te prochy i
      czekam."

      Ja, paradoksalnie, obserwcję że przestałeś już walczyć odebrałam
      jako sygnał zmiany. Poczułam, że to ważny moment.
      Zmiana w sytuacji kogoś, kto jest na dnie depresji może być
      dwojaka, tak - nie. A jednak mnie się wydało że widzę obraz, na
      nim Ty: z lewej strony walczysz z własnym strachem (który wygląda
      jak postać z obrazów Bacona). A więc: Ty walczysz jak Jakub z
      aniołami, powiedzmy ten z Gauguina. A z prawej strony tego
      obrazu jesteś Ty, który tę walkę wygrałeś i teraz czekasz. Zmiana na
      tak.

      Wygrałeś dzięki temu, że przestałeś walczyć.

      Strach, razem ze swoją cholerną barierą gdzieś wywędrował,
      wskutek czego nie ma potrzeby "czekania na bodziec".

      Więc czekasz... ale już na coś dobrego... łykasz prochy...

      Co do prochów, może trzeba dokładnie przepytać własnego lekarza
      co i jak powinno działać, może trzeba dodatkowo skonsultować
      innego, może zmienić lekarza, to tylko Ty i ktoś Ci bliski może
      wiedzieć.

      Jesteś tu kimś ważnym, prawda.

      Jesteś też ważny dla kogoś innego. Zgadnij kogo mam na myśli?

      Pa
      Marta
Pełna wersja