w jakis sposob Wam zazdroszcze...

30.08.03, 10:06
zaczelo sie jak mialam 10 lat. Nagle wszystko sie wydawalo takie beznadziejne.
Ale jako dziecko jak mozna zrozumiec co sie dzieje?
Pogarszalo sie w miare czasu. Pod koniec podstatowej to czulam wieczne
zmieczenie, w sredniej poprostu nie moglam sie uczyc. Rodzice mysleli ze
jestem leniwa (tak samo nauczyciele). Czulam sie taka winna ze nie potrafie
sie pozbierac. Taka poza marginesem spoleczenstwa.

I dlatego Wam zazdroszcze, bo obecnie wiadomo ze to depresja, a nie negatywna
cecha charakteru.
    • perfect_life Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 30.08.03, 11:14
      50latka napisała:

      > zaczelo sie jak mialam 10 lat. Nagle wszystko sie wydawalo takie beznadziejne.
      > Ale jako dziecko jak mozna zrozumiec co sie dzieje?
      > Pogarszalo sie w miare czasu. Pod koniec podstatowej to czulam wieczne
      > zmieczenie, w sredniej poprostu nie moglam sie uczyc. Rodzice mysleli ze
      > jestem leniwa (tak samo nauczyciele). Czulam sie taka winna ze nie potrafie
      > sie pozbierac. Taka poza marginesem spoleczenstwa.
      >
      > I dlatego Wam zazdroszcze, bo obecnie wiadomo ze to depresja, a nie negatywna
      > cecha charakteru.

      Fakt, medycyna i diagnozowanie chorób wszelakich poczyniły na przełomie
      ostatnich lat duże postępy. Choć teraz leki przeciw depresji przepisuje się
      nieomal każdemu, kto ma zły humor... Rozumiem nieco Twoją lekką gorycz, bo tak
      sobie myślę, że w niedługim czasie może wynajdą metodę, która w ciągu jednego
      dnia pozwali być zdrowym człowiekiem i wtedy wszyscy tutaj będziemy zazdrościć
      naszym "następcom".
      Pozdrawiam.
      • shyness Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 30.08.03, 11:26
        perfect_life napisał:

        madrze piszesz perfect:) Zal mie te 50latki tyle lat cierpienia.
        A slyszales o jakichs dobrych prognozach co do leczenia depresji?
        Ja czytalam ze ostatnio odkryli gen odpowiedzialny za depresje i za pare lat
        (chyba) bedzie dostepne lekarstwo.chociaz jak byl Prozac to tez bylo wielke
        huha a na mnie wogole nie dzialal.
    • mr_hyde Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 30.08.03, 13:59
      50latka napisała:


      >
      > I dlatego Wam zazdroszcze, bo obecnie wiadomo ze to depresja, a nie negatywna
      > cecha charakteru.



      To prawda wiadomo,ale co z tego wynika??Bo dla mnie nic.
      • pollka Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 31.08.03, 05:21
        mr_hyde napisała:

        > 50latka napisała:
        >
        >
        > >
        > > I dlatego Wam zazdroszcze, bo obecnie wiadomo ze to depresja, a nie negaty
        > wna
        > > cecha charakteru.

        > To prawda wiadomo,ale co z tego wynika??Bo dla mnie nic.

        Jak to nie??? Charakter mozesz zmienic, trzeba troche dobrej woli
        a chorobe??? Masz wplyw na depresje, raka, brak nogi??
        • empeka Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 31.08.03, 06:01
          pollka napisała:

          > Charakter mozesz zmienic, trzeba troche dobrej woli
          > a chorobe??? Masz wplyw na depresje, raka, brak nogi??

          - Charakteru nie można zmienić, skąd takie informację?

          - Co to jest dobra wola? Poważnie pytam.
          (Depresja jest często nazywana chorobą woli.)

          - Myślę, że można mieć wpływ na chorobę, ale też trzeba by uściślić,
          co ma się na myśli.
          Czy chodzi Ci o wpływ pacjenta na własną chorobę niejako
          samodzielny?
          Czy o wpływ dzięki leczeniu, bez własnego zaangażowania?
          Czy o wpływ w postaci autoperswazji, że brak nogi, zdrowej wątroby
          lub duszy jest niezbyt straszny?
          Jakiś inny?

          Marta

          • 50latka Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 01.09.03, 00:27
            Nadal mam depresje, na ktora doslownie nic nie zadzialalo, ani psychoterapia i
            nie z jedna osoba, ani antydepresyjne lekarstwa.Jestem samotna bedzietna
            kobieta.Nigdy nie mialam meza.Pare prob samobojczych (niestety nieudanych).
            po 50 latach moge smialo powiedziec ze depresja jest nieuleczalna (przynajmniej
            dla niektorych). Wiem jaka bedzi reakcja - ze nie mam racji. Rozumiem ze trudno
            jest prawdzie spojrzec w oczy - bo brak nadziei jest najgorszy.Ale to jest FAKT
            • empeka Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 01.09.03, 00:56
              50latka napisała:

              > Nadal mam depresje, na ktora doslownie nic nie zadzialalo

              Bardzo Ci współczuję.

              Nie wiem, czy depresja jest czasem nieuleczalna, wiem że bywa
              bardzo żle leczona.
              Niby na jedno wychodzi, ale tak nie jest.

              Czy pytałaś lekarza na tym Forum jak wygląda sprawa rokowań w
              ciężkich depresjach, a jak w lekkich ale uporczywych i w takiej, jaką
              Ty masz, zgodnie z tym co o sobie wiesz?

              Pozdrawiam
              Marta
              • 50latka Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 01.09.03, 02:17
                empeka napisała:

                > 50latka napisała:
                >
                > Nie wiem, czy depresja jest czasem nieuleczalna, wiem że bywa
                > bardzo żle leczona.
                > Niby na jedno wychodzi, ale tak nie jest.

                Wiedzialam ze nie zgodzisz sie ze mna. zle leczona? A wiesz ze probowano na
                mnie kazdy rodzaj leku? kazdy rodzaj terapii? Nawet ekspert z depresji w radio
                przyznal, ze sa przypadki, ktore sa nieuleczalne. Tak jest, ale trudno spojrzec
                prawdzie w oczy. Ze czlowiek jest...bezsilny wobec wielu problemow.


                > Czy pytałaś lekarza na tym Forum jak wygląda sprawa rokowań w
                > ciężkich depresjach, a jak w lekkich ale uporczywych i w takiej, jaką
                > Ty masz, zgodnie z tym co o sobie wiesz?

            • rumiankowa Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 05.09.03, 11:12
              50latka napisała:

              > Nadal mam depresje, na ktora doslownie nic nie zadzialalo, ani psychoterapia
              i nie z jedna osoba (..)

              Kots madrze powiedzial, ze lepsza stała terapia u sredniego terapeuty niz 10
              najlepszych, zmienianych co chwilę. Moze za szybko rezygnowalas z kazdego z
              terapeutow? Jak pracowaliscie? Moze uciekalas od nich kiedy zaczynalo byc zbyt
              trudno, kiedy tematy Cie przerastaly...?

              > po 50 latach moge smialo powiedziec ze depresja jest nieuleczalna
              (przynajmniej dla niektorych).

              Mozesz jedynie mowic o sobie i to tez nie bylabym pewna. Zdajesz sobie sprawe,
              ze takimi stwierdzeniami mozesz skrzywdzic wielu ludzi, dla ktorych są duże
              szanse, a ktorych przybijasz diagnoza o "nieuleczlności"...?

              Jesli moge byc szczera to wiesz co mi sie nasuwa... że mozna bardzo walczyc z
              tym ,aby leki ani terapie nie zadziałały... Bo taki stan rzeczy czemus jednak
              sluzy. Bo gdybys przestala skupiac sie na chorobie musialabys np stanac twarza
              w twarz ze swoim życiem, zaczac je kreowac, brac odpwiedzialnosc...
              Skonfrontowac sie z tym, ze to nie przypadek ze jestes teraz w takiej a nie
              innej sytuacji zyciowej. Byc moze ta samotnosc, bezdzietnosc i niezameznosc tak
              Cie przeraza, ze wcale nie chesz sie z tym mierzyc. Bo co by miala robic, jak
              zyc "50letnia samotna kobieta bez rodziny"...? "Dla kogo zyc?" -> co w
              konkluzji moze prowadzic do podswiadomego wniosku "po co zdrowiec?"
              Ja oczywiscie nie twierdze ze niezameznosc i bezdzietnosc w tym wieku to jest
              cos strasznego, ale Ty w taki sposob o tym napisalas, jakby to byl dla Ciebie
              problem. Dlatego sparafrazowalam mozliwe myslenie na ten temat.

              I nie traktuj tego co pisze jako wynurzenia kogos nie znajacego tematu. Sama od
              lat chorowalam, byly leki, psychoterapia (nadal trwa, ale pracuje nad czyms
              innym), pobyt w szpitalu. Mialam tez praktyki w szpitalu psychiatrycznym,
              troche teorii itd.

              I uwierz, ze sa osoby trzymajace sie swoich chorob rekami i nogami! To jest ich
              swiat, potrzebny im do czegos - np do ucieczki przed prawdziwym zyciem. Ty
              piszac o wieloletnim leczeniu, podkreslajac swoje osamotnienie wydajesz sie nie
              miec "powodu" (a raczej nie widziec) do zdrowienia...

              Oczywiscie moze byc zupelnie inaczej, chccialam Ci napisac czysto osobiste
              spostrzezenia, o ktorych mozesz pomyslec i nie zgadzic sie z tym.

              >Wiem jaka bedzi reakcja - ze nie mam racji.

              I masz i nie masz. Masz racje mowiac, ze leczysz sie tak dlugo i jak dotad bez
              rezultatow - to sa fakty. Ale nie mozesz mowic, ze depresja jest nieuleczalna,
              ani nawet, ze Tobie sie nie uda wyleczyc. To jeszcze nie przesądzone...

              >Rozumiem ze trudno jest prawdzie spojrzec w oczy

              I rozumiesz i nie rozumiesz, bo sama zyjesz w troche "nieprawdziwym" swiecie...

              Pozdrawiam Cie serdecznie, wiem jak Ci cięzko. I wiem tez ze depresja to nie
              jest wyrok smierci.
    • empeka Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 31.08.03, 06:03

      Nie zazdrość, skąd wiesz od kiedy i na co cierpią bywalcy tego
      forum?

      50latka napisała:

      > zaczelo sie jak mialam 10 lat. Nagle wszystko sie wydawalo takie
      beznadziejne.

      Czy możesz opowiedzieć więcej o tym jak ułożyło Ci się życie?

      Pozdrowienia poranne
      Marta
    • e_english Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 01.09.03, 12:19
      To fakt, ze teraz diagnostyka lepiej stoi, ale to niewiele daje. To tylko
      kwestia nazwy i na dodatek nie ma zadnej pewnosci, ze to ta wlasciwa nazwa. Ide
      do lekarza i mowie- panie doktorze, czuje sie dziwnie, jakbym miala oszalec,
      ale nie umiem tego dokladniej opisac. Lekarz na to: depresja. Na jakiej
      podstawie?? Jak mozna zweryfikowac takie subiektywne odczucia i umiescic je we
      wlasciwej szufladce? Pewnie czasem mozna, ale nie zawsze.
    • aenne Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 02.09.03, 16:03
      mnie tez jest bliski problem bycia postrzeganym przez nie-depresyjne stado,
      wiec mysle ze w jakis sposob rozumiem rozterki autorki.
      ale wiele jeszcze przed spoleczenstwem polskim! tu uprawie autoreklame;) i
      odesle do swojego watku "prasa o depresyjnych i nerwicowych" - jak to myla nas
      z uposledzonymi umyslowo, a jak czlowiek probuje cos wyjasnic, to zlosliwie
      torpeduja...
      pozdrawiam
      • zdesperowana2 Re: w jakis sposob Wam zazdroszcze... 05.09.03, 12:05
        Ja tez jestem w podobnej sytuacji jak 50latka. Sa przypadki nieuleczalne i ja
        tez o tym slyszalam na wykladzie na temat depresji. Niestety taka jest prawda,
        tak samo jak ludzie umieraja na raka, ludzie umieraja "wewnetrznie" z powodu
        depresji.Szizofrenia tez jest nieuleczalna.
Pełna wersja