oby to były dobrego początki....

19.04.08, 21:06
Przeglądałam przed chwilą tzw.babską prasę. Nacięłam się na artykuł redagowany
przez jakiegoś psychologa pt: Kobiety które kochają za mocno. Przeczytałam i
zaczął sie potworny tłok myśli, niepokój, ból, ale...zrozumiałam. To trafiło
we mnie jak strzała, jakby było napisane dla mnie. Całe dzieciństwo wspominam
źle, obraz rodziców przywołuje wiele sprzecznych ze sobą emocji. Wieczna walka
o uczucie, wieczny lęk przed czasami nawet prozaicznymi czynnościami,
niepokój, wiecznie pedantyczny porządek i ciągłe czekanie i walczenie o coś -
o miłość matki, o akceptacje znajomych, o spełnianie wyobrażeń ojca co do
mojej osoby. Nawet nie zauważyłam kiedy to co miało cieszyć i być dla mnie
stało się walką - dla nich. W imię czego???
Kochałam siebie jako prymusa w podstawówce, jako utalentowaną uczennice w
szkole artystycznej zdobywającą nagrody - i w to brnęłam...nie kochałam nigdy
siebie - NIGDY! - kochałam wyobrażenie innych o mnie. Później ciaża - kochałam
siebie jako przyszłą matkę...choć ciążą w wieku 18 była wyzwaniem - nigdy sama
przed sobą nie przyznałam że tego nie chcialam, że nie planowałam, zawsze była
wymówka, wytłumaczenie - no i piękny obraz przyszłej mamy, który zniknął gdy
dziecko umarło. Ale byłam żoną - więć super - jestem żoną - robiłam najlepsze
obiady, byłam perfekcyjna w obowiązkach kury domowej. Kochałam być idealną
żoną, pomimo tego że bardzo szybko zdałam sobie sprawę że nie widzę
przyszłości z tym człowiekiem. Ale obrazek Żony idealnej to wynagradzał. Do
czasu. Nie wytrzymałam, pękłam. Albo dojrzałam, albo gdzieś "ja" ze środka
wreszcie się odważyło i zrzuciło ze mnie tą płachtę przeszytą
krótkowzrocznością, oszukiwaniem się i farbowaniem wszystkiego na siłę na
pastelowe kolory...i tak stałam znalazłam się "nad przepaścią"....bez
perspektyw, z odczuciem że zmarnowałam i że oszukiwałam samą siebie całe
życie. Wszystko boli, a ja gnije. Ogromne poczucie bezsensu i nie umiejętność
poukładania wszystkiego. Ból "bez odwrotu".Ból miłości na siłę. Ból nie
kochania siebie. Ból chęci "żeby było dobrze". Ból utracenia własnej
tożsamości, "mnie". Jestem teraz w tym miejscu, wiem, ze bardzo ważnym. Bo coś
zrozumiałam. Życzcie mi proszę aby ta myśl się nie zakończyła z dniem
dzisiejszym. Żebym zaczęła żyć - nie wegetować, żebym miała odwagę. Oby
nastała moja mała a tak wielka rewolucja. Powrót do świata. Bycia szczęśliwą,
bycie fear ze sobą.
Wam też życzę. Pozdrawiam.
    • donella Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 21:17
      Magda, czytalam Twoje posty już wcześniej.
      Ciagle z nich wynika, że ogromnie się miotasz. Miotasz bez końca i
      bez potrzeby!. Jesteś b. młoda i tym powinnaś się cieszyć.
      Nie pisz zbyt duzo, bo nikt z nas (albo niewielu) czytać Cię będzie.
      Ty, sama wiesz co Tobie potrzeba.
      I, bedą, to dobre początki.
      Pomyślności.
      dona
      • magd-a84 Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 21:54
        dziekuę za szczerośc :)
        Co prawda spowodowała poczucie winy nie mowiac o poczuciu wartosci, ale to moj
        problem.
        Wątek byc może faktycznie zaśmieca. Czasami czuje sie potrzebe zapisania mysli.
        tyle. w takim razie wątek out.
        • funstein Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 22:13
          niedowartosciowane matki nie potrafia dac milosci dziecku i w ten sposob morduja
          je emocjonalnie.
          Ta historia powtarza sie od poczatku swiata.
          Matka jest zrodlem zycia ale potrafi rowniez emocjonalnie
          zamordowac.
          • kontrr Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 22:17
            Funstein, pięknie, pięknie. Tylko pisz zamiast "matka" - rodzice.
            Dziecko powstaje z połączenia plemnika i komórki jajowej. Oprócz
            matki ma ojca. Ojciec też ma swoją rolę, choćby taką, ze jak matka
            dziecko emocjonalnie morduje, to ojciec powinien dziecka bronić.
            • funstein Re: oby to były dobrego początki.... 20.04.08, 08:15
              Ci nieobecni ojcowie, to albo wygryzieni z domu przez popieprzona samice albo
              synowie popieprzonych samic nie majacy meskiej tozsamosci.
              Jakby nie patrzec zrodlo problemu jest w pogietych matkach. To, ze faceci sie
              przewijaja przez te problem to juz pochodna sprawa.
              Dzieci kochajacej matki sa zwykle zdrowe i normalne i sa dobrymi rodzicami.
              Zrzucanie odpowiedzialnosci za babskie chore emocje na facetow to juz pierwszy
              objaw emocjonalnego popieprzenia. Wez sie za siebie i zacznij myslec zamiast
              podgryzac facetow.
          • bertrada Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 22:30
            Jestem pod wrażeniem. To chyba pierwszy post, w którym stwierdzasz,
            że coś nie jest wynikiem masturbacji? ;D
            • funstein Re: oby to były dobrego początki.... 20.04.08, 08:11
              no tak - ale efektem mordujacej matki jest dzieciak szukajacy ciepla i edofin w
              genitaliach. Wszedzie sie ta masturbacja niestety przewija i morduje niekochane
              dzieci.
        • kontrr Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 22:14
          > Wątek byc może faktycznie zaśmieca.

          Ej, no już nie przesadzaj z tą samokrytyką. Dobrze napisałaś. Co z
          tego, że długo? Ja tam lubię dłuższe posty, bo w tych krótkich to
          głównie popisy erystyczne, cięte riposty i inne takie tam. A ja
          lubię wylewnie od serca.
          A odzew niewielki, bo co tu w zasadzie komentować.
          • magd-a84 Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 22:18
            Może kiedyś będę "konkretna", będę umiała jakoś siebie określić, nazwać,
            przestane być życiową pierdołą - może wtedy posty będą lepsze a może już ich w
            ogóle nie będzie.
            Tych co im długość postu przeszkadza - przepraszam. Tym którym nie - dziękuję :)

            Pozdrawiam
          • magd-a84 Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 22:22
            Ja dopiero niedawno, przy okazji mojej przypadłości dowiedziałam się że moja
            matka już długio czas leczy się na nerwice lękową - to na pewno miało wpływ na
            jej funkcjonowanie w domu.
            Ojca nigdy prawie nie było -zabiegany, zapracowany, stad walczem=nie o niego, o
            to zeby byl zadowolony. On kupowal mi ksiazki, on gladzil po glowie, on
            przytulal, nie mama. Mama potrafila odepchnąć :(

            Teraz kontakt jest dobry z nimi. Znam wady jej i jego. Ale okropne uczucie
            odtrącenia, poniżania (nawet) pozostalo.

            No cóż....
            • kontrr Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 22:29
              > Ale okropne uczucie
              > odtrącenia, poniżania (nawet) pozostalo.

              Znam to uczucie dobrze. Wiem, że nigdy się go nie pozbędę. To jest
              dziura w sercu i nie da sie jej niczym zalepić.
          • eizo111 Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 23:20
            ja właśnie nie lubię długich
            bo co tu komentować jest jak jest proza życia

            pocieszanie kogoś po przeczytaniu posta wydaje mi się takie nieludzkie
            że tylko czasem można się przełamać
          • epifania_belzebuba Re: oby to były dobrego początki.... 20.04.08, 08:47
            kontrr napisała:

            > > Wątek byc może faktycznie zaśmieca.
            >
            > Ej, no już nie przesadzaj z tą samokrytyką. Dobrze napisałaś. Co z
            > tego, że długo? Ja tam lubię dłuższe posty, bo w tych krótkich to
            > głównie popisy erystyczne, cięte riposty i inne takie tam. A ja
            > lubię wylewnie od serca.

            dlugie to na forum "depresje i nerwice". na tym forum ludzie maja depresje i nie
            maja sily czytac dlugie posty i nerwice i nie maja cierpliwosci czytac dlugie
            posty.
            • kontrr Re: oby to były dobrego początki.... 20.04.08, 12:30
              Ale problem. To weź przeczytaj pół.
    • eizo111 Re: oby to były dobrego początki.... 19.04.08, 23:28
      gdzie był tamten artykuł?
      o chyba czytałem
      z nudów zdesperowany człowiek wszystko człowiek przeczyta
    • mskaiq Re: oby to były dobrego początki.... 20.04.08, 06:36
      Aby wyjsc z tego musisz wybaczyc sobie, rodzicom. Bez tego nie
      pozbierasz sie, bedziesz wracala myslami do tego co sie wydarzylo w
      Twoim zyciu, do Swoich bledow, do zalu do Rodzicow. Te uczucia
      przynosza wielkie spustoszenie w naszym zciu.
      Bardzo czesto motywacja do dzialania sa inni ludzie. Nie ma w tym
      nic zlego az do tego momentu kiedy robisz cos dla nich wbrew samemu
      sobie.
      Nawet nie wiesz jak czesto sie zdarza zadawalac innych wbrew samemu
      sobie. Rodzice potrafia wybrac meza ktorego nie kochasz, przekazywac
      swoje wartosci ktorych nie chcesz i ktore sa przeciwko Tobie.
      Czesto jednak godzimy sie na to aby oni dyktowali nasze zycie bo
      kochamy rodzicow bo zawsze oni decydowali za nas i wtedy zaczyna sie
      wielka tragedia.
      Nie mozna zyc wbrew sobie, nie mozna kochac kiedy nie kochamy, nie
      mozemy robic tego czego nie chcemy.
      Teraz musisz pozbyc sie wszystkiego czego nie chcesz, musisz wrocic
      do milosci bo jej najbardziej potrzebujesz.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • epifania_belzebuba Re: oby to były dobrego początki.... 20.04.08, 08:38
        to sa manipulacje chorego umyslu co ten czlowiek pisze


        > Nie mozna zyc wbrew sobie, nie mozna kochac kiedy nie kochamy, nie
        > mozemy robic tego czego nie chcemy.

        nie mozemy dzialac wbrew sobie ale musimy wybaczyc. nie mozemy kochac jak nie
        kochamy ale musimy kierowac sie miloscia. ten czlowiek jest tak posrany ze juz
        tylko na odstrzal tego pana.
Pełna wersja