czy to pomoże?

22.04.08, 07:04
Pisałam już co przeszłam w ubiegły piątek. Do teraz nie mogę się pozbierać. To jak jakaś trauma, nie jestem sobą. Nie uśmiecham się, stałam się strasznie płaczliowa. Obdarto mnie z godności i kompletnie nie wiem jak sobie z tym poradzić. Cały czas płacze ;(((
Kiedyś chodziłam do psychologa, ale krótko. Czy teraz psycholog by mpomógł?
ta piątkowa sytuacja przypomniała mi pewne zdarzenie z dzieciństwa, miałam 8 lat i wydarzyło się coś, co sprawiło że też ciągle płakałam. Rodzice mnie nie rozumieją. Każą nie użalac się nad sobą. Twierdzą że to wszystko wina kompa, mama w przypływie złości krzyknęła czy mój chłopak wie, że związał się z wariatką. Postanowiłam zabrać ją do psychiatry razem ze mną. Zapisałam się na jutro.
Jestem kompletnie rozpieprzona:( Nawet pisząc to tu i teraz płaczę..
Nie wiem co robić:(
    • andalou Re: czy to pomoże? 22.04.08, 08:08
      zamiast w psychologa, zainwestuj w długi weekend
      zapakuj swojego faceta do plecaka i zabierz go w przyrodę
      walnijcie się na trawę (jeśli znajdziecie mniej podmokłą)
      popatrzcie w chmury.

      matki mają prawo przy wariatach wysiadać
      moja pękła kilka razy. sporo ją kosztuję
      daj jej prawo do wykrzyczenia bezradności
      • przytulilby_sie_do_losia Re: czy to pomoże? 22.04.08, 10:15
        chcialy sie pieprzyc to maja dzieci, prac mozg to maja wariatow, a pozniej
        wariat winny i matki maja prawo wysiadac. ciekawe ze matka ma prawo wysiasc a
        wariat nie ma prawa wysiasc.
        • przytulilby_sie_do_losia Re: czy to pomoże? 22.04.08, 10:40
          najpierw matka wykorzystuje dziecko do swoich celow, a pozniej dziecko ma jej
          wybaczac, i robic za jej terapeutke. odbije sobie wariat jak splodzi dzieci.
    • iso1 Re: czy to pomoże? 22.04.08, 08:52
      Moim zdaniem terapeuta pomoże. Psycholog niewykluczone że też.
      Ja bym poszedł na Twoim miejscu. A mamą się nie przejmuj.
      Ona nie była tam z Tobą (na uczelni) i nie wie co przeżyłaś i przeżywasz.
    • przytulilby_sie_do_losia Re: czy to pomoże? 22.04.08, 10:23
      mnie tak buda obdzierala z godnosci kilkadziesiat razy jesli nie wiecej. jak ci
      zle to gratuluje bo nie uznajesz tego za norme. ja wiedzialem zawsze ze norma
      jest ze buda i rodzina ma cel za zlamanie sumienia.
    • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 10:53
      Wizyta u psychologa na pewno nie zaszkodzi. Najlepiej jak pójdziecie
      tam razem z matką i opowiesz co się dzieje. Zarówno w domu jak i na
      uczelni. Ktoś obcy i z autorytetem powinien wyjaśnić twojej matce na
      czym polega twoja choroba i, że jej zachowanie jest wysoce
      niestosowne. Z praktyki wiem, że psychiatrzy nie mają ani czasu ani
      cierpliwości do takich rozmów. A psycholog zazwyczaj wie jak
      rozmawiać i przekonywać ludzi do swoich racji.

      Poza tym jesteś już pełnoletnia i nie możesz zachowywać się jak
      ubezwłasnowolnione psychicznie dziecko. Mam wrażenie, że twoja matka
      jest nadopiekuńcza i toksyczna i zrobiła z ciebie swoją marionetkę.
      Jesteś uzależniona od jej kaprysów i humorów. Najprawdopodobniej to
      też jest powodem twoich problemów. Czas przeciąć pępowinę a w do
      tego niezbędny jest dobry psycholog. W tym wypadku leki nie
      wystarczą, bo one nie zmienią sposobu myślenia i zachowania jaki
      wypracowałyście sobie z matką przez lata.

      Osobiście bym ci radziła zmienić uczelnie na jakąkolwiek w innym
      mieście. Im dalej od miejsca zamieszkania tym lepiej. Zmiana
      środowiska i zamieszkanie w akademiku lub mieszkaniu studenckim, z
      dala od rodziny mogłaby ci pomóc. A na pewno byłby to milowy krok w
      drodze di samodzielności, który podniósłby twoją samoocenę. A poza
      tym miałabys stale wokół siebie jakies towarzystwo, które nie
      dawałoby ci czasu na myślenie o kłopotach.
      • demole Re: czy to pomoże? 22.04.08, 11:55
        fajny pomysl kiedy jestes zmeczony,- zmienic adres
        ...ale najpierw trzeba domknac stare mieszkanie
        • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 13:28
          Czasem lepiej uciec i zostawić drzwi otwarte, niż męczyć się przez
          resztę życia z ich zamykaniem.
      • kontrr Re: czy to pomoże? 22.04.08, 13:19
        Czekolada, pisałaś ostanio, że masz jakiegoś upatrzonego terapeutę
        od spraw jedzeniowych. Co prawda, moim zdaniem dobry terapeuta jest
        od wszystkich spraw, ale tak czy inaczej, myślę, że dużo
        skorzystasz. Odradzałabym tylko wizytę razem z mamą. Terapia ma być
        dla ciebie.
        • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 13:26
          Ale mamusi tez się terapia przyda. Tylko ktoś ją musi do tego
          przekonac. Ona najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy a powagi sytuacji.
          • przytulilby_sie_do_losia Re: czy to pomoże? 22.04.08, 13:28
            chodzenie rodzinnie do psychologa to idiotyzm, to tak jak kat idzie z ofiara do
            psychologa, a "obiektywny" psycholog mowi, no wina jest po obu stronach
            wybaczcie sobie ......
            • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 13:31
              Tylko na pierwszą wizytę. Ta kobieta inaczej w ogóle nie pójdzie.
              Celem tej wizyty ma być przekonanie matki do podjęcia terapii i
              wyjaśnienie jej, istoty choroby córki. Potem terapia faktycznie
              powinna być oddzielna.
              • kontrr Re: czy to pomoże? 22.04.08, 15:59
                > Tylko na pierwszą wizytę. Ta kobieta inaczej w ogóle nie pójdzie.
                > Celem tej wizyty ma być przekonanie matki do podjęcia terapii i
                > wyjaśnienie jej, istoty choroby córki. Potem terapia faktycznie
                > powinna być oddzielna.

                U mnie terapia polegała min. na mówieniu bardzo brzydkich rzeczy o
                mojej mamie. Wiem, że gdyby choć raz moja terapeutka widziała się z
                moją matką (jakkolwiek by taka rozmowa wyglądała) to nigdy, nigdy
                bym się nie odważyła powiedzieć i wywalić z siebie pewnych spraw.
                Bałabym się, że terapeutka skontaktuje sie z matką, że jej to
                powtórzy, generalnie, że będzie po jej stronie (jakkolowiek by to
                nie było irracjonalne). W ogóle zaufać obcemu człowiekowi na tyle,
                żeby mówić o rzeczach, o których człowiek boi się myśleć, to trudne,
                a co dopiero jak jeszcze mamuśka gdzieś tam się za drzwiami czai.
                W wieku nastoletnim zdarzyły mi się takie wizyty u psychologa i
                psychiatry, własnie z mamą. Była to absolutna i kompletna porażka.



                • abasia471 Re: czy to pomoże? 22.04.08, 17:33
                  demole
                  Odpowiedz fajny pomysl kiedy jestes zmeczony,- zmienic adres
                  ...ale najpierw trzeba domknac stare mieszkanie

                  Bardzo to filozoficznie prawdziwe.
                  Demol, jesteś wielki.
                  • abasia471 Re: czy to pomoże? 22.04.08, 17:37
                    Czekoladko, koniecznie idź do speca od psychiki. Wybacz matce, że
                    pękła. Pewnie czuje się bezradna, stąd ta agresywna odzywka. Pomysł,
                    żeby uzmysłowić twojej mamie, że masz problem zdrowotny a nie tylko
                    wymyślasz, nie jest moim zdaniem zły, ale reszta terapii stanowczo
                    osobno. Powodzenia.
                • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 17:46
                  Ale nie widzę innej możliwości, żeby tą matkę w ogóle zaciągnąć do
                  jakiegoś specjalisty. Jak pójdą obie i czekolada powie psychologowi
                  o swoich problemach to ten/ta będzie wiedział/a jak z matką
                  rozmawiać. Co do dalszej terapii to może powiedzieć wprost, że chce
                  chodzić do kogoś, kto jej matki nie zna. W przychodniach
                  psychologiczno-psychiatrycznych jest zazwyczaj kilku specjalistów.
                  Jak postawi sprawę jasno to sami ją skierują do kogoś innego.
    • quicki Re: czy to pomoże? 22.04.08, 12:30
      Zgadzam się z Bertradą w 100%.Ale myślę że z tą wyprowadzką to nie tak hop-siup,
      najpierw trzeba się do stanu używalności doprowadzić i jednak pewne sprawy
      rozplątać, bo inaczej będzie to ucieczka i wtedy z zamierzonego efektu nici.
      • demole Re: czy to pomoże? 22.04.08, 13:35
        bede nad tym medytowal
        medytowal na wolnosci
        w mieszkaniu
        w samotnosci
        medytowal na rowerze
        w tybecie na taborecie
        w pubie w klubiena cmentarzu
        w zeszycie i w kalamarzu
        zaznacze sobie na scianie
        codzienne medytowAnie

        bedzie duzo do myslenia
        do pisania
        powioeszenia
        • obatala Re: czy to pomoże? 22.04.08, 22:27
          gdy medytowanie
          wprost przechodzi w manie
          i glupot pisanie
          neuroleptyk pan dostanie
    • mskaiq Re: czy to pomoże? 22.04.08, 15:46
      Twoja placzliwosc wywoluje zal. Powracaja wspomienia tego co sie
      wydarzylo i zaczynasz przezywac je od poczatku.
      Trzeba przestac myslec o tym co sie wydarzylo. Pobiegaj, obnizysz
      emocjonalnosc i zal oslabnie na tyle ze bedziesz mogla pozbyc sie
      mysli o wydarzeniach piatkowych.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • czekolada_z_orzechami Re: czy to pomoże? 22.04.08, 19:09
      Ja chciałam studiowac w innym mieście, ale mama twierdzi, ze bym sobie nie poradziła. Zresztą teraz jak ide do niej z problemem to mówi "i ty chciałas studiowac w obcym mieście, z dala od bliskich" więc postanowiłam nie mówić jej o kłopotach. Ale tak też źle bo "nic mi nie mówisz a potem oczekujesz cudu".
      Ona jest kompletnie bezradna. Są dni, chwile, kiedy jest cudowną matką a sa momenty kiedy jej- nie boję się tego powiedzieć- nienawidzę.
      Wydaje mi się że wspólna terapia raczej odpada.
      Chodziłam kiedyś do psychologa, mówiłam o problemach z rodzicielką. Po którejśtam wizycie usłyszałam "ale skąd w pani tyle złości do mamy?"
      więcej tam nie poszłam...
      A nastrój jest dalej beznadziejny, nie wiem za co się zabrać, totalny dołek:(
      Jutro wspólna wizyta u psychiatry. Tylko nie wiem co mam mu na wejściu powiedzieć bo zawsze chodziłam sama:(
      • abasia471 Re: czy to pomoże? 22.04.08, 19:47
        Stosunki matka córka, to podobno najtrudniejsza z relacji. Jestem
        matką dorosłej córki i wydaje mi się, że nasze relacje są dobre, ale
        czasami łapię się na tym, że mam ochotę w czymś córkę poprawiać, coś
        załatwić za nią, bo ja lepiej potrafię itp, itd. Bardzo się jednak
        cenzuruję, bo jeszcze dobrze pamiętam relacje z moją mamą. Były
        bardzo poprawne, bardzo dbałam o mamę i zabiegałam o jej miłość a
        to, że mam do niej jakiś żal, jakąś złość dotarło do mnie 5 lat po
        jej śmierci. Głupie nie? Przypomniałam sobie moje samotne
        dzieciństwo, ciągłe krytyczne oceny, które miały podbudzć moje
        ambicje a tylko bolały, zbyt duże wymagania i brak oparcia. Wszystko
        to bardzo mnie zaskoczyło a jednocześnie zmusiło mnie do
        ustosunkowania się do tych wspomnień. Bardzo kochałam matkę i
        myślenie o niej źle było dla mnie wielkim problemem, ale zmierzyłam
        się z tym, bo nie miałam specjalnie innego wyjścia. Teraz mam
        świadomość, że nawet kochając można krzywdzić a żeby nie
        znienawidzieć trzeba zrozumieć. Przeprowadziłam ze swoją córką
        rozmowę i powiedziałam jej, że jeżeli ma mi coś za złe, to niech mi
        o tym powie, niech nie czeka tak jak ja, gdy niczego już nie można
        wyjaśnić ani zmienić. Jestem otwarta na wszystko co dotyczy naszych
        wzajemnyc relacji, bo bardzo kocham moją córkę. Wiem też, że nikt z
        nas nie jest nieomylny. Czekoladko, pogadaj z mamą, daj jej szansę,
        żeby kochała cię tak, jak tego potrzebujesz.
      • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 21:42
        Twoja matka to typowa nadopiekuńcza i toksyczna matka. To rodzaj
        nerwicy. Taka osoba próbuje wszystkich od siebie uzależnić,
        najlepiej przez podcinanie skrzydeł i niedopuszczanie do
        usamodzielnienia się. Chce kontrolować innych we wszystkich
        dziedzinach życia. To taki władca marionetek. Jak coś pójdzie nie
        tak to staje się agresywna i histeryczna, natomiast jest bardzo miła
        jak wszyscy tańczą jak im zagra. Musisz psychologowi na to zwrócić
        uwagę. Twoja matka wymaga terapii. A ty nie możesz zwracac uwagi na
        jej docinki, uwagi i wybuchy. Jak chcesz jechać do innego miasta, to
        jedź. To twoje życie i tylko ty możesz wiedzieć co jest dla ciebie
        dobre. Wszędzie są lekarze i terapeuci. A zmiana klimatu na pewno
        dobrze ci zrobi.
        • pillow7 Re: czy to pomoże? 22.04.08, 22:18
          A Ty psychologiem może jesteś? czy tylko tak sobie _projektujesz_ :P
          • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 23:03
            Tak se projektuje. Co nie zmienia faktu, że czekolada przedstawiła
            książkowy opis toksycznej matki. ;P
        • los_pod_ostrzalem Re: czy to pomoże? 22.04.08, 22:39
          nadopiekunczosc to nie to samo co nadmierna kontrola

          ja mysle, ze to juz nie jest kwestia matki jaka jest teraz, tylko tego co ma sie
          zaszczepione w mozgu. w tych samych sytuacjach w wieku juz swiadomym jedne
          dziecko sie zbuntuje inne bedzie zalezne od matki. trzeba umiec wydobyc gniew.
          najgorzej jak to wszystko jest poza zasiegiem swiadomosci, ja sie i obcieralem o
          stany psychotyczne, tak sie balem przeciwstawienia rodzica.

          • los_pod_ostrzalem Re: czy to pomoże? 22.04.08, 22:42
            moj kolega los dzis wlazl na poligon, zolnierze strzelali, a on stal przy plocie
            ciemna noca. niedlugo stanie mu sie krzywda. za bardzo sie oswoil z ludzmi
          • bertrada Re: czy to pomoże? 22.04.08, 23:12
            Nadopiekuńczość i toksycyzm wiążą sie bezpośrednio z nadmierna
            kontrolą i próba ubezwłasnowolnienia ofiary wszelkomi dostpnymi
            metodami.

            Masz rację. Wszystko zależy od osobowości. Dzieci niezależne, pewne
            siebie i samodzielne emocjonalnie juz w pierwszych latach swojego
            życia "wyleczą" rodzica z nadopiekuńczości. Zgodnie z zasadą huc se
            ta huc a ja i tak zrobię swoje. Taki to już w wieku 2 lat wie czego
            chce i nic go nie powstrzyma. Najtwardszy rodzic skapituluje.
            Problem maja osoby słabe o osobowości zależnej. Takiego to i święty
            zaszczuje. Takie jest życie. Ale człowiek dorosły powinien zacząć
            kierować się rozumem a nie emocjami i robić tak, żeby mu było dobrze
            i nie stała mu się żadna krzywda. Bez względu na przeszłość i
            okoliczności.
            • czerwieniejaca_klawiatura Re: czy to pomoże? 22.04.08, 23:57
              nadopiekunczosc i nadmierna kontrola to sa dwie rozne sprawy


              Dzieci niezależne, pewne
              > siebie i samodzielne emocjonalnie juz w pierwszych latach swojego
              > życia "wyleczą" rodzica z nadopiekuńczości. Zgodnie z zasadą huc se
              > ta huc a ja i tak zrobię swoje. Taki to już w wieku 2 lat wie czego
              > chce i nic go nie powstrzyma.

              dzieci sa zalezne od rodzicow i zaden 2 latek nie postawi matki na bacznosc.
              albo matka pozwoli maluchowi na niezaleznosc albo nie. maly osobnik ktorego cale
              zycie zalezy od matki nie zbuntuje sie, tylko polknie agresje i przeciwko sobie
              ja skieruje.

              Ale człowiek dorosły powinien zacząć
              > kierować się rozumem a nie emocjami

              a ten rozum niby niezalezny jest od emocji? myslisz zze wszyscy mysla tak samo
              majac odmienne emocje? tyle sobbie mozna pomyslec na ile blokady emocjonalne
              pozwola.


              • dopisek Re: czy to pomoże? 23.04.08, 00:14
                www.psychologia.edu.pl/index.php?dz=czytelnia&op=opis&id=28
              • bertrada Re: czy to pomoże? 23.04.08, 00:34
                > dzieci sa zalezne od rodzicow i zaden 2 latek nie postawi matki na
                bacznosc. albo matka pozwoli maluchowi na niezaleznosc albo nie.
                maly osobnik ktorego cale
                > zycie zalezy od matki nie zbuntuje sie, tylko polknie agresje i
                >przeciwko sobieja skieruje.

                Eee tam. Jak się tam na cos uprze i nie cierpi na zbyt mocny lęk
                seperacyjny i jest z gatunku odważnych i niezależnych, to nie ma
                bata. Nawet ja go wybatożą to sie nie przejmie. Powrzeszczy chwilę i
                wróci do rozrabiania. Jak tylko nie trafi na jakis totalnych
                socjopatów z za dużą ilością wolnego czasu to mu odpuszczą. Po
                prostu taka matka zaraz sie przekona, że wszelkie próby wpływania na
                juniora są nieskuteczne a kosztują ja dużo nerwów i czasu. A poza
                tym jak raz czy drugi przekona się, że nic złego sie nie stało a
                nawet dostrzeże, że junior sobie dobrze radzi to machnie ręką.

                To tak jak z odprowadzaniem do szkoły.
                Jak dzieciak jest słaby, to będzie skomlał i histeryzował, że mu nie
                pozwalają chodzić samemu i wszyscy sie z niego śmieją i będzie
                nieszczęśliwy i pełen pretensji. A matka nigdy nie odważy się go
                puścić samego.
                A jak dzieciak jest niezależny i pewny siebie walnie matkę workiem
                albo ugryzie i wyrwie się. I poleci sam na oślep przez ulice. Jak
                taki numer zrobi kilka razy i żadne kary nie pomogą bo będzie
                zdeterminowany to mu odpuszczą. Zwłaszcza, że przekonają sie, że nic
                sie nie stało i dziecko jest całe i zdrowe i świetnie sobie radzi. W
                takiej sytuacji to naprawdę tylko psychopata by nie odpuścił. Ale to
                nie ze względu na bezpieczeństwo dziecka tylko po to, żeby postawic
                na swoim.

                > a ten rozum niby niezalezny jest od emocji? myslisz zze wszyscy
                mysla tak samo majac odmienne emocje? tyle sobbie mozna pomyslec na
                >ile blokady emocjonalnepozwola.

                Osoby niezrównoważone emocjonalnie to osoby chore. Jak poddadzą sie
                terapii to ze wszystkim sobie poradzą. ;)
                • kontrr Re: czy to pomoże? 23.04.08, 00:51
                  > Eee tam. Jak się tam na cos uprze i nie cierpi na zbyt mocny lęk
                  > seperacyjny i jest z gatunku odważnych i niezależnych, to nie ma
                  > bata. Nawet ja go wybatożą to sie nie przejmie. Powrzeszczy chwilę
                  i
                  > wróci do rozrabiania.

                  A ty myślisz, że z lękiem separacyjnym to się człowiek rodzi? Coś
                  takiego nie bierze się "z genów". Z genów może być co najwyżej
                  większa wrażliwość. Ale lęk separacyjny to już jest objaw nerwicy i
                  tego, że coś w rodzinie poszło nie tak. Że gdzieś czegoś po drodze
                  zabrakło.

                  Czuję się beznadziejnie po przeczytaniu twojego postu, bo wali on
                  centralnie w moje poczucie winy. Jako dziecko lękliwe, słabe,
                  uzaleznione od rodziców maksymalnie, z lękami, że jak się matkę
                  straci z oczu na 3 sekundy to ona nigdy nie wróci. Sugerujesz, że
                  gdybym była silna, to bym się rodzicom postawiła i nie dała wpędzić
                  w lęki? Ale skąd tę "siłę" miałam wziąć?
                  Dzieci tresowane od urodzenia nigdy nie uderzą matki workiem, bo
                  czują, że matka może tego nigdy nie wybaczyć, odwrócić się na
                  pięcie.

                  Sorry, ale nie wiesz, co piszesz.
                  A już te teksty w stylu "skomle i histeryzuje" są maksymalnie
                  obrzydliwe.


                  • bertrada Re: czy to pomoże? 23.04.08, 02:04
                    To co opisałam to sa pewne cechy osobowości z którą sie człowiek
                    rodzi i nic na to nie może poradzić. Jak trafi na zaburzona lub
                    patologiczną rodzinę, która to wykorzysta dla własnych celów no to
                    ma pecha. Nie można tu mówic o winie. A na pewno nie o winie
                    dziecka. Być może, że te cechy jeśli są nasilone to jest to jednak
                    wynik choroby a nie osobowości. Ale póki co dziecko nie ma prawa do
                    żadnych zaburzeń psychicznych a tym samym do profesjonalnego
                    leczenia. Poprostu najczęściej jest torturami zmuszane
                    do "normalnego" zachowania co niestety ma odwrotny skutek i
                    tendencje do pogłębiania. A potem to już w ogóle nie jest w stanie
                    prawidłowo funkcjonowac i jak trafia do lekarza to na skuteczne
                    leczenie jest często za późno.
                    Pocieszające jest to, że mózg dziecka jest plastyczny i ma duże
                    zdolności do samonaprawienia. I nawet jak jakas część mózgu źle
                    funkcjonuje, bo jest np. za duża lub za mała to w miarę wzrostu
                    proporcje sie wyrównają i w dorosłym życiu będzie OK.
                  • bertrada Re: czy to pomoże? 23.04.08, 02:17
                    A co do lęku seperacyjnego, to tak jak i inne lęki dziecięce jest on
                    czymś naturalnym i fizjologicznym. Powinien przejść w okolicach 5
                    r.ż. kiedy dziecko jest już na tyle samodzielne i mądre, że poradzi
                    sobie bez smyczy i ciągłego nadzoru.

                    Lęk seperacyjny miał uchronic małego neandertalczyka przed zbytnim
                    oddaleniem sie od matki. Matka miała tyle zajęć, że nie była w
                    stanie cały czas patrzec co taki ruchliwy maluch robi, więc natura
                    musiała wyposażyć go w system bezpieczeństwa w postaci lęku
                    separacyjnego. I paru innych. Np wysokości, czy lęku przed wodą.
                    Utrata matki z oczu była równoznaczna ze śmiercią. Tygrysy
                    szablozębne tylko na to czekały. ;P

                    Istnienie wszystkich lęków można wytłumaczyć w analogiczny sposób.
                    Jeżeli są one nasilone w sposób patologiczny, który utrudnia życie,
                    to tylko dlatego, że część mózgu, która je generuje, jest z jakiegos
                    powodu nadaktywna. I też nie jest to niczyja wina. Choroba jak każda
                    inna. Jeden ma nadaktywną tarczycę inny ośrodek lęku. Jedno i drugie
                    wymaga leczenia. Patologią natomiast jest pozwolenie, żeby sie
                    dziecko męczyło i nieudzielenie mu profesjonalnej pomocy.
                • kontrr Re: czy to pomoże? 23.04.08, 01:04
                  > jest z gatunku odważnych i niezależnych

                  Kurcze, to ja jestem z gatunku tchórzliwych i zależnych. Idę się
                  rzucić z balkonu.

                  > Nawet ja go wybatożą to sie nie przejmie.

                  Wierzysz w coś takiego, naprawdę? Fajnie być z tego innego gatunku.
                  • bertrada Re: czy to pomoże? 23.04.08, 02:24
                    Wierzę w coś takiego. Z osobowością człowiek sie rodzi i nic na to
                    nie poradzi. To tak jak z orientacją seksualną. Trzeba sie pogodzic
                    i nauczyc z tym żyć.

                    A ty myślisz, że ja to taka dważna i niezależna i bez lęków i nie
                    dająca sobie w kaszę dmuchać? I dzieciństwa tez nie wspominam miło.
                    Choć obiektywnie sądząc wiele osób miała gorzej i świetnie sobie
                    radzi i nie ma żadnych problemow.

                    Życie nie jest sprawiedliwe. ;P
                    • uzus10ty Re: czy to pomoże? 23.04.08, 08:43
                      bertrada napisała:

                      > Wierzę w coś takiego.


                      no wlasnie, twoje zdania sa jak religia. w dodatku sobie przeczysz, mowisz o
                      plastycznosci mozgu, a jednoczesnie przekonana jestes o sztywnosci osobowosci
                      zaprogramowanej calkowicie genetycznie. a wtedy kiedy mozg jest najbardziej
                      plastyczny w okresie wczesnego dziecinstwa uznajesz ze wplyw postawy
                      rodzicielkiej nie ma znaczenia. nie bardzo rozumiem twoje zarzuty wobec matki
                      czekolady, skoro jestesmy monadami zaprogramowanymi genetycznie nie wplywajacymi
                      wogole na siebie.
                      • bertrada Re: czy to pomoże? 23.04.08, 09:31
                        To, że napisałam wierzę, było prostą odpowiedzią na zadane pytanie a
                        nie wyzmacznikiem mojego stanu wiedzy. Taki zwrot stylistyczny,
                        który faktycznie trochę głupio zabrzmiał. ;P

                        Mówię o plastyczności mózgu, bo jest on plastyczny. W wieku, kiedy
                        rośnie, jest zdolny do regeneracji nawet po dość poważnych
                        uszkodzeniach. Jak już nie rośnie, to też. Ale jeśli dana
                        przypadłość nie jest efektem uszkodzenia, np niedotlenieniem podczas
                        porodu, tylko jest genetycznie uwarunkwaną cechą osobowości, to
                        najprawdopodobniej nie da sie z tym nic zrobić.

                        Plastyczność mózgu głównie polega na tym, że jak jakaś jego część
                        jest regularnie i dość silnie aktywizowana jakims bodźcem , to
                        zwiększa swoją liczbę neuronów, połączeń i receptorów. Natomiast jak
                        w ogóle nie jest aktywizowana, to najczęściej albo zanika albo
                        przejmuje funkcje bardziej aktywnego, sąsiedniego obszaru. (Tak
                        mniej więcej) Oczywiście w ramach jakiś genetycznie uwarunkowanych
                        granic. W przeciwnym wypadku z każdego możnaby było metodą treningu
                        zrobić Mozarta albo Picasssa. A tak sie nie da. ;P
                        Czy to również dotyczy osobowości, to nie wiem. Osobowość to raczej
                        znajduje się w tych najbardziej pierwotnych regionach mózgu, które
                        są najmniej podatne na wpływy z zewnątrz. Podobnie jak orientacja
                        seksualna. Pytanie tylko, co to jest osobowość i jakie cechy można
                        do niej zaliczyć?

                        A co do winy rodziców to miałam na myśli, że nieetyczne jest
                        wykorzystywanie cudzych słabości dla własnych korzyści. Jak ktoś ma
                        lęk to raczej wypadałoby chronić go przed sytuacjami lękowymi a nie
                        wykorzystywać tego do szantażu i próby ubezwłasnowolnienia go. Poza
                        tym wydaje mi się, że akurat ośrodki lęku mogą być plastyczne. Jak
                        są przez długi okres czasu permanentnie aktywizowane to mogą się
                        rozrosnąć a potem to juz byle bodzieć je zaktywizuje. To oczywiście
                        są moje prywatne przemyślenia. Ale w końcu to nie jest forum
                        eksperckie. ;P
          • kontrr Re: czy to pomoże? 23.04.08, 00:54
            > ja mysle, ze to juz nie jest kwestia matki jaka jest teraz, tylko
            tego co ma sie
            > zaszczepione w mozgu

            Też tak myśle. Dlatego Czekolada powinna myślec o swojej terapii, a
            nie o matce (co nie znaczy, że mamie się by terapia nie przydała).
            Po prostu wychowanie już zadziałało.
            • quicki Re: czy to pomoże? 23.04.08, 01:23
              Tylko w kwestii sprostowania:lęk separacyjny jest naturalnym etapem w rozwoju
              dziecka od 8m-cy do 1,5 -2 lat.I jeśli potem z czasem nie mija to znaczy że
              rodzice gdzieś zrobili błąd.Bo nawet u dziecka z natury lękliwego, powinien minąć
            • bertrada Re: czy to pomoże? 23.04.08, 02:30
              > Też tak myśle. Dlatego Czekolada powinna myślec o swojej terapii,
              a
              > nie o matce (co nie znaczy, że mamie się by terapia nie przydała).

              Ale czekolada przede wszystkim musi przeciąć pępowinę. A matka bez
              obróbki psychologicznej a byc może nawet psychiatrycznej nigdy jej
              na to nie pozwoli. Ona tez ma swoje lęki i za wszelką cenę nie chce
              czekolady stracic z oczu. W tym wypadku mamy dwie zaburzone osoby.
              Toksyczną matkę, która nie chce stracić dziecka i dorosłe dziecko z
              przetrwałym lękiem separacyjnym, nieumiejące sobie radzić w życiu.
              Leczenie jednej ze stron nic nie da.
              • mskaiq Re: czy to pomoże? 23.04.08, 10:02
                Mysle ze problem Czekolady_z_orzechami nie ma zwiazku z jej Matka a
                z tym ze nie potrafi pozbyc sie emocji zwiazanych z tym co sie
                wydarzylo na uczelni.
                Kazdy z nas musi nauczyc sie pozbywac emocji zwiazanych z atakiem
                przeciwko nam. W zyciu takie ataki pojawiaja sie czesto i tego sie
                nie da zmienic. Mozna za to nauczyc sie nie reagowac na takie ataki
                zalem, zloscia i poczuciem krzywdy.
                Kiedy reagujemy na takie ataki wtedy budzimy emocje ktorych nie
                jestesmy w stanie kontrolowac.
                Serdeczne pozdrowienia.






                Eee tam. Jak się tam na cos uprze i nie cierpi na zbyt mocny lęk
                seperacyjny i jest z gatunku odważnych i niezależnych, to nie ma
                bata. Nawet ja go wybatożą to sie nie przejmie. Powrzeszczy chwilę i
                wróci do rozrabiania. Jak tylko nie trafi na jakis totalnych
                socjopatów z za dużą ilością wolnego czasu to mu odpuszczą. Po
                prostu taka matka zaraz sie przekona, że wszelkie próby wpływania na
                juniora są nieskuteczne a kosztują ja dużo nerwów i czasu. A poza
                tym jak raz czy drugi przekona się, że nic złego sie nie stało a
                nawet dostrzeże, że junior sobie dobrze radzi to machnie ręką.

                To tak jak z odprowadzaniem do szkoły.
                Jak dzieciak jest słaby, to będzie skomlał i histeryzował, że mu nie
                pozwalają chodzić samemu i wszyscy sie z niego śmieją i będzie
                nieszczęśliwy i pełen pretensji. A matka nigdy nie odważy się go
                puścić samego.
                A jak dzieciak jest niezależny i pewny siebie walnie matkę workiem
                albo ugryzie i wyrwie się. I poleci sam na oślep przez ulice. Jak
                taki numer zrobi kilka razy i żadne kary nie pomogą bo będzie
                zdeterminowany to mu odpuszczą. Zwłaszcza, że przekonają sie, że nic
                sie nie stało i dziecko jest całe i zdrowe i świetnie sobie radzi. W
                takiej sytuacji to naprawdę tylko psychopata by nie odpuścił. Ale to
                nie ze względu na bezpieczeństwo dziecka tylko po to, żeby postawic
                na swoim.

                > a ten rozum niby niezalezny jest od emocji? myslisz zze wszyscy
                mysla tak samo majac odmienne emocje? tyle sobbie mozna pomyslec na
                >ile blokady emocjonalnepozwola.

                Osoby niezrównoważone emocjonalnie to osoby chore. Jak poddadzą sie
                terapii to ze wszystkim sobie poradzą. ;)

                • dolor Re: czy to pomoże? 23.04.08, 10:18
                  Myślę, Mskaiq, że Twój problem polega na tym, że tam, gdzie problemów jest
                  wiele, Ty znajdujesz sobie tylko jeden uznając go za praprzyczynę wszelkiego
                  zła, a pozostałe negujesz, żeby poczuć się bezpiecznie, w prostym, znajomym,
                  wyimaginowanym świecie. Rzeczywistość jest trochę bardziej złożona, jeśli
                  poćwiczysz umysł, uda Ci się to dostrzec.
                  Serdeczne.
                  • bertrada Re: czy to pomoże? 23.04.08, 10:20
                    Ale mnie się też zaczyna wydawać, że odeszliśmy od głównego tematu i
                    wyciągamy dalekosiężne wnioski na podstawie przypuszczeń a nie
                    dostępnych informacji. ;P
                    • dolor Re: czy to pomoże? 23.04.08, 10:24
                      A możemy coś więcej?
                      Odpowiedzieć: nie wiem.
                      • demole Re: czy to pomoże? 23.04.08, 10:30
                        oklo 12 roku zycia dziecko wychodzi z pod opieki ojca / nie mowiac juz o matce,
                        od tego czasu wychowuja okolicznosci

                        czyli zapewnienie wychowania nabiera odwrotnego kierunku i rodzice zaczynaja w
                        kazdej sprawie szkodzic
                • czule_skurczybyki Re: czy to pomoże? 23.04.08, 11:55
                  mskaiq napisał:

                  > Mysle ze problem Czekolady_z_orzechami nie ma zwiazku z jej Matka a
                  > z tym ze nie potrafi pozbyc sie emocji zwiazanych z tym co sie
                  > wydarzylo na uczelni.
                  > Kazdy z nas musi nauczyc sie pozbywac emocji zwiazanych z atakiem
                  > przeciwko nam. W zyciu takie ataki pojawiaja sie czesto i tego sie
                  > nie da zmienic. Mozna za to nauczyc sie nie reagowac na takie ataki
                  > zalem, zloscia i poczuciem krzywdy.
                  > Kiedy reagujemy na takie ataki wtedy budzimy emocje ktorych nie
                  > jestesmy w stanie kontrolowac.
                  > Serdeczne pozdrowienia.


                  mask moglby pracowac dla sztabu kwasniewskiego "wybierzmy przyszlosc"
                  • abasia471 Re: czy to pomoże? 23.04.08, 19:59
                    Bertrada ma sporo racji w swoich wywodach, ale całkiem niepotrzebnie
                    robi założenie, że matka Czekolady, to wampirzyca, która wypija z
                    córki krew, bo tak lubi. Lepiej chyba zrobić założenie, że ta
                    kobieta kiepsko radziła sobie z problemami wychowczymi a teraz
                    kompletnie nie radzi sobie z problemem, który ma Czekolada.
                    Najsensowniej jest nie dopatrywać się złych intencji tam, gdzie
                    wcale może ich nie być. Czekolada powinna zając się rozwiązywaniem
                    swoich problemów a nie odgrywaniem się na matce, szkoda energii i
                    czasu. Czekolada napisała, że psycholog zapytał ją dlaczego jast aż
                    tak zła na matkę i to skłoniło ją do przerwania terapii. Moim
                    zdaniem jej reakcja dużo mówi o zależności jaką odczuwa w stosunku
                    do matki i nieumiejętności obronienia swojego stanowiska, bez
                    złości, która ją samą zawstydza. Jak najszybciej powinna poddać się
                    terapii. Szukanie winnego zamiast wzięcia pełnej odpowiedzialności
                    za własne życie jest oznaką małej dojrzałości, więc nie namawiajcie
                    jej do tego.
                    • czule_skurczybyki Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:34
                      abasia471 napisała:

                      > Bertrada ma sporo racji w swoich wywodach,

                      jej wywody kwestionuja wogole istnienie czegos takiego jak nerwica albo
                      zaburzenia emocjonalne. a skoro tak to czego oczekuje od terapii? skoro to sa
                      sprawy genetyczne to co tu zmienic mozna.

                      Lepiej chyba zrobić założenie, że ta
                      > kobieta kiepsko radziła sobie z problemami wychowczymi a teraz
                      > kompletnie nie radzi sobie z problemem, który ma Czekolada.

                      zalozenie poznawczo mozna sobie przyjac jak najbardziej prawdziwe, nikt nie
                      pisze o koniecznych zlych intencjach rodzicow. takowe nie istnieja, nawet jak
                      tluka dzieci to uwazaja ze to dla ich dobra. nikt przeciez nie chce zle dla
                      dziecka. tyle tylko zetylko ze takie zalozenia nie tylko sa czysto poznawcze, bo
                      wybaczenie wynikajace z oceny sytuacji ogolnej moze sie wiazac z wyrzeczeniem
                      sie czesci siebie. to nie chodzi o odgrywanie sie tylko o zdolnosc
                      przeciwstawienia sie nawet jesli to bedzie calkowicie wbrew woli rodzica , ktory
                      uzna za wyrodne dziecko przeciwstawiajacego sie. rodzice nie rozumieja swoich
                      bledow i konsensusu tutaj z reguly nie ma, a dziecko nie ma roli terapeuta
                      rodzica byc.

                      Szukanie winnego zamiast wzięcia pełnej odpowiedzialności
                      > za własne życie jest oznaką małej dojrzałości, więc nie namawiajcie
                      > jej do tego.

                      to sa twoje insynuacje nikt nie namawia do szukania winnego tylko do kontaktu z
                      emocjami, nawet jesli beda one wiazaly sie z wrogoscia do rodzicow.

                      • bertrada Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:45
                        Nigdy nie kwestionowałam istnienia czegos takiego jak nerwica czy
                        zaburzenia emocjonalne. Twierdze, że większość z nich ma podłoże
                        dziedziczne i jest zwykłą chorobą organiczną, taką jak cukrzyca czy
                        nadczynność tarczycy.

                        Istnieje też coś takiego jak stres pourazowy. Jak ktoś ma wrażliwszą
                        osobowość to byle co jest w stanie go doprowadzić do takich
                        zaburzeń. A życie w patologicznej rodzinie jest takim czynnikiem.

                        Natomiast jak ktoś ma nerwy ze stali, jest gruboskórny i wszystko
                        olewa, bo ma taką konstrukcję psychiczną to nic go nie ruszy, nawet
                        dzieciństwo w obozie koncentracyjnym.

                        Rodzice krzywdzący swoje dzieci dla ich dobra to rodzice zaburzeni.
                        Albo socjopaci albo osoby niezrównoważone psychicznie z zaburzeniami
                        emocjonalnymi i lękowymi. Dobro dziecka to tylko pretekst i
                        usprawiedliwienie. Człowiek ma tendencje do usprawiedliwiania zła i
                        racjonalizacji swoich zachowań. Większość socjopatów i seryjnych
                        morderców też twierdzi, że ma jakies misje do spełnienia.
                        • czule_skurczybyki Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:52
                          bertrada napisała:

                          > Nigdy nie kwestionowałam istnienia czegos takiego jak nerwica czy
                          > zaburzenia emocjonalne. Twierdze, że większość z nich ma podłoże
                          > dziedziczne i jest zwykłą chorobą organiczną, taką jak cukrzyca czy
                          > nadczynność tarczycy.

                          no to sama sobie przeczysz, bo to sa zaburzenia z definicji funkcjonalne i
                          wynikajace z wadliwego sposobu przystosowania sie.

                          > Natomiast jak ktoś ma nerwy ze stali, jest gruboskórny i wszystko
                          > olewa, bo ma taką konstrukcję psychiczną to nic go nie ruszy, nawet
                          > dzieciństwo w obozie koncentracyjnym.

                          wiec psychopaci powinni byc wzorcem normalnosci, ale oni tez maja zaburzenia,
                          calkiem analogiczne tylko ze ich terapia nie ruszy.
                          • bertrada Re: czy to pomoże? 24.04.08, 01:03
                            > no to sama sobie przeczysz, bo to sa zaburzenia z definicji
                            funkcjonalne i
                            > wynikajace z wadliwego sposobu przystosowania sie.

                            Nie przeczę sama sobie. Są różne teorie próbujące znaleźć przyczynę
                            zaburzeń psychicznych. Ja skłaniam się do tych które mówia o
                            genetyce i przyczynach organicznych. To wszystko. ;P

                            > wiec psychopaci powinni byc wzorcem normalnosci, ale oni tez maja
                            zaburzenia,
                            > calkiem analogiczne tylko ze ich terapia nie ruszy.

                            Eee tam. Podobno prozac łagodzi obyczaje. ;P

                            Nie ma wzorca normalności. Sa różni ludzie. Jedni mają szczęście i
                            natrafią na środowisko kompatybilne do swoich cech wrodzonych inni
                            nie . I ci inni mają poważne problemy. Bo nie są w stanie się
                            zmienić a środowisko nie jest w stanie zaakceptować ich takimi jacy
                            są. I zaburzenia lękowe i depresyjne gotowe. Chyba, że są
                            gruboskórni i olewją wszystko i żyja po swojemu wbrew wszystkim.

                            Już naprawdę jaśniej nie potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi. ;P
                            • czule_skurczybyki Re: czy to pomoże? 24.04.08, 01:10
                              > Nie przeczę sama sobie. Są różne teorie próbujące znaleźć przyczynę
                              > zaburzeń psychicznych. Ja skłaniam się do tych które mówia o
                              > genetyce i przyczynach organicznych. To wszystko. ;P

                              to wtedy to nie jest zaburzenie osobowosci, tylko po prostu taka osobowosc.

                              > Już naprawdę jaśniej nie potrafię wytłumaczyć o co mi chodzi. ;

                              wiem o co ci chodzi, chcesz docenic role czynnika genetycznego. ale takze
                              przecenic, wogole kwestionujesz czynniki zewnetrzne i jakis mit noworodka z
                              granitu tworzysz. czyli matki maja przytulac tylko slabe dzieci a zdrowe i tak
                              sobie poradza? silne noworodki porzucone beda okazami zdrowia w przyszlosci?
                              • bertrada Re: czy to pomoże? 24.04.08, 01:19
                                Ja tutaj opisałam dwie skrajności, żeby pokazać jakis przykład.

                                Pomiędzy nimi są osoby przeciętne, które nabawią się zaburzeń pod
                                wpływem bardzo złego traktowanie ale mimo wszystko nie potrzebują
                                też jakis wyjątkowo cieplarnianych warunków. Bo nawet jak będą
                                jakies zgrzyty czy niedociągnięcia to i tak sobie z tym poradzą.

                                Rozkład osób z różną osobowością pokrywa sie z krzywą gaussa.
                                Najwięcej jest osób przeciętnych a najmniej skrajnych. Niestety ci
                                skrajnie wrażliwi mają pecha. Bo ten świat to jednak nie jest dla
                                nich optymalny.

                                A oprócz tego istnieją choroby takie jak np depresja, które mogą
                                przytrafić sie każdemu, bez względu gdzie się znajduje na krzywej. ;P
                                • abasia471 Re: czy to pomoże? 24.04.08, 19:54
                                  nienill napisała:

                                  >>piszesz o czyms o czym nie masz pojecia.
                                  >moja mama takze ma lęki i zdecydowanie potrzebuje "obrobki" i
                                  >trzyma mocno pepowine i..... i wiesz co???
                                  >od pewnego czasu moze mi zwyczajnie skoczyc, bo moja agresja
                                  >przewyzsza _kazdy_ jej lęk, probę szntazu i wszystkie chwyty
                                  >toksycznego rodzica razem wziete.

                                  To się nazywa dobra rada - wziąć matkę na wychowanie, skoro mnie
                                  kiepsko wychowała. Wydaje ci się, że taki stosunek do matki jest
                                  godny polecenia? Jeżeli tak, to bardzo się mylisz.
                                  Napisałaś pod moim postem, że swój broni swego, chociaż nic nie
                                  wiesz jaką jestem matką, więc chyba z góry zakładasz, że wszystkie
                                  relacje matka-córka muszą być oparte na zasadzie kto kogo pierwszy
                                  załatwi.

                                  >problem "pozwoli czy nie pozwoli?" nie istnieje, bo moje cialo
                                  >zwyczajnie jest silniejsze od mojej woli czy tez lęku malej
                                  >dziewczynki, ktora boi sie stracic swoją mamusie.

                                  Wyobraź sobie, że o swoje można walczyć bez zajadłej złości do
                                  przeciwnika, starając się wzajemnie jak najmniej się ranić.
                                  Asertywność to trudny, ale bardzo dobry sposób na stosunki z ludźmi,
                                  z własną matką także.

                                  >zachowuję sie w stosunku do niej jak totalna histeryczka.
                                  >i trudno widocznie tak musi byc przez jakis czas.
                                  >zdecydowanie bardziej wole ryczec ze wscieklosci niz z beznadziei

                                  To współczuję twojej matce, no i tobie też.
                                  • nienill Re: czy to pomoże? 24.04.08, 21:41
                                    abasia471 napisała:

                                    > Napisałaś pod moim postem, że swój broni swego, chociaż nic nie
                                    > wiesz jaką jestem matką, więc chyba z góry zakładasz, że wszystkie
                                    > relacje matka-córka muszą być oparte na zasadzie kto kogo pierwszy
                                    > załatwi.
                                    wystraczy mi twoje podejscie do ludzi i agresja, ktora z ciebie
                                    wycieka, a którą uwazasz za cos najbardziej normalnego i zdrowego.
                                    po tym juz nie musze pytac cie jaką jestes mamunią

                                    > Wyobraź sobie, że o swoje można walczyć bez zajadłej złości do
                                    > przeciwnika, starając się wzajemnie jak najmniej się ranić.
                                    wyobraz sobie abasiu, ze niektorzy ludzie na tym swiacie maja cos
                                    takiego jak emocje i nie boja sie przyznac przez samym soba, ze nie
                                    sa w stanie ich kontrolowac i chowac je do kieszeni przez cale zycie.
                                    i daja oni sobie prawo do tego, aby na samym poczatku takiej drogi
                                    popelniac bledy i czasami zachowywac sie niezgodnie z
                                    psychologicznym wzorcem cyborga (bo to co opisujesz, to juz nie jest
                                    zaden czlowiek).

                                    wyobraz sobie, ze to tylko ty probujesz wmowic ludziom, iz zawsze
                                    postepujesz asertwnie, racjonalnie, bez emocji, z umarem i taktem i
                                    cholera wie czym jeszcze.
                                    tylko czasami przez przypadek palniesz, ze "jaka to ty bylas biedna
                                    i niedobra dla bliskich"...
                                    ciekawe dlaczego...


                                    > Asertywność to trudny, ale bardzo dobry sposób na stosunki z
                                    ludźmi,
                                    > z własną matką także.
                                    wiem, wiem...
                                    a pamietasz chociaz, ze krzyczec takze czlowiek moze w sposob
                                    asertywny?

                                    > >zachowuję sie w stosunku do niej jak totalna histeryczka.
                                    > >i trudno widocznie tak musi byc przez jakis czas.
                                    > >zdecydowanie bardziej wole ryczec ze wscieklosci niz z beznadziei
                                    >
                                    > To współczuję twojej matce, no i tobie też.
                                    :) mozesz sobie wspolczuc.
                                    ja gdzies gleboko w sobie ciesze sie z takiego obrotu spraw
                                    • abasia471 Re: czy to pomoże? 27.04.08, 00:24
                                      nienill napisała:

                                      > wystraczy mi twoje podejscie do ludzi i agresja, ktora z ciebie
                                      > wycieka, a którą uwazasz za cos najbardziej normalnego i zdrowego.
                                      > po tym juz nie musze pytac cie jaką jestes mamunią

                                      "Przyganiał kocioł garnkowi, który ma większe uszy" to odpowiedni
                                      komentarz do twoich wywodów pod moim adresem.

                                      > wyobraz sobie abasiu, ze niektorzy ludzie na tym swiacie maja cos
                                      > takiego jak emocje i nie boja sie przyznac przez samym soba, ze
                                      >nie sa w stanie ich kontrolowac i chowac je do kieszeni przez cale
                                      zycie.

                                      Mam wyobraźnię, więc wyobrażam sobie, że twoja matka również ma
                                      emocje, czego ty nie bierzesz pod uwagę i pewnie musi bardzo ze sobą
                                      walczyć, żeby znosić twoje histerie.

                                      > i daja oni sobie prawo do tego, aby na samym poczatku takiej drogi
                                      > popelniac bledy i czasami zachowywac sie niezgodnie z
                                      > psychologicznym wzorcem cyborga (bo to co opisujesz, to juz nie
                                      jest zaden czlowiek).

                                      Jesteś strasznie egzaltowana i imputujesz mi coś, czego nie mówiłam.

                                      > wyobraz sobie, ze to tylko ty probujesz wmowic ludziom, iz zawsze
                                      > postepujesz asertwnie, racjonalnie, bez emocji, z umarem i taktem
                                      > cholera wie czym jeszcze.
                                      > tylko czasami przez przypadek palniesz, ze "jaka to ty bylas
                                      biedna i niedobra dla bliskich"...
                                      > ciekawe dlaczego...

                                      Niechęć do mnie odbiera ci zdolność do analizy tego, o co piszę.
                                      Zamiast rzucać się na mnie jak pies na kość, pomyśl czy przypadkiem
                                      nie mam racji. Mnie takie podejście do ludzi i życia bardzo się
                                      sprawdza. Mam udane małżeństwo, fajną córkę, kilkoro przyjaciół,
                                      sporo znajomych, więc radzę sobie całkiem dobrze, nawet z tym
                                      paskudnym charakterem, jaki mi przypisujesz.

                                      > wiem, wiem...
                                      > a pamietasz chociaz, ze krzyczec takze czlowiek moze w sposob
                                      > asertywny?

                                      Chyba powinnaś sobie odświeżyć wiedzę, co oznacza termin asertywność
                                      i przy okazji sprawdź też "agresję", bo mylisz ją z wyrażaniem
                                      niepopularnego zdania

                                      > :) mozesz sobie wspolczuc.
                                      > ja gdzies gleboko w sobie ciesze sie z takiego obrotu spraw

                                      Ciekawe jak długo będziesz taka zadowolona i kiedy przekonasz się,
                                      że nie tędy droga.
                                      • nienill Re: czy to pomoże? 27.04.08, 10:11
                                        abasia471 napisała:

                                        > Mam wyobraźnię, więc wyobrażam sobie, że twoja matka również ma
                                        > emocje, czego ty nie bierzesz pod uwagę i pewnie musi bardzo ze
                                        sobą
                                        > walczyć, żeby znosić twoje histerie.
                                        a na ten post ponizej mojego to juz nie chcialo sie odpowiedziec?
                                  • dwie_minuty_nienawisci Re: czy to pomoże? 25.04.08, 10:17

                                    > To się nazywa dobra rada - wziąć matkę na wychowanie, skoro mnie
                                    > kiepsko wychowała. Wydaje ci się, że taki stosunek do matki jest
                                    > godny polecenia? Jeżeli tak, to bardzo się mylisz.


                                    no wlasnie rodzicow nalezy szanowac, dbac o ich uczucia, i traktowac podmiotowo,
                                    a wobec dziecka obowiazku juz nie ma, rodzic co najwyzej bledy wychowawcze
                                    popelnia. to jest baska swiat na glowie, ze rodzice sa dziecmi, a dzieci sa
                                    rodzicami. rodzic moze popelniac bledy ( ktore polegaja tylko na tym ze
                                    naduzycia sie wobec dziecka dokonuje, zm ilosci i szacunku zaburzen osobowosci
                                    nie ma) a dziecko nie moze nic popelniac tylko ma sie zachowywac jak trzeba i
                                    rodzice oczekuja. rodzice nie musza achowywac sie tak jak dziecko oczekuje.
                    • nienill Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:38
                      abasia471 napisała:

                      > Bertrada ma sporo racji w swoich wywodach, ale całkiem
                      niepotrzebnie
                      > robi założenie, że matka Czekolady, to wampirzyca, która wypija z
                      > córki krew, bo tak lubi. Lepiej chyba zrobić założenie, że ta
                      > kobieta kiepsko radziła sobie z problemami wychowczymi a teraz
                      > kompletnie nie radzi sobie z problemem, który ma Czekolada.
                      swój broni swego
              • nienill Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:25
                bertrada napisała:


                > Ale czekolada przede wszystkim musi przeciąć pępowinę. A matka bez
                > obróbki psychologicznej a byc może nawet psychiatrycznej nigdy jej
                > na to nie pozwoli.
                ?????!!!

                piszesz o czyms o czym nie masz pojecia.
                moja mama takze ma lęki i zdecydowanie potrzebuje "obrobki" i trzyma
                mocno pepowine i..... i wiesz co???
                od pewnego czasu moze mi zwyczajnie skoczyc, bo moja agresja
                przewyzsza _kazdy_ jej lęk, probę szntazu i wszystkie chwyty
                toksycznego rodzica razem wziete.

                problem "pozwoli czy nie pozwoli?" nie istnieje, bo moje cialo
                zwyczajnie jest silniejsze od mojej woli czy tez lęku malej
                dziewczynki, ktora boi sie stracic swoją mamusie.


                zachowuję sie w stosunku do niej jak totalna histeryczka.
                i trudno
                widocznie tak musi byc przez jakis czas.

                zdecydowanie bardziej wole ryczec ze wscieklosci niz z beznadziei

                > Leczenie jednej ze stron nic nie da.
                wierze, i co najwazniejsze _widze_, ze MOŻE "dać"
                nie wiem jak to sie skonczy, ale cóż.... cofnac sie juz nie jestem w
                stanie...
                • bertrada Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:32
                  Wyleczyłaś się za was dwie. ;P

                  Tak też można. Ale co zrobić jak obie strony kurczowo się trzymają
                  mimo, że to krzywdzi co najmniej jedną z nich?
                  Ja już wcześniej gdzieś powiedziałam, że nie wiem jak w
                  rzeczywistości wygląda rodzina czekolady. Z jej skrawkowych opisów
                  taki obraz sie wyłania, ale być może, że to moja nadinterpretacja.

                  W każdym bądź razie moje gratulacje. ;D
                  • nienill Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:48
                    bertrada napisała:

                    Ale co zrobić jak obie strony kurczowo się trzymają
                    > mimo, że to krzywdzi co najmniej jedną z nich?

                    a co ty myslisz, ze ja poszalm do psychologa i powiedzialam "boje
                    sie mojej mamusi, moze mi pani pomoc??"

                    mnie matka sama tam wyslala, bo zwyczajnie widziala co sie ze mna
                    dzieje, a nie dlatego, ze uwazala, iz nasza relacja jest jakas nie
                    hallo


                    oj nie wiedziala co czyni....
                    • demole Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:49
                      a lekarz nic ci nie mowiac przepisal leki pobudzajace...
                      • nienill Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:53
                        demole napisał:

                        > a lekarz nic ci nie mowiac przepisal leki pobudzajace...
                        nooo... :(
                        na mocloxilu bylo mi fajnie... i lęki odeszly... i kawa przestala
                        byc niezbedna do zycia.... echh stare dobre czasy..
                        a teraz co? panienka musi sobie calkiem sama radzic z emocjami....
                        kaszana..
                    • bertrada Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:50
                      Psycholog cię poszczuł na własną matkę? Dobre. ;P
                      • nienill Re: czy to pomoże? 24.04.08, 00:57
                        bertrada napisała:

                        > Psycholog cię poszczuł na własną matkę? Dobre. ;P
                        trzezwa ty teraz jestes?
                        • bertrada Re: czy to pomoże? 24.04.08, 01:05
                          Trzeźwa, tylko coś takiego wywnioskowałam z twojego postu. ;D
                          Pisałaś przecież, że poszłaś do psychologa i teraz jestes w stanie
                          postawić sie matce. Chyba, że cos źle zrozumiałam.
                          • nienill Re: czy to pomoże? 24.04.08, 01:07
                            bertrada napisała:

                            > Trzeźwa,
                            to przykre
                            • bertrada Re: czy to pomoże? 24.04.08, 01:09
                              dlaczego przykre?
                              • demole Re: czy to pomoże? 27.04.08, 10:19
                                nie wiem jak to rozumiesz ze na wlasna matke ?
                                ja nie rozumiem tegio w ten sposob,to zbyt skomplikowane

                                jak masz chcec nadawac sobie nicka neuroleptyk ,to pokaz slady i pregierze

                                teologiczny neuroleptyk-
                                dostalem kwiatki od psychologa na urodziny,
                                super kwiatuszki
                                • demole Re: czy to pomoże? 27.04.08, 10:26
                                  2.
                                  tak z ciekawosci -co za pacjenci i w jakich okolicznosciach dyktowwali
                                  ateistycznemu psychologowi taki piękny bukiecik ??
Inne wątki na temat:
Pełna wersja