Jak kogoś to obchodzi...

11.09.03, 13:30
Jestem po 40-tce.Poznalem rok temu dziewczynę młodszą od siebie o 15 lat.
Zapowiadało się cudownie, miłość, sex, wspólne wieczory i wakacje. Od
miesiąca wszystko się urwało. Ona postawiła warunki - albo zostanie i to
szybko moją żoną albo nici z sexu. Nie chcę się z nią na razie wiązać bo nie
lubię stawiania warunków. Jakby to samo wyszło, to co innego, ale nie z musu.
Nie wiem, czy takie postępowanie jest w porządku.
Adam
    • mr_hyde Re: Jak kogoś to obchodzi... 11.09.03, 13:33
      parafon napisał:

      > Jestem po 40-tce.Poznalem rok temu dziewczynę młodszą od siebie o 15 lat.
      > Zapowiadało się cudownie, miłość, sex, wspólne wieczory i wakacje. Od
      > miesiąca wszystko się urwało. Ona postawiła warunki - albo zostanie i to
      > szybko moją żoną albo nici z sexu. Nie chcę się z nią na razie wiązać bo nie
      > lubię stawiania warunków. Jakby to samo wyszło, to co innego, ale nie z musu.
      > Nie wiem, czy takie postępowanie jest w porządku.
      > Adam



      Ja też nie wiem ale wiem,ze pomyliłeś forum.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 11.09.03, 13:36
        Nie dopisałem, że odechciało mi się wszystkiego. Nie chce mi się chodzić do
        roboty, chce mi się tylko pić...
        • blue_a A może zareagowałam za szybko? 11.09.03, 13:42
          Może spróbuj pogadać z psychologiem, co?

          I raczej nie pij...
      • blue_a Ale i tak Ci odpowiemy, bo mamy depresję 11.09.03, 13:38
        :)

        zastrzeliłeś mnie jednym: no i nici z seksu.

        Znajdziesz go u innej 25 - latki.
        Tobie nie chodziło i nie chodzi o tę jedną kobietę.

        Powodzenia w szukaniu podobnej.
        Albo nie - takiej, która potraktuje Cię podobnie.

        I mr_hyde ma rację, pomyliłeś fora...

        Pozdrawiamy.
        • parafon Re: Ale i tak Ci odpowiemy, bo mamy depresję 11.09.03, 13:43
          Nie znajdę, bo nie chcę już takich eksperymentów. Nie wiedziałem, że można tak
          oberwać od życia. A nie życz nikomu czego sam(sama) nie chcesz przeżyć.
          • blue_a P r z e p r a s z a m 11.09.03, 13:44

            Oberwałam.
            Wiem, jak to jest.
            I nie życzę.

            (jeszcze raz sorry)
            • parafon Re: P r z e p r a s z a m 11.09.03, 13:47
              Dobra dusza jesteś. Powodzenia. Może faktycznie to nie to forum. Zresztą
              wszystko jedno - tak mi się napisało, bo nie chce mi się nic robić.
              • blue_a Chyba jednak 11.09.03, 13:57
                to forum.

                Przyczyna mniej ważna, wpadłeś w dołek.
                Mozesz weź gazetę i zadzwoń do telefonu zaufania?

                Na poczatek zrób tyle...
                • parafon Re: Chyba jednak 11.09.03, 14:46
                  To nie dołek, to dół. Nie chce mi się z nikim gadać, co to da, takie
                  roztrząsanie. Probowałem pogdać z psychologiem - ale mnie doprowadził do chyba
                  jeszcze większego dołka. Udowadnia, że mam jakiś syndrom 40-latka. A ja po
                  prostu włożyłem w ręce tej dziewczyny całe swoje życie. A teraz ona chce nim
                  handlować. Wiem, że ktoś powie "zakochałeś się i teraz masz za swoje". Ale
                  dlaczego ja mam mieć za swoje? Co ja takiego zrobiłem, żeby być kupczonym?
                  • blue_a Dobra 11.09.03, 14:52
                    to pogadaj ze mną. Powiedzmy, że jestem w jej wieku, pewnie stąd moja pierwsza
                    wybuchowa reakcja...

                    Masz obecnie z nią kontakt?
                    Dlaczego nie chcesz się z nią zwiazać?
                    • parafon Re: Dobra 11.09.03, 15:00
                      Kontakt to niby mam, ale taki nijaki. Pracujemy na różnych falach.
                      Ja się chcę z nią związać, jestem z nią jakoś związany, ale mam opory przed
                      jakimkolwiek szantażem. Nie akceptuję wymuszania zachowań. I to takich
                      bolesnych. Kupczenie uczuciami na zasadzie "ja ciebie będę dalej kochała ale
                      ożeń się ze mną" mierzi mnie. Nie potrafię tego zrozumieć. Albo się kogoś kocha
                      i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha. Nie mozna kochać od 13,50 do
                      17.33 a potem przerwa do 21.00. Nie rozumiem tego i koniec. Dobija mnie takie
                      sprzedawanie uczuć. Dla mnie nie jest to szczere. To handel.
                      • blue_a Rozumiem 11.09.03, 15:15
                        Albo się kogoś kocha
                        i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha<

                        Ale to jest niejasne...

                        Ty się przecież nie chcesz związać.
                        Jak rozumiesz "związać"?

                        Rozumiem, że nie - formalnie...

                        Chyba będziecie musieli (?) jeszcze raz porozmaiwac o wzajemnych oczekiwaniach?
                        Jak bardzo jesteś w stanie ustąpić?

                        (jeśli w ogóle jesteś...)

                        • parafon Re: Rozumiem 12.09.03, 10:01
                          blue_a napisała:

                          > Albo się kogoś kocha
                          > i chce się z tą osobą związać albo się nie kocha<
                          =masz rację, ja ją kocham i chcę się z nią związać
                          >
                          > Ale to jest niejasne...
                          =co jest niejasne?
                          >
                          > Ty się przecież nie chcesz związać.
                          > Jak rozumiesz "związać"?
                          =chcę, aby wyszła za mnie
                          >
                          > Rozumiem, że nie - formalnie...
                          =formalnie
                          >
                          > Chyba będziecie musieli (?) jeszcze raz porozmaiwac o wzajemnych
                          oczekiwaniach?
                          > Jak bardzo jesteś w stanie ustąpić?
                          =nie mam z czego ustępywać
                          >
                          > (jeśli w ogóle jesteś...)
                          >
                  • blue_a W pewnym sensie 11.09.03, 14:54
                    ją rozumiem.
                    Potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, bardziej niż Ty, i stabilizacji, nawet
                    nie chodzi o stronę materialną...

                    Jesteś tam?
                    • parafon Re: W pewnym sensie 11.09.03, 15:07
                      To rozumiem - jest to normalne. Ale dlaczego szantaż?
                      • blue_a I to jest 11.09.03, 15:18
                        chyba clou problemu.

                        Dobra, psychodrama. Napisz mi (wcielam się przez chwilę w rolę Twojej
                        dziewczyny), jak mnie przekonasz, że mnie kochasz (i mam Ci uwierzyć), chociaż
                        nie zniesiesz nacisków (bo przeczą one naturze miłości).

                        Słucham.
                        • parafon Re: I to jest 11.09.03, 15:23
                          Wybacz, ale nie chce mi się chwilowo dokonywać wiwisekcji. Nic mi sie nie chce.
                          Do jutra (może).
                          • blue_a o.k. 11.09.03, 15:27
                            Rozumiem.
                            Miej się dobrze.

                            Wpadnij tu jutro.
                            • parafon Re: o.k. 12.09.03, 10:06
                              Nie mam nastroju na wynurzenia, zwłaszcza publiczne i skierowane do kogos, kogo
                              nie znam i nie wiem, czy chociaż jest rzeczywiście kobietą. Nie gniewaj się,
                              nie chcę Ciebie dotknąc, ale czy jesteś np. psychoterapeutką? Jaki cel jest
                              takiego otwierania się w ciemno? Przecież to nie jest zabawa, tylko parszywe
                              życie. Smutne i bez sensu.
                              • blue_a Witam 12.09.03, 10:19
                                Nie bawię się.

                                Na marginesie - bardzo mi się podoba to, co napisałeś przed chwilą trochę
                                wyżej. Wpadłeś na dobry trop.

                                Na tym możemy zakończyć. I chcę Ci bardzo podziękować. Serio.

                                Na koniec przedstawiam się.
                                Kobieta.
                                Kilka lat więcej niż Twoja dziewczyna.
                                Studiuję psychologię.

                                Nie jesteś dla mnie przypadkiem, na którym chcę potrenować.

                                Ale nie ukrywam wcale, że ta rozmowa sporo mnie nauczyła.

                                Czy pole pn. Internet to dobre miejsce na słuchanie "wynurzeń"?
                                Nie wiem.

                                Pisanie Pani Iwony się sprawdza?
                                Tak.

                                Idę Jej tropem?
                                Trochę.

                                Ale moja droga jest własna. Tak sądzę. Autorska :)

                                Czy będę terapeutką?
                                Nie wiem.

                                • parafon Re: Witam 12.09.03, 10:58
                                  O co chodzi z tą panią Iwoną?
                                  I z tym tropem?
                                  Mam rozumieć, że skończyliśmy korespondencję?
                                  • blue_a It`s up to you 12.09.03, 11:14
                                    Pani Iwona Grobel - psychiatra, która odpowiada tu na pytania. Popatrz na listę
                                    wątków, jeśli jest niebieski "ptaszek" obok, to znaczy, że się wypowiedziała w
                                    danym temacie.

                                    Trop. Tam gdzie pisałeś sobie tak ładnie "=". Dziś.

                                    Czy kończymy korespondencję?
                                    To zależy od Ciebie.
                                    • parafon Re: It`s up to you 12.09.03, 11:29
                                      Z poprzednich informacji (zwłaszcza pierwszych) wynikało, że również i Ty masz
                                      problemy natury "doła", jak to ładnie ująłaś. Czy mam rozumieć, że na łamach
                                      forum studiujesz poszczególne przypadki depresji? Nie mam nic przeciwko temu,
                                      abyś na mnie eksperymentowała - aby nie bolało. Mnie jest i tak wszystko jedno.
                                      A przynajmniej jak do Ciebie piszę, to coś robię. Pozdrawiam.
                                      • blue_a Pytanie natury moralnej 12.09.03, 11:38
                                        czy można studiować cokolwiek, ale psychologię w szczególności, chorując
                                        dwubiegunowo...

                                        Nie wiem. Jeśli Pani Iwona ma ochotę, proszę się wypowiedzieć w temacie.

                                        Nie studiuję tu przypadków depresji, na Boga, jestem tu dwojako: jako pacjent,
                                        ale i jako ktoś, kto (przynajmniej mam taką nadzieję) chce i chyba umie (nie
                                        bedę zbyt skromna) pomóc innym.

                                        Od dłuższego czasu nie mam "doła" (to Twoje wyrażenie, ale mi nie przeszkadza).
                                        Jeśli będę miała, głośno o tym powiem. Patrz wątek (jeśli Cię to interesuje):
                                        Faza Ciemna.

                                        Aha, jestem pod opieką psychiatry, jak większość tu z nas. Nie wstydzę się
                                        tego, jakkolwiek w realnym świecie nie trąbię o tym głośno.
                                        Bo i po co.

                                        Możemy porozmawiać tu później, jeśli będziesz chciał.
                                        Ponieważ jesteś tu nowy (to nie zarzut), poczytaj sobie poprzednie wątki.
                                        Trochę nas poznasz.

                                        O.K.?

                                        Uśmiechy.

                                        • parafon Re: Pytanie natury moralnej 12.09.03, 12:13
                                          blue_a napisała:

                                          > czy można studiować cokolwiek, ale psychologię w szczególności, chorując
                                          > dwubiegunowo...
                                          = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią, a nie
                                          depresją - cokolwiek ja przez to rozumiem (a rozumiem chyba niewiele, ale to,
                                          co czuję to najbardziej mozna określić tym słowem). Totalne psychiczne
                                          zagłębienie bez widoków na brzegi.

                                          >
                                          > Nie wiem. Jeśli Pani Iwona ma ochotę, proszę się wypowiedzieć w temacie.
                                          >
                                          > Nie studiuję tu przypadków depresji, na Boga, jestem tu dwojako: jako
                                          pacjent,
                                          > ale i jako ktoś, kto (przynajmniej mam taką nadzieję) chce i chyba umie (nie
                                          > bedę zbyt skromna) pomóc innym.
                                          =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
                                          przynajmniej tak chcialbym
                                          >
                                          > Od dłuższego czasu nie mam "doła" (to Twoje wyrażenie, ale mi nie
                                          przeszkadza).
                                          > Jeśli będę miała, głośno o tym powiem. Patrz wątek (jeśli Cię to interesuje):
                                          > Faza Ciemna.
                                          =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
                                          dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
                                          Zazdroszczę Ci.
                                          >
                                          > Aha, jestem pod opieką psychiatry, jak większość tu z nas. Nie wstydzę się
                                          > tego, jakkolwiek w realnym świecie nie trąbię o tym głośno.
                                          > Bo i po co.
                                          = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
                                          mizerne - pisałem o tym.
                                          >
                                          > Możemy porozmawiać tu później, jeśli będziesz chciał.
                                          > Ponieważ jesteś tu nowy (to nie zarzut), poczytaj sobie poprzednie wątki.
                                          > Trochę nas poznasz.
                                          =Nie robię nic innego od środy. Prawdę mówiąc jestem trochę zaskoczony.
                                          Niektóre wątki są poważne świadczące o tym, że faktycznie ktoś potrzebuje
                                          jakiejś pomocy, wsparcia. Niektóre sa za to bardzo literackie, swiadczące o
                                          próbach twórczości na niwie forum. Niektóre zaś są po prostu chamskie, ktoś
                                          próbuje się bawić kosztem innych. Ja nie jestem zwolennikiem takich otwartych
                                          agor, ale czasami można znaleźć kogoś, z kim chociażby pogadać. Ja nie liczę
                                          tutaj na pomoc terapeutyczną. Napisałem, bo mi wyszukiwarka wskazała to forum.
                                          Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie za
                                          bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
                                          pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.
                                          >
                                          > O.K.?
                                          >
                                          > Uśmiechy.
                                          =Trzymaj się.
                                          >
                                          • blue_a Nieporozumienie 12.09.03, 13:41

                                            = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią (...)
                                            Totalne psychiczne zagłębienie bez widoków na brzegi.

                                            ---
                                            No, nie...
                                            Poczytaj tu wątki o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Nie będziesz mieszał
                                            pojęć.
                                            O.K.?


                                            =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
                                            przynajmniej tak chciałbym

                                            ---
                                            Uważam się za osobę prawie wyleczoną. To znaczy...Ta bipolarność pewnie będzie
                                            (jeśli była) we mnie już zawsze, ale ja nie narzekam. Odsyłam Cię do innych
                                            wątków w temacie.

                                            Tu pytanie, czy "osoby bipolarne" nie powinny mieć osobnego forum...

                                            Stawiam jednak ostrożną hipotezę, że nasza obecność (a mamy więcej energii, niż
                                            odoby zdiagnozowane jednobiegunowo) może POMÓC. Mam osobistą świadomość, że
                                            czasem (często) pozytywnie "nakręcam" innych. Zablokować to w sobie?

                                            > Faza Ciemna.
                                            =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
                                            dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
                                            Zazdroszczę Ci.

                                            ---
                                            Czego?
                                            Te skarpetki kosztują tylko 10 złotych
                                            (chciałam Cię rozśmieszyć)

                                            = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
                                            mizerne - pisałem o tym.
                                            >
                                            ---
                                            Zachęcać nie będę.
                                            Z psychologami też doświadczenia mam marne (tak!)
                                            Ale są jeszcze inni specjaliści...

                                            =(...)
                                            Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie za
                                            bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
                                            pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.

                                            ---
                                            Każdy powód pobytu tu jest dobry, jeśli ma na celu pomoc - sobie/innym
                                            A Tobą rozmawia się miło.
                                            • parafon Re: Nieporozumienie 12.09.03, 14:27
                                              blue_a napisała:

                                              >
                                              > = Dla mnie pojęcie dwubiegunowości kojarzy się bardziej z schizofrenią (...)
                                              > Totalne psychiczne zagłębienie bez widoków na brzegi.
                                              >
                                              > ---
                                              > No, nie...
                                              > Poczytaj tu wątki o chorobie afektywnej dwubiegunowej. Nie będziesz mieszał
                                              > pojęć.
                                              > O.K.?
                                              =OK - dla mnie to nowość - cały mój stan i ta sytuacja to nowość.
                                              >
                                              >
                                              > =innym to raczej można pomóc jak samemu się wie, jak sobie pomóc - ja
                                              > przynajmniej tak chciałbym
                                              >
                                              > ---
                                              > Uważam się za osobę prawie wyleczoną. To znaczy...Ta bipolarność pewnie
                                              będzie
                                              > (jeśli była) we mnie już zawsze, ale ja nie narzekam. Odsyłam Cię do innych
                                              > wątków w temacie.
                                              =OK - poczytam o bilpolarnosci to pewnie zrozumiem, o co chodzi
                                              >
                                              > Tu pytanie, czy "osoby bipolarne" nie powinny mieć osobnego forum...
                                              >
                                              > Stawiam jednak ostrożną hipotezę, że nasza obecność (a mamy więcej energii,
                                              niż
                                              >
                                              > odoby zdiagnozowane jednobiegunowo) może POMÓC. Mam osobistą świadomość, że
                                              > czasem (często) pozytywnie "nakręcam" innych. Zablokować to w sobie?
                                              = a broń Boże! Jeżeli czujesz ze możesz komuś pomóc to trzeba to robić! To
                                              chyba najważniejsze w życiu czuć, że mozna komuś pomóc!
                                              >
                                              > > Faza Ciemna.
                                              > =patrzyłem. Wymiana zdań bardzo interesująca, świadcząca o tym, ze coś kogoś
                                              > dopadło. Brak rozwiązań. Chociaż te skarpetki świadczą o woli walki.
                                              > Zazdroszczę Ci.
                                              >
                                              > ---
                                              > Czego?
                                              > Te skarpetki kosztują tylko 10 złotych
                                              > (chciałam Cię rozśmieszyć)
                                              =Mnie jest ciężko rozśmieszyć. Przepraszam. Ale te skarpetki świadczą o woli
                                              walczenia z FC - to ważne.
                                              >
                                              > = nigdy nie byłem u psychiatry. U psychologa - tak, ale doświadczenia mam
                                              > mizerne - pisałem o tym.
                                              > >
                                              > ---
                                              > Zachęcać nie będę.
                                              > Z psychologami też doświadczenia mam marne (tak!)
                                              > Ale są jeszcze inni specjaliści...
                                              =jacy?
                                              >
                                              > =(...)
                                              > Napisałem, bo czuję się samotny, zamknięty w jakimś worku, jest mi źle i nie
                                              za
                                              >
                                              > bardzo widzę z tego stanu wyjście - może ktoś (tak jak Ty) chociaż ze mną
                                              > pogada. Dla mnie to ważne. Pogadać, uciec, pomysleć.
                                              >
                                              > ---
                                              > Każdy powód pobytu tu jest dobry, jeśli ma na celu pomoc - sobie/innym
                                              > A Tobą rozmawia się miło.
                                              =dziękuję. I z wzajemnością.
                                              • blue_a Re: Nieporozumienie 12.09.03, 15:03
                                                =OK - dla mnie to nowość - cały mój stan i ta sytuacja to nowość.

                                                --
                                                Nigdy nie było Ci aż tak źle?
                                                happy man
                                                :)


                                                To chyba najważniejsze w życiu czuć, że mozna komuś pomóc!
                                                --

                                                Odkrywamy sens życia...
                                                Uśmiech.

                                                =Mnie jest ciężko rozśmieszyć.

                                                --
                                                Dziś tak, z czasem będziesz się śmiał z głupot.
                                                Zapewniam Cię, poczucie humoru odzyskasz na pewno.


                                                > Ale są jeszcze inni specjaliści...
                                                =jacy?

                                                Mam problemy z uruchomieniem gazetowej skrzynki (coś się od dłuższego czasu
                                                zawiesza), ale jak to zrobię, wyślę Ci odpowiedź na to pytanie.

                                                • parafon nowy tydzień 16.09.03, 11:20
                                                  się zaczął... A było tak fajnie. Wybrałem się na grzyby - jak las wycisza,
                                                  uspokaja... Człowiek czuje się taki malutki, nic nie znaczący. Ale również
                                                  prowokuje do durnych przemyślen. Działa kusząco - ta cisza, samotność, nicość.
                                                  Dzisiaj rano e-mail od Niej - chce się zobaczyć, ale bez dotykania. To jakis
                                                  absurd, nawet przywitać się nie można! Nie odpisałem, bo po co.
                                                  • seksiak Re: nowy tydzień 16.09.03, 12:21
                                                    parafon, chyba przechodzisz kryzys sredniolatka. PO cho...re uczepiles sie
                                                    mlodej dziewczyny?? Masz swoje malzenstwo i pewnie rodzine, pozwol jej miec
                                                    swoje zyci, swieze nowe z idealizmem. A nie ze starym skonczonym kapciem.
                                                  • parafon Re: nowy tydzień 16.09.03, 12:38
                                                    1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
                                                    2. Kryzys to może ty masz
                                                    3. Nie mam rodziny
                                                    4. Każdy ma tyle lat, na ile się czuje - ja się kapciem nie czuję. Ciekawe,
                                                    skąd masz takie skojarzena? Własne doświadczenia, odczucia?
                                                    The end
                                                  • blue_a protest 16.09.03, 13:03
                                                    1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło

                                                    Oj, nie...it`s not fair...

                                                    To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?

                                                    :)
                                                  • brzydulca Re: protest 16.09.03, 14:21
                                                    blue_a napisała:

                                                    > 1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
                                                    >
                                                    > Oj, nie...it`s not fair...
                                                    >
                                                    > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
                                                    Dokladnie. Ty parafinie jestes stary dziad, nie win za to dziewczyny.Tak jak
                                                    seksiak powiedzial, niech ona sobie znajdzie mlodego w swoim wieku.Chyba ze
                                                    jest za Twoja forsa.
                                                    >
                                                    > :)
                                                  • blue_a Tyyy.. 16.09.03, 14:25
                                                    wracaj tu.
                                                    Tu jacyś dziwni ludzie się odzywają :)
                                                    Nazwali Cię parafianinem :)
                                                    Z nimi gadać nie będę, z Tobą chcę :)

                                                    Zbierać grzybów nie lubię, ale szyszki jak najbardziej.

                                                    Hop hoooop..!
                                                    Co było dalej?

                                                    Móów..
                                                  • parafon Re: Tyyy.. 16.09.03, 15:35
                                                    No właśnie, dziwni ludzie z pomysłami godnymi Myszki Miki. Dałem się wciągnąc w
                                                    jakąs durną polemikę, ale już sobie odpuściłem - nie ma sensu przekonywać
                                                    żółwia że nie umie tańczyć.
                                                    Raczej parafinem... albo od paratianina (skrót) albo od parafiny - też bez
                                                    sensu.
                                                    Ja zbierać grzybów też za bardzo nie lubie, bo ich po prostu nie za bardzo nie
                                                    widzę. Ale sam fakt chodzenia po lesie, słuchania lasu, oddychania lasem jest
                                                    miły. Lubię czasami położyc się pod drzewem i patrzeć w górę. Albo isc tak
                                                    sobie bez celu.
                                                    Z tym "co było dalej" to co miałaś na myśli?
                                                    Jakoś nie chce mi się pisać. Może później.
                                                  • blue_a Z tym "co było dalej" to co miałaś na myśli? 16.09.03, 15:51
                                                    Nic.

                                                    masz (teraz) zabawny sposób pisania. Lubię słuchać (mówić też). I czytać.
                                                    O.k., napisz, jeśli będziesz miał ochotę.


                                                    blue_a, ale nie Merry Christmas

                                                    :)
                                                  • parafon Re: protest 16.09.03, 15:26
                                                    brzydulca napisała:

                                                    > > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
                                                    > Dokladnie. Ty parafinie jestes stary dziad, nie win za to dziewczyny.Tak jak
                                                    > seksiak powiedzial, niech ona sobie znajdzie mlodego w swoim wieku.Chyba ze
                                                    > jest za Twoja forsa.
                                                    = Nie jest za forse, a stary dziad to ja moze jestem dla 15-letnich panienek. I
                                                    dzięki za dobre słowo. A seksiak to z takimi radami niech sobie znajdzie 50-
                                                    letnią pannę co moze go odseksi, bo ma jakieś kompleksy. Takie rady to
                                                    brzydulica mozesz sobie dawać - najprościej jest kogos zdalnie spuścić z wodą
                                                    nie mając pojęcia o sprawie. Doradztwo poziomu piaskownicy.
                                                    > >
                                                    > > :)
                                                  • parafon Re: protest 16.09.03, 15:20
                                                    blue_a napisała:

                                                    > 1. Ona uczepiła się mnie, potem już poszło
                                                    >
                                                    > Oj, nie...it`s not fair...
                                                    =wiem... sorki, ale to był taki skrót myślowy.
                                                    >
                                                    > To mi się nie podoba. Gdzie tu branie odpowiedzialności za siebie?
                                                    =j.w. - ja na pewno czuję się bardziej odpowiedzialny na to co powstało niż
                                                    Ona, ale tak mi się napisało
                                                    >
                                                    > :)
                                                  • blue_a Złota polska jesień 16.09.03, 12:30
                                                    No hej. Najpierw zapytam: rozmawiamy dziś jak człowiek z człowiekiem czy jak
                                                    chory terapeuta ze zdrowym pacjentem? Uśmiech. Ja już zdecydowałam - to
                                                    pierwsze.
                                                    Trochę inaczej widzę las. Jestem jego częścią. Drzewem, wiewiórką, czym tam
                                                    chcę. Nieważne, to też mój Dom. Do rzeczy: "chce się zobaczyć, ale bez
                                                    dotykania. To jakis absurd, nawet przywitać się nie można! Nie odpisałem, bo po
                                                    co." Przepraszam, roześmiałam się. Pomijając fakt, że to czysta poezja, z
                                                    ładnym rytmem.
                                                    No właśnie, bo po co.
                                                    Nie mówię, ze masz rację, bo nie wiem, czy masz, ale - podobało mi się.

                                                  • parafon Re: Złota polska jesień 17.09.03, 16:33
                                                    Hej
                                                    Ale dno. Jakoś przestaję mieć ochotę na pisaninę. Wtrącają się jacyś ludzie bez
                                                    pojęcia i jakiejkolwiek myśli - tylko jedno - komuś dokopać. Przecież to
                                                    polskie bagno w wydaniu internetowym - dlaczego komuś nie dowalić, jak
                                                    bezkarnie można. No to i trzeba widocznie. Nie rozumiem takich ludzi. Jak jest
                                                    nieodreagowany frustrat to niech sobie idzie pobiegać albo strzeli łbem w
                                                    scianę. A nie innym dokopywać. Chociaż może to i przyjemność - ale powinno być
                                                    dla takich forum "Dowalanie" - i niech wzajemnie sobie dokopuja ile wlezie.
                                                    Pisząc tu myślałem, ze spotkam się z kimś, kto będzie chciał pogadać, coś
                                                    poradzić, podsunąc jakies rozwiązanie. A tu tylko Ty - blue_a - sensownie
                                                    zareagowałaś. Nie interesują mnie przyczyny dla których to robisz - to Twoja
                                                    sprawa. Ale tylko Ty mówisz jak normalny człowiek. A tylko to dla mnie się
                                                    liczy - móc z kimś pogadać i oderwać się od tego gnoju, w jakim siedzę.
          • on_25_wlkp Re: Ale i tak Ci odpowiemy, bo mamy depresję 18.10.03, 12:40
            Nie oberwałeś od życia.

            Odnalazłem dla Ciebie dobry artykuł, który czytałem kilka tygodni temu:
            sprzedaz.info.pl/artykuly/artykul_5301.htm
            Po nazwie serwisu możesz wnioskować że zaszła pomyłka. Jednak nie, temat ma
            duzo wspólnego z Twoją sprawą.

            • parafon Re: Ale i tak Ci odpowiemy, bo mamy depresję 21.10.03, 09:14
              Dziękuję.
              Coś w tym może w tym jest, ale dla mnie to socjotechnika. A życie jest zyciem.
              Adam
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 21.04.04, 13:02
        Żrę chemię jak głupi. Tak jak kazał lekarz. Przestałem już nawet jeździć
        samochodem. Mylą mi się odległości. Śpię jakieś 15 min na dobę. Czasem pogadam
        z Kasią, to mi lepiej. Czy jest z tego jakieś wyjście?
    • maniia do blue 17.09.03, 00:38
      myslisz tylko o sobie by sobie pocwiczyc na Parafonie jako studentka
      Psychologii. Moralnosc tutaj dla Ciebie zupelnie nie gra roli. Wstydz sie!

      Parafonie: blue ma manie-depresje.Ja tez studiowalam Psychologie. Zobacz jak
      chaotycznie pisze. NIe baw sie w jej pacjenta, tylko porozmawiaj z ludzmi
      normalnie moze na innych forach, albo idz do prawdziwego psychologa. Nie daj
      sie zwariowac.
      • blue_a protest - do manii 17.09.03, 14:00
        Witaj,

        mogę o coś zapytać? Od razu dodaję, że w moje pytanie nie zawiera w sobie
        agresji, ale zainteresowanie. Dlaczego masz taki dziwny, dużo sugerujący nick?
        Co mam, wie tylko moja lekarz. Rozmawiałam z nią wczoraj.
        Jeśli studiowałaś psychologię, wytłumacz mi jej wczorajsze słowa. Powiedziała
        mi:

        - Nie ma pani "górki".

        Co to jest?

        :)

        Bo nie mam. Po prostu sobie fajnie teraz żyję.
        Nie traktuję Adama jako pacjenta (przepraszam, ale z w a r i o w a ł a ś?!)
        Dlaczego tu z nim "rozmawiam". Dla mnie to oczywiste, ale dla Ciebie nie
        bardzo, zatem wyjaśniam.

        Bo jest fajnym, ale przede wszytskim inteligentnym człowiekiem. Takich
        hmm "pacjentów" lubię najbardziej. Takich ludzi szukam w życiu. Nie gniewaj
        się, że z Tobą nie lubię rozmawiać. Ale nie bardzo jest o czym.. P r z e p r a
        s z a m ..

        :(

        Moralność..
        jesli tak Cię cholernie interesuje moje życie, to proszę. Zapytałam, czy osoba
        zdiagnozowana tak, jak ja, może być terapeutą. Nie, nie może.

        Ale może skończyć psychologię.

        Pytanie: czy osoba wyleczona może być terapeutą. Tego jeszcze nie wiem, ale -
        proszę: ja terapeutką zostać nie chcę.
        Nieważne, co chcę robić, ale hmm zdaję sobie sprawę, że tym odkrywaniem kart
        tutaj mogę sobie zaszkodzić. Ale przynajmniej jestem `czysta`, a to dla mnie w
        życiu najważniejsze.

        Dalej: Adam nie szuka tu rozmowy z terapeutą, co zaznaczył, co ciekawe też,
        niezależnie od siebie, doszliśmy do wniosku, że nawet terapeuci licencjonowani
        często są funta kłaków niewarci (sorry..)


        Adamie, nie daj się zwariować, porozmawiaj z maniią.

        :)

        Pozdrawiam.


        • parafon Re: protest - do manii 17.09.03, 16:17
          Po co mam rozmawiać - to i tak do niczego nie prowadzi. Głodny sytego nie
          zrozumie, a klepać androny moze każdy. Poza tym mam dosyć takich przepychanek.
          Chyba większość na tym forum to bywa w celu dowalenia komuś, wyładowania na
          kimś własnych frustracji albo innych manii. Ja tego nie potrzebuję. Mamdosyć
          własnych problemów i niby dlaczego mam dyskutować z kimś, kto nie próbuje nawet
          pojać tematu, tylko ocenia po swojemu - to tak jakby opisywać wyglad człowieka
          po jego zapachu.
          Bez sensu.
    • beapud Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.09.03, 15:39
      Byłam kiedys po drugiej stronie i romansowałam z mężczyzna starszym od siebie
      o 10 lat. Po roku sądziłam, ze jakoś sie ułoży, nie naciskałam. Po 2 latach
      zaczęłam sie niecierpliwić, obiecywał, ze rzuci rodzine i bedzie tylko dla
      mnie. Po 3 latach postawiłam ultimatum i okazało sie, ze poczuł sie osaczony i
      poganiany. Piszesz, że nie w smak Ci jej postawa: ponaglanie, stawianie
      warunków, ze jeśliby samo sie wyjasniło.... Kłamiesz! Dziewczyna nie chce sie
      Toba dzielić i już. Ma dośc samotnych nocy, dni, świąt i poniedziałków.
      dziwisz sie Jej? Ja Ją doskonale rozumiem. I nie pisz, że jest Ci źle, dla
      mnie jesteś egoistą i tyle.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.09.03, 16:13
        Jak to łatwo oceniać kogoś nie mając pojęcia o rzeczywistości. Chyba że piszesz
        o swoim przypadku, ale wtedy jasno to zaznacz.
        Dla wiadomości (chociaż nie wiem, po co to robię):
        -nie mam rodziny, jestem samotny
        -chciałem i chcę się z nią ozenić - planowaliśmy to na przyszły rok
        -nie mieszkała sama, tylko u mnie
        -raptem dostała przyśpieszenia - chociaż wszystko było zaplanowane
        -nie zniosę szantażu - zwłaszcza niczym nie sprowokowanego - może w miesiąc po
        ślubie powie mi, że jak jej nie kupię Alfa Romeo to nie bedzie ze mną obcować?
        I tyle.
        • beapud Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.09.03, 17:05
          Przepraszam i zwracam honor. Moze za szybko wyciagam pochopne wnioski (przez
          pryzmat własnych, gorzkich doswiadczeń).
          W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego niz zyczyć Ci pomyślnego finału.
          • goscia2 Re: Jak kogoś to obchodzi... 18.09.03, 03:36
            parafonie a miales kiedys zone? To jest pytanie z ciekawosci, tak ze nie musisz
            odpowiadac. :-)
            • parafon Niestety miałem... 18.09.03, 09:21
          • parafon Dziękuję 18.09.03, 09:20
            i Tobie życzę szzczęścia
            • krystymka Re: Dziękuję 18.09.03, 11:08
              czemu piszesz "niestety" mialem?

              Ja mysle ze mezczyzna chce sam wyjsc z inicjatywa z zaproponowaniem malzenstwa.
              I moze dlatego ona Ciebie tak frustruje takim zachowaniem.

              Ja mysle zebys z nia skonczyl - jest mnostwo mlodych dziewczat wszedzie
              przyklad: skromne ja :-))))
              • parafon Re: Dziękuję 18.09.03, 14:36
                Piszę "niestety" bo moje małżeństwo było jednym wielkim ciągiem niepowodzeń.
                Zmarnowane (moje i jej) 15 lat zycia. Ale to nieistotne.
                Inicjatywa małżeństwa wyszła mozna powiedzieć wspólnie - kiedyś podczas rozmowy
                stwierdziliśmy (nie pamiętam, kto to zainicjował, ale to nie jest istotne), że
                sie pobierzemy. I tak było do niedawna.
                Nie jest prosto skończyć znajomośc z kims, kogo się kocha. Po prostu ja tego
                nie chcę.
                Dziękuję za ofertę - to bardzo miłe. Ale ja w tej chwili nie mam ochoty nawet
                na kawę z kimkolwiek.
                • fizyczna do krystymki 18.09.03, 14:44
                  i po co sie narzucasz?? Widzisz dostalas kopa.Dobrze Ci tak!
                  • parafon Re: do krystymki 19.09.03, 12:10
                    Czy nie ma w Tobie odrobiny dobrej woli?
                    To nie żadne narzucanie się - ja tego tak nie odebrałem. To dobre, ciepłe
                    słowo. A takie obecnie rzadko się spotyka.
                    To żaden kop - ja chętnie podtrzymam znajomość z Krystymką(w moim obecnym
                    stanie to stać mnie jedynie na znajomośc internetową). Miło jest czuć, że się
                    nie jest odrzucanym. To ważne. Staraj się patrzeć na świat tak, aby nie
                    krzywdzić nikogo - nawet jak zasługuje na niechęć czy też reprymendę. Czy jak
                    nie zgadzasz się z kimś to musisz to okazać? Nie wystarczy pomyśleć? Trzeba
                    dokopać? Mało masz zła naookoło, aby je jeszcze dodatkowo tworzyć?
                    • blue_a do Adama 19.09.03, 12:54
                      Ja tylko na chwilę, bo tak mi przyszło do głowy.
                      Znasz filozofię Kalego?

                      Pomyślało mi się, że źle zaczęło się robić wtedy, gdy to Ona zaczęła decydować..
                      Nie - żądać, ale właśnie decydować. Mogę się mylić, uprzedzam :)

                      Pomyśl o tym, dobra?
                      I w tym ją, kurczę, bardzo rozumiem :)
                      Czy ona też zna książkę o dziwacznym tytule "Uległa czy niepokorna"?

                      :)

                      I pomyśl jeszcze o jednym haśle: kompromisy.

                      <Zabierasz ją do lasu jutro? Będzie piękna pogoda..>

                      • parafon Re: do Adama 23.09.03, 10:48
                        Filozofię Kalego znam, ale jakoś nie widzę powiązania.
                        NIe wiem, czy to decydowanie - dla mnie decyzja to coś, co ma logiczne podstawy
                        i czemuś służy. W tym wypadku raczej nie jest to decyzja - no, może jej decyzja.
                        Pytałem się o książkę- mówi, że nie słyszała o takiej.
                        Kompromisy - jak można uzyskać jakikolwiek kompromis po postawieniu ultimatum?
                        Jaki tutaj może być kompromis?
                        Nie chciała iść do lasu - powiedziała, że na grzyby to ona chodzić nie lubi.
                        Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
                        zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
                        dziwnych miejsc na suficie.
                        Trzymaj się blue_a. A może masz jakieś imię?
                        Adam
                        • blue_a jasne, że mam 23.09.03, 11:16
                          Anka.

                          masz ochotę na absurdalne pytania - ja mam. Jeśli odpowiedzi nie będzie - nie
                          zmartwię się :)

                          1. Co masz na suficie?
                          Odpowiadam sobie: mój sufit jest głupio odblaskowo biały. Nic na nim nie ma.
                          Nie ma już nawet kantów - bo wygładzili.

                          :)

                          2. Wymyśl inne zajęcia, które można robić w lesie.

                          Bo przecież latanie za grzybami - to jedno z wielu zajęć.

                          Ja poszłam.
                          Na sąsiednim forum przytulają drzewa.
                          Wydało mi się to dziwne, ale przytuliłam.
                          Ono w środku szumi.

                          3. Dlaczego?
                          Nie odpowiadaj.

                          4. już normalne: czego słuchasz?

                          Trzymaj się.

                          • parafon Re: jasne, że mam 24.09.03, 14:54
                            blue_a napisała:

                            > Anka.
                            =Ładnie.Miło mi.:)
                            >
                            > masz ochotę na absurdalne pytania - ja mam. Jeśli odpowiedzi nie będzie - nie
                            > zmartwię się :)
                            >
                            > 1. Co masz na suficie?
                            > Odpowiadam sobie: mój sufit jest głupio odblaskowo biały. Nic na nim nie ma.
                            > Nie ma już nawet kantów - bo wygładzili.
                            >
                            > :)
                            =Na suficie mam wypisaną przeszłość i marzenia o przyszłości. Nie ma tam
                            terażniejszości, bo jej w ogóle nie ma. Jest tylko jeden czas - przeszły. I on
                            wypisany jest na suficie.
                            >
                            > 2. Wymyśl inne zajęcia, które można robić w lesie.
                            >
                            > Bo przecież latanie za grzybami - to jedno z wielu zajęć.
                            >
                            =Ja nie lubię i nie umiem zbierać grzybów. Lubię chodzić po lesie, położyć się
                            i patrzeć poprzez korony drzew w niebo. Lubię słuchać ptaków i trzasku gałęzi.

                            > Ja poszłam.
                            > Na sąsiednim forum przytulają drzewa.
                            > Wydało mi się to dziwne, ale przytuliłam.
                            > Ono w środku szumi.
                            >=I jest bardzo ciepłe.

                            > 3. Dlaczego?
                            > Nie odpowiadaj.
                            >
                            > 4. już normalne: czego słuchasz?
                            >=Jeśli chodzi o muzykę, to najczęściej Mike Outfield'a, Tangerine Dream, Pink
                            Floyd, Led Zeppelin, Black Sabbath, Enigmy, Niemena, Yes, Budki Suflera,
                            Genesis i parę innych.

                            > Trzymaj się.
                            > =Dzięki. I Ty też.
                          • mflaga Re: jasne, że mam 02.04.04, 03:43
                            noo yyyy
                        • jedwabna Re: do Adama 23.09.03, 11:54
                          parafon napisał:

                          > Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
                          > zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
                          > dziwnych miejsc na suficie.

                          To moze i dobrze - jak w tej ksiazce "Mezczyzni sa z Marsa...ze potrzebuja sie
                          schowac od czasu do czasu do swojej jaskini. POtem juz wiedza czego chca :-))

                          • parafon Re: do Adama 24.09.03, 14:58
                            jedwabna napisała:

                            > parafon napisał:
                            >
                            > > Zresztą ostatnio to jakoś nie przejawiam chęci do spotykania się. Mam nowe
                            >
                            > > zajęcie - leżę sobie na kanapie, słucham muzyki i patrzę w sufit. Ile jest
                            >
                            > > dziwnych miejsc na suficie.
                            >
                            > To moze i dobrze - jak w tej ksiazce "Mezczyzni sa z Marsa...ze potrzebuja
                            sie
                            > schowac od czasu do czasu do swojej jaskini. POtem juz wiedza czego chca :-))
                            >
                            Oby Twoje słowa się sprawdziły. Zresztą ja chyba wiem, czego chcę. Tylko nie
                            wiem, jak sprawić, aby się to stało. Raczej chyba nawet już nawet nie umiem
                            tego zrobić...
                            • weronika74 Re: do Adama 24.09.03, 17:22
                              ciekawe z tym studiowaniem sufitu, mi to sie jeszcze nie zdarzyło. Za to bezmyslnie patrze w pudełko czyli telewizor.
                              Tak sobie myslę że może za bardzo sie zaparłeś na nie i nawet nie chcesz pomysleć o tym wszystkim racjonalnie i przez to cierpisz bo ja kochasz, a górę bierze
                              egoizm
                              • parafon Re: do Adama 24.09.03, 20:53
                                NIe czuję tego tak. Ja się nie zaparłem. Nie mam na co się zapierać.Rozleciało
                                mi się wszystko tak misternie układane. Ja wierzyłem, że to wszystko się spełni
                                tak, jak zaplanowaliśmy. A tu raptem taka wolta, sprowadzająca wszystko do
                                postawienia mnie pod ścianą. Ja wiele razy musiałem robić w życiu pewne rzeczy
                                pod przymusem i już tego więcej nie chcę. |To nie prowadzi do niczego dobrego,
                                a wręcz przeciwnie. Każda zrobiona pod naciskiem, wbrew woli rzecz prędzej czy
                                później odbija się czkawką, bo takie postępowanie nie jest naturalne. I dlatego
                                wszystko się mi rozsypało, bo liczyłem, że ten związek będzie naturalny. Może
                                jestem idealistą, jakimś nieprzystosowanym do rzeczywistości, ale na pewno nie
                                egoistą. Dla mnie zwązek musi być czysty - nie z przyczyny niechcianej ciaży,
                                nacisku rodziny, szantażu czy też zmuszania do małżeństwa. Nie potrafię tego
                                zrozumieć, co się stało. Rozpada mi się cały dotychczasowy misternie utkany
                                świat...
                                • parafon Do blue_a 25.09.03, 14:10
                                  Cisza? Co się stało?
                                  • blue_a Do Adama :) 25.09.03, 14:30
                                    A..bo tak.
                                    Zakleiłam sobie buzię plastrem.

                                    Że nie piszę ustami?
                                    Noo, wiem :)

                                    Odezwę się jutro.

                                    Uśmiechy.
                                    • parafon Re: Do Adama :) 25.09.03, 16:26
                                      Ten argument do mnie przemawia.
                                      Do jutra
                                • weronika74 Re: do Adama 25.09.03, 18:00
                                  czy ona wie o tym że ty właśnie tak czujesz jak ona sie tak zachowuje? Czy próbowałeś spookojnie jej to powiedzieć, może ona cie spróbuje zrozumieć , przecież
                                  cie kocha
                                  • parafon Re: do Adama 26.09.03, 10:08
                                    Coś w tym jest, co piszesz. Próbowałem spokojnie rozmawiać, i to nie raz. Ale
                                    każda taka rozmowa zawsze wchodziła na wysokie obroty i kończyła niczym. A
                                    raczej tym samym. Żadnej próby zrozumienia, kompromisu. Ma być tak jak ona to
                                    ustaliła i koniec.
                                    Z tym "kocha cię" to zaczynam mieć wątpliwości.
                                    • weronika74 Re: do Adama 26.09.03, 20:15
                                      może to jest kwestia wieku?? Wiesz pomysl sobie jaki ty byłes te 15 lat temu. Może jakaś koleżnak albo ktos taki wmówił jej
                                      że facet jej nie sznuje albo coa takiego jak w pewnym momencie sie nie oswiadczy. Milion rzeczy mogło wpłynąć na to ze ona sie
                                      tak zachowuje. Ja wiem że kobiety niektóre tak maja, że naciskaja na slub. Moze ona czuje sie jakas niedowartosiowana ze tak na to nalega.
                                      Trudno powiedzieć. Jesli są jeszcze emocje nawet te negatywne to może nie jest tak źle i jakos znajdziecie droge do siebie czego wam szczerze życzę
                                      • parafon Kwestia wieku 29.09.03, 09:36
                                        Może i tak, ale jakoś dotychczas tego nie było za bardzo widać, a wręcz
                                        przeciwnie - na moje uwagi o pewnej rozpiętości wiekowej Ona odpowiadała, że
                                        już nie zwraca na to uwagi, że czuje się ze mną bardzo stabilnie.
                                        Ale przecież nie o to chodzi.
                                        Chodzi o fakt izolacji, stworzenia bariery, załamania pewnego dotychczasowego
                                        układu, wprowadzenie wątku szantażu - a to zburzyło całe moje dotychczasowe
                                        widzenie tego związku. Nie potrafię sobie poukładać takich spraw - szantaż,
                                        wymuszanie na siłę - a jak się pobierzemy to wszystko wróci do normy i powiemy
                                        sonie "nic nie było, to był zły sen". Ja tak nie potrafię.
    • pakana Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.09.03, 15:07
      troche pozno obudzialam sie z odpowiedzia, ale moze przeczytasz. Tez tak
      kiedys zrobilam jak ta twoja kobieta, tez jestem mlodsza od niego, o 20 lat
      dla odmiany. Bylam obolala, zraniona, ze on nie chce mnie wybrac tak na
      zawsze. Odeszlam, bo myslalam, ze on nie chce byc ze mna w taki sposob, zeby
      bylo mi dobrze. W kazdym razie... co ty bys chcial, zeby ona zrobila? Zeby
      powiedziala - "sorry, ze cie naciskalam, przepraszam, ze tak bardzo chcialam,
      zebysmy juz szybko zaczeli sobie ukladac zycie na zawsze, zebysmy zaczeli
      jakis nowy etap, przepraszam za wszystko, wybacz mi, zyjmy tak jak dotychczas,
      poczekam, kochajmy sie". Czy to by pomoglo? Czy moglbys nadal z nia byc? Czy
      nadal chcialbys sie z nia ozenic? A moze ma cofnac czas? A moze jest jakis
      inny wymarzony scenariusz? Tak czy inaczej, jesli chcesz z nia byc, jesli
      naprawde chcecie tego samego tylko w troche innym czasie, to i ty i ona
      musicie znac ten twoj idealny scenariusz. Wtedy mozna szukac kompromisow,
      jezeli w ogole beda potrzebne.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.09.03, 19:31
        Caly szkopul polega na tym, ze ja chce wrocic do normalnosci, nie stawiam
        zadnych warunkow, ale po prostu chce, aby wszystko wrocilo do stanu sprzed
        szantazu. Ja oczekuje tylko tego, aby Ona nie stawiala warunkow a reszta sie
        ulozy. Nie potrafie sie poddac naciskowi. Wiem, ze moze robie zle ale nie umiem
        inaczej. I dlatego jest mi tak jak jest, czyli do bani.
        Przepraszam ze nie ma polskich liter, ale cos mi sie popsulo w klawiaturze.
        Adam
        • pakana Re: Jak kogoś to obchodzi... 01.10.03, 11:34
          No tak - tylko czasu nie da się cofnąć. Ona już postawiła ten warunek -
          pokazała jakiś idealny scenariusz na wasz związek - jej scenariusz, który nie
          wiadomo dlaczego próbuje wymusić szantażem (dlaczego nie może inaczej? nie
          zgodziłbyś się?). I tego się nie da wymazać. Więc Twój scenariusz musiałby
          uwzględniać fakt, że to się stało. Pytanie jest właściwie jedno - czy po tym,
          co się już stało, jesteś w stanie znów z nią być - na jakichkolwiek, idealnych
          dla Ciebie warunkach.
          • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 02.10.03, 15:38
            W chwili obecnej nie wiem, czy chce z nia wiazac. Nie mam pomyslu na nic. Ale
            tak w srodku, to bardzo chce, ale warunki nie sa dla mnie do przyjecia. Nie
            chce budowac zwiazku na przymusie. Zreszta nasze malzenstwo wczesniej
            ustalilismy. To ona wywrocila wszystko do gory nogami, a mnie sie wszystko
            rozlecialo.
            • siostra_oddzialowa Re: Jak kogoś to obchodzi... 07.10.03, 12:14
              oj Parafon, jestes od niej 15 lat starszy i wypadalo by zebys byl choc 0 10
              madrzejszy, a tymczasem Ty tu placzesz jak rozzalona panienka zwalajac cala
              wine na swoja kobiete! to ona to, to ona tamto...
              jak przebiegal Twoj rozwod z byla zona?? tak samo??

              postaw sie na miejscu swojej dziewczyny: dobiega 30-tki, jest zdecydowana na
              stworzenie z Toba rodziny, Ty podobno tez??tak twierdziles na wstepie..
              Ty jestes rozwodnikiem duzo starszym od niej - skad ona ma miec pewnosc, ze nie
              spotykasz sie z nia dla zabawy, sexu a Twoje gadanie o malzenstwie to nie taki
              pokarm dla naiwnej?
              jak mowisz malzenstwo wasze juz bylo zaplanowane?? wiec co? co stoi na
              przeszkodzie zeby dwoje podobno kochajacych sie pobralo sie wczesniej? tak
              ja "kochasz" ze nie ozenisz sie bo musi wyjsc na Twoje a nie na jej? i
              odwrotnie? gdzie tu milosc a gdzie przepychanki dwojga przestraszonych o
              bezpieczenstwo swojej przyszlosci osob?
              na kiedy "planowaliscie" slub? - moze to byl dla niej zbyt daleki termin? moze
              to Ty bardziej ustaliles ten termin?? moze nie sluchales jej gdy dawala
              sygnaly ze nie chce tyle czekac?
              jak sie poznaliscie? moze za szybko zaczeliscie od sexu a teraz ona mimo ze
              kocha to czuje dyskomfort -sama w srodku nie moze sie pogodzic z zyciem w
              konkubinacie z duzo starszym rozwodnikiem?? z jakiej rodziny sie ona wywodzi?

              nie wierze, ze jej pomysl o "odstawieniu ciebie" wzial sie z powietrza.
              najwyrazniej dales jej odczuc/lub tak odebrala twoje zachowanie/ ze nie jest ci
              spieszno do malzenstwa z nia, ze przychodzisz po mile chwile i wychodzisz a jej
              zycie stoi w miejscu -w czasie gdy chce zalozyc rodzine, rodzic dzieci itd.

              piszesz- Tobie sie wszysko rozlecialo... -a Jej to niby nie??


              • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 10.10.03, 14:57
                Siostro, twoja wiedza o mnie zaszokowała mnie zupełnie! Jesteś
                wszystkowiedząca, gratulacje. Tylko czasami pomyśl troszkę, to nie boli.
                Pomyśl, co piszesz i po co. Głową najlepiej.
    • angoisse Re: Jak kogoś to obchodzi... 07.10.03, 14:44
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=7963139&a=7963139
      moze zobacz problem od drugiej strony?
      • parafon Od drugiej strony 10.10.03, 15:00
        Fascynująca lektura ten link. Tylko trochę mało przystająca do rzeczywistości -
        mojej rzeczywistości. To że ktoś chce się "wydać" czy też nie może, to inna
        sprawa. Ja się rozbiłem o mur szantażu - na którym nie da się zbudować żadnego
        związku.
        • blue_a aha... 10.10.03, 15:56
          Chyba rozumiem.

          Nie da. Się zbudować żadnego związku.
          • uzus Re: aha... 12.10.03, 00:49
            blue_a napisała:

            > Chyba rozumiem.
            >
            > Nie da. Się zbudować żadnego związku.

            Nie byłabym tak skłonna do rezygnacji,choć jak mi się zdaje, rozumiem sporo
            komplikacji. Zaczęłabym od punktu wyjścia, czyli bliższej znajomości, rodzaju
            koleżeństwa bez szczególnych zobowiązań. Pozwoliłabym związkowi na swobodny
            rozwój.Powstanie tym sposobem być może koleżeńska para, być może małżeństwo, a
            być może nic. Jeszcze trochę za wcześnie, żeby się poddawać.
            Uzus
            • parafon Re: aha... 13.10.03, 11:04
              Ja nie wiem, czy potrafię tak zacząć " od początku". Przecież już się coś
              stało, coś powstało, rozwijało się, kwitło i raptem "zdechło". Nie wiem, czy
              uczucia mozna traktować jak kwiatek - najpierw wyrwać a potem spróbować
              posadzić jeszcze raz. A oprócz tego pozostaje pamięć - a jaj wykasować się nie
              da. Mozna przytłumić, wyciszyć, ale nie wykasować. Skąd wiadomo, ze takie coś
              się nie powtórzy w przyszłości?
              Adam
              PS. Dzięki za dobre słowo.
              • uzus Re: aha... 13.10.03, 22:14
                parafon napisał:

                > Ja nie wiem, czy potrafię tak zacząć " od początku". Przecież już się coś
                > stało, coś powstało, rozwijało się, kwitło i raptem "zdechło". Nie wiem, czy
                > uczucia mozna traktować jak kwiatek - najpierw wyrwać a potem spróbować
                > posadzić jeszcze raz. A oprócz tego pozostaje pamięć - a jaj wykasować się
                nie
                > da. Mozna przytłumić, wyciszyć, ale nie wykasować. Skąd wiadomo, ze takie coś
                > się nie powtórzy w przyszłości?
                > Adam
                > PS. Dzięki za dobre słowo.

                Po każdym z napisanych przez Ciebie zdań można by postawić znak zapytania.
                Na zdanie, które już jest pytaniem, jak i na pozostałe, nikt nie zna
                odpowiedzi. Wiele zależy od postawy Twojej dziewczyny i tego, czy potrafisz jej
                kolejny raz zaufać.
                Pozdrawiam
                Uzus
                • parafon Zaufać? 14.10.03, 10:47
                  To jest problem. Zaufać czy nie? Dać się skopać do końca czy zaryzykować, że
                  się uda? Jak się uda, to szczęście - ale rysa jest. Chemia raczej nie wchodzi w
                  rachubę, bo po pigułkach czuję się jak leżąca na ulicy puszka po coli - leży
                  sobie, obok ktoś pezejdzie, moze kopnie, może nie, wszystko jedno, mokro,
                  sucho, ciepło, zimno, nie ma sprawy. A tak nie chcę.
                  Adam
                  • blue_a czy zaufać? 14.10.03, 15:51
                    Nie wiem.

                    Spróbuję wejść w Twoją sytuację.
                    Zakładam, że jeszcze go/ją kocham.
                    I że równie silnie kocham siebie.
                    I wtedy, tak, próbuję jeszcze raz.
                    I nie zakładam, że nie wyjdzie.

                    Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?

                    Miałam taki czas, latem, gdy nie wątpiłam w żadne swoje pomysły. Jak było? Bez
                    lęku i cudownie. Poważnie. jesienią jest trochę trudniej, ale idę, idę.

                    Po jakich pigułkach czujesz się jak puszka? Generalnie?

                    • parafon Re: czy zaufać? 15.10.03, 08:58
                      blue_a napisała:

                      > Nie wiem.
                      >
                      > Spróbuję wejść w Twoją sytuację.
                      > Zakładam, że jeszcze go/ją kocham.
                      > I że równie silnie kocham siebie.
                      > I wtedy, tak, próbuję jeszcze raz.
                      > I nie zakładam, że nie wyjdzie.
                      <<<Ja siebie nie kocham...
                      I nie wiem, czy wyjdzie, bo nic na to nie wskazuje.

                      >
                      > Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?
                      <<<Znam. Doświadczyłem tego.
                      >
                      > Miałam taki czas, latem, gdy nie wątpiłam w żadne swoje pomysły. Jak było?
                      Bez
                      > lęku i cudownie. Poważnie. jesienią jest trochę trudniej, ale idę, idę.
                      <<< O to chodzi, że ja nie mam już żadnych pomysłów.
                      >
                      > Po jakich pigułkach czujesz się jak puszka? Generalnie?
                      <<< Po każdych. Chociaż zbyt dużo ich nie miałem.
                      >
                      • blue_a Ty tak..specjalnie nie dajesz sobie nikomu pomóc? 15.10.03, 09:32
                        :)

                        <<<Ja siebie nie kocham...

                        Uu, niedobrze. Mam na myśli zdrowe poważanie własnej osoby.
                        Jeśli siebie lubię, to będę potrafiła zaufać komuś, mimo wszystko.
                        (tak się zastanawiam, czy zbytnio nie upraszczam, ale chyba nie)

                        Są gorsze "przestępstwa" niż to, które zrobiła Twoja dziewczyna. Uwierz..


                        > I nie wiem, czy wyjdzie, bo nic na to nie wskazuje.

                        Rozwiń.

                        > Znasz prawo samospełniającej się przepowiedni?
                        > <<<Znam. Doświadczyłem tego.

                        Chyba jednak nie znasz.
                        Albo zrobiłeś złe założenie. Że się nie uda. Zatem - się nie udało.

                        <<< O to chodzi, że ja nie mam już żadnych pomysłów.

                        Pomęczę Cię - rozwiń.
                        I miłego dnia Ci życzę.

                        • parafon Co mam rozwinąć? 15.10.03, 19:32
                          Aniu,
                          Co mam rozwinąć? Nie za bardzo wiem.
                          Jaki wątek?
                          Jak ma do siebie nie lubienie siebie (jakiś lapsus) do zaufania komuś?
                          Ja siebie nie lubię, bo jestem jakom życiowym nieudacznikiem. Nie na dobrą
                          sprawę mi nie wychodzi.
                          Tu nie chodzi o jak to Ty mówisz "przestępstwo". Ja to nie traktuję w
                          kategoriach winy. Po prostu nie spodziewałem się (a mam trochę życiowego
                          doświadczenia) takiego obrotu sprawy. Takiego złamania jakichś ludzkich zasad.
                          Zaufania.
                          Adam
                          • blue_a ja wychodzę.. 16.10.03, 15:47
                            Mam poczucie dreptania w miejscu.
                            Jako psycholog wiedziałabym, co robić dalej.
                            Założyłam jednak, że rozmawiamy ot tak, po prostu.
                            Bez "wizytówek".

                            Jako człowiek napiszę Ci, że nie wiem, co powiedzieć, może tylko tyle, że z
                            mojego osobistego punktu widzenia coś (może) tracisz, upierając się, że zostały
                            złamane ludzkie zasady etc.
                            Jesli uważasz, że zaufania nie da się odbudować, to faktycznie koniec.
                            Zostajecie sobie po obu stronach tej barykady.
                            Ja bym działała, starała się rozmawiać.
                            Ale nie jestem Tobą.

                            Ufam, że u Ciebie prędzej czy później się poukłada.
                            Powodzenia.
                            Ania



                            • parafon Dobranoc... 17.10.03, 18:00
                              Myślałem, że masz coś do powiedzenia...
                              A co wyszło...
                              Zero...
                              Nie dziękuję.
                              Aniu.
                              • an_a1 Re: Dobranoc... 17.10.03, 22:31
                                parafon napisał:


                                > A co wyszło...
                                > Zero...

                                Jeśli wyszło zero, to każda liczba, biorąc pod uwagę wartości bezwzględne,
                                będzie większa.

                                > Nie dziękuję.

                                Siejąc grzeczność, zmieniasz świat.
                                Ana

                                > Aniu.
                                • parafon Re: Dobranoc... 20.10.03, 12:39
                                  an_a1 napisała:

                                  > parafon napisał:
                                  >
                                  >
                                  > > A co wyszło...
                                  > > Zero...
                                  >
                                  > Jeśli wyszło zero, to każda liczba, biorąc pod uwagę wartości bezwzględne,
                                  > będzie większa.
                                  >>Wybacz, ale bezwzględne to jest tylko życie. W tej sytuacji głównie występują
                                  wielkości ujemne, a czasem nawet liczby urojone. I oczywiście zero, jako
                                  wartość bazowa.
                                  >
                                  > > Nie dziękuję.
                                  >
                                  > Siejąc grzeczność, zmieniasz świat.
                                  > Ana
                                  >> Nie wiem, skąd pochodzi ta metafora, ale brzmi optymistycznie. Chociaż nie
                                  spodziewałem się, że umiem być grzeczny.
                                  >
                                  > > Aniu.
                              • blue_a dzień dobry 18.10.03, 12:47

                                > Myślałem, że masz coś do powiedzenia...

                                W Twoim myśleniu zauważam błędy...uśmiech

                                > A co wyszło...
                                > Zero...

                                Do zmiany potrzeba t e ż osobistego wysiłku.

                                > Nie dziękuję.
                                > Aniu.

                                Jak spędzasz sobotę, Adamie?
                                • parafon Re: dzień dobry 20.10.03, 12:44
                                  blue_a napisała:

                                  >
                                  > > Myślałem, że masz coś do powiedzenia...
                                  >
                                  > W Twoim myśleniu zauważam błędy...uśmiech
                                  >> Moje myślenie to jeden wielki błąd. Uśmiech sarkastyczny.

                                  >
                                  > > A co wyszło...
                                  > > Zero...
                                  >
                                  > Do zmiany potrzeba t e ż osobistego wysiłku.
                                  >> Chyba już nie mam siły. Co bym nie zrobił - błąd albo działanie nietrafione.
                                  Przynajmniej tak mi się wydaje.
                                  >
                                  > > Nie dziękuję.
                                  > > Aniu.
                                  >
                                  > Jak spędzasz sobotę, Adamie?
                                  >> W sobotę poddawałem się swoim ulubionym ostatnio czynnościom. Z przewagą
                                  gapienia się w sufit. W niedzielę poszedłem na spacer, ale było zimno. Sufit.
                            • parafon Re: ja wychodzę.. 17.10.03, 18:04
                              Recalling:
                              Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilowo z
                              Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierzysz?
                              Nie da się być trochę w ciąży.
                              Adam
                              Finito La comedia
                              • an_a1 Re: ja wychodzę.. 17.10.03, 22:36
                                parafon napisał:

                                > Recalling:
                                > Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilowo z
                                > Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierzysz?
                                > Nie da się być trochę w ciąży.

                                Da się.
                                Przykład: odcinek czasu a)- b) - c). W ciąży można być w części odcinka: b) - c)

                                Ana

                                > Adam
                                > Finito La comedia
                                • parafon Re: ja wychodzę.. 20.10.03, 12:47
                                  an_a1 napisała:

                                  > parafon napisał:
                                  >
                                  > > Recalling:
                                  > > Jakby Twój (czego Ci nie życzę) Partner powiedział, że się związał chwilow
                                  > o z
                                  > > Twoją koleżanką (przykładowo), ale już tego więcej nie zrobi, to mu uwierz
                                  > ysz?
                                  > > Nie da się być trochę w ciąży.
                                  >
                                  > Da się.
                                  > Przykład: odcinek czasu a)- b) - c). W ciąży można być w części odcinka: b) -
                                  c
                                  > )
                                  >> Ale a) - b) to brak ciąży. Przewód nielogiczny. Nie chodzi o ciągłośc w
                                  czasie, ale fakt. W ciąży się jest albo nie jest. Nie ma stanów pośrednich.
                                  >
                                  > Ana
                                  >
                                  > > Adam
                                  > > Finito La comedia
            • blue_a zaryzykuję myśl, że .. 13.10.03, 15:23
              można uwolnić się i przestać pamiętać.
              wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
              To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
              wspomnień

              Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
              Trudno - coś za coś..

              p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja
              • uzus Re: zaryzykuję myśl, że .. 13.10.03, 22:25
                blue_a napisała:

                > można uwolnić się i przestać pamiętać.
                > wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
                > To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
                > wspomnień
                >
                > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
                > Trudno - coś za coś..
                >
                > p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja

                Dobrze że się odezwałaś. To co piszesz, jest mądre i w jakiś sposób głęboko
                ludzkie.
                Cynizmu nie dostrzegam, raczej rzecz przeniosłabym w inne kategorie.
                Zgadzam się z Tobą, że trudno byłoby zachęcać do przyjęcia takiej postawy.
                Pozrawiam
                Uzus
                • zoltanek Re: zaryzykuję myśl, że .. 06.04.04, 10:53
                  ojejku, jaki długaśny wątek, ile postów. nie chce mi się wszystkiego czytac:).
                  odp więc na ostatni. Leki antydepresyjne to nic innego jak narkotyki
                  najnowszej generacji. Niektóre działąją dokładnie w ten sam sposób co XTC,
                  tylko nie ryją beretu. Czy ja w ogóle pisze na temat?
                  • an_a1 Re: zaryzykuję myśl, że .. 21.04.04, 15:14
                    Zoltanek napisał:
                    > Czy ja w ogóle piszę na temat?
                    Tak, na temat dowolnie wybrany.
                    Ana
              • uzus Re: zaryzykuję myśl, że .. 13.10.03, 22:54
                blue_a napisała:

                > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
                > Trudno - coś za coś..

                Wyjaśnij mi, proszę, dokładniej, o co chodzi. Ja, jak to ja, pół zgubię, drugie
                pół mi umknie, a chciałabym zrozumieć całość sytuacji.
                Na czym miałaby polegać ta, jak ją nazwałaś, cyniczna wymiana?
                Uzus

              • an_a1 Re: zaryzykuję myśl, że .. 17.10.03, 22:50
                blue_a napisała:

                > można uwolnić się i przestać pamiętać.
                > wprost: zauważyłam, że ekhm :) leczenie depresji wywiało pamieć
                > To nie jest amnezja, ale bycie tu i teraz, tylko w tej jednej chwili, bez
                > wspomnień
                >
                > Zdaję sobie sprawę, że oznacza to też pewien rodzaj cynizmu.
                > Trudno - coś za coś..
                >
                > p.s. to nie jest zachęta, ale taka luźna refleksja

                Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.
                Pozdrawiam
                Ana
                • blue_a Re: zaryzykuję myśl, że .. 18.10.03, 12:43
                  > Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.

                  Jeśli jesteś głodna, nikt za Ciebie się nie naje..

                  albo:

                  Uszyj sobie buty, zamiast wykładać świat skórą.

                  • an_a1 Re: zaryzykuję myśl, że .. 18.10.03, 13:06
                    blue_a napisała:

                    > > Dajcie mi punkt oparcia.... a nie parę miedziaków.
                    >
                    > Jeśli jesteś głodna, nikt za Ciebie się nie naje..

                    Drobiazg: jeszcze trzeba mieć coś do zjedzenia.

                    > albo:
                    >
                    > Uszyj sobie buty, zamiast wykładać świat skórą.

                    Stanowczo nie jestem na tym samym poziomie, co Ty.
                    Jeśli możesz, wyjaśnij o co Ci chodzi językiem mniej metaforycznym.

                    Pozdrawiam
                    Ana
                    • blue_a re: 18.10.03, 13:17

                      > Drobiazg: jeszcze trzeba mieć coś do zjedzenia.

                      Zgadza się..
                      I takie myśli, to znaczy, że nie zawsze da się pomóc, powodują bezradność.
                      Ale-mogę nakarmić kogoś, kto jest blisko (czyt. lokalnie).


                      > Stanowczo nie jestem na tym samym poziomie, co Ty.

                      Myślę, że jest podobny.
                      O ile, rzecz jasna, nie umieściłaś mnie poniżej (nie miałabym pretensji)

                      > Jeśli możesz, wyjaśnij o co Ci chodzi językiem mniej metaforycznym.

                      Ano? Jak spędzasz sobotę? Porozmawiajmy o czymś milszym (założyłam, ze sobota
                      jest dla Ciebie chociaż troszkę przyjemna, dla mnie - jest..)

                      • an_a1 Re: re: 18.10.03, 13:46
                        blue_a napisała:

                        > Ano? Jak spędzasz sobotę? Porozmawiajmy o czymś milszym (założyłam, ze sobota
                        > jest dla Ciebie chociaż troszkę przyjemna, dla mnie - jest..)

                        Lepsza od niedzieli, ale żadne tam takie, zależy ile będę mieć czasu dla siebie.
                        Co do głodu-to bardzo stara i skomplikowana historia. Nie ma sensu opowiadać.
                        Wzorem tych, jak im tam, porafię bez trudu znosić post. Doskonalę się dzięki
                        temu duchowo. Z kasą krucho. Żebrać jednak nie zamierzam. Choć zdarzyło się, że
                        sama siebie zadziwiłam żywiołową reakcją na widok pewnego rarytasu. Pierwszy
                        raz w życiu pomyślałam o kradzieży. Może to i dobrze, bo zdałam sobie sprawę,
                        co to dla mnie za cudowność. Nie ma jak prawda, nawet gorzka.
                        Ana
                      • parafon Re: re: 20.10.03, 13:00
                        Aniu.
                        Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
                        górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
                        stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
                        rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co przyjmę
                        jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da się
                        nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, aby w
                        razie klęski móc do tego wrócić.
                        Adam
                        • an_a1 Re: re: 21.10.03, 10:21
                          parafon napisał:

                          > Aniu.
                          > Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
                          > górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
                          > stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
                          > rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co
                          przyjmę
                          > jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da się
                          > nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, aby
                          w
                          > razie klęski móc do tego wrócić.
                          > Adam

                          Hejka!

                          Trzeba umieć umierać pięknie,
                          Patrzeć w lufy wzniesione śmiało,
                          Aż się podłe zadziwi i zlęknie,
                          Aż umilknie łoskot wystrzałów.

                          Zawsze jest dodąd wracać, jeśli się ma siebie.
                          Pozdrawiam
                          Ana
                          • an_a1 Re: re: 21.10.03, 10:52
                            Broniewski to żart, oczywiście.
                            Tak w związku z jesienią.

                            Jeszcze raz pozdrawiam
                            Ana
                            • parafon Re: re: 22.10.03, 09:29
                              an_a1 napisała:

                              > Broniewski to żart, oczywiście.
                              >> Myślalem, że to Majakowski...;)

                              > Tak w związku z jesienią.
                              >> Broniewski zginął w lecie...

                              > Jeszcze raz pozdrawiam
                              > Ana
                              >> Ja też.
                              Adam
                          • parafon Re: re: 22.10.03, 09:27
                            an_a1 napisała:

                            > parafon napisał:
                            >
                            > > Aniu.
                            > > Wybacz, ale w tej dyskusji bliżej mo do Ana'y. Operowanie metaforami i
                            > > górnolotnymi stwierdzeniami jest efektowne, ale jak każda metafora ma dużo
                            >
                            > > stanów swobody. Można je interpretować różnorako, a i tak nie niosą
                            > > rozwiązania. Mnie też jest potrzebny punkt oparcia. Muszę mieć coś, co
                            > przyjmę
                            > > jako odniesienie, jak taką podporę do dalszego działania. Bez tego nie da
                            > się
                            > > nic zrobić, bo nie ma tak naprawdę początku. Trzeba na czymś się oprzeć, a
                            > by
                            > w
                            > > razie klęski móc do tego wrócić.
                            > > Adam
                            >
                            > Hejka!
                            >
                            > Trzeba umieć umierać pięknie,
                            > Patrzeć w lufy wzniesione śmiało,
                            > Aż się podłe zadziwi i zlęknie,
                            > Aż umilknie łoskot wystrzałów.
                            >> Piękny cytat. Ale mnie sie przez rozsądek nie chce umierać, nie lubię broni,
                            podłe? A co to jest podłe? Łoskot... nie lubię.
                            >
                            > Zawsze jest dodąd wracać, jeśli się ma siebie.
                            > Pozdrawiam
                            > Ana
                            >> I tu trafiłaś w przysłowiową dziesiątkę. Trzeba mieć siebie...
                        • blue_a cóż tu wybaczać :) 21.10.03, 15:22
                          Moje zdanie na Twój temat jest dość ostre (hm, to raczej Ty musisz mi wybaczyć,
                          nie odwrotnie).

                          Lekarz?
                          - nie.

                          Próby poradzenia sobie samemu?
                          - nie.

                          Porozmawianie z nią?
                          - nie.

                          Pójście w innym kierunku?
                          - nie.

                          Spasowałam, cieszę się, że Ana nie.

                          Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
                          Nie gniewajcie się: narzekanie? takie typowo polskie?

                          pzdr.
                          • an_a1 Re: cóż tu wybaczać :) 22.10.03, 09:29
                            blue_a napisała:

                            > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?

                            To oko cyklonu.
                            Ana

                            • parafon Re: cóż tu wybaczać :) 22.10.03, 09:37
                              an_a1 napisała:

                              > blue_a napisała:
                              >
                              > > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
                              >
                              > To oko cyklonu.
                              > Ana
                              >>To fundament życia
                              Adam
                              >
                              • an_a1 Re: cóż tu wybaczać :) 25.10.03, 06:35

                                > > blue_a napisała:
                                > >
                                > > > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
                                > >
                                > > To oko cyklonu.
                                > > Ana
                                > >>To fundament życia
                                > Adam

                                Prawda to źrenica oka cyklonu.
                                Sprawdzaj, weryfikuj, badaj.
                                Pozdrawiam
                                Ana

                                PS. Ktoś musi być nudny.
                          • parafon Re: cóż tu wybaczać :) 22.10.03, 09:35
                            blue_a napisała:

                            > Moje zdanie na Twój temat jest dość ostre (hm, to raczej Ty musisz mi
                            wybaczyć,
                            >
                            > nie odwrotnie).
                            >> Wybaczam.

                            >
                            > Lekarz?
                            > - nie.
                            >> Nie
                            >
                            > Próby poradzenia sobie samemu?
                            > - nie.
                            >>Próbuję
                            >
                            > Porozmawianie z nią?
                            > - nie.
                            >> Bez sensu
                            >
                            > Pójście w innym kierunku?
                            > - nie.
                            >> Czemu?
                            >
                            > Spasowałam, cieszę się, że Ana nie.
                            >> Szybko wątpisz...
                            >
                            > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?
                            > Nie gniewajcie się: narzekanie? takie typowo polskie?
                            >> Nie mogę się wypowiadać za Ana, ale dla mnie punkt oparcia to coś, czego
                            nikt ci nie zabierze, co jest realne, np.mieszkanie, rodzina , kobieta,
                            mężczyzna (którym się ufa), przyjaciel, etc,.
                            >
                            > pzdr.
                            >>Również
                          • an_a1 Ana 22.10.03, 18:32
                            blue_a napisała:

                            > Jak rozumiecie "punkt oparcia"?

                            Amor skrzydła ma dwa...
                            Pamiętasz? Pamiętasz.
                            To w węższym zakresie.
                            Ana
                            • blue_a w węższym zakresie 23.10.03, 08:49
                              Piękne
                              Ale złudne
                              Ale piękne :)
                              • an_a1 Re: w węższym zakresie 23.10.03, 18:27
                                blue_a napisała:

                                > Piękne
                                > Ale złudne
                                > Ale piękne :)

                                Nie napnie nawet łuku jednoręki łucznik.
                                Ana
                            • parafon Re: Ana 23.10.03, 18:58
                              Czy nie rozumiesz, że tu nie chodzi o jakieś durne cytaty?!?!
                              Tu chodzi o życie!
                              Amor ma nogi dwie...
                              Pamiętaz? Nie...
                              I wszystko jedno, którą cię kopnie...
                              Jednakowo boli.

                              Adam
                              • an_a1 Re: Ana 23.10.03, 21:16
                                parafon napisał:

                                > Czy nie rozumiesz, że tu nie chodzi o jakieś durne cytaty?!?!
                                > Tu chodzi o życie!
                                > Amor ma nogi dwie...
                                > Pamiętaz? Nie...
                                > I wszystko jedno, którą cię kopnie...
                                > Jednakowo boli.
                                >
                                > Adam

                                Nie rozumiesz, że tu nie chodzi o żadne cytaty z wzruszających piosenek, ale o
                                oczywistą prawdę, że miłość poruszy ziemię i przeniesie góry.
                                Warunek konieczny: wzajemność.
                                Ana
                                • parafon Re: Ana 24.10.03, 11:03
                                  Ale Miła Dziewczyno,
                                  Miłość jest drugą zarazą po dżumie, która niszczy populację. Zwłaszcza męską
                                  część tej populacji. Nawet AIDS nie niesie takich spustoszeń. Bo nie odbiera
                                  rozumu.
                                  A poza tym jest to najpiękniejsze i najstraszniejsze zarazem uczucie.
                                  Adam
                              • an_a1 Re: Ana 23.10.03, 21:42
                                Mogę podać przykłady.
                                Ana
                                • parafon Re: Ana 04.11.03, 07:48
                                  Słucham, jakie przykłady maja mnie przekonać?
                                  Adam
                                  • an_a1 Re: Ana 06.11.03, 13:49
                                    parafon napisał:

                                    > Słucham, jakie przykłady maja mnie przekonać?
                                    > Adam

                                    To nie przykłady mają Cię przekonać, ale Ty sam masz się przekonać na podstawie
                                    przykładów. Jeśli Ci na tym zależy, musisz otworzyć oczy i chcieć je zobaczyć,
                                    poznać, przeżyć, doświadczyć.
                                    Ostrzegam! Czasem się zdrowo obrywa. Na szczęście nie zawsze.

                                    Swoją drogą mógłbyś zleźć z tronu i odezwać się do maluczkich ludzkim głosem.

                                    Ana
    • rena1961 Re: Jak kogoś to obchodzi... 23.10.03, 12:05
      Myślę, że to nie jest w porządku. Daj sobie z nią spokój, ktoś kto kocha nie
      stawia takich warunków. Pozdrawiam. Rena
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 23.10.03, 19:02
        Ale jak przestać kochać...?
        A tak to masz rtację.
        Dziękuję.
        Adam
        • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 00:02
          parafon napisał:

          > Ale jak przestać kochać...?

          Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby.
          Ana
          • blue_a dzięki..śliczne 24.10.03, 15:42
            Trochę..nie rozumiem Adama.
            Siedzi smutny, zazdrości szczęśliwym, twierdzi, że kocha (moim skromnym zdaniem
            tylko siebie, jej - raczej nie).
            Rozmawiać z nią nie zamierza.
            "Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby"? - też kręci nosem.

            Adamie? O-budź się..
            Zapytaj siebie, o co Ci chodzi.

            Ana? Fakt, do napięcia cięciwy (i nie tylko..) potrzebne są dwie osoby.
            Ładne, dzięki.
            • parafon Re: dzięki..śliczne 27.10.03, 21:49
              blue_a napisała:

              > Trochę..nie rozumiem Adama.
              >> Ja siebie też nie rozumiem

              > Siedzi smutny, zazdrości szczęśliwym, twierdzi, że kocha (moim skromnym
              zdaniem
              >
              > tylko siebie, jej - raczej nie).
              >>Siedzę smutny, fakt. Nikomu nie zazdroszczę - nie nauczyłem się zazdrościć w
              takim tego słowa znaczeniu. Kocham ją - siebie nie.

              > Rozmawiać z nią nie zamierza.
              >> Rozmawiać z nią chcę, ale do rozmowy potrzebne są dwie osoby.

              > "Wysłuchać echa kroków odchodzącej osoby"? - też kręci nosem.
              >> Napieprzają mi te kroki we łbie jak cholera.
              >
              > Adamie? O-budź się..
              > Zapytaj siebie, o co Ci chodzi.
              >> Nie można się obudzić przedtem nie zasypiając.
              >> Chodzi mi o to, aby zrozumieć, dlaczego z miłości można zrobić chlew a z
              człowieka kukłę.
              >
              > Ana? Fakt, do napięcia cięciwy (i nie tylko..) potrzebne są dwie osoby.
              > Ładne, dzięki.
              >> Jeśli chcesz zrozumieć sens życia, ktoś musi ci to wytłumaczyć. Samemu życia
              nie pojmiesz, bo życie w samotności nie jest życiem, a trwaniem.
        • wadera4 Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 01:00
          Tylko czas moze ukoic rany. Rozumiem Twoj problem, nierozmiem tylko dlaczego
          tak dramatyzujesz. Ciagnac ten temat tutaj mozna w nieskonczonosc i tak dlugo
          jak bedziesz to robil tak dlugo Twoje serce bedzie krwawic. Nikt z nas mimo
          najszczerszych checi Ci nie pomoze, pomoc musisz sobie sam.Zamiast lezec i
          patrzec w sufit zajmij sie czyms konkretnym, najgorsza jest rozpacz w
          pojedynke.Napewno masz znajomych , wyjdz do nich rozmawiaj o wszystkim tylko
          nie o tym, czytaj duzo, moze idz do silowni, zabij czas, zostaw go jak
          najmniej na rozmyslania. Zycie sie nie skonczylo. Czasamo los bywa okrotny.
          Moze niczyjej winy w tym wszystkim nie ma, tak poprostu mialo byc, ja wierze
          mocno w przeznaczenie. Jestes bardzo wzazliwym czlowiekiem, dlatego tak bardzo
          to przezywasz.Im wiecej bedziesz o tym myslal i mowil tym gorzej dla Ciebie.
          Powiedz sobie jak Scarlet Ohara-jutro nowy dzien. I od jutra zacznij nowe
          zycie.Glowa do gory, powdzenia zycze . Wierz mi nie ma nic gorszego jak
          wpedzac sie w kompleksy ktore prowadza do powazej depresjii,ale to odrebny
          temat. Jeszce raz, glowa do gory.
          • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 11:09
            Łatwo tak mówić. Ale czasami to przysłowia się nie sprawdzają. Pójdę na
            siłownię, na basen, widzę szczęśliwych ludzi. I im zazdroszczę.
            I comam zrobić? Zapomnieć? Nie da się.
            • mgielka2 Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 15:17
              wez sie chlopie w garsc, gdzie Twoja meskosc. Zakochales sie jak 18-to latek a
              nie jak meszczyzna. Moze zachowywales sie jak nasto...dlatego Cie
              zostawila.Walnij glowa o mur i sie opamietaj, morze jest pelne rybek. Przestan
              narzekac, rob cos. Wez sie za cos konkretnego a nie zyj przeszloscia
              PS. Powodzenia w ZYCIU zycze
          • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.10.03, 18:44
            wadera4 napisała:

            > Tylko czas moze ukoic rany. Rozumiem Twoj problem, nierozmiem tylko dlaczego
            > tak dramatyzujesz. Ciagnac ten temat tutaj mozna w nieskonczonosc i tak dlugo
            > jak bedziesz to robil tak dlugo Twoje serce bedzie krwawic. Nikt z nas mimo
            > najszczerszych checi Ci nie pomoze, pomoc musisz sobie sam.Zamiast lezec i
            > patrzec w sufit zajmij sie czyms konkretnym, najgorsza jest rozpacz w
            > pojedynke.Napewno masz znajomych , wyjdz do nich rozmawiaj o wszystkim tylko
            > nie o tym, czytaj duzo, moze idz do silowni, zabij czas, zostaw go jak
            > najmniej na rozmyslania. Zycie sie nie skonczylo. Czasamo los bywa okrotny.
            > Moze niczyjej winy w tym wszystkim nie ma, tak poprostu mialo byc, ja wierze
            > mocno w przeznaczenie. Jestes bardzo wzazliwym czlowiekiem, dlatego tak
            bardzo
            > to przezywasz.Im wiecej bedziesz o tym myslal i mowil tym gorzej dla Ciebie.
            > Powiedz sobie jak Scarlet Ohara-jutro nowy dzien. I od jutra zacznij nowe
            > zycie.Glowa do gory, powdzenia zycze . Wierz mi nie ma nic gorszego jak
            > wpedzac sie w kompleksy ktore prowadza do powazej depresjii,ale to odrebny
            > temat. Jeszce raz, glowa do gory.

            Ano,
            Skumbrie w tomacie,
            skumbrie w tomacie,
            pstrąg! ;)))
            • parafon Do any, blue, wadery etc 04.11.03, 15:30
              Kochane dziewczyny,
              Nie znam Waszego wieku, i znać (chyba) nie chcę. Po tekstach można poznać, ze
              jesteście dosyć młodymi osobami, "po przejściach". Jedne traktują temat
              poważnie, inne - nieco frywolnie. Problem depresji jest problemem, a nie
              przygodą w życiu. Można pisać jakieś pierdoły o skumbriach, albo o zakochanym
              nastolatku. Ja napiasłem do tego forum, bo myślałem, że czegoś się dowiem, coś
              zrozumię. Zrozumiałem jedno - to nie jest takie proste. I nie próbujcie zbawiać
              świata.Nie da się. Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.
              Trzymajcie się.Adam
              • siostra_oddzialowa Re: 04.11.03, 15:53
                parafon napisał:
                I nie próbujcie zbawiać
                >
                > świata.Nie da się. Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.


                wez mnie nie rozbawiaj.
                twoja metoda to uwiesic sie na kims ? maja ci podawac gotowe rozwiazanie na
                tacy ? a sam bez wysilku tylko rozpostarte sztandary Wielkiego cierpienia ?
                a na sugestie czy rady tylko sie krzywisz ? to "be", tamto "fuj"!?
                Depresja to choroba. Idx wiec do lekarza !
                i nie zapominaj o tym -ze na to forum wchodza wlasnie osoby w potrzebie - na
                tym watku nie tylko ty masz depresje a ty krytykujesz kazda rade odrzucajac tym
                samym rozmowce..nie doczekasz sie cudownego uzdrowienia lezac w lozku i
                obarczajac wina caly swiat... tylko to twoje ja, Ja, Ja ... a innych obdzielic
                wina..
                • parafon Siostro 05.11.03, 09:40
                  Już kiedyś dyskutowaliśmy na temat twoich rad. Naprawdę zacznij myśleć głową.
                  Na razie to chyba myślisz wątrobą - i to chorą. Nikt na tym forum nie czeka na
                  dokopywanie. Ale raczej tego nie rozumiesz - żeby zrozumieć, ytrzeba chcieć. A
                  ty prezentujesz faktycznie siostrę oddziałową - oddziału zamkniętego i to z
                  dużym stażem. Nie pisz jakichś chorych wywodów - nikt cię o to nie prosi.
                  U lekarza byłem - a i ty powinnaś tam zajżeć. Odrzucam takie agresywne osoby
                  jak ty - jak chcesz się na kimś wywnętrzyć, to znajdź sobie forum dla sadystów.
                  Uprzejmie proszę o odwalenie się ode mnie.
                  Raz na zawsze.
                  • siostra_oddzialowa Re: Siostro 05.11.03, 10:16
                    parafon napisał:

                    >- żeby zrozumieć, ytrzeba chcieć.

                    właśnie .
                    instrukcja dla ciebie: przyczep sobie te slowa na lustrze w lazience, na
                    drzwiach, scianie nad lozkiem i na szybie samochodu.
                    czytaj, powtarzaj w kolko, pisz po tysiac razy na kartce..
                    moze zalapiesz, ze te slowa ciebie dotycza.



                    > ty prezentujesz faktycznie siostrę oddziałową - oddziału zamkniętego i to z
                    > dużym stażem.

                    zapraszam zapraszam hehe
                    jest tu miejsce dla ciebie.

                    >. Odrzucam takie agresywne osoby
                    > jak ty - jak chcesz się na kimś wywnętrzyć, to znajdź sobie forum dla
                    sadystów.

                    moze twoja kobieta odrzuca takich sepow emocjonalnych jak ty ?
                    i nie chce pelnic dozywotniej roli twojej siostry milosierdzia ? tylko zyc ?
              • an_a1 Re: Do any, blue, wadery etc 06.11.03, 13:16
                parafon napisał:

                > Szukałem dłoni - znalazłem puste słowa.
                > Trzymajcie się.Adam

                Kto szuka, ten znajdzie.
                Szukać też trzeba umieć, podobnie jak znajdować.
                Ślepota to poważne ograniczenie,oczywiście dla szukającego.
                Bywają szukacze-pozoranci.
                Więc nie chrzań i mnie nie wkurzaj, przynajmniej dzisiaj.
                Pozdrawiam
                Ana
                • blue_a uśmiecham się 06.11.03, 15:18
                  Ja umyłam ręce już dawno.
                  Podobało mi się to o zejściu z tronu :)
                  Czy Adam zrozumiał - cholera go wie.. znowu przeklinam, przepraszam.

                  Usiłuje trzymać nas w szachu. Ja się nie dam.
                  Dalej niech się bawi sam.
                  • an_a1 Re: uśmiecham się 06.11.03, 16:31
                    blue_a napisała:

                    > Usiłuje trzymać nas w szachu. Ja się nie dam.

                    A jeśli nie potrafi inaczej? Nie ma innego wzorca? Nie wie, co z tym począć?
                    Poza tym jak długo ogranicza się do usiłowań, to nie jest przecież najgorzej.
                    Skąd wiesz, że jakby co, to się nie dasz?

                    > Dalej niech się bawi sam.

                    Absolutnie nie. Zabrnął w ślepy, niepomiernie ciasny zaułek. To miota się, to
                    popada w rezygnację. Czy coś Ci to przypomina?
                    Teraz właśnie potrzebuje kogoś bardziej niż kiedykolwiek indziej.
                    Stabilnym, miłym i sympatycznym nie potrzeba wsparcia.
                    Inna rzecz, że tych wspiera się bardzo przyjemnie:))

                    Ana


                    • blue_a nie, Ano.. 06.11.03, 20:12
                      Od początku było założenie, że to forum dyskusyjne, nie zaś netowa
                      psychoterapia. Mogę próbować trzymać liny asekuracyjne temu, kto tego chce.
                      Temu, kto mówi i tak, i nie - jednocześnie - mówię "pa". Jeśli lecieć w
                      terminologię psych. to jest to tzw. podwójne wiązanie. A - powtarzam się -
                      Adamowi bardziej jest potrzebna jest terapia niż rozmowa z nami. On terapię
                      jednak odrzuca.

                      Coś czego nie rozumiem u kobiet: bycie terapeutą dla mężczyzn, że tak ich
                      nazwę, osobistych, wzlędnie dla tych z sieci.

                      Odcinam się od tego.

                      Adam nami nieźle tu manipuluje.
                      Nie potrzebuje nas tak bardzo, o czym świadczy fakt, że nie wchodzi tu zbyt
                      często. Ot, pojawia się, i mówi: ZNOWU SPIEPRZYLIŚCIE ROBOTĘ.

                      :)

                      To ja mu pokazuję język.
                      Zrobiłam, co mogłam.
                      Powtarzam się, gdybym była terapeutą, nie zostawiłabym go.

                      Jako "duszek" z sieci - tak.
                      • an_a1 Re: nie, Ano.. Ana 06.11.03, 21:10
                        blue_a napisała:

                        > Adam nami nieźle tu manipuluje.
                        > Nie potrzebuje nas tak bardzo, o czym świadczy fakt, że nie wchodzi tu zbyt
                        > często. Ot, pojawia się, i mówi: ZNOWU SPIEPRZYLIŚCIE ROBOTĘ.

                        Nie dopuszczasz możliwości pomyłki?
                        Ja nie jestem skłonna do pozostawienia Adama w pustce.

                        Adamie, gdybyś mnie wołał w czarnej przestrzeni, odpowiem Ci:
                        jestem.
                        Ana
                        • blue_a mogę go nawet wirtualnie przytulić 07.11.03, 08:57
                          Problem w tym, że on nie widzi tych dłoni wyciągniętych..

                          Zakładam, że nie jest autystykiem..

                          Ano, on nie woła..On tylko sprawdza, czy ewentualnie otrzymałby pomoc.
                          Może się narażę, ale to z jego strony trochę perfidne..

                          Szanowałabym go, gdy wrzasnął: POMÓŻCIE!!!!!!!!!

                          Jego stać głównie na napisanie: piszecie mi puste słowa.
                          To ja mówię: radź sobie, kolesiu, sam.
                          Bo ja nie umiem.

                          Ale jestem, skoro dziś tu piszę :)

                          • an_a1 Re: mogę go nawet wirtualnie przytulić 07.11.03, 20:02
                            blue_a napisała:

                            > Problem w tym, że on nie widzi tych dłoni wyciągniętych..

                            Często jest tak, że kto nie potrafi dawać, nie umie też brać.
                            Taki deficyt można skorygować.


                            > Ano, on nie woła..On tylko sprawdza, czy ewentualnie otrzymałby pomoc.
                            > Może się narażę, ale to z jego strony trochę perfidne..

                            Nie ma takiej pewności, a nawet jeśli tak się dzieje, to nie wolno wypowiadać
                            wartościujących sądów. Gdzieś tkwi przyczyna. Do czegoś jest mu to potrzebne,
                            nie wiadomo jak bardzo.

                            > Szanowałabym go, gdy wrzasnął: POMÓŻCIE!!!!!!!!!

                            Szacunek czy jego brak nie ma zupełnie nic do rzeczy.
                            On woła o pomoc w taki sposób, jak umie.
                            Nie domaga się szacunku.

                            > Jego stać głównie na napisanie: piszecie mi puste słowa.

                            Tak widać odczuwa nasze nieudolne próby. Mnie to gryzie, że nie umiem wyjść mu
                            naprzeciw tak dalece, żeby nasze ręce mogły się spotkać.

                            > To ja mu mówię: radź sobie, kolesiu, sam.
                            > Bo ja nie umiem.
                            >
                            > Ale jestem, skoro dziś tu piszę :)

                            I świetnie!
                            Nie da się człowieka zrozumieć do końca.
                            Nie zawsze się go lubi.
                            Ale należy być tam, gdzie nas potrzebują.
                            Nie zmienimy świata, ale zrobimy mikroskopijny kroczek w słusznym kierunku.
                            Pozdrawiam
                            Ana
      • parafon Mam dosyć tego g... 05.11.03, 17:18
    • mogila1 Re: Adamie! 05.11.03, 09:04
      Poczytałam sobie troche i bardzo mnie to ubawiło. Wiesz, nie tylko Ty masz
      takie problemy. Jestem kobietą,też 40-letnią i mam podobny problem, ale w
      odwrotną stronę i pewnie bardziej skomplikowany. Musisz wiedzieć jedno. Na
      takie historie nie ma recepty. Konieczna jest tylko walka, do końca. A Ty nie
      walczysz, czekasz, jak każdy samiec i użalasz sie nad sobą. Jeśli chcesz
      porozmawiac o moich problemach wejdź do wątku" moje życie przerosło brazylijska
      telenowelę. Pomóc mogą nam tylko szczere rozmowy. A na forum można rozmawiać
      szczerze, bo nie widzi sie rozmówcy.
      Pozdrawiam.
      Do zobaczenia.
      • parafon Re: Adamie! 05.11.03, 09:45
        I jak rozmawiać z kimś, kto partnera do rozmowy na samym początku degraduje do
        roli samca...
        • starowinka40 Czy to reality show??? 05.11.03, 10:57
          Takie mam wlasnie wrazenie. To ten program z jakiejs prywatnej stacji o
          zdobyciu najpiekniejszego na swiecie kawalera???
          Moze zaczniemy obstawiac... ozeni sie z nia czy sie nie ozeni? pojdzie do
          lekarza czy nie pojdzie? I tak dalej.... Pomagam w pobiciu rekordu dlugosci
          watku;-)
        • mogila1 Re: Adamie! 05.11.03, 19:28
          Niestety, mój drogi, obrażanie się, bufonada i stroszenie piórek, to cechy
          każdego samca. I nie nazwałabym tego degradacją.
          Pozdrawiam.
          • dominica Re: Adamie! 06.11.03, 01:44
            mi sie bardzo podobala wypowiedz siostry oddzialowej. Dobrze Tobie wytlumaczyla
            stanowisko Twojej ex dziewczyny. Ona ma bardzo duzo do stracenia, moze nie
            bedzie miala szanse na zalozenie rodziny w miare uplywu czasu.

            A Ty parofonie co masz do stracenia??? Glupie meskie ego, ktore nie pozwala
            Tobie przyjac propozycji przyspieszenia slubu.

            Ja zycze Tobie zeby ona kogos sobie juz znalazla. A Ty szukaj dalej.
      • an_a1 Re: Adamie! 06.11.03, 14:05
        mogila1 napisała:

        > A Ty nie
        > walczysz, czekasz, jak każdy samiec i użalasz sie nad sobą.

        Przeczytaj, co napisałaś i zastanów się przez chwilę.
        Mężczyzna jest człowiekiem. Wyraz "samiec" szalenie mnie drażni, bo coś tam
        imputuje, o co trafia mnie szlag. A już zupełnie trafia mnie mnie szlag,
        wielokrotnie większy, gdy czytam "jak każdy samiec". Wszyscy jednakowi?
        Najlepiej by było dostać takowego z przydziału, bez nijakiego wyboru i kłopotu.
        Ana
        • kaba.a Re: Samiec? 06.11.03, 14:45
          Nie znasz klasyfikacji gatunków. Mężczyzna to ssak. Rodzaj męski -samiec. Nie
          irytuj się :-). I niestety oni wszyscy są jednakowi- wewnetrznie. Uwierz.
          Pozdrawiam.
          • parafon Re: Samiec? 06.11.03, 16:13
            Kaba.a,
            Pisząc w ten sposób ( i kilka podobnych tobie uczestniczek tego forum) stawiasz
            się w roli osoby o schematycznym, ograniczonym do minimum horyzoncie myślowym.
            A raczej horyzonciku. Twoja znajomość mężczyzn jest porażająca! Nie dziwne, że
            ich nie lubisz, bo takiej kobiety jak ty lubić się nie da. I nie wiadomo co
            będziesz w przyszłości robić - ta cecha zawsze wypłynie. Prędzej czy później.
            Kto dał ci prawo do selekcjonowania kogokolwiek w szufladki? Twoja natura?
            Nie zauważasz, że nie chodzi o dokopywanie komukolwiek a o pomoc? Nie pasuje to
            w twoim światopogladzie, że ktoś może czuć, myśleć nieco inaczej niż ty?
            Nie stać cię, tak jak Anę, na człowieczeństwo? Bierz z niej przykład. Albo z
            Blue. One widzą człowieka, a nie worek do kopania.
            Wszystkiego najlepszego mimo wszystko.
            Adam
            • an_a1 Re: Samiec?Ana 06.11.03, 17:12
              parafon napisał:

              > Nie zauważasz, że nie chodzi o dokopywanie komukolwiek a o pomoc?

              W domyśle - o dokopywanie mi. Spróbuj odszukać w wątku posty, które nazwałbyś
              pomocną dłonią i te, będące dokopywaniem.
              Odpowiedź da do myślenia. Tobie.
              Czy sam umiesz dokopać?

              > Nie stać cię, tak jak Anę, na człowieczeństwo? Bierz z niej przykład. Albo z
              > Blue. One widzą człowieka, a nie worek do kopania.

              Człowieczeństwo zwyczajnie jest. Nie trzeba się wspinać na palce, aby go
              dosięgnąć. Nie jest też gazem tłoczonym do balonu, aby wzniósł się ponad głowy
              innych.
              Przemyślano, potwierdzono eksperymentalnie( na sobie).

              > Wszystkiego najlepszego mimo wszystko.

              A oto wzruszający przykład wyżyn moralnych, na które innym tylko popatrzeć,
              zadzierając głowy.
              Ana

              CHOLERA!
            • kaba.a Re: Szlachetny człowieku ;-) 06.11.03, 21:33
              Jestem zszokowana Twoją odpowiedzią. Przeczytaj, szlachetny człowieku, to co
              sam napisałeś.Ty nikomu nie dokpujesz? Twoja dobroc wszystkich
              powala.Ograniczony horyzoncik, to Ty masz sam. Dowody? Uważasz ze jesteś
              pępkiem świata. Wszystko ma kręcic sie wokól Ciebie i ma byc tak, jak Ty sobie
              tego życzysz.Prześledziłam wszystkie posty i jedno co z nich wynika, to
              niestety Twój egoizm. Wszystko jest ładnie, wręcz pięknie do momentu kiedy
              wszyscy się z Tobą zgadzają i potakują Ci.I wystarczy tylko jedno słowo, które
              nie podoba Ci sie lub którego nie zrozumiesz, a wtedy masz dość. Zabierasz
              swoje zabawki i odchodzisz.Ale odchodzisz, w swoim mniemaniu, z honorem, bo Ty
              żegnasz tych, którzy stali się dla Ciebie niewygodni. Użalasz sie nad sobą i
              chcesz aby wszysty też to robili. Weż się w kupę. To co przeżywasz, to nie
              depresja. To Twoje rozbuchane ego, nie mogace znieść tego, że to nie Ty
              pierwszy powiedziałeś<żegnaj>. Poczytaj sobie inne wątki, a zobaczysz jakie
              problemy mają inni, jakie przeżywają tragedie. Ich należy wspomóc dobrym
              słowem. Może zacznij to robić, miast mysleć tylko o sobie.
              I wyobraż sobie, że taki stosunek do mężczyzn nie przeszkadza mi ich lubic i w
              drugą stronę. Jestes meżczyzna, więc wiesz, że większość z Was nie lubi
              stereotypowych kobiet.
              Prawo do selekcjonowania dałam sobie sama, tak samo zreszta jak Ty. Niw wiem,
              czy zauważyłeś,że sam mnie zaszufladkowałeś. I nie traktuj tego jak dokopywanie-
              w Twoim rozumieniu. Owszem jest to dokopywanie, ale pomocne- za bardzo już sie
              rozmamłałeś.
              Twój wątek jest ciekawym zjawiskiem socjonogicznym. Dlatego pewnie rozrósł sie
              do takich rozmiarów.
              A Ty sam jeśli choć troche zdusisz w sobie miłość własną, bedziesz wyleczony.
              Czeo Ci życzę i pozdrawiam.
              • kaba.a Re: Szlachetny człowieku ;-) 06.11.03, 22:20
                A Ciebie _patafian_ nie pozdrawiam <mimo wszystko>
                Poroś znajomego, niech porzadnie kopnie Cie w Twój sprężysty tyłek. To pomaga
                na głowę.
                • parafon Re: Szlachetny człowieku ;-) 07.11.03, 10:16
                  kaba.a napisała:

                  > A Ciebie _patafian_ nie pozdrawiam <mimo wszystko>
                  >>Postaraj się, aby twoja nienawiść, niechęć czy jak to tam nazwać nie
                  przysłaniała rzeczywistości. To jest bardzo groźne. Pozdrawiać mnie nie musisz -
                  przeżyję to jakoś - ale żal mi, ze zużywasz swoją energię na robienie komuś
                  przykrości. Pamiętaj, ze kto mieczem wojuje od miecza gine. Ktoś kiedyś może ci
                  odpłacić tym samym w momencie, kiedy będziesz potrzebowała pomocy.

                  > Poroś znajomego, niech porzadnie kopnie Cie w Twój sprężysty tyłek. To pomaga
                  > na głowę.
                  >> Skąd wiesz, jaki mam tyłek? Z badań klinicznych wiadomo, że "kopanie w
                  tyłek" wpływa na pewno na głowę - powoduje stan zbliżony do upodlenia. Czyzby
                  ta kuracja cie dotknęła?
                  • kaba.a Re: Szlachetny człowieku ;-) 07.11.03, 10:52
                    Używasz jeszcze mocniejszych sformuowan niz ja.A jestes przeciez uosobieniem
                    dobroci, spokoju i szlachetnośc(wg samooceny).
                    Wiesz, uczucie nienawiści jest mi obce. Niechęć, owszem odczuwam. Teraz do tego
                    co czytam. Nie przeceniaj siebie. Wogóle z Toba nie wojuję.Choć owszem, w życiu
                    ciągle tocze bojeo wszystko( ale nie ze wszystkim). Podobnie jak _starowinka_
                    chetnie zamienię sie z Toba na problemy- oddam Ci swoje, wtedy dopiero
                    wpadniesz w depresje.
                    Proponuje Ci zakonczyc ten wątek. To juz staje sie żenujące.
                    Tym razem pozdrawiam<mimo wszystko> ( to cytat z Ciebie, gdybys nie wiedział o
                    co chodzi.
                • starowinka40 Re: Szlachetny człowieku ;-) 07.11.03, 10:36
                  Zasmialam sie nieprzyzwoicie .... super konkluzja.:-)
                  Moim zdaniem chlopak doskonale czuje sie swietle rampy:-) Ja zagladam tu
                  czasem, bo ciekawa jestem, czy duzo jeszcze znajdzie sie kobiet, ktore skocza
                  sobie do oczu z jego imieniem na ustach. Nie umniejszam NIGDY ludzkich
                  problemow, ale powiem krotko i mam nadzieje, nie zostane gladkimi slowami,
                  ironicznie, cynicznie, z wyzszoscia, itp. oddalona w kosmos przez autora
                  watku: znam w moim otoczeniu przynajmniej kilka osob, ktore z tzw. pocalowaniem
                  reki wzielyby ten problem oddajac swoje. Dodam, ze JA bylabym pierwsza. :-)
                  • parafon Re: Szlachetny człowieku ;-) 07.11.03, 11:29
                    Starowinko,
                    A skąd ty mozesz wiedzieć, jakie ja mam problemy? Lepiej nawet, żebys nie
                    wiedziała, bo zmienisz wtedy zdanie. To, co tu piszę i w stosunku do czego
                    oczekiwałem jakiejs pomocy, rady, dotyczy tego, ze spotkała mnie taka a nie
                    inna "przygoda" w moich kontaktach sercowych. Że nie spodziewałem się tego, co
                    nastąpiło. I nie wiem, co mam zrobić. Spotkałem się z sytuacją, która wpędziła
                    mnie w jakieś psychotropy czy inne pastylki, zmieniła moje zycie. Nie należę do
                    ludzi lubiących być "w świetle rampy" jak to ujęłaś. Ja tylko szukałem kogoś,
                    kto wyciągnie do mnie rękę. Kogoś, z kim mogę porozmawiać, wywnetrzyć się. Tak
                    jest łatwiej, niż w gabinecie psychiatry. Traktowanie mnie jako "samca" czy też
                    nieudacznika świadczy tylko o tym, ze większość uczestników forum traktuje to
                    miejsce jako formę bezosobowego wyżycia się. Naplucia na kogoś nie widząc jego
                    twarzy. Tak jest prościej i higieniczniej. Występuje tu kompletny brak potrzeby
                    zrozumienia, co ktoś chce przekazać, czego oczekuje. Ważne sa inwektywy i
                    dosadne określenia. Czy to jakaś forma terapii? Jeżeli tak, to nowatorska.
                    • starowinka40 Re: Szlachetny człowieku ;-) 07.11.03, 11:47
                      Parafonie, ja nie wnikam w Twoje problemy, mowie o tym jednym, ktory tutaj
                      objawiles:-)Mam wrazenie, ze mnostwo osob Cie wysluchalo, napisalo zyczliwe Ci
                      slowa, poradzilo, staralo sie pomoc. A inne, hmm ... niekoniecznie byly to
                      inwektywy, raczej kubel zimnej wody (czesto bardzo wprost), a mam wrazenie, ze
                      to malo Ci sie podoba. czyzbys wolal glaskanie?:) Nieistotne, co my tutaj
                      powiemy, to TY dokonasz wyboru i rozegrasz swoje zycie po swojemu. Nie
                      lubisz "swiatel rampy", ale Twoje posty temu przecza, ciagle chcesz byc na
                      widoku, formulujesz piekne zdania, chlubisz sie swoim intelektem, cyzelujesz
                      slowa. Zakoncz watek, to nikt wiecej Cie nie opluje ani nie zwymysla. Wybacz,
                      ale ja nie chce byc wciagnieta w dalsza dyskusje, wiec nie wypowiem sie juz
                      wiecej w tym watku. Nie dlatego, ze brakuje mi argumentów, tylko nie lubie, jak
                      sie mna manipuluje. A takie odnoszę wrazenie po przeczytaniu Twoich roznych
                      odpowiedzi. Zycze Ci podjecia madrej decyzji, ktora obu stronom przyniesie
                      przynajmniej spokoj.
          • an_a1 Re: Samiec?Ana 06.11.03, 16:45
            kaba.a napisała:

            > I niestety oni wszyscy są jednakowi- wewnetrznie. Uwierz.
            > Pozdrawiam.

            Rozbieżność zdań wynika zapewne z tego, że znałyśmy różnych osobników płci
            męskiej. Przynajmniej ja spotykałam różnych, a zatem nie widzę powodu, żeby Ci
            wierzyć.
            Budowa anatomiczna, w tym wewnętrzna, oczywiście jednakowa.
            Pozdrawiam
            Ana
            • kaba.a Re: Samiec?Ana 06.11.03, 21:07
              Pisząc<wewnętrznie> miałam na mysli ich wnetrze.Spłyciłam myśl, ale nie chce
              rozciągac postów.Oczywiście nie można generalizować, ale pewne cechy powatrzają
              się u każdego znanego mi osobnika tej płci. A najważniejsza z nich jest dla
              mnie ich egoizm wyrażający sie na różne sposoby. Jeśli na swojej drodze nie
              spotkałaś żadnego egoisty, to jestes wielką szczęściarą. Czego życzę Ci z
              calego serca na przyszłość. Budowa anatomiczna, wewnetrzna, oczywiście
              jednakowa - zgoda.
              • an_a1 Re: Samiec?Ana 06.11.03, 21:57
                kaba.a napisała:

                > ale pewne cechy powatrzają
                >
                > się u każdego znanego mi osobnika tej płci.

                Czy sama nazwałabyś się osobnikiem?
                Ja czuję się kobietą, człowiekiem, ale _osobnik_ jakoś mnie uwiera.

                > A najważniejsza z nich jest dla
                > mnie ich egoizm wyrażający sie na różne sposoby. Jeśli na swojej drodze nie
                > spotkałaś żadnego egoisty, to jestes wielką szczęściarą.

                Sama nie czuję się wolna od egoizmu, który też się czasem nieprzyjemnie
                manifestuje. Chyba dlatego w pewnych granicach umiem odpuścić go innym.

                Spotykałam w życiu różnych ludzi, w zdecydowanej większości przyzwoitych.
                Ana
                • kaba.a Re: Samiec?Ana 06.11.03, 22:16
                  Jestes jednak szczęściarą. Zazdroszcze.A sformuowanie <osobnik płci męskiej>
                  powtórzyłam po Tobie. Nie zapominaj. Nigdy nie odważyłabym napisać czegos
                  takiego o osobie lub do osoby z którą rozmawiam. Byłoby to wręcz chamskie.
                  Kończę, bo to przcież wątek<patafiana>
                  Papatki
                  • an_a1 Re: Samiec?Ana 06.11.03, 22:24
                    kaba.a napisała:

                    > A sformuowanie <osobnik płci męskiej&

                    > powtórzyłam po Tobie. Nie zapominaj.

                    No, widzisz jaka wsypa, moja rodzona, własna.
                    Wszyscy (prawie) od czasu do czasu tniemy coś w tym guście.
                    Odpuszczam sobie, tym łatwiej innym.
                    Pozdrowienia
                    Ana
                    • cycki_krowie To tylko JA 07.11.03, 11:37
                      Dokładam swego posta aby bylo ich wiecej miliony miliony setki setki trzeba
                      pobic rekord pozdrowka dla wszystkich
    • parafon Jak kogoś to obchodzi... 07.11.03, 18:52
      Nie tak miało być. Nie o to chodziło. Może nie potrafię spokojnie przyjmować
      różnych opinii, zwłaszcza dla mnie przykrych, ale nie chciałem się zaangażować
      w jakieś przepychanki, podejżenia o manipulacje czy też inne słowne utarczki.
      Nie potrafię otwarcie krzyknąć "Pomocy!" jak to pisze Blue, nie rozumiem wielu
      uczestniczek forum. Chociaż bywam na niem kilka razy dziennie. A że nie piszę
      za często? Nie mam oczym. Po prostu. Na codzień mam bagno, więc nie widzę sensu
      pogłębiać to biorąc sobie do serca jakieś mniej lub bardziej oderwane opinie.
      Bawcie się dobrze.
      Adam
      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi...Mnie 07.11.03, 20:50
        parafon napisał:

        > Nie tak miało być. Nie o to chodziło. Może nie potrafię spokojnie przyjmować
        > różnych opinii, zwłaszcza dla mnie przykrych, ale nie chciałem się
        zaangażować
        > w jakieś przepychanki, podejżenia o manipulacje czy też inne słowne utarczki.
        > Nie potrafię otwarcie krzyknąć "Pomocy!" jak to pisze Blue, nie rozumiem
        wielu
        > uczestniczek forum. Chociaż bywam na niem kilka razy dziennie. A że nie piszę
        > za często? Nie mam oczym. Po prostu. Na codzień mam bagno, więc nie widzę
        sensu
        >
        > pogłębiać to biorąc sobie do serca jakieś mniej lub bardziej oderwane opinie.
        > Bawcie się dobrze.
        > Adam

        Gdybyś zdecydował inaczej, pisz.
        Ja Cię odnajdę. Jest blu_a. Choć jesteśmy dość różne, obie możemy Ci ofiarować
        to, co potrafimy. Na pewno chciałybyśmy więcej. Zwyczajnie nie umiemy.
        Pozdrawiam
        Ana
      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi...Mnie 07.11.03, 20:57
        Biję się w piersi,że nie śledziłam dokładnie Twojego wątku.
        Sama miałam bardzo poważne osobiste problemy.
        Piszę o tym, żebyś z góry nie przekreślał mojej osoby.
        Ponawiam propozycję, jeśli tylko się odezwiesz, pogadamy.
        Przetrwaj
        Ana
        • parafon Ana 09.11.03, 14:19
          Cześć,
          Dzięki za dobre słowo Dobry Człowieku (to cytat, ale pasuje):-).
          Ja nie przekreślam nikogo, bo i po co. Nie mam tego zresztą w naturze. Nie mogę
          tylko pogodzić się z tym, że ktoś może komuś robić przykrość dla... no nie wiem
          dla czego, może dla podniesienia własnego ego? Nie potrafię zrozumieć, jak
          można tak "z ulicy" kogoś ocenić i opluć. Czy to sprawia przyjemność? Ja może
          jestem nie za bardzo przystosowany emocjonalnie do rzeczywistości, ale swoje
          lata przeżyłem, jakoś trwam i nie rozumiem tego. Przecież nie można czerpać
          przyjemności z robienia komuś przykrości (wyłączam sadyzm, ale to inna strona
          życia). Ja nie oczekuję tutaj terapii, od tego są wyspecjalizowane w wyciąganiu
          z naszych portfeli forsy psychiatrzy czy też psycholodzy. Piszę tak, bo
          zgłosiłem się do takiego "lekarza" w prywatnej klinice, a on mnie za moje
          pieniądze nafaszerował takim g..., że nawet samochodu nie umiałem prowadzić,
          nie mówiąc o myśleniu czy też oddczuwaniu rzeczywistości. Teraz jest trochę
          inaczej, ale nie wiem, czy lepiej. W każdym razie jest kompletna klapa
          emocjonalna. Nie za bardzo jestem w stanie zrobić sobie "bilans przyszłości",
          bo nie istnieje teraźniejszość. Jest jakieś durne trwanie.
          Trzymaj się,
          Dzięki za słowa otuchy,
          Adam
          • kaba.a Re: do Adama 10.11.03, 03:08
            Jeśli poczułeś się urażony..., przepraszam. Życzę ći wszystkiego
            najlepszego.Głowa do góry. Juro też jest dzień. Dla Ciebie. A czy dla mnie.
            Uściski.
            • parafon Re: do Adama 10.11.03, 15:08
              Dzięki, to ważne.
              Każdy doczeka się swojego szczęśliwego dnia. To pewne:-)
              Trzymaj się.
          • pollka wszystkiego najlepszego parafon:) 10.11.03, 09:01
            nie przejmuj sie. ludzie sa rozni.
            • parafon Dzięki, wielkie dzięki!:-) 10.11.03, 15:12
              Dzięki, wielkie dzięki!:-)
              To dobrze, że są różni, inaczej byłoby tragicznie. Ale czemu niektórzy chcą być
              od razu lepsi albo uzurpować sobie prawo do wydawania ocen? Tego nie rozumię.
              Pozdrawiam ciepło.
          • robertoniro parafonie co do blue 10.11.03, 09:23
            ja juz dawno napisalem watek ze blu rzuca cytatami metaforami, wpada w
            samouwielbienie i wogole buja gdzies w oblokach. Osoba z depresja tego nie
            potrzebuje bo i tak dosc czesto ucieka od rzeczywistosci. Taka osoba potrzebuje
            konkretnej rady. A te wywody blue sa irytujace i frustrujace. Jezeli by byla
            psychologiem, to jej pacjent by dawno umarl.
            • parafon Re: parafonie co do blue 10.11.03, 15:20
              Fakt, niektórych metafor nie za bardzo rozumiem a i cytaty czasami są...
              odlotowe;-) Ale Ona podała mi pierwsza rękę, starała się mnie zrozumieć - a to
              ważne. Nie spuściła mnie z wodą tak jak wielu innych. To, że czasami daje się
              ponieść, to ludzka sprawa. Czasami było mi przykro po jej wypowiedziach, ale
              mimo wszystko ją lubię. Na marginesie - wolałbym, aby wycięła mi jakąś ślepą
              kiszkę niż była moim psychologiem:-)
              Pozdrawiam
          • an_a1 Re: Ana 10.11.03, 14:59
            parafon napisał:

            > jestem nie za bardzo przystosowany emocjonalnie do rzeczywistości,[...],
            jakoś trwam [...] Przecież nie można czerpać
            > przyjemności z robienia komuś przykrości

            Rzadko kto tak postępuje. Przeważnie ludzie krzywdzą innych bezwiednie; z braku
            empatii, wyobraźni, refleksji nad sobą, tak jak potrącają się i popychają w
            zatłoczonym autobusie. Później przychodzi moment zastanowienia; może żal,
            przeprosiny.

            >(wyłączam sadyzm, ale to inna strona
            > życia).

            Troszkę mnie zaniepokoiłeś tym stwierdzeniem. Pewnie Cię nie do końca
            zrozumiałam.

            > Ja nie oczekuję tutaj terapii, od tego są wyspecjalizowane w wyciąganiu
            >
            > z naszych portfeli forsy psychiatrzy czy też psycholodzy. Piszę tak, bo
            > zgłosiłem się do takiego "lekarza" w prywatnej klinice, a on mnie za moje
            > pieniądze nafaszerował takim g..., że nawet samochodu nie umiałem prowadzić,
            > nie mówiąc o myśleniu czy też oddczuwaniu rzeczywistości.

            Patrzysz nieco jednostronnie. Ja mam bardzo dobre doświadczenia związane z
            psychoterapią. Co do lekarzy-różnie. Chociaż rysuje mi się prawidłowość. Młodzi
            lekarze są zupełnie inni niż starsze pokolenie; o niebo sympatyczniejsi,
            serdeczniejsi, może to bez znaczenia, pogodniejsi.

            > W każdym razie jest kompletna klapa
            > emocjonalna. Nie za bardzo jestem w stanie zrobić sobie "bilans przyszłości",
            > bo nie istnieje teraźniejszość. Jest jakieś durne trwanie.

            Jest taki etap w depresji, nawet w głębszym dole, Który po prostu trzeba
            przeczekać. Nazywam to wegetacją albo życiem w formie przetrwalnikowej. Nawet
            nie próbuj myśleć o czymkolwiek, bo jeszcze bardziej się pogrążysz, gdy
            zauważysz, że nie jesteś w stanie rozwiązać prostego zadania.
            Zachowuj się jak potencjalny topielec; kładź się na wodę, łap i wyrównuj
            oddech, odpoczywaj.
            Pozdrawiam
            Ana
            • parafon Re: Ana 10.11.03, 15:33
              an_a1 napisała:

              > parafon napisał:
              >
              > > jestem nie za bardzo przystosowany emocjonalnie do rzeczywistości,[...],
              > jakoś trwam [...] Przecież nie można czerpać
              > > przyjemności z robienia komuś przykrości
              >
              > Rzadko kto tak postępuje. Przeważnie ludzie krzywdzą innych bezwiednie; z
              braku
              >
              > empatii, wyobraźni, refleksji nad sobą, tak jak potrącają się i popychają w
              > zatłoczonym autobusie. Później przychodzi moment zastanowienia; może żal,
              > przeprosiny.

              >> Ale przykładowo na tym forum nikt bezwiednie nie zabiera głosu - robi to z
              pełną świadomością. I z pełną premedytacją zajmuje takie a nie inne stanowisko.

              >
              > >(wyłączam sadyzm, ale to inna strona
              > > życia).
              >
              > Troszkę mnie zaniepokoiłeś tym stwierdzeniem. Pewnie Cię nie do końca
              > zrozumiałam.

              >> Ja uważam, że to jest choroba. Niebezpieczna choroba.
              >
              > > Ja nie oczekuję tutaj terapii, od tego są wyspecjalizowane w wyciąganiu
              > >
              > > z naszych portfeli forsy psychiatrzy czy też psycholodzy. Piszę tak, bo
              > > zgłosiłem się do takiego "lekarza" w prywatnej klinice, a on mnie za moje
              > > pieniądze nafaszerował takim g..., że nawet samochodu nie umiałem prowadzi
              > ć,
              > > nie mówiąc o myśleniu czy też oddczuwaniu rzeczywistości.
              >
              > Patrzysz nieco jednostronnie. Ja mam bardzo dobre doświadczenia związane z
              > psychoterapią. Co do lekarzy-różnie. Chociaż rysuje mi się prawidłowość.
              Młodzi
              >
              > lekarze są zupełnie inni niż starsze pokolenie; o niebo sympatyczniejsi,
              > serdeczniejsi, może to bez znaczenia, pogodniejsi.
              >> Właśnie tak mnie urządził młody (około 30-tki) lekarz - nadzwyczaj zresztą
              sympatyczny. Dlatego jakoś nie mam zaufania do farmakologii. NIe lubię nie być
              sobą. Chociaż sobą też nie lubię być... Kółko...
              >
              > > W każdym razie jest kompletna klapa
              > > emocjonalna. Nie za bardzo jestem w stanie zrobić sobie "bilans przyszłośc
              > i",
              > > bo nie istnieje teraźniejszość. Jest jakieś durne trwanie.
              >
              > Jest taki etap w depresji, nawet w głębszym dole, Który po prostu trzeba
              > przeczekać. Nazywam to wegetacją albo życiem w formie przetrwalnikowej. Nawet
              > nie próbuj myśleć o czymkolwiek, bo jeszcze bardziej się pogrążysz, gdy
              > zauważysz, że nie jesteś w stanie rozwiązać prostego zadania.
              > Zachowuj się jak potencjalny topielec; kładź się na wodę, łap i wyrównuj
              > oddech, odpoczywaj.
              >> Tak się nie da. Nie mogę się oderwać od rzeczywistości. Emocjonalnie
              wegetuję, to fakt, ale nie da się normalnie funkcjonować w oderwaniu od
              rzeczywistości. Szkoda pracy - a tam najbardziej się trzeba kontrolować, bo o
              pracę trudno. A często zdarza mi się łapać siebie na bezmyślnym gapieniu się w
              monitor. To taki sufit...
              > Pozdrawiam
              > Ana
              Pozdrawiam i dziękuję
              Adam
              • an_a1 Re: Ana 10.11.03, 16:36
                parafon napisał:

                > an_a1 napisała:
                >
                > > parafon napisał:

                > > Rzadko kto tak postępuje. Przeważnie ludzie krzywdzą innych bezwiednie; z
                > braku
                > >
                > > empatii, wyobraźni, refleksji nad sobą, tak jak potrącają się i popychają
                > w
                > > zatłoczonym autobusie. Później przychodzi moment zastanowienia; może żal,
                > > przeprosiny.
                >
                > >> Ale przykładowo na tym forum nikt bezwiednie nie zabiera głosu - robi
                > to z
                > pełną świadomością. I z pełną premedytacją zajmuje takie a nie inne
                stanowisko.

                Ostatnio odezwało się do Ciebie kilka sympatycznych osób, do innych także.

                > NIe lubię nie być
                > sobą. Chociaż sobą też nie lubię być... Kółko..

                To działka dla psychoterapeuty.

                > > Jest taki etap w depresji, nawet w głębszym dole, Który po prostu trzeba
                > > przeczekać. Nazywam to wegetacją albo życiem w formie przetrwalnikowej. Na
                > wet
                > > nie próbuj myśleć o czymkolwiek, bo jeszcze bardziej się pogrążysz, gdy
                > > zauważysz, że nie jesteś w stanie rozwiązać prostego zadania.
                > > Zachowuj się jak potencjalny topielec; kładź się na wodę, łap i wyrównuj
                > > oddech, odpoczywaj.
                > >> Tak się nie da. Nie mogę się oderwać od rzeczywistości. Emocjonalnie
                > wegetuję, to fakt, ale nie da się normalnie funkcjonować w oderwaniu od
                > rzeczywistości. Szkoda pracy - a tam najbardziej się trzeba kontrolować, bo o
                > pracę trudno. A często zdarza mi się łapać siebie na bezmyślnym gapieniu się
                w
                > monitor. To taki sufit...

                Tu trzeba wykrzesać resztki energii, jakie nam jeszcze zostały. Jeśli to tylko
                możliwe, pracować na zwolnionych obrotach, nawet pozorować.
                Jeśli nie możesz sobie pozwolić na taki luksus, niestety, musisz sięgnąć po
                chemię.
                Pozdrawiam
                Ana

                • parafon Jestem 11.11.03, 14:51
                  To, że się odezwało kilka pięknych osób, skłoniło mnie do tego, że uwierzyłem,
                  że nie jestem sam :-) I tego szukałem, potrzebowałem. Dziękuję Wam, pomogliście
                  mi!
                  Ana,
                  Ostatnio słowo "psychoterapeuta" wzbudza we mnie coś w rodzaju agresji.
                  Przepraszam. Okazało się, że moja "Dama" właśnie skorzystała na okoliczność
                  związania się z 15 lat starszym mężczyzną z porad psychoterapeuty. Po 120 zŁ za
                  30 min rozmowy razy coś około 12. Oczywiście na mój koszt - jako "chodzenie do
                  lekarza". To ten "fachowiec" zaproponował jej zastosowanie "terapii faktów
                  dokonanych" w celu utrwalenia naszego związku. I osiągnął... klapa. Wzbudził
                  moją nieufność.
                  Chemia - już pisałem, to mnie tak odurnia, że nie jestem sobą. NIe potrafię żyć
                  w świecie otumanienia - zresztą to widać i koniec jest szybki.
                  Trzymaj się
                  Adam
                  • an_a1 Re: Jestem wieszczką 11.11.03, 16:05
                    parafon napisał:


                    > Ana,
                    > Ostatnio słowo "psychoterapeuta" wzbudza we mnie coś w rodzaju agresji.
                    > Przepraszam. Okazało się, że moja "Dama" właśnie skorzystała na okoliczność
                    > związania się z 15 lat starszym mężczyzną z porad psychoterapeuty. Po 120 zŁ
                    za
                    >
                    > 30 min rozmowy razy coś około 12. Oczywiście na mój koszt - jako "chodzenie
                    do
                    > lekarza".

                    To nie była _Dama_, co oczywiście nie jest żadnym umniejszeniem jej wartości.

                    > To ten "fachowiec" zaproponował jej zastosowanie "terapii faktów
                    > dokonanych" w celu utrwalenia naszego związku. I osiągnął... klapa. Wzbudził
                    > moją nieufność.

                    Nawet w rękach psychoterapeuty nie można przestać myśleć, wprost przeciwnie!
                    Tyle otrzymasz, ile zdołasz wziąć.
                    Spróbujcie z kimś innym, może z kobietą?

                    > Chemia - już pisałem, to mnie tak odurnia, że nie jestem sobą. NIe potrafię
                    żyć
                    >
                    > w świecie otumanienia - zresztą to widać

                    Może przyjmujesz zbyt duże dawki? Lek jest niewłaściwie dobrany?
                    Stan otumanienia powinien powoli przejść w trzeźwiejszy, stabilny.

                    > koniec jest szybki

                    Czego? Jaki?
                    Odpowiedz Adamie.
                    Będę się niepokoić.

                    Pozdrowienia
                    Ana
                    • parafon Re: Jestem wieszczką 12.11.03, 12:05
                      A co "wieszczysz"?:-)
                      Słowo "Dama" nie jest pejoratywne. Tak jakoś mi się powiedziało.
                      Zresztą nie ma już o czym ( a włściwie kim) mówić. Jak to powiedział kiedyś
                      ktoś - finito la comedia.
                      Pozostał ból.
                      Ja reaguję na chemie jakoś dziwnie. Brałem dawki takie, jak mi poradził lekarz.
                      I "odlatywałem" z rzeczywistości. Zyciorys mi się urywał nawet na kilka dni
                      (nie potrafiłem sobie przypomnieć, co było wczoraj, dwa dni temu). Potem
                      zmniejszyłem dawki do brania wieczornego. To samo, z tym, że rano miałem taki
                      ból głowy, że...
                      Mówiąc o "końcu" myślałem o braniu leków. Mimo że czasami nachodzą mnie myśli o
                      samobójstwie, ale traktuję je raczej jako "fanaberie" mojego umysłu. Ja chyba
                      za bardzo lubię życie, mimo że one jest taki po.....rąbane.
                      Byłem juz na wozie, pod wozem, siedziałem w g... po uszy ale jakoś wychodziłem
                      z tego. Tylko z kobietami jakoś mi wychodzi nie za dobrze. Ożeniłem się z musu,
                      kochanki nie miałem, bo jestem za uczciwy, na brak kobiet co prawda nie
                      narzekam, bo podobno jestem przystojny, ale boję się, bo jakiekolwiek zbliżenie
                      rodzi we mnie poczucie obowiązku. A ja nie chcę nikogo oszukiwać, ani nie być
                      oszukiwany. Wiem, że to mżonki, ale taki po prostu jestem. Ta
                      ostatnia "przygoda" dobiła mnie. Zakochałem się jak gówniarz, i wierzyłem, że
                      to prawdziwe. A okazała się zwykla komercja. Nie rozumiem tego, i chyba nie
                      chcę zrozumieć.
                      Pozdrawiam,
                      Adam
                      • an_a1 Re: Jestem wieszczką 12.11.03, 15:27
                        parafon napisał:

                        > A co "wieszczysz"?:-)

                        Człowiek nie jest, a przynajmniej nie powinien być samotną wyspą. Zawsze
                        znajdzie się ktoś, kto poda ci rękę.

                        > Słowo "Dama" nie jest pejoratywne. Tak jakoś mi się powiedziało.
                        > Zresztą nie ma już o czym ( a włściwie kim) mówić. Jak to powiedział kiedyś
                        > ktoś - finito la comedia.
                        > Pozostał ból.

                        Coś jeszcze; coś, co wzbogaca i czyni ból mniej dotkliwym; co nadaje sens temu,
                        co przeżyłeś-perełka mądrości.

                        > Ja reaguję na chemie jakoś dziwnie. Brałem dawki takie, jak mi poradził
                        lekarz.
                        >
                        > I "odlatywałem" z rzeczywistości. Zyciorys mi się urywał nawet na kilka dni
                        > (nie potrafiłem sobie przypomnieć, co było wczoraj, dwa dni temu). Potem
                        > zmniejszyłem dawki do brania wieczornego. To samo, z tym, że rano miałem taki
                        > ból głowy, że...

                        Na ten temat nic Ci nie umiem powiedzieć.

                        > Mówiąc o "końcu" myślałem o braniu leków. Mimo że czasami nachodzą mnie myśli
                        o
                        >
                        > samobójstwie, ale traktuję je raczej jako "fanaberie" mojego umysłu. Ja chyba
                        > za bardzo lubię życie, mimo że one jest taki po.....rąbane.
                        > Byłem juz na wozie, pod wozem, siedziałem w g... po uszy ale jakoś
                        wychodziłem
                        > z tego. Tylko z kobietami jakoś mi wychodzi nie za dobrze. Ożeniłem się z
                        musu,
                        >
                        > kochanki nie miałem, bo jestem za uczciwy, na brak kobiet co prawda nie
                        > narzekam, bo podobno jestem przystojny, ale boję się, bo jakiekolwiek
                        zbliżenie
                        >
                        > rodzi we mnie poczucie obowiązku. A ja nie chcę nikogo oszukiwać, ani nie być
                        > oszukiwany. Wiem, że to mżonki, ale taki po prostu jestem.

                        Więcej dobrego niż złego. To już jest wygrana.

                        > Ta
                        > ostatnia "przygoda" dobiła mnie. Zakochałem się jak gówniarz, i wierzyłem, że
                        > to prawdziwe. A okazała się zwykla komercja. Nie rozumiem tego, i chyba nie
                        > chcę zrozumieć.

                        Dopuść to do świadomości i spróbuj popatrzeć na całą historię z boku.
                        Ograła Cię, starego chłopa, jak dziecko.
                        Czy to Cię nie śmieszy?
                        Stań przed lustrem i powiedz: ale ze mnie dureń! Jakich mało! absolutnie
                        wyjątkowy!
                        Porażka. Trzeba się z nią pogodzić. Zaakceptuj fakt, że mocno oberwałeś.
                        To Ciebie skopano, a więc spotkanie kończysz czysto. Nie zrobiłeś dziewczynie
                        krzywdy. Jesteś wolny, bez poczucia winy.
                        Podnieś głowę, wyprostuj się, przestań powłóczyć nogami. Kochałeś. To nie powód
                        do wstydu. To najpiękniejsza motywacja, jaka istnieje.
                        To wszystko razem lepsze niż chemia...
                        Ana
                      • kaba.a Re: Jestem wieszczką 13.11.03, 10:33
                        parafon napisał:

                        na brak kobiet co prawda nie
                        > narzekam, bo podobno jestem przystojny,
                        A więc maiłam rację, co do sprężystego tyłka :-)
                        I tego sie trzymaj. Tylko zacznij mysleć głową. Z tego co piszesz wynika, że
                        Twoja dziewczyna to perfidna materialistka. Tym lepiej dla Ciebie, że to sie
                        skończyło. Pomyśl co byłoby dalej. Może porozglądaj sie uważniej. I na litość
                        nie rozgladaj się za małolatami. One, w większości,mają dla starszych od siebie
                        mężczyzn, tylko młode ciało.
                        Napisałam <w większości> coby nie urazić tych młodych dziewczyn na forum, które
                        nie sa w większości. Papatki.
                        • fimka Re: Jestem wieszczką 13.11.03, 11:02
                          kaba.a napisała:

                          >. Może porozglądaj sie uważniej. I na litość
                          > nie rozgladaj się za małolatami. One, w większości,mają dla starszych od
                          siebie> > mężczyzn, tylko młode ciało.
                          > Napisałam <w większości> coby nie urazić tych młodych dziewczyn na forum,
                          > które > nie sa w większości. Papatki.



                          kaba.a - przepraszam - ale nawet twoje podkreslenie niewiele
                          zapobieglo "urajacej" wymowie tego co napisalas.. :(
                          rozumiem-ze w tym watku mamy tylko pocieszac autora-
                          ale ja mam takie obserwacje: ze to ci starsi faceci ogladaja sie przede
                          wszystkim za mlodym cialem, swiezoscia.. zostawiaja nieatrakcyjne juz zony, z
                          okazji zwiazku z mloda laska ktora sie w nich zabuja chetnie
                          korzystaja..chetnie sie z nia bawia, kochaja - ale "w zyciowych celach"
                          (dom,zona,dzieci)juz sie spelnili, i nie spiesza sie do powtorki tego- jednak
                          wiekszosc mlodych dziewczyn oprocz zabawy-chce tez sie spelnic w standartowej
                          roli matki i zony. Stad wynika dysonans w takich zwiazkach. a potem żal i
                          niezrozumienie zamienia sie w jakies chore ukady wzajemnych pretensji i czesto
                          wykorzystywan : ja cialo ty pieniadze..
                          znajomy prawie50-cio latek, rozwiedziony, ciagle wiaze sie z dziewczynami ok 30-
                          toletnimi, dla ktorych jest b.ujmujacy i zakochuja sie w nim bardzo latwo,
                          liczac na przyszlosc z nim. On caly czas twierdzi ze podobno chce powaznego
                          zwiazku. ale rownoczesnie nie chce dzieci ani malzenstwa. Dziewczyny sa z nim
                          przez pare miesiecy max lat zanim to zrozumieja, potem nastepna.. On nie zwiaze
                          sie z kobieta juz spelniona w swoim wieku (a byly takie ktore chcialy) bo mu
                          sie takie nie podobaja- twierdzi ze jego kobieta ma miec nie wiecej niz 35
                          lat .. i takie jest zycie 28-latek ciagle marzacych o wielkiej milosci..
                          • kaba.a Re: fimka-a propos 13.11.03, 13:45
                            Idokładnie o to mi chodził. Działa to przeciez w obie strony. Może Adam
                            wyciągnie jakies wnioski?
                            • parafon Drogie Panie 13.11.03, 19:15
                              Każda z was poniekąd ma rację, ale tak nie do końca. To, że dojżali mężczyźni
                              oglądają się za młodsazymi kobietami, to jest całkiem naturalne. Kobieta,
                              oprócz tego, że jest uzupełnieniem mężczyzny (albo odwrotnie - to bez
                              znaczenia) jest również zjawiskiem samym w sobie, niepowtarzalnym i
                              frascynującym. Spłaszczać wszystkiego do młodego ciała nie wolno. Ja osobiście
                              znam dwa małżeństwa, w których różnica wieku wynosi coś około 15 - 19 lat.
                              Jedno jest na bazie rozwodnik - panna a drugie obydwoje po rozwodach. I są
                              szczęśliwi. Mają dzieci, dom i jak się na nich patrzę to po prostu ich
                              podziwiam.
                              Ja również chciałem mieć dom i dzieci. To było w planach. Ale plany się
                              zmieniły. I to nie z mojej winy.
                              Nie jest prosto powiedzieć sobie, że jest się starym durniem. Zwłaszcza, że nie
                              czuję się starym. Nie jest łatwo, bo ja wiem, że dałem się zrobić w balona. A
                              wierzyłem (i nadal wierzę) w miłość.
                              Znam również wielu mężczyzn w moim wieku, którzy "polują" na "cielęcinki".
                              Ale "cielęcinki" mają po 18 lat, a nie około 30-tki. Kobiety w tym wieku są już
                              dojżałe i wiedzą, czego chcą (jak widać, nie zawsze - ale wyjątki potwierdzają
                              reguły).
                              Patrzę się na siebie i na nią i z boku i z dołu - i nic mi nie wychodzi. Nie
                              rozumiem tego i już. I to mnie dobija. Nie rozumiem, jak można tak traktować
                              drugiego człowieka.
                              I uwieżcie, nie ma nic obrzydliwszego niż szantaż. Bo to odziera z zaufania,
                              niszczy podstawowe uczucie, jakim jest zaufanie.
                              Adam
                              • kaba.a Re: Drogie Panie 17.11.03, 14:27
                                Coraz bardziej mnie intrygujesz.A możeby tak klin klinem. Zacznij zwracać uwagę
                                na inne. Jest nas przeciez tak wiele. Umów się. I litości! Twoje błedy
                                ortograficzne są straszne. Sorry!
                                • parafon Re: Drogie Panie 17.11.03, 15:01
                                  kaba.a napisała:

                                  > Coraz bardziej mnie intrygujesz.A możeby tak klin klinem. Zacznij zwracać
                                  uwagę
                                  >
                                  > na inne. Jest nas przeciez tak wiele. Umów się.
                                  >>To nie jest takie proste. Ja nie mam (przynajmniej na razie) ochoty na żadne
                                  inne znajomości. Za mocno siedzi w pamięci poprzednia porażka. I nie mam ochoty
                                  na następne.

                                  I litości! Twoje błedy
                                  > ortograficzne są straszne. Sorry!
                                  >> To ja sorry! Ale czasami mi się "zawinie" "ż" za "rz". Ale popełniłem tylko
                                  dwa: w "uwierzcie" i "dojrzałe" - postaram się (chociaż nie obiecuję) poprawić.
                                  • kaba.a Re: Drogie Panie 17.11.03, 15:48
                                    Przepraszam Cię. Nie powinnam Ci tego wytykać. Ale jest to silniejsze ode
                                    mnie.A najzabawniejsze w tym jest to, że to nawet nie zboczenie zawodowe. Biję
                                    się w piersi.Pozdrówka.
                                    • parafon Wytykanie 18.11.03, 09:53
                                      Ależ ja się nie gniewam :-). To nawet dobrze, bo popełnianie błedów
                                      ortograficznych nie jest mile widziane. A tak to wiem, co źle robię (a raczej
                                      piszę). Dziękuję za korektę i proszę o więcej.
                                      Hej,
                  • blue_a zadam głupie pytanie 12.11.03, 10:41
                    "dama" jest dorosła, nie pracuje? dlaczego zatem a Twój koszt?

                    Uświadom damie i sobie przede wszystkim, że aby jakakolwiek terapia była
                    skuteczna, musi być a własny KOSZT, ale nie a Twój, do cholery..
                    Pacjeta musi walnąć po kieszeni, aby zechciał coś w swoim życiu zmienić. Nie
                    dziwię się zatem, że masz depresję. Też bym miała ;)

                    Tamten terapeuta był idiotą, po prostu.
                    Ciebie nie oceniam.
                    • parafon Re: zadam głupie pytanie 12.11.03, 12:16
                      "Dama" jest dorosła (wg. metryki) a na mój koszt to robiła, bo twierdziła, że
                      jak jest ze mną to ja mam się nia opiekować (i słusznie).
                      Nie wiem, czy walnięcie po kieszeni cokolwiek uświadamia. Mam znajomego
                      alkoholika, który płaci za terapię coś około 1.000 zł miesięcznie, a na wódkę
                      wydaje 50 zł dzienne. I jest zadowolony, że się leczy.
                      Czy terapeuta jest idiotą? Nie wiem. I wiedzieć nie chcę. Ale wiem, że leczenie
                      tego typu "schorzeń" u nas jest jak lepperyzm. Bardzo popularne, bardzo
                      medialne ale nic nie wnoszące. Jest to moje zdanie i mogę się mylić, ale mam do
                      tego prawo. A chemii nienawidzę, bo jest ubezwłasnowalniająca.
                      A ja idiotą ( w pewnym sensie) na pewno jestem:-)
                      Trzymaj się.
    • wilamka1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 13.11.03, 11:46
      To potwierdza powiedzenie, że faceci to swinie.SZkoda,ze Cie czyms nie
      zaraziła.Zasługujesz na to stary dupku.Jak wolisz ta małolate to po jakiego
      grzyba jestes ze swoja zona?powiedz mi tylko w czym ona jest leprza o twojej
      żony?Dlaczego faceci oszukuja.Takich to tylko wykastrowac a nie wspolczuc.A
      pomyslales o swojej żonie.Mam nadzieje, ze ona tez Cie zdradza.
      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 13.11.03, 14:38
        Wszystko proste jak drut!
        A może jak świński ogon?
        Ana
      • angoisse Re: Jak kogoś to obchodzi... 13.11.03, 14:56
        wilamka1 napisała:

        > To potwierdza powiedzenie, że faceci to swinie.SZkoda,ze Cie czyms nie
        > zaraziła.Zasługujesz na to stary dupku.Jak wolisz ta małolate to po jakiego
        > grzyba jestes ze swoja zona?powiedz mi tylko w czym ona jest leprza o twojej
        > żony?Dlaczego faceci oszukuja.Takich to tylko wykastrowac a nie wspolczuc.A
        > pomyslales o swojej żonie.Mam nadzieje, ze ona tez Cie zdradza.

        Ale pooojechałaś...Czy to złe doświadczenia osobiste?
        Parafon nie napisał że ciągle jest żonaty, ale też nie napisał że się rozwiódł.
        Rzeczywistość za często skrzeczy. Niestety.

      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 13.11.03, 19:21
        Wilamko,
        Żeby mnie zarazić musiałaby być sama chora - czy jej tego życzysz?
        Ta małolata ma teraz 30 lat.
        Jestem rozwiedziony. Sąd orzekł rozpad małżeństwa bez orzekania o winie.
        Była lepsza od mojej byłej żony, bo wydawało mi się, że mnie kocha.
        Żona mnie nie może zdradzać, bo nie jest moją żoną. A więc jeżeli zdradza, to
        obecnego swojego partnera.
        Mniej jadu, dokładniej czytaj.
        Pozdrawiam
        Adam
    • wilamka1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 13.11.03, 19:53
      Bardzo przepraszam.Jestem cholernie przewrażliwiona na punkcie zdrady,bynajmiej
      nie z własnego doswiadczenia.Nie moge juz słuchac i czytac,że ludzie sie
      zdradzaja.Żygac mi sie od tego chce.Moze nie czytalam uwaznie, ale w ktorejs z
      odpowiedzi na ten list, ktos cos takiego zasugerował.Bardzo przepraszam.Od dzis
      bede czytac uważniej.Myślałam ,że to kolejne fanaberie starzejacego sie faceta,
      który szuka pocieszenia i potwierdzenia swojej meskosci u boku młodej
      kochanki.Przepraszam jeszcze raz jesli nie mialam racji,ale mam prawo byc
      przewrażliwiona bo życie jest do dupy i schodzi na psy.papa
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.11.03, 12:57
        DZięki za przeprosiny. To ważne. Co prawda, ja już się na tym forum nasłuchałem
        wiele. Każdy jest przewrażliwiony na jakimś punkcie. Tutaj chyba nie chodzi o
        zdradę - bo nikt nikogo nie zdradził. Moje dotchczasowe życie rodzinne rozpadło
        się wiele lat temu, teraz też jest jak to mówisz, "do d..." ale z innych
        przyczyn. I dla mnie najgorsze jest to, że za bardzo nie wiem z jakich. Wiele
        osób się wypowiadało na ten temat. Ale żadna teoria nie pasuje do końca. A, jak
        to mówił poeta "w duszy kupa zamętu, z przewagą kupy". A psom czasami nie życzę
        takie życia.
        Pozdrawiam
        Adam
        • looserka Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.11.03, 15:20
          Rekord długości wątku już pobity!
          Proponuję zakłady - do jakiej ilości postów wątek ten dociągnie.
          Ja obstawiam 300.
          • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.11.03, 15:51
            Głupi pomysł!. Adam jest najzwyczajniej- przesympatyczny. Dlatego wiele kobiet
            ma ochote na pogaduchy z nim. Ja tez do nich należę.
            • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 18.11.03, 09:57
              O co chodzi z tymi rekordami? Bo ja jakoś zacięcia sportowego nie mam.
              Dziękuję za miłe słowa. Dawno nikt tak o mnie nie powiedział.
              Pozdrawiam.
              Adam
              • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 18.11.03, 10:25
                Zobacz ile razy ludzie odezwali sie w Twoim wątku i od kiedy to trwa, a
                bedziesz wiedział.A propos zacięcia sportowego- czyżby moja wyobraźnia płatała
                mi figla i nie miałbys sprężystego tyłeczka? Pozwalam sobie na zgryźliwości
                cobyś nie przyzwyczaił sie za bardzo do słodzenia.
                • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 18.11.03, 18:17
                  Teraz już wiem. A czy ilość i czas trwania wątku ma na forum jakieś szczególne
                  znaczenie? A propos Twojej wyobraźni - to co mam trudno nazwać tyłeczkiem:-) A
                  jeśli chodzi o sprężystość to nie mam zdania. Nie wiem, czy zdajesz sobie
                  sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa. Ja sie łapię na tym, że
                  nawet jak myślę o rzeczach nie związanych z moim życiem osobistym to nie
                  potrafię tego zobaczyć w "wersji pozytywnej". Zawsze widzę najsłabsze , często
                  nieistotne, strony. To przeszkadza.
                  Pozdrawiam
                  • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 19.11.03, 09:01
                    Jeszcze jak zdaje sobie z tego sprawę.MOja zgryźliwość z tegoż właśnie wynika.
                    Człowiek oczekuje czegoś miłego. Ma kiepski dzień. Chciałby, żeby ktos to
                    zauważył, dał odrobine ciepła. A tu nic. Wszyscy obok sa obojetni, Albo
                    słyszysz tekst: O, znów zły humorek.
                    Jest mi dziś od rana bardzo źle. Wiesz, powiem tylko Yobie. Mam dzis imieniny.
                    Moje dziecko (13 lat)olało sprawę. Musiałam je ściagać na śniadanko, które to
                    ja zrobiłam. A mój Pan, nawet nie zadzwonił. Pewnie zapomniał. Jest mi bardzo
                    przykro i od rana ryczę. Nie wiem jak przetrwam to w pracy.
                    • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 19.11.03, 09:20
                      Z całego serca wszystkiego najlepszego!!!
                      Cmok, cmok w obydwa policzki!!!

                      Na pewno wieczorem przygotują Ci imieninową niespodziankę.
                      To tylko ściema.
                      Jak nie, zafunduj sobie sama, ale z umiarem.
                      To znowu nic takiego.
                      Nie liczy się 1 dzień, a całe życie. O
                      Ana

                      Ps. Tak mi się mądrze powiedziało, że sama się nie rozumiem.
                      Muszę to przemyśleć.
                      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 19.11.03, 11:02
                        Elżbieto, Seweryno lub Matyldo!
                        Spełnienia wszelkich możliwych marzeń i samych słonecznych dni!!!
                        Radości z życia i spokoju życzę Ci z całego serca!:)
                        Młodzian zaspał i nie jarzy od rana - daj mu się obudzić:-)
                        Jeszcze raz wszystkiego!!! :-)
                        Usmiechnij się, nigdy nie jest tak żle, aby nie mogło być lepiej.
                      • kaba.a Re: Ano, Adamie! 19.11.03, 12:47
                        Usmiecham sie, choc przez łzy. Dzieki.
                        • parafon Re: Ano, Adamie! 19.11.03, 20:12
                          Kaba
                          Łzy przynoszą ulgę. Wiem, jak było Tobie przykro. Doznaję tego kilka razy do
                          roku (urodziny, imieniny, święta).
                          Właśnie wypijam kieliszek czerwonego wina za Twoje zdrowie.
                          Niech moc będzie z Tobą! (ale truizm, nie?)
                          Ale się każdemu przyda.
                          Twoje zdrowie!
                          Adam
                          • an_a1 Re: Ano, Adamie! 19.11.03, 22:55
                            parafon napisał:


                            > Właśnie wypijam kieliszek czerwonego wina za Twoje zdrowie.
                            > Niech moc będzie z Tobą! (ale truizm, nie?)

                            Wcale nie. Moc jest przeciwieństwem niemocy.
                            Niech moc towarzyszy wszystkim w ich najróżniejszych poczynaniach nawet
                            przerośniętych.

                            > Ale się każdemu przyda.

                            Dopisuję się do tych życzeń.
                            Ana

                            • kaba.a Re: Ano, Adamie! 19.11.03, 23:57
                              Widzę, że tez tu siedzisz, Ano. Jeśli tak, to może wzniesiemy kieliszek za
                              nasze zdrowie. Co ty na to? I dziękuję bardzo. Dzieki Tobie i Adamowi przeżyłam
                              ten dzień.
                              • an_a1 Re: Ano, Adamie! 20.11.03, 01:06
                                kaba.a napisała:

                                > Widzę, że tez tu siedzisz, Ano. Jeśli tak, to może wzniesiemy kieliszek za
                                > nasze zdrowie. Co ty na to? I dziękuję bardzo. Dzieki Tobie i Adamowi
                                przeżyłam
                                >
                                > ten dzień.

                                Bardzo chętnie!
                                Cieszę się, że mogliśmy Cię wesprzeć. Po to jest forum.
                                W życiu tak jakoś dziwnie się mijamy; w czasie, przestrzeni.
                                Dobrze, że mamy jeszcze przed sobą pozagrobowe. Tam zatańczymy wspólnie
                                flamenco, jak obiecałaś.
                                Będę czekać. Lepiej nie... Nie przepadasz za tri w żadnej dziedzinie sztuki.
                                Chyba żeby: Do góry róże, na dole fiołki...
                                Najsmętniej byłoby po środku - letnio.
                                Rezygnuję.
                                Ana


                          • kaba.a Re: Ano, Adamie! 19.11.03, 23:50
                            Dochodzi północ, a mi nadal przykro.Zebrałam sie w sobie dopiero teraz, bo jak
                            zwykle obowiązki, a przede mną następna biała noc. Jutro znów bedzie strasznie-
                            umówiona jestem w kilku sprawach zawodowych. Wiesz, tez chciałam sie napić, ale
                            Cerber lat 13, warował przy barku. Nie miałam akurat obola.Zdrzaźniłam sie dzis
                            na niego, bo zbyt wiele zwaliło sie na mnie ostatnimi czasy. Byłam egoistką, bo
                            przeciez on też ma problem, nawet nie wie, że az taki. Znów Ci powiem - w
                            piątek poddaje sie zabiegowi usunięcia czegos paskudnego o znamionach
                            nowotworu.Piszę tak, bo nie chce nazywać rzeczy po imieniu . Dobra, ale dosyć
                            tego ględzenia. Przecież to Twój wątek i miało być o Twoich problemach. Jestem
                            szalenie miękka i mam- już od dawna- wyrzuty sumienia, że tak potraktowałam Cie
                            na wstepie. Bo znów byłam egoistką i wydawało mi się, że Twój problem, przy
                            wszystkich moich, jest śmieszny. Zapomniałam o tym, że dla każdego, najmniejsze
                            nawet potkniecie jest wielkim nieszczęściem, bo jest to jego własne
                            nieszczęście. Mam nadzieję, że juz wystarczająco długo sie kajam i zostało mi
                            przebaczone.Mam również nadzieję, że Ty, czytają o nieszczęściach innych ,
                            spojrzałes z boku na to co Cie spotkało i widzisz już inaczej.Najzwyczajniej w
                            świecie wmów sobie, że nie była Ciebie warta, jeśli tak postąpiła i spróbuj się
                            uwolnic od jej osoby.Tylko Ty sam możesz sobie pomóc.
                            I dziękuje za toast. Zrobię to samo 24 grudnia, za Twoje zdrowie. Jeśli
                            dotrwamy do tego czasu na tym forum, napiszę Ci o tym. A teraz trzymaj się i
                            śpij smacznie.
                            • parafon Re: Ano, Adamie! 20.11.03, 10:04
                              Wydaje mi się, że to nie jest mój wątek, tylko NASZ wątek. Ja do niego żadnych
                              praw nie mam, tylko zacząłem. To my wszyscy korzystając akurat z takiego medium
                              mówimy o swoich sprawach i kłopotach - mnie to w jakiś sposób pomaga. Jeśli
                              jest lżej jeszcze komuś - to jeszcze lepiej. Rozumiem, że Cerber to pies. I
                              abstynent praktykujący:-)
                              Niepotrzebnie zawracasz sobie głowę swoim może niezbyt przyjacielskim wejściem.
                              Mylić się ludzka sprawa. Nie mam żalu. Zresztą jakbym miał, tobym z Toba nie
                              rozmawiał.
                              Pozbyć się jej można, ale nie jest to takie proste. Fizycznie to się stało, nie
                              spotykamy się, ale psychicznie to nie mogę. Myślę, dlaczego tak się stało, co
                              źle zrobiłem, czemu ona tak postąpiła. Czy spotka to mnie jeszcze kiedyś. Dno
                              kompletne.
                              Trzymaj się.
                              • kaba.a Re: Ano, Adamie! 20.11.03, 11:07
                                Napisze wieczorem lub późną nocką. Jeśli bedziesz miał ochotę, to przczytaj.
                                Teraz zmykam. Może czeka mnie troche radości. Boje się, ale mam nadzieję.Papatki
                              • kaba.a Re: Ano, Adamie! 20.11.03, 11:12
                                A Cerber to mitologiczny przewoźnik zmarłych na druga stronę rzeki Styks
                                oddzielajacej świat żywych od świata umarłych. Za monetę (1 obola) przewoził
                                zmarłych na druga stronę rzeki.Gdy ktos nie miał obola był naprawde biedny, nie
                                mógl dostać sie tam, gdzie winien byc po śmierci. Zupełnie tak, jak jak
                                wczoraj. Nie mogłał dostac się do wódko(alkoho)polu.
                                • parafon Re: Ano, Adamie! 20.11.03, 11:51
                                  kaba.a napisała:

                                  > A Cerber to mitologiczny przewoźnik zmarłych na druga stronę rzeki Styks
                                  > oddzielajacej świat żywych od świata umarłych. Za monetę (1 obola) przewoził
                                  > zmarłych na druga stronę rzeki.Gdy ktos nie miał obola był naprawde biedny,
                                  nie
                                  >
                                  > mógl dostać sie tam, gdzie winien byc po śmierci. Zupełnie tak, jak jak
                                  > wczoraj. Nie mogłał dostac się do wódko(alkoho)polu.
                                  >> Mitologię jako tako znam i o Cerberze słyszałem.
                                  Dlaczego Twój Cerber ma lat 13?
                                  Czyżby to była jakaś głęboka aluzja do syna "stojącego" na drodze do barku?
                                  Jeżeli tak, to rozumiem.
                                • fimka gwoli ścisłości :) Cerber był pieskiem, 20.11.03, 12:36
                                  kaba.a napisała:

                                  > A Cerber to mitologiczny przewoźnik zmarłych na druga stronę rzeki Styks
                                  > oddzielajacej świat żywych od świata umarłych. Za monetę (1 obola) przewoził
                                  > zmarłych na druga stronę rzeki.Gdy ktos nie miał obola był naprawde biedny,
                                  nie
                                  > mógl dostać sie tam, gdzie winien byc po śmierci. Zupełnie tak, jak jak
                                  > wczoraj. Nie mogłał dostac się do wódko(alkoho)polu.


                                  przewożnikiem zaś CHaron :)

                                  "Cerber to pies o trzech głowach występującyw mitologii greckiej. Był dzieckiem
                                  potwora Tyfona i Potworzycy Echidne. Innymi dziećmi ten niezwykłej pary była
                                  wielogłowa Hydra i Ortros, również pies, ale o dwóch głowach (który stał się
                                  później ojcem Sfinksa). Podobnie jak swój straszliwy ojciec Cerber żył w
                                  Tartarze, królestwie zmarłych i ciemności. Miał ciało wielkiego psa, trzy
                                  gryzące i szczekające głowy i sto ogonów, które potrafiły wić się i kąsać
                                  niczym węże. Siedział na brzegu podziemnej rzeki Styks i wykonywał niezwykle
                                  ważną pracę. Wpuszczał do królestwa umarłych ludzkie dusze i pilnował, aby nikt
                                  nie zdołał wymknąć się z powrotem. Był wiernym towarzyszem Charona, który
                                  sterował łodzią pełną dusz.

                                  Niektórym żywym udało się jednak przemknąć obok niego. Eneasz podrzucił mu
                                  usypiające jedzenie, Orfeusz uśpił go piękną kołysanką, a Herakles zwyciężył go
                                  w brutalnej walce i skomlącego wywlekł na światło słoneczne. Gdy przerażony
                                  potwór rzucił się do ucieczki, z jego pysków kapała ślina. Grecy wierzyli, że
                                  miejsca, w które upadła do końca świata zostaną spalone i jałowe. Dbali też,
                                  aby zmarły oprócz miedziaka dla Charona miał też miodowy placuszek dla
                                  zjednania Cerbera. Z jadu Cerbera wyrosła też trująca i paraliżująca roślina
                                  zwana tojadem.

                                  Cerber był uważany za wcielenie zła i symbol rozkładu ciał zmarłych. Ten
                                  straszliwy pies słuchał się Hadesa i Persefony, ale z prawdziwą radością służył
                                  jednej mrocznej pani - bogini czarów Hekate. Miała ona, podobnie jak Cerber,
                                  trzy oblicza. Jej posągi często ustawiano na rozstajach dróg. Przedstawiano ją
                                  jako kobietę o ciele węża i trzech głowach - lwicy, psa i klaczy. Trzy oblicza
                                  symbolizują także zmieniające się fazy księżyca. Hekate była najwyższą
                                  władczynią nieba i ziemi. Zeus nie zdołał odebrać jej prawa do spełniania
                                  najgorętszych życzeń śmiertelników. Zwracano się do niej podczas tajnych
                                  magicznych obrzędów, a imię jej wymawiano zawsze z lękiem i trwogą."


                                  pozdrowionka :)

                                  • parafon Re: gwoli ścisłości :) Cerber był pieskiem, 20.11.03, 15:19
                                    Przecież nikt nie twierdzi, że był jeżem :-) Pilnował tylko barku Kaab'y :-)
                                    A tak na marginesie: dzięki za ładny opis.
                                    Adam
                                  • kaba.a Re: gwoli ścisłości :) Cerber był pieskiem, 21.11.03, 08:38
                                    Oczywiscie masz rację!. Co tez stres może zrobic z człowiekiem. Żeby Charona
                                    pomylić z Cerberem. Niedorze. Wielkie dzieki za sprostowanie. Pozdrawiam.
                  • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 19.11.03, 23:20
                    parafon napisał:

                    > Teraz już wiem. A czy ilość i czas trwania wątku ma na forum jakieś
                    szczególne
                    > znaczenie?
                    Oczywiście, że ma. To jest wyraz zainteresowania Twoją osobą, serdeczny
                    stosunek, uczuciowy związek.

                    A propos Twojej wyobraźni - to co mam trudno nazwać tyłeczkiem:-) A
                    > jeśli chodzi o sprężystość to nie mam zdania.

                    Gdybyś miał, czułbyś się pewniejszy siebie, atrakcyjnieszy we własnych oczach.
                    Kilku moich znajomych starszych od Ciebie zachowało sylwetki 30-latków. Ciekawe
                    po co?

                    > Nie wiem, czy zdajesz sobie
                    > sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa.

                    Tak. Trudno je wypowiedzieć, gdy czujesz, że ktoś cię nie słyszy.

                    > Ja sie łapię na tym, że
                    > nawet jak myślę o rzeczach nie związanych z moim życiem osobistym to nie
                    > potrafię tego zobaczyć w "wersji pozytywnej". Zawsze widzę najsłabsze ,
                    często
                    > nieistotne, strony. To przeszkadza.

                    Znam takie rozłożenie akcentów. Łatwiej jest chcieć z tego zrezygnować niż to
                    zrobić. Do tego jeszcze obserwuję, że jedne osoby upiększamy, inne oszpecamy.
                    To niesprawiedliwe.
                    Czy o tym decydują nasze sympatie? Widać uczucia są bezrozumne. Nie wiem.
                    Nie dotyczy to tylko ludzi. Interesujące.
                    Ana
                    • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 20.11.03, 10:18
                      an_a1 napisała:

                      > Oczywiście, że ma. To jest wyraz zainteresowania Twoją osobą, serdeczny
                      > stosunek, uczuciowy związek.
                      >> Myślałem, że jest to forum, na którym pare osób dzieli się wzajemnymi
                      odczuciami i problemami. I Tak to traktuję. Nie chcę, żeby to był wyraz
                      zainteresowania mną. Ale miło, że tak piszesz.
                      >
                      > Kilku moich znajomych starszych od Ciebie zachowało sylwetki 30-latków.
                      Ciekawe po co?
                      >> Wydaje mi się, że opakowanie ma związek z samopoczuciem. Jak się jest
                      rozlazłym, to i dusza się rozłazi.
                      >
                      > > Nie wiem, czy zdajesz sobie
                      > > sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa.
                      >
                      > Tak. Trudno je wypowiedzieć, gdy czujesz, że ktoś cię nie słyszy.
                      >> Ale pisząc na forum ktoś Ciebie usłyszał.
                      >
                      > Znam takie rozłożenie akcentów. Łatwiej jest chcieć z tego zrezygnować niż to
                      > zrobić. Do tego jeszcze obserwuję, że jedne osoby upiększamy, inne oszpecamy.
                      > To niesprawiedliwe.
                      > Czy o tym decydują nasze sympatie? Widać uczucia są bezrozumne. Nie wiem.
                      > Nie dotyczy to tylko ludzi. Interesujące.

                      >> Nic nie jest sprawiedliwe. Patrząc na kogoś widzę osobę jako coś, co ma
                      kształt, kolor. Również widzę tego kogoś jako człowieka, w stosunku do którego
                      mam jakieś uczucia. Raczej patrzę emocjami. I wtedy osoba może być piekna jak
                      Marlena Dietrich, ale widzę Leppera. A i skrzywdzić wtedy łatwo, bo nie patrzę
                      na sytuację, tylko kieruję się emocjami. To jest złe.
                      Adam
                      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 20.11.03, 22:07
                        parafon napisał:

                        > an_a1 napisała:
                        >
                        > > > Nie wiem, czy zdajesz sobie
                        > > > sprawę, jak czasami potrzeba jakiegoś miłego słowa.
                        > >
                        > > Tak. Trudno je wypowiedzieć, gdy czujesz, że ktoś cię nie słyszy.
                        > >> Ale pisząc na forum ktoś Ciebie usłyszał.

                        Banalny powód. Dość głośno szczekam.
                        Ana
                        • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 21.11.03, 14:37
                          Banalny czy nie - ale zawsze powód.
                          I przynosi jakiś efekt - nie jesteś sam.
                          Adam
                          • kaba.a Re: Hej! Cy jest tam jeszcze ktoś? 21.11.03, 21:46
                            Czyżby koniec? A tak było miło, pomimo różnych wpadek. Szczególnie mojej,
                            ostatniej. Ale plama!
                            Moje dziecko jest już po zabiegu. Za parę dni bedzie wiadomo, co za świństwo
                            siedziało w środku. Mam nadzieję, że to tylko swiństwo.
                            Adamie! Żyjesz?
                            • parafon Re: Hej! Cy jest tam jeszcze ktoś? 21.11.03, 21:59
                              Jestem, czemu się denerwujesz?:-)
                              Żyję.
                              Fajnie, że młody ma za sobą krojenie. To było tylko takie badanie "in vivo".
                              Wszystko będzie dobrze, tak ma być:-)
                              Jak trzeba będzie, to mam (chyba jeszcze) wejścia w Centrum Onkologii. Można
                              zawalczyć.
                              Gdzie to siedziało?
                              Coraz gorzej.
                              Jak biorę proszki, to mnie łeb n....... tak, że nie mogę myśleć na drugi dzień.
                              Jak nie biorę - to łeb nie boli, ale dusza rwie się na strzępki.
                              Jest jakieś trzecie wyjście?
                              Nie toleruję chemii, psychicznie i fizycznie.
                              Dupa.
                            • parafon Re: Hej! Cy jest tam jeszcze ktoś? 21.11.03, 22:06
                              A tak w ogóle to przestań pieprzyć czy to koniec? OK?
                              Ja jestem zawsze (no może nie tak bardzo, ale się staram - potrzebuję Ciebie,
                              Was). Może mogę mieć dłuższe przerwy (2-6 dni) ale jestem. Wasza pomoc
                              pozwoliła mi zrobić sobie "protezę emocjonalną". Nie jestem sam:-)
                              • kaba.a Re: Hej! Cy jest tam jeszcze ktoś? 21.11.03, 23:11
                                Spokojnie! To ja dzis powinam byc pominowana. Zaręczam Ci, że miałam wiele
                                powodów. Ale trzymam sie. I to bez chemii. Ty chyba oszalałeś z tymi prochami.
                                Jesli ich nie tolerujesz- odstaw. Teraz widzę, że porządnie Tobą wstrząsnęła ta
                                sytuacja.zastanów się dlaczego? Bo tak bardzo ją kochasz? Bo zraniła Twoją
                                miłość własną? Czy jeszcze jest inny powód.
                                Jestem troche otępiała po dzisiejszych przejsciach.Gdyby nie te proch
                                zaproponowałabym kieliszeczek winka, a tak , to trudno. Może jutro? Jeśli sie
                                nie nafaszerujesz. Wiesz, wiedziałam,że jestem silną babą( wewnętrznie, bo na
                                zewnątrz nieszczególnie), ale nie sądziłam, że aż tak. Cieszę się z tego!Weź ze
                                mnie przykład! Gdy uświadomisz sobie jaki jesteś silny, przetrwasz to.
                                I wielkie dzięki za Twoje "wejścia". Cały czas mam nadzieję, że żadne wejscia
                                nie będą potrzebne. Ale to baaaaaaardzo miłe.Wzruszyłam się tak bardzo, że chcę
                                Cie usciskać. Pa.
                              • kaba.a Re: Hej! Cy jest tam jeszcze ktoś? 22.11.03, 01:24
                                Jednak Cię nie ma!Dopadło mocno? Wpadnij tu rano. Zajrze
                                • parafon Re: Hej! Cy jest tam jeszcze ktoś? 24.11.03, 08:20
                                  Hej,
                                  Dopadło, i to nieźle. Całą sobotę i niedzielę studiowałem sufit. Nie chcialo mi
                                  się nawet pić. Nie włączałem kompa, bo mnie pienił. I na złość zaczął się
                                  wieszać a to już mnie dobiło. Nie żrę proszków, bo chyba dostałem jakiegoś
                                  stanu "głupiego jasia". Tępo i durnie. Postaram się zastosować Twoją metodę.
                                  Siedzę w pracy i sam nie wiem po co. Co jest tego przyczyną? Miłość? Nie wiem.
                                  Chyba tak. Na pewno trochę. A najbardziej to niezrozumienie zaistniałej
                                  sytuacji. Jak można popsuć coś tak pięknego? Z jakiej przyczyny? Pytania bez
                                  odpowiedzi. Syf.
                                  Trzymaj się
                                  Adam
                                  PS
                                  Dzieki za chęć uściskania. No to na trzy, cztery. Ściskamy się. Fajnie było,
                                  chociaż wirtualnie.
                                  • kaba.a Re: Hej! Cy jest tam jeszcze ktoś? 25.11.03, 00:20
                                    Było bardzo fajnie. I gdyby jeszcze tak po pleckach- lekki masażyk- też
                                    wirtualny. A propos- musze zadzwonic do fizykoterapeuty. On robi wspaniały
                                    masażyk po pleckach. Wiesz, on jest niesamowity.Mam wrażenie, że mnie
                                    hipnotyzuje. Nie moge przebywać w jego pobliżu, bo dzieje sie ze mną coś bardzo
                                    dziwnego.Ale chyba zafunduje sobie te hipnozę. Zawsze to jakaś odmniana.
                                    Niedziele przesiedziałam w kącie, na podłodze schylona w kucki i ryczałam jak
                                    wół. Nie reagowałam nawet na dżwięk dzwoneczka- to młody hrabia mnie wzywał,
                                    czegos potrzebował, a jest narazie unieruchomiony. Siedzę teraz w domu- i tez
                                    jest mi żle. W pracy tez nie najlepiej. Gdzieby tu znależć sobie miejsce?
                                    Sufitu nie studiuję, bo jest ohydny i moge sie tylko bardziej zbuldoczyć
                                    patrząc na niego. Ale jeśli Tobie to pomaga, to studiuj. Może cos tam
                                    wyczytasz. Wchodziłam tu w sobotę. Spotkałam ciszę. Zaczynałam sie już martwic
                                    o Ciebie.Ale widzę, że jestes. To dobrze. Nawet bardzo dobrze. Do jutra. Oby
                                    przetrwac tę noc.
                          • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 22.11.03, 20:24
                            Ogórek nie śpiewał, bo szczekał w słoiku,
                            do tego po finlandzku.
                            Ana
    • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 25.11.03, 22:56
      Jestem tu także dzisiaj. A tu pusto. cz nadal jest Ci źle? Odezwij się!
      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 25.11.03, 23:37
        Czego się drzesz po nocy?
        Ja też tutaj jestem, a nie robię hałasu!
        Nie martw się. W czasie masażu po pleckach pewnie najzwyczajnie zasnął.
        Ana
      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 25.11.03, 23:39
        Ja Ci nawet chwilowo nie wystarczam?
        To musi być Adam?
        Ana
    • mymble Mnie nie obchodzisz 26.11.03, 12:07
      szkoda tylko, że tej "wrażliwości" i empatii, jaką demonstrujesz wobec obcych
      osób na forum, nie znlazłeś dla dziewczyny, którą ponoć tak kochałeś.
      szkoda, że doprowadziłeś ja do nieodwracalnej sytuacji stawiania ultimatum.
      szkoda, że Cię na tym forum tak dopieszczają, bo prawda jest taka, że to Ty -
      przez zapatrzenie wyłacznie w swoje potrzeby i oczekiwania - odpowiadasz za
      koniec swojego związku.
      przestań się już nad sobą użalać egoisto i postaraj się już nikogo więcej w
      życiu nie skrzywdzić.
      • an_a1 Re: Mnie nie obchodzisz 26.11.03, 13:05
        mymble napisała:

        > to Ty -
        > przez zapatrzenie wyłacznie w swoje potrzeby i oczekiwania - odpowiadasz za
        > koniec swojego związku.

        1 - 2 - 3

        Boska liczba 3.
        pośrodku jest człowiek, dwoje.
        Nie jedź więc tak ostro po innych.
        Dorośnij!
        Ana

        Ps. Nie ogłaszaj światu prawd ogólnie znanych, bo to ubliża Twojej inteligencji.
        • mymble Re: Mnie nie obchodzisz 26.11.03, 13:53
          "ostro jechać" mogę - ani on wyjatkowy ani jego doświadczenie jednostkowe.
          DOKŁADNIE taka sama sytuacja przytrafiła się mnie - tyle że ja jestem po drugiej
          stronie "barykady". i mnie egoizm rozwiedzionego/starszego o lat 15/
          ponad-czterdziestolatka/planujacego ślub ze mną, zmusił do postawienia ultimatum.
          a Ty siostro, która każe mi dorosnąć, przeżyłaś taką sytuację? czy tylko
          mądrzysz się teoretycznie?
          ad ps. zasmuca mnie Twoja potrzeba bycia odkrywczą i uciekania od oczywistych prawd.
          • an_a1 Re: Mnie nie obchodzisz 26.11.03, 15:00
            Trzeba było najpierw rozebrać barykadę, a potem wejść na forum strzelać Panu
            Bogu w okno.
            Idą święta. Jeszcze zdążysz na choince zawiesić gołąbka pokoju.
            To póżniej, a najpierw zanim coś powiesz, to przemyśl...spoko...metodycznie.

            Ps. Dlaczego moja ciekawość poznawcza Cię smuci? Z tego rodzi się postęp i nowe
            wartości.
            • parafon Do Mymble 26.11.03, 16:15
              Rozumiem twoje rozdrażnienie. Patrzysz na mnie przez okulary będące twoim złym
              doświadczeniem. Ale chyba nie czytałaś wątku, jeśli tak piszesz. Najpierw
              przeczytaj, a potem wydawaj opinię. Tak będzie lepiej. Nie można z niewidomym
              dyskutować o malarstwie.
              Adam
              • mymble Re: Do Mymble 26.11.03, 17:55
                > Rozumiem twoje rozdrażnienie. Patrzysz na mnie przez okulary będące twoim złym
                > doświadczeniem. Ale chyba nie czytałaś wątku, jeśli tak piszesz. Najpierw
                > przeczytaj, a potem wydawaj opinię. Tak będzie lepiej. Nie można z niewidomym
                > dyskutować o malarstwie.

                przeczytałam uważnie. nie dyskutuję z niewidomym o malarstwie, tak jak i z
                egoistą o jego egoizmie. od dopieszczania masz tu kółeczko różańcowe.
            • parafon Miłe Panie :-) 26.11.03, 16:26
              Przeszło mie trochę. Nie pisałem, bo nie chciałem się użalać zbytnio nad sobą a
              i Wam nie dostarczać dodatkowych "doznań". Wystarczy że ja miałem ich komplet.
              Kaba, nie rycz, nie trzeba. Wstań z kąta i popatrz za okno. Jest czasami jasno
              i widać niebo. Z tym mazażem to chyba przesadziłaś:-) Nawet samo wyobrażenie
              sobie tego działa :-) Nigdy nikt mnie nie masował. Może kiedyś spróbuję.
              Trochę się dziwnie czuję bez chemii, chociaż w poniedziałek to myślałem, że
              odlecę. Trzepało mnie jak po zdrowym chlaniu. Ale jakoś przeżyłem. Dzisiaj
              nawet jest nieżle. Najważniejsze że nie trzepie. A i w głowie trochę jaśniej.
              Oby taka tendencja się utrzymała. Chociaż cały czas tak w środku to coś wyje.
              Trzymajcie się
              • kaba.a Re: To ja! Ta z kółka różańcowego! 27.11.03, 23:01
                Nie było mnie tu jeden dzień, atu takie dyskusje. Zostałam chyba babsztlem, a
                Ty Ana- gołąbkiem pokoju. Dwa bieguny. A przeciez to Ty krzyczysz na mnie, że
                ja sie wydzieram po nocy. Taki akurat nastrój. Szkoda, że nie poczekałam
                jeszcze chwilę. Miło by było pogadać.
                A jesli chodzi o ultimatum: od wielu lat mam ochote je postawić. Dziś wiem, że
                nie potrafiłabym żyć wiedząć, że ktos zrobił coś dla mnie, własciwie pod
                przymusem, przyparty do muru. Nie na tym powinno to wszystko polegać. Każdy z
                nas ma wolna wolę.Nie należy zmuszac drugiego człowieka do zachowań
                odpowiednich dla nas. Każdy musi miec czas na przemyslenia i na podjęcie
                decyzji. Zmuszanie drugiego człowieka do natychmiastowego wyboru jest nie
                wporządku zarówno wobec niego jak i wobec siebie.Jeśli nie moge zdecydować sie
                na coś, tzn., że się waham, że nie mam pewności. Dlatego musze miec czas na
                poukładanie wszystkiego, na mądry wybór.
                U fizykoterapeuty nie byłam. Nici z masażu. Teraz inny problem mnie zajmuje.
                Adamie, zastanowiłeś się, czy dziewczyna, która ostatnio pisze w tym wątku, nie
                jest tą z powodu , której tutaj jesteśmy.
                Pozdrowienia
            • mymble Re: Mnie nie obchodzisz 26.11.03, 17:51
              brr..
              obrzydliwe, pouczający ton babsztyla, który zjadł wszystkie rozumy i tego
              gołąbka pokoju pewnie też. taka (fuj) tonacja nauczycielki klas I-III.
              gratuluję samozadowolenia.
              nie życzę przykrych doświadczeń, przy których takie mędrkowanie raczej się nie
              sprawdza.
              mędrkuj dalej w swoim kółeczku różańcowym.
              mnie to nie obchodzi.
              • parafon Re: Mnie nie obchodzisz 27.11.03, 10:29
                Sprawia ci przyjemność takie włażenie w nie swoje sprawy i przedstawianie
                swoich opinii? Jak sama piszesz, ja ciebie nie obchodzę, więc po co się
                angażujesz w coś, czego nie akceptujesz i cię wręcz brzydzi? Jakiś masochizm? A
                może chęć zaistnienia? Kiepska to metoda. A może lubisz po prostu komuś
                dokopywać? To jest właśnie nie w porządku. Jak mi się coś nie podoba, to tego
                nie robię. To po co się zmuszasz, dla frajdy?
                Współczuję ci.
                • parafon Białe noce 28.11.03, 05:18
                  Nie wiem co gorsze, otumanianie się pigułami czy spędzanie nocy gapiąc się w
                  sufit.I jedno i drugie bez sensu. Piguły pozwalały chociaż spać. Kompletny
                  bezsens.
                  • kaba.a Re: Białe noce 29.11.03, 01:02
                    Wiem, że trudno zapomnieć, ale całe życie przed Tobą. Pomyśl, że to była nie ta
                    połówka jabłka. Ta właściwa gdzies na Ciebie czeka. Szukaj jej.Przestan gapic
                    sie w sufit, a może napisz- jeśli masz ochotę- jak posunęły sie sprawy i do
                    którego punktu doszliści?
                    Trzymaj się! Ziemi, nie sufitu.
                    A białe noce. Znam to dobrze od 6 miesiecy.
    • kaba.a Re: Co sie dzieje? 02.12.03, 10:11
      Adamie, gdzie jesteś? Martwię się o Ciebie.
      • parafon Re: Co sie dzieje? 02.12.03, 10:21
        Witaj.
        Dzięki za pamięć. A tak to nic się nie dzieje. Nie pisałem, bo nie chciało mi
        się włączać kompa. Mam tyle zaległości, że każde włączenie kończy się
        wyłączeniem.
        Szkoda, że nie byłaś na masażu - ciekawe, jak to jest.
        Od trzech - czterech tygodni nie utrzymuję z nią żadnych kontaktów. Po co.
        Ostatnia rozmowa skończyła się pyskówką. Powodu nie znam.
        Nie wiem, czy ona uczestniczy w wątku. Jest taka możliwość. Niech jej to będzie
        na zdrowie. Mnie to nie za bardzo rusza. Chociaż trochę denerwuję się, jak ktoś
        włazi w cudze sprawy mając się za wyrocznię - posiadacza jedynej słusznej racji.
        Pozdrawiam.
        Adam
        • angoisse Re: Co sie dzieje? 02.12.03, 10:32
          czy ty tę kobietę kiedykolwiek kochałeś?
          bo ja mam wrażenie że nie.
          • parafon Re: Co sie dzieje? 02.12.03, 12:44
            Nie dosyć, że ją bardzo kochałem, to i nadal kocham.
            Nie kieruj się wrażeniami. One często są tak subiektywne, że aż fałszywe.
            • an_a1 Re: Co sie dzieje? 02.12.03, 23:21
              parafon napisał:

              > Nie dosyć, że ją bardzo kochałem, to i nadal kocham.
              > Nie kieruj się wrażeniami. One często są tak subiektywne, że aż fałszywe.

              Słuchaj,a gdybyś tak spróbował się z nią ponownie spotkać?
              Wiesz, świąteczny nastrój...Choinka... Prezenty...
              Wiele rzeczy na pewno widzisz już nieco inaczej i ona pewnie też. Może dałoby
              się stworzyć trochę inny związek, a nie nie wracać do tego, co przecież było
              złe. W tym, co sobie dotąd zafundowaliście, nie mam szans, żeby wytrzymała ona
              i dobrze czuł się Ty. Jak mi się wydaje, możliwe jest wypracowanie nowej
              formuły, w ramach której oboje będziecie mogli swobodnie oddychać, choć każde z
              Was to czyni po swojemu.
              Pozdrawiam
              Ana
              • kaba.a Re: Co sie dzieje? 03.12.03, 08:24
                Wiesz Ana,może masz rację. Na nic nie ma reguły, ale z doswiadczenia wiem,
                że "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki"
                • parafon Re: Co sie dzieje? 03.12.03, 09:05
                  Myślałem o tym. Nawet dosyć długo. Ale jakoś podświadomoie (a może i świadomie)
                  nie czuję entuzjazmu do "zaczęcia od nowa". Jak raz zostałem postawiony w
                  takiej sytuacji to czy nie jest bezpodstawnym oczekiwanie na taki następny
                  krok? Właśnie tego się obawiam. Chodzą mi teraz po głowie różne takie sytuacje,
                  w których mogłaby znowu zastosować metodę "dostaniesz jak dasz". A takich
                  sytuacji może być tysiące.
                  • an_a1 Re: Co sie dzieje? 03.12.03, 16:59
                    W obecnej sytuacji też się nie najlepiej czujesz, a że w przyszłości będzie
                    źle,tego nie wiesz na 100%. Oczywiście, Twoje przypuszczenia są uzasadnione,
                    ale przecież cierpisz z innego powodu niż przewidywanie tego, co może (nie musi)
                    nastąpić.
                    Pomyśl, czy nie dać szansy Wam obojgu?
                    Aż mnie swędzi język, żeby powiedzieć ZARYZYKUJ!
                    Jeśli nawet przegrasz, przeżyjesz, w końcu jesteś facet.
                    Za to nie będziesz się w przyszłości dręczył myślą, że może było WARTO, a Tyś
                    zrezygnował, do tego ze strachu przed cierpieniem. Ból jest częścią życia;
                    trzeba go przyjąć i unieść.
                    Udrękę domysłów zastąpi WIEDZA.

                    Wspominałeś, że Twoja dziewczyna kręci się po forum. Jak myślisz, kogo? czego?
                    tu szuka? Rzeczywiście, pojawiła się tu nowa osoba, dość kontrowersyjna, że się
                    tak wyrażę. Gdzieś tam w wątku podpisała się moim imieniem. Zważywszy naszą
                    wcześniejszą korespondencję, dla mnie sprawa jest jasna jak słońce, czemu jej
                    TAK WYSZŁO.
                    Pozdrawiam
                    Ana
                • aneta10ta Re: Co sie dzieje? 03.12.03, 16:21
                  kaba.a napisała:

                  > Wiesz Ana,może masz rację. Na nic nie ma reguły, ale z doswiadczenia wiem,
                  > że "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki"

                  Niewykonalne.
                  Żadna rzeka nie jest 2 razy taka sama, chyba że zamarznięta.
                  Zażaruję; pomyśl o baśniach związanych z _wodą życia_. Trochę tego jest.
                  Zupełna bzdura?
                  Ana
                  • parafon Re: Co sie dzieje? 04.12.03, 15:52
                    Ana, ja jakoś nie mam ochoty na dalsze eksperymenty. Za dużo mnie to kosztuje.
                    Mam taki charakter, że jak się raz sparzę, to potem uważam, żeby się nie stało
                    to samo. Wiem, że mogę dać sobie (nam) jeszcze raz szansę. Ale zadra
                    pozostanie. Nieufności się chyba nie leczy. Raz naruszone zaufanie jest jak
                    wyrwanie zęba. Ból przechodzi, ale dziura pozostaje.
                    To chyba Kaaba sugerowała, że moja (była chyba) dziewczyna kręci się po forum.
                    Nie wiem na pewno. Nie wiem, czy jej by się chciało. Chociaż z kobietami to
                    nigdy nic nie wiadomo ;-)
                    Jakoś dzisiaj jakby trochę mi lepiej. Byłem na długim spacerze. Tylko pogoda
                    taka nijaka.
                    Pozdrawiam

        • kaba.a Re: Co sie dzieje? 02.12.03, 12:01
          Po ty co napisałeś mam wrażenie, że sprawy mają się lepiej- dla Ciebie. I tak
          trzymaj. Terez czas goni.Troche póxniej napisze o moim odczuwaniu zbliżajacych
          sie świąt. Muszę podzielic się z kimś tym co mna targa.
          Choć nie wiem, czy ten temat nie zasługuje na oddzielny wątek? Moze inni tez
          mieli by cos do powiedzenia. Nie zakładałam tu jeszcze wątku- może sie odważę,
          choc mam obawy przed ostra krytyką.
          Pozdrawiam serdecznie.
          • parafon Re: Co sie dzieje? 02.12.03, 12:50
            Nie wiem, czy lepiej. Na pewno nie gorzej. Zaczynam po mału rezygnować z sufitu
            na korzyść książek. Białe noce z książką szybciej biegną.
            Teraz czytam Remarque'a. Jest dobry, bo każe myśleć. "Czas życia i czas
            śmierci" bardzo wciąga.
            Nie myślę o świętach. Zresztą dla mnie święta prawie nie istnieją. Nie potrafię
            udawać.
            Pozdrawiam.
            • parafon Ana.Kaba 08.12.03, 17:34
              Coś się stało że nie piszecie? Zawsze to raźniej jak się wie, że do kogoś można
              się zwrócić z kłopotami.
              Adam
              • kaba.a Re: Ana.Kaba 08.12.03, 19:59
                Stało sie, jak co roku-święta. A ja jestem chora z tego powodu. Z każdej strony
                atakują mnie ozdóbki, choineczki,światełeczka, świecidełeczka i reklamy. Nie
                mogę tego znieść. Mam problem ze zrobieniem zwykłych, codziennych zakupów. Ot i
                tyle.
                Pozdrawiam. Napisz, jak Ty sie tryymasz w tym okresie, szczególnie po tym co
                masz za sobą.
                • parafon Święta 09.12.03, 17:43
                  Nie wiem czym jest to spowodowane. Mam identyczne odczucia co do świąt. Pienią
                  mnie mikołaje, do szału doprowadzają muzyczne tło w sklepach. Cały czas to
                  samo. Te same dwa, trzy motywy. To jakiś koszmar. Wszędobylskie bąbki wyzwalają
                  mordercze instynkty. Same święta to nie mam pojęcia, jak będą wyglądały. Może
                  gdzieś wyjadę. Anonimowo, cicho i spokojnie. Do jakiegoś hotelu czy pensjonatu.
                  Już chyba przyzwyczaiłem się do myśli, że spędzę je raczej sam. Może jakiś
                  jeden dzień u mojej rodziny. Dla mnie święto, to jak zasnę o 22.00 a obudzę o 6
                  rano. Bez przerw i idiotycznych snów.
    • parafon Przed świętami 13.12.03, 19:28
      Napchałem się znowu tabletkami. Da się przeżyć. Tylko jakoś tak niewyraźnie.
      Wszystko mi wisi. Aby do świąt. Potem znowu do pracy. Może się uda.
    • parafon Cisza... 17.12.03, 11:12
      Najgorsza jest cisza. Nic nie boli tak jak cisza. Sufit, białe plamy, jakieś
      wspomnienia jak dzwonki. Na polu pies szczeka. Za ścianą mąż kłóci się z żoną o
      kolor tapety. Beznadzieja.
    • parafon Życzenia świateczne 24.12.03, 13:21
      Wszystkim, których spotkałem na tym forum życzę przede wszystkim spokoju i
      wewnętrznej ciszy, spełnienia marzeń oraz aby następny rok był lepszy niż
      ubiegający. Czego i sobie życzę.
      Adam
      • an_a1 Re: Życzenia świateczne 24.12.03, 23:12
        Gdybyś sobie nie chciał życzeń złożyć, na pewno byś się wcale nie odezwał.
        Niejednokrotnie myślałam o Tobie, czytając bardzo dramatyczne posty.
        Gdzie byłeś? Co aż tak Cię pochłaniało, że nie słyszałeś krzyku nagiej duszy
        (niejednej i przeważnie damskiej)?
        Kiedy Tobie potrzebne było wsparcie, kobiety rzuciły się w te pędy na złamanie
        karku, oferując wszelaką pomoc i ratunek.
        Co wziąłeś(prawie 300 postów!) powinieneś oddać innym ludziom,a Ty uparcie
        milczałeś... milczałeś...
        Jesteś egocentrycznym egoistą. Ponadto ekscenrycznym egotystą.
        Pracuj nad sobą, a efekty przyjdą nie tylko od święta. W razie trudności znajdę
        Ci jakiś doskonały wzór osobowy. Warto.
        Nikt nie jest, a przynajmniej nie powinien być, samotną wyspą. Jako drogowskaz
        na przyszły rok przyjmij to przesłanie i znajdź inne zajęcie niż hodowla
        Mellonów. Pospolite warzywa też są pożywne.
        Ana
        • parafon Re: Życzenia świateczne 25.12.03, 12:53
          Ana,
          Chyba nie zauważyłaś poprzednich moich pustych postów. Nie musisz. Jestem cały
          czas, ale często nie mam dostępu do internetu - dużo czasu spędzam podróżując.
          Pisałem zresztą o tym. Czemu masz pretensje, że się nie odzywam? Sama się nie
          odwzwałaś od 3 grudnia. A moje posty raczej nie trącą dramaturgią - raczej
          pustym oczekiwaniem na nie wiadomo co. Gdzie był ten krzyk nagiech dusz? Może
          czytałaś jakąś książkę? Nie było tak, abym nie odpowiedział na post, nawet
          negatywny (z mojego punktu widzenia, of course). Czyżby przyłączyłaś się do
          grona "kopiących"? Nie wziąłem żadnych "300 postów" i nie czuję się zobowiązany
          do oddawania "sztuka za sztukę" - to nie oto chodzi. Jak dostawałem odpowiedź
          na swój post to odpisywałem. Jest to dla mnie namiastka rozmowy. A Ty co
          oczekujesz? Żebym pisał w każdym wątku? Piszę to, co mnie interesuje - i
          odpisuję każdemu, kto do mnie się odezwie. Nie szukaj dla mnie żadnych wzorów
          osobowych, bo wybacz, ale sama nim nie jesteś (z prawdziwą przykrością to
          piszę, bo Ciebie polubiłem, i lubię nadal) - a obiektywizmu na świecie nie ma.
          Idąc Twoim ciągiem myślenia, każdy jest samotną wyspą. Tylko częstro pozwala na
          zamieszkanie na niej osoby celowo do niej przypływającej, bądź rozbitka.
          Lubię marchewkę.
          Adam
    • parafon Do Any 25.12.03, 12:59
      Przykucnął ogórek na ołtarzu,
      Anioł do niego - palisz?
      Ogórek zzieleniał troszkę,
      I nagrał nową płytę.
      • an_a1 Re: Do Any 25.12.03, 20:12
        Mamy wspólne gusta kulinarne. To niewątpliwie łączy, a nie dzieli.
        Nigdy nie dołączę do kopiących, najwyżej raz strzelę. Żadnej zaplanowanej
        akcji, a już Boże broń, długofalowej.
        Pozdrawiam
        Ana
        • parafon Re: Do Any 28.12.03, 18:50
          Dziwi mnie bardzo, że na takim forum jest tyle agresji. Czyżby forma
          odreagowania? Ja wyznaję zasadę, że jak sobie nie potrafisz pomóc, to i komuś
          nie pomożesz. Najwyżej zaszkodzisz, bo nie wiesz co czynisz.
          Adam
          • an_a1 Re: Do Any 28.12.03, 19:33
            Nie chce mi się wyszukiwać Twoich postów, żeby Ci wykazać, jak bardzo bywasz
            agresywny. Bez zająknienia. Bijesz mnie w tej mierze na głowę.
            Ostatnia trawestacja też niezła; niby nic, a ... stary dobry Krasicki.
            Pozdrawiam
            Ana
            • parafon Re: Do Any 31.12.03, 13:15
              Nie przeczę. Agresja (nawet ukryta) jest pewną formą samoobrony. Ja się nie
              czuję agresywny, bo potrzebuję wszystkiego, tylko nie agresji. Nie
              jestem "dwubiegunowy" tylko mam permanentnego doła. Taki stan nie sprzyja
              wzbudzaniu emocji.
              Życzę Ci w Nowym Roku głównie zdrowia i spokoju i aby ten przyszły rok nie był
              gorszy od obecnego.
              Wszystkiego.
              Adam
              • an_a1 Re: Do Any 31.12.03, 17:11
                Życzę Ci WSZYSTKIEGO, czego Ci brakuje, a pozbycia się tego, co udaremnia Ci to
                WSZYSTKO.
                Ana
                • parafon Re: Do Any 06.01.04, 21:08
                  Miłe życzenia.
                  I tego samego!
    • parafon Wszystkiego... 31.12.03, 13:20
      Wszystkiego co najlepsze w przyszłym roku życzę wszystkim, którzy na tym forum
      podali mi rękę. Również tego samego życzę tym, którzy podali mi nogę.
      A wszystkim życzę spokoju, spełnienia marzeń i aby uczestniczyli nie na tym
      forum, a na forum "Szczęśliwy człowiek".
      Adam
      • looserka Re: Wszystkiego... 31.12.03, 18:12
        Ja Tobie życzę, abyś w przyszłym roku również spróbował podać komuś rękę...
        choćby na tym forum.
        • gazimierz do ana1 31.12.03, 22:57
          Agresywna to jestes Ty, albo zakochalas sie w Parafonie i masz pretensje, ze on
          tobie nie posiweca uwagi tutaj. Zrozum kobieto, ze zyciem intrnetem jest dla
          tych ,u ktorych nic w ZYCIU sie nie dzieje. Widac ze facet ma bogate zycie i
          nie wyczekuj tutaj ze bedzie z toba wysiadywal.
          • an_a1 Re: do ana1 01.01.04, 01:19
            Widzę Cię tu od niedawna.
            Już nie wspomnę o mnie, ale tak z ręką na sercu, co Ty wiesz o necie?
            Przyjmij noworoczne życzenia!
            Ana
            • parafon Re: do ana1 06.01.04, 21:13
              Ana
              A co Ty wiesz o necie?
              Ile razy padłaś za jego przyczyną?
              Co robisz (oprócz studiów ?:-((((((
              Nie oceniaj nie znając realiów.
              Dobra rada. Za darmo.
              Adam
              • an_a1 Re: do ana1 07.01.04, 22:26
                Po spotkaniu na ostatnim realu zostały u Ciebie moje czarne lakierki.
                Miałeś mi je odesłać. Do dzisiaj tego nie zrobiłeś.
                Nie są mi aż tak bardzo potrzebne. Masz rację, zwlekając, aż znów się spotkamy
                i odborę je osobiście. Tak będzie najwygodniej.
                Pozdry
                Ana
                • parafon Re: do ana1 08.01.04, 17:35
                  Ana,
                  To nie były czarne lakierki, tylko zielone baletki. Odesłałem Ci je w matrixsie
                  pojutrze. Ja się jutro spotkaliśmy, to nic nie mowiłaś o tych szpilkach
                  pomarańczowych. Wyślę je e-mailem.
                  Adam
                  • an_a1 Re: do ana1 09.01.04, 07:55
                    Dopieprza Ci deprecha, nie chlaj tyle wódy!
                    Pozdrawiam
                    Ana
                    • parafon Re: do ana1 09.01.04, 10:41
                      Genialne!!!!!! Ja myslałem, że to łupież.
                      Nie masz lepszych propozycji?
                      Adam
                      • an_a1 Re: do ana1 09.01.04, 21:50
                        Czemu to ja mialabym Tobie skladac propozycje?
                        Mnie posadzasz o brak kawaleryjskiej fantazji?
                        Rozwijajmy watek!
                        Ana
                        • parafon Re: do ana1 13.01.04, 21:01
                          Chyba się gubię.
                          Propozycje?
                          Kawaleria?
                          Nić Ariadny?
                          Do nikąd.
      • kaba.a Re: Wróciłam 05.01.04, 11:49
        Okazało się, że jeszcze raz przeżyłam te pieskie świeta. Wróciłam, ale chyba
        niepotrzebnie, bo nikt tu o mnie nie pamieta. Chciałam napisać, że przykro mi,
        że tu nie zagladałam. Nie mogłam dołowac sie jeszcze bardziej czytajac
        chociazby świateczne życzenia. Nie mówiąc juz o tym, że przez klawiaturę nie
        przeszłoby mi ich składanie. Ale mam już to za sobą i przykro mi, że nawet o
        mnie nie wspomniałeś.
        Pozdrawiam.
        • parafon Re: Wróciłam 06.01.04, 10:34
          Cześć.
          Dobrze, że wróciłaś. Brakowało Ciebie. Nie masz racji, że nikt o Tobie nie
          pamięta. Wołałem Ciebie wcześniej, ale się nie odzywałaś. Ale nie szkodzi.
          Ważne, że jesteś. Składając życzenia nikogo nie wymieniłem po "imieniu", bo
          były skierowane do wszystkich - także do Ciebie. Dla mnie święta też były
          koszmarem. I dobrze, że się skończyły. Oby ten rok był lepszy niz poprzedni.
          Pozdrawiam gorąco.
          Adam
          • kaba.a Re: Wróciłam 06.01.04, 11:48
            Dobrze że zyczenia były skierowane do wszystkich. Gdyby były do mnie osobiście,
            chyba bym nie przeżyła.Sama nie składałam i nie przyjmowałam. Tak już
            mam,kolejny rok z rzedu. Ale już minęło. Powoli wystawiam głowe na świat, choc
            z wielką obawą. Boję się tego co może mnie jeszcze spotkać. Jesli masz ochotę,
            napisz, co u Ciebie i co dalej z Twoja miłością?
            Pozdrawiam.
            • parafon Re: Wróciłam 06.01.04, 21:06
              Dla Ciebie mam życzenia takie specjalne. Bez słów i frazesów. Bez życzenia Ci
              czegokolwiek. Dotknij wyciągniętej dłoni. Małego palca. Dotknij i już. Potem
              poczuj, jak płynie ciepło.
              Moja miłość? Chyba czas przeszły dokonany. Staram się jakoś funkcjonalnie
              istnieć, ale to trudne. Kopy w głowie mocne. 01.01 chciałem się zachlać na
              umór. Nie udało mi się. Zimno. Brak światła. Słońca nie ma. Tępo. Wybacz. Mam
              taki nastrój.
              Adam
              • an_a1 Re: Wróciłam 07.01.04, 16:55
                parafon napisał:

                > Dla Ciebie mam życzenia takie specjalne. Bez słów i frazesów. Bez życzenia Ci
                > czegokolwiek. Dotknij wyciągniętej dłoni. Małego palca. Dotknij i już. Potem
                > poczuj, jak płynie ciepło.

                Powinieneś zapisać to wielkimi literami i dedykować wszystkim depresyjnym.
                Ja akurat to znam.
                Można na takim fundamencie oprzeć ruchome schody. Staniesz na pierwszym
                stopniu, uniosą cię w górę.
                Kropla deszczu, strzęp obłoku, jakiś zapach, dotyk, kształt.
                Widzę, słyszę, czuję. Jestem!
                Tam w górze coś migoce... Jeszcze tylko trochę...Żyję!

                >Zimno. Brak światła.

                Czemuś się nie odezwał?
                Przecież bym zapłaciła za Ciebie ten pieprzony rachunek za prąd.
                Jesteś zwykły frajer!
                Ale ostatecznie to nie jest mój problem.
                Co chciałeś, to masz.

                Pozdrawiam
                Ana
                • parafon Re: Wróciłam 08.01.04, 17:44
                  Byłem kiedyś światłem
                  Takim ciepłym, prawie różowym
                  Byłem kidyś cieniem
                  Lekko szarym, zawsze z boku
                  Byłem kiedyś wiatrem
                  Niosącym zapachy
                  Byłem kiedyś
                  Drzewem, rosnącym
                  Jestem
                  Cieniem cienia.....a
                  • an_a1 Re: Wróciłam 09.01.04, 07:59
                    ...Szaleństwo
                    Al.
                    • parafon Re: Wróciłam 09.01.04, 10:43
                      A nie łupież?
                      Może trądzik?
                      • an_a1 Re: Wróciłam 09.01.04, 21:52
                        Jak juz, raczej to drugie.
                        Pozdrawiam
                        Ana
                        • parafon Re: Wróciłam 13.01.04, 21:05
                          trąd
                          nie dotykaj
                          dusza cała w dziurach
                          perforacja
                          duszy
                          trąd
                          dobre miasto
                          szczury
                          trąd
                          miłość
                          szczury
                          trąd...
                          • an_a1 Re: Wróciłam 14.01.04, 19:50
                            Wszyscy widzą myszki, na ogół są białe, Ty szczury.
                            Nawet w świetle latarki w tunelu są szare.
                            Trąd jest zakaźny, wzruszająca troska o ręce lekarza.
                            Zapomniałeś,że tu nie Oran nawet nie Warszawa,
                            A trąd nie czarna śmierć.
                            Trędowaci mają cenną wartość.
                            Zdrowi zostawiają ich na poboczu.
                            Samotność.
                            Gdyby to jednak była prawdziwa zaraza,
                            Wiem, że przecież ktoś musiałby...
                            Wiem, kto by to był.
                            Więcej treźwości, mniej literatury.
                            Z pewnością będziesz zdrowszy.
                            Naiwny Adamie...
                            Poza tym mniej chlaj.
                            Spirytus szkodzi.

                            Pozdrawiam
                            Ana
                            • parafon Re: Wróciłam 16.01.04, 09:25
                              To nie kwestia chlania. Spirytusu nie pijam. RZeczywistość jest paskudna, i
                              tyle.
                              • an_a1 Re: Wróciłam 16.01.04, 22:59
                                Szukaj lepszej lub ładniejszej strony, którą wolisz.
                                Wierzę, że znajdziesz. Takim jak Ty zawsze się udaje. To jest komplement.
                                Pozdrawiam
                                Ana
    • parafon KABA.A 14.01.04, 16:09
      Odezwij się. Proszę.
      Adam
    • pia.ed Re: Jak kogoś to obchodzi... 14.01.04, 23:13
      Wcale sie nie dziwie dziewczynie. Ty jestes "po czterdziestce" (45-48?), wiec
      ona ma trzydziestke. Jesli przez rok wykorzystywales ja i myslales, ze mozesz
      to robic w nieskonczonosc, to nie dziwie, ze postawila warunki.
      Ile lat chciales czekac, aby zaproponowac jej slub?
      W tym wieku dziewczyna chce sie ustabilizowac, a nie uprawiac seks ze starszym
      mezczyzna!
    • magda.gdansk Re: Jak kogoś to obchodzi... 16.01.04, 00:29
      Jak sie jest 40 letnim mezczyzna srednio rozwinietym spolecznie, to normalnie
      sie wie, ze jak sie mieszka i sypia z kobieta od dlugiego czasu, a na dodatek
      ona ma 25 lat, to bierze sie na siebie taka odpowiedzialnosc, ze ona bedzie
      dazyla do stalego zwiazku. To taki damsko meski elementarz. Zdumiewajace, ze
      tego jeszcze nie wiesz, i robisz zdumione oczka, ze ona oczekuje stalego
      zwiazku. Kompletna dziecinada. Oczekujesz, ze bedziesz z nia sypial i zyl, i
      nic z tego na przyszlosc nie ma wyniknac? Obudz sie w realnym swiecie.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 16.01.04, 09:29
        Wiem, że to może i tak wygląda, ale w poprzednich postach pisałem jak jest. Ja
        chciałem i nadal chcę się z nią pobrać. To było przez nas planowane na ten rok,
        na wiosnę. I raptem zjawił się ten warunek. To mnie zaskoczyło i zarazem
        dobiło. Tak ni stąd ni z owąd zmiana frontu. Tego nie rozumiem.
        • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 16.01.04, 23:04
          Wracamy do początku?
          A.
          • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 17.01.04, 13:04
            Nie ma powrotów bo nie istnieją takie same początki.
            • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 19.01.04, 20:35
              Przypomnij sobie, co powiedział Miller.
              Nie chodziło o koniec, a tak to odczytano.
              Pozdrawiam
              Ana

              Ps. Mam nadzieję, że okiełznałeś pociąg do alkoholu.
            • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 21.01.04, 10:40
              Dwie proste zaczynają się i kończą w nieskończoności. Jeśli nie są równoległe,
              to przetną się w pewnym punkcie. To jest właśnie początek. Bez tego się nie da.
              Mózg przechowuje wszystko cośmy tam wpakowali; my sami i inni. Jest rzeczą
              realną odkurzyć początek. To byłaby całkowicie wystarczająca motywacja. Ta
              trzecia, która odchodzi ostatnia, bo ma najwięcej siły, a w niej się mieszczą
              pozostałe dwie.
              Nie trzeba hipnozy. Zapomniałam hasełka do GG. Prowadziłam z kimś dyskusję na
              temat cyklów rozwojowych żaby. Zobaczyłam obrazek z dziecięcej książeczki z
              wytartym od częstego używania rogiem, a na tej ilustracji, oprócz żaby w
              koronie, jako żywo siedzi zapomniane hasełko. Wiesz, co zrobił mózg-
              zsyntetyzował. Szukał odpowiedzi, znalazł obraz i mi go wyświetlił.
              Jeśli ta historia ma mieć szczęśliwe zakończenie, to trzeba stanowczo zacząć od
              początku. To najsilniejszy punkt oparcia,jaki znam.
              Mogłabym wykorzystać zawodowe doświadczenie, lecz nie o to chodzi. Wychowanie
              jednak sporo ma wspólnego z tresurą. Tak nie chcę. Jestem maksymalistką:
              wszystko albo nic. Oczywiście na odpowiednim poziomie.
              Serdecznie pozdrawiam
              Ana
              • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.01.04, 12:09
                Według teorii Maxwell'a i hipotez Gauck'a o zakrzywieniu czasoprzestrzeni nie
                ma pojęcia prostych równoległych. Takie założenie można rozpatrywać w
                strukturze zamkniętej, tj. w założonej odległości (długości) "prostych" i ich
                wzajemnego dystansu. I to, jeśli te odległości nie przekraczają
                rozmiarów "realnych" (wyobrażalnych).
                Niestety mój mózg nie ma funkcji "reset". Czego bardzo żałuję.
                Nie ma początku w czymś, co trwa (relatywizm) i nie ma funkcji "końca". W
                mózgu, dopóki się nie naruszy jego struktury, trwa wszystko. Tresura - to
                ważne. I dla człowieka. Odruchy warunkowe. Maxymalizm to nie wszysko albo nic.
              • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 24.01.04, 12:14
                Według teorii Maxwell'a i hipotez Gauck'a o zakrzywieniu czasoprzestrzeni nie
                ma pojęcia prostych równoległych. Takie założenie można rozpatrywać w
                strukturze zamkniętej, tj. w założonej odległości (długości) "prostych" i ich
                wzajemnego dystansu. I to, jeśli te odległości nie przekraczają
                rozmiarów "realnych" (wyobrażalnych).
                Niestety mój mózg nie ma funkcji "reset". Czego bardzo żałuję.
                Nie ma początku w czymś, co trwa (relatywizm) i nie ma funkcji "końca". W
                mózgu, dopóki się nie naruszy jego struktury, trwa wszystko. Tresura - to
                ważne. I dla człowieka. Odruchy warunkowe. Maxymalizm to nie wszysko albo nic.
                To nawet podświadoma chęć osiągnięcia własnych założonych celów, osiągnięcia
                założonego z góry celu. Białe - czarne - to nietolerancja. Umysłowo - brak
                elastyczności myślenia. Ale czasami w uczuciach "białe-czarne" jest potrzebne.
                Albo się kogoś kocha, albo nie. Albo się kogoś potrzebuje - albo nie. Tu nie
                może być "cieni:.
                Adam
                • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 25.01.04, 01:29
                  Będzie nawet więcej niż 300. Intuicja.
                  Wyszło na moje...Gwiazdo Wytrwałości...Merde!
                  Nadwyżkę trzeba będzie oddać komuś innemu. Zgadniesz komu?
                  Pozdrawiam
                  Ana


                  • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 25.01.04, 15:38
                    an_a1 napisała:

                    > Będzie nawet więcej niż 300. Intuicja.
                    To looserka przewidywała do 300.
                    > Wyszło na moje...Gwiazdo Wytrwałości...Merde!
                    Nie klnij.
                    > Nadwyżkę trzeba będzie oddać komuś innemu. Zgadniesz komu?
                    Nie zgadnę.
                    > Pozdrawiam
                    > Ana
                    > Ja też.
                    Adam
                    >
                    • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 25.01.04, 22:30
                      Nie zgaduje się tego, co się wie.
                      Pozdrawiam
                      Ana
                      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 27.01.04, 12:06
                        Chyba nie nadążam.
                        Jakoś mi IQ gwałtownie spadło.
                        Adam
                        • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 27.01.04, 16:50
                          Przecież u Ciebie zostawiłam szpilki...
                          Hmmmm
                          Pozdrawiam
                          Ana
                          • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 28.01.04, 10:11
                            Chyba mi już mózg wyżarło.
                            Nawet myśleć się nie chce.
                            Czuję, że to wszystko robi ze mnią coś dziwnego..

                            Szpilki są do odbioru.
                            Adam
                            • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 28.01.04, 10:44
                              Odeślij buciki. Potrzebne na gwałt.
                              To w końcu niewielki rewanż za umycie okien.
                              Pozdrawiam
                              Ana
                            • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 28.01.04, 12:49
                              Znów pewnie pewnie piłeś jakiś wieloskładnikowy koktail.
                              Musisz perzeczekać, aż alkohol sam się rozłoży w żołądku.
                              Nie znam innej rady. Zapamiętaj, już więcej nie zalewaj robaka.
                              Lepiej z kimś pogadaj, zawsze możesz się skontaktować ze mną.
                              Nie wytykając palcem, stare chłopisko, a tak emocjonalne... Alkohol nic Ci nie
                              pomoże.
                              Pozdrawiam
                              Ana
                              • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 28.01.04, 15:27
                                Właśnie nie piłem. Czuję wstręt na samą myśl o piciu. W żołądku mam to samo co
                                we łbie, pustkę kompletną. A chłopisko wcale nie takie stare. Emocjonalny to ja
                                byłem zawsze. To, że alkohol mi nie pomoże, to doskonale wiem. Przerobiłem już
                                ten temat raz a dobrze. Wóda zabiera duszę.
                                Pozdrawiam
                                Adam
                                • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 29.01.04, 10:27
                                  Zrobiło sie tu jakoś niesamowicie, tajemniczo. Te niedopowiedzenia, gra
                                  skojarzeń....... A może ja przeszkadzam? Bo własnie po raz kolejny podnoszę
                                  głowę, acz bardzo nieśmiało. Na tym forum zrobiło sie nudno. Nie sądzicie? I co
                                  z głównym tematem watku?
                                  Adamie, nie potrzebujesz juz wsparcia?
                                  Ano, czy Ty sie dobrze czujesz?
                                  • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 29.01.04, 11:55
                                    kaba.a napisała:

                                    > Zrobiło sie tu jakoś niesamowicie, tajemniczo. Te niedopowiedzenia, gra
                                    > skojarzeń.......

                                    Lepsze to niż walka szarpana z kopaniem po kostkach.
                                    Masz fajne logo.

                                    > A może ja przeszkadzam? Bo własnie po raz kolejny podnoszę
                                    > głowę, acz bardzo nieśmiało.

                                    Nigdy w życiu. Przecież obydwie wspierałyśmy Adama, choć każda inaczej.

                                    > Na tym forum zrobiło sie nudno. Nie sądzicie?

                                    Powiedziałabym raczej: przyjaźnie, sympatycznie. Jeśli ktoś z forumowiczów
                                    miałby się otworzyć na innego człowieka, to właśnie w świetle i cieple
                                    życzliwego uśmiechu.

                                    > I co
                                    >
                                    > z głównym tematem watku?
                                    > Adamie, nie potrzebujesz juz wsparcia?
                                    > Ano, czy Ty sie dobrze czujesz?

                                    Znalazłam punkt oparcia; był na wyciągnięcie ręki. Nie widziałam.
                                    Zajęłam się hodowlą białego bluszczu, taka nowa odmiana, eksperymentalna.
                                    Jeden pęd strzelił do słońca jak szaleniec i wypuszcza pąki. Ciekawe, jakie
                                    będą kwiaty. Z drugim gorzej mi idzie. Muszę stosować specjalne nawozy, ale w
                                    razie większych trudności mogę zapytać ogrodnika. Mam zaprzyjaźnionego, na
                                    pewno odpowie, tym bardziej że to od niego otrzymałam nasiona.
                                    To bardzo koi nerwy. Poza tym tak jestem zaabsorbowana, że nie mam czasu ani
                                    siły, żeby męczyć się z dołem. Dół musi poczekać.
                                    U Adama chyba nieźle, ale najlepiej, żeby odpowiedział Ci sam.
                                    Pozdrawiam
                                    Ana
                                    • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 08:37
                                      To bardzo budujące patrzeć na nowe życie. Wiem jak cieszy każdy liść hodowanej
                                      roślinki. A tak swoją drogą, to gdzie trzymasz ten bluszcz- w domu? Zaraz robi
                                      mi sie strasznie. Widzę, jak w szalonym tempie rośnie, oplata Ci cały dom i
                                      wszystko co sie w nim znajduje.Ale na razie jest jeden WSPANIAŁY PĘD. Napisz
                                      coś o tym bluszczu, bo bedę mieć koszmary. Wieszmiałam w domu dużo paproci.
                                      Zostały tylko 4. Rosły jak szalone. Ciagle je rozsadzałam, bo miałam wrażenie,
                                      że zaraz obrosną mnie- skulona w kącie. Po ostatnim rozsadzeniu, coś zaczęło im
                                      dolegać- schną. Zaczęłam myśleć, że to może dobry sygnał dla mnie, że coś się
                                      zmieni na lepsze. Ale niestety- paprocie stanęły w miejscu, a ja nadal usycham.
                                      Ciesze się, że podoba Ci się moje logo. Tylko, że ono wychynęło niestety z
                                      moich mrocznych myśli.
                                      Sypie gęsty, gruby snieżek. Mam ochotę wyjść, podnieść głowę do góry i patrzec
                                      jak mnie zasypuje.Juz nawet nie złoszczę sie na te zimę.
                                      Ściskam.
                                      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 19:29
                                        Nie obawiaj się. Wystarczy fachowo przycinać.
                                        Z racji niegdysiejszej profesji akurat na tym znam się całkiem nieźle.
                                        Gdyby taki bluszcz się zbytnio rozpanoszył, zabrałby przecież powietrze i
                                        światło pozostałym roślinom.
                                        Pozdrawiam
                                        A.
                                  • rollex Re: Jak kogoś to obchodzi... 29.01.04, 18:40
                                    kaba.a napisała:
                                    Na tym forum zrobiło sie nudno. Nie sądzicie? I co
                                    >
                                    Przepraszam że się wtrące, ale że czytam Was od ponad miesiaca postanowiłem
                                    napisać - JEST NADAL FAJNIE- czytam Was nadal, a to ze względu na wiele
                                    podobieństw do Adama (wiek, związek z dużą różnicą wieku, rozstanie, doły
                                    takie że ,,...i widzę teraz jakie robiłem błedy na Twoim przykładzie Adamie. A
                                    WSZYSTKO przemija z czasem ...uwierz - pozdrawiam :)
                                    • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 29.01.04, 22:41
                                      Panie Rollex.
                                      Nareszcie się komuś przydałem! Nie jestem jakimś wyjątkiem. To ważne. Ale
                                      przykrość mi sprawia stwierdzenie, że "robiłeś błędy na moim przykładzie" -
                                      albo było tak samo, albo dałem zły przykład. :-((( Albo źle zinterpretowałem
                                      Twoją wypowiedź. Czas podobno goi rany, ale nie na kontach i sytuacjach
                                      rodzinnych.
                                      Adam
                                      • rollex Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 09:48
                                        parafon napisał:
                                        Nie jestem jakimś wyjątkiem. To ważne. Ale
                                        > przykrość mi sprawia stwierdzenie, że "robiłeś błędy na moim przykładzie" -
                                        > albo było tak samo, albo dałem zły przykład. :-((( Albo źle zinterpretowałem
                                        > Twoją wypowiedź. Czas podobno goi rany, ale nie na kontach i sytuacjach
                                        > rodzinnych.
                                        > Adam
                                        Wtaj- napisalem, ze WIDZE SWOJE bledy na Twoim przykladzie- bo i ja rowniez
                                        patrzylem na swiat przez "rozowe" okulary, nie widzialem tak prozaicznych
                                        spraw, ktore teraz wydaja sie sprawami smiesznym- bylem zaslepiony, nie
                                        chialem i nie widzialem niczego co mogloby godzic w MOJ wizerunek tego
                                        dziwnego zwiazku. I pamietam doskonale, ze nikt nie mogl trafic z radami,
                                        bo ...ja ich nie dopuszczalem do siebie. Z czasem przeszlo, ale te kilka
                                        pierwszych tygodni to naprawde katorga. Pozdrawiam
                                    • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 08:50
                                      Cieszę sie rollex, że to ja nie mam racji. Jesteś juz druga osobą, która uważa,
                                      że jest tu fajnie.Bardzop dobrze, że sie ujawniłeś. Zawsze to lepiej późno niz
                                      wcale. Może Tobie uda sie wesprzec Adama. Na mnie nie można teraz liczyć. Sama
                                      siędzę w czarnej dziurze.
                                      Pozdrawiam gorąco.
                                      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 19:45
                                        A ja tam, gdyby Adam powiedział: potrzebuję pomocy, wyskoczę natychmiast z
                                        piwnicy. Pomyślę, czego mu trzeba i jeśli tylko będzie to w mojej
                                        mocy,pospieszę z pomocą.
                                        Generalne porządki pośród starych rupieci dokończę później. Leżały ze 100 lat,
                                        mogą dalej tak leżeć. Ważniejsze jest życie od zatęchłych ubrań po dziadkach w
                                        zmurszałym kufrze.
                                        Pozdrawiam
                                        Ana
                                  • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 29.01.04, 22:29
                                    Kabuś, jakoś dziwnie po przerwie weszłaś na wątek. Potrzebowałem Ciebie bardzo,
                                    bo byłaś (jesteś) pogodna, rzeczowa. Mów, trzeba tu Twojego zdania. Jak Ci jest
                                    nudno, to trudno, czy mam napisać, że przez tydzień gapiłem się w sufit? Albo
                                    chlałem wódę? Jak się pytasz, czy mi potrzeba wsparcia, to sądzę, że nie
                                    czytałaś moich poprzednich wypowiedzi. Jakbym tego nie potrzebował, to bym nic
                                    nie pisał.
                                    • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 09:06
                                      Wybacz mi prosze moje milczenie. Ale jak napisałam wyżej, w chwili obecnej nie
                                      moge służyć za podporę. Każdy, kto wsparłby sie na mnie, runąłby razem ze mną.
                                      Opanowała mnie taka niemoc i niechęć do robienia czegokolwiek, że nawet nie
                                      chciało mi się wchodzic na forum. Ale piszę, to może dobry znak. Może znów
                                      zacznę robić cos konstruktywnego i moja praca ruszy z miejsca. Ale najpierw
                                      muszę zacząć sypiać.Jestem zmęczona i strasznie chcę spać, ale mogę tylko
                                      zamknąć oczy, a potem natłok myśli i lepiej te oczy otworzyć. Wiesz gdyby nie
                                      obowiązki wobec dziecka, pewnie też gapiłabym sie w sufit, a tak zmuszona
                                      jestem codziennie pchnąć niecoś.Musze zresztą chodzić do pracy. Myślałam o
                                      małym zwolnionku, ale przecież też trzeba iść do lekarza. Gdyby ktoś to za mnie
                                      zrobił, wtedy może.
                                      Ale się rozpisałam o sobie- fe.
                                      Napisz co sie dzieje, w jakim jesteś miejscu, co zamierzasz dalej. Spróbujemy
                                      wspólnie nad tym radzić. Takie rozmowy, pomagaja mi także, do wiem, że może
                                      choc ociupinkę kogoś wsparłam, że czasami ktoś o mnie myśli i może mnie
                                      potrzebuje.
                                      Trzymaj się cieplutko w tym zimnym czasie. zakładaj czapkę, szalik i rękawiczki
                                      i zapinaj kurtkę. No i oczywiście jeździj ostrożnie.
                                      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 14:01
                                        Nie przesadzaj z tą podporą. Jesteś dzielna. A że czasami coś się nie chce, to
                                        raczej normalne. Ja teraz jestem w takim jakimś zawieszeniu. Wszystko widzę na
                                        szaro, nic mi się nie chce robić. Nie widzę żadnego sensu w robieniu
                                        czegokolwiek. Do roboty chodzę żeby mnie nie wywalili. Od czasu do czasu zrobię
                                        coś co muszę zrobić. Zero jakiejkolwiek inwencji. Może to zimowe przesilenie.
                                        Dosyć mam ciemna i zimna. W dzień chce mi się spać, w nocy odwrotnie. Jest
                                        jakoś tak nijak. Przepraszam, że o tym piszę, ale chce mi się wyć.
                                        Zakładaj ciepłe buty i kaptur.
                                        Na razie,
                                        • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 15:06
                                          Zawieszenie. To dobre słowo.Nie dotyka sie ziemi, a do nieba daleko. I nie łudź
                                          się, że to przez przez zimowe przesilenie. Tak naprawdę, temu wszystkiemu winne
                                          sa przejscia jakich doswiadczylismy. Wiem, że powinnam sie podnieść- zawaliłam
                                          juz wszystko. Tylko nie jest to proste. Nie potrafię. Stwierdzenie, ze trzeba
                                          wziąć się w garść nie działa. Doskonale rozumię Twój stan. Jest on również moim
                                          udziałem.Nie robie nic, a potem mam kosmiczne wyrzuty sumienia.Ze snem jest
                                          podobnie, z tą różnicą, że w dzien równiez nie przychodzi.Był taki moment, że
                                          myślałam, iż tylko sen wieczny mnie wyzwoli.
                                          Umówmy się na jakąś godzinę coby powyć. Może bedzie lżej, gdy bedziemy
                                          wiedzieli, że nie wyjemy sami.
                                          A propos ciepłych butów- ciągle mam zimne nogi- mimo ciepłych butów, a kaptura
                                          niestety nie mam. To miło, przeczytać, że ktoś się o człowieka troszczy.
                                          Trzymaj się.
                                          • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 30.01.04, 19:56
                                            Powyć sobie razem? Będzie jeszcze gorzej.
                                            Pośmiejmy się raczej. Gdyby nie było z czego, swoją _wybitną_osobę stawiam do
                                            dyspozycji. Ubaw do łez gwarantowany. Efekt terapeutyczny także.
                                            Pozdrawiam
                                            Ana
                                            • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 04.02.04, 08:50
                                              Witam, Moi Drodzy. Miałam piękny sen.To głupie, ale od razu mi lżej. Dziś mogę<
                                              podpierać> Adama, jesli zechce. I prośba- Adamie zgódź się. To takie urocze,
                                              kiedy Ana jest zazdrosna o Ciebie.
                                              Miałaś rację Ano, Smiech, to najlepsze lekarstwo, uwyłam się do łez po
                                              przeczytaniu Twojego wątku poniżej. Trzymaj tak dalej, a Adam będzie uleczony.
                                              Pewnie powinnam napisać Adaś.
                                              Pa.
                                          • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 03.02.04, 12:35
                                            Zawieszenie - słowo może i dobre, ale stan do .... . Najgorsze jest to, że
                                            traci się instynkt samozachowawczy. Wizja utraty pracy czy też zawalenia
                                            jakiejś sprawy nie napawa lękiem. A to źle. Staram się coś z tym zrobić,
                                            wyszukuję sobie jakieś cele, ale słabo mi to idzie. Ale trzeba mieć nadzieję.
                                            Kabusiu, dzisiaj wyję o 18.30.
                                            Porada na nogi - wełniane skarpetki(z prawdziwej wełny - góralskiej). Albo
                                            ciepłe dłonie. Nawet są lepsze.
                                            Pilnuj się.
                                            • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 03.02.04, 12:56
                                              Kurna, Adamie czy już zapomniałeś?
                                              Złoto jesiennych liści, Szopen, Łazienki, łabędzie na stawie...
                                              Przecież to ja, to ja grzałam Twoje dłonie! Kubuś, może jeszcze Kubulek,
                                              Kubuchna?!
                                              Tak to jest z mężczyznami. Mówiła mi mama.
                                              Pozdrawiam
                                              Ana
                                              • kaba.a Re: Do Any 04.02.04, 13:21
                                                Jestes niesamowita. Ubawiłaś mnie tym postem i serdeczne dzięki Ci za to. To
                                                bardzo dobry pomył- zmienic atmosferę tego wątku.
                                                Nie będź taka zaborcza. Podziel się ze mną. Ja wirtualnie, Ty w Łazienkach.
                                                Zgódź się. Proszę. Tylko co na to Adam?
                                            • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 03.02.04, 13:39
                                              Skoro Ty tak, to mogę Ci teraz powiedzieć...Wiesz, poznałam kogoś... No,
                                              pamietasz... te buty na gwałt...Odczytatałam z maila.
                                              Tak ciepłych rąk w życiu nie dotykałam. A Ty...sam wiesz...
                                              Pozdrawiam
                                              Ana

                                              Ps. A masz!!!
                                              • kaba.a Re: do Any 04.02.04, 13:26
                                                Bardzo sie ciesze, że kogoś poznałaś. Mam tylko nadzieje, ze nie bedzie to
                                                znajmośc naszym kosztem. Pamiętaj, że my bylismy pierwsi. Choc w zasadzie to
                                                nie ma znaczenia.
                                            • kaba.a Re: Jak kogoś to obchodzi... 04.02.04, 13:13
                                              Ana ma rację. Nie powinnam namawiac Cię do wycia,a do śmiechu. Polecam Ci na
                                              tym forum Najciekawsze wątki. Tam znałazłam cos w styli< ze sklepu> nie
                                              pamietam tytułu. Niektóre posty sa tak śmieszne, że popłakałam się ze śmiechu.
                                              Nie wiem kiedy ostatnio tak sie ubawiłam. To naprawde pomaga. Staram sie za
                                              wszelką cenę nie myslec o tym co mnie przygnębia, a wiesz mi, że całe moje
                                              życie mnie dołuje. Wmówiłam sobie,że kiedys to sie odwróci. I tak będzie.
                                              Napewno. I u Ciebie też. Wiem, że potrzebny jest czas, który zlagodzi, rozmyje
                                              kazdy problem. Jesteśmy tak skonstruowani. Dlatego nie możesz tracić instynku
                                              samozachowawczego. Przeciez to jest Twoje życie, nawet jeśli podłe - to Twoje.
                                              Nie możesz zawalic tego co masz.
                                              Pisałam wcześniej o markowaniu pracy. Ale na dłuższą metę - nie da się. Sama
                                              przez to przechodzę. Zmobilizowałam sie na tyle, że juz cos robię, ale trzy
                                              tygodnie zbierałam się z wyjsciem do sądu, żeby załatwić służbową sprawę. Ale
                                              zrobiłam to i nie mam juz wyrzutów sumienia i jest mi lżej. Jeden wyrzut
                                              mniej.Nie chodzi o to abyś się bał.Pomyśl tylko, czy ten problem jest tego wart.
                                              To dobrze, że szukasz celów. I nie jest wcale źle, że kiepsko to wychodzi.
                                              Najwazniejsze, że choc troche posuwa sie do przodu.
                                              Dzieki za radę. Niestety nie skorzystam. Wełniane skarpety gryzą, drapią i jest
                                              z nimi związane wszystko co najgorsze.Moja wrażliwość wewnętrzna juz dawno
                                              wylazła na zewnątrz.Potrzebuje czegoś miękkiego i milutkiego, ale dzięki za
                                              troskę.A ciepłe dłonie? Są i ich nie ma. Gdyby to było takie proste.........
                                              Głowa do góry. Wszystko przemija.
                                              Pa.
                                      • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi...Adamie 30.01.04, 19:48
                                        Jestem!
                                        Ana
                                        • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi...Adamie 03.02.04, 12:46
                                          To fajnie że jesteś. Naprawdę fajnie. Nawet jedno słowo czasami potrafi
                                          pozytywnie zadziałać.
                                          • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi...Adamie 03.02.04, 13:42
                                            A niech Cię!
                                            Ana
    • rollex Re: Jak kogoś to obchodzi... 31.01.04, 15:29
      Witam ponownie- pozwolisz że zapytam Adamie, jak po 4 miesiącach patrzysz na
      ten związek? czy nadal jesteś zafascynowany, zaślepiony, zakochany? czy
      zaczynasz dostrzegać i te ciemniejsze jego strony>? Pozdrawiam serdecznie
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 03.02.04, 12:51
        Cześć.
        Nie jestem zafascynowany (chociaż byłem), zaślepiony (nigdy nie byłem),
        zakochany - trudna odpowiedź. Ja widzę obecnie same ciemne strony tego
        związku. Nie potrafię znaleźć żadnej jasnej strony. Wydaje mi się, że ten
        związek to jakiś zły sen, co zostawia potwornego kaca. Albo coś koło tego.
        Pozdrawiam.
        • an_a1 Re: Jak kogoś to obchodzi... 03.02.04, 13:56
          Uszanuj to, co było. Zdobądź się na obiektywne spojrzenie. Nie umniejszaj
          swojego cierpienia cudzą krzywdą. Owszem, jest czarne i białe, aliści...
          Zachowując szacunek do niej, zachowujesz go także dla siebie, także dla kogoś,
          kto stanie przy jej ramieniu lub przy Twoim boku. Nie wlecz za sobą ni poczucia
          żalu, ni krzywdy. Jej też tego oszczędź, przeciesz ją kochałeś.
          Pozdrawiam
          Ana
          • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 04.02.04, 10:41
            Nie istnieje coś takiego jak obiektywne spojrzenie. Ja szanuję ją i nie
            obarczam jej niczym za nic. Niech idzie swoją drogą. Nie uszanuję tego, co się
            stało, bo nadal tego nie rozumiem i nie wiem, czy chcę zrozumieć. Ale mie mam
            żalu, pretensji. Nie ma we mnie już żadnych negatywnych odczuć.
            Pozdrawiam
            Adam
            • kaba.a Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 04.02.04, 13:41
              Fakt. Obiektywne spojrzenie może miec ktoś, kto nie jest strona w sprawie, ktoś
              kto stoi z boku. Napewno nie Adam. I nie można tego wymagac od niego. On zawsze
              bedzie miał subiektywne odczucia.Nikt, nic na to nie poradzi. Problem w tym, że
              należy nie myslec, zapomnieć o tym, że jest sie ofiarą. Nie użalać się nad
              sobą. Robic swoje. A z czasem wszystko sie odwróci. Nawet największa zadre
              można schowac bardzo głęboko w sercu. Czasami będzie dawała znac o sobie, ale
              to nie bedzie juz tak bolesne.
              Adamie! Do przodu! nie stój w miejscu! I nie mów mi tylko, że sie cofasz.
              Miej negatywne odczucia i uczucia. Nie ma zakazu. Ich istnienie świadczy o tym
              że żyjemy. Masz prawo być zły i mieć żal.
              Ustal tylko sam z sobą, czy to juz napewno koniec, czy nadal zawieszenie.Jesli
              koniec- to możesz zacząć od początku. Jeśli zawieszenie- to gorzej.Nie wiem co
              z tym zrobić. sama znajduje sie w takim stanie. Wymyśliłam tylko jedno: dążyc
              wszelkim sposobami do końca, jaki on by nie był, dobry czy zły, ale zawsze jest
              wtedy szansa na początek. Ja do tego dążę i myslę, że jest przełom. Nie mozna
              zbyt długo wiścieć głową w dól, nie mając o co zaczepic nóg. Nieprawdaż?
              Trzymajcie się cieplutko.
              • kaba.a Re: Zauważyliście? 04.02.04, 13:44
                Mam potrzebe wypisania się!
                A Pan, Panie rollex, Pan mnie ignorujesz!
                • mijami Re: Zauważyliście? 04.02.04, 19:39
                  Fajnie sie Was czyta... gdy za oknem pada, a w pracy nuda... I nie
                  przypuszczalam ze tyle odnajde tu odniesienia do wlasnego zycia, ile mozna sie
                  nauczyc i zrozumiec, a raczej, ze moze w koncu dotarlo...

                  dobrej nocy

                  kas
                  • kaba.a Re: Zauważyliście? 09.02.04, 14:32
                    Bardzo sie cieszę, że to pisanie pomaga jeszcze komuś, że pozwala cos
                    zrozumiec.Czy nauczyć? To chyba za wiele powiedziane. Sadzę, że nikt z tu
                    obecnych nie ma takich aspiracji i nie sadzę, że to jest naszym celem. Może
                    lepiej nie wyciagaj stąd<naukowych wniosków>. Nie chciałabym, aby cos, co tutaj
                    napisałam wyrzadziło komus krzywdę.
                    My tylko wymieniamy poglady.
                    Trzymaj się.
                • rollex Re: Zauważyliście? 04.02.04, 23:57
                  Ależ skądże ? jakbym śmiał ;)
                  • kaba.a Re: Zauważyliście? 09.02.04, 14:23
                    Bardzo się cieszę, że wreszcie cos do mnie- osobiscie.
                    Pozdrawiam.
                • parafon Re: Zauważyliście? 07.02.04, 17:28
                  Większość ma na forum potrzebę wypisania sie. Bo nie ma innego wyjścia. Albo
                  nie chce mieć innegfo wyjścia. Albo jest tak lepiej. Ma się przyjaciół
                  wirtualnych. Szkoda, że wirtualnych.
                  • kaba.a Re: Zauważyliście? 09.02.04, 14:26
                    Nic straconego, Adamie, póki tu jestesmy jeszcze wszystko zdarzyć sie może.
                    • parafon Re: Zauważyliście? 16.02.04, 13:54
                      I to jest bardzo ważne! Wirtualne światy czasami przybierają wymiar rzeczywisty.
                      Chociaż nie za często.
              • parafon Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 05.02.04, 12:07
                Ja nie czuję się ofiarą (może losu, ale to inna sprawa :-). Nie użalam się nad
                sobą, chociaż czasami może to i tak wyglądać. Faktem jest, że u mnie to sprawa
                dalej się toczy. Nie znam końca. Nie mam niczego w sobie, co by
                powiedziało: "koniec z tą sprawą". I to nie chodzi o odwagę czy też
                postanowienie. We mnie siedzi coś, co odbiera mi chęć do jakiegokolwiek
                działania. Mam oczywiście swoje marzenia ale nie mam jakiejkolwiek potrzeby aby
                cokolwiek robić w kierunku ich spełniania. Po co. Jeśli mam w perspektywie
                koniec, to będzie koniec. Ale początek? Początek strachu, że znowu coś się
                stanie? Dzięki. A zbyt długo wisieć się nie da. Fakt.
                Trzymaj się.
                Adam
                • an_a1 Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 05.02.04, 22:51
                  Myślę, że trzeba w płuca zaciągnąć powietrza i skoczyć do basenu. Woda
                  teoretycznie powinna przecież być. Wiem, że to okropne uczyć się pływania w
                  przedstawiony sposób. Ale ile można huśtać się na trampolinie? Lepiej
                  zaryzykować niż balansować pomiędzy niebem a ziemią. Słowem: wisieć.
                  Wzrasta obawa, gdy pomyślisz, że zima wodę zamieniła w lód. Nie słyszałam o
                  zakazie kąpieli z kilofem. A morze to nie basen, a morze, ocean. Te nie
                  zamarzają od byle podmuchu północnego wiatru, oceany nigdy. Pierwsze krople
                  wody dodadzą Ci odwagi i siły, a nawet...otrzeźwią.
                  Wiem, wypróbowałam. Cóż, na upartego da się kąpać i w przerębli, dobrze wtedy z
                  własnym termoforem:)))
                  Zaryzykuj!
                  Pozdrawiam
                  Ana

                  Ps.
                  Amerykańskie Foki są super: sprawność, tężyzna, inteligencja, opanowanie,
                  odporność na stres, współodpowiedzialność. Jednosta bojowa nie do pobicia, przy
                  czym niezwykle elitarna. Polecam Discovera.








                  • parafon Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 06.02.04, 19:49
                    W pewnym momencie życia nie skacze się do basenu nie sprawdziwszy uprzednio,
                    czy nie ma w nim wody. Ryzyko owszem. Ale wtedy, kiedy jest jakaś szansa.
                    Ryzykować bez poczucia jakiegokolwiek prawdopodobieństwa sukcesu to
                    samobójstwo. Coś, co się może nie udać kiedyś nie uda się na pewno. Pływanie z
                    kilofem to pryszcz. Ja próbuję pływać z kowadłem. Nie za bardzo wychodzi. NIe
                    chcę otrzeźwienia, to niepotrzebne. Do kąpania się w przeręblu ubieram puchową
                    kurtkę i zakładam skarpetki. NIe ma wtedy kataru.
                    PS
                    Na filmach to Amerykańskie Foki prezentują się jako skrzyżowanie Supermana
                    Rambo I, II, III, IV.... MCXII. W rzeczywistości to cieniasy. Jak dotychczas
                    nie udała im się żadna akcja, a 95% ofiar wśród nich to ofiary wypadków i bójek
                    między sobą. Vide - operacja odbicia ambasady amerykańskiej w Iranie - zginęło
                    35 Fok - 30 w wypadku zderzenia 2 włsnych śmigłowców, 5 - popili się i
                    postanowili polatać. W rankingu jednostek specjalnych są gdzieś na 7 - 8
                    miejscu (na 10 jednostek).
                    Discovery, Planete.
                    • an_a1 Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 06.02.04, 20:12
                      z kim? z czym? z przeręblem/z przeręblą
                      kto? co? przerębla
                      o kim? o czym? o przeręblu/o przerębli
                      kto? co? przerębla/przerębel

                      jaka? jakiej? jaką?

                      Zabiłeś mi ćwieka!
                      Ciekawe, co na to powiedziałby Miodek.
                      Pozdrawiam
                      Ana

                      Ps. Nie pisałeś,że zmieniłeś miejsce zamieszkania. Spokojniej, też ładnie i
                      miejscowość znana.
                      • rollex Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 06.02.04, 23:42
                        an_a1 napisała:

                        > z kim? z czym? z przeręblem/z przeręblą
                        > kto? co? przerębla
                        > o kim? o czym? o przeręblu/o przerębli
                        > kto? co? przerębla/przerębel
                        >
                        > jaka? jakiej? jaką?
                        >
                        no ..faktycznie przerąbane.
                        • parafon Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 07.02.04, 17:33
                          Rollex, zgadzam się z Tobą w 100 %. A nawet i więcej!
                          Jak nie urok, to... gramatyka! :-)
                          Ana, masz talent!
                          • an_a1 Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 07.02.04, 23:41
                            MAM?
                            A nie wiesz do czego?
                            Do przerąbywania?
                            Ana
                            • parafon Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 16.02.04, 14:15
                              Na pewno masz talent do wprowadzania nieładu twórczego! :-)
                      • parafon Drobna korekta 07.02.04, 17:42
                        an_a1 napisała:

                        > z kim? z czym? z przeręblem/z przeręblą
                        > kto? co? przerębla
                        > o kim? o czym? o przeręblu/o przerębli
                        > kto? co? przerębla/przerębel
                        > jaka? jakiej? jaką?
                        = przeręblowana, brzeręblowanej, przeręblowaną
                        > Zabiłeś mi ćwieka!
                        =przeręblowałem!
                        > Ciekawe, co na to powiedziałby Miodek.
                        =dziura w lodzie :-)
                        > Pozdrawiam
                        > Ana
                        >
                        > Ps. Nie pisałeś,że zmieniłeś miejsce zamieszkania. Spokojniej, też ładnie i
                        > miejscowość znana.
                        =Tylko za dużo pszczół. I noce za krótkie.
                        • an_a1 Re: Drobna korekta 07.02.04, 23:45
                          =Tylko za dużo pszczół. I noce za krótkie.

                          Przestań!
                          Zafixowana

                        • an_a1 Re: Drobna korekta 08.02.04, 09:58
                          My z Ciebie wszystkie...

                          Prawo pierwszej nocy? Nie żartuj!

                          Amor skrzydła ma dwa...A co jest po środku?
                          Może TY, może JA.

                          Pozdrawiam
                          Ana
                          • parafon Re: Drobna korekta 09.02.04, 12:41
                            an_a1 napisała:

                            > My z Ciebie wszystkie...
                            = Co Wy ze mnie? Dokończ proszę.
                            >
                            > Prawo pierwszej nocy? Nie żartuj!
                            = Nie żartuję. Tylko nie pierwszej, a drugiej, niestety.
                            >
                            > Amor skrzydła ma dwa...A co jest po środku?
                            > Może TY, może JA.
                            = Amor.
                            >
                            > Pozdrawiam
                            > Ana
                            =Ja też.
                            Adam
                            • an_a1 Re: Drobna korekta 09.02.04, 13:01
                              parafon napisał:

                              > an_a1 napisała:
                              >
                              > > My z Ciebie wszystkie...
                              > = Co Wy ze mnie? Dokończ proszę.
                              Ciagniemy forsę...jak się da.
                              > > Prawo pierwszej nocy? Nie żartuj!
                              > = Nie żartuję. Tylko nie pierwszej, a drugiej, niestety.
                              Chciałam Cię odmłodzić, ale żes nie kupił.
                              > > Amor skrzydła ma dwa...A co jest po środku?
                              > > Może TY, może JA.
                              > = Amor.
                              Cholerna logika! Już rozpostarłam skrzydła, a Tyś mi je przyciął.
                              > > Pozdrawiam
                              > > Ana
                              > =Ja też.
                              > Adam
                              • parafon Re: Drobna korekta 11.02.04, 19:44
                                Jeżeli udaje Wam się ciągnąć ze mnie forsę, to tylko gratuluję. Ja sam tego nie
                                potrafię.
                                Mnie się odmłodzić nie da. To nie ta bajka.
                                Nic nie przycinałem i nie mam zamiaru przycinać.
                                A logika czasami się przydaje. Chociaż ciężko ją nieraz znaleźć.
                                Pozdrawiam
                                Adam
                    • an_a1 Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 19.02.04, 12:14
                      parafon napisał:

                      > Ja próbuję pływać z kowadłem. Nie za bardzo wychodzi. NIe
                      > chcę otrzeźwienia, to niepotrzebne. Do kąpania się w przeręblu ubieram
                      puchową
                      > kurtkę i zakładam skarpetki. NIe ma wtedy kataru.

                      Zacznę jednak ze względu na porę roku i swój wiek od basenu. Co najważniejsze,
                      nie jest pusty. Zanurzyłam dłoń, woda przewyższa temperaturą moje ciało, więc
                      niepotrzebne wszelkie akcesoria, może prócz kowadła. To zawsze dobrze mieć pod
                      ręką, jakby jaka ryba młot albo co...
                      I wiesz...okrutnie się boję...irracjonalny strach przed paraliżem... jakaś
                      hipochondrycza fobia...czy co?
                      Pływam całkiem nieźle klasykiem w otwartych akwenach. Ale delfinem...w
                      basenie...bez kostiumu...rozumiesz...opór wody.
                      NIGDY W ŻYCIU NIE PRÓBOWAŁAM CZEGOŚ TAK RYZYKOWNEGO!!!
                      Zaryzykuję! Bóg jeden raczy wiedzieć, co z tego mi wyjdzie.
                      Utopić się w basenie? To byłaby ironia.
                      Pozdrawiam
                      Ana
                • kaba.a Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 09.02.04, 14:46
                  Oj czujesz sie ofiarą, czujesz.. Czy nie myślisz czasami: jestem taki biedny,
                  dałem jej wszystko, a ona mnie zostawiła.To jej wina, ona jest podła, itd.
                  itp.Jesli tak, to jest to niestety użalanie sie nad sobą. Wiem,, bo sama tak
                  robie.
                  Nie bój sie podjąc ostatecznej decyzji. Miej odwagę: zrób to. Niewazne jakie
                  bedzie rozstrzygniecie.Ty bedziesz wiedział jak masz życ- z nią czy bez niej.
                  Najwazniejsze to mieć jasną ocenę sytuacji. Wiem, że to może byc trudne,
                  szczególnie wtedy, gdy nie wie sie do końca, czego sie chce. Ale cos trzeba
                  wybrać.Nie da sie miec wszystkiego po trochu. Zresztą po co? widzisz do czego
                  to prowadzi.
                  Z innej beczki: juz nie bedziesz zwracał sie tak ślicznie do mnie? To było
                  bardzo miłe. Pal sześć Anę- troche zazdrości jej nie zaszkodzi.
                  A Tobie- Anulko Droga- życze dużo zdrowia.
                  • an_a1 Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 09.02.04, 15:01

                    > Niewazne jakie
                    > bedzie rozstrzygniecie.

                    Kab.a czy Ty się aby dobrze czujesz?
                    Adam pisał, że jego _była_ już na nowo ułożyła sobie życie.
                    Co Ty mu radzisz? Pomyśl! Co komu złego uczynił jej partner?
                    A jeśli już mają dzieci?
                    Pozdrawiam
                    Ana
                    • kaba.a Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 09.02.04, 15:39
                      Ups! Chyba cos przegapiłam, nic o tym nie wiedziałam. Jesli tak, to juz dawno
                      powinien wiedzieć, że to konieci po sprawie.
                      Fakt! Nie czuję sie najlepiej, ale dzieci? To chyba z bardzo wczesnej ciąży
                      mnogiej.
                      Pozdrawiam również
                      • parafon Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 11.02.04, 20:01
                        Ups! Pierwsze słyszę o ciąży. Chyba coś przegapiłem.
                        Adam
                  • parafon Re: pozwólcie, że sie wtrącę.. 11.02.04, 19:53
                    Może i stwierdzenie - ofiara - nie jest zbyt szczęśliwe, ale innego nie znam.
                    Nie dałem jej wszystkiego - chcę jej dać. Ona mnie nie zostawiła tylko zmieniła
                    zasady. To jej wina. Nie jest podła. Nie użalam się nad sobą, tylko nie
                    rozumiem. Nie potrafię za bardzo się w tym znaleźć. Nie wiem, jak mam żyć, bo
                    potrzebuję kogoś bliskiego, a teraz boję się jakiejś następnej wolty. Chciałbym
                    wiedzieć, jak mam żyć. Dlatego się pytam. Nie mam oceny sytuacji, tylko
                    niezrozumienie, ból.
                    Pozdrawiam Cię ciepło, Kabusiu.
    • kasiajulia Re: Jak kogoś to obchodzi... 08.02.04, 10:05
      Witam Ciebie Adamie oraz innych forumowiczów zaprzyjaźnionych.
      Od czasu powstania tego postu sporo się wydarzyło w moim życiu. Czytałam Was,
      czasem irytował mnie czyjś punk widzenia, czasem identyfikowałam się z kimś.
      Jednym słowem byłam wiernym czytelnikiem, kibicem. Napisz co faktycznie u
      Ciebie teraz.
      Znam 50-latka, który uczył się w tym wieku pływać. Jeśli chodzi o życie,
      to „basen zawsze jest napełniany wodą”, trzeba jedynie mieć otwarte oczy.
      Serdecznie pozdrawiam kochani.
      Katarzyna.
      • parafon Re: Jak kogoś to obchodzi... 09.02.04, 12:50
        Cześć Katarzyno,
        Miło, że czytasz nasze posty. To jakbyś patrzała na to, co się dzieje. Zaczęłaś
        być nie tylko czytelnikiem, ale i uczestnikiem tego forum. I tak trzymaj. Też
        zam wielu ludzi, którzy po 40 - tce "uczyli się pływać". Niektórym to się
        udaje, innym nie. NIektórzy "kupują kapoki". Aby nie utonąć. Ale nie potrafią
        pływać. U mnie jest obecnie taki stan "kapokowy" - nie chce mi się pływać, ale
        nie mam zamiaru utonąć. Nie jest to najlepsze, ale od czegoś trzeba zacząć.
        Pozdrawiam Cię serdecznie.
        Adam
        • rollex Re: Jak kogoś to obchodzi... 12.02.04, 22:13
          parafon napisał:

          > > , ale od czegoś trzeba zacząć.
          >
          > Adam
          no właśnie, może już najwyższy czas, bo miesiąc za miesiącem mija...i licznik
          życia tyka.. nie szkoda marnować lat?
          • parafon Od czegoś trzeba zacząć... 23.02.04, 07:17
            Masz rację, trzeba zacząć, tylko jak to zrobić.
    • novika7 Re: Jak kogoś to obchodzi... 09.02.04, 17:11
      o co chodzi w tym wątku ???
      • parafon O co chodzi w tym wątku...? 16.02.04, 14:03
        Novika
        W tym wątku miele się zwyczajne, szare życie... Pełne bólu, stresów,
        rozczarowań, dołów, , Prozac'u i innych g.... A czssami i normalnych ludzkich
        odruchów. I To jest ważne.
        Adam
        • rollex Re: O co chodzi w tym wątku...? 16.02.04, 21:36
          uffff... ciesze sie ze jestes Adamie :)
        • rollex Re: O co chodzi w tym wątku...? 16.02.04, 21:36
          uffff... ciesze sie ze jestes Adamie :)
          • parafon Re: O co chodzi w tym wątku...? 17.02.04, 23:55
            Miło mi, naprawdę. :-)
            • rollex Re: O co chodzi w tym wątku...? 21.02.04, 21:56
              parafon napisał:

              > Miło mi, naprawdę. :-)

              a gdzie reszta? an_a , kaba?
              • parafon Gdzie reszta? 23.02.04, 07:18
              • parafon Gdzie reszta? 23.02.04, 07:20
                Nie wiadomo. Może stwierdziły, że to nudny wątek. Była Blu-e, Kaaba, Ana,
                Looserka i jeszcze mnóstwo innych osób. Ale musu nie ma - kto chce, ten pisze.
              • kaba.a Re: O co chodzi w tym wątku...? 23.02.04, 09:20
                A oto część z reszty.
                Miło mi, że pamietasz.
                • parafon ... Część z reszty... 23.02.04, 14:05
                  Kabuś,
                  Ja nigdy nie zapominam o ludziach, którzy mi pomogli lub chociaż próbowali
                  pomóc. A Ty pozwoliłaś mi zrozumieć kilka spraw.
                  Adam
            • kasiajulia Re: O co chodzi w tym wątku...? 22.02.04, 00:17
              Nie wiem gdzie jest „Wasza” reszta, fajnie o sobie pamiętacie. Byłam na
              filmie „Nigdy w życiu” i wszystko byłoby ok., gdyby nie ostatnie słowa „kocham
              cię". Buczę strasznie, nie ma dla mnie już niczego, ani nikogo dobrego. Nie
              chcę rozpisywać się nad wartością jakąkolwiek tego filmu, strasznie mi źle.
              Dziecko w pokoju śpi, a ja mam wrażenie, że od roku nie oddycham. Zostałam
              oszukana, podstępnie i znienacka, nawet nie stać mnie na zdrową złość. Czy koś
              zna jakiś środek, pastylkę na obojętność do mężczyzny, który miał być „ten
              jeden”?
              Strasznie mi źle.
              Ale dyrdymały, przepraszam.
              Dobrej nocy kochani.
              K.
              • rollex Re: O co chodzi w tym wątku...? 22.02.04, 10:59
                kasiajulia napisała:

                > Nie wiem gdzie jest „Wasza” reszta, fajnie o sobie pamiętacie.

                To nie "Wasza" ale tak samo moja jak i Twoja reszta. Rozpocznij może nowy wątek
                ze swoim problemem, chętnie podyskutuje. Pozdrawiam
                • kasiajulia Re: O co chodzi w tym wątku...?/Rollex 22.02.04, 11:38
                  Pisząc "wasza" miałam na myśli fakt, że już jakiś czas się znacie, że długo
                  wymieniacie się poglądami, kontaktujecie się. Ja jestem nowa na forum, choć
                  zaglądam od dwóch lat tutaj, ale odzywam się od niedawna. Najczęściej bywałam
                  na "Samodzielnej", przez ostatni rok notorycznie chyba.
                  Mój problem polega na tym, że mąż po 14 latach razem chce urządzić sobie życie
                  osobno. Mamy córkę 3 latnią, na którą czekaliśmy kilka lat. Długa historia.
                  Dziękuję, że chciałbyś podyskutować, ale często, jak to dyskusja, może każdy
                  pisać nawet obelżywie(nie obrażając nikogo). Ja w tej chwili, znowu, nie jestem
                  w stanie przyjąć krytyki.
                  Poadrawiam.
                  Katarzyna.
                  • rollex Re: O co chodzi w tym wątku...?/Rollex 22.02.04, 14:43
                    kasiajulia napisała:

                    ale często, jak to dyskusja, może każdy
                    > pisać nawet obelżywie(nie obrażając nikogo). Ja w tej chwili, znowu, nie
                    jestem
                    >
                    > w stanie przyjąć krytyki.
                    > Poadrawiam.
                    > Katarzyna.
                    a może jednak zaryzykuj? anonimowość jest pomocna, a przyjmujesz tylko te
                    opinie z którymi się zgadzasz...a te inne może sprowokują Cię do namyslu.
                    Pozdrawiam
                  • kaba.a Re: Kasiu! 23.02.04, 09:17
                    Rollex ma rację! Rozpocznij nowy wątek. Tam porozmawiamy.Nie zawsze to co
                    wydaje sie czarne, naprawde takie jest.
                    Trzymaj się cieplutko i odwagi!
              • parafon Dyrdymały 23.02.04, 07:26
                Kasiujulio,
                To nie są żadne dyrdymały. To zwykłe życie w wydaniu wybrakowanym. Nie gniewaj
                się, ale takich historii jak Twoja jest mnóstwo. Ja wiem, że Ciebie obchodzi
                Twoja sytuacja, bo to Ty cierpisz, to są Twoje przeżycia i Twoja tragedia.
                Każdego najbardziej boli to, co dotyczy jego samego. I to jest normalne,
                ludzkie. Jednym przychodzi przejść nad tym do porządku na drugi dzień, inni
                cierpią długie lata. Ja też miałem nadzieję na ułożenie sobie życia "z tą
                jedyną". Nie wychodzi i też nie wiem, co robić.
                Czasami filmy pokazują jednak rzeczywistość. Szkoda tylko, że tą jej bolesną
                stronę.
                Pozdrawiam.
                Adam
                • kaba.a Re: Witajcie! 23.02.04, 09:12
                  Przykro mi, tylko na tyle mnie stać w tej chwili.
                  Adamie! W Twoich wątkach wyczuwam coraz więcej zgorzknienia. Zacznij sie
                  zbierać. Raz na jakis czas trzeba, nawet jeśli ma sie depresje. Ja tez czasami
                  musze wystawic głowe z ciemnej piwnicy.
                  I jeszcze jedno. Jestes niesprawiedliwy, pisząc, że nie odzywam się, bo wątek
                  nudny. Moje życie, to równiez wyboista droga. a nie piszę, bo nie mam juz
                  sił.Oczekiwałam z Twojej strony choc odrobinę wspólczucia, a jeśli nie to
                  zrozumienia. Dostałam obojetność.
                  Nie ma przymusu pisania. Fakt! Ale po tylu miesiacach obecności tutaj, może by
                  tak choc troszeczke zainteresowania innymi?
                  Pozdrawiam wszystkich starych i nowych odwiedzajacych ten wątek.
                  Specjalne pozdrowienia kieruje do rolexa. Dlaczego?
                  • rollex Re: Witajcie! 23.02.04, 13:51
                    kaba.a napisała:

                    > Nie ma przymusu pisania. Fakt! Ale po tylu miesiacach obecności tutaj, może
                    by
                    > tak choc troszeczke zainteresowania innymi?
                    > Pozdrawiam wszystkich starych i nowych odwiedzajacych ten wątek.
                    > Specjalne pozdrowienia kieruje do rolexa. Dlaczego?

                    i ja Ciebie pozdrawiam kaba ..i jestem przy Tobie w tych cięzkich dniach. Ten
                    wątek nie jest wątkiem Adama, jest również częścią wszystkich którzy żyją innym
                    życiem, mają problemy i czują ulgę wpisując właśnie tutaj swoje posty.
                    Pozdrawiam
                    • parafon Re: Witajcie! 23.02.04, 14:21
                      Co do wątku, to masz rację! To nie jest mój wątek (pisałewm już o tym). To jest
                      wątek wszystkich tych, którzy czują, że pisząc tu można przynajmniej szczerze
                      porozmawiać z Przyjaciółmi. Poczuć obecność innych, a nie zimną pustkę wokół
                      siebie.
                      Pozdrawiam
                      Adam
                    • kaba.a Re: Do Rollexa 25.02.04, 12:39
                      Jak dobrze wiedzieć, że ktoś mnie wspiera! Okazuje się,że wirtualne wsparcie,
                      to tez wiele.Nie jest dobrze, lecz lepiej. Staram sie ze wszystkich sił.
                      Pozdrowionka.
                  • parafon Do Kaab.y 23.02.04, 14:17
                    kaba.a napisała:

                    > Przykro mi, tylko na tyle mnie stać w tej chwili.
                    > Adamie! W Twoich wątkach wyczuwam coraz więcej zgorzknienia. Zacznij sie
                    > zbierać. Raz na jakis czas trzeba, nawet jeśli ma sie depresje. Ja tez
                    czasami
                    > musze wystawic głowe z ciemnej piwnicy.
                    === Chciałbym się zacząć zbierać, ale jakoś nie mam punktu zaczepienia do
                    zbierania się.

                    > I jeszcze jedno. Jestes niesprawiedliwy, pisząc, że nie odzywam się, bo wątek
                    > nudny. Moje życie, to równiez wyboista droga. a nie piszę, bo nie mam juz
                    > sił.Oczekiwałam z Twojej strony choc odrobinę wspólczucia, a jeśli nie to
                    > zrozumienia. Dostałam obojetność.
                    === Jak czytasz moje posty to wiesz, że nie jesteś mi obojętna. Czasem, jak to
                    mówiła Ana, "krzyczę", abyś się odezwała. Wiele osób mi też współczuje - to
                    działa dołująco. Chciałbym Ci pomóc - jeśli tylko potrafię.

                    > Nie ma przymusu pisania. Fakt! Ale po tylu miesiacach obecności tutaj, może
                    by
                    > tak choc troszeczke zainteresowania innymi?
                    === Interesuję się bardzo innymi. Czasami boję się cokolwiek napisać, aby nie
                    zaszkodzić. Jestem świadom swojego stanu (tak mi się przynajmniej wydaje) i nie
                    chcę, aby kogoś zkrzywdzić. Starczy zła w codziennym życiu. Rozumiesz?


                    • parafon Pramolan 23.02.04, 14:26
                      Zmusiłem się dzisiaj aby znowu pójść do "specjalisty". Nie mogłem już znieść
                      bezsennych czterech nocy z rzędu. Dał mi Pramolan. Czy ktoś wie, co
                      to za g... ?
                      Adam
                      • an_a1 Re: Pramolan 27.02.04, 04:53
                        Działa to podobnie jak Remeron depot.
                        To faktycznie wyjątkowa zaraza. Skutki uboczne mogą skutecznie zatruć życie.
                        Szczególnie przykre są objawy pozapiramidowe; podobno są niegroźne,pobobno
                        cofają się, pobobno nie zostawiwszy najmniejszego urazu. Nie wierz w to.
                        Nawet nie będziesz miał świadomości, że to ciągle to samo paskudztwo krąży Ci
                        we krwi. Będziesz szukał, sięgał po co raz nowe leki, ale żaden nie zniesie
                        tego, co Promolan Ci zdążył namieszać.
                        Jeśli jeszcze nie zażyłeś, nie bierz tego!!!
                        Zaniepokojona Ana
                        • parafon Re: Pramolan 27.02.04, 12:36
                          Co to są objawy pozapiramidowe?
                          • an_a1 Re: Pramolan 27.02.04, 15:56
                            parafon napisał:

                            > Co to są objawy pozapiramidowe?
                            Nie wiem, czy lepiej straszyć, czy też nie wystraszyć. W życiu bywa różnie...
                            Pokrótce: oczy uciekają w głąb głowy, świecisz białkami jakby był Haloween,
                            język staje kołkiem w gębie, wydajesz z siebie ledwie jakiś bełkot( nawet
                            śmieszne uczucie), ucisk w klacie, że zaczynasz zipać jak zgoniony pies, aby
                            wciągnąć w płuca jakiś łyk powietrza. Coś tam sie jeszcze działo, ale
                            zapomniałam. Mogę Cię zapewnić, ze prezentuje się to ekscytująco.
                            Pozdrawiam
                            Ana
                            • parafon Re: Pramolan 01.03.04, 10:01
                              Ile tego trzeba brać, żeby tak zadziałało?
                              Adam
                    • kaba.a Re: Adasiu Drogi! 25.02.04, 13:07
                      Nie faszeruje się chemią. Diagnoza, która sobie postawiłam brzmi: depresja
                      sytuacyjna. Wiem, że jeśli rozwiąże swoj problem, tylko ten jeden,
                      najważniejszy, wtedy się podniosę. I nie wiem, czy myśle dobrze, ale Ty
                      cierpisz na taka samą depresje sytuacyjną. Dlatego należy z całych sił dążyc do
                      rozwiazania. Nawet jeśli ono nie bedzie takie, jakiego bysmy sobie życzyli.
                      Prochy, w takiej sytuacji, to nie jest dobry pomysł. Ogłupią, ale nie zbliża w
                      żaden sposób do zakończenia sprawy.
                      Musisz zacząc sie zbierać i znależć punkt zaczepienia. Napewno, przez tych
                      kilka miesiecy uzbierało Ci sie troche spraw, które powinienieś załatwić i
                      których załatwienie odkładasz z dnia na dzień.Zacznij od tego.Wiem,że bedzie
                      trudno, sama przz to przchodzę, ale w koncu się uda. Zobaczysz,że poczujesz sie
                      wtedy o wiele lepiej. Ten stan może trwac krótko, ale na poczatek dobre i to.
                      Więcej postaram sie napisac wieczorem.Oczywiście, jeśli uda mi się zebrać na
                      tyle, aby włączyc komputer- czego sobie życzę. Tym bardziej, że mam taką
                      odkładaną od miesięcy sprawę.I musze ja załatwić.Może, gdy będe wiedziała, że
                      pchnęłam Cię do zrobienia poczatku, sama wezmę sie za to co spedza mi sen z
                      powiek.
                      • parafon Kaabusiu! 25.02.04, 15:15
                        Dzięki za piękne słowa!
                        jak już pisałem, nie cierpię chemii, bo uważam, że ogłupia, odziera z uczuć.
                        Ale czasami pozwala "łatwiej" przejść do następnego dnia. Na razie nie łykam
                        tego, bo nie wiem, jak to działa. Podobno pomaga, ale zdaniem konowałów
                        najlepiej wogóle byłoby się zaćpać i żyć jak paprotka. Albo nie mieć problemów.
                        Ja nie wiem, jaka jest moja depresja (i czy to jest depresja - ale tak mówią
                        konowały), ale generalnie to nie chce mi się już nic. Przysłowiowo wisi mi
                        ciepłym kalafiorem wszystko, robota (wiem, że to niebezpieczne), pieniądze (już
                        nie mam ochoty na ich zarabianie - chociaż nigdy nie maiałem ich za dużo),
                        picie (kac za bardzo męczy), kobiety (....). Bryndza totalna. Ale myślę
                        (jeszcze) że masz rację. Tylko jak się do tego zabrać?
                        Adam
                        • an_a1 Re: Kaabusiu! 27.02.04, 05:24
                          Jak zwykle opowiadam się za psychoterapią. Wiele lat temu, gdy zaczęłam
                          cierpieć na depresję, przypadkiem trafiłam na młodego psychologa; bez uprawnień
                          i większego doświadczenia. Co tam nim kierowało, nie wiem, pewnie intuicja.
                          Polecił mi odłożyć wszystkie leki, a na pociechę kupił mi przytulankę, dużego ,
                          puszystego misia. Poświęcił mi wiele czasu i cierpliwości, co dziwniejsze za
                          friko. W pewnym momencie wydawało się nam obojgu,że nie ma już dla mnie powrotu
                          do depresji, a ona przyjęła tylko inne, utajone formy.
                          Minęło tyle lat zagubiłam do niego adres, bo skąd mogłam wiedzieć, że będzie mi
                          jeszcze kiedykolwiek potrzebny. Teraz sobie myślę,że z tamtego chłopaka,
                          psychoterapeuty z wyboru i powołania, mógł rozwinąć się dobry specjalista w
                          wybranej dziedzinie. Wiem, że na powrót powinnam skorzystać z jego pomocy.
                          Stanowczo Ci polecam psychoterapię.
                          Pozdrawiam
                          Ana
                          • an_a1 Re: Kaabusiu! 28.02.04, 20:02
                            Odszukałam adres. To się sprawdza. Jestem już dużo dojrzalsza i w pełniejszym
                            stopniu potrafię korzystać z pomocy.
                            Przy okazji znów potwierdziła mi się pewna prawda: _Kto daje, ten bierze_.
                            Odrzuć prochy!
                            Pozdrawiam
                            Ana
                            • kaba.a Re: Do Any 29.02.04, 18:45
                              Rozumię, że znalazłaś adres psychologa. Może podziel sie ni z Adamem. Co prawda
                              nie wiem, czy on jest zainteresowany, bo cos za długo milczy.
                              Z pozdrowieniami
                        • kaba.a Re: Kaabusiu! 27.02.04, 08:56
                          Niestety, nie udało mi sie zebrać. Znów w domu nie podchodze do komputera.
                          Pewnie dlatego, że wisza nade mna nie załatwione sprawy, bardzoscisle zwiazane
                          z włączeniem tego bydlaka. Zła jestem na siebie coraz bardziej.Znów tłumaczę
                          sobie, że wszystko zrobie w sobote i niedziele. Ale która to już sobota i
                          niedziela......
                          Tym bardziej rozumie stan w jakim sie znajdujesz. I tym bardziej wiem, że
                          trzeba z tym walczyć.Czasami udaje mi się. I Ty tez musisz spróbować. Wiem, że
                          upłynie troche czasu zanim to zrobisz, ale przynajmniej myśl codziennie o tym,
                          co powinienes zrobić.Ustal sobie termin. Jesli go nie dotrzymasz- bedzie źle.
                          Ale to tez przezyjesz.Ustalisz nowy termin i tak do skutku.
                          Ana ma rację, chemia to straszne świństwo. Przeraziło mnie to co napisała o
                          leku, który zamierzasz sobie serwować.Psychoterapia napewno jest lepszym
                          rozwiazaniem. Jeśli nie jesteś na nia jeszcze gotowy- spróbuj porozmawiać
                          szczerze z kims bliskim( rodzicami, rodzeństwem lub przyjacielem). To bardzo
                          pomaga. Tylko niestety do tego tez trzeba dojrzeć.
                          Dojrzałes do rozmów na tym forum. Może, w takim razie, wygadaj sie przed nami.
                          Anonimowo. Mam wrażenie, ze nie powiedziałeś wszystkiego co Cie gryzie.
                          Decyzja, oczywiście, nalezy do Ciebie.
                          Mam tylko jedna prosbę: nie pogrążaj się bardziej. To jest Twoje życie. Pomyśl,
                          czy warto stracic wszystko przez kogos, kto się nie sprawdził.
                          Każdy z nas jest wyjatkowy. Ty również. Pamiętaj o tym.Nie rozmyslaj ciagle o
                          tym co Cie spotkało, choc wiem jakie to trudne.
                          Wstań! i idź dalej! Dźwigaj ten bagaż. Nikt nie uwolni Cie od niego. Tylko Ty
                          sam możesz spowodować, że nie bedzie tak ciążył. Jest to możliwe. Wiem o tym.
                          Ciągle pracuje nad zmniejszeniem ciężaru.
                          A na koniec...moge posłuzyc Ci za przytulankę, wirtualną. Pozdrawiam.
                          P.S. Adamie, czy masz dzieci?
                          • an_a1 Re: Kaabusiu! 28.02.04, 10:03
                            kab.a napisała(a):

                            > A na koniec...moge posłuzyc Ci za przytulankę, wirtualną.

                            A czy dałoby się załatwić coś takiego, oczywiście nie dla Adama, lecz dla mnie:
                            malutki , pstrokaty breloczek do kluczy w kształcie jeżozwierza. Oczywiście
                            wirtualnie.
                            Pozdrawiam
                            Ana

                            W zwiazku z poruszoną wcześniej tematyką wojskową nasuwa mi się pewna
                            oczywistość. Mądry generał po stoczonej bitwie ewakuował poranionych,
                            wyczerpanych chłopców na tyły. Miał przygotowane odwody. Cholerna polityka i
                            cholerne Lenino, cholerny niedowład, pozostawić Greków bez pomocy, gdy własnymi
                            siłami popędzili Niemca. Treż żeśmy tam byli. Agent nr 1. Wystarczyło dać
                            wsparcie.
                            Frontowcy wycofani na tyły wyspali się spokojnie, coś zjedli, coś łykli,
                            serdeczną opieka otoczyły ich Platerókwi i chwała im za to, i żadnych
                            niestosownych aluzji, bo zabije! Czasem kilka dni urlopu, wyjazd do rodziny. A
                            tam nie powiem, że wszystkie, ale po cześci, głópie baby, które nie wiedziały,
                            że facetom też trzeba się pozwolić wypłakać. I zamiast dać wsparcie, same
                            ociekały, dokładając ciężaru, który i tak jest ponad ludzkie siły.
                            Wracali na front wypoczęci, zaprawieni w boju żołnierze i swoim doświadczeniem
                            pomagali młodszym, którzy pod obstrzałem najnormalniej rąbali w portki i
                            wołali : mamo!,i w panice rzucali się do ucieczki, choćby i pod kule. Wcale, a
                            wcale to nie było śmieszne... Jednym z lepszych lekarstw był rubaszny śmiech i
                            przykład osobisty.
                            Pamiętam, czytałam o oficerze spod Monte Cassino, który dokonał cudu,
                            poderwawszy chłopców do natarcia. O nie, zalegający to nie byli tchórze, lecz
                            jest instykt życia... Wyprostowany jak struna stanął pod kulami, w odprasowanym
                            mundurze i lśniących oficerkach wyszedł przed linię załamanego natarcia.
                            Ze śmiechem żartował z żołnierzami. W pewnej chwili podnósł nogę i obejrzał
                            but._ O cholera, wlazłem w gówno!_ Salwa śmiechu...
                            Wstali.Poszli.
                            Ana

                            Ps. I dziwić się kobietom, że mają słabość do mundurów? Intuicja.
                            • kaba.a Re: Kaabusiu! 28.02.04, 11:32
                              an_a1 napisała:

                              > A czy dałoby się załatwić coś takiego, oczywiście nie dla Adama, lecz dla
                              mnie:
                              >
                              > malutki , pstrokaty breloczek do kluczy w kształcie jeżozwierza. Oczywiście
                              > wirtualnie.
                              > Pozdrawiam
                              > Ana
                              >
                              jasne! Juz jest Twój. Przyjemnego użytkowania.
                              \Kaba.
                              • an_a1 Re: Kaabusiu! 28.02.04, 20:12
                                kaba.a napisała:

                                > an_a1 napisała:
                                >
                                > > A czy dałoby się załatwić coś takiego, oczywiście nie dla Adama, lecz dla
                                > mnie:
                                > >
                                > > malutki , pstrokaty breloczek do kluczy w kształcie jeżozwierza. Oczywiści
                                > e
                                > > wirtualnie.
                                > > Pozdrawiam
                                > > Ana
                                > >
                                > jasne! Juz jest Twój. Przyjemnego użytkowania.
                                > \Kaba.

                                Jakichże to przyjemności można się spodziewać po bliskich stosunkach z
                                jeżozwierzem?
                                Człowiek - twarde bydle - do wszystkiego przywyknie. Da się nawet polubić
                                pewnego rodzaju perwersje... Psychopatom dość często to się zdarza.
                                Najważniejsze to NIE ZGUBIĆ KLUCZY.
                                Pozdrawiam
                                Ana
                                • parafon Breloczek 02.03.04, 21:22
                                  Ana
                                  Chciałbym Ci podarować breloczek do kluczy. Taki niezbyt duży i nie za bardzo
                                  kanciasty, aby nie kaleczył kieszeni. W kształcie chmurki, błękitnej, u dołu
                                  leko podbielonej. Z łańcuszkiem, którego ogniwami są małe serduszka. Zapięciem
                                  jest posrebrzana z lekka zwinięta dłoń. Trzymająca klucze.
                                  Miłego użytkowania.
                                  Adam
                                  • kaba.a Re: Breloczek 02.03.04, 23:02
                                    Prezent w sam raz dla Any, która wciąż buja w obłokach. Napewno jej sie
                                    spodoba.Jeżozwierz wysiada.
                                    A te serdusza, to wszyscy przychylini ludzie, w tym również ja.
                                    Ano! Jestes szczęściarą.
                                    Kaba
                          • rollex Re: Kaabusiu! 28.02.04, 18:16
                            kaba.a napisała:

                            > Niestety, nie udało mi sie zebrać. Znów w domu nie podchodze do komputera.
                            > Pewnie dlatego, że wisza nade mna nie załatwione sprawy, bardzoscisle
                            zwiazane
                            > z włączeniem tego bydlaka. Zła jestem na siebie coraz bardziej.Znów tłumaczę
                            > sobie, że wszystko zrobie w sobote i niedziele. Ale która to już sobota i
                            > niedziela......

                            zaczęłaś coś? pozdrawiam
                            • an_a1 Re: Kaabusiu! 28.02.04, 20:30
                              rollex napisał:

                              > kaba.a napisała:
                              >
                              > > Niestety, nie udało mi sie zebrać. Znów w domu nie podchodze do komputera.
                              >
                              > > Pewnie dlatego, że wisza nade mna nie załatwione sprawy, bardzoscisle
                              > zwiazane
                              > > z włączeniem tego bydlaka. Zła jestem na siebie coraz bardziej.Znów tłumac
                              > zę
                              > > sobie, że wszystko zrobie w sobote i niedziele. Ale która to już sobota i
                              > > niedziela......
                              >
                              > zaczęłaś coś? pozdrawiam

                              Pozwól, że się wtrącę, ale tu nie chodzi o zwykłe lenistwo. Rzeczywiście,
                              więcej znacząca jest obawa przed kompem. Też nigdy nie wiem, jaki numer mi
                              wytnie; co zeżre, co wyśle,a co podpisze zaczerpniętym nie wiedzieć skąd
                              nickiem, a na pozór moim, z jakiej nieznanej mi skorzysta skrzynki.

                              Najważniejsze jednak to ustalić hierarchię problemów, a te się z sobą splatają,
                              jeden wynika z drugiego, ten generuje trzeci... Motek splątanej włóczki, ale
                              nie ma takiego, kórego by się nie dało nawinąć na kłębek. Podobno
                              najefektywniej jest rozmawiać rzeczowo, tak jak proponuje vonBraun, nie wiem ,
                              czy znasz taka osobę, więc należy samodzielnie sprecyzować zagadnienia do
                              rozmowy. To wymaga i trudu, i czasu, i wielkiego skupienia.
                              Pozdrawiam
                              Ana
                              • parafon Re: Kaabusiu! 02.03.04, 21:34
                                > > > Niestety, nie udało mi sie zebrać. Znów w domu nie podchodze do kompu
                                > tera.
                                > >
                                > > > Pewnie dlatego, że wisza nade mna nie załatwione sprawy, bardzoscisle
                                >
                                > > zwiazane
                                > > > z włączeniem tego bydlaka. Zła jestem na siebie coraz bardziej.Znów t
                                > łumac
                                > > zę
                                > > > sobie, że wszystko zrobie w sobote i niedziele. Ale która to już sobo
                                > ta i
                                > > > niedziela......
                                > >
                                > > zaczęłaś coś? pozdrawiam
                                >
                                > Pozwól, że się wtrącę, ale tu nie chodzi o zwykłe lenistwo. Rzeczywiście,
                                > więcej znacząca jest obawa przed kompem. Też nigdy nie wiem, jaki numer mi
                                > wytnie; co zeżre, co wyśle,a co podpisze zaczerpniętym nie wiedzieć skąd
                                > nickiem, a na pozór moim, z jakiej nieznanej mi skorzysta skrzynki.
                                Masz chyba robala MyDoom - inaczej bydlak (zależy od systemu) wiesza się albo
                                nie chce czegoś zrobić. Ale nie obarczaj się jakoąkolwiek winą. Jeśli masz
                                MSWindoes, to wiedz, że do każdej wersji jest po kilkanaście tysięcy poprawek.
                                Don't worry by MSW client:-)

                                >
                                > Najważniejsze jednak to ustalić hierarchię problemów, a te się z sobą
                                splatają,
                                >
                                > jeden wynika z drugiego, ten generuje trzeci... Motek splątanej włóczki, ale
                                > nie ma takiego, kórego by się nie dało nawinąć na kłębek. Podobno
                                > najefektywniej jest rozmawiać rzeczowo, tak jak proponuje vonBraun, nie
                                wiem ,
                                > czy znasz taka osobę, więc należy samodzielnie sprecyzować zagadnienia do
                                > rozmowy. To wymaga i trudu, i czasu, i wielkiego skupienia.
                                > Pozdrawiam
                                > Ana
                                Von Braun (może nie ten) wynalazł dalekosiężne działo (albo wynalazł jego
                                zastosowanie). Im bardziej skomplikowane jest tłumaczenie, tym bardziej
                                jest "odpychane" - nie rozumiane, nie ma ochoty na jego zrozumienie. Szewczuk -
                                Podstawy psychologii, tom I
                                Adam
                                • rollex Re: Kaabusiu! 02.03.04, 23:09
                                  parafon napisał:


                                  > Masz chyba robala MyDoom - inaczej bydlak (zależy od systemu)

                                  eee, nie strasz , może to tylkko depresja..pozdrawiam
                            • kaba.a Re: Kaabusiu! 28.02.04, 21:07
                              Ależ skąd. Mam jeszcze niedzielę.
                              Cha, cha.
                              • rollex Re: Kaabusiu! 28.02.04, 21:31
                                tak myślałem :)
                                • kaba.a Re: Do Rollexa 29.02.04, 18:55
                                  Oto moja niedziela. Niedawno zwlokłam się z łóżka. Koszmar!Umyłam głowę.
                                  Sukces! Jutro znów musze iść do pracy. Wole o ty nie mysleć! A wczoraj
                                  zignorowałam umówioną fryzjerkę, no więc dzisiaj mam za swoje. Juro będe sie
                                  wściekąć na włosy i od rana miec zły humor. Na coś trzeba zwalic!Włosy mokre,
                                  tysiąc szczotek na nim, a ja piszę do Was. Świetnie! Czy zrobie, to co
                                  zamierzałam? Nakrzycz na mnie, potrzebuje silnego bodźca.
                                  To, że cała noc przede mną, już sobie mówiłam.
                                  Moje dziecko pilnie studiuje zasady dynamiki Newtona. Może pouczę sie z nim?
                                  Znów mam wymówkę!
                                  Muszę sprawdzić, czy rzeczywiscie pochłania widzę o zasadach dynamiki, czy aby
                                  nie o innych.
                                  Pozdr
                                  • rollex Re: Do Rollexa 01.03.04, 22:30
                                    kaba.a napisała:
                                    Nakrzycz na mnie, potrzebuje silnego bodźca.

                                    <....pi ...pi ..pi > może harmonogram prac? i rozliczanie się z zamierzeń > od
                                    kiedy zaczynamy?
                                    P.S. ja naprawdę wierzę w Ciebie, zacznij od drobiazgów ale systematycznie :) i
                                    wstań jutro w dobrym humorze , rozpocznij lepszy, spokojniejszy etap życia ,
                                    czego Ci serdecznie życzę, obiecując kibicowanie w tej ciężkiej lecz ważnej
                                    sprawie
                                    • kaba.a Re: Do Rollexa 02.03.04, 19:19
                                      Cześć!
                                      Ale nakrzyczałeś! Tyko mnie to ubawiło, napewno nie zmobilizowało. Zmobilizował
                                      mnie cos zupełnie innego, nie uwierzysz. Otóż, sam fakt, że o tym pisałam
                                      tutaj, sprawił,że poczułam sie bardzo odpowiedzialna, szczególnie przed Tobą.
                                      Poczułam sie tak, jakbyśmy byli bardzo bliskim znajomymi i to sprawiło, że nnie
                                      chciałam, abys widział mnie rozmemłaną i rozlazłą, ale nadal uporządkowaną. Nie
                                      zrobiłam oczywiscie wszystkiego, ale zamknęłam jedną sprawe, ato już ogromny
                                      sukces. Zbieram siły(psychiczne) przed nastepnymi, kolejna już rozpoczęłam. Mam
                                      nadzieje, że pomożesz mi skończyć.Tylko krzycz na mnie bardziej wyraziście, bo
                                      znów bedę musiała sie śmiac.
                                      Może nie wstałam dziś w najlepszym humorze, a juz napewno nie rozpoczęłam
                                      spokojniejszego etapu w życiu. Cały dzień udzielałam sie społecznie ( nawet nie
                                      miałam czasu do Was zajrzeć). Jestem wykończona, ale dumna z tego co zrobiłam i
                                      jestem teraz w dobrym humorze. Nie zepsuła go nawet myśl, że naraziłam sie dzis
                                      kilku osobom. Ważne jest to, że kogos ucieszyła, kogos innego dopiero uciesz
                                      moja praca. A i ja na tym zyskałam- musze odbudowac swoje dobre imię. Chyba
                                      dzis mi sie udało.
                                      I jeszcze jedna rzecz: uswiadomiłam sobie, że nie powinnac niczego forsowac na
                                      siłe, nie dażyc za wszelka cene do swoich celów. W koncu one nie muszą być
                                      tożsame z celami osób, od których próbuje cokolwiek egzekwować. Lepiej mi z tą
                                      świadomością. No, może nie lepiej- spokojniej.
                                      Pozdrawiam
                                      Kaba
                                      • parafon Re: Do Rollexa 02.03.04, 21:49
                                        Kabuś!
                                        Nie masz pojęcia, jak to, co ostatnio piszesz, dobrze działa!!! Czuć coś
                                        pozytywnego, jakieś wyjście z szarości!!! Rollex - jesteś Thebeściak!!!
                                        Adam
                                      • rollex Re: Do Rollexa 02.03.04, 22:38
                                        kaba.a napisała:

                                        > Cześć!
                                        > Ale nakrzyczałeś! Tyko mnie to ubawiło, napewno nie zmobilizowało.
                                        >
                                        KABAAAAAAAA ..zwariowałaś??? przecież zrobiłaś więcej za jeden dzień niż przez
                                        cały 2004 rok !!! <straszny_krzyk_i_utyskiwanie> przepracujesz sie niebogo !!
                                        <teraz_wrzask_juz_okrutny_ze_az_gardlo_boli>

                                        nooo, mam nadzieje,że po takiej awanturze kabo ze zdwojoną (tylko?) energią
                                        wstaniesz w środę pełna sił i zapału. Miłej nocy
                                        • parafon Re: Do Rollexa 03.03.04, 12:19
                                          No i jak Kabuś?
                                          Serdeczny palec w górę i do boju, jak to mówi Ana :-)
                                          • kaba.a Re: Do Rollexa 03.03.04, 18:19
                                            Właśnie wtedy, gdy to pisałes walczyłam. Skąd wiedziałes? Szósty zmysł?
                                            • parafon Re: Do Rollexa 04.03.04, 15:30
                                              Nie mam pojęcia. Ale ja czasami wierzę w szósty zmysł, intuicję, przeczucie czy
                                              jak to tam zwał. Oczywiście wygrałaś.
                                              Pozdrawiam
                                              Adam
                                • parafon Re: Kaabusiu! 02.03.04, 21:43
                                  A ja mam jeszcze poniedziałek! :-) I kawałek wtorku :-)
                                  • kaba.a Re:Panowie 02.03.04, 22:57
                                    Słuchajcie Panowie. Adamie i Jacku!(czy tak mogę?- pytam z wielka nieśmiałością)
                                    Bardzo mi dobrze z Wami.Cieszę sie, że tu jestem.Moje gadanie o tym, jak mi sie
                                    nic nie chce, dzieki Wam, okazało się zbawienne w skutkach. To Wy mnie
                                    mobilizujecie.
                                    Adamie! Weź ze mnie przykład.
                                    Tak, jakos do tej pory, wydawało mi sie, że Twojej kuruazji zawdzięczam te miłe
                                    słowa kierowane do mnie. Trudno było mi uwierzyc, że Tobie pomaga ten bełkot.
                                    Ale cos sie zmienia. Może u Ciebie też drgnie.
                                    Wyrwać się z marazmu- to pierwsze zadanie na wiosne.
                                    Dzięki za wszystko.
                                    A wiesz Rollex,że to przez Was nic nie robię, bo wale w klawiaturę. Znów mam na
                                    kogo zwalić.
                                    Zadanie na jutro: skończyc druga mapę. Pilne!
                                    Chcecie wiedziec co robię?
                                    Ściskam Was
                                    kaba
                              • an_a1 Re: Kaabusiu! 28.02.04, 22:44
                                Niedziela to świąteczny dzień, nie tylko lenienia.
                                Ana
                                • an_a1 Re: Kaabusiu! 28.02.04, 22:51
                                  an_a1 napisała:

                                  > Niedziela to świąteczny dzień, nie tylko lenienia.
                                  > Ana

                                  Bywają oczywiście większe święta. Od czegoś trzeba jednak zacznać. Dla
                                  niewierzących niedziela jest całkiem akurat; trochę codzienna, a jednak
                                  odświętna.
                                  W każdym bądź razie to nie sobota.
                                  Pozdrawiam
                                  Ana
                                  • parafon Re: Kaabusiu! 02.03.04, 21:55
                                    Odpisujesz na własne posty ? :o)
                                    Jeżeli piszesz, że dla niewierzących, to sprecyzuj w co niewierzących, albo w
                                    co wierzących. Według Biblii (sacrum dla chrześcijan), dniem świątecznym
                                    jest... sobota. Niedziela jest dniem świątecznym administracyjnie naznaczonym,
                                    nie kanonami religijnymi.
                                • an_a1 Re: Kaabusiu! 28.02.04, 23:07
                                  an_a1 napisała:

                                  > Niedziela to świąteczny dzień, nie tylko lenienia.
                                  > Ana

                                  Znów coś się wyrabia z moim kompem. Coś łyknął, co przed chwilą klepnęłam.

                                  Niedziela dla niewierzących to stosowny dzień, żeby podjąć refleksję nad
                                  zasadnością nawrócenia. Nieznaczne to święto pomiędzy innymi, bardziej
                                  przypomina codzienność, ALE od czegoś trzeba zacząć.
                                  Stanowczo od początku, wolniutko, małymi krokami, cierpliwie.
                                  Na drodze ku wierze zaczynam dostrzegać jakąś perspektywę, choć zaledwie krok,
                                  może dwa...lecz jest to prawdziwe.
                                  Pozdrawiam
                                  Ana
                                  • parafon Ana 02.03.04, 22:07
                                    Uzależniając nasilenie, koncentrację wiary od dnia tygodnia tworzysz fikcję
                                    wiary (nie Ty pierwsza). Wierzy się w coś niezależnie od daty czy godziny,
                                    celebruje w wyznaczone dni, ale które dni są prawdziwe? Kalendarz juliański czy
                                    gregoriański? A może Majów? Czy dzisiaj jest Wtorek czy Moreten, jak chciał
                                    Robespieree? Czy mamy rok 2004, 5012, czy też tylko 1022 (Chiny). Czy wiara
                                    jest uzależniona od zegarka czy też książeczki z datami? Dlaczego tydzień u nas
                                    zaczyna się w poniedziałek, a np. a Anglii, w niedzielę?
                                    Błagam, nie wplataj religii (jakiejkolwiek) w to, o czym staramy się rozmawiać.
                                    Adam, chrześijanin
                          • parafon Re: Kaabusiu! 01.03.04, 10:13
                            Adresem jestem zainteresowany. Chyba już pora.
                            Ja się nie pogrążam. To mnie pogrąża.
                            Dzieci mam. Prawie że wirtualne.
                            Za przytulankę dziękuję. Działa :-)
                            Pozdrawiam
                            Adam
                            • kaba.a Re: Adamie 01.03.04, 10:47
                              parafon napisał:

                              > Dzieci mam. Prawie że wirtualne.
                              Teraz nie mów mi, że nie wiesz od czego zacząć. Spraw,zby dzieci stały sie
                              rzeczywiste. Znów sie bede powtarzac i bede nudna: wiem, że to trudne(sama to
                              przerabiam), ale choc próbuj sie przełamać. Pierwsza Twoja szansa w dzieciach.
                              Jeszcze wszystko mozna naprawić. Przeciez dzieci, to część nas. Trzeba miec z
                              nimi kontakt. One odpłacą. Dobrem. Jesli stosunki między wami nie są najlepsze-
                              pracuj. Mozół i trud sie opłacą. Pomoże Ci to zapomnieć, a jeśli nie, to
                              napewno złagodzi Twoją gorycz.
                              Nie powinnam tego mówić- bo to nie działa, ale powiem: weż sie w garść. Choc
                              spróbuj. Taka jest moja prosba.
                              Pozdrawiam gorąco.
                              > Za przytulankę dziękuję. Działa :-)
                              > Pozdrawiam
                              > Adam
                              • parafon Re: Adamie 02.03.04, 22:23
                                Rzeczywistość dzieci jest taka, że kontakt to mamy. Jetem "dobry tatuś" jak się
                                z nimi spotykam (średnio co dwa tygodnie) i daję im kieszonkowe albo idziemy
                                na zakupy. Jak proponuję przykładowo wspólny wyjazd na sobotę-niedzielę, to
                                albo mama mówi, że nie można, albo nie ma ochoty. To dla mnie początkowo było
                                straszne, ale teraz wiem, że córa jest przy mnie, ale syna straciłem, bo ma
                                charakter matki. Przykro tak pisać, ale Kabaa mnie przekonała. Dlatego takim
                                ciosem dla mnie było postępowaanie mojej "przyszłej". Po rozwodzie sytuacja
                                była do kitu, szukałem kogoś, na kimś się maohę oprzeć. Początkowo było
                                wpaniale. Potem okazałaqsię "komercja". Tak to odebrałem. I nie potrafię się do
                                dzisiaj pozbierać. Naiwność? Wygórowane potrzeby? Ja tylko chcę kochać i być
                                kochanym! I ufać.
                                Adam
                                • kaba.a Re: Adamie 02.03.04, 23:15
                                  Smutne jest to, co napisałeś. Jesli chcesz byc bliżej z dziećmi, a mam
                                  nadzieję, że tak, sa przecież cząstką Ciebie i to tą najlepszą-walcz o to.
                                  Nigdy nic nie jest stracone do konca.
                                  Złowisz dwie ryby na jedną wedkę: więź z dziećmi i otrząśniećie sie po całej
                                  tej historii.
                                  Próbuj.
                                  To trudne, ale jednoczesnie łatwe. Jestes przecież mądrym człowiekiem.
                                  kaba.
                                  • parafon Re: Adamie 03.03.04, 12:26
                                    Kaba,
                                    Nie wiem, co to znaczy być mądrym człowiekiem. Niestety. Nie widzę rzeczy
                                    mądrych. Wokół same głupoty i "to miało być nie tak". Nie potrafię pozbyć się
                                    wrażenia, że cokolwiek bym nie zrobił, zawsze będzie nie tak.
                                    Pozdrawiam
                                    Adam
                                    • kaba.a Re: Adamie 03.03.04, 18:17
                                      Może własnie to że nie wiesz, jest tą mądroscią.
                                      Zawsze po fakcie twierdzimy, że moglismy zrobic to lepiej, więc to co myslisz,
                                      to normalka. Mam to samo. Tak to jest jak chce sie byc perfekcjonista i bardzo
                                      wysoko stawia sie sobie poprzeczke.
                                      I juz nie jęcz. Poptrz w góre , na swoją poprzeczkę i myśl co zrobić,aby znów
                                      jej dosiegnąć.
                                      • parafon Re: Adamie 04.03.04, 15:36
                                        Może i masz rację, lecz ja tej mądrości nie czuję. Nie mam żadnych aspiracji,
                                        aby być perfekcjonistą. Ja po prostu chcę, aby mi się coś czasami udało. I nic
                                        więcej. Nie zawsze udawało, ale czasami. Moja poprzeczka to chyba leży na
                                        podłodze;-). Jak patrzę w górę to nie widzę tego, co z przodu.
                                        Z tym jęczeniem to mnie zawstydziłaś.
                                        Pozdrawiam
                                        Adam
                                        • kaba.a Re: Adamie 05.03.04, 10:18
                                          parafon napisał:


                                          >Ja po prostu chcę, aby mi się coś czasami udało.
                                          Musisz chciec jeszcze mocniej. Cierpliwości. Wkrótce sie uda.
                                          >Moja poprzeczka to chyba leży na podłodze;-)
                                          Nie wiem, czy mnie kokietujesz, czy naprawde masz takie mniemanie osobie. Jesli
                                          to drugie, to naprawde masz problem.
                                          >Jak patrzę w górę to nie widzę tego, co z przodu.
                                          Czyżbys był aż tak małego wzrostu?A moze małej wiary.
                                          > Z tym jęczeniem to mnie zawstydziłaś.
                                          Bo o to mi chodziło. Narazie nie jest żle z Tobą choc w tej materii
                                          > Pozdrawiam
                                          > Adam
                                          Ja też.
                  • an_a1 Re: Witajcie! 27.02.04, 05:30
                    kaba.a napisała:

                    > Specjalne pozdrowienia kieruje do rolexa. Dlaczego?
                    Bo złoty...
                    Uświadamia Ci też pewne zjawisko, które da sie oswoić, ale nie powstrzymać.
                    Pozdrawiam
                    Ana
                    • kaba.a Re: Pudło! Ano 27.02.04, 08:37
                      Bez trafienia!. Próbuj dalej.
                      A swoja drogą, to zazdroszczę Ci, że udało Ci sie oswoic czas. Ja tego nie
                      potrafię. A chciałabym i jedno i drugie, choc to drugie, może nie w tej chwili.
                      Całusek.
                    • rollex Re: Witajcie! 27.02.04, 08:54
                      an_a1 napisała:

                      > kaba.a napisała:
                      >
                      > > Specjalne pozdrowienia kieruje do rolexa. Dlaczego?
                      > Bo złoty...
                      >

                      rolex moze i zloty ..ale ja jestem roLLex, no chyba , ze o zlotym sercu :)
                      pozdrawiam dawno nie czytana ane
                      • kaba.a Re: Witajcie! 27.02.04, 09:02
                        Tak sobie teraz pomyślałam,że Lex to prawo. Czyżby ten nick od praworzadności?
                        To nawet podobałoby mi sie bardzo. Kiedyś kochałam prawo. Ale wtedy nie było
                        tak badziewne.Cóż, sentyment pozostał.
                        Pozdrawiam Cie ROLLEX.
                        • rollex Re: Witajcie! 27.02.04, 09:05
                          wlasciwie od pozdrowień powinnienem zaczynać dzień, dlatego serdecznie Cie
                          pozdrawiam kaba i pytam co u Ciebie- mam nadzieje ,że wszystko lepiej.
                          • kaba.a Re: Witajcie! 27.02.04, 11:37
                            Wielkie dzieki za zainteresowanie moim losem. To miłe i budujące.
                            Szkoda tylko, że u mnie nie lepiej. Ale walczę. Za swoje długoletnie zmagania
                            ze soba powinnam otrzymac tytuł honorowego wojownika.
                            A jak Twoje "złote serce"?
                            • kasiajulia Re: Witajcie! 27.02.04, 11:50
                              Ściskam Cię Kaba, Twoje honorowe wojownicze serce.
                              Katarzyna.
                            • rollex Re: Witajcie! 27.02.04, 11:59
                              kaba.a napisała:


                              > A jak Twoje "złote serce"?

                              hmmm..czy ono takie "złote" ? może i ja mam w sobie zbyt wiele narcyzmu i
                              egoizmu, lecz równocześnie po wielu latach zaślepienia własną osobą zacząłem
                              dostrzegać zło jaki wyrządziłem innym, szczególnie bliskim - i nie jest mi z
                              tym dobrze- uwierz- pozdrawiam
                              • parafon Re: Witajcie! 27.02.04, 12:44
                                Nie da się przejść przez życie nikogo po drodze nie krzywdząc. Tak może być
                                tylko w książkach.
                                Adam
                                • kaba.a Re: Witajcie! 27.02.04, 12:59
                                  Wiemy, wiemy doskonale. Ale, czy Ty aby nie unikasz odpowiedzi na moje pytania?
                                  • parafon Re: Witajcie! 01.03.04, 10:18
                                    Nie unikam. Tylko czasami nie wiem, co odpowiedzieć, a czasami nie wiem jak
                                    odpowiedzieć.
                                    • kaba.a Re: Adamie 01.03.04, 10:53
                                      parafon napisał:

                                      > Nie unikam. Tylko czasami nie wiem, co odpowiedzieć, a czasami nie wiem jak
                                      > odpowiedzieć.
                                      Tu możesz czuc sie swobodnie i mówic prawdę. Tu jest sie anonimowym i dlatego
                                      wiekszość z nas, a ja napewno, znalazłam sie tutaj.
                                      Głowa do góry.
                                      Zacząłeś sie otwierać, zrób to do końca, może byc krok po kroczku.
                                  • rollex Re: Witajcie! 01.03.04, 10:57
                                    kaba.a napisała:

                                    > Wiemy, wiemy doskonale. Ale, czy Ty aby nie unikasz odpowiedzi na moje
                                    pytania?

                                    Ja? masz rację , unikam :)
                                    • kaba.a Re: Do Rollexa 02.03.04, 19:23
                                      Na które z pytań nie odpowiedziałeś? Przypomnij mi.
                                      • rollex Re: Do Rollexa 02.03.04, 23:15
                                        kaba.a napisała:

                                        > Na które z pytań nie odpowiedziałeś? Przypomnij mi.

                                        geneza powstania mojego nika? poprosze o następny zestaw pytań..
                                        • kaba.a Re: Do Rollexa 02.03.04, 23:27
                                          O! To jest bardzo proste:
                                          1. Jestes tak obrzydliwie bogaty, że nic innego nie wpadło Ci do głowy.
                                          2. Martwisz się, że czas upływa Ci zbyt szybko, a ten nick przypomina Ci o tym,
                                          a Ty masz jeszcze tyle rzeczy do zrobienia.
                                          3.Nabyłes ostatnio to cudo i nie możesz sie nim nacieszyć
                                          4. A może to zupełnie co innego, tylko niestety nie wpadłam jeszcze na to, ale
                                          obiecuje przeprowadzic dogłębną analize każdej literki.
                                          Pozdr.
                                          Kaba
                                          • kaba.a Re: Do Rollexa 02.03.04, 23:31
                                            Z ostatniej chwili: może rolujesz wszystkich, badź sam zostałes wyrolowany?
                                            kaba
                                            A może jestes wielkim zwolennikiem rolek?
                                            Dość!
                                            • rollex Re: Do Rollexa 03.03.04, 12:48
                                              kaba.a napisała:

                                              > Z ostatniej chwili: może rolujesz wszystkich, badź sam zostałes wyrolowany?
                                              > kaba
                                              > A może jestes wielkim zwolennikiem rolek?
                                              > Dość!

                                              Baaaaardzo blisko ..rolki, dźwignice....i....
                                              • kaba.a Re: Do Rollexa 03.03.04, 18:29
                                                rollowanie. To własnie mi robisz. Nie mam amarantowego pojecia o co chodzi.
                                                Kojarzy mi się to z wykonawstwem budowlany, np rolka papy, ale dżwignica, o
                                                dźwigania, ale czego? nie mecz mnie. Mam dzis wyprany mózg. Nie badź okrutny,
                                                bo sie zawezme i kiedys wpadne na trop. A może to cos zwiazane z samochodami?
                                                Mój drogi, powiedz Ty mi prosze, kim jestes z zawodu? To takie niewinne pytanie.
                                                • kaba.a Re: Do Rollexa 03.03.04, 18:34
                                                  A mozeby tak wziąć Cie podstepem? Muszę obmyślec fortel. Potrzebna mi do tego
                                                  Ana- specjalista od strategii wojskowej.
                                                  Ano! Pomocy
                              • kaba.a Re: Witajcie! 27.02.04, 13:06
                                Wierzę!Doświadczam.
                                Przekonałam się, że nawet najmniejsze<doberko>, które damy z siebie innym,
                                wróci do mnie. Zapewne tak samo jest ze złem i z krzywdami, które wyrzadzamy
                                innym. To tez do nas wraca.
                                Dobrze, że wreszcie dostrzegłes cos co bylo w Tobie. Teraz nastepny etap:
                                naprawianie tego zła. Może nie wszystko, ale napewno coś da sie naprawić.
                                Powodzenia.
                                Zrobisz malutki kroczek w tym kierunku i poczujesz sie wtedy lepiej.Spróbuj.
                                O to samo prosze Adama, ale jest oporny.
                        • an_a1 Re: Witajcie! 27.02.04, 16:21
                          kaba.a napisała:

                          > Tak sobie teraz pomyślałam,że Lex to prawo. Czyżby ten nick od
                          praworzadności?
                          > To nawet podobałoby mi sie bardzo. Kiedyś kochałam prawo. Ale wtedy nie było
                          > tak badziewne.Cóż, sentyment pozostał.
                          > Pozdrawiam Cie ROLLEX.
                          Kabusiu, lexykon, lexus.
                          Słowa są muzyką. Istnieje przekład wszystkiego na wszystko. Właśnie się
                          wybieramy z kolegą po fachu na koncert Rzymskiego Dworaka.
                          Toyota to speed. Starczy na avensis w głębokim, eleganckim kolorze.
                          Za pasem wakacje. Trza myśleć o przyszłości!
                          Na razie odpocząć...
                          Pozdrawiam
                          Ana

                          Ps. Swoją drogą _lexykon i lexus_ ładnie się kojarzą.
                          • kaba.a Re: Witajcie! 27.02.04, 20:43
                            Tak to juz jest, pierwsze skojarzenia dotyczą tego co jest nam najbliższe.
                            Widocznie prawo jest mi bliższe od słownika. A swoją drogą, to wydaje mi się,
                            że niestosuje sie pisowni przz X tylko przez ks9 w leksykonie- oczywiście)
                            Trzymaj sie.
                        • an_a1 Re: Witajcie! 27.02.04, 16:42
                          kaba.a napisała:

                          > Tak sobie teraz pomyślałam,że Lex to prawo. Czyżby ten nick od praworzadności?

                          Co lepsze: rządy prawa czy też moralnośći?
                          Ana

                          • kaba.a Re: Witajcie! 27.02.04, 20:46
                            Odwieczny dylemat. Wszystko zależy zarówno od prawa, jak i od moralności.
                        • an_a1 Re: Witajcie! 28.02.04, 23:17
                          kaba.a napisała:

                          > Kiedyś kochałam prawo. Ale wtedy nie było
                          > tak badziewne.Cóż, sentyment pozostał.
                          Nie było badziewne, bo trzymało się w ryzach praw naturalnych.
                          Czy użyłaś właściwego słowa_sentyment_? Mnie tu lepiej pasuje _tęsknota_.
                          Ana
                          > Pozdrawiam Cie ROLLEX.
                          • kaba.a Re: Do Any 29.02.04, 18:42
                            Nie zgodze sie z Tobą., bo teraz prawo stanowione(ludzkie) jest bliżej prawa
                            naturalnego. Kiedyś reprezentowało interesy określonej grupy, ale jednej.I ta
                            grupa, co by nie powiedzieć, czasami miała na wzgledzie dobro jednostki. Ale
                            teraz- nie. Wieczne przepychanki. Każdy chce byc ważny i przemycic własnego
                            knota. Każdy przepis zmienia sie tak szybko, że nie można niczego planować. Nie
                            wierzę tym, którzy mówią: ustawy za łapówki- niemożliwe. Przy tak częstej
                            zmianie prawa, ustawy muszą byc sprzedawane.
                            Teraz zazdroszczę tym, którzy nie muszą poruszac się w tym zagmatwanym i
                            sprzecznym gąszczu przepisów.Jakże błogo jest życ w nieswiadomości.
                            Masz chyba racje w jednym: tęsknota. Stałe prawo nie zmuszało mnie do wiecznego
                            studiowania, interpretacji i nauki nowych procedur. A terz, każda sprawa- inna
                            procedura. Koszmar.
                            Z pozdrowieniami.
                      • an_a1 Re: Witajcie! 27.02.04, 16:07
                        rollex napisał:

                        > rolex moze i zloty ..ale ja jestem roLLex, no chyba , ze o zlotym sercu :)
                        > pozdrawiam dawno nie czytana ane

                        Nie piszę, bo myślę. Nigdy byś nie zgadł o czym: o pacyfie. Pewien stary
                        żołnierz dorobił się aureoli, bo przez 60 lat czuje się mordercą. Do dacha
                        pacyfiście!
                        Przedziwne bywają zakamarki kontekstów.
                        Pozdrawiam
                        Ana
                    • rollex Re: Witajcie! 28.02.04, 18:24
                      an_a1 napisała:

                      > Uświadamia Ci też pewne zjawisko, które da sie oswoić, ale nie powstrzymać.
                      > Pozdrawiam
                      > Ana


                      A jakież to zjawisko? ano (ubierz gumowe buty..)
                      • an_a1 Re: Witajcie! 28.02.04, 23:48
                        rollex napisał:

                        > an_a1 napisała:
                        >
                        > > Uświadamia Ci też pewne zjawisko, które da sie oswoić, ale nie powstrzymać
                        > .
                        > > Pozdrawiam
                        > > Ana
                        >
                        >
                        > A jakież to zjawisko? ano (ubierz gumowe buty..)

                        Powstrzymać- zatrzymać-otrzymywać-przetrzymywać-podtrzymywać.; wyrazy o
                        podobnej budowie.
                        Rdzeń i temat są takie same. Reszta to formalne różnice. Gramatyka opisowa nie
                        wartościuje, historyczna tłumaczy. Byle nie komparatystyka.
                        Wszystko w swoim czasie. Ktoś mnie uczył: _Nic na siłę_.
                        Dopuszczam myśl, że mogę się mylić. Językoznawstwa w takim aspekcie nie uczono
                        na studiach. Jestem na etapie kompilacji znaczeń. Może napiszę przy czyjejś
                        pomocy całkiem niezłą magisterkę. Kto wie, może nawet machnę doktorat.

                        Znów o wojsku. Chłopcy spod Baligrodu pieszo szli na Pomorze, bo tam czekało
                        niezżęte, a dojrzałe, zasiane jeszcze przez Niemców zboże. W wyzwolonej Polsce
                        brakowało chleba. Ścigali się z czasem. Maszerując, spali. Zdążyli zebrać plon,
                        zanim kłosy wysypały ziarna.
                        Pozdrawiam
                        Ana
                      • kaba.a Re: Do Rollexa 29.02.04, 18:26
                        No cóż. Nasdza Ana jest znów dzis zakrecona. Nie odpowiedziała Ci jednoznacznie
                        na pytanie. To zjawisko, czy ja wiem, czy to zjawisko? To CZAS. Nietstety nie
                        da sie go zatrzymać.
                        Pozdr
                        • kaba.a Re:A co z Adamem, Naszą Perełką? 29.02.04, 19:16
                          Milczy!
                          Adamie! Nie wywoływałam Cię, bo masz prawo do prywatności, a co za tym idzie
                          również do milczenia. Ale dosyc tego! Porzuć sufit.Zacznij znów stukac w
                          klawiaturę. Mam nadzieje, że nie sprawdzałes na sobie działania tych prochów.
                          Pozdr.
                        • an_a1 Re: Do Rollexa 01.03.04, 20:08
                          Dlaczego_niestety_? Chciałabyś dotąd srać w pieluchy? Ja nie.
                          Każdy tu czasem wypisuje głupoty, dlaczego nie ja?
                          Też mam prawojak inni.
                          Pozdrawiam
                          Ana
                          • kaba.a Re: Do Any 02.03.04, 18:59
                            No może nie az tak, ale troche póżniej. Etap pieluchowy , po tym co przżyłam,
                            chyba nie odpowiadałby mi.
                            A z innej beczki: cos niebardzo z humorkirm u Ciebie, nieprawdaż? Może to wpływ
                            tych batalistycznych lektur. Przerzuć się na Chmielewską, albo jeszcze lepiej
                            na Musierowiczową- poprawa nastroju murowana.
                            Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja