julia530
12.09.03, 09:08
Jeśli ktoś mógłby to przeczytać to bardzo proszę o opinię czy jestem w stanie
sama sobie poradzić. Podłożem stanu jest nieszczęsliwa miłość, odwzajemniona
ale niemożliwa do spełnienia. Trwa to dosyć długo. A taki jest mój stan:.....
Czuję się fatalnie. Być może to znasz jeśli czytasz to foum. Bezsilność,
niesamowite napięcie wewnętrzne od którego aż wszystko boli a którego nie
pozbędziesz się inaczej niż tylko płaczem albo ogromnym wysiłkiem fizycznim,
czyli w tej chwili się nie pozbędziesz bo jesteś w pracy gdzie ani płakać ani
robić pompki. Najgorsze jest to, ze nie zanosi się żeby było lepiej. A jesli
nawet będzie to do tego momentu jest tak dużo czasu, ze z pewnością zdążysz
zwariować i nie doczekasz. Myślisz sobie, ze gdybyś był(a) w jego (jej)
raminach chciaż przez 5 minut ale teraz, właśnie w tej chwili... to Świat
byłby zupełnie inny i niepotrzebne byłyby łzy i wysiłek ...
A jak sobie uzmysłowisz nierealność takiego wydarzenia to zaczynasz myśleć o
jedynym rozsądnym wybawieniu Cię z tego stanu... odejściu z tego świata.