bertrada
24.05.08, 19:48
Tak się zastanawiałam nad tymi jego poglądami, których tak z uporem
maniaka broni i w imię których obraża kogo się da. I chyba w końcu
wiem o co mu chodzi.
Znacznie łatwiej jest przyjąć do wiadomości, że jest się całkowicie
zdrowym, tylko pokrzywdzonym przez los. Że to nie jest choroba,
tylko złe doświadczenia albo słabość charakteru. Że tą przypadłość
można leczyć na kozetce u psychoanalityka, tak jak w amerykańskich
filmach. Bo to nie jest wstyd.
Dla większości osób a zwłaszcza dla neuroleptyka, nie do przyjęcia
jest informacja, że mają chorobę psychiczną spowodowaną defektem
mózgu i muszą to leczyć lekami psychotropowymi przepisywanymi przez
psychiatrę. Bo to faktycznie brzmi strasznie. A społeczeństwo jest
tak przesiąknięte stereotypami na temat chorób psychicznych, że
etykieta chorego psychicznie jest wyrokiem.
Ale myślę też, że nie można dać się zastraszyć i w imię dobrego
imienia poświęcać swojego zdrowia. Bo przecież chorowanie na
depresję czy jakiąkolwiek inną chorobę psychiczną nie jest większym
obciachem niż chorowanie na cukrzycę, niedoczynność tarczycy, czy na
jakąkolwiek inną chorobę, która też wiąże się z zaburzeniami
nastroju i zachowania.