Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka.

24.05.08, 19:48
Tak się zastanawiałam nad tymi jego poglądami, których tak z uporem
maniaka broni i w imię których obraża kogo się da. I chyba w końcu
wiem o co mu chodzi.

Znacznie łatwiej jest przyjąć do wiadomości, że jest się całkowicie
zdrowym, tylko pokrzywdzonym przez los. Że to nie jest choroba,
tylko złe doświadczenia albo słabość charakteru. Że tą przypadłość
można leczyć na kozetce u psychoanalityka, tak jak w amerykańskich
filmach. Bo to nie jest wstyd.

Dla większości osób a zwłaszcza dla neuroleptyka, nie do przyjęcia
jest informacja, że mają chorobę psychiczną spowodowaną defektem
mózgu i muszą to leczyć lekami psychotropowymi przepisywanymi przez
psychiatrę. Bo to faktycznie brzmi strasznie. A społeczeństwo jest
tak przesiąknięte stereotypami na temat chorób psychicznych, że
etykieta chorego psychicznie jest wyrokiem.

Ale myślę też, że nie można dać się zastraszyć i w imię dobrego
imienia poświęcać swojego zdrowia. Bo przecież chorowanie na
depresję czy jakiąkolwiek inną chorobę psychiczną nie jest większym
obciachem niż chorowanie na cukrzycę, niedoczynność tarczycy, czy na
jakąkolwiek inną chorobę, która też wiąże się z zaburzeniami
nastroju i zachowania.
    • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 24.05.08, 20:16
      chyba znacznie latwiej jest przyjac ze trzeba lyknac pigulke raz dziennie, niz
      to ze trzeba cos ze soba zrobic.

      ludzie w depresji tu nie pisza na tym forum.
      • bertrada Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 24.05.08, 20:27
        A ty nie jesteś przypadkiem neuroleptyk po kolejnej transformacji?
        • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 24.05.08, 20:29
          a niby czemu ? bo nie zgadzam sie z toba to znacy ze musze byc na drugim
          biegunie absurdalnosci? zwolennicy psychiatri i antypsychiatri istnieja tylko na
          swiecie? ty uwazasz ze wszystko jest choroba, takze to ze nie ma sie mozgu dody
          elektrody, a on uwaza ze nie ma chorob.
    • neuroleptyk wcale nie zrozumiałaś neuroleptyka. 24.05.08, 22:22
      bertrada napisała:

      > Tak się zastanawiałam nad tymi jego poglądami, których tak z
      uporem
      > maniaka broni i w imię których obraża kogo się da. I chyba w końcu
      > wiem o co mu chodzi.

      Tak się składa, że to mnie tu sie obraża i atakuje
      różnymi "specjalnymi wątkami" dotyczącymi mojej osoby już od samego
      początku. W końcu wiesz, że nie wiesz o co mi chodzi.

      > Znacznie łatwiej jest przyjąć do wiadomości, że jest się
      całkowicie
      > zdrowym, tylko pokrzywdzonym przez los. Że to nie jest choroba,
      > tylko złe doświadczenia albo słabość charakteru. Że tą przypadłość
      > można leczyć na kozetce u psychoanalityka, tak jak w amerykańskich
      > filmach. Bo to nie jest wstyd.

      Nie, znacznie łatwiej jest udawać chorego, to klasyczna wymówka, co
      złego to nie ja...
      U psychoanalityka się niczego nie leczy.

      > Dla większości osób a zwłaszcza dla neuroleptyka, nie do przyjęcia
      > jest informacja, że mają chorobę psychiczną spowodowaną defektem
      > mózgu i muszą to leczyć lekami psychotropowymi przepisywanymi
      przez

      Znów kłamiesz jak z nut, dziwne, że ten psychiatra jakoś nie zagląda
      do mózgu tylko jak ten psychoanalityk preży się na kozetce i wie o
      tobie tylko tyle ile zechcesz mu powiedzieć. Pokaż mi wyniki badań
      mózgu, pokaż mi jaki defekt to pogadamy.
      Z defektami mózgu to się chodzi do neurologa a nie do psychiatry,
      robi on badania i nie ocenia, czy to co robisz i jak się zachowujesz
      jest chore czy zdrowe bo to jest co najwyżej metafora, i nic go to
      nie obchodzi. Nie będzie on też ciebie na siłe leczył, kiedy sobie
      tego nie życzysz.
      Puki co przychiatrzy są mistrzami robienia defektów mózgu:
      lobotomie, ECT, neuroleptyki...Wyleczenie wyimaginowanych chorób
      psychicznych (tzn.nieakceptowalnego zachowania) polega na
      uszkodzeniu mózgu. Rosmary Kennedy z punktu wiedzenia Bertrady
      została zapewne uleczona. Cóż lepiej mieć okaleczonego człowieka
      warzywo niż kogoś, kto sprawia wstydu rodzinie swoim zachowaniem.

      > psychiatrę. Bo to faktycznie brzmi strasznie. A społeczeństwo jest
      > tak przesiąknięte stereotypami na temat chorób psychicznych, że
      > etykieta chorego psychicznie jest wyrokiem.

      Psychiatrzy sami na to pracowali, i to bardzo cięzko. Dla przykładu
      podam osławiony homoseksualizm. Czy oni chociaż przeprosili za
      tą "pomyłkę"???. Nie. Ale konsekwencje stygmatyzacji mamy nadal. To
      samo z masturbacją, bo to też była kiedyś "straszliwa
      choroba" "stokroć gorsza niż ospa czy tyfus".

      > Ale myślę też, że nie można dać się zastraszyć i w imię dobrego
      > imienia poświęcać swojego zdrowia. Bo przecież chorowanie na
      > depresję czy jakiąkolwiek inną chorobę psychiczną nie jest
      większym
      > obciachem niż chorowanie na cukrzycę, niedoczynność tarczycy, czy
      na
      > jakąkolwiek inną chorobę, która też wiąże się z zaburzeniami
      > nastroju i zachowania.

      Psychiatrzy powtarzają tak w kółko, bo ludzie po prostu wiedzą, że
      to nie są choroby. Wiedzą też doskonale, że szpital psychiatryczny
      to pudło a nie szpital. Nie bez kozery jeszcze przed erą
      neuroleptyczną nazywano je często "snake pits" gniazda żmij,
      gdzie "chorzy" przebywali pod przymusem wiekszość swojego
      życia. Może też Bertrado nie wiesz, że byli oni często
      sterylizowani na wejściu.
      Poł wieku temu nastąpiła złota era farmakologii a de
      fakto farmokracji i zmieniła się tylko taktyka,deinstytucjonalizacja
      domów dla wariatów wcale nie zrobiła psychiatrię dużo "lepszą",
      tylko zmiękczyła nieco jej portret, wizerunek. Poza tym po wojnie
      pojawił się nowy typ pacjenta ten nieprzymusowy, lub neurotyczny,
      który się sam jakby domaga, żeby mu powiedzieć, że ma coś chore. Coż
      rynek rzadzi sie swoimi prawami, a czym więcej ludzi będzie wierzyć
      w wymyślane choroby tym więcej mają do zyskania psychiatrzy czyli w
      skrócie ci, którzy mają monopol na leki. Dziwne to? Wcale.... A do
      czego wam jest potrzebny psychiatra jesli nie tylko do wypisania
      recepty tzn. "pozowlenia" na zakup leku?? Nie lepiej by było iść po
      prostu do apteki i kupić a potem wybrać co lepiej smakuje? Z czego
      te recepty wynikaja ? Napewno nie z troski bo jakoś na kupienie noża
      czy sznurka nie muszę mieć recepty.

      Jakoś nikt nie musi ludzi przekonywać, że jak mają np cukrzycę,
      zapalenie płuc to są to w ogóle choroby.
      Naczelne hasło psychiatrii to potrójne "F": Force, Fear, Fraud.
      Siła(przymus), Strach, Oszustwo.
      • bertrada Re: wcale nie zrozumiałaś neuroleptyka. 24.05.08, 22:54
        Piszesz, że psychiatrzy to oszuści i naciągacze, którzy mają
        niechlubną przeszłość. Dokładnie to samo można powiedzieć o
        lekarzach innych specjalności. Ilu ludzi utrupili, tego nawet
        zliczyć się nie da. A te wszystkie historie o podawaniu trucizn
        chorym, bo wymagał tego interes rodziny lub państwa. A dentyści co
        wyprawiali z ludźmi. Medycyna zrobiła kolosalne postępy. Dawniej też
        babcie zielarki miały większą skuteczność niż medycy a to wcale nie
        oznacza, że współczesny zielarz będzie również skuteczniejszy od
        współczesnego lekarza.

        A co do niekompetentnych konowałów, którzy nie potrafią ani
        zdiagnozować ani dobrać odpowiednich leków, to zdarzają się
        nagminnie w każdej specjalności. Poczytaj sobie jakiekolwiek forum o
        zdrowiu to się dowiesz ile to ludzie muszą się natrudzić i natruć
        niepotrzebnymi lub źle dobranymi lekami zanim trafią na sensownego
        specjalistę.
    • kontrr Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 24.05.08, 23:21

      > Dla większości osób a zwłaszcza dla neuroleptyka, nie do przyjęcia
      > jest informacja, że mają chorobę psychiczną spowodowaną defektem
      > mózgu i muszą to leczyć lekami psychotropowymi przepisywanymi
      przez psychiatrę. Bo to faktycznie brzmi strasznie.

      No dobrze, to co powiesz na mój przypadek. Dwa lata temu chciałam
      skakać z bakonu, nie widziałam sensu w życiu, płakałam, czułam, że
      jestem nikim, nic nie wartym nieudacznikiem. Psychiatra wysłał mnie
      na psychoterapię. Po dwóch latach czuję się dobrze, bardzo wiele
      rzeczy sprawia mi radość, zaczęłam wreszcie realizować moje pasje,
      robić to co lubię. Cieszę się, że żyję. Leków nie brałam. Mózgu też
      mi nie wymienili. Cuda?

      A twoje teorie o wstydzie, że niby branie leków jest wstydliwe, a
      terapia nie (bo to tak jak na filmach) są naprawdę śmiechu warte.
      Połknąć tabletkę jest dużo prościej, niż zacząć przyglądać się swoim
      emocjom.
      • abasia471 Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 24.05.08, 23:56
        Mnie stanowczo dziwna wydaje się jego pasja do walki z psychiatrą i
        psychiatrami. Może na siłę chcieli go leczyć i dlatego ma taką
        awersję. Te jego rozwarzania biegną w jednym kierunku:
        udowodnijcie, że nie jesteście wielbłądami, albo zostanę przy swoim.
      • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 12:29
        > A twoje teorie o wstydzie, że niby branie leków jest wstydliwe, a
        > terapia nie (bo to tak jak na filmach) są naprawdę śmiechu warte.
        > Połknąć tabletkę jest dużo prościej, niż zacząć przyglądać się swoim
        > emocjom.

        kontreformacja - heroina na kozetce. taki pomnik bym widzial.

        jeden chlopiec bardzo lubil sie przygladac sobie w bajorku.
        • kontrr Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 13:34
          > jeden chlopiec bardzo lubil sie przygladac sobie w bajorku.

          Wow! No po prostu odkrycie stulecia.
          • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 13:48
            zeby odkryc gleboko trzeba polozyc sie na kozetce i miec odwage gornika a tu
            banal, nuda.coz moze przeczytac robiacy w glebi
            • kontrr Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 13:56
              micaela napisała:

              > zeby odkryc gleboko trzeba polozyc sie na kozetce i miec odwage
              > gornika a tu banal, nuda.coz moze przeczytac robiacy w glebi

              No dobrze. Ale o co ci właściwie chodzi?
              Nie trzeba ani się kłaść, ani kozetki, ani odwagi górnika, trzeba
              drugiego człowieka, który umie słuchać i nie ma potrzeby wywyższać
              się twoim kosztem.
              • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 14:00
                nie ma potrzeby wywyższać
                > się twoim kosztem.

                a moze taki pomnik : kontreformacja - biedna ponizona ofiara
                • kontrr Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 14:06
                  micaela napisała:

                  >
                  > a moze taki pomnik : kontreformacja - biedna ponizona ofiara

                  A może jakaś pośrednia propozycja?
                  • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 14:11
                    ale pani jest grzeczna
                    • kontrr Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 14:18
                      > ale pani jest grzeczna

                      Ja to wiem, pan to wie. Po co to powtarzać.
                      Nie widzę powodów do niegrzeczności, prawi mi pan takie urocze
                      chłopięco-bajorkowe złośliwostki i czego pan oczekuje? Że odgryzę
                      panu głowę?
                      • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 14:24
                        chlopiec akurat, byl najmniej zlosliwym zdaniem tutaj, a pani akurat tego
                        chlopca wziela.

                        nic nie oczekuje, lubie sobie popisac banaly, i jak milo ze pani sprawdza te
                        banaly co kilka minut.
                        • kontrr Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 14:33
                          > chlopiec akurat, byl najmniej zlosliwym zdaniem tutaj, a pani
                          akurat tego
                          > chlopca wziela.

                          Przeczytam te bardziej złośliwe po 10 razy i spróbuję się na pana
                          wkurzyć. Ok?
                          • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 14:37
                            ok ok juz nic do pani nie pisze
    • mskaiq Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 01:42
      Kontrr napisala
      >Psychiatra wysłał mnie na psychoterapię. Po dwóch latach czuję się
      >dobrze, bardzo wiele rzeczy sprawia mi radość, zaczęłam wreszcie
      >realizować moje pasje, robić to co lubię. Cieszę się, że żyję.
      >Leków nie brałam. Mózgu też mi nie wymienili. Cuda?
      Nie, to nie sa cuda. Depresja nie jest choroba mozgu, jest stanem
      psychologicznym. Mozna sie jej pozbyc kiedy pozbedziesz sie przyczyn
      ktora ja wywoluja.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 09:35
        3 forumowych ekspertow

        neuroleptyk
        mskaiq
        bertrada
        • micaela Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 10:27
          zapomnial pan o Abasi panie Jarzabek
    • funstein Re: Chyba zaczynam rozumieć neuroleptyka. 25.05.08, 10:33
      neuroleptyk to jakis czlowiek, ktry zneca sie nad kims depresyjnym i probuje
      budowac racjonalizacje, ze jednam ma racje i roi dobrze.
      Obrzydliwy dewiant i tyle. Trzeba go kochac jak kazde inne zwierze.
Pełna wersja