Trzymaj się!

24.09.03, 23:15
Rozumiem Cię doskonale. Mój mąż równiez umierał w domu na raka. Byliśmy z nim
nim do końca. Mielismy czas na rozmowy, pożegnanie, podsumowanie naszego
wspolnego życia. I dobrze sie stało. Umierał wśród bliskich, otoczony
miłością. Korzystalismy z pomocy wolontariuszki, która wspierała nasze
działania,rozmawiała z nim na temat smierci, przygotowujac go, łagodząc lęk
umierania. Myślę, że w Twoim mieście równiez są osrodki opieki paliatywnej,
ktore opiekują się ludźmi w tzw.fazie terminalnej. Namów równiez najblizszą
rodzinę, aby włączyła się do pomocy. Zyczę wytrwałości i spokoju. <B>
Pełna wersja