aenne
27.09.03, 16:18
bylam wczoraj u mojej przepisywaczki lekow. i wiecie co powiedziala?
ze jestem zdrowa, bo nauczylam sie zyc z natrectwami.
Nazwala to "wyleczeniem spolecznym".
Natychmiast opowiedzialam jej kawal:
Facet z nerwow moczy sie przy swoim szefie. Idzie do psychoterapeuty. Po
terapii pytaja go, czy juz sie nie moczy.
-Alez mocze sie! Ale juz sie tego nie wstydze!!!
(inna wersja: jestem z tego dumny)
Byla na tyle uczciwa, ze przyznala, ze paralela jest trafiona.
Poza tym wypisala mi recepte na nie moj lek(na szczescie tylko jedna - biore
dwa leki, na drugi mam recepte).
Poza tym wypominala mi, ze sie szczyce swoim IQ (bo spytalam, czy pewne
pojecie pochodzi z psychiatrii,czy socjologii, a kiedy powiedziala mi, ze
jest moze po prostu ludzkie, spytalam, czy psychiatrzy i socjologowie to nie
ludzie, i oznajmilam, ze wkurza mnie panujaca obecnie "kultura szarego
czlowieka",w ktorej nalezy udawac, ze kazdy jest "taki zwykly" i obowiazuje
przecietna inteligencja, przecietne zainteresowania, przecietne aspiracje,
wszystko do wyrzygu przecietne - nieprzecietnosc jest baaardzo niepoprawna
politycznie).
Ale najbardziej wkurza mnie, ze RZEKOMO jestem wyleczona.
Pozdrawiam.