Zerwanie - tak czy nie?

12.10.03, 00:51
Od kilku dni chodzę i ryczę... Muszę podjąć życiową decyzję, a chyba nie
jestem jeszcze gotowa... Mam chłopaka, którego bardzo kocham, jesteśmy ze
sobą od 6 lat. Niestety, on nie ma ochoty się ze mną ożenić, bo mówi, że
papierek niczego nie zmienia, i nie chce mieć dzieci, bo to za duża
odpowiedzialność. Ostatnio bardzo ostro się pokłóciliśmy, ale on stwierdził,
że nie zmieni zdania na te tematy. Moja matka twierdzi, że powinnam się z nim
rozstać, bo on mnie nioe kocha, i nawet postawiła mi taki warunek - jeżeli ja
się z nim rozstanę, to ona kupi mi mieszkanie, żebym miała się gdzie od niego
wynieść. Na podjęcie decyzji dała mi miesiąc. A ja chodzę i ryczę, bo nikt
nie traktuje mnie poważnie, ani mój facet, ani matka. myślę o samobójstwie,
to chyba jedyna decyzja, którą mam prawo podjąć samodzielnie i bez żadnych
warunków. Jeśli odejdę od faceta, będę zależna od matki (to mieszkanie będzie
mi wypominała do końca życia). Jeżeli z nim, zostanę, nie będę miała szans na
stworzenie rodziny. co robić...
    • sylwka25 Re: Zerwanie - tak czy nie? 12.10.03, 11:30
      Hej, zastanów się co Cię łączy z tym facetem, doradzam Ci lekturę ostatnich
      Wysokich Obcasów (sobotniego dodatku GW) tam jest opisany ten temat, właśnie o
      kobietach które mają podobny problem co Ty. Jeśli rzeczywiście nic was nie
      łączy to daj sobie spokój, bierz to mieszkanie i poszukaj sobie kogoś innego. A
      wyrzuty mamusi? Co to jest w porównaniu z poświęceniem się facetowi?
      Pozdrawiam
      Pisz koniesznie co postanowiłaś, trzynmam kciuki
      Sylwka
      • deseczka1 Re: Zerwanie - tak czy nie? 13.10.03, 00:01
        sylwka25 napisała:

        > Hej, zastanów się co Cię łączy z tym facetem, doradzam Ci lekturę ostatnich
        > Wysokich Obcasów (sobotniego dodatku GW) tam jest opisany ten temat, właśnie
        o
        > kobietach które mają podobny problem co Ty. Jeśli rzeczywiście nic was nie
        > łączy to daj sobie spokój, bierz to mieszkanie i poszukaj sobie kogoś innego.
        A
        >
        > wyrzuty mamusi? Co to jest w porównaniu z poświęceniem się facetowi?
        > Pozdrawiam
        > Pisz koniesznie co postanowiłaś, trzynmam kciuki
        > Sylwka

        Wiesz, myślę sobie, że łączy mnie z nim bardzo dużo. Mam 27 lat, on jest po 30.
        Praktycznie cały okres studiów i po nich to czas nszego związku, wiele mu
        zawdzięczam i naprawdę mocno go kocham. Mamy już wspólny kod, wystarczy
        spojrzenie, a już wiemy, o co mu chodzi. Problem polega na tym, że ja w tym
        wszystkim nie potrafię czuć się do końca na swoim miejscu, wszystko jest dla
        mnie tymczasowe i nietrwałe, i nie potrafię zrozumieć, że "tak jest dobrze, jak
        jest". Nie czuję się w jego mieszkaniu "u siebie", bo to nie jest mój dom,
        jestem jak pies ze schroniska, który przez cały cas się boi, że ten, kto go
        przygarnął za chwilę znowu wyrzuci go na ulicę.
        Zrezygnowałam dla niego z wielu rzeczy, a ponieważ moja matka i on się nie
        lubią, zrezygnowałam ze spotkań z nią, żeby nie było konfliktów. Moja matka
        jest bardzo zaborcza, i chyba nawet trochę od niej uciekłam dzięki niemu. Ale
        teraz zostałam postawiona w sytuacji, w której muszę wybrać między nim a... no
        właśnie, czym? Nie wiem, czy będę bez niego szczęśliwa, chyba nie. Kiedy się
        poznaliśmy miałam mnóstwo kolegów, ale żaden nie wzbudził we mnie tylu uczuć,
        co on. Teraz większość facetów wydaje mi się płytka i beznadziejna w porównaniu
        z nim. A minęło 6 lat...
        Jestem głupia, dzisiaj po prostu błagałam go, żeby powiedział mi, czy się ze
        mną ożeni, a on się odwrócił do ściany i zasnął,bo "gadam pierdoły". No i co ja
        mam robić? Widzę, że go męczę, ale muszę coś postanowić, bo za kilka lat będzie
        za późno na decyzje o dziecku, o domu, i będzie coraz mniemożliwości, żeby
        ułożyć sobie życie. Ale jaką mam gwarancję, że nie będąc z nim coś tam jakoś mi
        się ułoży?
        • sylwka25 Re: Zerwanie - tak czy nie? 13.10.03, 19:08
          Kurcze, nie wydaje mi się żeby aż tak wiele was łączyło, może on był głównie
          ucieczką przed matką. No chyba nie traktuje Cię poważnie mówiąc, że gadasz
          pierdoły jeśłi mówisz o Twoim, Waszym życiu.
          Oczywiście że nie masz żadnych gwarancji, że bez niego Ci się ułoży, ale też
          nie masz że z nim będziesz szczęśliwa. Zrób jak uważasz, ale zmuś go żeby się
          określił
          Pozdrowienia
          Sylwka
    • dreamo Re: Zerwanie - tak czy nie? 12.10.03, 11:42
      Ja byłam w bardzo podobnej sytuacji do Ciebie. No może oprócz tego, że rodzice starali się mnie podtrzymywać na duchu. Nie stawiali warunków. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać to pisz na priva. U mnie było jeszcze gorzej bo facet poprosił mnie o rekę z litości a później sukcesywnie zrywał zaręczyny.

      Pozdrawiam
      A.
    • dreamo Re: Zerwanie - tak czy nie? 12.10.03, 11:46
      Chciałam jeszcze dodać, że ostateczną decyzję podjęłam ja (ja się wyprowadziłam)i niestety ale on i jego rodzina uznali, że ponoszę całą odpowiedzialność. Nie wiedzieli, że byłma w depresji , nie czułam się bezpiecznie przy tym człowieku.
      Twój chłopak jest jednak uczciwy, bo POTRAFIŁ powiedzieć Ci prawdę.
    • miriam_73 Re: Zerwanie - tak czy nie? 13.10.03, 20:08
      Deseczka, jeśli chcesz pogadać napisz na priva. "Przerobiłam" podobną historię
      na własnej skórze w ub. roku. Tzrymaj się.
    • the_kami Re: Zerwanie - tak czy nie? 14.10.03, 14:15
      deseczka1 napisała:

      [...]
      > Niestety, on nie ma ochoty się ze mną ożenić, bo mówi, że
      > papierek niczego nie zmienia, i nie chce mieć dzieci, bo to za duża
      > odpowiedzialność. Ostatnio bardzo ostro się pokłóciliśmy, ale on stwierdził,
      > że nie zmieni zdania na te tematy. [...] Jeżeli z nim, zostanę, nie będę
      > miała szans na stworzenie rodziny. co robić...

      Rozmawiałaś z nim o tym, jak rozumiem...
      Ale czy powiedziałaś mu wprost, że taki stan rzeczy nie daje Ci szczęścia? Że
      nie umiesz zrezygnować z pewnych symboli, że są Ci one potrzebne, że nie masz
      poczucia bezpieczeństwa? Po prostu - że taki związek, jaki w tej chwili
      tworzycie, nie daje Ci satysfakcji, która pozwoli Ci ten związek kontynuować?
      Nie chodzi mi o to, żebyś faceta zaszantażowała, ale żebyś mu uczciwie
      powiedziała, że nie dasz rady nagiąć się do jego wizji związku. I że jeśli nic
      się - że tak powiem - nie da zrobić, to taki związek nie ma sensu, bo Ty nie
      będziesz szczęśliwa, a co za tym idzie - nie dasz szczęścia jemu...
      Może w ten sposób coś mu przekażesz?
Pełna wersja