samanta5
17.10.03, 21:09
fragment książki, który być może poprawi nastrój, otworzy oczy :-), pozwoli
zrozumieć.......siebie
"Kiedy byłaś mała, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Kenilworth, nasi sąsiedzi
mieli psa, goldena. Nie wiem czy pamiętasz.
Mgliście.
Za każdym razem kiedy w okolicy pojawiała się suka, pies podniecał się i
przestawał słuchać swoich państwa, a oni z regularnością godną samego
Pawłowa bili go. Powtarzało się to, aż w końcu biedak już zupełnie nie
wiedział, co ma robić. Ledwo zwęszył sukę, zaczynał uganiać się po ogrodzie,
z uszami położonymi po sobie, z podwiniętym ogonem. Skomlał i szukał, gdzie
by się schować.
Przerywa.
Nie rozumiem, co ma z tego niby wynikać - mówi Lucy. No bo rzeczywiście, co
z tego wynika?
Całe to widowisko miało w sobie coś tak nikczemnego, że doprowadzało mnie do
rozpaczy. Moim zdaniem psa można ukarać za konkretne wykroczenie, na
przykład jeśli pogryzie kapeć. Sam pies uzna taką karę za sprawiedliwą -
pogryzł kapeć, więc dostał lanie. Ale z żądzą sprawa ma się zupełnie
inaczej. Żadne zwierzę nie dopatrzy się sprawiedliwości w karze wymierzonej
za to, że posłuchało własnego instynktu.
Czyli samcom trzeba pozwolić, żeby podążali za swoimi instynktami bez
żadnych ograniczeń? Czyli taki stąd płynie morał?
Nie, nie taki. A nikczemność widowiska z Kenilworth polegała na tym, że
nieszczęsny pies znienawidził w końcu własną naturę. Odtąd bicie stało się
niepotrzebne. Gotów był sam się ukarać."