kkobieta
22.10.03, 12:05
Na początku roku stwierdzono u mnie zawyżony poziom prolaktyny.Jak teraz
widzę, naprawdę nieznacznie.
Trafiłam do fatalnego lekarza - Marek Ślusarski, wypowiada się nieraz na
łamach Gazety, ale specjalista z niego kiepski. Kontakt z pacjentem zerowy.
Bez zlecenia żadnych dodatkowych badań (powtórzenie badania, inne hormony)
przywalił mi Bromergon oraz stwierdził lakonicznie; no tak, to może być guz
przysadki, a do tego wygasanie czynności jajników. Na moje rozpaczliwe
pytania jak to, dlaczego- tylko się usmiechał z wyższościa. Byłam u niego
jeszce kilka razy, za każdym razem pobierał 100 zł i przedłużał Bromergon,
bez żadnych badań.
W końcu trafiłam do innego lekarza, ten przede wszystkim zlecił zrobienie
wszystkich badań podstawowych (bo hiperprolaktynemia może być spowodowana
także innymi przyczynami niż guz), okazało się, że poziom prolaktyny mam już
poniżej dolnej granicy normy!!!! i trzeba zmniejszyć dawkę leku.
Niemniej jednak te kilka miesięcy życia w stresie i niewiadomej (guz?
operacja? menopauza w wieku 33 lat?) spowodowały, że zaczęły występowac u
mnie nagłe lęki, trudności z zasypianiem, koncentracją, uporczywe bóle głowy.
Ciągle tylko myślę, co się ze mną dzieje, czy nic poważnego mi nie jest,
dlaczego codziennie boli mnie głowa (guza nie mam, mialam rezonans), teraz od
lekow przeciwbólowych odczuwam wątrobę -więc może mam cieżką chorobę wątroby?
A skąd te zawroty głowy, kłopoty z koncentracją, opóźniony refleks? Ciężko mi
z tym normalnie żyć.Czy to na pewno po Bromergonie? A może jestem ciężko
chora.
Ledwo myślę, ledwo jarzę,nie chce mi się żyć. Mimo dobrych wyników badań
ciągle mam wrażenie, że jestem na coś cieżko chora.
Czy to hipochondria, czy depresja? Co teraz?
kkobieta
PS.
przykro, że są lekarze, którzy wszystkich pacjentów traktują jak ćwoków i nie
potrafią z nimi normalnie porozmawiac. Myśle, że gdyby moja pierwsza wizyta u
wspomnianego lekarza przebiegła lepiej, nie byłoby takich efektów...