vvf
23.10.03, 13:26
Mam powazny problem i nie moge sobie z nim poradzic. Mieszkam od 8 lat na
emigracji i to jest przyczyna mojej depresji. Nie chodzi tu nawet o tesknote
za krajem, ale o niemozliwosc zaadaptowania sie do panujacych tam warunkow. W
kraju ukonczylam studia uniwersyteckie z dobrym wynikiem i uwazana bylam za
inteligentna osobe, tu jestem obcojezycznym gluptasem z gorszego kraju.
Oczywiscie walcze z tym probuje wszystkim udowodnic ze tak nie jest, staram
sie jak glupia. Tyle lat i efekt zaden. Ucze sie jezyka od lat, ale mimo
staran, nie opanowalam go perfekcyjnie. Zaczynam wierzyc, ze jestem debilem,
chociaz w liceum i na studiach w Polsce mialam same dobre i b. dobre oceny.
Ucze sie jezyka jak glupia, a mimo to nie potrafie zrozumiec tamtejszych
ludzi, jak ktos mamle slowa, ma wade wymowy, a sporo osob ma zeby jak u
krolika i bardzo niewyraznie artykuluje-to koniec. Nie rozumiem prawie nic,
pojedyncze wyrwane z kontekstu slowa, ktorych nie potrafie polaczyc w
logiczna tresc. Pracuje nad tym latami i efekty mam mizerne. Przez to slabe
rozumienie jezyka mam straszne problemy z praca, kontaktami, z zyciem po
prostu. Walcze, bo jestem ambitna i nie chce sie poddac, ale po tylu latach
nie mam juz sil. Wstydze sie ciagle prosic o powtorzenie kilkakrotnie tego
samego zdania, wiec przewaznie nie biore udzialu w rozmowach i wycofuje sie z
zycia. To przerazajace ilu ludzi niechlujnie mowi, mamle lub charczy. Jak mi
ktos tak zacharczy do ucha to glupieje od razu i wpadam w stres bo nie wiem
jakie bylo pytanie - takie sytuacje zdarzaja mi sie kilkadziesiat razy
codziennie od lat - naprawde zglupiec mozna. Myslalam ze jak sie oslucham
poczekam jeszcze troche to sie cos poprawi. Ale niestety.
Myslalam juz 1000 razy zeby wrocic do kraju, ale nie mam do czego. Tu sie
jakos ustawilam dzieki malzenstwu, ale nie moge tak wiecznie wisiec na mezu.
Pracowalam juz wielokrotnie, ale bylam w takim stresie i kompleksach, ze sama
rezygnowalam z pracy - jak moglabym liczyc na jakakolwiek kariere czy awans
skoro jezyk sprawia mi tak ogromny problem. Ciagle robie bledy, nie rozumiem
mentalnosci tych ludzi, miedzy nami jest ogromna przepasc. Czuje sie bardzo
samotnie. Co roku chce kilka razy uciekac do kraju, ale taka tam bieda i
bezrobocie, z czego mialabym zyc i co robic, z drugiej strony zyc z ludzmi,
ktorych nie rozumiem i ktorzy mnie nie rozumieja, wiecznie robic bledy i byc
kaleka jezykowa to juz ponad moje sily. Wpadam ciagle w depresje, bo nie mam
juz sil zeby podjac jakas decyzje. Poszlam do psychologa w kraju, ale
psycholog w kraju stwierdzil, zebym poszla w swoim miejscu zamieszkania.
Poszlam tu gdzie mieszkam a tutejszy psycholog mimo licznych moich bledow
jakos mnie zrozumial, ale ja jego nie bardzo. To nie ma wiec sensu. Jestem
zalamana sytuacja i juz nie moge tak dluzej. Zdarzaja mi sie dluzsze okresy
popadania w zupelna depresje, kiedy w ogole nie wychodze z lozka. Wtedy
przyjezdza mama i jakos mnie podnosi na duchu. Potem ide miedzy tutejszych
ludzi i znowu mnie lapie depresja. Inny swiat. Ja tu nie pasuje, a nie mam
dokad pojsc. Po tylu latach tutaj w Polsce tez za bardzo nie pasuje. Nigdzie
nie pasuje.