Bez tytułu.... (może ktoś zechce przeczytać)

26.10.03, 09:49
witam!
jestem tu nowa... właściwie nie wiem od czego zacząć-nie sądziłam że
istnieje takie forum , trafiłam na nie przypadkowo...
pewnie nikogo tu nie porusze swoją opowieścią no ale i tak napisze - moze
ktoś przeżywa bądź przeżył coś podobnego...
jak miałąm 16 lat poznałam faceta , byliśmy razem 5 lat , schodizliśmy sie i
rozchodziliśmy... w tym zwiazku poznałam co to znaczy alkohol , narkotyki ,
upokorzenia , inne kobiety... (wszystko to byłoz jego strony - ja
próbowałam z tym walczyć) chciałam z nim być za wszelką cene! kochałam go
tak bardzo że.... że nie wiem czy nadal nie kocham , w każdym razie jestem
od jego osoby uzależniona... rozstałam sie znim w wieku 20 lat , teraz mam
23 , niedawno znowu sie spotykaliśmy , wyznania , pocałunki , jak ja sie
cudownie czułam (chyba jakaś głupia jestem) a później co? powiedział ze nie
mozemy dluzej bo on tego nie zniesie , boli go to itp...
a co jest tym wszystkim najgorsze??? ja mam faceta (który z resztą bardzo
mi pomógł kiedy przezywałam trudne chwile związane z tamtym) i mamy cudnego
synka(ma pół roczku) - na poczatku wszytsko było cudownie , jak byłąm w
ciązy równiez... po pewnym czasie wdarła sie jednak rutyna , ja zaczełama
sie czuć bardzo samotna w naszym związku... mój niemąż nie zwracał już na
mnie uwagi choć cały czas twierdził ze kocha , on siedział caly dzień przed
komputerem a ja z dzieckiem i tak wygląda nasze zycie do dziś....
kiedy zaczełam sie spotykać z moim byłym po pewnym czasie wszystko wyszło na
jaw , mój obecny partner chciał odejśc(wcale mu sie nie dziwie...) - jednak
został... postanowilismy ze pójde do psychologa... poszłam - jestem po kilku
wizytach - jednak nie rozmaiwam z p. psycholog na temat mojego byłego ale na
temat mojego związku z moim niemężem - chciałąbym poprostu zeby między nami
było jak dawniej - wiadmo ze nie bedzie jak na początku , sa przeciez
obowiązki , jest dzidzia... ale czas dla siebie zawsze powinien sie znaleźć!
napisałam to bardzo pobieżnie i ktoś moze pomysleć "ma za swoje dziwka
jedna"! moze i tak jest - nie wiem...
ale chcuałam powiedzieć o swoich uczuciach... nie ejstem szcześliwa , od lat
zyje w szarpaninie , to cholernie mnie boli.... zawaliłam szkołe(moze sie
ejsczez jakoś wygrzebie ale cięzko bedzie) , mój były zerwałz e mną kontakt
i ja nie moge tego przezyć że znowu tak poprostu mnie zostawił , że on teraz
zyje sobie szczesliwie a ja sie męcze , rozmyślam... chciałabym zapomnieć ,
wymazac to wszytsko z pamięci , chciałąbym aby mój zwiążek był taki o jakim
zawsze amrzyłam(kiedyś taki był) chciałabym zeby mój partner mnie słuchał ,
żeby nie był obojętny na moje słowa , żeby patrzył na mnie jak do niego
mowie , żeby potrafił iśc na kompromis , żeby mi pomagał , żebym ja była
lepsza... jak ja mam to cholera wsyztsko osiągnąć? dlaczego czuje sie tak
źle... (?) rozmaiwam z moim niemężem bardzo często ale do niego w ogóle nie
trafiają moje słówa - stalilismy wiec że równiez pójdzie do psychologa -
może wysłucha kogoś innego... może ktos pokaże mu to z innej perspektywy ,
moze dotrze do niego to co ja teraz czuje...
a jeśli uda mi sie to naprawić to czy pamięć o tamtym czlowieku pozwoli mi
sie tym cieszyć... czy ja sie kiedyś uwolnie...? czy będe kiedyś
szczęśliwa...?
poza tym czasami czuje jakbym nic nie znaczyła... zyje w jakimś mroku...
funkcinuje tylko dla mojego dziecka... moze to glupio zabrzmi ale moja
siostra właśnie awansowała na poważne stanowisko - wszyscy są z niej tacy
dumni - czuje sie nic nie warta przy niej... poza tym zazdroszcze jeje9nie
ejst to zawista zazdrość ale jednak jest) tak bym chciała zeby ktoś był
zadowolony ze mnie... a ja nie mam pracy , szkoły nie skonczylam jeszcze...
cięzko mi :(











czy ktoś moze przezył coś podobnego...?




    • andrzej_gl Re: Bez tytułu.... (może ktoś zechce przeczytać) 27.10.03, 12:59
      > sowa_hu_hu napisała:
      > [...]

      Twój problem nie jest odosobniony, a raczej powiedziałbym, że jest on typowy.
      Niestety natura jest ślepa i w pewnym sensie można powiedzieć, że "ślepe" są i
      ludzkie emocje. Miłość, pożądanie seksualne, to są również wytwory natury - to
      jej narzędzia, których celem pierwotnym nie było zapewnienie szczęścia danej
      jednostce, tylko przedłużenia życia gatunku, choćby "po trupach" - w przenośni
      i dosłownie ;-). W końcu samiec modliszki często płaci za to, właśnie swoim
      życiem. Dlatego niekiedy bardzo trudno jest się oprzeć naszym emocjom, a
      czasami jest to po prostu niemożliwe. No i ludzie z pokolenia na pokolenie
      przeżywają te same problemy ;-).

      Z tego, co tutaj napisałaś mam wątpliwości, czy jesteś w stanie nad swoimi
      emocjami zapanować. Z resztą, jak wyżej to podkreśliłem, wcale się za bardzo
      temu nie dziwię ;-). Wyglądasz mi na bardzo emocjonalną osobę a to nie wróży
      nic dobrego ;-). Z wiekiem Twoje emocje powinny osłabnąć, ale niestety droga do
      tego jeszcze bardzo daleka ;-).

      Jeżeli chcesz usłyszeć moją radę, to ona jest następująca. Sugeruję
      definitywnie przerwać zażyłą znajomość z Twoim pierwszym chłopakiem. W innym
      przypadku raczej nie zaznasz spokoju. Twoja diagnoza wydaje mi się jak
      najbardziej słuszna. Jesteś od niego uzależniona i musisz z tym walczyć, jak
      walczy się z innymi uzależnieniami. Później, wszystko powinno być już
      normalne ;-).

      Twój mąż wydaje mi się być wartościowym człowiekiem. Daj mu trochę swobody na
      jego własne zainteresowania, a ty spróbuj poszukać coś dla siebie. Jak
      napisałaś macie wspaniałe dziecko, to bardzo wiele. Powinnaś zrozumieć to, że
      dwoje ludzi nigdy nie są jedną i tą samą osobą i w żadnym małżeństwie nie ma
      wiecznej fascynacji. Tak jest tylko w kolorowych magazynach i w telewizji ;-).
      Moim zdaniem najważniejsza w związku jest przyjaźń, lojalność, wzajemne
      zrozumienie. Silne emocje najczęściej prowadzą do nikąd.

      Mogę się mylić, ale myslę, że czujesz się źle, bo poniekąd dużo oczekujesz od
      życia a chyba chcesz zbyt mało dawać ;-). Sorry, tak mi się wydaje ;-). Nie
      koncentruj się tak na swoich emocjach a staraj się myśleć o tym, co mogą
      odczuwać inni.

      Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego, andrzej

      www.glowacki.art.pl
      • sowa_hu_hu Re: Bez tytułu.... (może ktoś zechce przeczytać) 27.10.03, 18:26
        dzięki za odpowiedż :)

        ale musze sie niezgodzić z pewnym fragmentem... otóż chciałam wyjaśnić ze nie
        licze na to ze w moim zwiążku bedzie tak jak na początku :) chciałąbym tylko
        aby mój partner poświęcał mi więcej czasu... nie chce absolutnie zeby
        rezygnował ze swoich pasjii , nigdy niczego mu nie zabraniałam...
        wiem ze zycie to nie serial w tv :)
        co do dawania to ja potrafie dac wiele... ale faktycznie czasami powinnam
        myślec bardziej o uczuciach innych ludzi...
        niestety niekeiedy jest to bardzo trudne.... emocje biora góre...

        chciałbym wierzyć ze mi sie uda...
        • andrzej_gl Re: Bez tytułu.... (może ktoś zechce przeczytać) 27.10.03, 19:22
          >sowa_hu_hu napisała:
          >
          > dzięki za odpowiedż :)
          >
          > ale musze sie niezgodzić z pewnym fragmentem... otóż chciałam wyjaśnić ze nie
          > licze na to ze w moim zwiążku bedzie tak jak na początku :) chciałąbym tylko
          > aby mój partner poświęcał mi więcej czasu... nie chce absolutnie zeby
          > rezygnował ze swoich pasjii , nigdy niczego mu nie zabraniałam...
          > wiem ze zycie to nie serial w tv :)
          > co do dawania to ja potrafie dac wiele... ale faktycznie czasami powinnam
          > myślec bardziej o uczuciach innych ludzi...
          > niestety niekeiedy jest to bardzo trudne.... emocje biora góre...
          >
          > chciałbym wierzyć ze mi sie uda...

          Nie ma się z czym zgadzać, przecież ja nie znam szczegółów z Twego życia. To
          była tylko taka ogólna uwaga, zresztą zawsze aktualna ;-). Kto z nas nie marzył
          kiedyś o "wielkiej" miłości ;-)? Wiele młodych związków dopiero po czasie zdaje
          sobie z sprawę, że marzenia i życie trochę się różnią ;-).

          Pozdrawiam i życzę powodzenia, andrzej

          www.glowacki.art.pl
    • looserka Re: Bez tytułu.... (może ktoś zechce przeczytać) 27.10.03, 20:19
      Sowo, piszesz, że chodzisz do psychologa, ale nie rozmawiasz z nim o swoim
      poprzednim związku, swoim uczuciowym "toksycznym" uzależnieniu - dlaczego?
      Porusz ten problem, może uda się wam wspólnie go przepracować.
      I mimo wszystko dołóz wszelkich starań, aby ukończyć szkołe, postaraj sie
      zapuścić mocne korzenie w swoje życie. A do dojrzałości emocjonalnej droga
      niekiedy długa i bolesna, tak już bywa.
      Trzymaj się - owocnej pracy nad sobą.
      L.
      • sowa_hu_hu Re: Bez tytułu.... (może ktoś zechce przeczytać) 29.10.03, 08:56
        dzieki wielkie!

        te słowa naprawde są dla mnie wazne - dają mi siłe :)

        dziękuje
        • grzegorz961 Re: Bez tytułu.... (może ktoś zechce przeczytać) 29.10.03, 19:16
          jest takie powiedzenie, ze nie mozna zjesc ciastka i dalej miec ciastko. W
          emocjach kazda racjonalnosc wyglada glupio, ale jak cos kiedys postanowilas, ze
          bedziesz z kim innym i ze konczysz to co bylo, to nie mozesz nadal miec tego
          ciastka. Cos minelo i jest cos nowego, to przeciez Twoj wybor. tesknota polega
          glownie na rozpamietywaniu fajnych chwil, fajnych rzeczy, o zlych sie nie
          mysli, jakby ich nie bylo. Chyba nic gorszego by cie nie moglo spotklac jak
          zrealizowanie tesknoty i powrot do czegos, co sie przeciez kiedys rozpadlo. To
          mozna powiedziec z boku, z tzw rozsadnej pozycji, obiektywnej - takie rzeczy w
          mlodosci sa chyba wynikiem rozziewu pomiedzy oczekiwaniami a realnym zyciem,
          pomiedzy docenianiem tego co sie ma i cierpieniem z powodu tego, czego brak. To
          sie kiedys wyrowna, ulozy, zostana wspomnienia, mile mam nadzieje, czego Ci
          zycze.
Pełna wersja