Upadek moralny środowiska homoseksualnego?

29.11.08, 15:22
Przyczyn patologii środowiska homoseksualnego upatruję w:



- niedojrzałości emocjonalnej homoseksualistów,

- nieprzychylnej bądź obojętnej postawie społeczności heteroseksualnej wobec gejów,

- wpływom szeroko pojętej kultury masowej (gejowskie media i infrastruktura).



Dwom ostatnim czynnikom chciałbym poświęcić nieco więcej uwagi.

Pisma dla homoseksualistów wyrządzają zainteresowanym ogromną krzywdę, wypaczając ich psychikę i niszcząc ich morale. Propagując ludyzm, hedonizm, promiskuityzm i zasadę „anything goes”, zachęcają homoseksualistów do nieodpowiedzialnego stylu życia i odzierają je z sacrum. Homoseksualiści są produktem nieuporządkowanych warunków psychicznych i/lub moralnych, co oznacza, że nie wynoszą z domu pozytywnych wzorców funkcjonowania w związku intymnym, które mogliby zastosować w swoich dwuosobowych rodzinach. U nielicznych, mimo tak wielu obciążeń środowiskowych, dochodzi do rozwoju pozytywnych postaw życiowych, które wyrażają się w dojrzałych pragnieniach (dochowanie wierności jednemu partnerowi przez całe życie, stworzenie związku na kształt heteroseksualnej rodziny, wstrzemięźliwość seksualna w okresie „narzeczeńskim”), jednak owe ideały ulegają zatraceniu w konfrontacji z prasą homoseksualną i innymi homoseksualistami, którzy wcześniej zetknęli się z tego typu środkami przekazu. Konsekwentne dochowywanie wierności młodzieńczym ideałom skazuje homoseksualistę na życie w emocjonalnej próżni, ponieważ szansa na odnalezienie innego homoseksualisty, który podzielałby jego system wartości, jest bliska zeru, oraz izolację ze strony społeczności heteroseksualnej, która wkłada wszystkich homoseksualistów do jednego worka.

Homoseksualna prasa i – w większości – literatura popularyzuje seks w oderwaniu od imperatywów kategorycznych (nakazów i zakazów), oparty na zubożałej emocjonalności, podporządkowany freudowskiej zasadzie przyjemności, czyli de facto będący nową dyscypliną sportu. Dojrzewający fizycznie homoseksualista, znajdujący się w stadium „Burzy i Naporu”, stanowi niezwykle podatny grunt dla tych nauk; niedojrzałość emocjonalna w połączeniu ze wzmożoną aktywnością hormonów płciowych sprawia, że zachłystuje się on łatwą wolnością, dając się wciągnąć na drogę, z której nie ma odwrotu. Nihilistyczno-dekadencki „wirus” zaraża na zasadzie reakcji łańcuchowej – czasem wystarczy pojedynczy kontakt z innym homoseksualistą lub medium homoseksualnym, by doszło do nieodwracalnych spustoszeń w psychice młodego człowieka. Kto wie, czy ów „wirus” nie jest bardziej zgubny od HIV, do którego rozprzestrzeniania walnie się przyczynia?

Winę za moralną i psychiczną degrengoladę społeczności homoseksualnej ponosi również, jak już wspomniałem, heteroseksualna większość, która ogranicza się do krytyki homoseksualistów, rezygnując z trudu rozróżniania między homoseksualistami już doszczętnie zdemoralizowanymi, a tymi, którzy – przy odrobinie pozytywnego „dopingu” ze strony heteroseksualnego otoczenia – mogliby żyć w zgodzie z powszechnie niekwestionowanymi wartościami moralnymi, nie rezygnując przy tym z samorealizacji. Traktowanie wszystkich zorientowanych homoseksualnie jak „zarazy” stawia ich poza moralnością i odbiera im motywację do tego, by podjąć trud życia zgodnie z zasadami moralności. Niemałą winę za ten stan rzeczy ponosi Kościół. OK, ja też uważam, że idealnie byłoby, gdyby homoseksualiści całkowicie zrezygnowali z aktywności seksualnej, ale jako że jest to oczekiwanie zupełnie nierealistyczne, Kościół, zamiast obstawać przy tym wymogu, winien raczej skoncentrować się na uświadomieniu im, że Dekalog, a w związku z tym także przykazanie „Nie cudzołóż”, obowiązuje wszystkich, bez względu na płeć partnera. Pytanie brzmi: co jest mniejszym złem – homoseksualista, który wbrew swoim najgłębszym pragnieniom żeni się z kobietą (i nie daj Boże ją zdradza); homoseksualista, który ma wielu partnerów seksualnych tej samej płci; czy może jednak homoseksualista, który przez całe życie dochowuje wierności jednemu partnerowi własnej płci? Odpowiedź wydaje się oczywista. Jakkolwiek uważam, że obcowanie seksualne z więcej niż jednym partnerem w ciągu życia jest grzechem śmiertelnym (abstrahuję od śmierci partnera), uważam także, że Kościół popełnia grzech śmiertelny, gdy nie różnicuje między homoseksualistą mającym przez całe życie jednego partnera, a takim, który ma ich więcej. Jestem ponadto przekonany, że heteroseksualny związek niesakramentalny jest grzeszny, bowiem pary heteroseksualne mają możliwość wzięcia ślubu kościelnego. Nieformalny związek dwóch gejów, którzy w swoim sumieniu i przed Bogiem złożyli przysięgę małżeńską oraz jej dochowują, nie jest grzechem, ponieważ nie mają oni możliwości wzięcia ślubu kościelnego.

Większość homoseksualistów, z którymi miałem styczność, skarżyła się na niewierność swoich „jedynych” i utyskiwała nad moralnym upadkiem świata gejowskiego. Żaden nie był na tyle samokrytyczny, by przyznać, że to on zawinił. Chciałoby się więc zapytać, skąd się biorą ci źli, nieodpowiedzialni i wiarołomni. Odpowiedź jest prosta: ci, którzy ich dezawuują, sami postępują w identyczny sposób. W rezultacie mamy społeczność złożoną ze schizoidów i schizofreników, którzy wysoko cenią stałość w uczuciach i wierność, choć niekoniecznie u siebie. Geje bawią się słowami, uczuciami, sobą nawzajem. Bawią się w życie.

P.S. Powyższy tekst napisałem w roku 2000, a więc w czasach, gdy Internet nie był w Polsce jeszcze tak powszechny. Dziś homoseksualne strony internetowe czynią w gejowskich głowach i sercach o wiele większy zamęt, niż cała prasa razem wzięta. Jednego jestem absolutnie pewien: gdyby Marcin wychował się na Internecie, nasz związek nigdy nie stałby się faktem.
    • zielony-stworek Re: Upadek moralny środowiska homoseksualnego? 19.05.09, 12:34
      Kolego, to dobrze, ze jestes leczony psychiatrycznie, bo po tym, co tu zapodales, widac, że potrzebujesz pomocy.
Pełna wersja