Dodaj do ulubionych

Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory

11.01.09, 23:56
Psychiatria – nauka czy mitologia?
------------------
Kiedy w naszym życiu dzieje się coś złego - tracimy pracę, rozpada się nam
małżeństwo, psują relacje z innymi ludźmi - udajemy się do psychiatry lub
psychologa. Takie postępowanie wydaje się logiczne, ponieważ oczekujemy pomocy
i zrozumienia. Jednak swoją decyzję powinniśmy głęboko przemyśleć.

Mój pierwszy kontakt z psychiatrią nie wypadł najlepiej. Jako student medycyny
podważyłem diagnozę jednego z lekarzy twierdząc, że osoba, u której rozpoznano
schizofrenię, naprawdę jest zdrowa, a jej niecodzienne doświadczenia wiążą się
z postrzeganiem innej rzeczywistości. (…) Pamiętam, że od tamtej chwili
profesor Tadeusz Bilikiewicz - ówczesny szef bydgoskiej Kliniki Psychiatrii –
dziwnie mi się przyglądał.

Jak głosi definicja słownikowa, psychiatria to specjalistyczna gałąź medycyny,
zajmująca się diagnozą zaburzeń umysłowych, ich leczeniem i zapobieganiem.
Większość ludzi sądzi, że - tak jak chemia czy fizyka - ma ona solidne
podstawy naukowe. Popełniają błąd.

29 kwietnia 1996 roku w Port Arthur na Tasmanii uzbrojony w broń
półautomatyczną Martin Bryant zabił 35 osób i zranił 20. Strzelał w kawiarni
pełnej japońskich turystów, w pobliskim pubie oraz do przejeżdżających ulicą
pojazdów. Po zatrzymaniu ten 28-letni mężczyzna o przyjaznym wyrazie twarzy i
długich blond włosach był badany przez czterech biegłych psychiatrów, którzy
starali się dociec przyczyny tak desperackiego postępku. W wyniku owych
konsultacji postawiono cztery różne diagnozy.

Pierwszy z lekarzy stwierdził, że pacjent ma schizofrenię paranoidalną, drugi
orzekł, iż jest to psychopatia, trzeci zdiagnozował zespół Aspergera (będący
odmianą autyzmu), czwarty zaś ograniczył się do stwierdzenia, iż Bryant… nie
ma syndromu Aspergera.

Wyobraźmy sobie, że czterej chemicy otrzymują do zbadania próbkę tej samej
substancji. Pierwszy uznaje, że jest to siarczan miedzi, drugi, że tlenek
siarki, trzeci dostrzega chlorek sodu, a czwarty oświadcza, że… substancja ta
z pewnością nie jest chlorkiem sodu. Czy w tej sytuacji uznamy, że chemia
wspiera się na solidnym fundamencie nauki?

Zaburzenia umysłowe klasyfikuje się dziś zgodnie z Diagnostycznym i
statystycznym podręcznikiem chorób umysłowych. W roku 1840 znano tylko jedno
takie schorzenie, powszechnie określane jako idiotyzm. 40 lat po powołaniu
Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego było ich już siedem: mania,
melancholia, monomania (irracjonalne koncentrowanie się na jednym obiekcie),
porażenie postępujące (czyli kiła trzeciorzędowa), demencja, alkoholizm oraz
epilepsja.

W 1952 roku liczba zaburzeń umysłowych wzrosła do 112, a w 1968 do 163, przy
czym decyzje o wprowadzaniu do rejestru nowych jednostek chorobowych - co
wydaje się warte podkreślenia - podejmowano w wyniku… głosowania. Na
specjalnie organizowanych spotkaniach, szacowne grono psychiatrów ustalało,
czy określone choroby istnieją, czy nie! Na skutki nie trzeba było długo
czekać. W 1980 roku zadekretowano 224 schorzenia psychiczne, w 1987 - 253, a w
1994 - 374.

Bruce Wiseman, autor książki Psychiatria – największa zdrada, uważa, iż
schorzenia te fabrykują sami lekarze. To psychiatrzy – jego zdaniem –
zapoczątkowali praktykę diagnozowania chorób, których istnienie jedynie
podejrzewali, co zaowocowało przekonaniem, że skoro pacjent zachowuje się
nienormalnie – czytaj: inaczej niż ogół społeczeństwa – musi być chory.

Zachowanie uznawano zatem za objaw i stwierdzano, iż jego źródło tkwi w
chorobie. Znakomitym przykładem może tu być zespół ADHD, objawiający się
nadpobudliwością psychoruchową połączoną z brakiem skupienia uwagi.

Do początków XX wieku istnienie takich nadpobudliwych dzieci przyjmowano jako
zjawisko naturalne. Po prostu zakładano, że z czasem nauczą się ona zmieniać
swoje zachowanie. Obecnie psychiatrzy wiedzą, że z takimi dziećmi dzieje się
coś złego. Rodzice nie podzielają tego poglądu, dopóki (kierując się sugestią
pedagoga szkolnego czy nauczycieli) nie wejdą do gabinetu psychiatry. Gdy
stamtąd wyjdą, będzie towarzyszyć im świadomość, że ich dziecko jest… inne.

Przyjrzyjmy się tej sytuacji z bliska. Zmianie nie ulega rzeczywistość,
zmienił się odbiór zachowania dziecka przez rodziców. Aż do tej chwili było
zdrowe – teraz jest chore. Jako normalne, prawdopodobnie wyrosłoby na
dorosłego człowieka, który znalazłby w życiu swoje miejsce. Z etykietką ADHD
rodzice, nauczyciele i inne dzieci będą traktować je inaczej, i w końcu ono
samo zacznie postrzegać siebie jako niespełniające określonych wymogów.
Powodem takiego stanu rzeczy jest wymyślona przez psychiatrów rzeczywistość
ADHD. Wymyślona, gdyż brak jakiegokolwiek dowodu na to, iż taka choroba
istnieje; jej etiologia – jak to zwykle w psychiatrii bywa - nie została do
końca wyjaśniona. Mówi się o czynnikach genetycznych, a także o wpływie pól
elektromagnetycznych na centralny układ nerwowy dziecka w łonie matki. Jak
sądzą psychiatrzy, najbardziej niekorzystnie oddziaływają: kuchenki
mikrofalowe, światło fluorescencyjne, komputery, kamery video, telefony
komórkowe, faksy, suszarki do włosów, a nawet… koce i poduszki elektryczne.
Czy biorąc pod uwagę rozwój techniki w najbliższych latach, należy przyjąć, że
wszystkie nasze dzieci będą skazane na zespół ADHD? A co z nadpobudliwością
wśród młodych aborygenów lub Indian z nad Amazonki?

Podobnie rzecz wygląda z dysleksją i dysgrafią. Przed laty uważano, że dzieci,
które popełniają błędy ortograficzne, niebawem z tego wyrosną. Wielu znanych
dziennikarzy, pisarzy i aktorów – w świetle współczesnych diagnoz
psychiatrycznych – w młodości było dyslektykami. Obecnie takie osoby uważa się
za inne. W zastraszającym tempie rośnie liczba zaświadczeń wystawianych przez
logopedów i psychiatrów potwierdzających, że dziecko, które do nich trafiło,
cierpi na dysleksję, co notabene w znacznym stopniu ułatwia przebrnięcie przez
ciężkie lata szkoły.

Tezę, iż zaburzenia umysłowe są wymyślane przez psychiatrów, potwierdza też
wypowiedź dr. Waltera Afielda. Cytuje on dane z międzynarodowej konferencji
psychiatrycznej, na której lekarze rosyjscy, komentując leczenie problemów
niedopasowania w małżeństwie w Ameryce, skonstatowali, że te sprawy w Rosji
nazywa się po prostu… pechem.

Leczenie wymyślonych chorób ma charakter psychologiczny lub somatyczny.
Postępowanie psychologiczne to poradnictwo albo psychoterapia, natomiast
leczenie somatyczne (zakładające, że umysł jest tożsamy z mózgiem) sprowadza
się do aplikowania pacjentom środków farmakologicznych, poddawaniu ich
elektrowstrząsom bądź operacjom neurochirurgicznym.

Elektrowstrząsy po raz pierwszy w historii zastosowano we Włoszech w 1838
roku. Wówczas to psychiatra Ugo Cerlettti, będąc świadkiem użycia tej techniki
w rzeźni (w celu ogłuszenia świń przed przecięciem im gardła), zdecydował się
użyć jej w celach leczniczych u ludzi. Jego pierwszym pacjentem był mężczyzna
u którego stwierdzono schizofrenię.



W USA praktykę tę wprowadzono do szpitali w roku 1940. Dwa lata później
Abraham Myerson, publicznie oceniając terapię elektrowstrząsami oświadczył: w
procesie leczenia ważnym czynnikiem jest obniżenie inteligencji. Najlepsze
wyniki uzyskuje się u tych osobników, u których redukujemy ją niemal do stanu
niedorozwoju umysłowego. Początkowo stosowano szok elektryczny bez podawania
leków znieczulających, ale wkrótce przekonano się, że konwulsje powodują
często złamania kości. W latach 50 zaczęto więc stosować środki zwiotczające
mięśnie.

Co dzieje się w mózgu pacjenta poddanego elektrowstrząsom? Psychiatra Lee
Coleman mówi: zmiany, jakie widzi się podczas stosowania wstrząsów
elektrycznych, są identyczne ze skutkami każdego silnego uszkodzenia mózgu,
takiego, jakie może na przykład wywołać uderzenie młotkiem w głowę (…)
Ponieważ ani mózg, ani el
Obserwuj wątek
    • czarna_wolga Re: Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory 11.01.09, 23:57
      Co dzieje się w mózgu pacjenta poddanego elektrowstrząsom? Psychiatra Lee
      Coleman mówi: zmiany, jakie widzi się podczas stosowania wstrząsów
      elektrycznych, są identyczne ze skutkami każdego silnego uszkodzenia mózgu,
      takiego, jakie może na przykład wywołać uderzenie młotkiem w głowę (…) Ponieważ
      ani mózg, ani elektryczność nie zmieniły się od lat trzydziestych, wynik jest
      stale ten sam: uszkodzenie mózgu (…) Mózg przez jakiś czas pozostaje uszkodzony,
      a zatem pacjent nie wie, ani nie pamięta, co go martwi. Niestety, kiedy zaczyna
      dochodzić do siebie problemy zwykle wracają, ponieważ elektryczność nie zrobiła
      nic w celu ich rozwiązania.

      Podobnym niewypałem jak elektrowstrząsy okazał się zabieg zwany lobotomią,
      polegający na przecięciu włókien nerwowych łączących czołowe płaty mózgu ze
      strukturami międzymózgowia – podwzgórzem lub wzgórzem. Odkryto, że
      przygnębionych, zamkniętych w sobie i kapryśnych pacjentów można w ten sposób
      przemienić w osoby otwarte, przyjacielskie i normalne.

      Oprócz oczywistych i – jak się wydawało – pozytywnych rezultatów, na
      popularności tego rodzaju leczenia zaważył sposób wykonywania zabiegu. W tzw.
      metodzie przezoczodołowej (rozwiniętej przez jej głównego praktyka, chirurga z
      Waszyngtonu, doktora Waltera Freemana) przypominający szpikulec do lodu metalowy
      pręt wprowadzano pomiędzy gałkę oczną a górną powiekę. Gdy pręt był ustawiony
      równolegle do grzbietu nosa w jego koniec kilkakrotnie uderzano srebrnym
      młotkiem. Kiedy przenikał pod czaszkę na kilka centymetrów, wyciągano go
      regularnym ruchem wahadłowym. Potem narzędzie wprowadzano w drugi oczodół i całą
      procedurę powtarzano.

      Jak zauważa dziś neurobiolog David Goldman, prostota tego zabiegu pozwalała na
      przeprowadzenie go w gabinecie lekarskim. W ciąg jednego dnia neurochirurg mógł
      wykonać nawet kilka lobotomii. Pomiędzy rokiem 1942 a 1954 ów zbrodniczy zabieg
      stanowił leczenie z wyboru wielu zaburzeń psychicznych. Przychylnie wypowiadano
      się o nim w periodykach naukowych oraz na zjazdach medycznych. Odkrywcę tej
      metody, Portugalczyka Antonio Egaza Moniza uhonorowano nawet Nagrodą Nobla.
      Został on zastrzelony przez jednego z pacjentów poddanych lobotomii.

      Amerykańscy psychiatrzy zafascynowani lobotomią orzekli, że metoda znajdzie
      wkrótce zastosowanie w leczeniu wszelkich zachowań odbiegających od powszechnie
      przyjętych norm, a więc będzie można ją stosować także u nadpobudliwych dzieci,
      homoseksualistów oraz… komunistów. Ta przerażająca kastracja, podsycona
      przekonaniem, że płaty czołowe mózgu nie odgrywają istotnej funkcji, ma dziś na
      koncie ponad 50.000 ofiar! Na szczęście ta (…) trwająca kilkanaście lat zbrodnia
      została przerwana.

      Z kolei leczenie farmakologiczne w psychiatrii to cała litania skutków
      ubocznych. Stosowanie środków uspokajających i przeciwdepresyjnych wywołuje:
      senność, zamazane widzenie, zaburzenia seksualne, niekontrolowane drżenie
      kończyn, apatię, drażliwość, niestrawność, halucynacje oraz zachowania
      samobójcze i agresywne, nie wspominając już o uzależnieniach. Prozac – jeden z
      najpopularniejszych leków antydepresyjnych – tylko w samej Ameryce stał się
      przyczyną blisko dwóch i pół tysiąca zejść śmiertelnych! Należy on do leków
      zwiększających w mózgu poziom serotoniny, uważanej za hormon szczęścia, a zatem
      jest przepisywany nie tylko chorym cierpiącym na ciężką depresję i nerwicę
      natręctw, ale również osobom nie dotkniętym tak poważnymi przypadłościami.

      Beztroska psychiatrów w szafowaniu lekami antydepresyjnymi jest doprawdy
      porażająca! Rokrocznie kilkanaście tysięcy recept na Prozac przepisuje się…
      niemowlętom! Do niedawna uważano, że charakter dziecka należy kształtować przez
      wychowanie, samodyscyplinę i zwalczanie niewłaściwych skłonności. Dziś – jak
      ostrzega amerykański profesor Francis Fukuyama – próbujemy iść na skróty i te
      same efekty uzyskiwać za pomocą leków. Takie postępowanie promują koncerny
      farmaceutyczne, które w celu zwiększenia zysków zrobią wszystko, jak też firmy
      ubezpieczeniowe doceniające fakt, iż leki są tańsze od trwającej dłuższy czas
      psychoterapii.

      W stanach zjednoczonych ponad sześć milionów dzieci z zespołem ADHD otrzymuje
      specyfik o nazwie ritalin, będący pochodną… amfetaminy. Aplikuje się go nawet
      niemowlętom. W całej Uni Europejskiej sprzedaż tego preparatu podwaja się co
      rok; w Polsce ritalin ma zostać zarejestrowany już niebawem.

      A zatem co oferuje psychiatria komuś, kogo zdiagnozowano jako osobę chorą umysłowo?

      Po pierwsze, stawiająca taką diagnozę dyscyplina nie jest nauką, a po drugie nie
      jest w stanie nikogo wyleczyć. Może ona zaproponować życie na lekach
      psychotropowych i nie mało skutków ubocznych. Może też wpłynąć na zmianę osobowości.

      Na zajęciach z psychiatrii, jakie odbywaliśmy we wspomnianej klinice profesora
      Bilikiewicza, zaprzyjaźniłem się z pacjentem, który pisał wiersze. Wysyłał je na
      konkursy i zdobywał nagrody. Jednak rodzicom chłopca nie podobało się, że
      zamiast towarzystwa innych preferował samotność. Psychiatrzy rozpoznali u niego
      schizofrenię, a kiedy skoczyli leczenie farmakologiczne chłopak już po pióro nie
      sięgnął.

      W znakomitej książce Czarownicy i psychiatrzy E. Fuller Torres głosi tezę, że do
      leczenia zaburzeń umysłowych nie jest potrzebna wiedza akademicka, a jedynie
      umiejętność słuchania i wczuwania się w problemy drugiej osoby. Przytoczona
      poniżej opowieść jest tego dobitnym dowodem.

      Pewnemu mężczyźnie wydawało się, że pod jego łóżkiem przyczaiły się potwory.
      Udał się więc do psychiatry, ale po wielu sesjach terapeutycznych (płacił po 100
      dolarów za godzinę) nie odczuł żadnej poprawy. Potwory nadal okupowały podłogę
      pod jego łóżkiem jak gdyby nigdy nic. Wówczas zwierzył się ze swojego problemu
      kucharce, która w tygodniu gotowała mu obiady. Kobieta wysłuchała go uważnie, po
      czym dla pewności zapytała:

      - One siedzą pod łóżkiem, tak?
      Mężczyzna skinął głową.
      - A to łóżko stoi na czterech nogach?
      - Tak.
      - Myślę, że jak pan obetnie te nogi, żaden potwór już tam nie wejdzie -
      dokończyła kobieta.

      Zrozumienie i wczucie się w sytuację osoby uznawanej za chora psychicznie to
      podstawa postępowania terapeutycznego. Odbywając przed studiami staż na
      neurochirurgii pracowałem jako pielęgniarz. Do moich obowiązków należało
      roznoszenie obiadów pacjentom. Z tamtego okresu pamiętam pewną kobietę, panią
      Irenę, która miała guza mózgu. Odmówiła zjedzenie zupy, ponieważ – jak
      utrzymywała – do talerza zagląda jej koń. Co mogłem zrobić? Wyprowadziłem konia
      na szpitalny korytarz, przywiązałem do klamki u drzwi i zapewniłem pacjentkę, że
      zwierze nie będzie jej niepokoić. Kobieta spokojnie zjadła zupę i poprosiła o
      dolewkę.

      Badania statystyczne, jakie ostatnio przeprowadzono w USA, wykazały, że
      współczynnik samobójstw wśród psychiatrów jest dziewięć razy wyższy niż wśród
      ogółu społeczeństwa. Zadajmy więc pytanie podstawowe: skoro nie są oni w stanie
      pomóc sobie, jak mogą leczyć innych?

      Autor: Lek. Med. Krzysztof Chudziński
      • dala.tata Re: Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory 13.01.09, 00:29
        bardzo to anty-psychiatryczne, choc dzisiaj anty-psychiatria nie jest juz
        sensowna platforma intelektualna. duzo bardzo interesujaca jest psychiatria
        krytyczna czy 'postpsychiatria' (haslo Brackena i Thomasa). a zatem platformy
        nie odrzucajace psychiatrii, a raczej humanizujace ja i psychologizujace (a
        zatem ruch w odwrotna strone od obserwowanego dzisiaj).

        nie da sie bowiem odrzucic psychiatrii w ogole, nawet sluchac trzeba umiec, a
        odrzucenie calosci farmakoterapii jest najprawdopodobniej bledem (choc sa
        psychiatrzy ktorzy nie stosuja neuroleptykow w ogole, np.Duncan Double w UK).
        problem raczej nie w odrzuceniu, ale uswiadomieniu sobie po co komu dajemy leki
        (niedawno wyszla doskonala ksiazka The Myth of Chemical Cure - niestety po
        angielsku tylko na razie).
      • awanturka Re: Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory 14.01.09, 23:17
        Przecież to pisał pierwszy lekarz nie mający nawet specjalizacji w psychiatrii! (za to mnóstwo swoich prywatnych uprzedzeń nie popartych niczym). To co tu przytoczono to nie są żadne argumenty tylko przekonania jakiegoś pierwszego lepszego lekarza (studenci medycyny wychodzą z uczelni z żałośnie ubogą wiedzą w dziedzinie psychiatrii, ta dziedzina traktowana jest na studiach medycznych po macoszemu). Jak lekarz nie ma ambicji by się samemu trochę dokształcić to potem wypisuje takie właśnie artykuły oparte na przesądach i uprzedzeniach a nie na faktach.
        • czarna_wolga Re: Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory 15.01.09, 19:03
          Niektórzy zwykli ludzie niemajacy żadnego wyksztalcenia medycznego bardziej sie
          orientują w dziedzinie a nizeli jacyś naukowcy zyjący swoimi urojeniami
          zamkniecie w swoich gabinetach i szukajacych sensacji. W tej dziedzinie nie
          mozna miec jakis rozsadnych argumentow wsrod dziesiatek roznych metod diagnozowania.
      • czarna_wolga Re: Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory 12.01.09, 12:49
        temat moim skromnym zdaniem jest powazny mowi o tym jak to nasi specjalisci od
        psychiki na wlasny sposob interpretują rozne zaburzenia pod wlasnym kątem, a
        jacy czuja sie powazni dumni wyksztalceni i mądrzy. Ja nie znam ani jednego
        przypadku pod wzgledem popelniania bledow w sztuce w psychiatrii, to mi się
        wydaje trochę dziwne w stosunku do tak mitycznych nauk jak chirurgia czy
        onkologia istnieje zatem duze pole do naduzyc i bajobonga. Jak niektorym z tym
        dobrze to ok mnie to troche irytuje najgorsze jest to że to się nie zmieni, a
        sami tworcy teorii nie maja odwagi przyznawac sie do pomyłek.
    • d1963 Coś w tym jest, na pewno ... 12.01.09, 14:23
      Nie oglądam seriali, ale raz mignął mi dr House, który
      powiedział: "W zależności od tego, do jakiego specjalisty pójdziesz,
      na to będziesz chory".

      U mnie tak było - byłem całkiem normalny, a powalił mnie "pisk w
      głowie" (pojawił się po kuracji antybiotykowej). Laryngolog
      rozkładał ręce - może to uszkodzenie słuchu (rzęski w uchu
      środkowym), neurolog - może kłopoty z krążeniem (szyja, mózg),
      antybiotyki - absolutnie nie (mimo, że w inf. producenta pisało, że
      mogą pojawić się "szumy uszne").

      Przestałem spać, byłem przestraszony tym dokuczliwym objawem, bardzo
      zdenerwowany - rodzina (pod wpływem rad lekarzy i obserwacji mojego
      zachowania)zaprowadziła mnie do psychiatry: dla niego historia z
      antybiotykiem była niewiarygodna (źle, że to opowiedziałem) -
      podejrzewał stany psychotyczne, "jeśli piszczy w głowie, to problem
      głowy, czyli mój" - powiedział.

      Dał mi zolafren (dla chorych na schizofrenię) - nie chciałem go
      brać, ale wziąłem - lek owszem "wyciszył" mnie ale spowodował
      straszne spustoszenie (mimo, że brałem go "tylko" 3 tyg.:
      podejrzewam zniszczenie niektórych mięśni, mam problemy jelitowe,
      drętwienie kończyn, osłabienie wzroku.
      To mnie podłamało - pojawiły się objawy depresyjne: porzuciłem
      terapię szumów usznych, zawaliłem pracę, zamknąłem się w sobie,
      przestałem spać, lęki, itd.

      W zgłoszone dolegliwości po Zolafrenie nikt nie wierzył - to tylko
      potwierdzało, że jestem "psychotyczny" bo wymyślam sobie nowe
      dolegliwości. Teraz oprócz tego, że w głowie jak piszczało, tak
      piszczy, to borykam się z tym, co spowodował Zolafren i jeszcze z
      depresją.
      Brałem antydepresanty, potem próbowałem żyć bez nich, ale był
      dramat - lęki, myśli samobójcze. Zmieniłem psychiatrę, chodzę na
      terapię, znowu biorę antydepresanty, czasem coś udaje mi się zrobić,
      podjąć jakąś aktywność, są więc momenty lepsze, ale jest też dużo
      złych.

      Kończąc, jeśli psychiatra, to mądry. Ja tego szczęścia nie miałem.
      Wystarczyło przeczytać, że jest coś takiego jak "szumy uszne"
      (ogólne określenie na dźwięki w uszach i w głowie) oraz że u wielu
      pacjentów wywołuje to lęki, nerwice, depresje i mnie trochę
      uspokoić, a nie walić neurolpetykiem po organiźmie.

      PS. Czasem leczenia u psychiatry się nie uniknie - szukajcie wtedy
      ludzi myślących, z referencjami (biała lista), zacznynajcie od
      siebie, aktwizujcie się, spróbujcie najpierw psychologa z
      doświadzceniem.

      Pozdr D
      • czarna_wolga Re: Jakie macie doświadczenia z psychiatrami ? 12.01.09, 19:34
        Takie jak w artykule zdupcyli mi psyche (poza nielicznymi wyjątkami jakieś 20 %)
        zamiast ją wyleczyć. Najgorszy był chyba jeden dr hab ktory majac moje papiery z
        klinki, zrobione testy u niego nie potafil rozpoznać głębokiej depresji nawet
        nie sluchal tego co mowie. Jak probowalem sie domagac swoich praw to nawt mi
        dokumentacji nie chcieli udostepnić. Kompletna porazka.
    • tlenoterapia Re: Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory 12.01.09, 23:38
      Boli mnie ,ze jest tyle ofiar "leczenia psychiatrycznego"jak i
      obojetnosc i niewiedza spoleczna na ten temat.

      Wielu ludziom powinni placic odszkodowanie za utrate zdrowia w
      zwiazku z tak zwanym "leczeniem"

      Owszem psychiatria jest pseudonauka ,a nowe leki wypromowane przez
      firmy farmaceutyczne nie sa wiele lepsze od starych.

      Niemniej nie zgodze sie z opinia antypsychiatrow ,ze chodzi
      psychiatrom o zmiane nieakceptowanych spolecznie
      zachowan. ...tylko o sposob przezywania
      emocji ,mysli,natrectw ,odrealnionego odboru rzeczywistosci,lub
      meczacych urojen ,omamamow,bezsennosci,lęku- czy to nazwac choroba
      czy nie to wykancza ,powoduje ,ze niesposob sprostac wymogom dnia
      codziennego.

      To pewnie dla tego,mimo ze zagrazaja swojemu zyciu,psychiatrzy nie
      wsadzaja do psychiatryka alpinistow i radowcow samochodowych.

      Ale moze juz niedlugo w wyniku glosowania uznaja ,ze te sklonnosc
      do ryzyka to nie sport tylko choroba i dojdzie do tego ,ze beda
      sie czaic za krzakami na Mout Everescie i lapac smialkow-cap i do
      swirowa.
      • lucyna_n Re: Racjonalnie o psychiatrii kto tu jest chory 15.01.09, 08:55
        tlenoterapia napisała:

        >
        > To pewnie dla tego,mimo ze zagrazaja swojemu zyciu,psychiatrzy nie
        > wsadzaja do psychiatryka alpinistow i radowcow samochodowych.
        >
        > Ale moze juz niedlugo w wyniku glosowania uznaja ,ze te sklonnosc
        > do ryzyka to nie sport tylko choroba i dojdzie do tego ,ze beda
        > sie czaic za krzakami na Mout Everescie i lapac smialkow-cap i do
        > swirowa.

        jestem za:)
        matka rodzi, karmi, dba, a pacan jeden z drugim pospadają z jakiejś skały ,
        albo się roztrzaskują w samochodzie wtedy kiedy wreszcie są odchowani i
        samodzielni. To nienormalne.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka