d1963
12.01.09, 19:31
Jeśli są lepsze momenty, to staram się mobilzować/przełamywać i
wychodzić z kompletnego letargu przeplatanego płaczem.
Pisałem o tym w osobnym poście.
Ma to takie znaczenie, że otoczenie - rodzina oczekuje, że skoro
było już dobrze (wyszedłeś z domu, byłeś normalny na jakims
spotkaniu, rozmawiałeś, jeździłeś na nartach (!), zajmowałeś się
dzieckiem, spacerowałeś, itd.), to już teraz będzie cały czas
dobrze.
A w zasadzie gorszy nastrój zawsze wraca (nie mam stałej poprawy),
pojawia sie blokada, żal, płacz, lęk, a najbliżsi reagują wtedy
nerwowo i z pretensjami. Niby wiedzą, że choroba faluje (mówił o tym
lekarz), a i ja im się nie dziwię, skoro mają już 10 m-cy w domu
faceta, który całkiem swój tryb życia (rus. "oblik żyzni").
Powoduje to napięcia, a nawet zarzuty otoczenia o "ucieczce w
chorobę".
Taki zarzut boli, ale wiem, że jak się nie ma tej choroby, to trudno
zrozumieć jej przebieg i stan chorego.
Czy macie takie doświadczenia i jak sobie z nimi radzicie? Jak
zachowują się najbliżsi? Co im mówicie? Pozdr D