Dodaj do ulubionych

O mskaiq, (samo)diagnozowaniu i samoleczeniu

20.01.09, 18:49
Zauważyłem, że nasz kolega australijski, na co był chory, jego
metody terapeutyczne i problem (samo)diagnozwania przyciąga czasem
większą uwagę niż pierwotny wątek dyskusji.

Na prośbę pomoc sygnowaną loginem: fryceq (tytuł: od pewnego
czasu ...) 2-3 wpisy dotyczą wątku, a 10 to "dyskusja australijska".

No to "wyciągam" te kwestie do osobnej rozmowy.

1. Trudno zdiagnozować co miał/ma mskaiq.
Czy można jak on sam radzi: przeczytać książkę i porównać objawy i
nie trzeba być do tego być lekarzem?
Można trafić, a można się pomylić. Lekarza to też dotyczy.
Problem z tym, że nikt z nas nie widział mskaiq na oczy.
Myślę, że ze stanów nerwicowo-depresyjnych można wyjść siłą woli,
jeśli są to stany lekkie, które nie wyłączają aktywności.
Co do schizofrenii, to nie wiem, poważna sprawa.
Może nasz kolega był przemęczony, wpadł w lekki stan nerowo-
depresyjny i "siłą woli" wrócił do życia? I żadnej głębokiej "endo"
nie zaliczył. Schizofrenia?

2.(Samo)diagnozowanie
Mamy tutaj dużo wpisów, z których wynika, że nie zawsze diagnozy
psychiatrów są trafione, ale dotyczy to też innych dziedzin
medycyny. Ale w psychiatrii, gdzie mamy wiele "zespołów"
chorobowych, a nie ma ścisłych metod diagnostycznych jak rtg,
biopsja, analiza, ... diagnozowanie jest trudne i wymaga
doświadczenia. Zwłaszcza, że przebieg dolegliwości ma różne oblicza.
Ale mamy prawo mieć swoje zdanie nt. dolegliwości, bo oczywiście
brak leczenia może mieć konsekwencje ale i złe leczenie, albo
leczenie nieobojętnymi lekami pochopnie rozpoznanej choroby
psychicznej - też może człowieka "okalczyć".

3. Samoleczenie
Na pewno aktywność, siła woli, wspomagają i mają pozytywne znaczenie
terapeutyczne. Ale nie zawsze to jest wystarczające albo możliwe do
zastosowania. Jest tutaj na forum wiele relacji (nie tylko z
Australii), z których wynika, że aktywność miała duże znaczenie w
powrocie do normalności. Więc nie krytykowałbym w czambuł doktryny
mskaiq, przyznając, że nie zawsze da się ją zastosować. Mnie jego
posty w ciężkim momencie pomogły i "wyszedłem" z pozycji leżącej do
paru zajęć, po których czułem się lepiej (znowu w "normalnym"
świecie).
No ale czy nasz mskaiq mógł sam się wyleczyć ze schizofrenii? Trwale?
Znam tą chorobę z opisu i z filmu "Piękny umysł". Genialny matematyk
Nash zwyciężył chorobę, nauczył się ignorować swoich "towarszyszy".
Co mu pomogło? Leki, jakaś terapia, czy on sam był kluczem do
sukcesu? Tytuł filmu sugeruje, że to siła umysłu była decydująca.
Co sądzicie?

Pozdr D
Obserwuj wątek
    • amamit Re: O mskaiq, (samo)diagnozowaniu i samoleczeniu 20.01.09, 20:19
      sila i wola sa decydujace :)
      ale wraz z fachowym leczeniem. wsrod psychiatrow i terapeutow:
      mistrzowie, rzemieslnicy i partacze. modlic sie o pierwszych :)
      a samodiagnoza... wyrazilam juz swoj poglad.
      ja juz na temat Maskiq'a pisac nie bede. raz probowalam.
      tyle tylko: czasem dobrymi checiami pieklo brukowane...
      ciesze sie, ze Tobie pomogl i niech tak zostanie...
    • awanturka Re: O mskaiq, (samo)diagnozowaniu i samoleczeniu 20.01.09, 20:23

      Z poważnych chorób psychicznych nie można się wyleczyć ale można je "zaleczyć" czyli osiągnąć stan pozornego zdrowia czyli tzw. remisję choroby. Taka remisja może trwać bardzo długo, nawet całe życie, ale chorym się jest nadal. To trochę tak jak z alkoholizmem - można nie pić, być abstynentem (istnieje pojęcie niepijący alkoholik) ale alkoholikiem (czyli chorym na chorobę alkoholową, uzależnionym)się jest do końca życia.

      Co do maskaiq'a. Moje przypuszczenia są takie, że rzeczywiście przeszedł przez wszystko co opisuje, przypuszczalnie ma schizofrenię (stąd te omamy i urojenia o których pisze oraz depresja, która często towarzyszy tej chorobie). I osiągnął wieloletnia (życzę mu żeby dożywotnią!) remisję. To się czasem zdarza nawet bez stosowania leków. Ile było w tym jego osobistego wysiłku a ile poprostu szczęścia, nie wiem. Nie ulega wątpliwości, że radykalnie zmienił swoje życie i sposób myślenia.

      Robi tylko jeden błąd!
      Nie można swojego jednostkowego przypadku uogólniać.

      Niewielu ludziom chorym na poważne choroby psychiczne (schizofrenia, CHAD, CHAJ) jego rady pomogą. Niestety mogą również zaszkodzić - zapewniając, że każdy może zrezygnować z leków i "wyleczyć się" w sposób jaki opisuje może się przyczynić się do odstawienia leków przez osoby, które muszą je przyjmować. To może zakończyć się katastrofą! Pozostaje jeszcze, poruszana tu już wiele razy kwestia wywoływania w ludziach poczucia winy, gdy nie są w stanie poradzić sobie z chorobą (widocznie niedostatecznie się staram, nie mam silnej woli itd..) i wmawiania im problemów psychicznych tam gdzie ich nie ma (tego sama doświadczyłam!).

      Co do mnie maskaiq nie wywołuje we mnie złych uczuć. Mam nawet do niego wiele sympatii w związku z tym, że tak wytrwale przekonuje ludzi do swoich racji.

      Tylko często niepokoję się o ludzi, którzy zaczęli właśnie chorować i są problematyką chorób psychicznych nie są obeznani, że rady maskaiq'a dla wielu znich okażą się zgubne (nie wykluczam, że są też tacy, którym pomogą).

      I jeszcze jedno. Niektórym wydaje się, że rady maskaiq'a mają wiele wspólnego z podejściem psychoterapeutycznym. A tak nie jest, niektóre jego tezy przeczą podstawowym zasadom na jakich oparta jest głęboka psychoterapia.

      To tyle. jak mi przyjdzie coś jeszcze do głowy to się jeszcze odezwę
    • ketonal_i_na_rente Re: O mskaiq, (samo)diagnozowaniu i samoleczeniu 21.01.09, 11:11
      ad.1

      mask z jednej strony uwaza, ze medycyna nic mu nie moze pomoc, z drugiej strony,
      nie wiedzac po co, ma zamilowanie do etykietek medycznych.

      > Myślę, że ze stanów nerwicowo-depresyjnych można wyjść siłą woli,
      > jeśli są to stany lekkie, które nie wyłączają aktywności.

      nie wszystko sprowadza sie do tego czy, brac leki czy wziasc sie w garsc. a ja
      bym analogicznie mogl dac teze przeciwna ze rownie dobrze, z roznych epizodow
      psychotycznych, depresji mozna wyjsc bez lekow, bo po prostu same nieraz mijaja,
      a wyjscie z problemow nerwicowych jest nieco bardziej skomplikowane i sila woli
      nic nie pomoze.

      ad.3

      aktywnosc sportowa ma duze znaczenie, na forum rola hipokinezy jest
      bagatelizowana. no i to jest jedyna wartosc maska, aczkolwiek pisze o sporcie
      nieraz w formie groteskowej, ze trudno wziasc to powaznie.

      znane powiedzenie mowi : szalenstwo wiara ze powtarzanie tych samych przyczyn
      przyniesie odmienne skutki. a maska rady z aktywacja czesto maja taki charakter.
      pokonanie leku niekoniecznie moze przyniesc jego pokonanie ale utwierdzenie w
      razie kolejnych niepowodzen.

      maska sposob myslenia zbiega sie jakos z mysleniem nerwicowym, i zamiast byc
      sposobem radzenia sobie z nerwica jest jej wyrazem. tak juz jest na forach, ze
      ludzie sie wzajemnie zaklinaja radami, ktore wiadomo ze nie dzialaja, sa raczej
      zrodlem problemu, ale wierza ze sa wysmienite, tylko ze sa za slabi zeby je
      zrealizowac, moze jutro, moze pojutrze.
      • d1963 Chyba faktycznie czas to zakończyć ... 21.01.09, 17:21
        Zastanawiałem się, dlaczego pojawiają się takie kontrowersje wobec
        kol. "maska", diagnozowania i czym jest taka czy nie inna choroba, a
        czym nie, dlatego ten wątek wywołałem. Bo ten "spór" często
        przysłania wątek pierwotny.
        Rozumiem, że to forum wymiany doświadczeń i ci, co tutaj zaglądają
        (a przynajmniej mnie to dotyczy) szukają możliwości wygadania się,
        złapania z kontaktu z kimś w podobnym stanie (lub po
        takim "przejściu", kiedy czują się sami, bo otoczenie nie zawsze to
        rozumie.
        A jasne jest, że taka czy inna terapia lub forma aktwyności w
        różnych przypadkach różnie działa. I nie zawsze mogę
        zmusić "beznogiego" do zdobywania Himalajów, jak ktoś napisał.
        "Samoleczenie" metodą "maska" też często jest trudne do
        zastosowania, choć nie można wykluczyć, że takie rzeczy na świecie
        się dzieją.
        Z kolei goście forum nie mogą rezygnować ze swoich terapii i
        leczenia, czy wizyty u lekarza pod wpływem doświadczeń innej osoby.
        O leczeniu nowotworów wyciągiem z jemioły czy preparatem torfowym
        też się czasem słyszy, ale nikt rozsądny nie rezygnuje z leczenia
        konwencjonalnego.
        W psychiatrii z kolei użycie środków neuroleptyczych ze wszystkimi
        ryzykami działań ubocznych musi być przemyślane i uzasadnione, bo
        środki te "zmieniają" pacjenta: pacjent żyje, ale jego aktywności są
        zubożonelub pacjent ma ciężkie powikłania, albo umiera po zespole
        neurolpetycznym.
        Więc jeśli ktoś może w schizofrenii czy depresji pobiegać po plaży,
        to czemu nie?
        To nie musi oznaczać rezygnacji z mądrej opieki lekarskiej.

        Pozdr D
    • mskaiq Re: O mskaiq, (samo)diagnozowaniu i samoleczeniu 21.01.09, 11:44
      Jesli chodzi o wlasna diagnoze to mialem szczescie, ze uniknalem
      zdiagnozowania, ze nie zdecydowalem sie na leczenie ze nie bralem
      lekow.
      Czy trudnio jest sie zdiagnozowac ? Mysle ze latwo. Kiedy pojawiaja
      sie glosy, urojenia, omamy to trudno powiedziec ze sie nic nie
      zmienilo i ze jestem zdrowym.
      Mysle ze warto przeczytac to co napisal daniel Fisher.
      Serdeczne pozdrowienia.

      WASHINGTON POST 19 sierpnia 2001 r.

      DANIEL B. FISHER

      „ZOSTALIŚMY WPROWADZENI W BŁĄD
      PRZEZ PRZEMYSŁ FARMACEUTYCZNY"

      Wyzdrowiałem ze schizofrenii. Jeśli to zdanie Cię zaskoczy, gdyż
      sądzisz,
      że schizofrenia jako choroba mózgu jest chorobą całego życia i nie
      można się z
      niej uwolnić, dałeś się zwieźć kulturowemu nieporozumieniu, które
      niepotrzebnie znaczy miliony piętnem choroby psychicznej. W
      ostatnich
      dwudziestu latach przemysł farmaceutyczny stał się najpoważniejszą
      siłą
      utrzymującą przekonanie, iż choroba psychiczna jest zaburzeniem
      mózgu, i że
      jej ofiary potrzebują leków do końca życia. Jest to zręczna handlowa
      strategia: jeśli ludzie uwierzą że choroba psychiczna ma podłoże
      czysto biologiczne, będą leczyć się wyłącznie pastylkami! Wielkie
      koncerny farmaceutyczne faktycznie kupiły całą psychiatrię. Ich
      dochody w znacznej części przeznaczone są na badania, wydawnictwa
      specjalistyczne i lecznictwo psychiatryczne. Nie jest zaskoczeniem,
      że wielu naukowców jest przekonanych, iż leki psychotropowe są
      najskuteczniejsze w terapii chorób psychicznych.
      Mimo, że najnowsze badania wskazują pełną użyteczność psychoterapii
      w leczeniu schizofrenii, praktykujący psychiatrzy wciąż
      powtarzają „nie można rozmawiać z chorobą". Tak rozumując lekarze
      spędzają dziś więcej czasu na przepisywaniu pastylek niż na
      poznawaniu ludzi, którym je aplikują.
      Ja również wierzyłem w biologiczny model choroby psychicznej.
      Trzydzieści jeden lat temu jako dyplomowany biochemik w National
      Institute of Mental Health badałem i pisałem o neurotransmiterach
      takich jak serotonina i dopamina. Gdy potem zostałem zdiagnozowany
      jako schizofrenik, doświadczenie własne nauczyło mnie prawdy, że
      uczuć i marzeń nie można badać pod mikroskopem. Wbrew temu jak sądzi
      wielu słysząc o moim wyzdrowieniu, początkowa diagnoza nie była
      błędem: potwierdziła ją grupa sześciu psychiatrów po
      czteromiesięcznym pobycie w Bethesda Naval Hospital.
      Piętno schizofrenii przytłoczyło mnie. Me życie zawirowało. W sześć
      lat później pomimo powszechnych oczekiwań wyzdrowiałem.
      Najważniejszymi elementami w moim powrocie do zdrowia były:
      terapeuta, który we mnie uwierzył, wsparcie rodziny, wierni
      przyjaciele oraz sensowna praca. Ponadto miałem nowy cel:
      chciałem zostać psychiatrą. Mój terapeuta popierał te marzenia
      mówiąc:
      „Przyjdę na twoje zaprzysiężenie" (Był obecny, gdy otrzymywałem
      dyplom w George Washington University Medical School w 1976 roku).
      Lekarstwa były podpórką w okresie kryzysów, ale od 25 lat jestem od
      nich całkowicie wolny.
      Nie jestem w tym wyjątkiem. Tysiące innych również wyzdrowiało, ale
      nie chcą ujawniać swej przeszłości, obawiając się stygmatyzacji
      chorobą psychiczną.
      Rozstrzygające są długoterminowe badania Vermont Longitudinal Study
      prowadzone w latach pięćdziesiątych na grupie 269 pacjentów z ciężką
      schizofrenią przez Cartenay'a Harding'a. Trzy dekady później Harding
      zauważył, że dwie trzecie z nich żyło i funkcjonowało samodzielnie,
      a połowa całkowicie wyzdrowiała i była wolna od medykamentów.
      Szwajcarski psychiatra Manfred Bleuler, którego ojciec Eugen był
      twórcą terminu schizofrenia w 1908 roku, otrzymał podobne rezultaty.
      Jego ojciec mylnie zakładał, że schizofrenia jest nieuleczalna, gdyż
      zbyt rzadko widywał pacjentów po opuszczeniu przez nich szpitala.
      Nasze własne badania w National Empowerment Center (NEC) finansowane
      przez Federalne Centrum Zdrowia Psychicznego (Center for Mental
      Health Services) wykazują, że najważniejszym czynnikiem są ludzie,
      którzy uwierzyli w pacjentów i dali im nadzieję. Leki są czynnikiem
      najmniej ważnym. Mimo tego psychiatrzy wcale tak nie myślą. Niedawno
      mogłem się przekonać jak ściśle kontroluje się świadomość
      zainteresowanych. Skontaktowałem się z kolegami w większości szkół
      medycznych Zachodniego Wybrzeża, by sprawdzić czy mógłbym być
      zaproszony do poprowadzenia serii wykładów w ramach ich programu
      nauczania.Grzecznie wytłumaczono mi, że jest to niemożliwe. Gdyby
      wyrazili krytykę biologicznego modelu chorób psychicznych wykazując,
      że chorzy mogą wrócić do zdrowia ze schizofrenii bez lekarstw, nie
      mogliby dłużej prowadzić swojej praktyki i wykładać na uczelni.
      Przemysł farmaceutyczny kontroluje również edukację publiczną.
      Jak trudno uwolnić się od telewizyjnego obrazu „zakręconego"
      człowieka, który tylko dzięki Paxil'owi wraca do społeczeństwa ?
      Przemysł opłaca badania, a eksperci mają potężny wpływ na media.
      Ostatecznie to koncerny farmaceutyczne mają przewagę w grupach
      działających nieraz w dobrej wierze podtrzymując biologiczny model
      chorób psychicznych i dostarczając tym grupom poważne
      wsparcie finansowe.
      Schizofrenia częściej wynika z braku marzeń niż z braku dopaminy. W
      NEC próbujemy przerzucać mosty ponad przepaścią chaosu. Wiem jak
      wielu ludzi czujących, że zrobili wszystko co mogli w walce z
      chorobą psychiczną jest zawiedzionych. Rozumiem ich ból. Wierzymy
      jednak, że powrót do pełni zdrowia jest możliwy dla wszystkich. Może
      minąć wiele czasu nim zostaną zniwelowane negatywne wzorce z
      przeszłych kuracji. Oferujemy jednak nadzieję opartą na własnych
      doświadczeniach.
      Osoby chore psychicznie wymagają od pracowników służby zdrowia,
      ludzi podejmujących decyzje, rodzin i całego społeczeństwa znacznie
      szerszej skali działań terapeutycznych. Istnieje potrzeba
      intensywnych badań nad sposobami, dzięki którym chorzy powracali do
      zdrowia. Potrzeba dla nich więcej miejsc pracy, mieszkań,
      wsparcia „już wyleczonych" oraz pracy własnej tych, którzy
      weszli na ścieżkę samookreślenia i niezależności. By ulżyć
      cierpieniu wielu, pojawiła się konieczność przesunięcia akcentu z
      leków na ludzi.
      -----------------------------------------------------------------
    • d1963 Chyba rzeczywiście czas to zakończyć 21.01.09, 18:18
      Zastanawiałem się, dlaczego pojawiają się takie kontrowersje wobec
      kol. "maska", diagnozowania i czym jest taka czy nie inna choroba, a
      czym nie, dlatego ten wątek wywołałem. Bo ten "spór" często
      przysłania wątek pierwotny.
      Rozumiem, że to forum wymiany doświadczeń i ci, co tutaj zaglądają
      (a przynajmniej mnie to dotyczy) szukają możliwości wygadania się,
      złapania z kontaktu z kimś w podobnym stanie (lub po
      takim "przejściu", kiedy czują się sami, bo otoczenie nie zawsze to
      rozumie.
      A jasne jest, że taka czy inna terapia lub forma aktwyności w
      różnych przypadkach różnie działa. I nie zawsze mogę
      zmusić "beznogiego" do zdobywania Himalajów, jak ktoś napisał.
      "Samoleczenie" metodą "maska" też często jest trudne do
      zastosowania, choć nie można wykluczyć, że takie rzeczy na świecie
      się dzieją.
      Z kolei goście forum nie mogą rezygnować ze swoich terapii i
      leczenia, czy wizyty u lekarza pod wpływem doświadczeń innej osoby.
      O leczeniu nowotworów wyciągiem z jemioły czy preparatem torfowym
      też się czasem słyszy, ale nikt rozsądny nie rezygnuje z leczenia
      konwencjonalnego.
      W psychiatrii z kolei użycie środków neuroleptyczych ze wszystkimi
      ryzykami działań ubocznych musi być przemyślane i uzasadnione, bo
      środki te "zmieniają" pacjenta: pacjent żyje, ale jego aktywności są
      zubożonelub pacjent ma ciężkie powikłania, albo umiera po zespole
      neurolpetycznym.
      Więc jeśli ktoś może w schizofrenii czy depresji pobiegać po plaży,
      to czemu nie?
      To nie musi oznaczać rezygnacji z mądrej opieki lekarskiej.
      Pozdr D

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka