kefirka.de
18.04.09, 12:41
Mam 3 depresję. Moje uczucia buzują.Dziś zastanawiam sie nad możliwościami
jakie miałam w wyrażaniu uczuć w dzieciństwie.Rodzice i dziadkowie mający na
mnie największy wpływ w dzieciństwie należeli do ludzi kategorii "ą i ę, bułkę
przez bibułkę'.Jedynaczka m.in. miała się nie złościć i nie bać i nie być
niezadowolona. Za wyrażanie ww. uczuć publicznie były emocjonalne kary.
Przypomniało mi się jak radziłam sobie z tym w dzieciństwie.STRACH-miałam
5lat, leżałam w łóżku rano i poczułam irracjonalny strach. Dorobiłam sobie do
tego wizję, że jestem w lesie a pod łóżkiem pełzają żmije. Bardzo długo
znosiłam tą torturę.Spociłam się jak mysz. Po godzinie, dwóch przestałam się
bać, wstałam i poczułam się dobrze. ROZPACZ - byłam w podstawówce, oglądałam
film "Pożegnanie z bronią'. Dwoje zakochanych bohaterów zmaga się z
tragicznymi, niebezpiecznymi wydarzeniami w czasie wojny.Udaje im się
przedostać do strefy bezpiecznej, ona w czasie porodu umiera, dziecko też. On
idzie w deszczu ulicą, po twarzy spływają krople deszczu i łzy. Płakałam
krokodylimi łzami, zawodziłam z godzinę. Nie jestem pewna czy nad ich losem,
chyba posłużył mi tylko za pretekst. Ciekawa jestem, co sądzicie czy to moja
nademocjonalność czy instynktowny sposób na wyrażenie zablokowanych uczuć?
Mieliście podobnie?